Dzisiaj mąż był u androloga, niestety nie wygląda to ciekawie.
Lekarz stwierdził, że z jego strony bardziej nie pomoże. Sugeruje nie tracić czasu na inseminację (ze względu na małą ilość nasienia) tylko od razu podejść do in vitro.
Widzę, że mąż lekko się załamał.
Częściowo przegadaliśmy sytuację w drodze do domu. Postanowiliśmy, że do IVF podejdziemy jak już się wprowadzimy do domu (do zakończenia budowy zostało max 1.5roku). Do tego czasu dalej będziemy brali suple tak jak braliśmy, dalej będziemy się starali i zobaczymy jak się uda to super, jak nie to zostanie to ivf.
W weekend jeszcze raz przysiądę do analizy supli męża, poszukam czegoś na poprawę ilości żołnierzy.
Z mojej strony to wczoraj miałam dwie rozmowy z gin.
Wieczorem zadzwonila do mnie ginekolożka (nie z kliniki) i przekazała, że z cytologii wyszło jakieś zapalenie, więc poleciła zakupić provag i invag. Jeśli uda mi się tego pozbyć w ciągu dwóch tygodni to w najbliższym cyklu jeszcze zrobię to HSG.
Dodała też, że brak przyrostu bety w środę, wcale nie znaczy, że ta ciąża się nie utrzyma (podobno na samym początku ciąży tak czasami się zdarza), poleciła też zrobić ponownie betę na następny dzień (czyli dzisiaj). Od razu po tej rozmowie zrobiłam test ciążowy i nie było widać ani cienia kreski, więc niestety w moim przypadku to się nie sprawdziło. Dzisiejszych wyników bety jeszcze nie mam, ale patrząc po tym teście nie ma na co liczyć.
Druga rozmowa była z ginekologiem z kliniki, on z koleji stwierdził, że o ciąży się mówi jak wynik jest około 50. Co lekarz to opinia 😓. Polecił zrobić to HSG pomimo tego, że coś tam się ruszyło i w sumie więcej informacji nie przekazał. I za to nic zapłaciłam 230 zł 🤯. A i dodał jeszcze, że do przed rozmową z anestezjologiem do hsg mam dostarczyć im negatywny wynik bety.
Edit. Wynik bety 2,27 mIU/ml
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 marca 2023, 17:57
To nie będzie dobry wpis, więc jak ktoś nie chce sobie tego brać do głowy to nie czytajcie proszę.
Nie ma już Naszego Małego Cudu. Ciąża zatrzymała się na 6+5, czyli jakoś 24 lutego, kiedy miałam swój "dzień mocy" z dobrym samopoczuciem. Wczoraj był 7+5, byłam na USG sama, Mąż wyjechał służbowo za granicę. Widziałam od pierwszej sekundy że jest źle, jaki Kropek jest mały i że nie miga serduszko, chociaż Dr powiedział żebym podłożyła pięści pod pośladki bo macica jest tak ułożona, że pada mu cień. Ale ja już to zobaczyłam.
Płakałam w gabinecie, chociaż bez histerii tylko same łzy. Pod kliniką wyłam na ławce i nie wiedziałam jak to mam napisać Mężowi. Oddzownił zaraz z płaczem. Kolejne 3 h ledwo pamiętam. Ogarniają mnie dwie przyjaciółki również po takich przejściach i Mąż - wszyscy zdalnie.
Szczęście w tym nieszczęściu, że USG robił Mój Lekarz, który jest empatyczny i nie padło nic zimnego ani strasznego, tylko było po prostu bardzo, bardzo smutno.
Mam skierowanie do szpitala, ale na razie odstawiłam leki i czekam. Wróciłam na stary, dobrze znany wątek na P i tam też dziewczyny mnie wspierają. Ta moja pierwsza ciąża to była CP, nie wiem co mnie czeka teraz.
Mam teraz moment, że jestem w stanie coś napisać jakoś myśleć, ale wczorajszy dzień pamiętam jak przez mgłę. Nad zdjęciem z USG serduszkowego wyłam na kolanach w głos. W nocy nic nie spałam, zamykałam oczy i miałam przed oczami tą Małą Ukochaną Plamkę.
Mąż mówi, że jesteśmy w tym razem, to było Nasze Dziecko, przejdziemy przez to i będziemy próbować aż do skutku.
Ale ja nie wiem czy mam jeszcze siłę. Boże dlaczego to tak boli?
Nie jestem w szoku. Plamienia, krwawienia, to zwiastowało coś złego, plus no jestem tu od 2019 i widzę jak jest. Statystyka że jedna na 6 ciąż jest utracona nie pokrywa mi się z tym co widzę na Ovu i wśród moich koleżanek. Raczej ostatnio 1 na 6 jest udana. Ale co to zmienia? Kocha się to Dziecko od momentu kiedy jest Zarodkiem. Ten czas od transferu do teraz to był najszczęśliwszy czas w moim życiu od 4 lat. Nic, albolutnie nic nie jest w stanie zastąpić tego uczucia.
Co dalej? Nie wiem. Płaczę, leżę, wertuje forum, patrzę na to co kazała mi zrobić przyjaciółka - spakować torbę do szpitala, pić dużo wody, mieć leki przeciwbólowe, pojemniczki na mocz, sól fizjologiczną, podpaski, jeść cokolwiek, Encorton odstawiać stopniowo.
Najpierw nie chciałam słyszeć o badaniu genetycznym, ale Mąż mówi, że zróbmy, bo będziemy wiedzieli chociaż troche co dalej. Czy wada - nie mamy wpływu i gramy w loterii aż do skutku, czy coś innego - immuno, złe dawki leków (za mało heparyny? Encortonu? Coś z insuliną ? może jednak Jerzak i jej prograf?).
Ja to przetrwam, znam siebie. Jestem jak czołg, nie do zajechania. Ale wczoraj, dziś i przez najbliższe dni jestem w piekle. Serce mi pękło i wszystko mnie pali w środku.
Pójdę do psychologa, bo nie wiem co nas dalej czeka. Nie umiem sobie już sama tego poukładać.
Kochamy Cię Nasza Mała Kruszynko. Na zawsze pozostaniesz w naszych sercach.
💔💔💔
I tak oto rozpoczynam 8 cykl starań.
Podsumowanie 7cs:
9dc start testowania,
25dc wyryto pierwszy szczyt,
26dc drugi szczyt.
Wykorzystałam wszystkie 20 testów.
14 dało wynik wysoki + 4 niski + 2 szczytowe.
Zrobione 2 testy ciążowe. Oba negatywne.
___________
Nie ma co się nad sobą rozczulać, tylko trzeba założyć te specjalne okresowe majtki na tyłek i mieć to za sobą. Nadzieja tylko w tym, żeby okres minął bezboleśnie i w miarę szybko, bo nienawidzę spać w gaciach.
Nie jestem rozżalona, że się nie udało. Tym razem towarzyszy mi inna emocja. Jestem wściekła na siebie, że dałam się tak łatwo zrobić w jajo z tymi objawami.
Nie zaszłam nigdy tak daleko. Chociaż co to znaczy? Bo przecież mogło wydarzyć się wszystko i nic podczas poprzedniego cyklu, a ja tego nie wiem, bo nie mam przecież czasu przez pracę na zrobienie badań.
Czasem to czuję jak najlepsze momenty życia uciekają mi przez palce i chcę iść na urlop, zadbać o siebie, a potem widzę blankiet do zapłaty do zusu na 3600zl i już wiem, że nic nie mogę.
Końcówka tego cyklu sprawiła, że zagubiłam się bez reszty w tym poczuciu nadziei. Teraz jak patrzę na swój poprzedni wpis to czuję się bardzo zażenowana. To dosłownie to samo uczucie, które towarzyszy Ci jak kładziesz się spać i przypominasz sobie tą jedną żenującą chwilę ze swojego życia i masz taki dreszcz na plecach i grymas zniesmaczenia.
Tak bardzo obnażyłam się ze swoimi emocjami. Popłynęłam z wyobrażeniami idealnych rodzinnych scenek. Aż mi niedobrze na samą myśl jak mogłam do tego dopuścić.
Normalnie oszalałam i nie byłam sobą.
A potem zobaczyłam biel na teście i było jakoś tak... Dziwnie. Kolejnego dnia widzę znowu osamotnioną jedną kreskę i czuję, że puszczają emocje. Trochę więc płaczę, bo było gorzej niż za każdym poprzednim razem.
Moje łzy działają na męża. Rozmawiamy, on mnie pociesza i przeprasza, że nie pomógł mi przygasić tego entuzjazmu. Czuje się winny, że nie wyszło. Chce mi dać gwiazdkę z nieba, więc obiecuje mi, że zrobi wszystko co chcę żeby mnie uszczęśliwić.
Tylko, że to nie jest tak.
Ja jestem szczęśliwa i spełniona jako żona. Mam za co być wdzięczna, bo żyję spokojnie i bardzo sobie to cenię. Lubię równowagę, stabilizację i swego rodzaju monotonię.
On nie potrafi zrozumieć, że ja nie mam żalu, a płaczę, bo dałam się nabrać.
Najwidoczniej taka była decyzja Boga (losu/wszechświata/ wpisz sobie co tam jest dla Ciebie najważniejsze), że to nie jest jeszcze nasz czas. I może on nawet nie nadejść.
Przyjmę taki wyrok z pokorą, ale to nie oznacza że mamy przestać próbować.
Jednak nie opuszcza mnie złość na samą siebie.
Głównie na moje ciało, z którym nie jestem zresztą w dobrych relacjach.
Dzisiejszy dzień zaczęłam od ujrzenia wielkiego klucza ptaków 😊 Coś dobrego wisi w powietrzu.
Wczoraj miałam rozmowę telefoniczną z panią z kliniki leczenia niepłodności. Zapytałam, co może nam zaproponować po 3 stracie. Włączyłam głośnomówiący, mąż słuchał.. I dawno się tak nie śmialiśmy – po cichu oczywiście 😀
Pani powiedziała, że nic się nie da zrobić. Że to może być frustrujące, ale tak się czasem zdarza.
Nie ma to jak podnieść kogoś na duchu 😉
Zapytałam, czy może jakieś hormony zbadamy? Na to ona, że przecież miałam w czerwcu 2022 badane, więc po co znowu?
Żadnych leków mi nie potrzeba, progesteron był taki ładny zawsze (mam niedomogę lutealną i plamienia przed okresami) 😀
Powiedziała, że w ciąży miałam też piękny progesteron, powyżej 40, co jest rzadko spotykane (byłam na duphastonie i prog besins) 🤦🏽♀️
Immunologii się nie bada, bo to nic nie daje 😀
I tu wpadła na genialny pomysł, że możemy zrobić histeroskopię, bo mogę mieć jakieś polipy, zrosty.. Dzięki Bogu trafiłam do nowej doktor i histero zrobiłam już w listopadzie, miałam mnóstwo zrostów, a u nich w klinice jestem od czerwca ’22 i nikt mi jej wcześniej nie zlecił, mimo, że opowiadałam na samym początku o historii z zapomnianym tamponem, stanie zapalnym i cystach. Dziewczyny, cieszmy się, że mamy możliwość leczyć się w Polsce. Toż to dramat jakiś co tu się dzieje..
Jedyny nowy pomysł, jaki miała, to to, aby pobrać nam krew i zbadać chromosomy. Czyli chyba chodzi o badanie kariotypow. Tego jeszcze nie mieliśmy, pójdziemy na dniach, nic nas to nie kosztuje.
Na koniec zapytała, czy chcemy kolejną inseminację 😀
Ehh.. Dopiero teraz doceniam ile robię, ile czytam, doceniam to forum, Was dziewczyny, Wasze złote rady, wsparcie. Jak człowiek się sam nie zajmie swoimi problemami, to może tkwić w takiej klinice jak tamta.. A jest naprawdę przepełniona po brzegi. Współczuję tym ludziom na korytarzu, że dają sobie wmawiać takie bajki. Jestem wdzięczna, że drążyłam temat dalej, że trafiłam na OV, bo gdyby nie to skończyłabym z diagnozą niepłodność idiopatyczna i podchodziła do in vitro z macicą pełną zrostów.
Jestem niecierpliwa. I to bardzo. Chciałabym wszystko na już, badania i wyniki na już. Tutaj, gdzie mieszkam, obdzwoniłam kilku lekarzy, terminy są na lipiec... Zadzwoniłam do diagnostyki i mają w ofercie wszystkie badania, które nas interesują, a przyjechać możemy codziennie w godzinach otwarcia, bez terminu. Wyniki aTPO, aTG są niemalże od razu, na przeciwciała pp i ANA trzeba poczekać do 7 dni, kalprotektynę 5 dni, więc ogólnie nie jest długo. Tylko na wyniki cytologii czeka się do 16 dni roboczych ☹ Podzwonię w innych miejscach, może gdzieś będzie krótszy czas oczekiwania. Chyba że możecie polecić coś w Poznaniu?
Wczoraj byłam u dentysty (robię kontrolę jak obiecałam) i się okazało, że pod korzeniem zęba, który był leczony kanalowo, mam stan zapalny. Stomatolog zaproponował zabieg chirurgiczny z wycięciem i oczyszczeniem tego miejsca. Wiem, że prawdopodobnie będzie się to wiązało z przyjmowaniem antybiotyku jakiś czas po. Na pewno nie będę też mogła jeść normalnie przez jakiś czas. Chyba moje plany o staraniach w najbliższym cyklu muszę przesunąć w czasie, bo nie przeskoczę niektórych rzeczy 😔
Czekam też na okres, bo miałam zrobić to badanie na bakterie tlenowe i beztlenowe. Ale ani widu ani słychu. Dziś około 30 dc, brak objawów okresowych, chociaż mąż mówi, że mam ciężki humor. Oberwało mu się parę razy 🫣 No nic, muszę dać czas swojemu organizmowi na powrót do dawnego funkcjonowania, a w międzyczasie będę działać z badaniami.
Walczymy dalej ❤️
W weekend jedziemy do teściów pić winko domowej roboty. A co. Chciałabym też z nimi porozmawiać, żeby wiedzieli, z czym się mierzymy. Po poronieniu powiedzieli mi, że czuli, że się staramy i codziennie się za nas modlili. A nigdy w życiu nie usłyszeliśmy z ich ust choć jednego komentarza na ten temat. Nigdy nie sprawili mi przykrości. Trafiłam na fajną rodzinkę 😊
I dostałam okres.
😒
Ja już nic nie wiem. Mam mętlik w głowie.
Chyba to nie może być nawet ciąża.
Dziś jest 31 dzień cyklu i 12 dni po owulacji. Okres się spóźnia 3-4 dzień (od kilku lat mam cykle 26-27-28 dni).
Wg testów i odczuć owulacja była w 18-19 dniu cyklu.
Czyli okres mi się spóźnia pewnie przez pozna owulację, bo faza lutealna nie może trwać aż tak krótko...
Zrobiłam już dwa testy - w 9 i 11 dniu po owulacji. Oba negatywne.
A miałam taką nadzieję, bo okres już daaaawno mi się nie spóźniał... 😔
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 marca 2023, 07:15
Okres się skończył, więc mogę zacząć działać dalel.
Nie powiem - przykro mi było, gdy okres wydłużył się do 31 dni, a normalnie mam 27-28.
Losie - to było specjalnie?
Bylam już na pobraniu krwi (badanie hormonów) w 4 dniu cyklu, potem w 22-23 mam iść, potem na USG i do gina - ciekawe co powie i jak te wyniku.
W przyszłym tygodniu mam rezonans magnetyczny.
Z kontrastem...
Miała któraś z Was?
Któraś z klaustrofobia? (Mam mieć rezonans półotwarty, już trzecie podejście).
Cieszę się ze zmiany lekarza
Jeszcze nie mieliśmy 1wszej wizyty, a już jestem po drugiej teleporadzie. Pierwszą teleporade zrobiliśmy dlatego żeby przeleczyć już grzyby i bakterie, które nam z Mężem wyszły. Po tej konsultacji, kiedy Pani dr widziała już część badań, które zrobiliśmy, dostałam do zrobienia jeszcze 2 badania i jedna z tych chorób mi wyszła... Nie wiem jak Pani dr to dostrzegła.. Mononukleoza, która wpływa na ciąże i jej utrzymanie, więc Pani dr zaproponowała leczenie przeciwwirusowe, które potrwa 60 dni, w czasie których mamy się nie starać (czymże to jest w obliczu 4,5 roku starań o ciąże). Nasza wizyta została przeniesiona o tydzień później. I już wtedy zajmiemy się dalej immunologią, tym co mi wyszło i moim Mężem. Dla mnie to jest niesamowite, ze w końcu znaleźliśmy kogoś, kto odnajduje i widzi rzeczy do naprawienia! A przecież do tej pory niby wszystko było dobrze i miałam się po prostu trzymać diety na nietolerancje pokarmowe. Do tej pory lekarz nie widział przyczyny niepowodzeń.. A Pani doktor, do której trafiliśmy widzi.. i mówi nawet, że jest dużo do zrobienia. Ale mnie to nie przeraża, bo w końcu wiem, że dążę do wyleczenia źródeł i w efekcie może w końcu zajdę w ciąże 
No to wykupuje dziś receptę i działamy 
Sporo się wydarzyło, moja ukochana ciąża zakończyła się dużo wcześniej niż się tego spodziewałam. Postaram się opowiedzieć to co się stało bez emocji bo z tym mam teraz największy problem. W 33 tygodniu i 6 dniu ciąży obudziło mnie ciepłe uczucie w majtkach, byłam przekonana że to nadmiar śluzu, wstałam do toalety, co widzę- krew, całe majtki we krwi, obudziłam męża, że musimy jechać do szpitala po czym usiadłam na toalecie, wypadł ze mnie krwiak wielkości jabłka. 45 minut drogi do szpitala, myśli najgorsze, trzęsłam się jak galareta. Krwotok ustał, nie wiadomo skąd się pojawił. Dwa dni później w szpitalu odeszły mi wody, w 34 tygodniu urodziłam synka, mimo, że za wszelką cenne próbowałam go jeszcze zachować w brzuchu. Tego samego dnia po porodzie musieliśmy zmienić szpital, brak miejsca na neonatologii dla synka. Przewożą nasz karetką- osobno. Jego w południe, mnie 2 godziny później. Spędzamy 3 tygodnie w szpitalu. Teraz jesteśmy w domu. Walczę z depresją poporodową, strach, lęk, bezsenność...
Od poniedzialku zostaje sama z córką
Mam sporo rzeczy na głowie ale jedna już odpadła i naszczęście udało się dogadać z osobą, żeby zalatwić w późniejszym terminie sprawę.
W następnym tygodniu wyprawiam urodzinki córki nie wiem czy maż przyjedzie ale mam nadzieję, że jednak się uda i nie bedę sama w ten dzień. Imprezka skromna bedzie tylko 8 osób
Tort zamówiony, nie chce mi się naprawde jeszcze bawic w pieczenie tortu ale zamiast tego zrobie ciasto
i inne rzeczy
ozdoby kupiłam jakies kolorowe balony serwetki nie mam tez ochoty robic akcji tematycznych może w następnym roku na pierwsze urodziny zrobiłam w stylu leśnym teraz totalnie nie zwracam na to uwagi 
Odwiedziłam ostatnio bibliotekę znowu wrócilam do czytania to mnie bardzo uspakaja
polecam.
Chce wrócić równiez do treningów i ogólnie do wiekszego poświecenia czasu sobie i rozwojowi osobistemu. Jesli chodzi o sprzedaz ciuszkow idzie to jak,, krew z nosa" wystawiłam 3 rzeczy i stwierdzilam jak pójdzie bedę sprzedawać, a jak nie, to zajmę się tym spokojnie od stycznia nie mam juz nadziei na dziecko los musiałby nieźle nas zaskoczyć ale jesli nawet to przecież można znowu kupić i miejsce się zrobi bo narazie jestem przerażona ile rzeczy nam przybywa.
Pani dr z czeskiej kliniki zlecila kilka badan przed kolejnym transferem:
- Emma, Alice
- NK z macicy
- MBL
- Posiewy
Postanowilam zrobic je w Ostravie, aby wynik NK ocenil ich immunolog. Mam dosc bujania sie od lekarza do lekarza, wiec to swietne rozwiazanie. Umowilysmy sie wstepnie na marzec, ale niestety ze wzgledu na encorton, ktory zarlam na zlecenie polskiego ginekologa, pani dr zmienila zdanie -wyniki moglyby byc zaburzone, zatem czeka mnie miesiac odpoczynku. Bylam zawiedziona, bo przeraza mnie kazdy cykl zwloki, ale teraz sie ciesze. Przydadza mi sie wakacje od lekow, a moze uda sie gdzies wyjechac. Niczego juz nie polkne bez pozwolenia Czechow, zaufam jedynie im i tyle.
Kupilam amulety do kolejnego transferu, ktory tym razem ma byc na cyklu naturalnym 
![]()
PS. Maz, gdy zobaczyl, ze nie spie, przytulil mnie z calych sil
Bardzo go kocham i wiem, ze razem zwyciezymy te walke. Jest dla mnie olbrzymim wsparciem. Maly Hranolek bedzie miec fajna rodzine
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 marca 2023, 01:07
Czekam do 8 mego marca na testowanie , nie czuje żadnych objawów ani na miesiączkę ani na ciążę.. wczoraj lekki ból brzucha miałam promieniujących do lędźwi le trwał 30 minut nie więcej... czuje się bardziej przeziebiona , lekko katar gnębi , gardlo mnie boli i "płuca także " bo płuca nie bola bo nie mogą boleć , wczoraj w nocy bolał mnie brzuch i miałam uczucie mdłości?zobaczymy co czas przyniesie... 🤔🤔🤔
Jest godzina 16.28
Znów mam ból brzucha to nie jest ból podbrzusza tylko brzucha ale taki dziwny bardzo i na mdłości mnie zbiera ...🤔
Wczoraj po 22 ..
Znów mnie bardzo bolał brzuch , mdłości miałam i ten dziwny ból " płuc" .. a dzisiaj czyli sobota 4 marca nic mi nie dolega.. WTF ? . Dziwne to bardzo .
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 marca 2023, 13:42
14dc.
Robiłam wczoraj test na owulację - wyszedł pozytywny, (w sensie dwie kreski były do siebie zbliżone kolorem, mimo że robiłam popołudniu, a nie rano) i czułam jakoś w kościach, że to chyba już. Zaraz więc poszły wiadomości do Pana Taty To Be, który siedział w biurze: „Przyjeżdżaj, grzmoć mnie jak piorun samotne drzewko”, i pół godziny później przyjechał. Oczywiście, wieczorem poprawka, a jak.
Generalnie apka pokazuje, że owulacja jest niby dzisiaj, ale jakoś tego nie czuję. Bardziej czułam to wczoraj. Byłam radosna, miałam dużo energii na posprzątanie chaty, no i najważniejsze - byłam tak napalona, że byłam w stanie rzucić się na swoje odbicie w lustrze 
Nie wiem, czy pyknie w tym cyklu. Pan Tata To Be może mieć poskładanych żołnierzy z powodu wstrzykiwanego testosteronu, a czytaliśmy, że nasienie wraca do normy jakoś 2-3 miesiące po odbloku. Może uda nam się w ramach jego urodzin? Mój czerwcowy cykl wypada akurat tak, że na jego urodziny będę mogła robić testy ciążowe. Byłoby pięknie.
W tym cyklu okres przypada na moje urodziny, bo mam 18, a dzień miesiączki 20. także też byłby super prezent 
Jutro wizyta u ginekologa. Zobaczymy.
Update:
Zamówiłam sobie te ziółka ojca Sroki, o których piszą babeczki i staraczki.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 marca 2023, 11:22
10 dpo owulacji.. a ja nie mam parcia na testowanie 🧐🧐 dziwne to ... zawsze chciałam wiedzieć szybko co i jak .. może pogodziłam się z tym że naturalne nie zajdę w ciążę? Chociaż narazie nie mam podstaw żeby tak sądzić.
Drożność jajowodów dopiero będę robiła pp 4 miesiącach bezskutecznego starania .
Dziś nie miałam żadnych mdłości czy też dziwnego bólu brzucha, także ustąpiło "ból płuc "
Jedyne co to jajniki dały o sobie znać..
Pełno śluzu kremowego ' lepkiego .
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 marca 2023, 13:27
Nie rozumiem tego.. wczoraj skończyłam brać luteine a dzisiaj dostałam miesiączki co oznacza że poprzedni cykl miał 25 dni .. jak ? Pytam się jak ? Poprzednio czekałam 7 dni po luteinie na miesiączkę a teraz mam jeden dzień po ? Czy ktoś tu może mnie poinstruować o co chodzi ? Co ejet nie tak .. no i los kolejny raz mi w twarz dał.. eh Witam w 4 cyklu starań 😑😥😥
Chyba naprawdę się przejdę do kliniki niepłodności zrobić to badanie drożności jajowodów. ..
21 dc, 7 dpo
No więc tak... Takiej gonitwy nieszczęść to już dawno nie było...
Najpierw to nieszczęsne niedoszłe HSG i tramal, później przeziębienie, zaczęłam wychodzić z przeziębienia to dopadła mnie opryszczka... Noż... 🤬🤬🤬 Czego jeszcze?!
Ten przełom lutego i marca jest dla mnie jakiś mega pechowy...
Oczywiście, cykl na straty, bo z racji choroby nie mieliśmy siły na ❤️...
Jednego dnia ja miałam chęci to Mąż był nie do ruszenia. Drugiego On próbował, to ja byłam nie do obudzenia.
No trudno, bywa i tak...
Także ten... Pierwszy raz od bardzo dawna nie będzie wyszukiwania objawów ciążowych przed 🙊.
***
Dzisiaj wróciłam do pracy w biurze po tygodniowym home office... Zabieram się za robotę! 
***
Doceniam wszystko, co dobre i pozytywne wokół mnie. Jest tego mnóstwo!
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 marca 2023, 08:35
Hejka ..
Wielkie testowanie jutro odwołane❗️
Przyczyna ? Każdemu znana .. 🐒🐒 🩸🩸 dzień wcześniej.. o losie ! okrutnie drwisz 😔😔❗️
Witaj 3 cyklu starań z luteina i CLO !
I pozostałe 2 miesiące starań przed Badaniem Jajowodów !
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 marca 2023, 09:18
13.02 punkcja
sobota i niedziela umierałam, mdłości nic nie mogłam jeść do tego doszła jak zawsze migrena z aurą w łóżku wylądowałam od 20... Bardzo bałam się, że to są symptomy pękających pęcherzyków.
Z mężem pożegnałam się o 8:10, byłam pierwsz pani wytłumaczyła wszystko przebrałam się... długo czekałam na lekarza, przynajmniej mi dłużył się ten czas
o 8:30 zabrali mnie na zabiegowy, a tam znowu czekanie.. W Białymstoku nawet położne były ciepłe i zagadywały, tutaj null, jak maszynki, robią swoje i koniec. Empatia to chyba coś co zostawiają za sobą. Nie lubię uczucia jak zasypiam, karuzeli.. Obudziłam się po 9, nie miałam telefonu ale iwatch działał
napisałam do męża, że jestem po, poprosiłam o paracetamol, polezałam i o 10 wyszłam. Czułam się słabo, ale nie bolało, jednak już chciałam uciekać 
czekaliśmy na konsultacje z lekarzem, pobrano 20 pęcherzyków, różnych rozmiarów, następnego dnia e-mail mamy 14 komórek dojrzałych - 11 zapłodniło się pięknie..
5 dnia e-mail mamy 11 ale 4 mrożą dzisiaj, 4 -6 będzie do 6 doby, mamy 4 blastki z 6 doby, musieli przedłużyć hodowle do badania 
z 8 blastek pobrano materiał i pojechały się badać
Najdłuższe tygodnie w naszym życiu, jest dobra wieść mamy Teścia nosiciela translokacji, więc szanse na zdrowe dziecko są! Pytanie jak to możliwe, że oni dali radę jak tylko zapragneli, a my musimy korzystać z ivf...
Odpowiedź jest w moim organizmie, który daje popis .. 22.02 miałam konsultację z Litmanowiczem, powiedział, że:
1. stan zapalny jest duży w organizmie (zewnatrz komorkowy mam zrobic cba wewnatrzkomorkowe)
2. kir aa przy stanie zapalnym - nie powinnam brac accofilu bo podbija stan zapalny, jak cos to wlew - widzi poprawe po wlewie
3. milion badan
4. minimum 4 wlewy z immunoglobulin, ktorych obecnie nie ma w hurtowni wiec cena wzrosnie 
5. dziękuję i do widzenia..
Lekarz wszystko wytlumaczyl, jednak nie przekonał mnie. Gizler tak samo jest anty immunoglobuliny, uwaza, ze bezpieczniejsze są szczepienia..
najnowsza konferencja "praska zima" to zarodek jest clue i jak bedzie zdrowy ciąża utrzyma się mimo wad organizmu kobiecego.. nie mamy żadnej gwarancji, że uda się zajść i utrzymać ciążę.. nikt tej gwarancji nam nie da.. Jedno jest pewne stanowisko Wołczyńskiego i Gizlera jest takie samo..
Kupiliśmy bilety do Hiszpanii, jedziemy na krótki city break, 4 dni słońca, pozytywnej energii.
A i najważniejsze badanie zarodków może nawet trwać 8 tygodni, super .. miałam plan by w kwietniu podejść do transferu, zrobię to pierwszy raz na sztucznym cyklu, ponieważ tego nie próbowaliśmy do tej pory, jak będzie ? Boję się mega aury, z racji że ostatnio potrafię ją mieć raz w tygodniu, przeraża mnie ona okrutnie..
Zależy ile zarodków będzie zdrowych, tak będziemy decydować się na immunoglobuliny lub zaryzykujemy raz bez nich, a na samej heparynie, accardzie i accofilu.
czy czujemy oboje, że się nie uda? Tak, niestety.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.