29+1

Jesteśmy po wizytach u profesor i prowadzącego, prawie już po remoncie, po świętach przed którymi się ostro pokłóciliśmy (przez remont i zmęczenie praca), ja już na L4 od dwóch dni 🙏 Z jednej strony cieszę się, że tak długo pracowałam, z drugiej - marzec mogłam sobie już darować. Wraz z końcem drugiego trymestru opuściła mnie energia. Były wielkie plany, na szybkie ogarnięcie sprzątania, spacery, baseny, kawiarnie.. tymczasem drugi dzień leżę i gapię się w telefon. Ale nie narzekam, po prostu ogarnę wszystko małymi kroczkami a nie na hurra.

W zeszłym tygodniu byłam na wizycie u profesor - bardzo zadowolona, wszystko dobrze. Leki jeszcze utrzymujemy. Po świętach wizyta u prowadzącego „głównego” - wraz ze skończonym 29tc mamy 1600 gram Dziewczynki 🩷😜 Szok. Głowa dokładnie na dzień ciąży, brzuszek troszkę większy, nogi długie i pewnie one tak tą wagę podnoszą. Cieszę się, że rośnie nam Malutka, ale zaczynam myśleć co jeśli dobije Nam do 4,5 kg 🙈 No nic, czekamy, jeszcze sporo czasu do porodu i finalnych szacunków.
Gorzej, ze teraz leży poprzecznie. Widziałam to po brzuchu już w święta i nawet mówiłam do mamy, że po brzuchu to tu widzę głowę a tu tyłek. No i bingo.
Mówię jej teraz, żeby nie świrowała tylko się ładnie ustawiła głową do dołu i z tą wagą to tak 3700 i stop ;-)


A tak serio, to robię ćwiczenia od Zaufaj Położnej żeby jej pomóc, pogadam wkrótce o tym z moją fizjo, pogadam z moją położną i cierpliwie czekam. 16.04 mamy USG 3 trymestru a 7 maja wizytę u prowadzącego. Czekam do 36 tc z tym jej ułożeniem i potem będę się martwić jak w takim razie ogarnąć CC skoro się nie zapisałam na planowaną teraz (większość szpitali robi zapisy na planowane cc do 32 tc co w moim przypadku jest bez sensu, bo nie mam innych wskazań do cc poza jej aktualnym ułożeniem). Wiem, że wybiegam za bardzo myślami w przód i analizuje, ale z drugiej strony o czym mam myśleć jak nie o tym ?

Pokój już pomalowany, łóżko złożone, szafa skręcona. Czekam jeszcze na listwy, teść zamontuje. Potem jakieś szafki nocne, łóżeczko dla małej, jakaś półeczka na ścianę na jej akcesoria i zrobione. Ale bajzlu i nerwów sporo przy tym było, głównie przez to że oboje pracowaliśmy i marzec był za intensywny. Nie chciałam czekać do teraz jednak, bo teraz jestem dętka i jedyne co dam radę już ogarnąć to drobiazgi. Układam w szafach, robię segregację i zajmuje mi to już tydzień.. przed ciążą max 2 dni. I nie chodzi o to że nie mogę się schylić, sapie, czy brak kondycji. Senność i niskie ciśnienie mnie tak wykańczają obecnie.

Ale mam fajne plany na weekend. Moja fizjo organizuje jutro trening w plenerze dla mam i przyszłych mam, więc się wybieram. Potem spacer z psami dłuższy. A niedziela książka, bo mąż idzie na rower. Też bym poszła, ale to może za kilka miesięcy ;-)

26+6 Mój Cud waży 1100gram♥️ Jest małą rozrabiaką co mnie bardzo cieszy.🥺 Zalecony oszczędny tryb ze względu na centymetrowe skrócenie się szyjki (dziś 2,57cm), kontrolna wizyta za 2 tygodnie. Nie śpiesz się maluszku, jeszcze się sobą nacieszymy.👣👣🤱♥️♥️

Emka06 Nasza historia 6 kwietnia 2024, 14:45

Trzy cykle stymulowane nie zmieniły nic. Nie wierzyłam w powodzenie stymulacji, ale jednak gdzieś w głębi duszy liczyłam na cud. Dwa cykle były z Accofilem i Encortonem, trzeci był bez leków, bo muszę zrobić przymusową przerwę. Co dalej? Jesteśmy nastawieni na IUI. Mam nadzieję, że HBA utrzymuje się na odpowiednim poziomie i inseminacja ma sens. Nie wiem czy sprawdzać HBA przed podejściem do IUI, czy sobie darować. Z jednej strony - wolę żyć w przekonaniu, że wszystko jest dobrze, a z drugiej - przy słabym HBA inseminacja nie ma sensu. Może więc warto to sprawdzić, żeby się niepotrzebnie nie łudzić? Nie wiem. Wiele osób w ogóle tego nie bada i zachodzą w ciążę.

Jestem w trakcie drugiego cyklu "odpoczynku" od leków. Mam w sobie sporo luzu, wyparłam z głowy temat starań, nie chce mi się o tym rozmawiać. Dziś jednak czuję okropną pustkę, której nie czułam już dawno. Koleżanki planują kolejne dzieci, a my ciągle walczymy o pierwsze. Nie wiem jak długa droga nas jeszcze czeka i czy w ogóle kiedykolwiek się uda. To przecież żaden pewnik.

W tym miesiącu mijają nam dwa lata starań. Dwa cykle były w tym czasie odpuszczone, ale to nic nie zmienia. To i tak za długo. Żadna zdrowa para się tyle nie stara. A skoro my podobno jesteśmy zdrowi, to czemu się nie udaje? Gdzie tkwi przyczyna? Jak uświadamiam sobie staż naszych starań to ogarnia mnie przerażenie. Z każdym kolejnym miesiącem coraz mocniej uświadamiam sobie, że naprawdę mamy problem. Od zawsze, myśląc o macierzyństwie, czułam, że nie przyjdzie mi to łatwo. I czasem czuję jakbym to sobie wykrakała..

39 tydzień + 4 dni

Dawno nic nie pisałam, jakoś nie było weny, były momenty, że po prostu bałam się "chwalić "...
Nadal się boję, chociaż jestem na finiszu...
Pobudka była 2:40/50 obudził mnie ból brzucha jak na miesiączkę...I tak się do powtarzało co jakiś czas...ale nieregularnie.
Bardziej zaniepokoiło mnie to, że słabo czułam ruchy dzidziusia...ale próbowałam spać, tłumaczyłam sobie, że to nie ta porą...
Mąż pojechał do pracy ok 6, ale powiedziałam mu, aby miał przy sobie telefon...
Pokrzątałam się po domu, zjadłam śniadanie, coś tam uprałam...
Ok 7-8 bóle pojawiały się co 10 minut...
Potem wymioty...
Ok 9 zadzwoniłam do męża aby przyjechał...
W międzyczasie poczułam się lepiej...ale i tak martwiąc się o te słabe ruchy zdecydowałam, że jedziemy...
I tak jakoś po 10 trafiliśmy na izbę przyjęć...stamtąd na Oddział...czynność serca Ok, ale ruchy jakieś leniwe...skurcze nieregularne...
Najpierw powiedzieli, że będziemy czekać aż samo się zacznie, ale potem po badaniu lekarz zdecydował, że zakładamy cewnik foleya i w zależności od czynności skurczowej dziś lub jutro podamy oksytocyne. Zgodziłam się.
I tak teraz sobie "wypoczywam"...jeżeli w nic w nocy się nie rozkręci to jutro ok 7 będzie indukcja...
Mam nadzieję, że ze znieczuleniem, ale ledwo dawałam radę ze skurczami, zakładaniem cewnika czy też badaniem szyjki...
Nie mam siły, aby opisywać wszystkie szczegóły...
Nadal jestem pełna obaw, ale cieszę się, że to już jutro...
Nadal się boję...I pewnie Nadal będę, ale inaczej...
Tak to już jest niestety...
Nie wiem, czy jutro dam radę dodać wpis, ale pomyślałam, że taki update może kogoś zainteresuje :)

Dobrej nocy

Aurore Wyboje mojego życia. 7 kwietnia 2024, 14:54

19cs 15dc

Nie ma drugiego podejścia do inseminacji.
Nie wszystko w życiu zgrywa się tak jak powinno.

Kolejna próba wg obliczeń dni cyklu powinna być wczoraj. Niestety kilka rzeczy złożyło się na siebie i nie mogliśmy fizycznie wszystkiego domknąć.

Mój lekarz prowadzący w tym dniu znowu nie pracował.
Lekarz "zastępczy", u którego byłam już dwa razy i wykonywał nam poprzednią IUI również wczoraj nie był obecny w klinice.

Zaproponowano nam nowego doktora. Dostępnego na dyżurze i ja wiem, że dla nich to tylko procedura, którą muszą wykonać i tyle. Ale nie chciałam w ten sposób. Ile obcych zupełnie ludzi można jeszcze angażować w cud poczęcia? Wystarczy mi już fakt, że wszystko zostało odarte ze swojej magii. Nie chcę w ten sposób.
Myślałam, że będąc pod opieką kliniki poczuję się bezpieczniej, że doktor który mnie prowadzi będzie rozpatrywał z nami każdy krok.
Tak nie wyszło.
Procedury.

Ta próba wiązała się z problemami logistycznymi, bo o ile ja byłabym w stanie zorganizować sobie piątek wolny na monit i ewentualny dzień inseminacji to mąż już niestety nie.
______
Usłyszałam ostatnio mądre słowa.
Małżeństwo to decyzja podyktowana silnym uczuciem. To również decyzja, że będę nosić krzyż, zwłaszcza wtedy kiedy powinno się go nieść. Zwłaszcza w sprawach, których nie da się sprawdzić przed ślubem, a potem przychodzi rozczarowanie.
Na dobre i na złe. Przysięgam, że Cię nie opuszczę obojętnie co się wydarzy. Muszę być pewna, że dam radę cierpieć w małżeństwie, że zniosę to dla dobra mojego małżeństwa. Muszę być pewna, że to nie zniszczy mnie ani naszej relacji.
______
W zeszłym roku myślałam, że się pogodziłam z tym, że jest trudno.
Wtedy jeszcze walczyłam.
Teraz już odpuszczam.
Myśl o macierzyństwie staje się dla mnie taką abstrakcją, że jest mi już obojętna.
Przyjmę wszystko, co Bóg chce mi dać.

Meggy88 Moja codzienność 🌿 6 kwietnia 2024, 07:00

Hejo! Jest dobra wiadomość!
Mamy prawidłowe kariotypy, zatem materiał jedzie do Hiszpanii na badania pgt-a.

Około 2 tygodnie czekania.

❤️🙏❤️

Bądź zdrowa nasza blastocystko ❤️


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 kwietnia 2024, 12:33

Mieliśmy sprobowac jeszcze przez pół roku.. daliśmy sobie deadline. Gdy dostaliśmy zielone światło po stracie, znow rozpaliła sie w Nas nadzieja.. tyle, ze nie na długo. Z planowanych 6 miesięcy prob, dane były nam tylko dwa cykle. Potem wszystko zaczęło sie spać. Najpierw dwa cykle bezowulacyjne (no coz, zdarza sie), potem fatalne endometrium, i znów, i znów, i znów.. zlecenie badan hormonalnych jednych, drugich - wszystko dobrze, a endometrium tragedia. W końcu lekarz rozłożył ręce i skierował mnie do kliniki leczenia nieplodnosci lub innego lekarza, bo przyznał, ze nieplodnosc nie jest jego specjalizacja.

Chwilę trwało zanim zdecydowałam sie odwiedzić swojego poprzedniego lekarza. Tego, dzięki któremu mam pierwsza córcię i który prowadził mi ciążę z druga.
Zaniosłam mu wszystkie wyniki badań, kilka USG. Pooglądał, zrobił badanie i.. zasugerował na 80% zespol Ashermana. Poinformowal, ze jesli zrosty beda male to sprobuje je usunac, ale jesli bedzie ich duzo lub beda duze to musze szukac lekarza w Warszawie lub we Wrocławiu, specjalisty. Mowil, ze wtedy leczenie to co najmniej dwa zabiegi, potem kilka miesięcy antykoncepcji, a potem kolejne kilka miesiecy terapii. Wszystko skladalo sie na ponad rok.. Wystawil skierowanie na histeroskopie, ustalenie terminu i czekamy. Przyznaje.. te 2 tygodnie czekania bylo dla mnie katorga. Przeczytałam niemal wszystko o ww. zespole, sposobie leczenia i nic nie przyniosło mi ulgi, wręcz przeciwnie.

Gdy w końcu przyszedł czas na histeroskopie to dostałam obuchem w łeb. Sądząc po reakcji to lekarz byl równie zdziwiony jak ja - to nie byl zespol Ashermana. To była masa tkanki bliznowatej i DOSLOWNIE strzepki endometrium, które przy pomiarach faktycznych wynosi jakis 1mm.
Cóż z tego, ze mam swoje owulacje? Coz z tego, ze druga faza cyklu bez zarzutu, skoro ten zarodek nie ma gdzie sie zagniezdzic..

Brak powszechnego leczenia takiej przypadłości, bo jest to rzadki przypadek. Wszak tyle kobiet przeżywa abrazje, a jednak ich endometrium wyglada normalnie. Prawdopodobnie przyczyna bylo to, ze miałam dwa zabiegi w bardzo krótkim odstępie czasu.

Lekarz zaproponował terapie estrogenami, rozważamy wlewy z osocza bogatoplytkowego.. ale czy to zadziała? Tego nie wie nikt. Sam lekarz przyznał, ze jeśli terapia nie pomoze to pozostaje mi zakończyć marzenia o dziecku i założyć wkładkę (tu nie tyle dla antykoncepcji, co dla zdrowia - zeby jama macicy mi sie nie zarosla).

Póki co, nie czuje jeszcze, zeby to był czas na odpuszczenie. Jeszcze mamy trochę sil, by walczyć. Spróbujemy.. a jeśli nie przyniesie to efektów, odejdziemy, ale z myślą, ze zrobiliśmy co mogliśmy.

Żyjemy. Antybiotyk zaczął działać i wczoraj już nie miałam gorączki. Także dziś poszłam do roboty choć opierdalam się jak mogę. Właśnie wcinam ciepłą zupkę ogórkową.
Jutro idę do laryngologa. Zobaczymy czy coś wdrożyć dodatkowo czy uzna, że antybiotyk który biorę będzie ok. Muszę z nią porozmawiać o tym ropniu i zaznaczyć, że do transferu wchodzę na immunisupresje i wolę uniknąć nawrotu. Czytałam trochę na necie, że nacinają takie gulki i uwalniają ropę żeby się wygoiło jak należy. Ale czy to przejdzie czy uzna że wymyślam to się okaże. Wolę poczekać miesiąc czy 2 na transfer ale być przygotowana jak należy.

Młodej załatwiłam opiekę jeszcze na 2 dni bo chyba przedłużę jej antybiotyk chociaż o dobę. Na szczęście intensywne inhalacje u niej też pomogły przez weekend i jest o niebo lepiej. Coś tam jej się odrywa ale to już zwykły mokry kaszel, nie męczy jej.

Naprawdę potrzebuje odpocząć. Mąż 2 zmiany i cały tydzień będę sama z córcia w domu. Ona się nudzi strasznie. Musimy zacząć odrobinę spacerować bo ostatnie tygodnie w domu załatwiły nasza odporność totalnie. Myślę, że wyjdę z nią dziś chociaż na 20-30 minut. Bo pójdzie do żłobka wyjdą na spacer i będzie od nowa chora. Już to znam.

Jeszcze tej nocy miałam taki refluks, że gorycz i żółć podchodziła mi do gardła chyba 20 razy. Próbowałam spać na siedząco, wzięłam leki IPP i wciąż przy każdym minimalnym ruchu wlewało mi się do buzi.
Gardło dziś boli jak cholera, w mostku piecze, typowa zgaga refluksowa ale chyba nigdy nie miałam tak źle.
Ponoć to jedno z powikłań usunięcia pęcherzyka. Wczoraj nic strasznego nie jadłam żeby było po złej diecie. No chyba, że ten antybiotyk mnie tak wykańcza. W sumie mam nadzieję, że skończę go brać i unormuje żołądek.


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 listopada 2023, 13:17

17 I 2024r
27t+0d

A więc zaczynam ostatni tydzień 6 miesiąca ciąży. Cieszę się, każdy tydzień jest na wagę złota i wraz z upływającym czasem zmniejsza się też lęk. Nie znika całkiem ale już nie dominuje. Pozostaje z tyłu głowy jako migająca przestroga, jednak nie utrudnia funkcjonowania.
Ostatnie dni były ciężkie psychicznie.
Pojawiły się złe myśli podkręcane dodatkowo przeczytanymi artykułami o wcześniakach i przedwczesnych porodach. Pochłonęła mnie ciemność. Siedziałam na tykającej bombie, a płynące łzy nie pozwalały ujrzeć mi pozytywnych scenariuszy. Czego się bałam?
Bałam się, że dostanę krwotoku i będę musiała rodzić w najbliższym szpitalu, który ma I stopień referencyjnosci, zamiast w zaplanowanym, który posiada III. Nie jest tajemnicą, że przekłada się to na dostęp do najlepszych specjalistów i porządnej aparatury. Widziałam już Małą w setkach rurek i inkubatorze. A to generwowało potężne poczucie winy. Czarne, niesprawiedliwe myśli, które szeptały mi, że to moja wina, bo najpierw nie umiałam w tą ciążę zajść, a teraz nie potrafię jej bezpiecznie donosić. Strach ściskał mnie za gardło i nie pozwalał oddychać. Bałam się, że stracę Lili, że w skutek komplikacji usuną mi macicę i już nigdy nie zostanę mamą. I im bardziej nie chciałam o tym myśleć tym częściej żądliły boleśnie jak osy.
Ale słońce w końcu wyszło.
Łzy wyschły, a kopniaki mojej Córeczki stały się mocniejsze. Codziennie rano budziła mnie nimi i żegnała na dobranoc jakby chciała powiedzieć "Mamusiu jestem tutaj, poradzimy sobie ze wszystkim, nie skreślaj tego."
Mąż wyczuwając mój nastrój stał się jeszcze bardziej opiekuńczy i czuły - przed snem tulił mocno i długo nie mówiąc nic - w sumie nie musiał, rozumieliśmy się bez słów, mieliśmy te same obawy.
Wyznaczyłam sobie 2 małe punty czasowe, do których dotrwam w dwupaku i nie ma innej opcji.
Pierwszy to 21.02 - czas kiedy zacznę 32tc i Mała zakwalifikuje się do najstarszej grupy wcześniaków zwiększając swoje szanse na lepszy start.
Drugi to 13.03 - ten dzień rozpocznie 35tc czyli czas na który bardzo liczy mój prowadzący.
A do tego czasu przygotowujemy wyprawkę, oszczędzam się ile mogę i zaczynam na nowo cieszyć się tymi ostatnimi miesiącami ciąży.
Liliannko, nie śpiesz się na drugą stronę brzuszka - jeszcze zdążymy się sobą nacieszyć 😘
A póki co Mama nie podda się nawet na chwilę.
W tym całe piękno rodziny - dba się o siebie nawzajem ❤️

Rok temu zaczęłam cykl, w którym zaszłam w ciążę z Igorkiem. Są dni kiedy czuje tą ciążę i jej stratę każdą komórką swojego ciała.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 20 listopada 2023, 11:57

37+6

Jeszcze chwila… jestem tak srednio gotowa :) synek-starszak zajmuje mi kazda chwile a jak jestem sama to spie :) szkoda ze nie mozna sie wyspac na zapas…

Ola.p Czułam, że tak będzie... 18 lutego 2025, 23:55

29tc

Już bliżej niż dalej 🙈

Drzewo w pokoju młodego pomału się zapełnia, tak jak szuflady z wyprawką. Wczoraj byliśmy oglądać wózki i chyba podjęliśmy już decyzję, ale z zakupem jeszcze chwilę zaczekamy, mamy czas ;)

Moja mama dogadała się z szefem, że weźmie tydzień urlopu + 2 tyg pracy zdalnej żeby móc przyjehać i nam pomóc na początku. Oboje nie mamy doświadczenia z dziećmi, więc dobrze żeby ktoś nam podpowiadał, ale nawet samo ugotowanie to już też będzie wybawieniem.

Bobek już się obrocił, jest coraz większy i silniejszy i chyba próbuje się popisać przed ojcem (D trenuje box/kickboxing) i leje mnie tak po żebrach, że potrafi złożyć w pół 😅 Brzuszek już zdecydowanie jest, choć jak na 7 miesiąc to nadal jest dla mnie łaskawy, dalej wciskam się w przedciążowe leginsy- za to kostki tak wielkie, że ze skarpetami mam problem 😅

Na weekend była przyjaciółka z ich 1,5 roczną młodą, jestem zachwycona jak D się nią zajmował, nie miał oporów w braniu jej na ręce, ganianiu się z nią po domu, nawet sam im zaproponował żeby szli się na spokojnie umyć razem, a my posiedzimy z młodą - mega się na to patrzy i daje nadzieję, że będzie fajnym tatą 🥹
Nasz pies był nią trochę mniej zachwycony, ewidentnie boi się małego biegającego i krzyczącego człowieka, powarkiwała ostrzegawczo jak młoda do niej podchodziła, ale jak widziała, że to nie działa to uciekała i się chowała więc nie było jakiś groznych sytuacji, za to dzielnie podchodziła jak młoda jadła chrupki którymi bardzo chętnie się z psem dzieliła 😅 jestem ciekawa jak zareaguje na nasze dziecko, jednak je będzie widziała codziennie, będzie je znała, to też nie będzie obcy mały człowiek więc liczę na to, że się dogadają🐶
Jednocześnie upewniliśmy się w tym, że chcielibyśmy wprowadzić "0 ekranów do 2 roku życia dziecka" i tak, wiem, łatwo powiedzieć, zobaczymy jak wyjdzie, ale widząc jak to dziecko w wieku 1,5 roku rzuca się na każdy telefon, czy robi dramkę po wyłączeniu telewizora, a jedyna opcja na uspokojenie jest puszczanie piosenek typu "mopsik klopsik" to wolałabym tego uniknąć. Zdaje sobie sprawę, że to będzie bardzo trudne, w tej sytuacji my mogliśmy sobie spokojnie grać w planszówki kiedy ona ogladała bajki, więc z jednej strony super jednak obojgu bardzo nam zależy akurat na tej kwestii i nie wiem czy chwila spokoju jest ważniejsza od dobrego rozwoju dziecka...

Bambi92 W stronę Słońca 13 listopada 2023, 15:31

Jestem po histeroskopii i badaniu drożności. Poza jednym małym polipem wszystko wyglądało ok. Kontrast śmigał po jajowodach.

Może jeszcze napiszę jak się czuje po. No boli mnie brzuch jak jasna cholera. Jak puściło znieczulenie ogólne to bolał jak najgorszy okres ever (czyli z czasów liceum jak lądowałam na SORze bo mdlałam z bólu). Tu dostałam paracetamol i Ketonal w kroplówce, coś tam pomogło. Chciałam mieć osobno biopsję endometrium, ale lekarz zapomniał pobrać wycinek. Zrobią CD138 z tego pobranego polipa. Pisałam już kiedys, że mam pecha do lekarzy? To nadal aktualne.

Może powinnam się cieszyć, ale jestem rozczarowana. Bo dzisiaj znowu nie znaleźliśmy przyczyny naszej niepłodności. Czekamy na wyniki nasienia Starego Bambi i będziemy go umawiać na embolizację albo wracamy do lekarki po dalszy plan leczenia.

🤷😑😞


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 listopada 2023, 15:32

Pojechalismy po Wigili do gabinetu mojej lekarki. Aniol nie kobieta, otworzyla specjalnie dla mnie i drugiej pacjentki w ciazy gabinet, zeby sprawdzic czy z naszymi dziecmi wszystko ok.

Serduszko jednego z dzieci przestało bić, dlatego krwawię.. Śpij spokojnie nasz mały Aniołku, kiedyś się spotkamy.
Drugie dziecko odpowiada wielkością tygodniowi ciąży, akcja serca prawidłowa. Proszę.. zostań z nami.


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 listopada 2023, 15:42

Mamy ♥️🙏

Wczoraj byliśmy na wizycie w 6+2. Wiek ciąży wg USG odpowiada OM. Termin porodu więc nadal na 28.07
Fasolka na razie prawidłowo rośnie i serduszko pięknie biło. Kolejna wizyta za 2 tygodnie 19.12 ze względu na wcześniejsze starty.

U lekarki - dr Georgety byłam pierwszy raz. Jest dość mocno polecana na różnych polskich grupach. Jest z Rumunii co jest kulturowo bardzo na plus 🙏
Mam nadzieję że będę z niej zadowolona do końca ciąży i obędzie się bez zmiany lekarza tak jak w ciąży z Mayą... 🙈

Na pamiątkę:
CRL 0,52 💛
FHR 119 💛

Jest i miesiączka.

Napisałam dzisiaj do kliniki.
2024 to będzie rok prawdziwej walki.

Meggy88 Moja codzienność 🌿 29 listopada 2023, 07:24

Miesiączko? Gdzie jesteś?
Tym razem nie chcę byś się spóźniła!
Szybko, szybko się pojawiaj, już chce zacząć nowy, mam nadzieję udany, cykl 🙃😊🙃

Księgowa Pamiętnik, by nie zapomnieć 29 listopada 2023, 20:44

Julia przyszła na świat 29.11.2023 o 10:31. Waży 2850g, mierzy 50cm, 10/10.
Resztę napisze jutro, bo mialam male przygody, muszę troszkę odpocząć. 😊

EDIT: miało być "jutro", wyszlo 2 tygodnie 🙈

Ok. 9 bylam już na bloku porodowym. Najpierw rozmowa z polozna, potem z anestezjologiem, az w końcu idziemy na sale.
Dostalam zastrzyk i czekamy.. Nie sądziłam, ze juz tutaj będzie problem. Znieczulenie zadzialalo tylko z jednej strony. Tzn., po zastrzyku jedna strona od razu zaczęła działać jak należy, a druga baaaaaaaaardzo powoli. Musieli mnie wstrząsnąć 😂 (dosłownie polozyli mnie na lozku i obracali tym lozkiem ze mna jak shakiem przy drinku, tylko powoli). W końcu anestezjolog uznal, ze poda znieczulenie jeszcze raz i zadzwonił do lekarza, ale zanim ten zszedl, zaczęłam czuć, ze sie cos rozkreca i ostatecznie nie musialam byc znieczulona dwukrotnie, ale te jedna stronę mialam ewidentnie słabiej znieczulona.
W pewnym momencie operacji czulam bol w barku i anestezjolog tłumaczył, ze to kwestia właśnie znieczulenia z tej strony.
Mam w glowie jakiś urywek o podawaniu atropiny i epinefry
Operacja trwala dłużej, bo mialam sporo skrzepow w macicy to raz. A dwa, ze jak skończyli mnie szyć i zaczęli myć to zaczęłam krwawić. Najpierw myśleli, ze moze powierzchownie, ale potem Pani dr stwierdziła, ze nie jest przekonana i nie będzie ryzykować, więc.. Otworzyli mnie znowu i szukali zrodla krwawienia. Znalezli, przypalili i zszyli z powrotem. 😊 Cos bylo nie tak, bo nie mogli zatamować tego krwawienia i dyskutowali odnośnie heparyny itd.
Coś mi świta o tym, ze mialam tez podawana epinefryne i atropine, ale dokładnie nie pamiętam tego momentu.
W tym czasie malutka zostala przekazana tacie. Ja plakalam z radości, a on ja tulil i mowil "cii, cichutko". Śmiałyśmy sie z poloznymi i lekarkami, ze chyba za długo to wszystko trwa i mala się denerwuje. W koncu, o 11:45 dostalam mala na pierś i moglam ja przytulić ❤️ przewieziono mnie na sale i czekalam na pionizacje.
Po pionizacji kazałam od razu usunac cewnik, bylo poko. 😊 Śmigalam sobie bez problemu. Takze koniec końców wszystko skończyło sie dobrze.


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 grudnia 2023, 22:41

Ola.p Czułam, że tak będzie... 13 listopada 2023, 16:03

3cs
Kupiłam testy owulacyjne, oraz zestaw witamin dla mnie i D który miał zwiększyć nasze szanse...
D w tym czasie był na szkoleniu, przez 3 miesiące do domu zjeżdżał tylko na weekendy.
Na tym etapie w mojej głowie owulacje jeszcze były w 14dc co przypadało idealnie na piątek, jednak charakterystyczny ból jajnika poczułam w środę 12dc, testy zaczęłam robić dzień później. Wtedy zrozumiałam że to nie koniecznie jest 14dc i, że w tym cyklu i tak nic z tego...
Choć ciągle wierzyłam na cud. W następnym miesiącu mieliśmy mieć sesje poslubną, marzyłam żeby zrobić zdjęcie z mikro bucikami, zrobić rodzinie seans z zdjęciami ślubnymi i ostatnim zdjęciem poinformować ich o ciąży...


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 listopada 2023, 11:22

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)