Rozciągliwy śluz od rana. A właściwie od wczoraj późnego wieczora, więc to po wizycie u gina zdaję mi się bo babeczka nieźle mnie przetrzepala tam na dole 🙈😅 owulaki potwierdziły owu w 15dc. A wczoraj mi powiedziała że na USG nie widać jeszcze właściwego jajeczka. Badania 27-28.12 więc zaraz po świętach zobaczymy co wyjdzie. W poniedziałek mój staruszek idzie do lekarza na kontrolę sprzętu 🙈 A po świętach idziemy zbadać wariaty 💦
Estadiol 119,00
Progesteron 7,68
TSH 2,600
Toxoplasma IgG 0,0
TOG 75g
na czczo 94,6
1h 136,46
2h 72,75
Co myślicie?
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 grudnia 2022, 18:54
Cześć ja mam pytanie czy któraś z was miała może bol w lewym rogu w ciąży oraz takie kłucie pochwy ? Mam to od środy .. w czwartek byłam u ginekologa i powiedział że wszystko jest wporzadku .. łożysko, macica jak i dziecko . Że wszystko jest prawidłowe..
Może to dziecko ? Bo gdy robił mi usg to dziecko było w lewym rogu ...
Jednak ja się martwię trochę tym .. wiem że nie powinnam .. może popadam w paranoje ? Dlatego ze mialam juz poronienie w 9 tygodniub.
Brak serduszka bylo .
Caly czas sobie wmawiam że to dziecko jest silniejsze i wszystko bedzie dobrze ..
Czasami ten bol ustępuje a czasami jes lt uporczywy ... cały czas sprawdzam detektorem tętno od czwartku mojego dziecka i jest prawidłowe...
Może to więzadła albo jakoś macica rośnie i na coś uciska ?
Dodam jeszcze że nie mam ciągłości tego bólu jedynie jak siedzę na kanapie , nie twardnieje mi brzuch ani nic innego nie dolega. Tylko ten bol i kłucie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 września 2023, 12:38
4 dzień @ a ja nawet zapomniałam że minął 1 dzień cyklu .
Praca żlobek dom - jest zmęczenie i dlatego nie podejmuje leczenia bo marzyłam o dziecku ale upominanie sie o 2 to dla mnie za dużo wydaje mi sie że nie mam do tego prawa, żeby oczekiwać 2 po tych moich przejsciach związanych ze staraniami cp poronieniem i cieżką ciąża ktora na szczęście szczęśliwie sie skończyła. W kwestii drugiego dziscka nie mam motywacji checi na to co robilam ,zeby miec w ogóle dziecko zostawiłam sprawy losowi nie biorę tabletek nie licze dni płodnych nie szaleje tak jak robiłam to wcześniej. Przychodzi weekend a ja jestem wykończona . Brakuje mi też wolengo czasu tylko dla siebie teraz życie się zmieniło jest pieķne mam to czego chciałam alee nie mam czasu na ksiazki zasypiam przy filmach bo tylko wieczorem moge cos zobaczyć a i tak juz po paru minutach usypiam 
Postanowiłam , że bedę wczesniej chodzic spac wczesniej wstawać dlatego że wieczorem nie jestem w stabie już nic zrobić i sprzatam np o godz 5 /6 gotuje wcześnie a wieczorem leże noc nie robie bo nawet pranie mi nie wychodzilo odkrylam opcje opóznienia prania ( prania jest bardzo dużo niestety i wi3cznie zalegam z tą kwestią) z drugiej strony myśle, że jakby los chcialby dac nam jeszcze 1 dzievko niech to bedzie teraz bo juz mam coraz mniej sily z wiekiem cierpliwości i checi na cokolwiek.
40+2
Nieźle takiego przebiegu wydarzeń się nie spodziewałam.
Chciałam minimum dotrwać do 36 tc a przegoniłam termin.
W zeszły piątek byłam na USG u gina. Lepiej być nie może szyjka 5,5 cm przepływy super. Wg lekarza szybko porodu nie będzie..szybciej będą mi wywoływać albo CC zrobią.
W środę w dzień terminu kolejne ktg które nic nie wykazało. Dobrze że była konsultacjacu giną. Jak zobaczył szyjkę to był pewien że to nie czas na poród. Ale kiedy zajrzał w papiery zmienił zdanie. Stwierdził że nie będę dojeżdżać 60 km co 2 dni. Stwierdził że czas wywołać poród. Zgodziłam się. Jutro mam się zgłosić na oddział. Mają założyć balonik aby szyjka opadła. Jak się nie uda naturalnie to w poniedziałek lub środę CC. Bo na wtorek 13 się nie zgodziłam. Jestem przesadna a 13 w większości sprawiała mi pecha.
Ja się obawiam że dojdzie do CC. Nie sądzę aby naturalnie poszło. Z Piotrem nie ruszyło to teraz ruszy. No cóż zobaczymy. Jestem w strachu.
Dobrze że przynajmniej covid nie ma i są odwiedziny. Bo 2 lata temu czułam się jak zamknięta w klatce.
Mam nadzieję że babcia i chłop dadzą radę z Piotrem. Bo ten stał się typowym maminsynkiem
Nie wiem czy on przeczuwa coś czy nie. Ale dziś nie mógł zasnąć. Po raz pierwszy płakał kiedy go usypialam. Ale jakoś się udało. Nie wiem jak to będzie. Jedno jest pewne niedługo zobaczę 2 synka.
8dc
Przez ostatnie dwa dni nie mierzyłam temperatury, ponieważ trochę pozwoliłam sobie z alkoholem, a czytałam że podnosi właśnie temperaturę. Więc to ostatni imprezowy weekend i wracam do abstynencji i mierzenia tempki. W tym cyklu wróciłam do suplementów, znowu zaczęłam brać kwas foliowy i kompleks witamin. Mężowi również kupiłam zestaw witamin. Może coś pomoże. Brałam witaminy wcześniej przez 2-3 miesiące ale zrobiłam pół miesiąca przerwy. Jeden lekarz mówił że nie można brać ciągle kwasu foliowego, nie wiem ile w tym prawdy, bo z kolei drugi ciągle każe zażywać kwas foliowy. I bądź tu mądry.
Wczoraj byliśmy ze znajomymi na koncercie. Trochę się pośmiałam, trochę potańczyłam, naprawdę mi się podobało. Rano wstałam z lekkim kacem. Aplikacja dzisiaj poinformowała że zaraz zaczną się dni płodne, choć wydaje mi się że jeszcze trochę, ponieważ aplikacja wyznaczyła owulację na 17dzien a mi się wydaje że bardziej powinnam mieć koło 20 dnia, jeśli w ogóle wystąpi. Jak to mówi mój mąż: czas pokaże!
Miesiąc 14.
Po chorobach 1.12 wróciliśmy do tematu adaptacji w żłobku. W związku z tym, że wracam do pracy w styczniu była to adaptacja tzw. ostatniej szansy. Już 1 dnia jak go zaprowadziłam było inaczej niż wcześniej. Nie dostał histerii na widok drzwi.. wiadomo, swoje polamentował, ale był to już inny wymiar niż poprzednio.. Pochodził kilka dni z rzędu 9:30-14:00 i było to dla mnie wybawieniem.. Gdy go odbierałam przychodził za rękę z opiekunką uśmiechnięty więc cudowna odmiana do tego jak było w październiku.. I tu pojawia się pytanie, co takiego się zmieniło że tym razem zaskoczyło? Wg mnie dojrzałość dziecka. Każde ma taki moment kiedy jest gotowe, aby być w placówce.. u nas nie był to na pewno 12mc życia, ani 13.. a już teraz widocznie tak. Kamień z serca. Oczywiście jest jeszcze kilka problematycznych kwestii: drzemki (jeszcze nie jest w stanie przejść na 1, a z w żłobku jest tylko 1, dlatego muszę go odbierać o 14) oraz jedzenie (a raczej jego brak.. RD to dalej u nas krew pot i łzy.. dlatego w żłobku musi jeszcze dostawać mleko, a nie jest to łatwe do odczytania dla opiekunek kiedy to mleko dać...)
Oczywiście po kilku dniach w żłobku dostał gluta i kaszlu z gorączką, ale opanowałam w 2 dni i puściłam dalej.. Oby tak dalej..
Po świetach, zbliżamy się do końca roku
Czas podsumowań
Rok 2022 uważam za dosyć dobry udało się wrócić do pracy czego najbardziej sie obawiałam dlaczego chciałam od razu wracać, jest kilka powodów nie lubie byc zależna od kogoś finansowo, 2 powód im dluższa przerwa tym trudniej wrócić niezależnie od wykonywanej pracy, 3 powod w domu dostalabym do glowy wieczne sprzatanie gotowanie.
Córka poszła do żlobka początki byly nie za fajne ciągłe choroby ale już jesien nie była taka straszna poza nieszczęsną jelitówką
i warto wspomniec że ja lapałam z podwojna siła wszystko od córki to niesamowite bo kiedyś miałam taką odporność nawet na ciąże.
Początki żłobka ,,adaptacja " była nie wypałem po 4 dniach juz złapaliśmy chorobę, dałam sobie jeszcxe do powrotu do pracy 1.5 miesiaca i totalna klapa byla może kilkanaście dni. Nastał jednak 1 dzień pracy i o dziwo 2 miesiąc lepszy całe szczescie bo w pracy chyba by mnie zlinczowali jakbym od razu poszła na zwolnienie lekarskie. Póżniej było gorzej apteczka zapelniła sie do calej szuflady leki doslownie na wszystko od biegunki po zatwardzenie nie spodziewalam się jaka kluczowa jest kupa w życiu:D
Ale koncówka roku dosyc dobra bylo pelno obaw czy starczy mi tego zwolnienia lekarskiego do końca Roku ale wystarczyło chyba dzieki temu tez że zostało mi duxo urlopu a ja wszystkiego nie wybierałam, przeczytałam w poradniku jakimś, żeby zostawić sobie urlop wlaśnie na kryzysowe sutuacje.
W 2022 bylo troche kłotni z mężem glownie o to, że mało pomaga trochę uleglp to poprawie.
W skrócie w 2022
- wróciłam do pracy
- córka poszła do żłobka
- jesteśmy w miare zdrowi powiedzmy
- nie udalo sie zajść w 2 ciąże
Plany na 2023
- postarac się być bardziej zorganizowaną bo ta działka u mnie jest dosyc kiepska ale mam pomysły jak to zrobić
- zadbac o swoje zdrowie przede wszystkim podleczyc żoładek , zęby, zrobić cytologię
- mniej sie denerwować
- mam jeszcze kilka celów biznesowych które mam nadzieję, że wypalą.
Czarek nadal chory. Zapalenie krtani i zapalenie oskrzeli 🙈. Tak skończył się idealny tydzień w żłobku 🙄. Od poniedziałku mieliśmy zacząć uczęszczać do nowego punktu, który miał być otwarty we wrześniu i Czarek miał tam od razu pójść, ale niestety remont się przeciągnął. Tak się cieszyliśmy, że będzie blisko, a nie mozemy go tam zaprowadzić 🥲. W środę kontrola u lekarza. Nawet jak będzie ok to chyba go zostawię do końca tygodnia w domu i jak wychodzi na to, że pójdzie dopiero w tygodniu przed świętami... Oby znów czegoś nie złapał... Jest szansa, że będzie tam malutko dzieci, bo rekrutacja dopiero w toku 🙏. Byłoby idealnie. Zobaczymy.
27.11 wyszedł nam pierwszy ząbek ❤ ochhh jakże ciężki to był czas...Bartuś jadł ze strzykawki i to minimalne ilości, bałam się odwodnienia...do tego kaszel, katar...nebulizacje,syropki,kropelki...walczymy cały czas 
Jutro grudzień. Niech mi ktoś powie kiedy minął mi rok? Przecież na początku roku bałam się o ciążę, w maju kolejny poród a już jest grudzień i nasze pierwsze wspólne święta ❤ nie lubię świąt samych w sobie, ale ten klimat około świąteczny już tak:) ciekawi mnie jak będzie z choinką, bo Bartulek już zaczyna przemieszczać się coraz sprytniej i...dalej :p od kilku dni od czasu do czasu powie "ma ma" 🥺 oczywiście to są tylko wylatujące z buźki sylaby ale już sam fakt że się to po tylu latach walki usłyszy 🥺❤ tak bardzo bym chciała, aby każda walcząca kobieta usłyszała słowo "mamo". W Mikołajki zostawiam małego mamie i jadę udekorować grób dziewczynek już świątecznymi akcentami a przed świętami dostawię tylko znicze w kształcie choinek;)
Przyznam bez bicia że nie czytam już na bieżąco forum dlatego kochane napiszcie choć po krótce co u Was :*
40+4
Wywoływanie porodu u mnie do łatwych nie należy.
Wczoraj podali mi balonik. W nocy tylko bóle okresowe były, spało się strasznie przez to..Rano ledwo go wyciągali szyjka nadal długa, rozwarcie na 1 cm.
Więc podłączyli oxy. Położne co chwilę latały czy już. A ja spałam odsypialam.noc może po 4 zasnęłam. Od 10-17 leżałam plackiem , był tylko 1 skurcz.pytam się położnej co dalej będzie. Ona mówi że chyba jutro znowu oxy. Ale rano zdecyduje lekarz. A ja czuję się jak krolik doświadczalny.
Mysle że jestem oporna na oxy jak poprzednim razem. Tyle że wtedy mi resztki wód wyleciały a teraz nawet kropla. Leżę sama na oddziale, wczoraj 3 porody a ja biedna będę czekać co dalej. Jedynie dziś odpadł mi czop. Pewnie poruszony przez wczorajszy balonik. Na bank będzie cc. Tylko po co to przedłużają.
14cs 30dc
I jak tu nie robić sobie nadziei 🙄🙈
Od 6dpo pojawiły się u mnie delikatne bóle brzucha, czuję się, jakbym zaraz miała dostać okresu. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie to, że brzuch boli mnie zawsze bezpośrednio przed miesiączką, a jedynym wyjątkiem był udany cykl. Wtedy podbrzusze pobolewało mnie okresowo już od 5dpo przez około tydzień, a okres się spóźnił i beta wyszła dodatnia.
Niestety bolą mnie też piersi, a to raczej jednoznaczny sygnał, że 🐵 w drodze.
Ostatnio na weselu pozwoliłam sobie trochę zaszaleć i więcej wypiłam. Kilka miesięcy wcześniej zastanawiałam się czy mogę, wyliczałam, czy będę wtedy po owulacji, i finalnie tak właśnie było. Ale po wizycie w klinice, słabych parametrach nasienia, covidzie i planowanej IUI nie liczę na cokolwiek. 13 miesięcy odmawiałam sobie alkoholu, bo bałam się, że może akurat jestem w ciąży, ale teraz powiedziałam sobie, że muszę normalnie żyć. Poza tym ślub brała bardzo bliska mi osoba, było dużo rodziny, przyjaciół - co ma być to będzie, pomyślałam sobie. I wiecie co, naprawdę super się bawiłam.
Mój mąż tylko wspomniał, podnosząc ze mną kieliszek, że znając życie i nasze "szczęście" to akurat teraz się uda. Tiaa, to by było dopiero.
Cdn.
Chyba przestałam już krwawić.
Od wczorajszego ranka nie zauważyłam już nawet kropelki krwi.
We wtorek mam wizytę kontrolną, aby zobaczyć, czy wszystko się oczyściło. Dziwnie tak przeżywać połóg bez nagrody w postaci dziecka.
Wszystkie objawy ciążowe ustały, piersi przestały boleć i wróciły do swojego rozmiaru, a słodycze to znowu moje ulubione jedzenie. Jakoś mi z tym lżej, bo czuć się w ciąży, już w niej nie będąc, to nic fajnego.
Nie wiem czy mogę to powiedzieć, bo ciężko określić, jak będę się czuć jutro czy za parę dni, ale chyba powoli godzę się z losem. Wiem, że nasz mały Aniołek nad nami czuwa, a ja nie jestem w stanie zmienić przeszłości. Pozytywnie i z nadzieją patrzę w przyszłość i jestem pewna, że zaraz się nam uda.
W piątek rozmawiałam z panią psycholog. Przyznała, że na początku miała problem z określeniem, dlaczego się do niej zwróciłam, bo jestem bardzo pozytywnie nastawiona i sama sobie poukładałam w głowie moje emocje. Wspomniałam o poronieniu i zaraz zaczęłam wymieniać dobre rzeczy, które mnie spotkały dzięki mojemu Aniołkowi.
I tutaj zauważyła jedną rzecz.
Całe życie szłam przez życie, spełniając moje cele i marzenia. Zawsze miałam wpływ na kreowanie mojej rzeczywistości. Chcieć to znaczyło móc. A teraz po prostu panicznie boję się przyznać światu, że coś mi nie wychodzi. Przed znajomymi i samą sobą udaję, że wszystko jest super, staram się nie okazywać słabości i tego, że mogę mieć z czymś problem. Staram się ukrywać w ciele optymistki, którą zawsze byłam. Ale aktualnie nie wszystko jest ok w moim życiu. Przechodzę przez ciężkie chwile i muszę sobie dać przestrzeń, aby to zaakceptować. Zrozumieć, że mam prawo czuć się przygnębiona, smutna. To ukrywanie emocji skutkuje tym, że wracam do domu i wszystko, co negatywne, wraca do mnie ze zdwojoną siłą. Nie pozwalam sobie na słabość, na przyznanie się do tego, że coś w moim życiu może nie układać się tak, jak tego chcę. Nie chcę dać sobie pomóc, bo próbuję ochronić najbliższych. Przecież sama sobie poradzę. Przecież jest ok. A nie jest.
Właśnie straciłam dziecko, a mimo to próbuję iść z uśmiechem przez życie. Nie daję sobie przestrzeni na chwile słabości.
Drugą kwestią, o której rozmawiałyśmy, to docenienie tej drogi, tego procesu, jakim są starania.
To tak, jak ze studiami: idzie się na nie z zamiarem ich ukończenia, ale to, co finalnie się liczy, to wspomnienia z czasu ich trwania, znajomi poznani na uczelni, wyjazdy, pierwsze podjęte prace etc. Sam papierek (dyplom) by nas tak nie usatysfakcjonował.
Może ta droga jest właśnie częścią celu, może gdyby nie ona, nie umiałabym docenić tak bardzo roli mamy, która zostanie mi dana.
Wspomniałyśmy też o czymś takim jak samospełniająca się przepowiednia - to, w jaki sposób kierujemy nasze myśli, ma ogromny wpływ na funkcjonowanie całego naszego organizmu. Ja całe życie miałam przeświadczenie, że skoro wszystko mi się tak dobrze układa, to w końcu podwinie mi się noga, i prawdopodobnie na tym, na czym zależy mi najbardziej - czyli na staraniach. I nieświadomie mogłam wpłynąć na bieg mojej historii.
Pani psycholog kazała mi zauważyć, że w tym temacie również mam pewien wpływ na osiągnięcie celu. Ktoś mógłby się załamać i czekać na to, co przyniesie mu los. A ja walczę nawet w tej chwili, kiedy z nią rozmawiam. Że daję 300% z siebie.
Na koniec stwierdziła, że nie widzi terapeutycznego sensu dalszych spotkań - jedynie jakbym chciała się wygadać, albo z czymś sobie nie radziła, mam się do niej odzywać. Takie odczucia jak poczucie niesprawiedliwości, złość, smutek towarzyszą prawie każdej kobiecie podczas starań, tylko ja po prostu nigdy nie miałam okazji doświadczyć czegoś takiego. Powiedziała, że życie nie jest zawsze kolorowe i takie emocje prędzej czy później gdzieś by ze mnie wyszły, czy to na tym etapie, czy na jakimkolwiek innym.
Po tej rozmowie poczułam się dużo lżej i cieszę się, że miałam okazję usłyszeć opinię neutralnej osoby. Bo chwilami naprawdę miałam wrażenie, że może coś ze mną nie tak.
Będzie dobrze. Czuję, że jestem już na końcówce.. Czuję, że niedługo zostanę mamą. I nie boję się powiedzieć tego głośno.
Nasze Maleństwo czuwa nad nami i chce, byśmy byli szczęśliwi. I będziemy - mocno w to wierzę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lutego 2023, 14:45
Nie mogę pracować z ludźmi. Zwłaszcza w takim dobroludziowym miejscu, jak księgarnia katolicka. Nie jestem w stanie przyjąć do wiadomości historii o problemach dziesiątej babci z kolei, bo moja głowa ledwo unosi moje własne myśli. Ratuje mnie chyba umiejętność zachowywania kamiennej twarzy. Nawet wtedy, gdy mam ochotę krzyczeć i kopać, od zawsze.
- Potrzebuję książki dla bratanicy, która straciła jedno z bliźniąt.
*pokazuję książkę dla rodziców o stracie dzieci nienarodzonych*
- Ale nie taką, ono się już narodziło i zmarło jak miało dwa tygodnie.
(spojrzenie pelne zdziwienia, że nie wiem, kiedy zmarło dziecko bratanicy)
Nie obchodzą mnie obce martwe dzieci. Nie obchodzi mnie ogromny brzuch żony znajomego z pracy i naprawdę tak mało interesuje mnie, kiedy ma termin i jak już jest ustawione dziecko. Choć czasem zastanawiam się, jak żyją ludzie, którzy czasem kupują modlitewniki o dar rodzicielstwa. Jak długo się starają. Jak wiele włosów z głowy już sobie wyrwali. Czy ich prośby kiedykolwiek zostaną wysłuchane.
29 dc
@ ani widu, ani slychu. Jestem rozdrazniona bo nie wiem co sie dzieje. Niby tak po laparoskopii moze byc, ale mi sie okres nigdy nie spoznia.
Wczoraj sprzatanko i znajomi. Dzis w ramach odmozdzania 8 h serialu. Tak jest. Caly sezon na raz. Zamiast mozgu mam gabke, a zle mysli i tak znowu mnie nawiedzily, wiec ten sposob nie dziala. Moglam pojsc na spacer. Bez ruchu, bez slonca popadam w depresje. Jakie dziecko chcialoby miec taka smutna mame ? 
Postanowienie na ten nowy tydzien: poszukac jednak troche radosci w zyciu. Wdziecznosci za male rzeczy. Poniedzialek - sroda: skupic sie na pracy, bo w weekend wyjezdzamy a chcialabym jednak przed swietami nadrobic zaleglosci jakich narobilam.
We wtorek tez badania allo mlr, cross match i ana3 i do 19/12 spokoj (wtedy wizyta pokontrolna po
Laparo).
Spokojnego poniedzialku.
2 dc, 18-sty cykl starań
Dzisiaj w nocy spadł śnieg.
Za oknem jest pięknie, biało, świątecznie, wręcz romantycznie.
Jest też biało na drodze, ślisko i niebezpiecznie.
Biel była też na testach ciążowych - w piątek i w sobotę.
W niedzielę przyszła 🐒, o dzień wcześniej, niezapowiedziana. I niechciana.
Tutaj muszę pochwalić chyba tę surową marchewkę 🥕 - odkąd ją regularnie chrupię faktycznie ból okresowy jest dużo mniejszy, a wczoraj praktycznie go nie było (gdzie pierwszy dzień 🐒 u mnie to zawsze była masakra).
No cóż... Nic nie poradzę.
Czas rozpocząć kolejny cykl starań o wymarzonego dzidzionka.
Czy mam jakiś plan? Chyba nie.
Pewnie dobrze byłoby coś zrobić, ale co?
Suplementy łykam dalej - tutaj też już nie mam pomysłu, co zmieniać i w jakim celu.
Ten cykl chciałabym przejść "na luzie", ale wiadomo - chcieć, a umieć to dwie różne sprawy.
Dni płodne wypadają akurat "pod choinkę".
Mąż zażyczył sobie w prezencie kusą piżamkę. 🤣
Dobrze, przynajmniej nie będę musiała Mu nic mówić.😈
***
Dziewczyny, dziękuję za zainteresowanie i wsparcie. Jesteście cudowne! 💛
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 grudnia 2022, 08:40
13dpt..
Krew oddana... czekam na ostatnią betę...
Rośnij mój okruszku 🙏
Boże, błagam, nie zabieraj mi tego dziecka 🙏🙏
Beta 766 🥰 mój dzielny okruszek walczy... córeczko, pilnuj naszego okruszka 🥰
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 czerwca 2024, 14:47
Ten cykl trochę taki odpuszczony... Mija prawie rok "intensywniejszych" starań i nie chcę na Święta być pochłonięta testowaniem
robię testy owu, sprawdzam temp. + do tego kochamy się "co drugi dzień" chociaż z tym różnie xD bo niby chcę co 2 dzień - ale jak mamy ochotę to trochę wychodzi to inaczej w planach - wczoraj zrobiłam obiecany (2 miesiące temu xD) masaż mojemu K. więc jak to często bywa po masażu był dobry nastrój i miałam taki dobry humor, że było x2
xD a co... rzadko kiedy mam ochotę tak naprawdę - więc jak ją w końcu mam to korzystam 
W sobotę K. zabrał mnie na randkę (wg. zasady - Ty zabierasz mnie na "miesięcznicę" - ja na koniec miesiąca) i wyszłam z założenia, że jak 2 razy na miesiąc zjem coś "normalnego" to mnie insulina nie zabije
wpadło sushi
humor od razu był mega
wróciliśmy późno więc nie jadłam już metforminy - wleciał drineczek xD a nawet 2 myhm!
potrzebuję czasami takich "resetów" takich wyjść bez telefonu, bez spiny. Było cudownie 
Przyszła do mnie wczoraj rozkmina w trakcie ogarniania łazienki... Znalazłam test z lipca - ten z cieniem... (schowany w półce łazienkowej xD) Patrzę na niego i on jednak na cień nie wygląda... dalej widać na nim kreskę - różową, ładną, nie rozlaną ani nic... To był ten cykl z wypadkiem męża... Zaczęłam teraz analizować sobie wszystko. Objawy - to co wtedy w tym cyklu pisałam na forum, że mi się odbijało, że było mi niedobrze... że kręciło mi się w głowie itp... Plus okres który przyszedł - 4 dni lekkiego krwawienia. Nawet raz pisałam o tym, że "okres przyszedł a prawie nic ze mnie nie leci" za przeproszeniem... Siedzę w pracy i myślę... wtedy cieszyłam się, że po tym wypadku to była "kreska testowa" po tych kajakach gdzie stresu miałam tyle jak nigdy w życiu... wysiłku też... (w końcu "wiosłowałam" za dwóch + bagaż...) po tej kłótni która przyszła po kajakach... ale teraz myślę... myślę i analizuję... to chyba nie była kreska testowa... To był chyba kropek, który nie dał sobie rady
żałuję, że nie poszłam wtedy na betę... żałuję, że kolejny test który robiłam w nast. dniu był spierdzielony i nawet kreska testowa się nie pojawiła na nim... żałuję, że nie wiem na 100% - żałuję, ale może to lepiej...?
Mój gin powiedział że wyniki są dobre, i te co pisałam i cytologia w porządku. Kazał mi sobie zaznaczyć tylko jeszcze raz TSH na tym skierowaniu bo powiedział że to tak jednorazowo może być podwyższone. A najlepiej jakby bylo 2,0, jak nie to będziemy myśleć może wpadnie Euthyrox na zbicie. Narazie muszę czekać do następnych badań 😏
Wracamy do kliniki!
Za nami pierwsza wizyta po przerwie.. ach ta moja Pani Doktor Anioł 😍 wlała morze nadziei. Mam 10dc endometrium ładne, pęcherzyk jest, owulacja się zbliża.. następny cykl robimy już stymulacje i włączamy smoflipid. Także oby tym razem było owocnie ❤️
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.