Mamy dwa pęcherzyki 😊😊😊 po 11 mm każdy i są z obudwu stron😊 oddzis biorę zastrzyki Mensinorm. Nigdy nie robiłam zastrzyków sama sobie, ale najgorszy jest ten pierwszy... Jeju jak ja się bałam 😀 ale dla dzidziusia wszystko... No i zrobiłam 😀 w poniedziałek drugi podgląd 😊 i już chyba będę miała termin iui.... Ale jestem podekscytowana 😊 w niedzielę będę miała gości, ale ja myślę już o poniedziałku.. I o przyszłym tygodniu... Może któryś z tych pęcherzyków które już są stanie się nowym człowieczkiem ♥️♥️♥️♥️🥰
SOBOTA
Lipiec jest miesiacem gdzie mijają dokładnie 4 lata odkąd pierwszy raz zaczęliśmy działać w kwestii dziecka... Taka "rocznica"... To rowniez miesiac moich kolejnych urodzin oraz rocznica mojego ślubu... Kolejny rok obchodzona tylko we dwoje... 😥 Ile to jeszcze bedzie trwało? 😞
Juz niedlugo transfer... I zaczniemy historię od nowa zamiast ją kończyć 😞 coraz czesciej przychodzą takie chwile gdzie wydaje mi sie ze ta walka z gory jest skazana na porażkę... Ze moje jakiekolwiek próby są bezcelowe i nie przyniosą żadnego efektu... Nie mam juz nowych pomyslów na działanie 🤷♀️ i brakuje mi też sił. Co bym nie robila zawsze jest źle 😞 to takie demotywujace 😞 ale z drugiej strony... Jak tu sie poddac? Też żadna opcja 🤷♀️ stoję na bezdrożu 😭
No i oczywiście jak zwykle, 1dc.
Pełen stresu, bo przecież biorę duphaston, no to czemu okres?? W internetach zazwyczaj pojawia się pytanie ile dni po dupku pojawia się okres, a u mnie odwrotnie. Organizm nie reaguje, czy jak? Trzeba by się do jakiegoś ginekologa wybrać... A nie mam jakiegoś zaufanego
Mamy dziś już zamrożone 3 maluszki 😍😍😍 Ale dwa jeszcze dojrzewają. Embriolog mówi, że jeden raczej na pewno dojrzeje, a drugi ma dużą szansę więc finalnie powinniśmy uzyskać 4 lub 5 😍 Mam dzwonić w poniedziałek po ostateczną informację.
Czuję się już w połowie mamą 😁💖
Jestem trochę spokojniejsza. Biorąc pod uwagę problem immunologiczny, potrzebujemy większej ilości zarodków. Nie wiadomo, który transfer, z jakim zestawem leków będzie owocny.
4 miesiące 1 tydzień
22 lipiec to dla mnie ważna data moja mama obchodziłaby kolejne urodziny niestety jej już nie ma ;(
22 lipiec dokladnie rok temu 21 i 22 lipiec testowanie zobaczyłam 2 kreski ten cykl uznałam.za stracony przecież nie mogłoby się udać skoro i tak się nie udawało zadzwoniłam do kliniki w celu umówienia się na wizytę przygotowującą do in vitro. Moja lekarka kazała zrobic bete wczesniej ona cały czas wierzyła ja nie... na odczepnego zrobilam test po południu który miałam jakiś stary w szafie pomyślałam że i tak nic nie wyjdzie dostane okres przecież nie mam objawów szyjka jest nisko na bank okres piersi nie bolą wszystko tak jak zawsze i doznałam szoku bo wyszla 2 kreska . Pomimo że minął rok pomimo że niektórzy twierdzą że macierzyństwo zmienia ja pamiętam te lata walki ta bezsilność uczenie się cierpliwości pokory. Co się zmieniło nabrałam chyba jeszcze większej pokory, nie wszystko może być poukładane dziecko wszystko zmienia ciaza dużo zmieniła zrozumiałam jak kruche jest zdrowie że ciąża to duże obciążenie dla organizmu.
Każdego dnia walczymy z Hania o każdy gram dalej ma mała masę na dzień dzisiejszy waży 5 120 kg przytyłam w ciągu miesiąca około 300 gram. Moja przygoda z butelka i mlekiem modyfikowanym nie wygląda tak ekstra w ostateczności jesteśmy na Nan jednak to walka z wiatrakami mala zje maks 30 ml
zaczęłam.jej podawać kaszki narazie je kilka łyżeczek. Nie długo zacznę jej wprowadzać słoiczki Pani Doktor powiedziala że przy jej wadze zaczniemy wczesniej wprowadzać pokarmy.
Matka sobie dzisiaj coś ubzdurala i córkę zapisala na szczepienia a Hania ma mieć je dopiero za miesiąc
ale w sumie dobrze się stało bo Hania byla zważona zbadana i przy okazji w poniedziałek była pobierana krew (strasznie się stresowałam tym pobieraniem ostatni strasznie płakała a teraz była bardzo grzeczna)
Hania zrobiła się dzieckiem bardzo kontaktowym dużo gaworzy, krzczy, wykonuje przewroty narazie na bok a z pomocą na brzuch, bierze smoczka do raczki wyciaga i wkłada, bawi się grzechotkami nie wiem czy jest jakaś jej ulubiona zabawka wszystkimi się interesuje dzisiaj kupiłam jej grzybka jest zachwycona, uwielbia się kąpać, uwielbia też spać, uwielbia być przy piersi i zasypiać przy piersi. Ja czuje się spełniona 
Zmieniamy tez pieluszki używaliśmy dada niestety zmienili skład tych pieluszek i będziemy używać innych kupiliśmy bambusowe Bambo naturę oraz bambolove jednak wychodzą znacznie drożej i nie mam pomysłu jakie można jeszcze mysle jeszcze nad pampersami i tymi z Lidla.
Jeśli chodzi o moja przygodę z żołądkiem to od dłuższego czasu juz nie miałam ataków i mam nadzieje ze nie wróca . Wczoraj natomiast przyjęłam 2 dawke szczepienia na covid i była dla mnie gorsza jeśli chodzi o ból ręki po kilka godzin czulam jakby mi ktoś mocno przyłozył i do teraz nie umiem jej podnieść co przy dziecku jest naprawdę problemem
mam nadzieje że jutro będzie lepiej .
Jesteśmy po konsultacji u endokrynologa i kolejnej u endokrynologa dziecięcego. Pediatra też rozeznał się w temacie.
Ogólnie każdy mówi coś innego, jednak najbardziej konkretną i zorientowana wydawała się ta pediatra dziecięca.
Wynik Izy jest za wysoki. Norma dla niej jest do 7,jej wynik to 9.
Jednak doktor kazała nie panikować bo mówiła, że to nie jest duże przekroczenie. Nie takie, które trzeba leczyć. Twierdzi, że mimo mojej małej dawki jest to polekowe.
Postępowanie aktualne mamy takie, że ja biorę 10 mg na noc. Pozniwj wstaje, mleko odciągam i wylewam, a podaje mm.
Niestety nie jest to rozwiązanie na długo bo na takiej małej dawce moje wyniki się pogarszają, aktualnie tsh 0,001. Czuję się coraz gorzej i nie wiem jak długo pociągnę. Muszę dorobić jeszcze traby i po ich wyniku podjąć decyzję co dalej. Endo mówili, że jak wynik będzie powyżej 5 to mam odstawić ją całkiem od piersi i zacząć się leczyć dużymi dawkami. Jeśli traby nie będą bardzo wysokie to ile dam radę mam spróbować być na dawce 10 mg.
Także zobaczymy. Troszkę się uspokoiłam bo bałam się, że takie przekroczenie u dziecka jest już niebezpieczne. Jednak doktor mówiła, że wierzy, że to samo się cofnie. Usg wyszło ok. Tarczyca u małej jest dobrych rozmiarów i nie ma stanu zapalnego.
Dziewczyny załączam zrzutkę koleżanki. Jest za nią tak długa i ciężka droga, że nie można przejść obojętnie.
Niektórzy od razu zaczynają od zrzutki, a ona tak długo dawała radę sama, a i tak nie prosi o wiele. Każdy grosz się liczy.
Pomóżcie, proszę 😘
https://zrzutka.pl/v9cc6c
Luty 2021 - ruszamy po rodzeństwo 
wizyta u nowej prowadzącej - Dr Knafel. Niestety na zleconym usg piersi wychodzi zmiana, konieczność wykonania mammografii ze względu na historie rodzinna - transfer odroczony 
Ostatecznie udaje się podejść 31.03 na cyklu naturalnym. 30.03 progesteron 40,37. ponownie jednak marzec okazuje się pechowy - 8 dpt blastki 3.1.2 beta <0,01
prog 14,96
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lipca 2021, 22:58
Po transferze zlecone histero - wykonane końcem kwietnia przez dr Zmaczynskiego. Liczyłam na transfer w maju a tu stan zapalny (nacieki i liczne komórki cd138). Podczas samego histero usunięty 1 mikropolip i załatana dziura w bliźnie po cc.
Po okresie start leczenia, koniec 30.05. Ponowny kontakt z Dr Zmaczynskim - zalecenie kontrolnej biopsji. 15.06 biopsja u dr Barana (swoją droga bardzo miły doktor
). Po tygodniu wynik i uff! Wszystko w normie 😁 ruszamy dalej! 😁
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lipca 2021, 22:59
Tia. Ja już nie wiem jakim trzeba być w końcu w tym życiu człowiekiem...
Właśnie się dowiedziałam że moja "ulubiona" znajoma, która jest za pan brat z zastrzykami z kwasu hiarunowego i botoksu, i Jej mąż, który mieszka na siłowni i wciąga różne rzeczy, aby bicek ciągle był większy, spodziewają się dziecka... Tak więc tyle w temacie korelacji zdrowego-higienicznego trybu życia a zajściem w ciąży. Mialam się nie smucić, nie złościć, ale dzisiaj ewidentnie mi to nie wychodzi. Staram się być spokojna ale wewnatrz we mnie kipi 🤬
Ale mnie nastraszyłyście. Aż zaczełam googlować i na stronie invicty i gamety przy stymulacji pisali, że plamienia i krwawienia to normalna reakcja organizmu na stymulację i nie należy się tym przejmować. Jednak z duszą na ramieniu wchodziłam na wizytę, na szczęście pani doktor powiedziała to samo. Wyniki progesteronu i estradiolu ok.
Na prawym jajniku miałam jak dobrze pamiętam 11 pęcherzyków , nie wiem czy to dużo czy mało, bo słuchałam męża, nie podczytuje, nie porównuje się. Lewy jajnik, którego raczej wręcz nie ma wykrzeszył całe dwa pęcherzyki i to dużo mniejsze. Niby się spodziewałam, ale jednak było mi przykro, jestem juz na 100% pewna, że druga laparoskopia była niepotrzebna, przed nią jeszcze podejmował pracę, teraz zwyczajnie już tam nic nie ma, wycięli.
Pęcherzyki za to chyba nie rosną zadowolająco, dostałam większe dawki menopuru. Pojutrze znowu badanie hormonu i usg, zobaczymy. Mimo wszystko cieszę się, że będzie wreszcie coś wiadomo, jak to naprawdę ze mną jest.
Moja mama biegała za mną ostatnio po domu, że czy mi coś jest, czemu znowu jadę do lekarza, panikuje. No ale nie powiem jej, bo prosiłam ostatnio, żeby nikomu nie mówiła, że idę na laparoskopię, że nie chcę zainteresowania moją macica i jajnikami w rodzinie. Przytaknęła i powiedziała, że rozumie. A potem przyjechał mój brat z pytaniami jak wróciłam do domu, dzowniła bratowa, nawet kuzynka z Niemiec pisała co z moim zdrowiem. Mam wrażenie, że za moimi plecami się o tym rozmawiało.
Więc sorry mamo, ale nie, nie umiesz nic dotrzymać w tajemnicy.
Mąż uważa, że teściowa się domyśliła. To przewidywałam, mam wrażenie, że tylko po tym jak mąż powiedział, że byliśmy w Katowicach u lekarza to już wiedziała, że się zdecydowaliśmy. Sama mi napomknęła po pierwszej laparoskopii, że mają dużo rozwiązań ciąż po leczeniu w Katowicach. Naoglądała się papierów w szpitalu, do tego obraca się w kręgu anstezjologów, którzy w klinikach niepłodności też pracują, zna te tematy, więc już dobrze wie o co chodzi. Tylko akurat z nią jest tak, że wiem, że potrafi tego nie rozgadać.
Chyba nigdy podczas staran o dziecko tak bardzo nie czekałam na koniec cyklu... no może po porodzie...
Cykl krótki, bo tymrazem bez leków, więc nawet mnie to nie dziwi...
Jaki będzie kolejny? Ze się uda, to chyba nie wierzę, ale myślę ze robimy krok do przodu, bo to ma być pierwszy z zastrzykami na pękanie... może za którymś razem z zastrzykami się uda?
Z życia w normalnym świecie - od przyjaciółki usłyszałam, ze śniło się jej, ze byłam w ciąży... chyba przestało boleć, czy robić nadzieję... na początku takie sny sprawiały, ze zaczynałam się nakręcac...
Teraz bardziej rozkleilo co innego - 7 letnia córka kuzynki, której unikalam os listopada zapytała wczoraj "A twój dzidziuś to się już urodził?"
na próbe tłumaczenia padlo typowe dla dziecka pytanie "dlaczego" - i co odpowiedzieć dziecku na pytanie, na które sama tak cholernie chciałabym znać odpowiedz? Bo właściwie dlaczego? Dlaczego nie mogłaś zostać tu z nami? Dlaczego mimo upływu czasu to dalej tak cholernie boli? Dlaczego to wszystko musi być tak bez sensu? Dlaczego...?
15dpo, 32dc - 2cs (długi cykl)
No więc był piękny plan...
Wczoraj mieliśmy z O. nasza 4 rocznice związku, jest to dla mnie mega ważny dzień bo od tamtego momentu wszystko w moim życiu stało się lepsze. Odeszłam od byłego męża, zaczęłam nowe życie i stałam się prawdziwie szczęśliwą kobietą 
Wczoraj wypadał 14dpo, @ przychodzi u mnie zawsze w 15dpo także ze względu na rocznice plan był taki żeby zrobić test trochę (jak na mnie ) wcześniej i w razie jakby wyszedł pozytywny to miałabym całkiem zacny prezent dla O. 
ale jak to zawsze bywa- ja swoje a życie swoje. Okazało się dość w ostatniej chwili że mój O. musi lecieć na tydzień do Polski i akurat lat miał w nocy z 18 na 19 lipca . Postanowiłam nie kusić losu i nie testować wcześniej bo niezależnie od wyniku i tak bym mężowi nie powiedziała przed wylotem. Bardzo mi zależy żeby ewentualną ciążę utrzymać w tajemnicy przez rodzina do końca pierwszego trymestru i wiem ze jakbym go wsadziła w samolot z taka nowiną to biedny na pewno by nie wytrzymał i by się komuś pochwalił 
Co do testowania to chyba mam po prostu traumę po białych testach i łatwiej mi czekać na @ niż oglądać biel na teście.
Test kupiłam przedwczoraj, leży i czeka ale użyje go dopiero jak będę po terminie @.
Jak na razie czuje dość mocny spokój ducha, oczywiście myślę często o tym czy mogło się w tym cyklu udać, analizuje trochę swoje "objawy" i im więcej o tym myślę tym mniej wiem
Zazwyczaj (ale nie zawsze) przed @ bolą mnie piersi, w obydwu ciążach w których miałam okazje być jednym z pierwszych objawów tez był ból biustu, teraz jednak nic. Zupełnie nic - flaki jakbym była tuż po okresie
Na bieliźnie susza kompletna co również nie mówi mi nic bo przed okresem u mnie na dwoje babka wrozyła - raz jest powódź raz susza. Jedyne co daje mi minimalne nadzieje na ciążę to 1. ze nadal @ nie ma , nawet najmniejszego plamienia , ale dzień jeszcze długi więc zakładam ze zaraz mnie z zaskoczenia zalej, 2. lekkie plamienie w 6dpo z dużą ilością bardzo gęstego śluzu - było to bardzo nietypowe jak na mnie , 3. mniej więcej od 8dpo czuje ciagle ciągnięcia w macicy, większe niż zazwyczaj , momentami jest to wręcz lekki ból jak miesiączkowy.
No ale tak... ja jestem już ultra pesymistka i po prostu absolutnie nie wierze ze mogłoby się nam udać w 2cs. Nie po tym wszystkim co przeszłam z byłym. A nawet jeśli jakimś cudem zobaczę jutro dwie kreski na teście to i tak odetchnę z ulga dopiero jak usłyszę bicie serca bo niestety do tego etapu w żadnej z moich 2 poprzednich ciąż nie doszłam.
Test zrobiony. Biel. Nie ma wątpliwości.
Nie boli, nie płacze, wiedziałam.
Czekam na miesiączkę
Historyczny dzień w mojej karierze staraczki!
Jesteśmy zakwalifikowani do refundacji invitro!
Witaj normalność!
W końcu jest przełom! Czuję się trochę lepiej. Brzuch nadal boli ale do wytrzymania i nie mam gorączki.
Byłam w klinice na kontroli. Jajniki wciąż wielkie, a płynów w brzuchu przybyło ale spłynął na dół. Podobno to dobrze, bo jest już daleko od płuc i będzie stopniowo schodzić. Mam przedłużone zastrzyki i nakaz leżakowania. Mam nadzieję, że najgorsze już za mną i z dnia na dzień będzie lepiej. W poniedziałek koniecznie muszę iść do pracy, za co dostałam opr od lekarza. No ale nie mam wyjścia.
Jutro będziemy wiedzieć ile maluszków dotrwało do 5 doby. Mam nadzieję, że na tyle dużo, że nie będę musiała kolejny raz przechodzić procedury. Chyba bałabym się po tym co przeszłam w ostatnich dniach.
W ten weekend byliśmy na weselu, od początku z osobistych względów szliśmy z średnią ochotą, ale postanowiłam się po prostu bawić. Kilka chwil mnie przytłoczyło, w tym również takie dotyczące dzieci oczywiście. Najpierw na kazaniu, dosyć długim, co jakiś czas ksiądz wracał do tematu dzieci i tego, że jeżeli Bóg da to błogosławieństwo to... Gdy już myślałam, że to koniec tematu dzieci, sprytnie wracał do niego mówiąc np. że gdy Bóg pozowli Wam być dziadkami... Może jestem wyczulona ale pod koniec byłam bliska płaczu. Pomyślałam tylko, że pewnie większość ludzi, którzy tego słuchają myśli, że to zawsze takie proste, wystarczy chcieć i jest.
Ilość dzieci na weselu kosmiczna, cudowne dzieciaki, trochę się pobawiłam z nimi... Widziałam wzrok męża, w którym podziw dla młodych tatusiów mieszał się z zazdrością i nadzieją, że kiedyś też taki będzie. Podejrzewam, że mój był podobny.
Kilka względów technicznych i personalnych też sprawiło, że byłam skołowana. Mówimy, że przynajmniej mamy za sobą już oba wesela, na które szliśmy ze średnim zapałem.
W weekend zrobiłam tsh i prolaktynę i dopiero teraz do mnie dotarło, że nie wiem czy dobrze, że ją zrobiłam bo... Wstałam przed 7, byłam na czczo, ale zrobiłam ją dopiero około 10 (po fryzjerze i makijażu, więc byłam najbardziej wylaszczoną pacjentką) 
I teraz do mnie dotarło, że w piątek się kochaliśmy - co raczej by podwyższyło prolaktynę prawda?
Wyniki są chyba zadawalające. Tsh 1,23 i prolaktyna, która jeszcze w kwietniu wynosiła 42,10 teraz jest 9,2 (czy to wynik niepokalanka, diety i rzucenia roboty = zredukowania stresu?)
Walczę o to by nadzieja nie gasła.
Dziewczyny dziekuje za wsparcie i komentarze.
@szatynkowo podeszlismy w UK dwa razy, ale ze to procedura refundowana to jada schematem. Po drugim nieudanym tranferze powiedzieli, ze zadnych dodatkowych badan nie robia....dlatego zdecydowalismy sie, ze podejdziemy do procedury w Polsce. Niby powiedzieli, ze uznaliby zalecenia immunologiczne, ale do konca nie wierze. Przez pandemie i tak nie
moglibysmy podejsc do kolejnej procedury do listopada. Nie zrezygnowalam u nich jeszcze, trzymam miejsce w razie czego.
@asiunia30 do Pasnika dostalam sie dzieki radzie @czekamynadzidzie. W zeszlym roku w listopadzie udalo mi sie znalezc termin na marzec i potem na maj na kolejna wizyte. Zdaje sobie sprawe, ze zdania sa bardzo podzielone co do Pasnika, ale juz wiele razy w historii okazalo sie ze ludzie, ktorzy mieli inne metody i byli negowani z uplywem czasu zostali wyniesieni na piedestal. Jak na razie Pasnik mi nie pomogl tylko dal zalecenia, na KIR AA accofil i na podwyzszone NK i przeciwcialaplemnikowe encorton. Jezeli chodzi o wizyty, to ciezko sie dostac i tak jak wspomnialas obecnie nie przyjmuje nowych pacjentek. Jezeli myslisz, zeby isc do niego proponuje dolaczenie do grupy na facebooku "starajac sie z pomoca Pasnika" i tam dzieczyny czesto wymieniaja informacje na temat wizyt, odstepuja jak sie okazuje, ze ich juz nie potrzebuja.
Powiem Wam szczerze, nie do konca sama siebie nie poznaje, ze przyjechalam to w miare spokojnie. Nawet sie nie poplakalam a jak dla mnie to sukces. Wlasnie siedze w pracy i staram sie na niej skupic. Mam ciezki tydzien bo od dzisiaj nie ma zadnych obostrzen w UK, a szczerze nie wiem czy to dobrze, bo ludziom juz odwalilo. Imprezy w centrum Londynu byly od polnocy do rana. Udanego poniedzialku Wam zycze

Cicho,smutno i.... tak cholernie pusto 
Wiecie co jest przykre? Chyba wiekszosc mysli ze jak umarly mi dzieci to nie potrafie sie juz cieszyc ze szczescia innych, z ich ciaz itp..
Owszem drazni mnie jak jakas dalsza znajoma wysyla mi swoje usg i pisze oh, ahh itp ale jest mi rowniez przykro gdy osoba dla mnie bliska nie robi tego myslac ze tak bedzie lepiej, nie sprawi mi bolu... bol zawsze juz bedzie, ale przy ciazach bliskich mi osob to wyglada inaczej... czuje sie odepchnieta choc pewnie niektorzy wcale nie chca zle, a ja juz nie mam sily tlumaczyc, pytac o ciaze itp... tylko czasami czuje sie jak....tredowata...
A co tak poza tym? Starania odlozone, jestem na l4 i dodatkowo pilnuje bratanka... chce pomoc bratu i bardzo lubie sie zajmowac malym ale przez to widze czego nie mam, czego byc moze nigdy nie doswiadcze...nikt nie powie do mnie "mamusiu", nie wtuli sie we mnie,gdy sie czegos przestraszy, nie bedzie malych raczek,stopek, 100 pytan "dlaczego"..
Takie życie..
25 dc 4dpo
Zaczęła się druga ta gorsza połowa cyklu do owulacji to jeszcze jakoś leci jest pozytywne nastawienie i ekscytacja ze to juz niedługo i może tym razem się uda, a po owulacji przychodzi spadek formy i czarne myśli 😞 chyba każda staraczka tak ma. Dostalam dziś wyniki posiewu jest czysto hurra! 10.08. mam hsg chociaz teraz coraz bardziej się zastanawiam czy moje problemy nie wynikają z mutacji mthfr i pai, co prawda konsultowałam to z genetykiem z testdna ale mam wrażenie że zmarnowałam tylko pieniądze. No bo skoro wg genetyka te mutacje nie maja żadnego znaczenia w heterozygocie to po co w ogóle się je bada? 🤷♀️ dostałam tylko zalecenie zeby brać metylowane wit z grupy B, sprawdzić za miesiąc homocysteine czy spadła i brać acard od owulacji serio?! Acard biorę odkąd dowiedziałam się o mutacjach wit z gr b tez zamowilam wcześniej generalnie nie dowiedziałam się niczego poza tym czego dowiedziałam się od dziewczyn z forum dziękuję Wam wszystkim 😘 w środę napisze SMS do mojego gina chce mu pokazać te wyniki i zapytać o heparyne mam nadzieje ze mnie nie oleje i poważnie podejdzie do tematu. Uważam że skoro już raz poronilam to nie ma sensu ryzykować kolejnych nie powodzeń podejściem w stylu "przeciez to nic takiego, może uda się bez leków" zastanawiam się czasami czemu lekarze w naszym kraju tak opornie podchodzą do stosowania leków chyba one są również po to żeby zapobiegać. Badania tez niepotrzebne bo przecież wystarczy odpuścić i jechać na wakacje, a jak już się coś znajdzie na własną rękę to nic takiego i nie ma znaczenia nosz kurde...
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lipca 2021, 13:58
1 dc
Plan na ten cykl:
- Lametta 2x1 3-7 dc
- Gonadotropiny po 10 dc w zależności od tego co będzie na usg.
- Duphaston 1x1 po owulacji
- Monokoncentrat oleju z wiesiołka 2x2 1dc - do owulacji
- Monokoncentrat ananasa 2x2 2 dpo - 10 dpo
- Glucophage: rano 750mg, po obiedzie 500mg, wieczorem 500mg
- Maca do 5 g na dobę
- Acard 0,75 na noc
- L-arginina 5g
-L-karnityna 3g
- witamina c 1g
- witamina E 400 j
- witamina D3 30 000 j 1x w tygodniu
- cynk i selen 1x1
- Ovarin 2x1
- Castagnus 1x1 rano
- Biotebal forte 1x1
- Calperos 1000 2x1
- 4Flex Sport 1 saszetka dziennie
- garść migdałów dziennie
- 6 orzechów brazylijskich dziennie
- ćwiczenia siłowe 3-4x w tygodniu
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lipca 2021, 16:40
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.