19cs, 9 dc
Jesteśmy po wizycie u pani immunolog.
Na korytarzu kilka kobiet w ciąży, cały gabinet wypełniony zdjęciami małych bobasów i podziękowaniami. To chyba dobry znak.
Mamy nowe diagnozy, u mnie łącznie:
1. Insulinooporność
2. Niewydolność lutealna
3. Mutacja 677 heterozygota
4. Mutacja PAI heterozygota
5. Hyperandrogenizm
6. Niedobór żelaza (anemia)
Listopadowa ciąża nie miała szans się utrzymać. Dzidziuś się nie zagnieździ bez odpowiednich leków.
Plamienia nie są ok, mogą być spowodowane albo niskim progesteronem, albo stanem zapalnym w endometrium. Histeroskopia nie jest w stanie tego stwierdzić, dlatego przy okazji najbliższego okresu mam zrobić test krwi miesiączkowej. Skoro były zrosty, może być tam nadal stan zapalny.
Co do męża: bóle brzucha i podobne dolegliwości u niego jak i u wielu członków jego rodziny świadczą najprawdopodobniej o celiakii. W organizmie jest chroniczny stan zapalny, tak samo w nasieniu. Ja się leczę, a jego nasienie psuje wszystkie efekty leczenia. Powiedziała, że choćbym stawała na rzęsach, to dziecka sobie sama nie zrobię
Dobrze, że mój mąż to usłyszał. Zaleciła wprowadzenie diety bezglutenowej i bezmlecznej. Powiedziała, że powinien szybko odczuć różnicę, tj. brak bólu oraz lepsze samopoczucie i nastrój. Clo bardzo ładnie podniosło testosteron, ma brać dalej. Mamy też zbadać migdałki, nie wyglądają dobrze. Póki on ma stan zapalny w organizmie, przekazuje to wszystko mi, co jest kolejnym powodem, dlaczego zarodek się nie zagnieżdża.
Kazała się nie martwić tym wszystkim, co usłyszeliśmy. Powiedziała, że od tego cyklu wdrażamy leki, które otworzą dla nas okno maksymalnej płodności. Czyli z tego co rozumiem, w ciągu najbliższych miesięcy będziemy mieli optymalne warunki do zajścia w ciążę.
Komórki NK dobre, niskie limfocyty też.
Inseminacja jak najbardziej na nie - podanie do macicy nasienia ze stanem zapalnym sprawi tylko kłopoty i zwiększy przeciwciała przeciwplemnikowe. Czyli robimy wszystko, aby zajść w ciążę naturalnie.
Lista moich leków:
1. Witamina C
2. Witamina D
3. Prenatal Uno
4. Sorbifer
5. Sulfasalazin
6. Encorton
7. Neoparin
8. Progesterone Besins
9. Glucophage
10. Acard
11. Duphaston
Dopiero zobaczyłam, ile tego jest 😬
Śmiałam się, że będę musiała kupić taką kasetkę na leki z napisem "śniadanie", "obiad", "kolacja", ale doktor powiedziała, żebym się w to nie bawiła i mogę brać wszystko na raz.
Mimo to rozłożę te leki przynajmniej na 2 tury.
Neoparin to niestety zastrzyki
Daje mi to przeczucie, że robi się "poważnie".
Mam nadzieję, że wśród tych leków jest coś na obniżenie androgenów, bo ten trądzik mnie wykończy.
Na koniec dałam pani doktor świąteczne czekoladki (bo jutro wigilia) i podziękowałam za zaangażowanie, za skierowanie na histeroskopię, dzięki której wykryliśmy zrosty i za szybki telefon po wiadomości o 2 kreskach.
Przytuliła nas i powiedziała, że największym prezentem dla niej będzie, jak zrobimy sobie w końcu tego dzidziolka
Wyszliśmy z uśmiechem na twarzy.
Życzę Wam wesołych, spokojnych Świąt spędzonych w gronie tych, których naprawdę kochacie. Oby żadne głupie teksty ze strony jakże mądrych wujków nie popsuły wam dobrego humoru i ciepłej atmosfery tych Świąt.
___________
iiyama, dziękuję za przypomnienie ❤️, dodaję leki męża:
1. Witamina C
2. Witamina D
3. Debutir
4. Singulair
5. Clostilbegyt
6. Aciprex
Mam nadzieję, że to zaangażuje go trochę bardziej w starania. Jestem bardzo ciekawa, jak podejdzie do nowej diety i czy będzie się jej trzymał. Choć boję się, że cała odpowiedzialność spadnie na mnie 😔 Jak nie zrobię mu obiadu to będzie musiał coś zamówić w pracy, a to popsuje wszystkie efekty. Z tego co zrozumiałam ta dieta ma być wdrożona na 100% bez żadnych odstępstw. Będę musiała się dużo nauczyć i jakoś przeorganizować swój czas, aby gotować np. od razu na dwa dni. Ale może chociaż z lekami będzie pilnował się sam i zrozumie, że teraz musimy dać z siebie wszystko 😉
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 grudnia 2022, 09:47
28.12.2022
Walczymy dalej 💪
Wiek ciąży wg ostatniej miesiaczki: 5w5d
GS: 1.28 x 0.67 cm
YS: 0.24 x 0.27 cm
Wiek ciąży wg pomiarow: nie wiem ?
Pęcherzyk ciazowy w macicy ✅️
Pęcherzyk żółtkowy ✅️
Czekamy na zarodek - kontrola za tydzień.
Wydebilam też skierowanie na proga i morfologię w luxmedzie - choć 1 tydzień będzie za free.
Co do bakterii (Streptococcus agalactiae) - mówił, że jeśli nie mam objawów to nie trzeba leczyć. Objawów tj. uplawow- a ja w sumie sama nie wiem czy je mam czy nie 🙈
Też myślę, czy w moczu tej bakterii nie mam.. bo częstomocz jakby jest. Nic może zrobię badanie moczu dodatkowo.
Dziękuję kochane za wszystkie kciuki i słowa wsparcia 😘 jesteście nieocenione mimo, iż się nie znamy 😘 kciuków nie puszczajcie 😉
A ty Kropku walcz i zostań proszę z nami na zawsze 🙏
24.12.2022
Wigilia..
Wyniku z luxmed wciąż nie ma.
Poleciałam u rodziców szybko do labu zrobić kolejna betę.. dzwonie,pytam czy pobierają- pani mówi że tak ale za 5min ma być kurier - mówię,że w 5min niedobiegne.. Pani,że sekunda zadzwoni do kuriera.
Oddzwania - mówi, że kurier już jest ale że zrobią mi gwiazdkowy prezent, żebym biegusiem szła..
Myślę sobie - jaki prezent, jak tu o potwierdzenie braku rozwoju ciąży raczej chodzi.. no ale skąd mogła wiedzieć.
Odebrałam właśnie wynik:
Bhcg 3135 mIu/ml
Przyrost od 21.12 100.1% 😍
Czy będzie dobrze ?
Nie wiem
Czy jest to świąteczny cud ?
Póki co tak.
Dziś jestem w ciąży.
A we wtorek, będę szukać giną bo na dodatek wyszła mi jakąś bakteria w wymazie 
Chwilo trwaj - a ty kropku walcz ! Zostań z nami 🙏🙏
Dziekuje kochane za wszystkie słowa wsparcia i życzę nam wszystkich wesołych świąt i spełnienia tego najpiękniejszego marzenia 😘🌲☃️
2022. Dziękuję, że byłeś. Dobrze, że już minąłeś.
Zastanawiałam się nad tym, jaki był dla mnie rok 2022.
Nie był najgorszy, choć nie spełnił największego marzenia.
Dostałam podwyżkę w pracy. Szef utwierdził mnie w przekonaniu, że jestem ważną osobą w firmie. Są plany na dalszy rozwój.
Z Mężem było kilka ostrych kłótni, ale w ogólnym rozrachunku zbliżyliśmy się do siebie jeszcze bardziej (to w ogóle możliwe?). Wróciliśmy do randkowania. Nawet w małżeństwie jest to jednak możliwe. 😉
Wciąż budujemy dom. Nie wprowadziliśmy się i jeszcze trochę brakuje.
Rata kredytu na budowę domu wzrosła nam... Dwukrotnie! 😲
Relacje z Córą Męża zaczynały być piękne i nagle w lipcu - trach. Padły na łeb na szyję. Młoda nie przyjechała od 5 miesięcy. Nie odzywa się. Widzę, ile Go ta cała sytuacja kosztuje. Ciągle uczę się i staram się Go wspierać. Nie decydować za Niego. To jest jednak Jego dziecko. Jego. Nie nasze.
Relacja między moim Mężem a Bratem znacznie się poprawiła.
Poznałam, na kogo mogę liczyć, nawet jak jest źle, a kto ma jedną jedyną radę "odpuśćcie, to i dziecko będzie". Poznałam, kto mnie faktycznie wspiera, a kto patrzy na mnie przez własny pryzmat.
Nieustannie uwielbiam naszego owczarka.
2023. Dobrze, że jesteś! Pokaż, na co dobrego się stać!
Czas na nowe 365 dni. To będzie rok zmian!
Wierzę, że to będzie rok narodzin naszego dziecka! Czuję to! Wiem.
Planuję wprowadzić się do nowego domu.
Planuję nadpłacić trochę kredyt, żeby rata tak nie bolała.
Chciałabym, aby Mąż trochę odpuścił z budową i miał też czas na swoje hobby (a jednocześnie chciałabym się wprowadzić, och, babie to nie dogodzisz... 😉).
Chciałabym znaleźć work-life balance.
Chciałabym wrócić do jogi - dla komfortu psychicznego i fizycznego.
Chciałabym nauczyć się bardziej odpuszczać i żyć w zgodzie ze sobą.
Chciałabym, aby między mną a Mężem wciąż był ten ogień, iskra, miłość, którą ostatnio udaje nam się utrzymywać ciągle płonącą. Nie chcę, aby zabijała nas codzienna rutyna.
TO BĘDZIE DOBRY ROK!
Dostałam mój prezent na święta. To świadomość, że rośnie we mnie życie. Beta rośnie, wczoraj była 3400!
Maluszek walczy! Walczymy razem! O każdy dzień!
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 grudnia 2022, 09:29
11 dc, owu nadchodzi
Wyświetlił mi się ostatnio jakiś artykuł o powodach niepowodzeń w staraniach o ciążę (teraz, oczywiście, nie odnajdę go, żeby podlinkować i Wam). Jednym z powodów, jaki był w nim opisywany była... Aplikacja. Niedorzeczne i prawdziwe jednocześnie.
Bo przy całej tej obserwacji i zapisywaniu objawów w aplikacji można się pogubić. Ja się chyba w pewnym momencie pogubiłam. W sensie zapisywałam wszystko, doszukiwałam się najmniejszych ciągnięć jajników i zmian w śluzie, analizowałam objawy i wykres temperatury. Porównywałam je do innych. Już nawet nie mówię o tym, że jak aplikacja oznaczyła owu konkretnego dnia, to seks MUSIAŁ być. Nie mógł. Musiał. Ciśnienie było niesamowite. Nieważne, czy organizm faktycznie dawał sygnały, że ta owu jest czy nie. Aplikacja mówi, że jest - seks musi być. Siedziałam na forum praktycznie non stop.
Ocknęłam się. W tym cyklu trochę wyluzowałam. Oczywiście, mierzę dalej temperaturę, zapisuję objawy i suplementy, ale nie schizuję tak bardzo. Dzisiaj na przykład aplikacja zmieniła mi dzień owu po... Wpisaniu notatki. 🤣 Forum ograniczyłam - dalej przeglądam, ale już nie z taką intensywnością.
Czuję się z tym dużo lepiej. Dużo.
Za to pisanie pamiętnika pomaga mi bardzo. Wylanie tych wszystkich emocji uspakaja je i koi nerwy.
***
Wydaje mi się, że dzisiaj w toalecie na papierze widziałam śluz rozciągliwy delikatnie podbarwiony na różowo. Wydaje mi się, bo sprawdzałam przy szyje i tam ciągle kremowo. Ciekawe... Na owu jednak za wcześnie trochę. Co nie zmienia faktu, że dzisiaj chyba trochę pomęczę Męża. 😈❤️
28cs
Nie mam już siły.
Znowu się spoznił. Dodatkowo w 8dpo miałam ogromny spadek temperatury, na szczęście jakoś tego nie zauważyłam i zaczełam o tym rozmyślać dopiero 2 dni przed miesiączką, więc przynajmniej miałam nadzieję krócej i nie katowałam się cały ten czas.
Podchodzimy do 3 inseminacji, nie mam wobec niej już żadnych oczekiwań. Podchodzę do niej bo jest to etap, który muszę przejść żeby móc iść dalej.
Na szczęście wchodzi program in vitro, gdyby nie to nasze starania zakończyłyby się już w tym cyklu, przynajmniej do czasu odłożenia kasy na zabieg.
Jak umawiałam się na inseminację to Pani poradziła żebym od razu napisała do mojego doktora, żeby nas zapisał na listę oczekujących. Już wczoraj dodałam się do grup o in-vitro na FB i sobie już pomału czytam. Zaczęłam się nastawiać, że teraz to już musi się udać, może nie za 1 razem ale chociaż za 2. Ale jak lekarz odpisał, że nas zapisał na listę to wybuchłam panicznym płaczem. Sama nie do końca rozumiem czemu, ale chyba dostałam ataku paniki bo poczułam strach, nigdy nie miałam narkozy, nie mam pojęcia jak to będzie wyglądać- a niewiedza przeraża mnie najbardziej w nowych sytuacjach, boje się, że będę musiała często przekładać klientki w pracy, a strasznie mnie to stresuje, oraz zawód, że musieliśmy dotrzeć aż do takiego etapu, bo zapisując się do kliniki spodziewałam się, że stymulacja nic nie da ale bardzo wierzyliśmy w inseminację. A co jak nawet in-vitro nie zadziała?
Nie wiem czy będziemy musieli czekać w długich kolejkach czy od razu w czerwcu będziemy mogli zaczac działać. Ale w najbliższym pół roku albo będę w ciąży albo zakończymy starania i mój świat się załamie na zawsze.
Skończyłam 25 lat. Chciałam mieć w tym wieku już choć 1 dziecko, a nie wiem czy kiedykolwiek będę je miała.
Liczyliśmy na inseminację w 12dc bo akurat mamy urlop i chcemy jechać do rodziców, ale LH niestety za niskie.
2 pęcherzyki, 20 i 21mm i trzeci 11mm.
W tamtym cyklu nie brałam NAC i wyszedł tylko 1 pęcherzyk, w tym brałam już znowu NAC, ale zaczęłam też brać kwasy omega 3 i kwas foliowy w którym jest też jod i inne suplementy. Więc ewidentnie NAC działa na mnie pozytywnie 😅
13 dpo okres przyjdzie za 2/3 dni. W tym cyklu nie działo się nic zaskakującego. Piersi ciągle bolą, ale i plecy zaczęły wczoraj boleć. Temperatura z tendecją spadkową ale nie nazwałbym tego już spadkiem temperatury.
14dpo zaczęłam sobie robić minimalną nadzieję, narazie jeszcze nie zapowiada się jutro na okres, temperatura spada ale codziennie tylko o 0.01 więc ciężko go nazwać spadkiem i do dzisiaj rano bolały mnie piersi i sutki, jednak piersi już przestały boleć co jest dla mnie jasną informacją, że jutrzejsza temperatura nie zostawi złudzeń.
15dpo no i spadła. Zaczynamy in vitro.
Najważniejsze, że już wiem, że moja klinika dostała się do programu i nie muszę się stresować szukaniem innej.
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 maja 2024, 09:40
Już jest lepiej. Jakby tak przeczytać moje wszystkie wpisy po kolei, to można by stwierdzić, że psychiatra tu już nie pomoże 🙈 Ale tak wyglądają niestety starania - czasem wszystko się wali, ale za parę godzin/dni/tygodni człowiek wstaje na nogi, otrzepuje kolana i pragnie po prostu normalności. Równowagi, oddechu. Radości ze zwykłych rzeczy. Nieoceniona jest też Wasza pomoc, wsparcie, dobre słowo.
Ostatnie miesiące bardzo wybiły mnie z długo wypracowanego rytmu. Moje życie od listopada podyktowane było zastrzykami, braniem tabletek, wizytami u lekarza, czekaniem na telefon od embriologów. Do samego końca wszystko szło pięknie, a waliło się w ostatnim dniu, tym, który miał być najszczęśliwszy.
Potrzebowałam wreszcie zrobić coś dla siebie. Umówiłam się do fryzjera i pierwszy raz w życiu zafarbowałam włosy. Odstawiłam na bok ścisłą dietę i suple. Może robię źle, ale teraz potrzebuję zadbać o własną głowę.
W środę byłam u doktora. Realnie się przejął tym, co się wydarzyło, podsumował to jako katastrofę. Te dwa niepowodzenia ugodziły gdzieś jego lekarskie ego, w końcu od początku zakładał lepszy rezultat.
Powiedział, że w ten sposób dalej nie zajdziemy i musimy podejść do tematu od innej strony. Stwierdził, że to bardzo dziwne uzyskać taki efekt u zdrowej 27 latki, która już wcześniej zachodziła w ciążę naturalnie. Chce odłożyć in vitro na razie na bok (kolejne podejście to według niego tylko strata pieniędzy) i przyjrzeć się od teraz moim owulacjom - zobaczyć jak dojrzewa komórka jajowa, jak rośnie endometrium, jak wyglądają hormony w poszczególnych fazach cyklu. Z leków chce całkowicie zrezygnować, ewentualnie włączyć ovitrelle i progesteron po owulacji. Chce zrozumieć, co jest nie tak. Powiedział, że należę do małej grupy kobiet, na którą stymulacja działa odwrotnie niż powinna i lepsze efekty uzyskuje się na naturalnych cyklach. Według niego problem z jakością komórek musi leżeć gdzieś w genetyce. Zapytałam, czy może przyczyną jest wysoka homocysteina, ale stwierdził, że "badania potwierdzają brak zależności". Wydawał się być jednak zaskoczony tym pytaniem, nie podawał konkretów, tylko jak zwykle zanegował temat. Odnoszę wrażenie, że po prostu się na tym nie zna. Ale ok, nie kłócę się - jestem też pod opieką innych lekarzy i robię swoje, bo na pewno zbicie homocysteiny może przynieść nam więcej pożytku niż szkody.
Postanowił mnie zbadać, powiedział, że nie widać jeszcze żadnych oznak owulacji, ale chciałby pobrać mi krew i zobaczyć co się będzie działo za tydzień. Rozmawialiśmy o histeroskopii, na którą od razu się zgodził. Powiedział, że umówi mnie do wizytę u najlepszego specjalisty w całych Niemczech, ale muszę się wybrać do Hamburga. Zadzwonił do niego osobiście i poprosił o jak najszybszy termin. Dzień później oddzwonił i oznajmił, że udało się mnie wcisnąć na 3 kwietnia, mimo, że najbliższe wolne terminy były w lipcu. Może faktycznie się tak postarał, a może trochę pościemniał, żebym go bardziej doceniła - w każdym razie fajnie, że to załatwił po znajomości. Zapytałam, czy dzień cyklu nie ma znaczenia, bo będę już kilka dni po owulacji, a histero robi się po zakończeniu krwawienia - powiedział, że nie. Dziwne, ale ok. Udało mi się jeszcze poprosić o skierowanie na trzypunktową krzywą glukozową i insulinową, zrobią mi ją w najbliższą środę podczas wizyty w klinice. Receptę na glucophage też bez problemu dostałam.
Plus jest taki, że wizyty, badania i monitoring - wszystko co zaleci mi lekarz - przejmuje w 100% kasa chorych. Jak widać nic nie szkodzi poprosić go o skierowanie, a mogę w ten sposób odhaczyć część badań do dr Jerzak, które normalnie musiałabym zrobić prywatnie.
Może to wydawać się dziwne, ale jestem zadowolona z takiego rozwiązania. Pewnie gdybym nie miała planu b i c byłabym trochę rozczarowana faktem, że wracamy z diagnostyką do samego początku. Doktorowi ufam tak fifty fifty - mówienie, że "taka pani uroda" nie jest dla mnie żadnym wsparciem czy wyjaśnieniem. Z drugiej strony jednak cieszę się, że jego pomysły nie kolidują z moimi planami. Nie palę mostów, zawsze lepiej mieć otwartą jedną furtkę więcej.
________________________
Edit: Histeroskopia odbyła się 04.04., a nie 03.04. - lekarz się pomylił.
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 kwietnia 2024, 21:06
22.03 byłam na wizycie u mojej ginekolog, u której byłam też, gdy się dowiedziałam o niskim amh. Jest to złota kobieta, z polecenia.
Pokazałam jej wszystkie wyniki badań, począwszy od krzywych, przez immunofenotyp, kiry i trombofilie.
Moje oczekiwania co do tej wizyty zakładały,żeby doktor miała nade mną kontrole po transferze, żeby pilnowała poziomu progesteronu.
I tak też będzie 😊 z wizyty wyszłam z zaleceniami.
Do transferu podejdę z obstawą lekową bo według mnie i pani doktor jest taka potrzeba i są co do tego wskazania. Chwytamy się czego się da, liczy się tylko jedno- żeby się udało.Mówiła,że bardzo dobrze,że wykonałam te badania na własną rękę i trzeba działać jeśli o tym wiemy,bo szkoda zarodków.
Zalecenia:
🍀Glucophage 1g- zwiększona dawka
🍀Encorton
🍀Acard
🍀Neoparin 2 dni przed transferem co 24h
🍀 Prolutex po transferze 1x dziennie
🍀 Estrofem

Przy kolejnym badaniu hormonów dla kliniki mam jeszcze zbadać TSH, ft3 i ft4, a wyniki wysłać smsem.
Tak, mam prywatny numer doktor, będziemy cały czas w kontakcie, na bieżąco,zależnie od wyników badań po transferze będzie modyfkiować dawki leków. Jeżeli w klinice dostane Accofil to fajnie, jeśli nie to Encorton też działa ochronnie na zarodek, nie zaszkodzi a pomóc może. Widać, że zależy jej na tym,żeby się udało.
Cieszę się,że do niej trafiłam.
Cieszę się, że działamy i że ten transfer z tą obstawą ma realne szanse na sukces.
Jeśli się uda to ciążę będę prowadzić u doktor 😊 ma bardzo dobry sprzęt, nowoczesny gabinet i duże doświadczenie, empatie i zaangażowanie, jeśli coś się dzieje niepokojącego to odpisuje w pierwszej wolnej chwili. Takiego lekarza potrzebuje.
Rozpoczęłam transferowy cykl 🥳 dobrze,że tak się to potoczyło i transfer w marcu się nie odbył,tak właśnie miało być, teraz czuję,że będę do gotowa. Wtedy towarzył mi tylko stres, lęk i wkurw, a w głowie miałam tylko wizje,że się nie uda z takimi wynikami badań, bez dodatkowych leków. Teraz jestem pełna nadziei, z poczuciem,że zrobiłam co mogłam, na nic nie mam już wpływu, doceniam,że już za chwilke, za momencik przyjdę po Naszą śnieżynkę i kurcze mogę być w ciąży 🥰 ❤️
Oczywiście, wiem że mogę się rozczarować, mam w głowie plan co dalej jeśli się nie uda, dalsze badania immuno, biopsja endometrium,ale chce wierzyć, chce się pozytywnie nastawić, niech się stanie co ma się stać, jestem gotowa i przyjme to co ma dla mnie los🍀
04.04 będzie 14dc, ustalimy datę transferu 😊 idzie wiosna ☀️, idzie nowe 🦖
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 kwietnia 2024, 09:41
Synek ma prawie 5mcy. Kocham go, chociaz daje mi popalic. Zepsul sie ostatnio haha; spanie drzemki odkładalność…moze dlatego ze zaliczylismy szpital i operacje… sporo juz razem przeszliśmy
Czekamy na pierwsze zęby i rozszerzanie diety.
Jest najukochanszy. Obydwaj są, moje synki xd
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 kwietnia 2024, 17:48
Dziś 16 dpt. Weszłam na 4 piętro do domu i chlusneło. Krew, tak pół szklanki.
Od razu magnez x3, nospa x3, dodatkowy utrogestan x2 i na Izbę. A tam zderzenie z rzeczywistością polskiej służby zdrowia.
Pielęgniarka mówi, że lekarz mnie nie przyjmie dopóki się nie przyjmę na oddzial, ja mówię, że to tak wczesna ciąża, że nie ma jeszcze obawy zabiegu więc po co się kłaść? Ona mówi, że tak o chuj. Proszę o konsultacje z lekarzem woec ona dzwoni do niego, a on mówi, że po co przyszłam skoro nie chce się kłaść na oddzial?
No ale wkurwiłam się. Mówię do niej: proszę zapytać czy lekarza czy jeśli to ciąża pozamaciczna i krwawie to też nie sprawdzi?
Kazali czekać.
Szybkie usg.
Pęcherzyk jest w macicy. Narazie pusty, bez zarodka, bez niczego ale jest wcześnie, dziś dokładnie 5 tc.
Źródła krwawienia nie widać, czy to poronienie czy krwawienie od tak? Nie wiadomo. Wyjaśni się najwcześniej za tydzień? Leków mam dużo, nic nie kazał brać. Poprosiłam o receptę na Cyclonamine ale powiedział, że nie może mi wypisać bo nie jestem na oddziale ale ze oni już tego nie dają przy krwotokach. No i tyle.
Poleciałam na betę.
Mam wynik, 1900. Przyrost jestb96% ale to nie ma punktu odniesienia. Nie wiem czy rano nie było 2100 i czy już nie spada. Tylko kolejne badanie może mnie upewnić, że jeszcze jest nadzieja i czekanie czy pojawi się zarodek, a później serduszko.
Czyli co? Czekanie, małymi kroczkami ale oby do przodu.
Miało być tym razem gładko i przyjemniej... No nie jest...
☹️☹️☹️
Pomódlcie się, proszę 🙏
Za 3 dni będą 4 miesiące odkąd mój mały świąteczny cud jest ze mną... 4 ciężkie miesiące, ale też 4 najszczesliwsze miesiące w moim życiu...
Równo rok temu witalam się heparyna... neoparin miał tak tępe igły, że ja bojaca się zastrzykow myślałam ze umre po każdym z nich... Ale chciałam ich zrobić jak najwięcej, wiedziałam, że przybliżają mnie do dziecka choć trochę... dzisiaj mam w pokoiku wszystkie 260 strzykawek i wiem, że ból każdego zastrzyku był tego wart...
Rok temu zaczęło się też odliczanie do transferu, już nie dni, a godzin, bo miał się odbyć następnego ranka ...
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 grudnia 2022, 00:01
Aplikacja już kilka dni temu pokazała owulacje, mimo że do wczoraj zaznaczałam jeszcze śluz płodny 🤔 Myślałam, ze owu byla moze wczoraj, ale temperatura jest dzisiaj jeszcze dość nisko, więc jeszcze jej chyba nie bylo.. Dziwne te moje cykle ostatnio, nie jestem pewna kiedy ta owulacja jest. I nie było by to moze aż tak uciążliwe gdyby nie to, ze w tym cyklu mam brac ten ovitrelle w bardzo konkretnych dniach.. ale jeśli się pomyle to trudno, nie jestem w stanie tego skontrolowac. Nie bede teraz jechala na usg. Nie mam dzis czasu, nie mam pieniędzy. Grudzień to istny potok wydawania.
W tym tygodniu mielismy konsultacje u nowego lekarza. Wypełniliśmy bardzo szczegółowe ankiety. Niektóre pytanis były bardzo intymne. Czekamy na listę badan. Ruszę z nimi w nowym roku. Mamy czas jakos do połowy lutego. Pokładam nadzieje w tym nowym lekarzu, wierze, ze pomoże.
Choinka stoi juz i czeka na ubranie. Dzis duzo obowiazkow - gotowanie, sprzatanie, pakowanie, pranie itd. Ostatnie dni byly męczace, niedojadlam, niedospalam, to chyba kiepskie warunki na poczęcie, ale dla Boga nie ma nic niemożliwego.
No to ide działać 🏋️♀️
Od 3 dni śluz dalej rozciągliwy w sumie to się miesza z takim grudkowatym kremowym? Ale rozciągliwego jest wiecej🤔 dzisiaj tak mnie rano kuł jajnik że myślałam że pęknie, i dalej go czuje troche, owulaki pokazały pik w 15dc takze nie wiem o co chodzi 🙈nigdy wcześniej tak nie miałam zawsze dzień, dwa po owulacji śluz robił się kremowy a czasem suchy a jajniki albo czułam albo nie.
W tym miesiącu tylko raz ♥️ dwa dni po 🐒, potem złapało mnie zapalenie zatok a jego zapalenie pęcherza 🙈 no i do moich zatok doszły wymioty w sumie sama nie wiem z czego 😵
🎄🎄🎄🎄🎄
Byłam na zakupkach dzisiaj po ostatnie drobne rzeczy na święta 🙈 to co się tam działo to była jakaś masakra z rzeźnią 😅 madki prawie się biły o ostatnie pudełka Lego w bierze, a Janusze wybrali pół alkoholu z półek 😂 masakra rozumiem wszystko ale żeby aż tak 😂
Choinka ubrana, pierogi ulepione, jarzynowa się gryzie w lodówce z karpiem a my w końcu mielismy dłuższy wieczór dla siebie i postanowiłam włączyć sobie netflix ze starym i oglądamy Paradise PD 🙈😅
Chciałabym tu wrócić i napisać: "Hej! Udało się! W końcu się udało!". Ale nie, nie tym razem. Znowu nie tym razem.
W maju podeszliśmy do pierwszej inseminacji. Od 2 do 8dc brałam Fostimon 75j., a w 9dc miałam zjawić się na monitoringu. To było szaleństwo. Dzień wcześniej bawiłam się do rana na weselu, a na 13:00 miałam podgląd. Na USG pokazały się dwa solidne pęcherzyki i kilka mniejszych. Pani doktor powiedziała, że albo podajemy zastrzyk na pęknięcie już teraz, zanim te mniejsze podrosną, albo odpuszczamy w tym cyklu, bo będzie za duże ryzyko ciąży mnogiej. Wybór był prosty. Wykupiłam Zivafert, a pani pielęgniarka w klinice od razu mi go podała. Nie spodziewałam się, że wszystko potoczy się tak szybko, przecież ledwo co skończył mi się okres. Kolejnego dnia po południu podeszliśmy do pierwszej IUI. Wspominam to bardzo dobrze, bo inseminację przeprowadzała moja pani doktor, która zawsze wprowadza przemiłą atmosferę i cały stres gdzieś ulatuje. Po IUI czułam się normalnie, jednak dwa dni po domniemanej owulacji zaczęłam czuć kłucie w jajnikach. To trochę zaburzyło mój spokój. Nie miałam USG potwierdzającego pęknięcie pęcherzyków i zaczęłam powątpiewać, że do owulacji w ogóle doszło. Około 8dpo zbadałam proga. Wynik mnie zmiótł - 8,87 ng/mL. Nigdy nie miałam tak słabego wyniku. Na taki scenariusz nie byłam przygotowana. Spodziewałam się dwóch opcji - albo progesteron szorujący po dnie, który potwierdzi, że owulacji nie było, albo wynik wystrzelony w kosmos, bo przecież były dwa pęcherzyki podkręcone stymulacją. Przeżyłam swego rodzaju żałobę. Straciłam nadzieję na szczęśliwy finał tej historii. Ujemna beta 14dpo nie zrobiła już na mnie takiego wrażenia. Zbierałam siły na drugie podejście.
Przed kolejnym podejściem miałam pojawić się na USG w 1-3dc, ale plany swoje, a życie swoje. Okres, mimo nieodstawienia Duphastonu, przyszedł akurat podczas naszego wyjazdu. Mogłabym pojawić się w 3dc, ale przypadało to na sobotę, a pani doktor wtedy nie pracowała. Wizytę ustaliłam na 5dc. Poszłam bez żadnej nadziei, pogodzona z tym, że cykl jest zmarnowany. Na wizycie okazało się jednak, że możemy rozpocząć stymulację. Pani doktor przepisała Puregon w dawce 50j. Miałam przyjmować go od 5 do 12dc, a 13dc miałam przyjść na USG. Ustaliłyśmy też, że po IUI potwierdzimy owulację na USG i zbadamy proga. Czułam się szczęśliwa i zaopiekowana. Cieszyłam się, że ten cykl jest spokojniejszy niż poprzedni, że mieliśmy szansę podziałać przed IUI. Pod koniec stymulacji mocno czułam prawy jajnik i trochę się obawiałam, że na monitoringu okaże się, że już po owulacji - w końcu 13dc to późno jak na moje cykle, tym bardziej te stymulowane. Na wizytę wzięłam ze sobą męża, w razie gdyby okazało się, że do IUI najlepiej byłoby podejść już teraz. Pani doktor jeszcze przed USG powiedziała, że liczy, że 13-tka (13dc) będzie szczęśliwa. Nie była. Aż sześć pęcherzyków miało powyżej 19mm. Za duże ryzyko ciąży mnogiej. Dostaliśmy bana na starania. Widziałam, że pani doktor jest przykro, ale powtarzała, że moje zdrowie jest najważniejsze i nie możemy tak ryzykować. I że wie, że mogę sobie pomyśleć, że skoro tyle razy się nie udało, to teraz też na pewno nie ustrzelimy szóstki, ale los bywa przekorny.
Jestem zła, zawiedziona, bezradna. Po raz kolejny los zakpił sobie z naszych planów. Wiem, że odpuszczony cykl to nie koniec świata, ale ja jestem już zmęczona ciągłym czekaniem. Myślałam, że mam to poukładane w głowie, że przywykłam do tych dłużących się starań i życia bez dziecka. Teraz wiem, że w ryzach trzymał mnie plan. Plan, który znowu trzeba zmodyfikować. Znowu musimy czekać, żyć w zawieszeniu. Gdybyśmy mogli starać się naturalnie byłoby zdecydowanie łatwiej. Żylibyśmy nadzieją, jak co miesiąc. A teraz jest pustka i czekanie, które już tak bardzo mi się znudziło.
Wczoraj pewna bliska memu sercu staraczka podesłała mi taką grafikę. Muszę to tu mieć.

Życzę sobie siły, bo ja naprawdę wierzę, że w końcu nadejdzie nasz czas.
Spokojnych i wesołych Świąt!
Korzystając z okazji, że mam chwilę, zrzucę mały kamyczek z serca. Nie mały. Święta dla Nas, Staraczek to jest jednak wyzwanie. Bardzo się starałam, aby było miło i spokojnie, rodzinnie i w ogóle. Bez ciśnienia. A wiadomo, im większe ciśnienie na brak ciśnienie tym więcej rzeczy może pójść nie tak. Ale po kolei.
W czwartek byliśmy u przyjaciół i to był super wieczór. Jedna rysa - mój Mąż powiedział, że może za rok spędzimy Święta we trójkę. A ja? Wyszłam do łazienki i się popłakałam. Bo ja nie wiem ... momentami tego nie widzę. Piątek po tym czwartkowym wyluzowaniu upłynął domowo, przedświątecznie, bez myślenia, rozkminiania, świrowania na forach, w aplikacji itd. Wieczorem upojny seks, taki bez ciśnienia, jak powinno być 
No i wczoraj. Wigilia. Wstaję z listą rzeczy do zrobienia: zakupy, gotowanie na 6.5 h, ogarnięcie mieszkania, wszystko wyliczone co do minuty. Przypominam, że jesteśmy zdecydowani na styczniowe ivf. ale myślę, a co tam, zrobię sobie test owulacyjny.
Bordowa kreska. I się włączyło .. "o Jezu, ostatnia szansa, DZIŚ, KONIECZNIE, musimy jakoś znaleźć czas, teraz albo NIGDY" (a wiecie: gotowanie, rodzice, rodzina, nerówka, no klasyczne Święta). Ale myślę, nie powiem mu, bo znowu zrobię presję, która ewidentnie Nam nie służy. Kilka godzin przemilczałam, nakręciłam w głowie korbę.
Finalnie nie wytrzymałam i zrobiłam presję praktycznie tuż przed wyjazdem na Wigilie, nic z tego nie wyszło, więc umówiliśmy, się, że po kolacji. Mhm. Na kolacji siedziałam spięta, jak na szpilkach. Wróciliśmy do domu ok 23:00 i jak można się domyśleć znowu nic z tego nie wyszło, doszło tylko do kłótni, że presja, że to, że tamto. Ja nie wiem, to nie dla nas. Kochanie się na zawołanie, w nerwach (bo u mnie wyzwala się wówczas kaskada myśli), no nie potrafię. A kiedyś byłam temperamentną dziewczyną
Powiedziałam mase przykrych rzeczy. Pomyślałam jeszcze więcej przykrych rzeczy, że jakie to wszystko jest smutne i żałosne i jak ja nie dźwigam obecnie faktu, że mam owulację (prawdopodobnie) i powinnam wówczas zadbać o dobrą atmosferę z Mężem, to ja mam dźwignąć in vitro?! Tam to dopiero będzie presja i stres.
Wiem, że wczoraj był 13 dc (wieczorem miałam ból owu), 12 dc wieczorem podziałaliśmy i teoretycznie są szanse, ale jak na kogoś kto żyje tylko tym chyba można się było bardziej postarać? Powinniśmy nie wychodzić z łóżka, a tu taka porażka... Nie wiem, dla mnie to jest takie jakieś wręcz upokarzające.
Intymny to wpis, ale w końcu na tym forum jest tylko samo życie. Nawet seks nam już nie wychodzi 
Dziś płaczę, prawie nie gadamy. Wróciło nakręcanie się wysokim estradiolem, że jak ja mam mieć stymulację jak on przecież w kosmos wystrzeli.
Zaraz jedziemy na obiad i jakoś chcę żeby już się te Święta skończyły.
A w głowie taki głosik cichutko prosi... Wiadomo o co.
Kiespsko się zaczął Nowy Rok mamy obie grypę typu B córka dodatkowo zapalenie ucha, nosa, gardła , brak apetytu. 3 stycznia strasznie mi wymiotywała nie chciała pić jeść była senna szybka decyzja szpital, spedziłysmy na SORze 8 h. Cieżko było o wkłucie wiec próbowali w każde miejsce wbijać w końcu udało sie w nogę dostała od razu lek i kroplówkę. Było mi cholernie cieżko ale nie pod względem psychicznym ale cieżkp mi było ogarnąc córkę bagaże i wiele innych rzeczy. Córka leżala mi na kolanach nie było mowy o jakimś łóżku kroplówka leciała bolało mnie wszystko a sama nie czułam się jeszcze zdrowa ale zaciskałam zęby. Niestety tylko 1 osoba mogła wejśc i mąż czekał na korytarzu przez ok 4 h a potem juz musiał iśc do pracy. Nie wiedziałam na czhm stoje czy my wyjdziemy jak dobrze, że wzielam ciuchy na przebranie , wode pałki kukurydziane bo ok 21 zrobiła się głodna. Ja przez te 8 h nie piłam ani nic nie jadłam
W końcu okazało się , że wychodzimy dzwonie do taty a tu zonk klucze od mojego samochodu są w mojej torebce czy może być jeszcze gorzej naszczęscie mąż to zauważył i przygotował klucze zapasowe tacie. Wypis mamy recepty mamy możemy jechać . Córka zasnęła w aucie, idę do apteki a gościu mówi że tylko 1 pozycje mi wyda (godz 23) bo nie ma leków , że musiałabym iść do lekarki aby zmieniła recepte a na SORZE multum ludzi wszyscy z workami albo gorączką nie ma mowy nie wróce tam tak sobie pomyślałam musze znaleźć inny sposób. Przyjeżdzamy do domu kładę córkę i szukam numeru telefonu do Nocnej opieki rozmawiałam z pielęgniarką która podala mi inną końcówkę telefonu aby rozmawiać bezpośrednio z lekarzem dzwonie więc na ten numer okazuje się , że dodzwoniłam się do prywatnej osoby masakra więc znowu telefon do pielęgniarki mają 2 numery. Jadę do apteki proszę gościa aby podał leki króre ma na stanie. Potem jade do lekarza godz 23.30 udało się kupić mpgę wracać do domu godz 24 od razu dałam lek mogę też w kpńcu zjeść i sie napić.
Gorączkę w końcu udało się zwalczyć u mnie i i córki. U mnie został kaszel największy w nocy a córka jeszcze ma katar spory ale też dużo śpi widać że pptrzebuje się zregenerować.
Pragnę już powrotu do zdrowia bo dom nie ogarnięty cele mpje wiszą narazie w głowie. Nie ma to jak być zdrowym wtedy wszystko można. Zostaniemy jeszcze w domu napewno przez tydzień potem znowu złobek i pytanie na jak długo ...
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 stycznia 2023, 15:05
13 dc, gdzieś około owulacji
Moja temperatura jakaś dziwna w tym cyklu, bo bardzo niska, niższa niż do tej pory. Chyba żadnego dnia nie dobiła do książkowych 36,6 st. 🤣 Aczkolwiek mierzę ją też o godzinę wcześniej niż do tej pory, więc może dlatego. Nie wnikam. Przyjmuję. Jest, jak jest. Czuję się dobrze. No, może jestem bardziej zmęczona, bo w te ostatnie mrozy budowa dała nam w kość, a i w pracy przed końcem roku, jak zwykle, nawał roboty. Dzisiaj też pracuję, bo Asystentce dałam urlop.
Aplikacji przestaję wierzyć totalnie. Wczoraj owu miałam wyznaczoną na 25.12, kiedy rano ją włączyłam - owu była ustawiona na dzisiaj, wpisałam temperaturę i jest na 27.12. 🤣 Piszę o tym, bo może któraś z Was też jest na etapie "wierzenia aplikacji". To jednak tylko aplikacja, jakiś algorytm. Obserwuję siebie i ufam sobie.
***
Świąt w tym roku nie czuję w ogóle. W mieszkaniu nie mam nawet postawionej choinki, ba, nawet jakiejś miniaturki choinki nie mam. Nie zdążyłam też posprzątać. Nic. Totalny bałagan przedświąteczny. Zamierzam to tylko trochę ogarnąć, jak wrócę dzisiaj z pracy. I tak dzisiaj wyjeżdżamy do moich Rodziców i wracamy dopiero w drugi dzień Świąt popołudniu. Dzisiaj muszę też jechać jeszcze po ostatnie prezenty. Zawsze miałam to ogarnięte już na początku grudnia. Ten rok jest jakiś dziwny, taki nieświąteczny.
Ja chcę tylko jeden prezent na te Święta. Jeden jedyny. Skoro owu jest w tym świątecznym czasie, to niech się stanie bożonarodzeniowy cud poczęcia.😇
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 grudnia 2022, 08:06
Hej Dziewczyny!
7tydz + 3dni
Bobo rośnie! Wczoraj tj. 22.12.2022, mieliśmy drugą wizytę u ginekologa. Widzielismy Cię Maluszku! Słyszeliśmy bicie Twojego serduszka! Aż się ciepło w środku robi gdy wiemy, że z Tobą wszystko dobrze! Kolejny raz zobaczymy Cię 17.01.2023! 🤍
Test pappa mamy wyznaczony na 27 i 31 stycznia, wiec w styczniu zobaczymy się dwa razy 🤗
Niestety od wczoraj jestem przeziebiona... We wtorek i środę byłam na inwentaryzacji, z której nie mogłam się wymigać i tam się zaraziłam. Na szczęście byłam w zespole kontrolującym i nie musiałam dźwigać, a gdy coś wymagało podniesienia, to prosiłam o pomoc. Wczoraj miałam być ostatni dzień , aczkolwiek ze względu na wizytę trochę ściemniłam i poszłam na urlop bezpłatny (bo cały urlop wykorzystałam). Najważniejsze zdrowie i Bobo!
Nie wiedziałam, że w ciąży odporność jest aż tak osłabiona. I jeszcze ten zakaz brania jakichkolwiek leków. Jedyne co mogę przyjmować to jakieś specjalne syropy i pasytlki dla kobiet w ciąży... Czuję się mega osłabiona i ciągle śpię... I to przed świętami...
Jeśli chodzi o update ciążowych dolegliwości to nic za bardzo się nie zmieniło. Mdli mnie delikatnie, jestem senna i jest mi zimno. Nie jest źle. Oby tak dalej 😅
Waga waha się przy około 52.3 kg, czyli moze z 0.7 - 0.8 kg przybrałam. Ja na brzuchu coś już widzę. Dobrze, że mam teraz wolne najprawdopodobniej do 9 stycznia to w pracy się tak szybko nie domyślą 😅 Najciężej jest ukrywać przed rodzicami, ponieważ z nimi mieszkamy... Wiadomo, oni mogą zauważyć różnice w wyglądzie, chociaż najbardziej martwiłam się, że zauważą objawy. Dobrze, że ich za bardzo nie mam, a jak coś się dzieje to sie ukrywam 😂
Termin porodu przez USG to 🤍 08.08.2023 🤍
Świątecznego cudu nie będzie.
To nieprawda, że grudzień to miesiąc cudów. Miesiąc jak każdy inny. Można zajść w ciążę ale też wcale nie trzeba. Tak samo jak w styczniu, maju czy w listopadzie inazdym innym miesiącu.
Niektórzy teraz dodają zdjęcia na Instagrama cudownych świątecznych bobasów a ja wrzucam kolejny negatywny test do pudełka... Bez zmian.
I tak właśnie rozpoczynam 5 rok starań.
Jak to brzmi.... Odwieczna walka z wiatrakami....
Jeszcze aby tylko wytrzymać jutrzejsze coroczne Skawa teściowej " i oby za rok było nas więcej". Zawsze walczę ze sobą, żeby się nie wybuchnąć płaczem. Chociaż mój powiedział, że pogada z nią żeby w tym roku sobie darowała ale czy to coś zmieni?
Niemniej jednak Wam życzę wesołych, pogodnych świąt.
Bądźcie szczęśliwi. ❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 grudnia 2022, 20:01
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.