Boję się. Rano miałam jasno brązowe plamienia. Bardzo się przestraszyłam. Zadzwoniłam do gina, ale dzisiaj nie przyjmował. Plamienia są juz mniejsze, ale jutro i tak idę do niego. Bardzo się boje ze dostane przykry prezent od Mikołaja.
W dodatku czuje dziwny ucisk w brzuchu. Może to z przewrazliwienia, ale jestem prawie pewna, ze coś jest nie tak. Jakoś dziwnie to czuję.
Dawno mnie tu nie było, ale miałam nadzieję, że wrócę z dobrymi wieściami, a tymczasem mam wrażenie, że życie sobie ze mnie kpi.
Zacznę od początku:
Od 10 dc chodziłam do gina na monitoring, w 11 dc byly 2 pecherzyki w prawym i lewym jajniku, w 15 byly juz 3 - 2 w prawym (cudownie!) i 1 w lewym... Ogólnie było już dość późno, bo owu mam zawsze ok. 12 dc. No i w 19 dc cudowna wiadomość - w prawym pękły oba!!!
Chodziłam z takim bananem na twarzy, że aż mnie policzki bolały. W końcu! Pierwszy raz!
Od 7 dpo robie testy, wiem wiem... za wczesnie, ale ja juz tak dlugo czekalam,ze nie moge sobie zabraniac robic testwo ciazowych. No i pierwsze 2 wyszly negatywne, ktore po kilku godzinach zrobily sie pozytywne. Nigdy nic takiego mi sie nie zdarzalo, wiec wypelnilam swoje mysli pozytywna nadzieja. Przedwczoraj - 11 dpo wyszla od razu druga kreska, co prawda blada, ale widziana golym okiem. Nawet na zdjeciu ja bylo widac. Wiec wyslalam od razu MMSa do Meza, rycze mu do telefonu, ze mam druga kreske i ze nie wiem co robic. Maz jak zwykle ze stoickim spokojem nakazuje sie uspokoic i cierpliwie czekac.
A gdzie ja bede czekac! Pakuje sie i jade zrobic bete. O 18 maja byc wyniki. Jest 11 dpo, jesli cos jest na rzeczy na pewno cos wyjdzie...
Wybija 18... klikam drżacymi rekami w pdf 'wynik' i co? beta < 1... Płacze... płacze... płacze i nie mogę przestać.
Czemu to życie sobie ze mnie tak drwi? DLACZEGO? Dlaczego pojawił się ten pozytywny test?
Przez 2 kolejne dni testy wychodza w 100% negatywne... 
Dzis mamy 13 dpo i 30 dc. Nigdy nie mialam cyklu dluzszego niz 28 dni. Gdyby nie ta beta, ktora sprowadzila mnie na ziemie mialabym powazne argumenty twierdzic, ze jestem w ciazy.
Z drugiej strony owulacja przesunela mi sie o 6 dni, wiec i @ pewnie dlatego sie przesunal.
Ale jak moglo sie nie udac? Mialam 2!! tak!! 2 pecherzyki po droznej stronie, podwojna szansa, a tu NIC! teraz pewnie znow na prawa strone bede musiala czekac z pol roku ;(
Ehhh... mam dola jak stad do Afryki...
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lutego 2014, 13:00
jutro po wyniki badań ciekawe co tam wyszło..
i ciekawe czy jeśli PRL jest wysoka to jest to zasługą stresów które miałam ostatnio..
Nawet nie wiem czy mówić o tym jak co swojej ginekolog ze miałam dużo stresów bo może zaś mi wyskoczy że nie jest psychologiem ... Nic pożyjemy zobaczymy
chciałabym już skończyć ten cykl , przestać brać lutke i mierzyć się nowym dokładniejszym termometrem aby wykresy były czytelniejsze ale jeszcze przyjdzie mi poczekać na @ przynajmniej z tydzień..
Ciężkie życie kobiety,, >,<
Już po @ i kolejne odliczanie rozpoczęte... W tym miesiącu lekarz dodał mi metformine, tak bardzo bym chciała by sie udało...
No i przyszła ta wredna @. A może i dobrze, że jest czyli cykle się normuja ... szczescie w nieszcześciu
. Niektóre z Was mają większe problemy. Trzeba być dobrej mysli... głowa do góry i zaczynamy od nowa :)Miłego dnia :*
nie wierze własnym oczom,,wczoraj powinnam miec @.nie ma.pomyslalam zrobie test przynajmniej bede miec pewnosc.a tu dwie kreski....jedna dosc wyrazna a druga bledsza ale dosc ja widac..szok;]]
Ciekawa rozmowa z seksuologiem:
http://www.edziecko.pl/wideo_edziecko/12,79343,12996824,Musze_robic_To_codziennie___jak_nieplodnosc_wplywa.html#BoxLSTxt
Już nic nie rozumiem...
Po tym co czytałam w internecie byłam niemal pewna wyniku..
Ale się myliłam.. z jednej strony to dobrze ale z drugiej.... boję się że to coś gorszego. 
Moje PRL 18.17 ng/ml
Przedział to 4,79-23.30 ng/ml
Wiec mój wynik jest w normie...
Tak więc co mi jest?! o,0
1 raz w życiu miałam takie plamienia które nie skończyły się @...
na ciąże moje temp. są zbyt niskie i skaczące..
teraz jedynie coś idzie do góry ale to na 100% przez luteine..
Eh.. pewnie znowu bede musiała iść nabadania krwi tyle pewnie tym razem inny hormon..
Bo zamiast przepisać wszytkie badania to jedynie PRL przepsiała ;/
no cóż zoabczymy ... Wizytę uginki przewiduje na 13.12.2012 gdyż powiedziała zeby przyjsć po 10 do 14 dni ale najlepiej po 10 z wynikami i albo z @ albo nie..
Nie wiem co myśleć? Czy któraś z was miała już takie doświadczenia z @ i hormonami ?
Wiec dlaczego od 1 dnia cyklu cycki nie dają mi spokoju
cały prawie cykl bolały przy dotykaniu.. ;/ jakieś to wszytko głupie.. chyba ten stres tak na mnie podziałał bo co innego ?
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 grudnia 2012, 07:50
dzisiaj niby temperatura nie spadła, lecz nadal czuje ból miesiączkowy i mam leciutkie plamienie, więc nie mam co się oszukiwać... miesiączka jutro czy pojutrze nadejdzie. z narzeczonym postanowiliśmy w tym miesiącu jechać zbadać jego nasienie, ponieważ wielu ginekologów twierdzi,że od tego trzeba zacząć gdy staranie o dziecko trwa dłużej, no a później ja pojadę zbadać czy moje jajeczko podczas owulacji pęka i czy jest drożność. nie ma co czekać na cud. trzeba wziąć sprawy w własne ręce.
zamówiłam na allegro testy owulacyjne, czy to nie był wg. was głupi pomysł? czy może powinnam już jak coś to kupić w aptece? 
No to dzisiaj św Mikołaj
kto dzisiaj dostanie prezent na Mikołaja? Ja dostałam wczoraj w prezencie na Mikołaja książkę od męża. Kupiłam sobie tą najnowszą J.K. Rowling tą co teraz jest w księgarniach. Mam nadzieje, że nie będe żałować.
Zaraz będę sie zbierać do pupu bo muszę się dzisiaj stawić na kontrole.
Nie rozumiem po co te kontrole w pupie, skoro i tak ludziom nie potrafią znaleźć pracy.
Jak pomyślę o tych urzędniczkach co tam siedzą to krew mnie zalewa.
Dzisiaj rano tempka nieznacznie spadła do 36,52 może to spadek przed owulacją. teraz na bieżąco muszę robić testy i sprawdzać. Dzisiaj rano zrobiłam paskowy i 2 kreski z tym że ta na dole bledsza czyli negatyw. Jednak nie tracę nadziei. Tłumacze sobie, że warto próbować może akurat tym razem się uda.
Jak nie w tym cyklu to następnym, ale trzeba wierzyć że sie uda 
No i mamy mikołajki . Miałam dostać prezent w postaci II kreseczek . Jednak nie dostałam tego tylko @ zawitała . Takie robiła wredna podchody i wreszcie nie wiedzieć czemu zadzwoniła do moich drzwi. nie pytała się mnie czy ją chce czy ma być czy ma dać mi spokój na co najmniej 9 miechów tylko bez pytanie rozwaliła się na warsztacie i na głęboko w d.... moją opinię .
Co miałam zrobić zrobiłam jej kawę podałam ciasteczka i mówię a siedz sobie . Tylko za bardzo się nie przyzwyczajaj się do kawy i ciastek bo mam inne plany w przyszłym roku . Bogu dziękuję , że to ostatnia @ w tym roku .
Co do mikołaja , zakupiłam sobie jedną książkę "Ziołolecznictwo Ojców Bonifratrów dla kobiet".Koleżanka bardzo zachwalała z pracy . A dziś mikołaj dał mi prezenty perfumy i książkę "JOGA". Nie zasłużyłam sobie na nie bo to ja chciałam dać prezent i to taki aż w pięty pójdzie każdemu a szczególnie teściowej . A tu D... . Czuję się jak zepsuty zegarek , jakby jakaś sprężynka nie działała . Znajdę na nią sposób choćbym miała się rozebrać jak do rosołu .
Byłam dzisiaj u gina. Plamienia się nie nasilają. Bardzo martwi mnie to, ze jeszcze nie słychać serduszka. Z powodu tak późnej owulacji ciąża ma nie 8, a 6 tygodni. Lekarz powiedział, ze jest tętno płodu, ale nie słychać serduszka. Nie wiem co to znaczy i nie pytałam, bo poczułam, ze nogi się pode mną uginają. Powiedział, że to jeszcze nie powód do zmartwień i umówił mnie na następny piątek. No i kazał leżeć. Bardzo się boję. Nie wiem co będzie jeśli stracę swoja kruszynkę. A plamienia są niewielkie i nie kazał się nimi martwic, ale jeśli się nasilą to od razu do szpitala.
no i @ sie pojawiła z samego rana...chyba nie jest nam dane zostac rodzicami:( Dziś czuję sie jeszcze gorzej brzuch mnie boli od @ ale to normalne. Chodz wiedziałam ze nie jestem w ciązy to i tak rano sie popłakałam i przez cału dzien łzy mi sie cisna do oczu...nie mam już siły walczyc a to trzeba zacząc szukac pomocy i nie bedziemy czekac do stycznia tylko już teraz w grudniu pojdziemy chce wiedzieć co jest nie tak chodz bardzo sie boje ze usłyszymy jakiś wyrok ze nigdy nie bedziemy miec dzieci boje sie strasznie. Nie wiem z kad mam wziąść siły ? przynajmniej @ od kilku miesiecy przychodzi na czas ,ale dziś mnie nic nie cieszy
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 grudnia 2012, 14:43
Na dzień dzisiejszy mój organizm nie toleruje mięsa nie wiadomo czemu ale na samą myśl odechciewa mi się jeść cokolwiek. Bolą mnie nerki, co raczej nie jest dobrą oznaką, no i ten ból głowy, czuje się tak jak by mnie jakieś choróbsko brało. Jedyne co jest pocieszające to to że owocki mogę jeść garściami tak jak teraz cała miska winogron
Wiem, że o niczym to nie świadczy ale nakręcam się jak zawsze
Obiecałam sobie że jeśli @ nie przyjdzie do poniedziałku to idę na betę.
Aha zapomniałam dodać ze ginekolog przepisał mi leki, które doprowadziły że moje jajeczko w dniu owulacji miało 28 mm
Mam nadzieję że to ułatwiło sprawę. Jednak on mów żeby się nie nakręcać bo mamy spokojnie z pół roku na zajście, a martwić się będziemy później, ale też że to musiał by być cud nad cudami aby nam się za pierwszym razem udało.
4 grudnia.Wtorek rano.Dzień zaczął się dziwnie, obudziłam się z dziwnym lękiem, zrezygnowana, rozdrażniona i ze złymi przeczuciami, które rzadko kiedy są bezpodstawne...Od rana krążyły po głowie złe myśli, że coś jest nie tak...Tłumaczyłam sobie że jestem przewrażliwiona,że wymyślam.Przypomniałam sobie co mi się śniło tej nocy...piękny sen...śniłam że mam dziecko, maleńkie, dopiero co urodzone,śliczne, to była dziewczynka, karmiłam ja piersią, a ona wciąż była głodna.Karmienie jej sprawiało mi tak ogromną przyjemność,że mogłam robić to bez końca, ona patrzyła na mnie swoimi ciemnymi oczkami...niezapomniany widok...Pomyślałam sobie, że tak będzie za kilka miesięcy, ale jakoś to do mnie nie docierało, było nieosiągalne.Zasnęłam.Po dwóch godzinach obudził mnie telefon.Zaspana poszłam do łazienki i zamarłam...To co najgorsze zaczęło się...Nie wiedziałam co robić, choć sytuacja dobrze mi znana z doświadczenia, jednak jak się okazuje na utratę dziecka nigdy nie można być przygotowanym.Plamienie było brązowe, tliła się nadzieja, że może jeszcze nie wszystko stracone. Pojechałam do szpitala.Lekarka zbadała mnie, zaczęła uspokajać,że jak brązowe to jeszcze nie jest źle, ale usg nie pozostawiło już żadnych złudzeń.Lekarka odwróciła monitor w moja stronę.Widziałam moje dziecko. Wpatrywałam się próbując zobaczyć pulsujące serduszko...na próżno, ono już nie biło, nie biło...
Potem wszystko biegło znajomym torem: tabletki na wywołanie, ból, czekanie na poronienie, zabieg.Tak odeszła MOJA CÓRKA RÓŻA.Wierzę,że to ona śniła mi się tamtej nocy...
W szpitalu położna zapytała mnie czy jestem wierząca i dała nowennę do Błogosławionego Stanisława Papczyńskiego. Powiedziała, żeby modlić się do niego, a dzieciątko przyjdzie wreszcie do mnie...Wierzę
20dc dziś bolał mnie prawy jajnik i promieniował na kręgosłup, potem był to ból ciągnący, ale dziwne to jest bo boli mnie jak stoję albo chodzę , jak siedzę i leżę to wszystko jest ok.....
Dziś miałam trochę wolnego bo moi pacjenci się pochorowali... więc grzebałam w necie i szukałam pierwszych oznak ciąży... masakra można zgłupieć od tego co jest powypisywane...
zaczęłam doszukiwać się u siebie oznak... ale to wszystko jest jakieś chore! 
Jak ja bym chciała już coś wiedzieć...
Poczytałam troszkę pamiętników.Boże ile osób ma problem z realizacją marzeń o dziecku.Dlaczego tak musi być?Tyle niesprawiedliwości!Tak bym chciała,żeby mi i wszystkim staraczkom się udało.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.