13 d.c.
Chyba naprawdę mam pecha 😒. Zgodnie z poleceniem anestezjologa z Angelusa poszłam z moimi wynikami do lekarza rodzinnego. Ten (zdziwiony, że mnie odesłano) polecił powtórzyć krew (płytki krwi liczone inną metodą - ręcznie) i co?? Wszystko wyszło w normie! 🤯 Super. Tylko, że po weekendzie już będzie 16 dc, więc pewnie po ptokach z zabiegiem, nie wspominając, że w poniedziałek mam pierwszy dzień w nowej pracy 🤦🏻♀️ ja pierdziele, nie może po prostu jeden raz się wszystko odbyć po ludzku?
Piątek nie był dla nas lekki.
Wszystkie badania robimy w centrum leczenia niepłodności, wiedzieliśmy, że tam będziemy chcieli konsultować wyniki i wydało nam się to najwygodniejsze.
Po wizycie u androloga mąż odebrał mnie z pracy i podrzucił do fryzjera, zdążyliśmy się pokłócić po drodze, gdy ochłonęłam wiedziałam już o co chodzi. Próbował być dzielny ale się przejął i martwił. Naturalne. Zaczął martwić się, że zaczniemy wydawać więcej na jego leki, myślę, że już zrozumiał, że to nie problem ale chyba trochę walczy w nim to, że czemu mamy jakieś problemy, których inni nie mają. Widzi jak mocno w moim sercu tańczy powołanie do macierzyństwa, a ja widzę jak patrzy na każdego bobasa, który pojawia się na horyzoncie. W tym spojrzeniu widzę wielką tęsknotę, ale też wielką miłość jaką może wylać na tego małego człowieczka. Wiem, że to przepracuje, jest mądry i dzielny, po prostu potrzebuje czasu, jak każdy z nas. Zaproponowałam więc spacer, wiem, że to zawsze pomoże. Wielkim szczęściem jest to, że mamy siebie i możemy o wszystkim porozmawiać.
Nie jest źle, jest nadzieja, mogłoby być lepiej - takie przesłanie płynie z wizyty. Najprawdopodobniej jest przewlekłe zapalenie, które może wpływać na ilość spermy - a może ilość to taki urok męża, ważne, że liczba plemników ładna. Dostał antybiotyk, zalecenie brania nac, maca, ubichinol q10 i nadal fermentilu. Mamy popracować nad polepszeniem morfologii i lepkością, za 3 miesiące powtórzenie badań z testem mar i kilkoma czynnikami, już sama nie pamiętam. Jedyne co jeszcze to może w późniejszym etapie zajęcie się fsh ale narazie doktor nie chciał dawać mu za dużo rzeczy naraz żeby nie pogorszyć sytuacji. Oczywiście jedzenie, styl życia, ruch, bokserki i chłodzenie jąder okładami (to dopiero zacznę rozeznawać).
Walczymy i obiecuję, że się nie poddamy póki starczy mi sił.
Za siebie bardziej wezmę się niebawem. Najpierw zaczynam od głowy i myślenia. 
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lipca 2021, 12:49
No to pora na kolejne podejście!
Nowy cykl - 26.07, tym razem na naturalnym transferujemy. 4.08 wizyta kontrolna
33dc 12dpo
Dawno mnie tu nie było zaniedbałam pamiętnik a miała pisać regularnie 😅
Od ostatniego wpisu sporo się działo, odwiedziłam mojego doktorka nfz - towskiego pokazałam wyniki mutacji i nawet się nimi przejął dostałam skierowanie na 12! badań w tym cały układ krzepnięcia więc będę miala podkładkę zeby isc do hematologa. W związku z tym że mam zrobić badania na krzepliwosc musialam odstawić acard jednak zaraz po odstawieniu przeszła mi przez głowę myśl " a co jeśli się udało? " w niedziele byl mój 10 dpo postanowiłam więc zrobić test oczywiście pomyślałam o tym że głupia jestem bo nie dość że po południu to jeszcze po wypiciu butelki wody ale co tam sikam! Zrobiłam facell paskowy patrzę , patrze a tam jest! Cien cienia ale jest! Wstawiam zdjęcie na forum dziewczyny tez widzą nie oszalałam! Pomyślałam że to trochę dziwne ze nie czuje żadnych objawów 🤰 w pierwszej ciąży juz kilka dni po owulacji czułam bóle brzucha i klucia jajników No ale każda ciaza jest inna... następnego dnia wstałam podekscytowana lecę do łazienki zrobić test I co? Znowu kreseczka blada ale jest różowa widać gołym okiem! Myślę sobie czas na bete akurat niedaleko mojej pracy jest diagnostyka wyrwę się na 20 min i szybciutko zrobię. Wpadam do diagnostyki a pani mi mowi ze system nie działa nie zarejestruje mi badania 😡 No cóż wracam wściekła do pracy myślę sobie zrobię jutro rano... wstaje dziś rano biegnę robić test czekam aż pokaże się wyraźna różowa linia, a tam biel 😥 moja kreseczka zniknęła fajnie było przez chwilę pomarzyć na bete nie pojechałam nie dałam rady przed pracą a w robocie taki raban że nie dało rady wyjść... jutro już raczej nie ma sensu robić skoro test bialy to i beta nie wyjdzie ☹☹ czekam więc na okres... niestety czuje ze sobie poczekam nie mam żadnych miesiączkowych objawów piersi nie bolą, nie mam plamien ( a zwykle były już od 10 - 11dpo) więc pewnie malpiszon się spóźni 😡😤 najgorsze jest to że 10 sierpnia jestem zapisana na hsg mam nadzieje ze do tego czasu będzie już po @ no nie chce znowu tracić miesiąca . Narazie plan jest taki że odstawiam acard i w poniedziałek ide na badania z krwi 💉 skoro w pierwszym cyklu po acardzie był biochem to chyba coś w tym musi być i rzeczywiście warto przyjrzeć się tej krzepliwości 🧐 mam nadzieje ze właśnie znalazłam przyczynę i już niedługo zobaczę ⏸ które zostaną że mną na 9 miesięcy.
Czekamynadzidzie myslalam o tym żeby zrobić histero albo laparo jeżeli po hsg się nie uda myślę że jeśli do końca roku nie zaskoczy to na pewno będę męczyć mojego gina o skierowanie.
Kd_eye mam wrażenie że ta lekarka z którą ja rozmawiałam to każdemu powtarza to samo jak powiedzialam o tym mojemu ginowi na wizycie to też był zniesmaczony.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lipca 2021, 20:55
18dc
Posłuchałam się mądrzejszych koleżanek i zaczęłam brać suplementy. Biorę kompleks witamin, w tym między innymi witamina E, C, z grupy B, żelazo. Dodatkowo łykam kwas foliowy, witaminę D, magnez (ostatnio zauważyłam drganie powieki) i inozytol. Mężowi też kupiłam jakiś kompleks witamin.
Planuje w przyszłym cyklu zacząć też brać olej z wiesiołka. Krąsi poleciła również siemię lniane, ale dodaję je do chleba (sama piekę chleb) więc myślę że to wystarczy.
Wczoraj i dzisiaj zauważyłam trochę śluzu płodnego, ale jakoś nie chce sobie robić nadziei, szczególnie że nie widzę jak do tej pory skoku temperatury. Martwi mnie to i przeczuwam że jednak znowu nie będę mieć owulacji.
Kilka razy czułam się jakbym miała gorączkę, lekkie bóle mięśni, kłucie jajników, jakby powiększone jajniki? Taki dyskomfort w jajnikach, jakby coś tam rozpierało mnie. Myślę że to przez moje nie do końca stwierdzone PCOS, ponieważ wtedy objętość jajników jest większa i może faktycznie coś tam się dzieje.
Choć te objawy nie są cały czas, występują czasami. Na przykład teraz, gdy odpoczywam po bieganiu, czuję całkiem wyraźnie właśnie rozpieranie po obu jajnikach.
Wczoraj miałam sporo przemyśleń na temat ciąży. Może ja wcale nie chce być w ciąży? Może będę złą matką? Może się do tego nie nadaję? Jest mi całkiem dobrze z mężem we dwójkę. Mamy wszystko poukładane, kochamy się, mamy plany.
Wiem, że to może wydawać się absurdalne i niedorzeczne, a wręcz irytujące. Raz pisze że chce dziecka, a w kolejnym poście ma wątpliwości.
Wydaje mi się, że trochę wyidealizowałam posiadanie dziecka. A doskonale wszyscy wiemy, że nie jest to proste. Nie każdy spełnia się w macierzyństwie. Znam osoby, które mówią wprost, że kochają swoje dzieci, ale nie do końca spełniają się w roli matki czy ojca.
Czasem myślę, że kupiłabym sobie psa i też bym była szczęśliwa, a czasem strasznie dobija mnie świadomość że nie jest w ciąży.
Chyba po prostu się boję. Boję się macierzyństwa, jednocześnie bardzo go pragnąć.
Pierwsza noc przespana!
Z soboty na niedzielę Maciek spał ciągiem od 20:30 do 5:30!
Byłam w szoku. Teraz juz sie budzi niestety ale raz i daje rozrzedzone mleko, mysle ze sam zrezygnuje, pewnie jak tez przeniose go do drugiego pokoju bo on sie wierci zauwazylam jak maz sie wierci, On go wybudza, bo moj maz to sapie jak lokomotywa albo chrapie... Dzisiaj go obudzil wlasnie ok 2.
Tylko jakos nie moge sie zabrac za zamowienie lozeczka nowego, juz mam w koszyku, taki domek, chyba dzisiaj to zrobie.
Meble tez juz wybralam do jego pokoju...
W niedziele bylismy na rejsie statkiem w Mikołajkach ze znajomymi. Było super.
Pod koniec lipca moze do babci pojadę.
Mąż siedział z Mackiem 3 dni bo miał wolne i przejrzał na oczy jak to jest kolorowo. Jak wracalam do domu z pracy specjalnie mu dokuczalam czemu tego nie zrobil itd, a sprzatnal sam z siebie i zmyl podlogi a ja mowie ze nic nie widac 
ale taka jest prawda jak sie przychodzi codziennie do czystego to czlowiek nawet nie zauwaza ze brudno moze byc... a przy psie (mamy Labradora z białą sierscią) to jest non stop brudno tym bardziej ze z przodu domu nie mamy polbruku i Ona piach przynosi do domu a rano uruchomione jest nawodnienie wiec woda plus piach=syf
Ma akurat teraz cieczkę, gdybym nie była w ciazy to bysmy ja dopuscili, bo bym chciala jeszcze jednego pieska, najlepiej czekoladowego 
Dzis wizyta u edno... Tsh piekne 1,2 sód za wysoki 146 norma do 135
Ostatnio bardzo intensywnie zyje, po pracy szybko trzeba robic obiad z Mackiem na rekach bo steskniony, potem jakies gotowanie zupy na nastepny dzien i kolacji, zakupy wczo0raj zrobilam, maz kosil trawe. Dzis mama z tata siedza z Mackiem to mi porzeczki pozbierają. Juz z częsci zrobilam dzemy i z jagody tez. Jeszcze z malin chce zrobic a i ogorki się zaczewly.... jest roboty... borówki zamroze bo tez mam mnóstwo
Wstaliśmy późno, wczorajszy dzień był bardzo emocjonujący.
Gdy tylko się obudziłam, mąż spojrzał na mnie i powiedział: "śniło mi się, że jesteś w ciąży".
Nie Misiu, nie śniło Ci się.
Wczoraj długo rozmawialiśmy o tym, kiedy mogło dojść do zapłodnienia. Analizował ze mną wykres, testy owulacyjne, ciążowe. Powiedział, że nie patrzył na napis na koszulce, bo widział test. Pytał, jak sobie poradzę z pracą, co z klientami. Co, jeśli będę musiała iść na zwolnienie lekarskie, bo przecież ciąża zagrożona. Dopytywał, czy mogę pić kawę, że powinnam dobrze jeść, sypiać. Pytał, kiedy idę do lekarza, kiedy powiemy mamom. Jak o tym powiemy. A najsłodsze było pytanie, czy będziemy robić co tydzień zdjęcia brzuszka. 🙈
Jeeju, do niego chyba to też dociera tak samo powoli, jak do mnie.
Jeszcze przed snem powiedział, że ubierze tę koszulkę do pracy. Na szczęście w porę się opamiętał, bo pracuje w jednej firmie z moim wujkiem, a tam wieści szybko się rozchodzą (a podobno kobiety to plotkary).
Kładąc się wczoraj spać powiedział: "Kocham Was", a mnie łzy stanęły w oczach.
Z biegiem czasu myślę sobie, że ostatni czas mnie nie rozpieszczał. Tyle chorób wynalezionych, same przeszkody, słowa lekarza "w Pani przypadku starania na ten moment są zabronione, bo zagrażają życiu i zdrowiu". Ale zwalczyłam to wszystko! Udało się. I zostało mi to wynagrodzone. Nam zostało wynagrodzone.
Wiem, że te ostatnie wpisy są chaotyczne, ale nie umiem tego zebrać w jedną całość - wyszłoby z tego opowiadanie 🙈
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca 2021, 15:42
Ciąża powoli leci. Dzisiaj 17+2.
Mamy w domu remont, za oknem remont i ogólny Armagedon. W poniedziałek mam wizytę, mam dowiedzieć się płci, na razie na 80% chłopak
Byliśmy w szoku, bo byliśmy przekonani, że dziewczynka. Mogłoby w sumie już tak zostać, bo pochłonął mnie szał zakupów i większość rzeczy brałam chłopięcych
Chociaż dziewczynka też spokojnie może w nich chodzić. Płeć jest mi obojętna, ale chciałabym już wiedzieć.
Tydzień później mam połówkowe. Trochę się stresuję, chociaż staram się powtarzać sobie, że przecież na razie nie ma żadnych powodów do zmartwień, wszystko jest idealnie.
Wydaje mi się, że czuję ruchy małego (lub małej). Jest to bardzo delikatne, ale to chyba to.
Nie mogę uwierzyć w to, że 1 sierpnia będę w połowie ciąży. Przecież tak niedawno wydawało mi się to nieosiągalne. Dalej mam w sobie te emocje niepłodności, chciałabym niektórym dziewczynom wykrzyczeć, że ja wszystko rozumiem. Boję się, że ciesząc się z ciąży mogę być niedelikatna dla znajomych, którzy jeszcze próbują. Ale stres nie opuszcza mnie ani na chwilę, dlatego staram się cieszyć z każdej pierdoły, bo nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek będzie mi to dane.
6t3d
Dzisiaj po zajęciach w drodze do domu postanowiłam wstąpić do przychodni, którą mam tu koło mieszkania w Sopocie z nadzieja ze zapisze się do ginekologa na NFZ na koniec tygodnia. Ogólnie okazało się ze pani doktor czwartek i piątek wzięła sobie wolny, ale jest dzisiaj i mogłam zapytać czy mnie przyjmie. W pierwszej chwili pomyślałam ze bez sensu bo za wcześnie, przecież w 5t5d nie było za dużo widać oprócz czarnej plamki, ale pozneij pomyslalam ze jak za darmo to co mi szkodzi 
Pani doktor niechętnie, ale przyjęła mnie jak jedna z pacjentek nie przyszła na umówiona wizytę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lipca 2021, 07:52
37+0
Ciąża donoszona 🥳 Byłam na wizycie i Mała jest wszystkimi wymiarami o tydzień do przodu, nogami już grubo ponad 2 tygodnie, więc jeśli do 11 czerwca nic się samo nie zacznie i nie urodzę, to idziemy na indukcję. Za duża będzie na czekanie do terminu 🙈😱 Już teraz maszyna oszacowała ponad 3 kg. Szyjka jednak nadal 1,5 cm, twardo trzyma, chociaż dziecko już bardzo nisko. Brzuch mam wielki jak dynia, mam wrażenie że jest nisko. Nawet teraz leżę, rękę mam na żebrach a on jest niżej. Co do tych rozmiarów to komentarz mojego lekarza był następujący „gdyby to była ciąża u Wietnamki, to może bym stwierdził jakąś patologię, ale nie u was”. Poza tym co tu ukrywać - w maju ostro poluzowałam szelki. Prawie codziennie wjeżdżały lody, truskawki, albo coś słodkiego z piekarni. Albo miks tego wszystkiego. W eter to nie poszło.
Myślałam, że złapie mnie jakiś gigantyczny stres w związku z tym, że to już zaraz, ale: (1) pogoda mnie wykańcza, (2) mąż się rozchorował na zapalenie oskrzeli i chyba mnie też to łapie, czuję się więc tak, że mi już wszystko jedno. Komentarz lekarza na rozpoczynającą się chorobę „jak trzeba będzie urodzić w infekcji, to urodzi pani w infekcji”.
Byłam wczoraj u fizjo, pomasowała mnie, zrobiła masaż krocza (bardzo nieprzyjemne, sama też robiłam kilka razy ale nie tak mocno), rozluźnianie więzadeł, masaż brzucha.. może coś ruszy. 5 czerwca idę kolejny raz. Poza tym odpalam wszystkie inne sposoby na przyspieszenie porodu: daktyle, herbatka z liści malin, ostre jedzenie, spacery, seks (w tej chorobie to ciężko ale może jakoś pójdzie), ananas, sprzątanie. Idealnie jakby się urodziła w przyszłym tygodniu 🙏 ale planować to ja sobie mogę…
Nadal to, że niedługo się spotkamy po drugiej stronie brzuszka jest dla mnie abstrakcją. Ciężko mi określić co czuję - oczywiście strach przed porodem, niedowierzanie, oczekiwanie, elementy paniki, elementy wzruszenia i radości (momentalnie tłumione). Czekamy 🩷
Październik 2020
Po ciąży pozamacicznej kiedy doszłam już do siebie i zaczęliśmy znów starania postanowiłam że nie ma na co czekać i zaczęliśmy szukać kliniki specjalizującej się w niepłodności .
Grudzień 2020
Pierwsza wizyta na której zrobiono kupę badań z krwi, usg i szczegółowy wywiad . Zaproponowano na początek stymulację clomifenem , jaka ja byłam przepełniona nadzieją że z tą stymulacja się uda, że w końcu ktoś się mną zajmie i że będę pod fachowa opieka, a nie odsyłana z kwitkiem od ginekologa który w kółko powtarzał żebym brała kwas foliowy bo zaraz będę w ciąży 🤦🏼♀️
Styczeń 2021
Test po pierwszej stymulacji tak bardzo wyczekiwany test ja podjarana bo może się udało, ku mojemu zaskoczeniu test jak zawsze biały 😞
Luty 2021
Wstawiam się w klinice w 3 dc, mówię do lekarza może sprawdzimy drożność jajowodów bo czuje że może tu jest problem ale lekarz zalecił jeszcze kolejna stymulację tym razem gonalem która oczywiście zakończyła się niepowodzeniem .
Marzec 2021
W końcu sono Hsg do tego stymulacja cyklu .
Ogromnie bałam się bólu ale bardzo chciałam sprawdzić czy jajowody są drożne . Byłam pewna że może ten po cp jest przytkany ku mojemu zaskoczeniu drożny a lewy nie przepuścił kontrastu . Znów się załamałam bo myślałam że może jak z lewej strony będzie owu to się uda a tu żaden prawidłowy jajowod 😩 do tego wysokie ryzyko kolejnej cp a tego już drugi raz bym nie udźwignęła, moja nadzieja na ciąże umarła …
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lipca 2021, 13:20
Kwiecień 2021
Zaczęłam myśleć i oswajać się z tym że chyba tylko IVF nam zostało . Obwiniałam się że to wszystko moja wina, że jestem zepsuta bo nie mogę zajść w ciąże, że nie jestem prawdziwą kobietą . Mąż wybił mi z głowy te wszystkie myśli i powiedział że będziemy walczyć nie ważne jaką metodą , że będzie przy mnie i będzie mnie wspierał .
Maj 2021
Trafiliśmy do nowej kliniki bliżej domu z polecenia z forum i znajomej która tez przeszła procedurę .
Już na pierwszej wizycie po zapoznaniu się z dokumentacja zostaliśmy zakwalifikowani do IVF w Niemczech . Lekarz stwierdził że prawdopodobnie mam endometriozę bo widzi zrost lewego jajnika z macica, do tego ból podczas usg plus wywiad . Nie wiedziałam że mam endometriozę, czasem przeszło mi to przez myśl, ale stwierdziłam że skoro podczas operacji nic nie stwierdzono to chyba wszystko Ok . Mogła się tez rozwinąć po cp ale tego się już nie dowiem 🤷🏼♀️
W klinice zrobiono mi szereg badań przed rozpoczęciem procedury, wyszło że nie mam przeciwciał na ospę chociaż chorowałam w przeszłości.
Musiałam się zaszczepić i odczekać ponad 4 tyg .
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lipca 2021, 13:24
07 lipca miałam się wstawić na badanie z krwi na przeciwciała po szczepieniu, wyniki miały przyjść do 2-3 dni minął tydzień a wyników brak 🤦🏼♀️🤷🏼♀️ W klinice nie wiedzieli co jest grane, pobrano mi kolejna próbkę krwi i znów czekanie a bez tych badań nie mogę ruszyć dalej .
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lipca 2021, 13:27
2cs, 16dpo

wrzuta obrazki
Właśnie dziś po kolejnym zapytaniu gdzie moje wyniki 🤬 dostałam maila, że już są dostępne online 🧐
Mam wystarczającą ochronę, mogę startować 🥳🥳🥳
W poniedziałek zaczynam ze sprayem blokującym przysadkę a w sierpniu stymulacja, punkcja i transfer 🙈 dostałam rozpiskę i mam protokół średnio długi, w Pl jest długi lub krótki tu są trzy . Bardzo się cieszę a zarazem boje 🙈
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lipca 2021, 14:27
Czasami zaczynam się zastanawiać czego ja właściwie chce?
Dzisiaj na wizycie powiało optymizmem, jest plan, leki wykupione, a ja zamiast w końcu uwierzyć, mówię sobie, że nie mogę uwierzyć, ze mam sie nie nakręcac, to rozczarowanie będzie mniej bolało...
Może jednak bez dzieci też da się byc szczęśliwym? Czy każda kobieta musi mieć dziecko?
Dobra muszę się wreszcie zabrać za pierwszy wpis. Nie bardzo nawet wiem od czego zacząć więc zacznijmy od początku 
Po owulacji miałam dobre przeczucia co do tego cyklu, nie chciałam sobie robić nadziei bo nie byłby to pierwszy raz kiedy w przeszłości też byłam "pewna" ze się udało a jednak nic z tego nie było.
W 6 dpo wieczorem zauważyłam na bieliźnie na prawdę sporą ilość białego kremowego śluzu lekko zaprawionego na różowo. W mojej głowie oczywiście pierwsza myśl - implementacja
Póżniej aż do terminu @ miałam "wzloty i upadki" jednego dnia byłam pewna ze się udało, następnego pewna ze nic z tego. Dzielnie wytrwałam do terminu @. Moja faza letalna zawsze trwa 14 dni , w 15 przychodzi @. Także zgodnie z planem dopiero 15dpo kupiłam w sklepie koło domu test ciążowy i 16dpo z samego rana, o 4 rano, przed pójściem do pracy nasikałam na test.
Jak w poprzedniej ciąży kiedy też testowałam po terminie @ , pozytywny wynik na teście pojawił się szybciej niż kreska kontrolna, widać było jak test powoli się wypełnia i od razu pojawia się "+"
Moje odczucia były podobne do tych 4 lata temu - nie byłam jakaś zaskoczona czy wzruszona - oczywiście się ucieszyłam , od razu napisałam do moich przyjaciółek z którymi znamy się tu z forum jeszcze sprzed 5 lat (mamy rozmowę grupowa na messangrze od 5 lat) i czekałam aż wstaną i odczytają moja wiadomość
W miedzy czasie szykowałam się do pracy i starałam się opanować swoje emocje żeby nikomu więcej nie powiedzieć
Mąż był wtedy w Polsce także nawet z nim nie mogłam podzielić się nowiną.
Tego samego dnia zadzwoniliśmy się z mężem na Teamsach , powiedziałam mu o ciąży, najpierw był w lekkim szoku ale po chwili dotarło do niego co i jak i się cholernie ucieszył. Miał niełatwe zadanie , bo będąc w Polsce zatrzymał się u swoich rodziców i dostał absolutny zakaz mówienia im o ciąży . Moi rodzice tez nie wiedza, nikt nie wie. Chce im powiedzieć dopiero jak polecimy razem do polski na początku września i będzie to koniec pierwszego trymestru. Po 2 poronieniach z byłym nie zamierzam zbyt wcześnie obwieszczać światu o ciąży dopóki sama nie bede miała pewności ze wszystko jest ok.
Obecnie jestem w 5t4d, pierwszya wizytę miałam mieć jutro (gin wybrała termin) ale na szczęście przełożyliśmy wizytę na przyszły tydzień jak będę w 6t2d. Mam nadzieje ze będzie już wtedy serduszko, boje się znowu tej niepewności. Chce pójść do gin na tyle późno żeby nie było już wątpliwości czy serduszko jest czy nie ma. 6+2 to nadal trochę wcześnie ale jest to jedyny dzień gdzie oboje z mężem mamy wolne a O. zalezey żeby iść na wizytę ze mną.
Jeżeli serduszko będzie (oby!) to umówię się na kolejna wizytę tydzień później i jeśli nadal wszytsko będzie ok to dopiero wtedy powiem w pracy o ciąży (no chyba ze w miedzy czasie zacznę się kiepsko czuć i będę musiała powiedzieć wcześniej ze względu na charakter mojej pracy)
Na chwile obecna mąż chodzi cały w skowronkach, planuje już nasze życie z dzieckiem, robi wyliczenia ile miesięcznie musimy odkładać żeby zapewnić dziecku dobry strat w życie - mieszkanie i jakaś $ - martwi się o mnie, pyta ciagle jak się czuje, chce mi usługiwać , ale problem jest taki ze ja na razie tego ani nie chce ani nie potrzebuje
czuje się dobrze, funkcjonuje normalnie, mdłości jak na razie tez nie mam , do pracy chodzę normalnie także wole żeby O. oszczędzał energię i chęci na późniejszy etap ciąży jak na prawdę będę go potrzebowała 
Oczywiście cieszę się z jego entuzjazmu, ale za razem martwię się ze jak sprawy nie potoczą się dobrze, to na kolejna ciążę już nie będzie się tak cieszył.
No nic pożyjemy , zobaczymy
12w6d
Dziś byliśmy na wizycie u lekarza prowadzącego. Minął już miesiąc, zwolnienie się kończyło, recepty również, muszę też zrobić badania. Warto było czekać 1.5 godziny dłużej ( takie było opóźnienie 🫣 ) żeby zobaczyć Naszego Żuczka ❣️ Trafiliśmy na moment gdy pił wody płodowe i skakał przez czkawkę. Akrobata od małego, po Mamusi 😎 Od około 16tc będziemy schodzić z proga. Kolejna wizyta 5 marca, wyjazd o 5.30 😅 Co do płci to skrzętnie pilnuje swoich narządów. Nie chciałam żeby lekarz męczył Dziecia za bardzo. Poczekamy 😊

Zakochani jesteśmy w Tobie po uszy 💝
No i stało się
33 dzień cyklu przy cyklach 29dniowych to zdecydowanie dobry czas na zrobienie testu. Nie wiem czego się spodziewałam, sikałam na ten test bez żadnych oczekiwań, w sumie było oczywiste ze jestem w ciąży, ale jako ze w ogóle tego nie czuję to jednak 100% pewności nie miałam. Wynik był bezdyskusyjny, dwie ciemne krechy które pojawiły sie odrazu na 2 równych testach nie pozostawiły wątpliwości 
Co do objawów to chyba mogę śmiało powiedzieć ze moim pierwszym objawem ciąży był brak okresu. Jasne czuje dokuczliwość piersi, ale nie bardziej niż często przed @, bolą mnie sutki - są dość mocno wrażliwe, ale tak tez już miewałam mimo braku ciąży. Czuje tez lekkie ciągnięcia w podbrzuszu, ale również nie jest to żadna nowość bo w cyklach bez ciąży tez zdarzało mi sie takie ciągnięcia odczuwać.
Ciąża, którą chyba mogę nazwać ciążą z lekkiego zaskoczenia bo na prawdę w tym cyklu się nie staraliśmy z jednej strony bardzo mnie raduje, z drugiej strony na te wszystkie miesiące starań, które mamy za sobą nie mogła przyjść w gorszym momencie
właśnie rozpoczęłam szkolenie na stewardessę i na prawdę marzyłam o lataniu w przestworzach, sklamalabym pisząc ze nie czuje lekkiego żalu związanego z końcem tych marzeń, co oczywiście nie oznacza ze nie cieszę się z ciąży 
Cóż jeszcze... No tak - mąż jeszcze nic nie wie i przez min kilka dni jeszcze się nie dowie. Ja jestem na szkoleniu w Gdańsku on siedzi sam w domu w Poznaniu, nie chcę mu mówić przez telefon wiec poczekam do weekendu i zaplanuje jakoś fajnie wieczór gdzie dostanie ode mnie prezent
Los dał mi idealna okazje do zaplanowania wszystkiego i zrobienia mu super niespodzianki wiec na pewno z tego skorzystam!
Do lekarza tez już się umówiłam na pierwsze usg, ale bez pośpiechu wychodzę z założenia ze co ma być to będzie, czuje się dobrze, nie mam żadnych plamien ani nie krwawię wiec pierwsza wizyta dopiero za 2 tyg - 22.03 o 19:30, będzie to 6t6d wiec jeśli wszystko będzie ok to będzie już biło serducho 
Tymczasem to tyle, zamierzam dokończyć szkolenie na stewardessę, bo w sumie nic innego nie mam do roboty i może jak już będę miała uprawnienia to będzie mi dane powrócić do realizacji tego marzenia za 2 lata po macierzyńskim
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lipca 2021, 08:06
22dc
8dp
Czuję że okres się zbliża wielkimi krokami, dziś zaczęły boleć piersi, zwyczajnie jak zawsze przed okresem. Czuje krzyże i lekkie pobolewanie brzucha wiec skończy się jak zawsze a jedyną radością tego miesiąca będzie potwierdzona owulacja 🤷♀️ Nie sprawdzi się to co mówili wszyscy „po laparo to szybko pyknie”, echeee pyknie jak zawsze. Czy czuje rozczarowanie? Nie wiem pewnie gdzieś tam w głębi duszy tak ale z drugiej strony nie nastawiałam się na nic innego.
Pozytywne jest to że w sierpniu kroi mi się z koleżankami wyjazd nad morze, wiec trochę odpocznę psychicznie 😉
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.