Udało się wrócić na Ovu!
Dzięki Madeline, że mnie uświadomiła, że tak się da. Musiałam odhaczyć pozytywny na wykresie i pozmieniać w ustawieniach. Tak jak wspomniała w swoim wpisie i ja się z nią totalnie zgadzam - tu jest jakaś lepsza społeczność i chyba więzi ciaśniejsze. Poza tym w tamtym kalendarzu i tak nic nie zaznaczam, bo interfejs jakiś taki dziwny. Wolę założyć zeszyt na takie rzeczy i w swój papierowy kalendarz wpisywać.
Nadal jestem w ciąży, to już 6+4. Bardzo ciężko przechodzę jej początki, masakra. Jak w pierwszej praktycznie nic mi nie było, tak teraz zdycham. Mdłości męczą mnie od rana do wieczora. Jak nie zjem, to mnie mdli. Jak zjem to rzygam. Kupiłam już sobie Pregna Vomit - takie imbirowe tabletki do żucia, ale nie dość, że ohydne w smaku to jeszcze nie działają.
Byliśmy w poniedziałek u gina - groszek ma 0,25cm, ale jeszcze za wcześnie żeby zobaczyć czy usłyszeć serduszko. Za 2 tygodnie kolejna wizyta. I poproszę chyba też o L4. Tak, wiem, ciąża to nie choroba, ale to hasło wymyślił albo jakiś facet, albo babka, która przechodziła ją wyjątkowo łatwo i bezobjawowo.
A co u Was laseczki? Idę nadrabiać Wasze pamiętniki i zarażać zielenią 
W ogóle skupiam się teraz na tworzeniu kanału na YT (Projekt Mama) dla nas staraczek (wciąż się za nią uważam xD) i profilu na Insta (@mama.projekt) Będzie fajnie! Jesteście moją inspiracją. 
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 czerwca 2023, 11:30
Niedługo dni płodne...
Akurat w okolice urodzin.
35 urodzin.
Jeżeli uda się zajść w ciążę, będzie to ciąża geriatryczna.
Mam doła.
Dlaczego się nie udaje?
Może tak ma być.
3.06.2023 
Kropeczku, wgryzaj sie dzielnie ❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 października 2023, 17:48
10cs 9dc
Dzień sonoHSG.
Udało mi się dostać na badanie do szpitala, więc cieszę się że cała procedura została wykonana przez NFZ. Oczywiście zostało to okupione okrutnie dłużącym się czekaniem na sam zabieg który trwał może z 10 minut maksymalnie. Łącznie spędziłam w szpitalu od momentu przejścia przez izbę położniczą do wypisu bite 5 godzin, które w skrócie można opisać jako przyjęcie o 8:20 i czekanie na sam zabieg do 11:00.
Zabrałam ze sobą mnóstwo niepotrzebnych rzeczy, które targałam potem w torbie. Nie wiedziałam jak przygotować się na badanie, bo nie wiedziałam czy będę leżeć na sali, czy mnie zatrzymają itd. Okazało się, że wystarczyłoby wygodne ubranie, które może się pobrudzić. Książka, która znacznie umiliłaby czekanie, niezbędne dokumenty i butelka wody.
Przy badaniu był mały problem z moim wkłuciem i nie chcącą lecieć kroplówką z paracetamolu. Trzeba było wspomóc przepływ przepychając żyłę i w sumie od tego zrobiło mi się troszkę słabo, ale spokojnie - nie zemdlałam. Dłużej trwało oczekiwanie aż lek zleci i zacznie trochę działać niż samo badanje. Zabieg wykonywała doktor, od której dostałam skierowanie. Było to miłe, że mogłam liczyć na znajomą twarz.
To co chyba najbardziej może Was interesować - w moim przypadku okazał się bolesny. Na szczęście bardzo krótkotrwały, bo w sumie czym jest 10ml płynu, które trzeba przepchnąć przez jajowody. Udało się i prawy jajowód, od operowanego jajnika został udrożniony i otrzymano prawidłowy przepływ.
Nie byłam gotowa na tego rodzaju ból. Niestety ale był bardzo intensywny. Ogromnym plusem było to, że trwał naprawdę krótko. Dosłownie mógł być mierzony w sekundach i moje ciało już go nie pamięta.
Poczekałam chwilę na fotelu zabiegowym aż napięcie z podbrzusza całkowicie zejdzie, co trwało może z minutę i wypuszczono mnie żebym się ubrała. Uczucie rozpierania odeszło, a później musiałam czekać około godziny na wypis.
Na sam koniec dostałam miłe zalecenia współżycia w okresie płodnym co drugi dzień. A przy samym odbiorze wypisu jedna z położnych asystujących przy zabiegu złapała mnie mocno za rękę i bardzo szczerze życzyła mi jednym, dosadnym "powodzenia".
Po przyjeździe do domu zdrzemnęłam się chwilę. Podkrwawiam, ale bardzo mało i tylko podczas wizyty w toalecie. Czuję napięcie w podbrzuszu, ale nie mogę nazwać tego bólem.
Jeżeli chcesz o coś zapytać w związku z badaniem to pisz do mnie śmiało.
Dziękuję Wam za wszystkie słowa otuchy i cały ogrom wsparcia 🤍 zwalniam tępo, ale nie odpuszczam.
2 dc, 24-ty cykl starań
Wczoraj przyszła 🐒 i otworzyła nowy cykl.
Drugi cykl po HSG.
Cykl, który zamknie nasze już dwuletnie starania.
Jeżeli przyjdzie kolejna, rozpocznie trzeci rok. Brzmi strasznie. Póki co, miejmy nadzieję, że nie przyjdzie. Nigdy nie myślałam, że starania o dziecko będą trwały aż tyle i przyniosą tyle negatywnych uczuć i emocji. Mam taki kołowrotek w głowie, że nie potrafię tego wszystkiego tutaj dzisiaj wylać.
24dc test z wczoraj negatywny. Plamienia od 22dc w nocy. Sara jest chora pierwszy raz od bardzo dawna wymiotowała w nocy i wczoraj w dzien, dzisiaj lekka temeratura. Wszytsko co zle przyszło do mnie na raz
problemy w pracy, chrba córki i plamienia
Miałam dużą nadzieje na ten cykl, odpowiednie leki owu z odpowiedniego jajnika, ale nic z tego. Te plaienia takie same jak w zeszłym miesiacu i tez tak wczesnie . ;(
24 dc 9 dpo
Od kilku dni mam strasznie ciężkie piersi, co mi się do tej pory nie zdarzało, mimo tego, że rozmiar mam nie najmniejszy. I weź się tu, człowieku, nie nakręcaj. To jest tak dziwne dla mnie uczucie, że masakra jakaś. Nie jestem w stanie funkcjonować bez stanika, a normalnie to zaraz po pracy i w ogóle w każdej wolnej chwili go ściągałam. Na wykres temperatury już nawet nie patrzę - ten ma mi tylko (i aż!) potwierdzić, że owulacja była. Już niejeden i nie dwa wykresy miałam "książkowo ciążowe" i nic z tego nie było. Ale te cycki...
W weekend postanowiliśmy z Mężem odpocząć. Sobotę mieliśmy mocno zaplanowaną - najpierw Komunia chrześniaka mojego Męża, później impreza u moich Rodziców. W niedzielę pojechaliśmy na budowę i mieliśmy trochę podgonić prace, ale... Zupełnie nam się nie chciało i ostatecznie nie zrobiliśmy nic, a w zasadzie robiliśmy to, na co mieliśmy ochotę, a co niekoniecznie było potrzebne. Ja zajęłam się warzywniakiem trochę, Mąż zbił nam "nowy" stół z odpadów budowlanych. Później zrobiliśmy grilla. Odpoczywaliśmy.
W ogóle jest jeszcze jedna rzecz, która mnie mocno uderzyła. Moje libido gdzieś sobie poszło. Mąż wczoraj cały dzień oczu i rąk nie mógł ode mnie oderwać, a ja... Hmm... Zaczął się Chłop do mnie dobierać na budowie. Całuje, głaszcze... A ja do Niego w tym momencie: "słuchaj, K. dzwoniła, że ma ciasto z rabarbarem i zapraszają". 🤣 Taaak, bardzo Go obchodziło to ciasto, od wczoraj słowo "rabarbar" oznacza u nas brak ochoty na seks. 🤣 Mówię Mu później, dla załagodzenia sprawy, chodź, rozłożymy sobie łóżko i po prostu poleżymy pod kocem, w promieniach słońca przy otwartym na oścież tarasie... No, ale Chłop ewidentnie nie chce leżeć, ma straszną chcicę, więc "cieszymy się sobą" w najlepsze w promieniach słońca. Stary już nagi, na mnie został tylko t-shirt, a tu zza rogu "Sąsiad! Sąsiad jesteś?" 🤣 Wlazł sobie na działkę wiejski pijaczyna z pytaniem o baniak wody, bo mu niby studnia wyschła. Tak szybko ubierającego się Męża to jeszcze nie widziałam...🤣 I tyle było z amorów, bo później to już tylko się chichraliśmy.
Ale powiem Wam, że taki dzień był nam potrzebny - pełen chill, luz, bliskość i możliwość pobycia we dwoje. Dobrze mi to zrobiło "na głowę", odpoczęłam, naładowałam baterie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 czerwca 2023, 17:10
Ciąża zakończona 6 czerwca 2023
AMH:
2013 4,1 ( 1,4-8 ) 62%
2017 1,6 ( 0,11-6,72 ) 24%
2018 2,06 ( 0,03-7,15 ) 29%
Genetyka:
Protrombina, V-Leiden, C677T, kariotyp obojga – OK
MTHFR A1298C heterozygota
PAI-1 4G/5G heterozygota > wskazanie do Heparyna 0,4 do 8tc
Genotyp KIR: AA > wskazanie do Accofil
obecne: 2DL1, 2DL3, 2DL4norm, 2DL4del, 2DS4[del-22bp], 3DL1, 3DL2, 3DL3, 2DP1, 3DP1norm
nieobecne: 2DL2, 2DL5[gr.1], 2DL5[gr.2], 2DS1, 2DS2, 2DS3, 2DS4norm, 2DS5, 3DS1, 3DP1var
Immunologia:
ACA, ANA, APL, ASA, ATG, ATPO, ß2-GPI, LA, białko C, białko S – OK
APA +
CBA: IL2 358 (wysokie), IL10 1938 (mogłyby być trochę wyższe), IFN/IL10 0,2 (ok a to najważniejsze)
IMK: CD3/4 1,7 (ok), CD4/8 1,7 (ok), NK 21% + aktywność NK 58,9%
MLR 0% + cross-match 3% > wskazanie do szczepień limfocytami męża
wyniki po 3 tygodniach po ostatnim szczepieniu mężem:
MLR z mężem 0% + cross-match 10%
MLR z dawcami 0% + przeciwciała anty HLA 70% (PRA na 30 dawcach)
CBA: IL2 4,8 (za nisko), IL10 442,74 (za nisko), IFN/IL10 0,81 (za wysoko)
wyniki po 4 miesiącach po ostatnim szczepieniu mężem:
MLR z mężem: 0% + cross-match 5% > wskazanie do szczepień pulowanych
MLR z dawcami: 33,6%
IMK: CD3/4 1,6 (ok), CD4/8 2,0 (ok), NK 17%
wyniki po 4 tygodniach po ostatnim szczepieniu pulowanym:
MLR z mężem: 92,1%
MLR z dawcami: 0%
wyniki po 3 miesiące po poronieniu, 9 miesięcy po szczepieniu pulowanym:
MLR z mężem: 45,3%
MLR z dawcami: 55,5%
IMK: CD3/4 1,5 (ok), CD4/8 2,3 (autoagresja > immunosupresja), NK 15%
CBA: IL2 141,79 (?), IL10 772,86 (za nisko), IFN/IL10 0,16 (ok)
On:
ogólne, MSOME, HBA > OK
HLA-C C*01*12 (C1) > OK przy KIR AA
FDNA 22% > wskazanie do MACS
Statystyka ciąż:
2011.10.09 - 2011.12.11 - obumarcie 42dc - długość cyklu 64 dni
2013.08.28 - 2013.10.24 - obumarcie 51dc - długość cyklu 58 dni
2019.07.01 - 2019.07.29 - ciąża biochemiczna
2019.07.30 - 2019.10.14 - obumarcie 59dc - długość cyklu 77 dni
... ciekawe, że we wszystkie ciąże zachodzę w zbliżonym czasie, między lipcem a początkiem października
1979.06.24 - początek cyklu / 1979.07.08 - data mojego zapłodnienia... też lipiec... ?
Historia leczenia:
2009 - rozpoczęcie starań
2011 - 1 ciąża w 3 cyklu stymulacji Clostibegyt, obumarcie zarodka 5/6tc, abrazja 10tc
2012 - Novum
2012 - 2 x IUI
2013 - Bocian
2013 - 1 IVF krótki IMSI+SV+AH (8A, 8A, 8A, 8A, 8B, 6B)
2013 - 1 transfer / 1 i 2 zarodek - świeży transfer 2x8A > beta 0
2013 - 2 CT / 3 i 4 zarodek - cykl naturalny 8A i 6B > beta 0
2013 - 2 ciąża naturalna, obumarcie zarodka 7+1tc, poronienie farmakologiczne 9tc
2015 - 3 CT / 5 zarodek - cykl naturalny 8B, zarodek 8A nie przetrwał mrożenia > beta 0
... 3 lata dawania sobie luzu 
2018.01 - immunologia badania
2018.02 - immunologia badania cd i konsultacje
2018.03 - start Provita
2018.06 - laparoskopia + histeroskopia + hsg > budowa prawidłowa, jajowody drożne, endometrioza II w zatokach - ogniska skoagulowane
2018.08.02 - 2 IVF długi IMSI+MACS (8A, 8A, 4AB, 3AB, 3BB, 3BC)
2018.09.03, 09.24, 10.15 - szczepienia limfocytami męża > MLR 0%
2018.11.06 - kontrola wyników po szczepieniach > pogorszenie CBA, dyskwalifikacja szczepień i doszczepiania w ciąży
2018.11.24 - medycyna niekonwencjonalna
2018.11.28 - 4 CT / 6 zarodek - cykl sztuczny 3BC > beta 0
1 raz Accofil 10mln 12:00 > WBC: 20,3(3) / 20,9(7)
2019.02.05 - kontrola wyników 4 miesiące po szczepieniach > polepszenie IMK (spadek NK) i możliwość dalszego leczenia
2019.02.28, 03.21 - szczepienia pulowane > MLR 92,1%
2019.05.09 - 5 CT / 7 zarodek - cykl naturalny 3BB > beta 0
2 raz Accofil 12:00 10mln > WBC: 19,7(3) / 20,15(6)
2019.06.06 - starania naturalne > beta 0
3 raz Accofil 10mln 23:00 > WBC: 29,1(3) / 39,08(7) / 42,17 (10)
opuchlizna oka, początek wypadania włosów
2019.07.15 - 6 CT / 8 zarodek - cykl naturalny 3AB > ciąża biochemiczna
4 raz Accofil 10mln 12:00 > WBC: 17,6(3) / 20,9 (8 - poranna krew skrzepła, wynik z 15:00, 3h po zastrzyku) / 22,64(10)
beta dpt 8-17,18 / 10-7,33 / 11-3,21
2019.07.30 - 3 ciąża naturalna w pierwszym cyklu przerwy a Accofilem, obumarcie zarodka 8+2tc, abrazja 11+0tc
5 raz Accofil 7,5mln od 5+3tc do 8+5tc > WBC: 24(3) / 38(6) / 42 (10) / 40(14) / 22(17) - nagły spadek i obumarcie zarodka 4 dni później / 32(20) / 30 (24)
2019.12 - koniec wypadania włosów (przez pół roku straciłam połowę)
2020.01.02 - kontrola wyników immuno po 3 miesiącach od poronienia > zmiana IMK (spadek NK, wzrost CD4/CD8), MLR ok, CBA? > immunosupresja bez względu na wynik ANA
2020.07.18 - immunosupresja 2 tygodnie (Equoral 50 + Encotron 5) przy ANA-
2019.08.29 - 7 CT / 9 zarodek - cykl naturalny 4AB + AH, Tractocile > beta 0
6 raz Accofil 7,5mln 17:30 > WBC: 32,7(4) / ... (8 )
PRG 9dfl/4dpt - 33,80 ng/ml
beta 7dpt - <1,2
2019.09.25 - 8 CT / 10 zarodek - cykl naturalny 8A + AH > beta 0
7 raz Accofil 7,5mln 21:00 > WBC: 33,06 (3) / 39,3 (9 )
PRG 6dfl/3dpt - 33,01 ng/ml
beta 10dpt - <1,2
... czeka 1 zarodek: 8A
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2020, 15:45
14+0
Wjechaly pierwsze portki ciazowe. Joggery z milk&love. Jaka ulga… mam wrazenie, ze brzuch mam ogrominiasty. Matulu, zaczynam 15ty tydzien, leci jak piorun.
I-sze prenatalne za nami 😍❤️😍❤️😍❤️😍 poki co zdrowa Dziewczynka! Także czas sie chwalić ciąża 😉 w pracy już wiedza… chce jeszcze trochę popracować na ile upały mi pozwolą, zwłaszcza ze jeszcze przed nami urlop. Mój Synuś lubi żłobek, ale zostawiamy Go do końca miesiąca a potem w domu z Mama. Będziemy mieć sprawdzone miejsce dla drugiego bobasa ❤️
Czuje niesamowita wdzięczność i spełnienie.
Teraz oby wszyscy byli zdrowi, a mnie siły nie opuszczały.
7+6 tv, 36 dpt
13 mm mojego walecznego cudu. Powinien mieć jakieś 15 mm więc złapał lekkie opóźnienie ale to może być też różnica pomiaru. Najważniejsze, że rośnie, serce bije ❤️
Dzisiaj włączył mi znowu doppler, tym razem napewno ten szkodliwy bo ten w kolorach.
Nie umiałam wykrztusić żeby nie włączal bo chciał tak sprawdzić skąd te krwawienia. Na dziecko też najeżdżał, wiem że powinnam udać lekarzowi ale głową już robi swoje. Siedzę teraz i żałuję, że tego nie przerwałam. Nie wiem co mogłam zrobić. Nie zgodzić sie?
Pozostaje mieć nadzieję, że to badanie i moje tchórzostwo nie zaszkodzi dziecku.
Widać dużo naczyń wokół pęcherzyka ciążowego i to może z nich tak ciągle krwawię.
Krwiak jak był taki jest.
Doktor byk zdziwiony, że nie ma poprawy po lekach.
Wczoraj zaczęłam mocno krwawić, w nocy też a teraz jakby całkiem mniej plamie. To są takie wyrzuty krwi a po nich zawsze jest chwilę spokojniej i później od nowa dużo. Dlatego on podejrzewa, że to z tych naczyń jak się rozrasta ciąża. W mam tam jakieś duże żyły. Że to wina samej ciąży, że rośnie i sama sobie jakby szkodzi.
Za tydzień kolejna wizyta.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 maja 2025, 15:56
Cześć.
Gdyby nie wyniki bety to nie wiedziałabym że jestem w ciąży, nic nie czuje , czuje się normalnie , zwyczajnie może to dobrze? Jedynie mam lekką tkliwość piersi i czasami mnie brzuch poboli ale tak z kilka minut to wszystko.
Mam ginekologa 7 mego czyli w środę.. boję się że mnie wyśmieje że sobie sobie uroiłam , wiem że mało co będzie widać ale mam kilka pytań do niego. Trzymam kciuki za siebie i to bardzo.
Jest inaczej niż w poprzedniej ciąży.
W poprzedniej wszystko czułam, bolało mnie wszystko brzuch i plecy , miałam uczucie niepokoju .
10cs 7dc
Zakończyłam swoją przygodę z kolejnym bezowulakiem, który przypadł na 9cs. Na szczęście nie dłużył się zbyt mocno i łącznie trwał 40 dni.
Mogę ruszyć dalej z miejsca i czekać spokojnie na już wyznaczoną drożność jajowodów. Badanie czeka mnie 5.06 czyli już w ten poniedziałek. Na ten moment jestem tylko ciekawa czego się dowiem i jakie będą rezultaty badania.
Jestem ostatnio bardzo przemęczona.
Okrutnie męczą mnie ludzie. Potrzebuję wyciszenia i samotności. Pobyć chwilę ze swoimi myślami.
Kolejne dni mi uciekają, a jednocześnie dłużą się niemiłosiernie.
Może zabrzmi to pesymistycznie choć wcale takie nie jest.
Mocno stąpam po ziemi i mało jest takich rzeczy, które potrafią zwalić mnie z kolan. Wizja braku posiadania dzieci sprawia, że czuję ukłucie, ale nie jest to tak paskudne uczucie niemocy i strachu o własne życie jak to, gdy obcy mężczyzna usiłuje cię udusić.
Nie układam już planów działania.
Odpuszczam próbę kierowania losem. To się nie udaje, a ja tego nie zmienię żadnym zaklinaniem rzeczywistości. Badanie hsg jest (na ten moment) ostatnim krokiem, gdzie chcemy ingerować i wspomóc naturalne poczęcie.
Nie jestem chyba aż tak zdeterminowana na osiągnięcie celu. Być może właśnie za takie podejście dostaję lekko po dupie?
Stawanie za sterami wykończyło mnie przez ostatni rok.
Przechodzenie przez ogromną nadzieję nowego życia po szczerą nienawiść do swojego ciała. To nie dla mnie. Tak się nie da żyć.
Mocno się dystansuję i to pomaga mi najbardziej.

Staramy się od września zeszłego roku, może nawet nieco wcześniej. Bez skutku, niestety. Już po kilku miesiącach wiesziałam, ze cos jest nie tak. Od lat cierpię na insulinoopornosci (metformina, dieta i tak dalej), ale w tym roku wyszła mi jescze niedoczynność tarczycy. Kilku lekarzy bagatelizowało problem, aż w końcu trafiłam na takiego, który się tym przejął. Przypisał mi odpowiednie leki, może od nich jest szansa na ustabilizowanie tarczycy, a tym samym spadek prolaktyny.
W planach drożność za dwa miesiące i w tym samym czasie rozszerzone badania u męża.
Powoli zaczynam już tracić jakąkolwiek nadzieję i brakuje mi siły na wieczne bieganie od lekarza do lekarza, brania na to wolnego w pracy itp. Powoli już zaczynam tracić nadzieję. Kilka razy już mi wychodził cień cienia, ale... Potem przychodziło krwawienie i tyle z tego było.
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 czerwca 2023, 13:53
Eh... ten wpis nie bedzie dopingujący, optymistyczny i tak dalej.
Jestem po oznaczeniu bety. Wynik spodziewany. Czy była nadzieja? Oczywiście, że tak! Czy boli? Oczywiście że tak, ale mniej dużo mniej. Przyswajamy z mężem świadomość, że być może będziemy sami we dwoje.
W sierpniu mamy kolejna wizytę w klinice gdzie będziemy wiedzieć co dalej robimy. Wszystko zależy od badania nasienia, ale pierwszy krok to inseminacja. Podejdziemy do niej oczywiście, ale nie wiem czy na tym nie skończymy. Na dzień dzisiejszy mam chyba tego powoli dość, mój mąż też. Zaczęliśmy budowę domu. Fundamenty idą do góry więc skupimy się bardziej na tym, bo już to jest namacalne i Nasze. Może tak musi być. Tak poprostu.
Jutro nowy dzień nowe nastawieni pewnie inne, ale dzisiaj jest jakie jest.
Piotrek 2 lata 7 miesięcy 17 kg
Michał 5 miesięcy 3 tygodnie 8,3 kg
Już za chwilę mamy pół roku. Kolki dopiero co się skończyły. Zaczęły się zęby. Niestety kolki jak i zęby gorsze niż u Piotrusia. Nocki jak narazie odpukac Michał ma lepsze pójdzie spać o 21 wstanie 6-7 rano oczywiście z przerwą na jedzenie . Klocek wazy już prawie 9 kg.
Ale jest taki kochany, bardziej spokojny od Piotrka. Piotrek to typowe ADHD . I niestety nadal zazdrość nie wiem czy kiedyś minie.
Nie mam czasu tu zaglądać i pisać, z jednym maluchem było łatwiej z 2 jest mega ciężko.
Może jak Piotrek pójdzie do przedszkola będzie lepiej a to się okaże.
Dzisiaj miałam usg , z fasolka wszystko wporzadku , nie mam plamienia i jak wszystko będzie okey to jutro do domu wracamy🙂
Pytanie czy lekarz zawsze podaję na pierwszej wizycie datę porodu ? Bo ja jeszcze nie usłyszałam tego zdania może dlatego że wcześniej poroniłam ?
Dziekuje fasolko że jesteś silna!.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca 2023, 05:48
19 dc
W zasadzie nie wiem, ile dni po owu. Apka skacze mi od 2 dpo do 6 dpo. Gdyby owu była standardowo 15 dc to 4 dpo. Nie wiem. I (chyba) jest mi z tym dobrze. Chyba, bo czuję się z tym dziwnie, z tym brakiem kontroli. Nie liczę, nie czekam na 8 dpo, bo spadek temperatury powinien zwiastować implantację, nie czekam na 10 dpo, bo można zacząć testować, nie czekam też na 🐒. W sumie na nic nie czekam. Co ma być, to będzie.
Pogodziłam się chyba już z myślą, że naturalnie nam się nie uda, mimo braku przyczyny. Jedyne na co czekam to sierpień, aby zapisać się na wrześniową inseminację. Pieniądze mamy odłożone. Przynajmniej na pierwsze podejście. Później będziemy się martwić, co dalej.
Ostatnio jakoś dużo dociera do mnie "sygnałów" co do medycyny niekonwencjonalnej. W sumie, nie wiem, co o tym myśleć. Czy w ogóle myśleć, czy rozważać.
Najpierw Przyjaciel Rodziny zadzwonił do mnie i mówi, że coś tam słyszał i czy ja pamiętam, że On się kiedyś zajmował refleksoterapią stóp, że wielu ludziom pomógł, że w sumie już się tym nie zajmuje, bo to się odbijało na Jego zdrowiu, ale żebyśmy przyjechali. Pokaże, co gdzie i jak, zrobi masaż, na pewno pomoże. Ma wśród znajomych parę, która nie mogła mieć dzieci, adoptowali dwójkę, a po tych masażach ona urodziła kolejne troje.
Później - bratowa. Siedzimy sobie na kawce nad jeziorem i pyta, jak tam idzie, więc opowiadam (akurat Ona przynajmniej mniej więcej wie, gdzie jesteśmy - zawsze to jakieś wsparcie na imprezach rodzinnych, choć to małolata, a może właśnie dlatego, nie pyta, nie drąży, czeka aż sama się otworzę - takie podejście mi pasuje, mówię co i kiedy chcę). I nagle pada: "a nie chciałabyś spróbować konsultacji u tego mojego górala?". Że co? Do fizjoterapeuty? Ja mam problem z zajściem w ciążę, a nie z mięśniami czy stawami. No bo Jej pomógł z kostką i zrostami w jelitach, znajomemu z migrenami i zgagą, mamie z kręgosłupem, ponaciska Cię, podusi tam i tu, może pomoże, coś odblokuje. Czy Ty mnie próbujesz wysłać do jakiegoś znachora?
Wczoraj podpytuję Męża, co o tym myśli, chociaż nie odważyłam się wprost. 🤦♀️ To mi powiedział: pomyślałbym, że już całkiem Ci się odkleiło.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca 2023, 08:29
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.