21 dc, 7 dpo
No więc tak... Takiej gonitwy nieszczęść to już dawno nie było...
Najpierw to nieszczęsne niedoszłe HSG i tramal, później przeziębienie, zaczęłam wychodzić z przeziębienia to dopadła mnie opryszczka... Noż... 🤬🤬🤬 Czego jeszcze?!
Ten przełom lutego i marca jest dla mnie jakiś mega pechowy...
Oczywiście, cykl na straty, bo z racji choroby nie mieliśmy siły na ❤️...
Jednego dnia ja miałam chęci to Mąż był nie do ruszenia. Drugiego On próbował, to ja byłam nie do obudzenia.
No trudno, bywa i tak...
Także ten... Pierwszy raz od bardzo dawna nie będzie wyszukiwania objawów ciążowych przed 🙊.
***
Dzisiaj wróciłam do pracy w biurze po tygodniowym home office... Zabieram się za robotę! 
***
Doceniam wszystko, co dobre i pozytywne wokół mnie. Jest tego mnóstwo!
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 marca 2023, 08:35
Hejka ..
Wielkie testowanie jutro odwołane❗️
Przyczyna ? Każdemu znana .. 🐒🐒 🩸🩸 dzień wcześniej.. o losie ! okrutnie drwisz 😔😔❗️
Witaj 3 cyklu starań z luteina i CLO !
I pozostałe 2 miesiące starań przed Badaniem Jajowodów !
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 marca 2023, 09:18
13.02 punkcja
sobota i niedziela umierałam, mdłości nic nie mogłam jeść do tego doszła jak zawsze migrena z aurą w łóżku wylądowałam od 20... Bardzo bałam się, że to są symptomy pękających pęcherzyków.
Z mężem pożegnałam się o 8:10, byłam pierwsz pani wytłumaczyła wszystko przebrałam się... długo czekałam na lekarza, przynajmniej mi dłużył się ten czas
o 8:30 zabrali mnie na zabiegowy, a tam znowu czekanie.. W Białymstoku nawet położne były ciepłe i zagadywały, tutaj null, jak maszynki, robią swoje i koniec. Empatia to chyba coś co zostawiają za sobą. Nie lubię uczucia jak zasypiam, karuzeli.. Obudziłam się po 9, nie miałam telefonu ale iwatch działał
napisałam do męża, że jestem po, poprosiłam o paracetamol, polezałam i o 10 wyszłam. Czułam się słabo, ale nie bolało, jednak już chciałam uciekać 
czekaliśmy na konsultacje z lekarzem, pobrano 20 pęcherzyków, różnych rozmiarów, następnego dnia e-mail mamy 14 komórek dojrzałych - 11 zapłodniło się pięknie..
5 dnia e-mail mamy 11 ale 4 mrożą dzisiaj, 4 -6 będzie do 6 doby, mamy 4 blastki z 6 doby, musieli przedłużyć hodowle do badania 
z 8 blastek pobrano materiał i pojechały się badać
Najdłuższe tygodnie w naszym życiu, jest dobra wieść mamy Teścia nosiciela translokacji, więc szanse na zdrowe dziecko są! Pytanie jak to możliwe, że oni dali radę jak tylko zapragneli, a my musimy korzystać z ivf...
Odpowiedź jest w moim organizmie, który daje popis .. 22.02 miałam konsultację z Litmanowiczem, powiedział, że:
1. stan zapalny jest duży w organizmie (zewnatrz komorkowy mam zrobic cba wewnatrzkomorkowe)
2. kir aa przy stanie zapalnym - nie powinnam brac accofilu bo podbija stan zapalny, jak cos to wlew - widzi poprawe po wlewie
3. milion badan
4. minimum 4 wlewy z immunoglobulin, ktorych obecnie nie ma w hurtowni wiec cena wzrosnie 
5. dziękuję i do widzenia..
Lekarz wszystko wytlumaczyl, jednak nie przekonał mnie. Gizler tak samo jest anty immunoglobuliny, uwaza, ze bezpieczniejsze są szczepienia..
najnowsza konferencja "praska zima" to zarodek jest clue i jak bedzie zdrowy ciąża utrzyma się mimo wad organizmu kobiecego.. nie mamy żadnej gwarancji, że uda się zajść i utrzymać ciążę.. nikt tej gwarancji nam nie da.. Jedno jest pewne stanowisko Wołczyńskiego i Gizlera jest takie samo..
Kupiliśmy bilety do Hiszpanii, jedziemy na krótki city break, 4 dni słońca, pozytywnej energii.
A i najważniejsze badanie zarodków może nawet trwać 8 tygodni, super .. miałam plan by w kwietniu podejść do transferu, zrobię to pierwszy raz na sztucznym cyklu, ponieważ tego nie próbowaliśmy do tej pory, jak będzie ? Boję się mega aury, z racji że ostatnio potrafię ją mieć raz w tygodniu, przeraża mnie ona okrutnie..
Zależy ile zarodków będzie zdrowych, tak będziemy decydować się na immunoglobuliny lub zaryzykujemy raz bez nich, a na samej heparynie, accardzie i accofilu.
czy czujemy oboje, że się nie uda? Tak, niestety.
Jednak zaświeciło SŁOŃCE - dokładnie 27 października 2022 dowiedziałam się, że jestem w pierwszej w życiu ciąży. Nie tylko dla nas zresztą zaświeciło, cuda przychodzą hurtem 
W listopadzie mieliśmy wejść w leczenie immunologiczne (dokładnie zastrzyki z Accofilu), październik po prostu przebiegał swoim rytmem - dzień za dniem, zwykłe sprawy, życie. Czekałam na okres, ale wciąż nie nadchodził - uznałam, że to przez HSG, że teraz wszystko mi się rozjedzie, że moje regularne cykle szlag trafił i znowu mam pod górę. Objawy "takie jak na okres" pojawiły się jak byłam w pracy, nawet pobiegłam do łazienki, a tu cisza. Trochę mnie to zdziwiło, bo czułam się jakbym miała okres, nie mając go! Ja nie miałam w zwyczaju testować, ale tego dnia wieczorem jak wracałam z pracy coś mi nie dawało spokoju, kupiłam po drodze test - chciałam udowodnić sobie, że to cykl mi się wydłuża i nie ma co się nakręcać. Wróciłam do domu, byłam sama, pomimo tego, że był wieczór zrobiłam ten test i... po kilku sekundach pojawiły się dwie grube krechy!
Nie płakałam ze szczęścia, nie skakałam pod sufit - po prostu zamarłam, "zamarzłam" i... zaczęłam sprzątać. Byłam otępiała, położyłam test na stole i zaczęłam się bardzo stresować, czekałam na męża. Gdy wrócił, spojrzał na stół i zapytał w szoku "Co to znaczy? Jesteś w ciąży?!". Tyle czasu czekaliśmy na ten moment! Na drugi dzień rano z drżącym sercem beta hcg - nie ma wątpliwości, jest ciąża. W listopadzie pojawiły się silne objawy i 1. trymestr zmiótł mnie z planszy. Święta Bożego Narodzenia obyły się bez łez, zupełnie inaczej niż rok temu, choć fizycznie było kiepsko. Teraz czuję się świetnie, jestem aktualnie w 6. miesiącu.
Życie naprawdę potrafi zaskakiwać lepiej niż film. Kiedyś wspominałam tu o mojej wymarzonej dacie w której mogłoby urodzić się moje dziecko (a który to termin jak na ironię losu miała oczywiście znajoma mi osoba
- wiem, że trudno w to uwierzyć, ale na pierwszej wizycie dr właśnie ten wymarzony termin mi powiedziała! Ten dzień jeden spośród innych 365 dni. To był dla mnie szok i niedowierzanie
Jak bardzo życie jest pokrętne, jak los potrafi się odwrócić. Ten termin oczywiście jest mocno ruchomy i od tamtej wizyty zmienił się już kilkukrotnie (a przy porodzie naturalnym będzie w sumie nie do przewidzenia), ale symbolika liczb jest.
Nie wiemy co pomogło, rozmawialiśmy na ten temat naprawdę wiele razy, nadal to rozkminiamy. Szukaliśmy po omacku przyczyn wszędzie, ja przecież doszłam do wniosku, że to immunologia, że niepłodność idiopatyczna. Naszym zdaniem to była raczej kwestia plemników, weszliśmy w normę, minęło pół roku i... zatrybiło. Było też bardzo duże odpuszczenie w głowie, jeszcze na fali wakacji... bo dopiero od listopada mieliśmy ruszyć z zastrzykami. Październik był więc takim głębokim oddechem przed rozpoczęciem maratonu, bo wiadomo było, że do końca roku trzeba będzie przycisnąć (zastrzyki miały być maksymalnie przez 2 miesiące), a może być różnie. W razie niepowodzenia od stycznia planowaliśmy IUI, a jeśli to by nie pomogło w 2023 mieliśmy wejść w in vitro. Także był konkretny plan działania. W październiku naprawdę wyluzowaliśmy, nawet nie wiem kiedy w tę ciążę zaszliśmy - nie robiłam testów owu, nie miałam monitoringu, nie wiem którego dnia to się stało, zaszłam naturalnie bez leczenia.
Gdy już okazało się, że jestem w ciąży to wg planu (zalecenia dra Paśnika) robiłam zastrzyki z Accofilu w brzuch - tzn. mój mąż mi je robił, za co jestem mu bardzo wdzięczna. Biorę też acard. To było takie "chuchanie na zimne", ale dla spokoju ducha robiliśmy te zastrzyki. To był dla mnie kolejny moment, gdy zobaczyłam jak bardzo możemy na sobie we dwoje polegać. Dla mnie ostatnie miesiące (a nawet lata) to był duży sprawdzian i naprawdę dumna jestem, że razem solidarnie przeszliśmy to wszystko i wyszliśmy zwycięsko z tej próby. To jest niesamowite, wsparcie drugiego człowieka. Wspierało nas też kilka osób z rodziny/zaufanych przyjaciół - to jest bezcenne.
Jest marzec, rok temu zaczęłam pisać ten pamiętnik. Dał mi dużo ulgi, wytchnienia, pozwalał układać na bieżąco myśli w głowie. Dzięki niemu nasza historia jest uporządkowana, zapamiętana, może da komuś nadzieję. Tak jak ja szukałam jej kiedyś u innych. Prawda jest taka, że człowiek, który tego wszystkiego nie przeszedł nigdy nie zrozumie jak to jest być po tej stronie zwątpienia, poczucia niesprawiedliwości, zagubienia. Myślę, że to zostaje w środku już na zawsze. Długo zbierałam się, żeby napisać to podsumowanie, bo wydawało mi się to nierealne, że to właśnie ja je piszę - zwykle czytałam dobre wieści u innych i nie potrafiłam sobie wyobrazić, że tym razem szczęście uśmiechnęło się właśnie do nas. Lubię mieć wszystko uporządkowane, chciałam więc domknąć tę historię, choć prawdziwe domknięcie odbędzie się latem - a w sumie to będzie pewnego rodzaju otwarcie. Otwiera się linia życia kolejnego człowieka.
Rok temu przed świętami pisałam: "Teraz na Wielkanoc naszło mnie wiele refleksji, że kończy się czas Wielkiej Nocy, a zaczyna Wielki Dzień. Kończy się ciemność, a zaczyna jasność. Budzi się nowe życie." Te nadchodzące Święta to tym razem przygotowanie do narodzin naszego syna. Bardzo bym chciała, żeby wszystko się szczęśliwie powiodło.
Bardzo łatwo to opisać: N97, diagnoza: niepłodność. Ile za tym prostym słowem jest emocji: od nadziei, po wściekłość, łzy, rozczarowanie, gniew, żal, poczucie niesprawiedliwości, zwątpienie.
Jeśli trafi tu ktokolwiek, kto tak jak ja mierzy się z tymi emocjami - nie chcę pisać pustych słów - chcę tylko przekazać, że jest nas więcej, ludzie mają niesamowitą moc wsparcia siebie nawzajem. Życzę nam wszystkim spokoju ducha, radości w sercu, docenienia swojego życia pomimo wszystko i dobrych nowin. Warto działać, to działanie daje siłę - nie traćmy wiary.
Uwierzcie, że wszystko się może przytrafić!
Aaaaa i jeszcze jedna dobra wiadomość , odnośnie procedury IVF . Zapytałam się dr czy L4 może mi wypisać bo ostatnio co się dzieje w mojej pracy to nie porozumienie, wiedzą że będę zaraz na L4 ( tzn oni są pewni ;/ ) to robią wszystko żebym się zwolniła, o wszystko się czepiają, kasy mi nie wypłacili w jednym dniu, Dużo by pisać, STRES, STRES, i jeszcze raz STRES! 
Więc od stymulacji ( zastrzyków ) wypiszę mi 3 tyg L4 uffff odpocznę psychicznie
Wiele czasu minęło od ostatniego wpisu 🤯
Czas odcięcia od starań - powiedzmy.. ale w między czasie wyszło tyle spraw niespodziewanych że szok.. rozpoczęcie roku 2024 zaczęło się od pogrzebu.. nastepnie w lutym miała być wizyta u Napro, wyszło tak że zdecydowaliśmy się ją odłożyć - Pani i tak do nas dzwoniła odwołać bo też nie mogła w tym terminie.. kilka dni później śmierć mamy mojego męża..
Ten rok.. po prostu ten rok, był podzielony na dwie sfery. Ciężko mi to opisać w miarę czytelnie.
Udało nam się wyjechać niedawno na cudowne wakacje, odnaleźliśmy jakiś spokój między nami.
Ciazy nadal brak.
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 listopada 2024, 13:42
Byłam wczoraj u ginekologa. Przed samą wizytą ekscytowałam się i nie mogłam doczekać, aż doktor pomoże mi ustalić precyzyjniej cykl. Dowiedziałam się też, że mam małą nadżerkę, ale poza tym wszystko w porządku.
Kurczę, skoro wszystko w porządku, to dlaczego czwarty cykl skończył się okresem? Doradził mi, że „mam o tym nie myśleć i postawić na spontan”, ale czy tak się da? Lubię tego człowieka, lubię jego poczucie humoru, bo z uśmiechem jeszcze dorzucił, że jest taki typek w naszym kraju, który twierdzi, że kobiety nie chcą mieć dzieci, bo dają w szyję, a prawda jest taka, że właśnie te, które dają w szyję, zachodzą najczęściej w ciążę. I przychodzi taka, co to nie chce tego pasztecika i wielce zdziwiona „Ale jak to?! Przecież ja się bzykałam zaraz po okresie”. Można? Można. Ciało kobiety to wieczna tajemnica i nie na wszystko mamy wpływ.
Co do owulacji to powiedział, że nie jest w stanie tego określić. Bo jak na 15dc, to nie mam tam w ogóle żadnych płynów, a i wokół prawego jajnika są co prawda dwa malutkie pęcherzyki, ale naprawdę malutkie. Więc albo miałam dużo wcześniej, albo nie miałam w ogóle.
Tylko że test wyszedł mi pozytywnie w sobotę i to był 12 dc. Więc dlaczego był pozytywny? Jakiś oszukany?
Cieszę się, że zamiast się łamać i zawodzić, i demotywować, czuję raczej determinację i ciekawość. Może dlatego, że mam już jedno serduszko. Pewnie byłoby inaczej, gdybym nie miała żadnego.
Funkcjonuję. I jakby z każdym dniem jest ciut lepiej. Wiem, że rozpacz będzie przychodziła falami. Że przyjdzie tęsknota i pustka. Ale staram się.
Mam dla kogo żyć.
Dla Męża.
Dla tych 3 Zarodeczków, które na Nas czekają.
Dla nszego pieska, którego kochamy jak dziecko. Też swoje przeżył bo czując moje emocje, na kilka najtrudniejszych dni chował się w łazience w naszych ubraniach i nie chciał jeść.
Dla siebie, chociaż to jest najtrudniejsze.
Wiem, że ten smutek nigdy nie minie, ale oswoję go. Nauczę się z nim żyć. To jest moja historia.
Rozmawiałam z psychologiem z Fundacji Ernesta. Polecam, bo Pani bardzo ważyła słowa i mówiła dokładnie to czego potrzebowałam usłyszeć. Że nie zwariowałam, że to co działo się ze mną w piątek 3 marca było normalną reakcją na szok i traumę, odłączenie kory przedczołowej, tryb autopilota „przetwraj”. Że płacz reguluje napięcie, które mam w sobie. Że straciliśmy Dziecko i mamy prawo do tych wszystkich emocji. Żadnego racjonalizowania. Emocje płyną.Powiedziała też coś co utkwiło mi w głowie „nie spodziewała się Pani, że ta droga do macierzyństwa będzie dłuższa i trudniejsza”. Droga. No właśnie, to jest moja droga.
Co mi pomaga? Nie obsesyjne szukanie informacji i czytanie „co dalej”. Co mam zrobić już wiem i zrobię. Pomaga mi sen, ruch, melancholijna elektroniczna muzyka, którą kocham, to że nie piję alkoholu, nie jem syfu. Najprostsze rzeczy.
Ten Pamiętnik. Wasze wsparcie.
W tym cyklu nie testuję. Miałam chwilę zawahania i chciałam zatestować, żeby wiedzieć na czym stoję, ale powstrzymałam się. Nie chcę już oglądać tych cholernych białych testów. Okres powinnam dostać na dniach. Czuję już zbliżającą się małpę, ale gdzieś tam w środku tli się nadzieja. Jak co miesiąc. Owulacja była w tym cyklu potwierdzona na monitoringu, lekarz nie widzi u mnie nic niepokojącego, więc czas zbadać męża. Dwa tygodnie temu umówiłam go na badanie nasienia. Nawet mi podziękował, bo jak sam przyznał - on odwlekałby to w czasie. W poniedziałek sądny dzień. Stresuję się okropnie, choć nie wiem kto z nas przeżywa to bardziej. Z jednej strony jest ekscytacja, że to kolejny krok do przodu, a z drugiej obawa, że wyniki będą jak wyrok. Wiem, że jak wszystko będzie dobrze, to z męża zejdzie ogrony stres, bo nie raz sobie wkręcał, że skoro u mnie wszystko gra to problem musi leżeć u niego. A czy u mnie na pewno wszystko gra to jeszcze się okaże. Jeśli nasienie będzie dobre to zamierzam zrobić drożność, chciałabym jak najszybciej. Część z Was, która czyta wątki miesięczne wie, że mam w głowie plan działania. To trzyma mnie w ryzach. Wiążę z drożnością duże nadzieje i bardzo boję się tego rozczarowania, gdy znowu nie wyjdzie. Chyba za dużo naczytałam się o szczęśliwych cyklach po drożności.
Kurde, nawet nie wiem co teraz czuję. Wydaje mi się, że przyzwyczaiłam się już do sytuacji i nie przeżywam tego tak, jak na początku. Nie nakręcam się jak kiedyś, nie wsłuchuję się w swój organizm, bo nie raz mnie oszukał. Ale czasem przyjdzie taki kryzys jak teraz, że muszę popłakać, dać upust emocjom. Ciężko mi uporządkować sobie w głowie to wszystko. Zawsze bałam się znaleźć w tym miejscu. Czuję pustkę, brak najważniejszego puzzla w naszej układance. Nie mam ochoty przeglądać social mediów, bo na każdym kroku widzę ciąże i dzieci. Wśród znajomych jest teraz istny baby boom. Z jednej strony ciąża jest dla mnie czymś najbardziej naturalnym - przecież ludzie od tysięcy lat się rozmnażają. Z drugiej strony jesteśmy my, dla których ciąża brzmi nierealnie, a zobaczenie dwóch kresek na teście wydaje się być nieosiągalne. Choć powinnam raczej pisać w liczbie pojedynczej, bo mój mąż bardzo wierzy, że nam się uda. Ma w sobie więcej siły ode mnie. Dla niego każdy cykl to taka sama szansa, jak na początku starań, a dla mnie z każdym kolejnym cyklem ta szansa maleje. Wczoraj przegadaliśmy temat kliniki. Najpierw ten pomysł musiał dojrzeć w mojej głowie, a wczoraj już na poważnie o tym pogadaliśmy. Zadzwonię w najbliższym czasie, aby nas umówić. Klinika leczenia niepłodności, brr. Brzmi strasznie, ale nie pozostaje nic innego jak wierzyć, że wszystko się ułoży.
Chyba jednak dzisiaj mam ta owulacje .. tak mnie boli lewy jajnik że to jest niemożliwe że może tak boleć i to od paru godzin . 🙈🤞🤞🤞🌱🤞🤞
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 maja 2023, 22:43
5+3
17dpt
Nie wytrzymałam, dzisiejsza beta 3566. 😭
Dalej JESTEM W CIĄŻY 🤰
🙏 Cudzie, tak długo na Ciebie czekaliśmy. Zostań z Nami. 🙏❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 kwietnia 2023, 11:55
8 III 2023
14 cs 14 dpo
Zrobiłam test. Nie dał żadnych złudzeń. Nawet przez chwilę przed oczami nie zamigotał cień cienia chociażby jako iluzja.
Z resztą od początku starań nigdy tego nie doświadczyłam. Ciągle biel, biel, biel. 14 raz z rzędu.
Nie wiem czy to hartuje czy po prostu człowiek przestaje wierzyć. Przyjmuje to jak oczywistość.
Oczywiście nie składam rękawicy, nie rezygnuję z walki o największe marzenie.
Kolejna owulka będzie z tej niedrożnej strony także bardziej skupimy się na badaniach - ja zrobię amh, Mąż badanie nasienia.
Mam zamiar zapisać się również do innego gina na konsultacje - porozmawiać jaki ma plan i ile % szans daje na naturalne zapłodnienie. Postanowiłam sobie, że zdobędę 3 takie opinie najlepszych specjalistów w okolicy. Tonący brzytwy się chwyta?
***
Ten cykl był inny. Czułam to. Poważnie. Głowa nie wkręciła, to organizm dał objawy. Nitki krwi w śluzie 10 dpo, później w nocy jednorazowe, różowe plamienie. Ból piersi, który był aż nieprzyjemny, "wewnętrzny". Nie chcę mówić tego na głos ale może to Kropek próbował zostać ze mną na dłużej..?
Teraz nie czuję nic.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 marca 2023, 08:19
Baaardzo dawno mnie tutaj nie było, to prawda. W lutym totalnie odpuściłam sobie aplikacje, sprawdzanie, jak głupia testami, czy to już owulacja, czy jeszcze nie. Ten sposób na razie zawiódł, ale o wiele spokojniej czułam się przed okresem. Nie robiłam co chwilę testów ciążowych.
Obecnie jestem w trakcie dni płodnych. Nie wiem, kiedy dokładnie przypadnie owulacja, nie sprawdzam. Po prostu "spotykamy: się w tym czasie z mężem i czerpiemy z tego przyjemność. Na razie zrobiłam sobie podstawowe badania hormonalne w 4 dc i wyszło mi wszystko wzorcowo. Umówiłam też męża na badanie nasienia, ale musiałam odwołać, bo umawiając nie wpadłam na to, żeby policzyć swoje dni płodne - a szkoda, żeby ten cykl się zmarnował. Wiecie co? Po cichu boję się, że to jakiś problem u męża. Strasznie dużo pali, pije energetyki, ma stresu w pracy co niemiara i nie je o stałych godzinach ze względu na tryb pracy. Dlatego tak bardzo chciałam, żeby zrobił badanie nasienia. Nie wiem, czemu tak bardzo się stresuję, skoro na razie mamy za sobą 3 cykl nieudany...
Tak to nie chciałam dzieci nigdy, a jak przyszło co do czego, to ja sobie ubzdurałam, że to da się zaplanować dokładnie nawet co do dnia i godziny! No nie, to tak nie działa. Podchodzę teraz na luzie, naprawdę. Nie wiem, jak to zrobiłam. Może przestało mi tak mocno zależeć? Skupiłam się teraz na hodowaniu roślinek. Pomidorków, ziół na balkon, jakichś innych warzywek balkonowych. Chociaż tutaj na razie wszystko kiełkuje!
Cykle transferowe 🍍
STYCZEŃ
19.01 - transfer świeżynki, 3dniowej.
leki:
🔸 progesteron - luteina/utrogestan + duphaston
🔸 immunologia - accofil
🔸 krzepliwość - neoparin + acard
🔸 żelazo - feroplex + witamina C
🔸 cukier - gluckophage XR
🔸 przeciwskurczowo - scopolan + magnez
🔸 przeciwdepresyjnie - asertin
witaminy prenatalne:
🔸 kompleks witamin B (w tym kwas foliowy)
🔸 cholina
🔸 kwasy DHA/EPA
🔸 witamina D3
🔸 probiotyk - provag + sanprobi IBS
❌ transfer nieudany.
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 marca 2023, 11:13
Wczoraj przyjęłam pierwszą dawkę naświetlania radio.
W zgodzie na leczenie radioterapią podpisałam też zgodę na badanie beta HCG, które wykonują tam pacjentkom w okresie rozrodczym przed naświetlaniem.
Dziś 37dc, więc (raczej tak dla sportu) przy okazji kupiłam test ciążowy w Rossmanie.
Okres mi się spóźnia, ale ostatnio mam dużo stresu, mało śpię, no i miesiąc temu zakończyłam kp, więc na luzaka - wiadomo że organizm szaleje.
robiłam test płytkowy.........nigdy przy Marysi nie miałam takiej pięknej grubej drugiej krechy....😯😯😯😯😯😯
Kupiłam dwa kolejne testy w aptece - POZYTYWNE 😮
Dzwonię do lekarza prowadzącego i pytaniem czy mi robili betę przed podaniem naświetlania. Tak. 22 lutego, czyli 2 tygodnie temu....wyszedł negatywny 🤷
Co teraz? Zrobiłam od razu badanie z krwii w Alabie i mam nadzieję, że dzisiaj dostanę wynik bo do jutra zwariuję.
Tak strasznie się boję, że zaszkodziłam dziecku tym wczorajszym napromienianianiem😭😭😭😭😭😭Tymi wszystkimi lekami które biorę w ostatnich dniach bo zdycham jak gruźlik od ponad tygodnia 😭😭😭😭😭😭 Tymi litrami kofeiny które piję jak się uczę 😭😭😭😭😭
Boję się że będzie chore, a ja sobie wtedy nigdy tego nie wybaczę 😭😭😭😭😭
Tak bardzo bym chciała żeby ten Kropek z nami został ❤️
Poinformowałam męża wysyłając mu zdjęcie pierwszego testu Messengerem - ful romantic a🤦
On w pracy i prowadzimy rozkminy - JAK TO SIE STAŁO???
Pomijając fakt, że my statystycznie rzadko🙈 że przed i w okresie owulacji to tylko z gumką, a bez gumki to tylko tak dzień/dwa przed terminem okresu. 6 lat starań o pierwsze dziecko, mąż parametry bliskie 0%, moje TSH ostatnio powyżej 4, więc jakim cudem???(
Cudzie trwaj, a wszytko inne rodzice ogarną ❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 marca 2023, 12:01
23 dc, 9 dpo
Jak ten czas się niemiłosiernie ciągnie... Do kolejnej 🐒... Do kolejnej owu... Do kolejnej szansy... Nie sądziłam, że to "odpuszczenie" w tym cyklu tak mi go mentalnie wydłuży...
Dzisiaj jest ten dzień, w którym czekam. Czekam na szansę, że może wreszcie uda się nam zajść w ciążę. Przez ostatnie miesiące staraliśmy się, ale bezskutecznie. Ten miesiąc odpuściliśmy przez zawirowania ze zdrowiem. Jak się z tym czuję? Czy czuję, że straciliśmy czas? Nie. Czasem czuję się zniechęcona, ale staram się nie tracić nadziei.
Wiem, że wszystko w swoim czasie.
Wiem, że wszystko się uda.
Wiem, że wszystko będzie dobrze.
Wiem, że wszystko się ułoży.
Wiem, że wszystko będzie tak, jak powinno.
Wiem, że wszystko będzie dobrze.
Musi być!
Beta HCG: 4715,5 (przyrost po 2 dniach 96%)💪
5t4d wg kalkulatora medonet, a 4t3d wg kalkulatora BellyBestf..... Kompletnie nie wiem dlaczego taki rozjazd i co jest prawdą 🙈 (OM 31.01)
Strasznie się boję co to będzie dalej....
Czuję się ogólnie dobrze, ale kurczę, mogłabym spać cały dzień. Weekend jest i ciężko znaleźć czas na sen przy energicznej 3latce, ale mąż bardzo się stara ją zajmować☺️
W Centrum Onkologii doktor nie mógł wyjść z podziwu jak to możliwe, że test z krwii 2 tygodnie temu nie wykazał ciąży, a teraz nagle wynik pokazuje 6tc 🙈 No w końcu to radiolog, nie musi wiedzieć, że ciężko o betę na kilka dni przed terminem @🤣
Doktor powiedział, że musi przeprowadzić konsylium i ustalić co robić dalej. Podobno robili naświetlania i radioterapię pacjentkom w 10tc., że badają poziom promieniowania na dnie macicy i dzieci rodziły się zdrowe....
Mąż też czytał, że z dzisiejszą medycyną, przy dobrej opiece nie jest to szkodliwe dla dziecka, szczególnie że ja mam radio celowane w okolicy ślinianki przyusznej, czyli dość daleko od macicy. Szczególnie w 2 trymestrze jest to w miarę bezpiecznie.
Powiedziałam doktorowi, że na chwilę obecną nie zgadzam się na radio w 1 trymestrze, ale co do drugiego to może porozmawiamy....stwierdził że przecież 2 trymestr będę miała dopiero za 20 tygodni (!!!!!) i wiele się może zdarzyć i muszą ocenić czy potrzebuję naświetlania ze wskazań życiowych. Już nie tłumaczyłam, że drugi trymestr zacznę 26 kwietnia🙈( oby🙏) widocznie doktor nie słuchał na wykładach z ginekologii🤣
No nic, czekam. Na wtorek mam wizytę u swojej tradycyjnej gin. Zobaczymy czy coś wyjdzie na USG, chociaż ona ma kiepski sprzęt, ale zna moją historię i jest też endo, a ja na cito potrzebuję wyrównania ths, dyphastonu i Bóg jeden wie jakich badań i leków 🙈
We wtorek przyjmuje też doktor na patologii ciąży na Karowej do której muszę się dostać i mam nadzieję, że mnie dopisze do listy pacjentek, bo oczywiście pierwszy wolny termin w rejestracji na Karowej to 17 kwietnia.
Na razie pozostaję na l4 z onkologii bo i tak czuję się tak śpiąca, że nie widzę się w pracy🙈 i też jakoś już mi się nie chce wracać na te parę tygodni. Z drugiej strony ciążowe bym miała 100% płatne, ale kurcze, na razie nie chcę poruszać tematu ciąży w kadrach. Nie żebym miała problemy, tylko popatrzą na mnie jak na wariatkę. Dopiero co pisałam pismo do prezes że mam radioterapię, a tu nagle ciąża...
wygląda jak skrajna nieodpowiedzialność albo krętactwo🙈🤣.
Mam trochę wyrzuty sumienia, bo to faktycznie niedopowiedziane z naszej strony, trochę żal aplikacji....ale jeżeli tylko bobas będzie zdrowy to będziemy najszczęśliwsi na świecie🥰 no i mąż w końcu kupi samochód 😁💪😜
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 marca 2023, 13:33
Moje miesiączki od zawsze były nieregularne. Przed AH moje ostatnie dwie miesiączki trwały ponad 2 tygodnie, mdlałam z ilości straconej krwi. Byłam wtedy o dwóch ginekologów. Pierwszy powiedział, że to normalne w moim nastoletnim wieku, a drugi że wygląda na PCO, przepisze AH, która zniweluje pęcherzyki i wyreguluje okres. I tak brałam 7 lat.
Nie miałam żadnych skutków ubocznych po AH. Ale branie tabletek to tylko maskowanie problemów, z którymi dzisiaj się mierzę. Wiem, że nigdy w życiu już więcej do nich nie wrócę. Przez ostatnie 2 lata organizm dawał znać, że coś się dzieje, a ja to olałam. Bo lekarz nie pytał. Bo nie wiedziałam, że to objaw czegoś złego.
Objawy:
- 2/3 dzień krwawienia - migrena miesiączkowa
- strasznie sucha skóra
- łamliwe paznokcie
- wypadające włosy
- niskie libido
- szybkie przybieranie na wadze spowodwane tym, że nie czułam sytości. Potrafiłam wypić dziennie ok. 4 l płynów, w tym głównie herbata.
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lipca 2024, 17:53
Pisałam, że co to dla mnie poczekać trochę dłużej na wizytę, a przez ostatnie dni czuje się jakaś zniecierpliwiona i nie mogę się doczekać kolejnego kroku. A przecież nie stoimy w miejscu. Zaczęłam kurację i na wizycie będę już w ponad połowie. To o co chodzi? Może o to, że znowu pojawiła się mocniejsza nadzieja? Tak, wierzę, naprawdę, że zajdę w ciążę w tym roku. Pani doktor mówi, że gdyby wszystko było dobrze to miałabym już gromadkę dzieci. Więc ona realnie widzi problemy!! Czyli już nie mierzymy się z niewiadomo czym, ale działamy i wiemy z czym walczymy! No i chyba dlatego ta niecierpliwość.
Ehh no dobrze, krok za kroczkiem, dzień za dniem, w końcu ten czas przeminie. Zaraz święta a potem Poznań i kilka dni tam. Odpoczniemy, poleniuchujemy
🌅
A teraz spróbuję cieszyć się każdym dniem i z każdego dnia coś dobrego i miłego wyłuskać 🦸
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 marca 2023, 22:15
Beta 2440,3 ❤️ 6tc
Objawy - brak🤔 no dobra, trochę 🥱
Zawsze powtarzałam, że po 30 się nie wpada, a właśnie tak się czujemy.
Boję się cieszyć. Jadę właśnie do COI, zobaczymy co mi powiedzą....
To głupie, ale najwięcej miejsca w myślach poświęcam mojej sytuacji zawodowej, a ściśle kadrowej. Przedwczoraj lekarz z radiologii wystawił mi od razu zwolnienie lekarskie aż do 24 kwietnia. Teraz staje się ono nieaktualne wobec ciąży, bo leczenia nie będzie ...Powinien mi je dzisiaj odwołać. Mam plan żebyśmy jeszcze poczekali z odwołaniem l4 aż sprawdzę czy beta dobrze rośnie i czy gin potwierdzi ciążę ( wizyta we wtorek). Później wyczytałam że potrzebna medycyna pracy żeby mnie lekarz dopuścił do pracy, bo takie procedury przy skracaniu zwolnienia powyżej 30 dni. Na karzrc-kwiecieb wracam do pracy a od weekendu majowego robię wakacje życia....plan idealny.
Gorzej jak odwoła mi to l4 już dzisiaj. Nie widzę siebie jutro w pracy, tym bardziej że na prawdę mam męczący kaszel 🙈
Egzamin...? Poczeka na lepsze czasy bo cokolwiek się stanie to nie mam głowy do nauki kompletnie,🤷😑
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.