Dzisiaj założono mi pessar. Nic strasznego na szczęście. Krążek do środka hop siup, 10 sekund i po strachu.
Niestety nie miałam usg ani nic więc nie mam pojęcia ile ma szyjka, czy się skróciła czy trzyma. Mam nadzieję, że jest dobrze.
Jesli wszystko bedzie bez komplikacji to jest szansa, że jutro wyjde do domku.
No ale nie nastawiam się.
Za tydzień mam iść zrobić krzywa dopiero. Ten pierwszy tydzień leżeć plackiem. Później w sumie też ale na badania mogę wyskoczyć.
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 grudnia 2020, 11:09
15cs 26dc
Dziękuję Wam dziewczyny za komentarze wczoraj. Dziś nawet nie było sensu testować. Od rana mam bóle okresowe, a w środku widać różowy śluz. Czyli, jak w zegarku, okres przyjdzie jutro.
Wczoraj rozsypałam się na kawałeczki. Zostałam na dodatek sama w domu, mąż musiał wyjechać na weekend. Czułam taką wielką pustkę, niesprawiedliwość, niemoc. Czasem żałuję, że mieszkam tak daleko od domu, najchętniej poszłabym wtedy do przyjaciółki, położyła się u niej na łóżku, pogadała o głupotach, przytuliła. Ale musiałam poradzić sobie sama, więc na dobitkę włączyłam sobie film "życie prywatne" na Netflixie. Polecam każdemu, pokazane w nim zostało życie pary zmagającej się z niepłodnością takie, jakie jest, bez upiększania; rzeczywistość szczerą do bólu. I zdałam sobie wtedy sprawę, jak bardzo ta niepłodność może zniszczyć związek, jeśli pozwoli jej się wejść za daleko w nasze życie. Tego mi było trzeba, popłakałam sobie, ale i wyniosłam kolejną cenną lekcję. I zdałam sobie sprawę, że znowu sfiksowałam się na temat, za bardzo uwierzyłam że się uda, i to mnie zgubiło. Jeszcze niedawno wypracowałam sobie chłodne podejście do tematu, spokój, racjonalne myślenie, zauważanie świata dookoła i było mi z tym naprawdę dobrze. Pozwoliło mi to odetchnąć i cieszyć się życiem. A teraz znowu wpadłam w pułapkę, którą przygotowała mi własna głowa i głupia naiwność.
Nauczyłam się też, że można czuć się jakby się było w ciąży, ale w niej nie być. W tym cyklu powtórzyły mi się objawy ciąży biochemicznej, a w ciąży nie jestem. Od następnego cyklu zwalniam i postaram się wejść na stare tory, bo jak widać, takie podejście zamiast pomagać, tylko przysparza niepotrzebnych zmartwień.
Zmieniając temat, w ostatnich 2 tygodniach strasznie mnie wysypało. Zawsze miałam problemy z trądzikiem, jako nastolatka przyjmowałam izotretynoinę, ale przez ostatnie półtora roku (mniej więcej tyle, ile się staramy o dziecko), moja cera to dramat. Już wiem, że nie jest to sprawa hormonów, bo wszystkie są w normie. Kosmetyków raczej też nie - stosuję podwójne oczyszczanie twarzy (płyn micelarny + pianka), używam tylko dermatologicznych kosmetyków. A w ciągu ostatnich tygodni moja twarz i dekolt są jak tarka, twarz strasznie piecze, jest czerwona, codziennie pojawia mi się około 10 nowych krostek z białym zakończeniem, które pękają po przejechaniu po nich paznokciem. Byłam już z tym u lekarza, pani doktor przepisała mi jakiś lek z retinolem po czym podkreśliłam jej że próbuję zajść w ciążę, więc z wielką łaską wystawiła mi inną receptę, kupiłam ten żel, a na ulotce było napisane, że nie wolno go używać starając się o dziecko i w ciąży. Acha, to mi pomogła głupia baba. Kolejny dermatolog też chciał mi przepisać retinol, nie miał innego pomysłu na mnie, więc wyszłam z kwitkiem.
Ale coś mi w tym wszystkim nie pasuje, na wakacjach lub u rodziców problem znika. I wczoraj wpadłam na pomysł, że to może być jakaś nietolerancja pokarmowa lub alergia.
Wyczytałam też w Google, że alergia pokarmowa może wpływać na płodność, bo organizm traktuje alergen jako toksynę, aktywuje układ odpornościowmy i generuje przewlekly stan zapalny. Pewnie znalezienie potencjalnego winowajcy jest strasznie trudne, ponoć objawy mogą się pojawiać nawet kilka dni po zjedzeniu czegoś, więc ciężko zauważyć, co szkodzi. Czy miałyście może jakieś doświadczenie w tym temacie?
No to Nowy rok rozpoczęty
zaczęłam go w łóżku tulac i karmiąc Olusia i przytulajac Pole- czyż nie ma lepszej rzeczy na świecie?
dzisiaj pierwszy dzień spokojny,pełen zabawy i odpoczynku -i tego sobie i Wam życzę na najbliższe 12 miesięcy.
Życzę moim dzieciom by rosły szczęśliwe. Mojemu mezowi i rodzicom by byli zdrowi. Wierze,że to będzie dobry rok 
To może coś o dzieciach. 
Oluś mój słodziak-straszna gaduła,można się z nim bez problemu dogadać, co nie odpowie to pokaże lub..sam weźmie:D pokazuje jak robi piesek,kotek ,straż pożarna. Uwielbia wygłupy i robić niuniu oraz "cius cius" 
Mamy piekne ,duże ząbki-sztuk 6!
Ma swoje ulubione smaki,ale jak już mu coś smakuje to zje do dna i jeszcze trochę 😁
Śpi w dzień w wózku od 40min.do 2h aż budzę. Ostatnio odkryłam,że w nocy lepiej śpi jak przed kaszą zje normalna kolacje-taki glodomorek 
Jest wesołym,mądrym i bardzo rozumnym chłopcem:)
Pola jest super starsza siostra. Uczy się pisać i wychodzi jej to super,sama pisala listy do Mikołaja:) uwielbia pracę plastyczne, wycinanki czy malowanie. Ewidentnie artystka
chociaz i w sporcie z dziadkiem pokibicuje A z tatą pobiegać.jest wrażliwa,ale i nie da się innym jak jej coś nie pasuje. Kocha zwierzątka i codziennie bawiła się z kotem siostry :p
W środę byliśmy na sankach to trochę pozjezdzala,ile radochy było!
Moje dzieci to cały mój świat ❤
W trakcie dzisiejszej rozmowy z mamą, jakoś po prostu mnie zapytała jak tam dziś było w pracy. I stwierdziłam ze to jednak koniec z kłamaniem, a dobrze. Kiedy milam wolne. Wiec powiedziałam ze byłam u ginekologa, od słowa do słowa, co mi dolega, ano brak dziecka. I jej wielki szok?
Mama: Dziecka? Staracie się o dziecko? Będę babcia? Ale myślałam ze się zabezpieczacie, ze jeszcze nie chcecie! Boże będę babcia. Ale się cieszę. No dobrze badaj się, trzeba sprawdzać. No ze ja nic nie wiedziałam! Będę babcia! Teraz dopiero mi mówisz? A jeśli można zapytać ile? No i xzy coś nie tak?
Ja: no już ponad rok. Narazie wszystko ok.
Mama: no tak, trzeba sprawdzić. Sprawdzajcie sprawdzajcie. Trzymam za Was ogromne kciuki. No super, cieszę się bardzo. Napewno się uda. Będę babcia!
Stwierdzenie będę babcia padło chyba jeszcze z 20 razy
takiego entuzjazmu, radości i wsparcia naprawdę się nie spodziewałam. Potem pytała mnie o badania, co i jak, gdzie.
Potem znów fala radości 
To chyba jakiś mega pozytywny dzień!
23dc -> 9 lub 8 dpo
Przez weekend nie piłam w ogóle alko, a w końcu była impreza rodzinna... Już wszyscy plotkują na bank, że jestem w ciązy... Smutno mi się robi jak o tym myślę... Następnym razem powiem, że wstąpiłam do AA, bo mam problem to się skończą głupie ich pomysły. Matka oczyście robiła docinki: kiedy dziecko, kiedy ślub, kiedy dom.... Nie mam siły z nią gadać, że wszsytko w swoim czasie, bo na razie staram się nie stresować, żeby zostać w końcu matką, a łatwe to wcale nie jest!
Dzisiaj rano zrobiłam test - oczywiście negatywny. Nie czekałam specjlanie długo, żeby wypatrywać cienia ciennie - 5 minut i nara. Ale moja psychoza wzięła górę i zostawiłam sobie test do późniejszego maltretowania samej siebie. Oczywiście po 3 godzinach jest tam coś, ale tak słabe, że nawet nie potrafię stwierdzić czy tam coś faktycznie jest czy już całkiem mi odwaliło. Aż mnie oczy rozbolały od tego gapienia się...
Także powtórze test jutro, a co mi tam. Nakupiłam tych testów jak idiotka to sobie będę robić, a co! Stary codzinnie od Walentynek pyta się czy już jestem w ciąży i się cieszy, bo myśli, że się udało... No smutno będzie mu powiedzieć, że tym razem też nie 😥
W następnym cyklu będzie już więcej rzeczy dla mnie jasnych, bo w końcu będę miała pełny monitorung cyklu (a nie taki oszukany jak w tym), będę miała sprawdzoną drożność jajowodów (a więc w końcu się dowiem o co kaman z tą endomatriozą) no i pierwszy raz teraz zrobiłam progesteron w II fazie cylku.
Jeszcze tylko Starego na badanie nasienia wysłać... byłoby super jakby nie był taki oporny. Inaczej chyba w ustach to zaniosę!!! Jakoś dojadę te 15 km, trudno! #zdeterminowana
Btw Wczoraj apka zwariowała, poza weekendową awarią stwierdziła, że przesunie mi owulację, więc w sumie nie wiem czy jest 8 czy 9 dpo. Zrobiłam dzisiaj proga, no trochę późno, ale na weekend nie mogłam , i teraz nie wiem czy będzie miarodajny. Damn it.
I tak sobie tutaj żyjemy... Na pograniczu ciąży i nie-ciąży. Druga faza cyklu zawsze mi się super dłuży, chcę już wiedzieć na bank czy sukces czy znowu porażka a to czekanie mnie dobija.
EDIT: już jest wynik proga -> 20,60 ng/ml a wiec elegancko 👌🏻
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 lutego 2021, 22:18
CZWARTEK
Za chwilę zaczniemy nowy cykl... Juz powoli plamienia sie rozkrecają (skąd one sie wzięły znowu?). I mój nastrój spadł na łeb na szyję... 😥
Zaczynam wpadać w panikę, że znowu wracamy do tej psychicznie wykonczajacej, emocjonalnej karuzeli... Ze znowu sie nie uda, a ja czuje ze nie mam juz sił na kolejne przyjmowanie porażek... Że nie dam rady tego znowu udźwignąć... Przez ten czas od ostatniego in vitro byl spokoj...odpuscilismy wszystko totalnie, nie wiedzialam kiedy mam okres, który dzien cyklu jest, kochalismy sie jak mielismy ochotę a nie bo trzeba było... Psychicznie czulam taką lekkość, jakby mi ktos ciezar z duszy ściągnął... I teraz czuje znowu takie napięcie i zawod, ze to wszystko sie z powrotem zacznie na nowo. A moja psychika nie ma juz na to siły 😥 zaraz stane sie z powrotem emocjonalnym wrakiem czlowieka 😥 i tak bardzo nie chce do tego wracac... Ale czuje w glebi duszy, że siłą rzeczy juz wróciłam... Znowu będziemy w grze 😥 znowu to samo... Kiedy to się wreszcie skończy? 🥺
Ciąża rozpoczęta 19.06 - pozytywny test 16dpo, 2cs
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 sierpnia 2021, 08:15
Zaczęło się plamienie i znowu dupa wyszła😔
Za 8 minut od kiedy zaczynam pisać mamy Nowy rok 🙈
Święta minęły w fajnej,rodzinnej i spokojnej atmosferze. Po wigilii Oluś spał A my oglądaliśmy Kevina. Byla U nas siostra z kotem więc był szał
po Wigilii przyjechał szwagier ale wstal z katarem więc wrócił do domu. Dzieci dostały mnóstwo prezentów,my również
Po świętach tata zrobił test i dzisiaj okazało się,że miał jednak koronawirusa..teraz test będzie robiła mama.
Żegnamy (pisząc to strzelają już fajerwerki)stary ,pokręcony rok A witamy nowy,pełen nadziei na spokój i normalność.
Poprzedni miał swoje plusy jednak. Był to czas dla rodziny,dzieci ,dla nas. Kwarantanna nie była dla nas niczym strasznym,bo my uwielbiamy ten czas razem 
W nowym roku mamy kilku lekarzy tj. Szczepienie Olusia ,ortopeda z racji,że Oli już dawno stabilnie chodzi,ja mam ginekologa i endokrynologa. Chce zrobić również Poli kontrolne wyniki.
We wrześniu siostra ma zaplanowany ślub, w sierpniu ja 30ke A tata 60ke. Pola idzie już do zerówki ,w marcu do przedszkola. Mam nadzieję,że to będzie magiczny rok. Że uda nam się pojechać na wakacje ,wyjść do ludzi bardziej.
Czym mam jakieś cele? Hm. Na 30tke zrobić forme życia
rozwinąć interes A przede wszystkim być jeszcze lepsza mama 
Czy mam skryte marzenie? Może nie na ten rok,ale kiedyś 3 dziecko? Ale póki co,zostaje w sferze marzeń 
Szybkie podsumowanie roku 2020 :
W styczniu miała wypadek babcia T. ..niestety zmarła A pogrzeb był w dniu kiedy miał być chrzest Olusia . Ostatecznie go przenieśliśmy i wszystko wyszło dobrze .
W lutym Pola skończyła 5 latek
była wycieczka,tort i impreza
W lutym również wypadł pierwszy ząbek Poli.
W marcu Pola nauczyła się jeździć na 2 kółkach.
Rozpoczęła się też epidemia koronawirusa,kwarantanna i świat się zatrzymał..
W czerwcu nie odbyło się wesele siostry.. A ja dostałam pierwsza @.
W lipcu Oli odstawil cycusia..
We wrześniu Oluś skończył roczek ❤❤najpiękniejszy roczniaczek❤
W październiku wróciłam na pełen etat,bo trzeba było zacząć opłacać duży ZUS..
W grudniu tatą złapał koronawirusa,mieliśmy ponad 2 tygodnie kwarantanny,ale dobrze nam było w 4 
Szalony rok,wiele się działo mimo wszystko. Ciekawe co przyniesie nowy 
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 stycznia 2021, 23:28
9dc...
Jutro badamy drożność...
zaczynam sie bac, samego badania, wyniku...
Więc kto chce i może niech trzyma jutro kciuki...
Z dobrych informacji, brałam olej z wiesiolka, chyba pomógł, bo śluz wygląda dużo lepiej niż ostatnio...
Mam nadzieję ze i aromek zrobił swoje i we wtorek dowiem się ze coś urosło...
Wtorek... 12.10 - 11 miesięcy od informacji ze moje dziecko nie żyje... czy to może byc dobry dzień? 😪
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 października 2021, 19:37
42 dc, 5+6
Za równo tydzień jedziemy na doszczepianie.🙆 Ale nie obyło się oczywiście bez dramy... Wymarzyłam sobie termin doszczepiania na czwartek. Jak już mi się udało skontaktować z APC to czwartek nie wchodził w grę. Najwcześniej po świętach 6.04, bo oni na każdy dzień mają już 3-4 ciężarne na doszczepianie (say what?!). Wpadłam w panikę, że to będzie za późno, bo jak niby szczepienia mają zdążyć zacząć działać na kilka dni przed tygodniem, w którym traciłam poprzednie wyższe ciąże.😭 Mąż się zawziął i zadzwonił raz jeszcze, pogadał z panią, pani obiecała oddzwonić rano po 10:00 po konsultacji z docentem. Oddzwoniła już po 9:00, prawie się popłakałam jak powiedziała, że faktycznie ten 06.04 to będzie za późno i że jedziemy 30.03. Tak bardzo bym chciała, żeby do tego czasu wszystko było dobrze!
Chociaż nie wiem czy jest dobrze. Od 16.03 nie robiłam więcej bety. Nie zrobiłam też żadnego testu.
Odpukać żadnych mdłości i wymiotów nie ma i nie zanosi się na nie.
Wizyta dopiero 01.04.
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 marca 2021, 20:11
3dc
Zrobiłam dziś rundkę za Aromkiem po Krakowie bo okazało się, że nie tak łatwo go zdobyć, dopiero w 3 albo 4 aptece. Przeraziło mnie to co wyczytałam w
ulotce ale staram się o tym nie myslec. Zrobiłam test ciążowy po pracy, jakiś dziwny jest ten okres, nie liczyłam na ciąże ale z racji brania stymulacji zrobiłam. Rzecz jasna negatywny. Zmieniłam tez wizytę u gina na 31 marca, trochę bez sensu bo to będzie 11dc dopiero ale może już coś będzie widać, lekarz przyjmuje tylko w poniedziałki i środy wiec miałam do wyboru 11dc albo 16dc wiec wybrałam 11dc najwyżej przyjdę jeszcze 16dc, i tak już zaczynam być bankrutem przez te wizyty wiec bez różnicy już mi to czy jedna czy dwie wizyty 🤦♀️ Na wizycie ma zadecydować kiedy zastrzyk, oby tylko były dobre jajka, kaman! Wielkanoc idzie jajka musza być, urodziny mam w kwietniu losie zlituj się 🍀🍀🙏
Czas oczekiwania na transfer jest trudny, bardzo się dłuży, ciężko się skupić w pracy, stres przemieszany z ekscytacją😌 to już za 2 dni💛❄️ Wielkie odliczanie🥶🤗
10+0 wg OM
Mam kryzys. Mam okropny kryzys. Po pierwsze myślałam, że wytrzymam te 2 tygodnie między wizytami. Otóż jest cieżko. Znów włączył się strach, stres. Czy na pewno wszystko jest okej. Więc do następnego piątku będę chyba już cieniem człowieka. Miałam zająć się spotkaniami ze znajomymi, zrobieniem czegoś dla siebie.
W poniedziałek pojechałam na paznokcie i wieczorem miałam takie kłucia w szyjce znów, że jie byłam w stanie się podnieść. Wczoraj migrena.
Oczywiście martwię się, bo brzuch zmalał (czy to w ogóle możliwe w ciąży?) Duży nie był, wywalało wieczorami, ale nawet w ciągu dnia był zaokrąglowny. A teraz to mam płaski jak przed procedurą. I jest miększy niż był. Piersi zmalały. 🥺
Ja wiem, że ja to sobie wkręcam i pewnie to wszystko jest normalne. Ale ja się po prostu okropnie boję. Kocham tego maluszka z całego serca.
Na domiar złego od soboty męczy mnie infekcja. 😔 Od poniedziałku dostałam globułki Pumaficin, ale jak na razie nie pomaga. Do tego jestem już tak otarta od wciskania luteiny, że całe krocze mnie piecze żywym ogniem. Już tylko marzę, że móc odstawić lutkę. Heparyna przy tym to pikuś.
Do tego martwie się tym, że za mało jem, za mało pije. Jak już jem to nie zawsze zdrowo. Śniadanie w postaci kromki z żółtym serem i ketchupem nie uznaje za zbyt zdrowe.
No i tak znów odliczam dni do wizyty. Zostało 8 dni 🙏🏼
Kropuniu kochany. Rośnij mimo rozbitej mamy. Walcz i rozwijaj się pięknie 🙏🏼🍀💚 A teraz mama zje dla Ciebie monte
Zrobiłam wczoraj trochę porządków...kolejny raz pochowałam do kartonów większość rzeczy tym razem Gai.... łzy mi już nawey nie leciały...sama nie wiem czy aż tak bardzo jej śmierć wyparłam czy może przyzwyczaiłam się do tego że tylko jestem przez jakiś czas w ciąży a dziecka i tak przy mnie nie ma? Tylko czy można się do tego przyzwyczaić? W ciąży z Gają M mi mówił aby nie wyciągać tych wszystkich rzeczy za szybko... ale ja się uparłam bo przecież wierzyłam że trzeci raz nic złego przecież się nie może stać...ależ byłam durna...
Dzisiaj z kolei spojrzałam na fotelik który jest schowany w szafie i jakis wewnętrzny głos mi powtarzał że mogę sobie tylko na niego popatrzeć bo i tak nigdy nie będę go używała dla swojego dziecka... najchętniej sprzedałabym te wszystkie rzeczy ale M nie chce... ja niby chcę walczyc, jechac na konsultację do prof. B i prof. M ale w głębi serca chyba się boję.. nie chcę kolejny raz rodzić martwego dziecka, po prostu nie chcę! A tak jakoś serce podpowiada mi że mam się nie łudzić, nie nigdy się nie uda... chcę wierzyć ale nie potrafię...sama siebie troszeczkę zmuszam aby myśleć pozytywnie a brak mi już na to sił...
W grudniu mieliśmy złożyć łóżeczko...odliczać czas do końca stycznia/połowy lutego...mieliśmy się cieszyć tym że w końcu wszystko jest dobrze a tymczasem nie ma nic...oprócz smutku, żalu i pustki.
Mamaxa dziękuję Ci za komentarz z całego ❤ aż poleciały mi łzy..
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 stycznia 2021, 21:17
17 ms starań, 14 cs, 20 dc
Nowy rok, stara ja. Już nawet nie chciałam robić planów, postanowień na ten rok. Rok temu robiłam. A dostałam figę z makiem. Teraz nie chcę mieć żadnych oczekiwań.
Byłam na wizycie u starego gina. Poszłam tylko pobrać wymazy. A wyszłam z kisielem w mózgu. Usłyszałam, że moge wcale nie mieć zapalenia endo. Że go nie mam właściwie. Że ponowna histero to bezsens. Generalnie wszystko to na czym opierałam swoje plany, swoje samopoczucie, że coś znalezione i leczone się posypało. Zapytam się wprost nowego lekarza jak to jest w końcu. Dodatkowo jestem wściekła bo w poprzednim cyklu z antybiotykiem miałam cudną owulację. Teraz cykl bezowulacyjny. Po prostu jestem wręcz wk*rwiona. O chuja obić te starania naturalne. Nie chcę już ani miesiąca takich starań.
Najważniejsze pytanie jakie muszę zadać nowemu lekarzowi to kiedy możemy zacząć procedurę. Klamka zapadła. Już na milion procent. Teraz chcę tylko jak najszybciej zacząć. Ciekawe czy mogłabym już w następnym cyklu? Czy będziemy jednak musieli czekać do marca, a może dłużej? Czy powinnam powtarzać histero, może zrobić scratching? Jaki protokół zostanie wybrany? Jakie badania powinnam jeszcze zrobić żeby zmaksymalizować szanse? Jak uda się ta procedura? Kiedy transfer? Czy się przyjmie? Czy urodzę jeszcze w 2021, czy będę musiała jeszcze długo czekać?
IVF 1 START
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 stycznia 2021, 23:06
Dzisiaj zaczęłam mieć delikatne plamienie więc @ za rogiem! Jak ja się cieszę
jeszcze 2 i może Bomba pozwoli nam się starać... wizytę u niej mamy 22.02.. liczę na to że da mi immunosupresję i jak najszybciej nam się uda... czy wierzę że urodzę zdrowe, żywe dziecko? Raz w to wierzę, drugiego dnia już nie, ale jedno jest pewne...staram się o biologiczne dziecko ostatni raz. Więcej nie dam rady. Wóz albo przewóz....albo będziemy mieli dziecko swoje i adoptowane albo tylko adoptowane. To co się teraz dzieje w mojej głowie to jakaś masakra.. staram się, naprawdę się staram myśleć pozytywnie..ale całe moje życie wydaje mi się być kiepskim żartem.. dzisiaj byli znajomi..nie wiedzieli, że byłam w 3 ciąży, że miesiąc temu urodziłam i znowu pochowałam kolejną córkę...wyszło to podczas rozmowy..znajoma stwierdziła że gdybyśmy im nie powiedzieli to by się nie domyślili że coś złego znowu się stało w naszym życiu... jak to człowiek potrafi się zamaskować, pokazać światu to, co chce widzieć...człowiek się uśmiecha a w rzeczywistości chce mu się krzyczeć i wyć.. najgorsza jest bezsilność...człowiek nie chce żyć, a musi... nie ma siły, a walczy... czy kiedykolwiek będzie w końcu dobrze?
Z plusów to to, że dostałam od immunologa sporo badań na nfz, więc chociaż będzie zaoszczędzone trochę pieniędzy na zrobienie badań, których nie dostałam i na dojazdy do Warszawy
Estradiol 288, prog 0.26... Może jutro poznam ta datę...
Moja Klinika dostala rządowe dofinansowanie...
Czy naprawdę zaczyna się układać? 🙏🙏🙏
Cześć, chciałam się przywitać
Jestem pierwszy raz na wirtualnym pamiętniku - podoba mi się
Mam nadzieje, że ten cykl będzie szczęśliwy ale nie nastawiam się. Po pierwszym miesiacu niestety dopadła mnie 🐵
Wiem, ze to początki starań i trzeba cierpliwości, ale same wiecie jak to jest kiedy wypatrujecie 2 kresek w terminie małpy a tam tylko biel…
Miłego dzionka
🍀🍀
Smutno mi..
Niby na nic się nie nastawiałam, ale kolejny biały test zabolał mimo wszystko. To już tak długo trwa, za długo.. 3 lata - 36 cykli, a każdy z nich okupiony namiastką nadziei, by na koniec jak zwykle się rozczarować.
Z każdym kolejnym miesiącem utwierdzam się w przekonaniu, że nie mamy na nic wpływu – przecież kochamy się w czasie owulacyjnym jak wszyscy inni ludzie pragnący dziecka, tyle, że im to wychodzi, a nam nie za bardzo.. Dochodzę do wniosku, że zajście w ciążę naprawdę nie może być trudne, bo przecież u moich koleżanek dzieje się to lawinowo, bez większych starań. A na nas niestety padło w tej cholernej wyliczance niepłodności i jesteśmy jedną z tych 10 par, które muszą przejść koszmar w drodze do rodzicielstwa. Widzę, że mąż też zaczął się trochę niecierpliwić, bo przecież robimy wszystko jak trzeba, a efektów nie ma żadnych. Wokół coraz więcej ciąż, a my ciągle stoimy w punkcie wyjścia.
To mój drugi monitoring w niemieckiej klinice – był pęcherzyk dominujący, marne endo 7 mm, ovitrelle, po owulacji włączony progesteron i neoparin 0,4, ale z zaleconego przez lekarza prednisolonu (działającego jak encorton) zrezygnowałam do czasu konsultacji z dr Jerzak. W przyszłym cyklu chcielibyśmy podejść do pierwszej w życiu ministymulacji. Myślałam o aromku lub lamettcie, ale lekarz zaproponował zastrzyki. Nie wiem jaka jest różnica – pewnie tylko taka, że zastrzyki są droższe i stymulują mocniej, a mi chyba mocna stymulacja potrzebna nie jest. Spróbuję z nim o tym pogadać na wizycie. Myślałam też od razu o IUI, ale chciałabym podjąć tę decyzję dopiero po konsultacji z doktor J., a może uda mi się umówić do niej jeszcze w tym tygodniu.
Alab leci w kulki, zgubili moją probówkę do badania antygenu HLA-1 i poinformowali mnie o tym tydzień po pobraniu krwi. Nie wzięli też potrzebnych zgód. Musiałam powtórzyć to badanie i aktualnie czekam kolejne 13 dni roboczych na wynik. Poprosiłam o to, czy mogliby potraktować moje badanie priorytetowo ze względu na ich błąd – konsultantka jednak zrzuciła całą winę na mnie, zaczęła przerywać mi w połowie zdania, kazała wrócić do placówki w Warszawie, bo ,,przecież sama sobie wybrałam to miejsce”, no ogólnie dno i prostactwo. Nie mam pojęcia, co za ludzie tam pracują, ale chyba biorą ich z łapanki. Pielęgniarki nie ogarniają nawet tak podstawowego tematu, jak to, jakie badania można wykonać w ich placówce. Naprawdę mam dość całej tej pseudoinstytucji, która nawet nie potrafi porządnie wykonać usługi, za którą bierze pieniądze. Rozumiem, że błąd ludzki może się zdarzyć, ale ten błąd przytrafia się niemal przy każdym wykonanym u nich badaniu. Ach.. szkoda się denerwować.
A, i jeszcze jedno – homocysteina po kolejnym miesiącu suplementacji prawie nie drgnęła i spadła z 19 na 18,6 qmol/l. Czyli tabletki z Life Extension od dr Jerzak również mi nie pomagają.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 czerwca 2024, 12:57
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.