Pierwsza noc w domu za nami... nie dzieje się nic złego, mam nadzieje ze juz tam nie wrócę...
Mlody nawet w domu patrzył czy na pewno jestem.... 😥 2 tygodnie to za długo...
Boże, błagam niech ten metroteksat zadziała... 🙏 Ty najlepiej wiesz, jak bardzo mam dosyć... chce wierzyć, że kiedyś czeka mnie żywe dziecko jeszcze, że nie może być tylko źle... błagam, daj mi siłę... 🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 listopada 2024, 21:58
15 dc, teoretycznie dzisiaj owu, chociaż zupełnie jej nie czuję
Wczoraj skończyłam brać Fluomizin dopochwowo. Wiadomo, jak wyszła infekcja bakteryjna to musieliśmy ❤️ odłożyć na bok, żebym przypadkiem tym cholerstwem nie zaraziła Męża. Także cały najbardziej płodny czas poszedł na przeleczenie. Boli mnie to strasznie, wczoraj płakałam w poduszkę, tak, żeby Mąż nie słyszał, oczywiście. To chyba będzie kolejny stracony cykl. Teoretycznie moglibyśmy spróbować jeszcze dzisiaj, tak na strzał, a nuż-widelec, ale... Ja zupełnie tego nie czuję. Moje libido gdzieś sobie poszło i jakoś nie chce wrócić... Oby wieczór przyniósł jakiś lepszy "flow"...'
Z dobrych wiadomości - w weekend na budowie ogarnęliśmy górę i połowę dołu - został salon z kuchnią. Pomieszczenia przygotowane pod rozłożenie styropianu i podłogówki. 💪 I powiem Wam, że taka posprzątana budowa cieszy o wiele bardziej, wydaje się, że jest o wiele więcej zrobione. 🙃 A na koniec dnia... Otworzyliśmy sezon grillowy... 🤤 Oj, brzusio cieszył się z grillowanej karkóweczki... 🤤 🤣
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 marca 2023, 11:39
16 dc, dzień "zero", czyli dzień owulacji
Melduję się po chyba najdłuższej w swoim życiu wizycie u ginekologa. Wybrałam się na konsultację do polecanego ginekologa, który jest zastępcą ordynatora u nas w mieście i u niego mam robić HSG. Wizyta do najtańszych nie należała, ale chyba Doktorek (tak Go tutaj nazwijmy) poukładał mi w głowie.
Jeśli chodzi o monit - owulacja była jakieś kilka godzin temu, w lewym jajniku jest ciałko żółte . Endo piękne, śluzówka też. Śluz jeszcze owulacyjny, płodny. Dzisiaj mamy jeszcze ze starym poprawić, chociaż, oczywiście, lepiej dostarczyć plemniki przed owu jak po niej, ale nie zaszkodzi. 
Jeśli chodzi o całą resztą... Lekarz bardzooo sympatyczny, spokojny, konkretny i cierpliwie odpowiadał na wszystkie pytania. Przekonał mnie do siebie, to fakt. Jestem w stanie mu zaufać, mimo tego że kilka twierdzeń miał pewnie niepopularnych. Stwierdził, że:
- tu UWAGA! - niepotrzebnie tyle badań hormonalnych narobiłam, bo skoro cykle są owulacyjne i regularne to po co wydawać pieniądze, skoro widać, że wszystko jest OK - tu na plus, że nie jest nastawiony na wyciąganie kasy;
- te monitoringi "jednowizytowe" to jak brak monitoringu i w ogóle bez sensu, bo to że widać na USG pęcherzyk to jeszcze nie oznacza, że jest owulacyjny albo że pęknie;
- to mój faworyt - nie ma czegoś takiego jak insulinooporność, że OK, organizm może produkować większą ilość insuliny, ale to po to żeby utrzymać w ryzach glukozę i skoro glukoza jest OK to przyjąć należy, że jest OK - należy obserwować organizm w kierunku cukrzycy, ale wg niego nie ma takiej jednostki chorobowej jak insulinooporność, a na pewno już nie jest ona powodem braku ciąży - także weszłam do gabinetu z problemem z insuliną, a wyszłam z przykazem, żeby się tym nie przejmować, ale oczywiście dbać o dietę nie zaszkodzi.
Patrząc po wynikach moich i męża stwierdził, że będziemy diagnozować w kierunku niepłodności idiopatycznej. Czyli w wynikach wszystko jest OK, ale przyczyny braku ciąży nie znamy. Może być i tak, że po prostu głowa blokuje. Kazał przyjąć, że wszystko jest w porządku i zwyczajnie cieszyć się z bliskości z Mężem.
Jeśli chodzi o mnie plan jest taki, że w maju robimy HSG i przy okazji monitoring - taki, że od 10 dc mam się pojawiać co drugi dzień i obserwujemy, co się dzieje z pęcherzykiem i śluzówką aż do pęknięcia pęcherzyka. Jak potwierdzimy, że wszystko jest OK to dwie opcje - albo a) dajemy naturze szansę jeszcze do 3-6 miesięcy albo b) szykujemy się do inseminacji.
Jeśli chodzi o Męża to - CYTUJĘ - zostawić chłopa w spokoju, nie męczyć kolejnymi badaniami, bo wszystko jest OK. Ewentualnie pomyśleć o diecie i suplementacji na poprawę koncentracji: selen, cynk, witaminę E, C, antyoksydanty, kwasy omega 3 (muszę teraz przepatrzeć, jak to wygląda w Nucleoxie, który teraz Mąż łyka). I nie analizować badania nasienia, bo to jest bardzo zmienne, jest OK i tego się trzymać.
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 marca 2023, 19:10
22dc, 5 dni do 🐵
Coś mi się wydaje, że będę Wam spamować tu codziennie do soboty. Muszę te napięcie gdzieś przelewać.
Ciągnie mnie strasznie z prawej strony brzucha i boli głowa. Nie czuję jeszcze cycków. Mnie - słodyczożercę - w ogóle nie ciągnie do słodyczy. Wiadomo, to wszystko mogą być oznaki zbliżającego się okresu.
Jedyne co mnie trzyma przy tej nadziei, to ten dziwny śluz. Jak zgarnę na palec, to wyglada jak taka glizda - taki gęsty. Czyżby tworzył mi się czop? Błagam, żeby to było to. Nie wytrzymam w tej niepewności jeszcze tyle dni.
Kusi mnie, żeby zrobić test, ale na 100000% nawet jeśli jestem w ciąży, to jeszcze nie wyjdzie.
Update:
Jeny, chce mi się tak spać, że jak normalnie nie piję w tygodniu kawy, tak zaraz aż sobie zrobię…
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 marca 2023, 10:29
Wczorajszy dzień to był rollercoaster emocji. Badanie mieliśmy zaplanowane na 14:00, ale udało się wejść wcześniej. Jeszcze nie widziałam mojego męża tak zestresowanego. Nie wiedzieliśmy kompletnie jakich wyników się spodziewać. Z jednej strony wiem, że mąż o siebie dba, zdrowo się odżywia, nie pali, od pewnego czasu ograniczył alkohol, a z drugiej strony jestem świadoma, że w pracy przegrzewa jądra, co niestety nie sprzyja jego płodności. Pierwszy stres zszedł już po badaniu. Myślę, że kolejne badanie nie byłoby dla niego tak stresujące, bo wie już jak to wygląda. Wyniki badania miały być przesłane na maila do 3 godzin. Byliśmy mile zaskoczeni tak krótkim czasem oczekiwania, bo to skróciło nasz stres. Po niecałych trzech godzinach dostaliśmy SMS-a z hasłem do wyników. Wpisując hasło serca waliły nam jak oszalałe. I tak wyglądają nasze wyniki:

Liczyłam na lepszą morfologię ze względu na prowadzenie zdrowego trybu życia, ale jednocześnie myślałam, że pozostałe parametry będą niższe ze względu na rodzaj pracy. Myślę, że te 3% przy takiej ilości to dobry wynik. Co do zwiększonej lepkości to spodziewaliśmy się. W czasie okołoowulacyjnym mąż pije ACC, ale przed badaniem oczywiście go nie stosował, aby wyniki były wiarygodne. W osobnym pliku przyszedł wynik HBA 64% przy normie >80%. Nie zmartwiło mnie to jakoś specjalnie, bo znam przypadki ciąż z niższym HBA. Gdyby wyniki były gorsze to na pewno postawilibyśmy na przyjmowanie suplementów oddzielnie. W tym wypadku chyba możemy zostać przy dotychczasowych suplach: Fertilman Plus, maca i do tego sok pomidorowy. Namawiam jeszcze męża na olej z czarnuszki, ale jest oporny 😅
Wczoraj miałam pewne przemyślenia. Skoro staramy się od kwietnia, a mąż suplementuje się od września, a macę i sok pomidorowy wprowadził jakoś od listopada i morfologia wyszła teraz 3% to może wcześniej plemniki były za słabe do zapłodnienia? Nie wiemy jak wyglądały wyniki przed suplementacją. Może wcale problem nie leży gdzieś głębiej, tylko trzeba czasu 🙏🏼
Dr., Prof, docent....muszę ustalić aktualną tytulaturę, bo chyba popełniłam faux pas mówiąc Pani doktor 🙈🤦
W każdym razie Dr Teliga przyjęła mnie już dzisiaj, chociaż "sympatyczna"🙄 położna stwierdziła że nie ma serca to nie ma ciąży więc mnie nie będzie badać przed wizytą 🤷
Powiedziała, że mam prawo do terminacji ciąży jeżeli hematolog tak stwierdzi, no chyba że się nie zgodzę, ale to nie nowotwór okolic ginekologicznych, więc taka rozmowa jest nie po jej stronie....trochę mi mowę odjęło, wiadomo że taka opcja nie by wchodzi w grę...
Powiedziała też, że przy takiej becie i 6+0 tc powinno być widać zarodek i serduszko..... Strasznie mnie to zmartwiło 😔🥺😟
Poza tym cudowna kobieta. Bardzo miła, zleciła mi te same leki ( heparyna, luteina, filicum, euthyrox) co moja endo-gino tylko, że teraz mam refundację 😁
Teraz tydzień czekania na kolejne USG. Bardzo się boję 🥺
5 dc
Posłuchałam Waszych rad. Kupiłam suple w kapsułkach. Dzisiaj przyszedł cały komplet. Także startujemy: inozytol + Pregna Start + witamina C. Muszę dokupić jeszcze probiotyk, osłonowo. Zdecydowanie łatwiej mi łyknąć garść tabletek niż znowu rozrabiać proszek Mioveli. Może jeszcze do niej wrócę, ale póki co muszę odpocząć.
Przy okazji zakupów Mężowi dokupiłam Mace, dorzucę Mu dodatkowo przy Nucleoxie.
Dzisiaj mnie zaskoczył. Znalazłam w necie informację, że miejscowy uniwerek we współpracy z kliniką niepłodności organizuje bezpłatne badania dla mężczyzn w ramach badań naukowych. W tym programie robią mężczyznom badania krwi, poziomu hormonów, witamin, badanie moczu, kału, składu ciała i... nasienia. Powiedziałam Mu o tym, a że i tak mamy w planach badanie hormonów u Niego to postanowiliśmy, że sprawdzimy szczegóły. Czyżby nie miał nic przeciwko ponownemu badaniu nasienia? O matko! Męża mi ktoś podmienił? 🤣 Jak dostanę jakieś sprawdzone informacje to wrzucę tutaj, może Którejś z Was też się przyda.
5dpt - cień cienia chyba overtille
6dpt biało
Byłam wczoraj na kontroli. Tyle dobrego, że na mnie jak zwykle się "goi" to jak na psie. Endometrium ładne, jednorodne, nie potrzeba żadnego zabiegu. Więc w sumie dobrze, że mimo traumy poradziłam sobie z tym sama
Rozmawiałam o tym z moją Dr, że ja się nie spodziewałam, że to jest takie.. trudne, bolesne i nierzeczywiste. "Wiem Pani Kasiu, to jest traumatyczne, ale robimy wszystko, aby nie nie utrudniać Pani planów koncepcyjnych i fizjologicznie to było najlepsze rozwiązanie". Była w szoku jak ja na te leki zareagowałam. No, ja też byłam w szoku.
Kwestia co dalej. Mi się teraz włączyła jakaś złość i bunt. Nie biorę suplementów od tygodnia, jem co chcę. Jak taki zbuntowany dzieciak. I w głowie często mam "pier***ę to". Oczywiście oprócz żalu i całego arsenału innych smutnych emocji. Ale serio, jakbym była młodsza i w innej sytuacji zdrowotnej to nie byłoby mowy o jakichkolwiek ciążąch i staraniach przez najbliższych dobrych kilka miesięcy. Jestem teraz zła i obrażona na cały świat. Bez konkretnych żali czy pretensji, tych nie mam. Po prostu na wszystko jestem na NIE.
Tylko, że dla mnie każdy miesiąc teraz jest na wagę złota. Czuję się jak w potrzasku
Moja Dr mówi, że jak tylko będą te KIRy i wskazania Docenta P co dalej to nie ma co zwlekać. Organizm teraz "pamięta" ciąże, Zarodeczki czekają, endomenda nie lubi pustych przebiegów. Mówiłam jej, że jadę na USG endo żeby sprawdzić czy tam się coś strasznego nie wydarzyła, ale ona obstawia, że powiedzą mi to samo - jak zaszłam w ciąże i mam Zarodki to próbować dalej. Zobaczymy. Przyznała też, że pacjentki z endometriozą częściej tracą ciążę, ale wyleczyć się tego na przecież 100% nie da. Leczy się niepłodność lub ból spowodowane endometriozą.
Także wtorek sprawdzamy endomendę, w czwartek idę do kliniki (usłyszć to samo, że nie ma się co teraz cackać tylko pewnie kwiecień/maj próbować).
Z Mężem tak sobie. Ale to przeze mnie i ten mój nastrój skrajnie niemiły. Dzisiaj ładna pogoda a ja mam w głowie "czy to słońce musi tak napier*****?!".
Jedna rzecz do której czuję, że warto się zmobilizować to wrócić do sportu. To było zawsze moje lekarstwo na całe zło. Kochałam bieganie i siłownie. Potem wkręciłam się jeszcze w jogę. Totalnie nie jestem w formie, ale idę dzisiaj na jakies fitnessy, a jutro umówiłam się z koleżanką na poranne 5 km w parku. Małe kroczki. A i zapisałam się na basen i lekcje pływania. Nie umiem pływać kraulem, to się nauczę.
29dc
Śluz czysty. Ale jakiś mnie dziwnie kłuje brzuch, nawet nie skurcze jak przed okresem tylko takie szpilki w całym podbrzuszu. Testu nie robiłam, bo nie miałam kiedy kupić. Trudno, co ma być to będzie. Bez spiny.
8 września mieliśmy wizytę w klinice. Pan doktor otworzył oczy na moje AMH i zaproponował powtórkę w ich laboratorium - przystaliśmy na to, żeby zweryfikować co i jak. Wynik był już na drugi dzień- 1,07 (marzec 1,02, sierpień 1,89). Czyli raczej ten drugi był zakłamany. Ale przynajmniej widać, że po pół roku nie leci na łeb na szyję, ale wiem dobrze, że gwarancji że tak dalej będzie nie ma. Decyzja jest taka, że teraz przez miesiąc zbijam jeszcze honocysteinę i się suplementuję (mąż rowniez) I po następnym cyklu startujemy że stymulacją. Udało mi się ładnie w miesiąc zbic honocysteinę i lekarz liczy, że dalej będzie ładnie spadać, ale dal mi suplement z jeszcze większą ilością folianu. Na 9 października kolejną wizyta i rozpisujemy stymulację oraz robimy badania już do procedury.
Nie wiem, jak się z tym czuję. Z jednej strony spokojnie, z drugiej się boję. Jak to przed nieznanym. Tu jest tyle znaków zapytania, że ciężko to zliczyć 🙈 ale nie chce wszystkiego podporządkowywać pod to, wiadomo że jak przyjdzie punkcja czy transfer to pozwolę sobie zająć się sobą i zwolnić. Nie chcę tracić życia przez stres i myślenie o tym. Nie wiem, czy ktoś zrozumie, o co mi chodzi... żyje i funkcjonuję z atakami migreny, to chcę funkcjonować z leczeniem niepłodności jak z jednym z elementów życia, a nie fundamentem tego życia.
Tyle myśli, tyle myśli...
23dc, 10dpo, 4 dni do okresu.
Dobra, nie wiem od czego zacząć, więc zacznę od mniej optymistycznych rzeczy.
Nie czuję się na ciążę. Chyba staram się sobie wmówić i przygotować psychicznie, że dostanę okres, nie wiem. Mam dwie anomalie inne niż w poprzednich cyklach i to one mnie trzymają trochę w niepewności (nie czuję jeszcze bólu cycków i jestem wilgotna), ale poza tym chyba wolę się nastawić negatywnie i ewentualnie mieć miłą niespodziankę. Boli mnie głowa i pobolewa podbrzusze i jest taki cichutki głosik, który mówi, że Michalina albo Mikołaj już tam jest, ale zaraz słyszę głos rozsądku: zejdź na ziemię, w następnym się uda.
A co do niespodzianek - wczoraj zostałam panią narzeczoną ❤️ Zgodziłam się, jak mogłabym nie. To był najcudowniejszy wieczór ever, zupełnie tak jakbym znalazła się w takiej sytuacji pierwszy raz ❤️
Trudno uwierzyć że za chwilę skończę pierwszy trymestr. Badania prenatalne wyszły dobrze. Torbieli już prawie nie ma. Z dzidziusiem wszystko w porządku. Pierwszy trymestr był ciężki, miałam mdłości i brak apetytu, nawet schudłam około 3 kilo( na szczęście miałam z czego😉). Ale już jest coraz lepiej. Zaczyna mi wracać apetyt i teraz ciągle jestem głodna 😁 więc pewnie zaraz to nadrobię 🙃. Czekamy najprawdopodobniej na chłopaka.
Czeka mnie jeszcze założenie szwu na szyjkę w najbliższym czasie i krzywa glukozowa.
Teraz jak nie mam już tyle mdłości to czekam aż zacznę czuć ruchy malucha i już się nie mogę doczekać. Niestety łożysko jest na przedniej ścianie macicy więc pewnie będę musiała czekać do 20 tygodnia albo dłużej🫣.
Nadal mamy progesteron dopochwowo ze względu na niewydolność szyjki w poprzedniej ciąży. Zaczynam powoli wierzyć że tym razem się uda 😍 następne USG za tydzień ❤️
7dc
Choroba dalej męczy, chociaż już trochę lepiej.
Dowiedziałam się dziś, że bliska znajoma, kiedyś przyjaciółka, jest w 5tym miesiącu ciąży. Ucieszyłam się, ale jednocześnie poczułam ukłucie smutku.. dziś mam jakiś kryzysowy moment. Mam wrażenie że wszyscy wokół zachodzą, mają szczęśliwe życie a moja głowa krąży tylko między myślami o ciąży. Najgorzej że wiem że to wpływa na procesy w organizmie i przez to też mogę mieć trudnośći.
Nie chcę o tym myślec. Nie chcę liczyć dni do owu. Nie chce brać suplementow. Nie chce pić tych parszywych ziół O Klimuszki. Mam ochotę to wszystko pierd... Mam wrażenie że to kropla w morzu potrzebnych rzeczy do zajscia... i tak mało to pomoże w tym wszystkim. Czuję się zagubiona. Chce działać ale NFZ i finanse mnie
w pewnym sposób stopuja. Chce już być w tej cholernej ciąży i w końcu skupić się na sobie.. dziś płacze i siedzę w domu, cieszę się z jej ciąży naprawdę. Chociaż momentalnie jak o tym pomyśle to napływają łzy do oczu. Reakcja organizmu jest zupełnie inna niż słów.. między nami zawsze była drobna rywalizacja.. ona zawsze miała wszystko pierwsza. Mieszkanie, ślub a teraz dziecko..
Tej post będzie strasznie chaotyczny, przepraszam, wychodzą moje najgorsze demony. Ale mam to w dupie, nie chce się kontrolować. Mózg mi pęka, przez chorobę pewnie też.
Mąż mnie uspokaja, spokojnie, wszystko w swoim czasie, zrobisz badania i nowy lekarz Cię nakieruje..
Czemu to tyle kosztuje? Czemu tyle trwa? Przecież można się doigrac sporej depresji, chociaż uważam że i tak mam nerwice... dużo składowych tego stanu. Nie będę się aż tak otwierać ale dużo w moim życiu niesprawiedliwosci, niedocenienia przez rodziców o których pochwałę i akceptację zawsze się szarpie, problemy z samoocena i własną wartością... Mam ochotę skończyć z tą aplikacja, z tymi wszystkimi staraniami.. ale boje się że nie potrafię. Myśli tylko krążą wokół tematów z ciążą. Chyba będę musiała się wspomóc jakimś psychologiem... Chyba mam już grubszy problem niż mi się wydawało.
Mamy pierwsze wyniki badań męża 😊 AntyTG i antyTPO niskie, czyli jest ok. W najbliższych dniach pojawi się reszta. Jak na szpilkach czekam na wyniki badań Dzidziusia, to już ponad miesiąc. Razem z panią z rejestracji terroryzujemy laboratorium i co chwilę dzwonimy, pytając, kiedy będą dostępne. Ale ponoć, jak szczegółowo sprawdzają, to trwa to nawet do 6 tygodni. Myślę, że pani doktor dała z siebie wszystko i zleciła naprawdę kompleksowe badania.
Teleporadę przełożyliśmy na 29 marca, aby większość wyników już była i byśmy mogli rozmawiać o konkretach.
W poniedziałek, po 32 dniach, zawitał do mnie okres 😉 Oczywiście starań zero, ale teścik dla sportu zrobiłam, chyba oczekiwałam czegoś w stylu "Jezu, jak to jest możliwe??" - także jakbyście się kiedyś czuły zażenowane z powodu swojej naiwności to nie jesteście same 😀
Zrobiłam nowe zapasy – kupiłam 20 testów ciążowych i 50 owulacyjnych, wszystkie takie paskowe. Tych owulacyjnych to już moje trzecie opakowanie chyba, czyli do tej pory zrobiłam ich około 100 ☹️ Chciałam zapytać, czy macie do polecenia jakieś dobre, niedrogie testy ciążowe? Lub wiecie w jakich sklepach (internetowych, stacjonarnych) można trafić fajne promocje? Chciałabym dokupić kilka takich plastikowych typu facelle.
A tak zmieniając temat to tak okropnie się ostatnio czuję.. Podejrzewam, że mogłam dostać kwasicy mleczanowej od łączenia metforminy z alkoholem. Po poronieniu odstawiłam na 2 tygodnie wszystkie leki, zaraz po tym wyjechaliśmy na urlop, i wiecie jak to na wakacjach, trochę podrinkowaliśmy wieczorami. W międzyczasie wróciłam do niektórych leków, w tym glucophage, i kompletnie nie połączyłam faktów. Wszystko było ok aż do poniedziałku. Wzięłam tabletkę, po kilku godzinach napiłam się dwóch kieliszków wina (głupia ja) i ... tu już było naprawdę źle. Strasznie zaczął mnie boleć brzuch, wymiotowałam, miałam problem z zaśnięciem i do dzisiaj nie mam na nic siły. Dziś przespałam 12 godzin, nie mogę nic za bardzo zjeść, jest mi non stop niedobrze. Dopiero wywnioskowałam, skąd to się mogło wziąć.
Nastrój okresowy mi nie pomaga. Mam takie humorki, że czasem nie mogę wytrzymać sama ze sobą. Punktem kulminacyjnym było pewne zdjęcie. Nie wiem czy pamiętacie, w grudniu dostałam ataku płaczu, bo wydawało mi się, że moja koleżanka jest w ciąży. I przedwczoraj się okazało, że faktycznie jest, i to już w bardzo zaawansowanej. Moje serce pękło. Do tej pory miałam tylko dwie takie załamki, i za każdym razem chodziło o dalekie znajome, z którymi nie mam kontaktu, ale brały ślub w tym samym czasie, co my. Nie wiem, dlaczego to mnie tak uderza. Za bardzo się porównuję? Uważam, że też powinnam być w tym miejscu? Czuję, że jesteśmy gorsi, bo nie możemy? Co ciekawe, inne ciąże w otoczeniu mnie aż tak nie ruszają, tylko właśnie takie randomowe, które widzę gdzieś na facebooku. Koniec z mediami społecznościowymi na jakiś czas.
Cieszę się, okresie, że już jesteś, ale weź idź sobie szybko, bo nie pomagasz mojej głowie ☹️
10dc..
Ciągle pod górę. Wyniki męża nie są chyba zadowalające. Stwierdzono teratozoospermie...
Załączam wyniki
https://zapodaj.net/5d859a7b39ab0.jpg.html
Powiedzcie, czy serio jest mega źle? 🥺
Umówiłam nas we wtorek do kliniki....
No i oficjalnie mam 30 lat. Dwójki dzieci przed trzydziestką się nie doczekałam, ale mam jedno, cudowne, wspaniałe, wymarzone. Czuję się bardzo dobrze tu gdzie jestem i nie zamieniłabym tego na nic innego.
Bycie mamą to najlepsze co mnie w życiu spotkało. Zakochuję się w tym małym rozrabiace cały czas od nowa ❤️
Czego sobie życzę? Zdrowia, siły (do noszenia tego małego klocka) i dużo cierpliwości. Coś czuję, że trzydziestka będzie miała mi dużo do zaoferowania, oby dobrego 😊
Chyba 18 cykl starań?
Zaczęliśmy diagnostykę na poważniej. Na ten moment wydaje się że słabe wyniki nasienia są naszym problemem, ale sprawdzamy. Na najbliższy miesiąc planujemy zrobić rozszerzone badanie nasienia i porównać z grudniowym. Mąż trzeci miesiąc łyka suple i liczę że będzie jakaś poprawa. Tylko czy suple tutaj mogą pomóc? Usłyszeliśmy, że jądra małe, że FSH podwyższone, co znaczy że organizm już próbuje walczyć o większą produkcję plemników. Co jest przyczyną? Badamy genetykę: kariotyp, CFTR i AZF.
Dla mnie z kolei na ten miesiąc AMH, drożność, powtórka hormonów, może monitoring cyklu? Nie wiem czy jeździć bo z własnych obserwacji widzę że cykle mam regularne, z owulacją, które co jakiś czas potwierdza badanie USG. Robię też kariotyp.
Jeśli chodzi o moje emocje, to po wizycie w programie diagnostyki niepłodności bardzo się nakręciłam znów na temat. Lekarz dał mi nadzieję, że raczej coś z tego będzie. Bardzo na to liczę.
Dzisiaj 6dpo, mimo że wiele się przez te 1.5 roku nauczyłam, nie raz zawiodłam się już przecież bardzo i staram się nie tracić głowy, to właśnie jak całkiem nowa staraczka googluje czy piekący ból podbrzusza może być pierwszym objawem ciąży. Kill me please. Naiwna taka...
Następny przystanek: kariotyp i hormony w środę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 marca 2023, 11:50
2 dc
Mam kryzys. W zasadzie od momentu tego nieszczęsnego przeziębienia mam ten kryzys.
I nie chodzi o to, że nie wierzę w powodzenie naszych starań czy w ich sens. Co to, to nie.
Zwyczajnie nie chce mi się... Suplementować. Tak, wiem, jak to brzmi. Ale naprawdę - mam dość pamiętania codziennie rano, przy śniadaniu o rozpuszczeniu tej cholernej saszetki Mioveli do śniadania. Mam dość jej smaku. Mam dość tych grudek w tym napoju. No... Po prostu nie chce mi się tego robić.
O ile jeszcze, ciągle jakoś bez trudu przychodzi mi rozrobienie proszku dla Męża, o tyle rozpuszczenie tej jednej saszetki dla siebie powoli zaczyna mnie przerastać.
I, niestety, widać to w regularności. Piję to coraz rzadziej. I tak, wiem, że sama sobie szkodzę.
Staram się jednak w to miejsce łyknąć codziennie chociaż witaminę C i kwas foliowy, chociaż tyle... Czy to ma sens czy to tylko takie placebo dla mojej głowy - nie wiem. Jednak jak już rano nie łyknę tej Mioveli to chociaż wieczorem, dla świętego spokoju, łykam te dwie tabletki.
Mam po dziurki w nosie tych suplementów. Łykam od ponad pół roku i co?
Ehh...
Macie jakieś sposoby na takie kryzysy?
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.