Nie wierzę w to co widzę 🥹
Dziewczyny chyba się udało 🥹🥹🥹
20/11 Beta - 470
22/11 Beta - 1151 🥹
IMG-2649.jpg

Rośnij zdrowo fasolko 🙏

Kontynuacja pamiętnika w zakładce ciążowej


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 listopada 2024, 19:36

Maluszek - 339 dni. 11 miesięcy i 2 dni. Na stanie 2 zęby plus VAT. Gaduła we własnym języku. Czworakuje, staje przy meblach, nogach i dziwi się, że jego własne nogi jeszcze się pod nim uginają i nie chcą same iść. Włazi na meble, na łóżka, strach zostawić na sekundę. Uwielbia się bawić z siostrą, która go uwielbia gnieść, przytulać, traktować jak zwierzątko, bawić się z nim i Nim (strach o to że starszak pozbawi zdrowia czy życia młodszego to moje nowo nabyte uczucie😱) i jednocześnie być zazdrosną o zabawki, o mamę, o wszystko.

Starsza siostra - do trzeciego roku złote dziecko bez sławnego buntu 2latka. Dziś daje popalić.
- nie kochasz mnie
- wyprowadź się z naszego domu
- idę do siebie i przez tydzień nie wyjdę z pokoju, chcesz tego? Chcesz?
- jesteś niesprawiedliwa mama (bo dajesz kanapki a ja chcę cukierki)
- to moje ciało i ja decyduję co będzie jadło 😱🤣🤣(czasami ciężko zachować powagę, ale przysięgam nie wiem skąd ten, akurat dzisiejszy, tekst, bo ja wojującą feministką nie jestem i w domu moje dziecko tego typu tekstu nie słyszało, śmiem twierdzić, że w przedszkolu też nie 🤔)
O rzucaniu przedmiotami, trzaskaniu drzwiami, wrzeszczeniu 'Nieeeeee' nie wspomnę. Kąpać się nie będzie, bo nie, czesać się nie będzie bo nie lubi i nie w tej pozycji, nie w tym pomieszczeniu i będzie się nudzić ... Boże jak ja nie cierpię teraz słowa nuda. No jak można się nudzić idąc dosłownie 20 metrów z punktu A do punktu B. Na tą długa i wyboistą drogę po chodniku trzeba mieć zabawkę i przekąskę, bo przecież człowiek umrze z głodu i nudy przez te 20 metrów 🫣🫣🫣🤣🤣🤣

Ja się wkurzam, mąż biblijne - jeśli nie posłucha 77 razy, to powtórz 78, w końcu zrozumie.
Ja nie z tych cierpliwych i mądrych. Ale jednocześnie z tych, którzy po wybuchu mają mega wyrzuty sumienia😔 Czasami nie ogarniam i myślę, że nie każdy powinien mieć dzieci, i może ja też za bardzo chciałam i teraz sobie nie radzę.

Z wielu rad i porad zapamiętałam jedno. Jeśli dziecko rozbije talerz, to dużo łatwiej kupić nowy, niż poprawić relacje z dzieckiem i odbudować zaufanie. To mądrzej brzmiało, ale chyba sens zachowałam. W każdym razie czasami przypominam sobie tą radę post factum i wtedy jest jeszcze ciężej psychicznie, że człowiek jest tak nieudolny, a niby wydaje mu się, że jest mądry 😶

Okresu nadal brak💪😅

Lilou Ciągle w oczekiwaniu - 🌈 21 września 2024, 12:04

13+0

Wczoraj mieliśmy USG prenatalne.

inbound3870180467272326512.jpg

Mamy 7 cm, najprawdopodobniej zdrowej dziewczynki.
Czekamy na wyniki pappy - i mam nadzieję że powoli będzie już coraz lepiej.

To wszystko, co się dzieje jest tak samo niesamowite, jak i przerażające.
Kolejna wizyta 1.10 - ale tu w poradni na NFZ, bez USG.
I potem 10.10 - wizyta prywatna. 3 tygodnie - mam nadzieję, że wytrzymamy - wspomagając się detektorem.

Dziękujemy za Wasze wsparcie <3

Zostań z Nami 🙏🙏🙏

#Aleksandra Drogi pamiętniczku... 7 maja 2024, 08:04

I procedura
29.04.2024r - start 💉
Gonapeptyl Daily, Bemfola 300
06.05.2024r - I podgląd 🥚 / 6 pęcherzyków / Estradiol 346, Progesteron 0,30
3 na lewym jajniku około 12-13mm, 3 na prawym jajniku 7-9mm + Menopur 75
08.05.2024r - II podgląd 🥚 / Estradiol 949 / Progesteron 0,37
3 na lewym jajniku 16-17mm, 3 na prawym jajniku 11-12mm
10.05.2024r - III podgląd 🥚 3 na lewym jajniku 21mm, 3 na prawym jajniku 16mm,14mm,13mm / Estradiol 1263, Progesteron 0,56
13.05.2024r - punkcja 🍀🤞
14.05.2024r - 1 dojrzała komórka, nieprawidłowo się zapłodniła ❌️


II procedura
13.07.2024r - Start 💉
Gonapeptyl Daily, Menopur 300
19.07.2024r - I podgląd 7 dzień cyklu🥚 / 8 pęcherzyków / Estradiol 326,99 Progesteron 0,27 / Endometrium 4,9 mm
5 na prawym jajniku 12-13mm, 3 na lewym jajniku 10-12mm + Ganirelix
24.07.2024r - II podgląd 12 dzień cyklu / Estradiol 1362,83 Progesteron 0,75 / Endometrium 6,3 mm
5 na prawym jajniku 16-19mm, 3 na lewym jajniku 15-18 mm
26.07.2024r - Estradiol 2052,23 Progesteron 1,08
29.07.2024r - Punkcja 👩‍⚕️🧫⏳️
04.08.2024r - ❄️❄️❄️ 😍
Przygotowania do transferu✊️🤞
12.08.2024r - 1 dzień cyklu
13.08.2024r - 2 dzień cyklu / Progesteron 0,51
20.08.2024r - 9 dzień cyklu / Estradiol 116,66
23.08.2024r - 12 dzień cyklu / Endometrium 7,8mm / Estradiol 154,84 / Progesteron <0,10
26.08.2024r - 15 dzień cyklu / Estradiol 173,38
30.08.2024r - 19 dzień cyklu / Estradiol 276,27
03.09.2024r - Transfer 4AB 🍀🤞 / Progesteron 38,39 ng/ml
06.09.2024r - Progesteron 40,07 ng/ml
08.09.2024r - 5 dpt ⏸️
6 dpt - beta HCG 53 mIU/ml / Progesteron 34 ng/ml
8 dpt - beta HCG 119 mIU/ml / Progesteron 33 ng/ml
10 dpt - beta HCG 284 mIU/ml / Progesteron 13ng/ml
13 dpt - beta HCG 996 mIU/ml / Progesteron 16ng/ml
15 dpt - beta HCG 2112 mIU/ml/ Progesteron 50 ng/ml
17 dpt - beta HCG 5023 mIU/ml / Progesteron 13 ng/ml
21 dpt - Progesteron 30 ng/ml
28.09.2024r - I wizyta USG 🍀🤞 / 25 dpt maleństwo z bijącym ❤️


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 września 2024, 12:12

Parę godzin później poszłam kupić test żeby jutro wieczorem z czystym sumieniem otworzyć wino kupione jeszcze na wakacjach gdy się zaręczyliśmy. Zażartowałam, że w urodziny czy rocznicę może będę już w ciąży i znowu się nie uda.
Jakoś stwierdziłam, że nasikam wieczorem to może poranna biel mniej zaboli. Pokrętna logika kobiety.
I tak właśnie ukazała się bardzo blada, lekka kreska. Kreska nadziei. Choć jestem jakoś zaniepokojona.
Brzuch boli mnie wciąż jak na okres, rano chciałam już brać leki bo lekarz zalecił mi brać już przy 1 kłóciu niby działają wtedy najlepiej. Jest to lekko martwiące. Nic, czekam do rana, jak test będzie pozytywny zrobię 1 i ostatnią w tym roku betę. 🙏❤️

S.Roszpunka W pogoni za marzeniem 28 kwietnia 2025, 15:18

Zbyt duży pęd życia mam. Dzień za dniem pędzi jak oszalały.
Punkcja była.... pobrano bardzo dużo płynu, ale i też dostalam krwotoku, dlatego transfer nie mógł być swiezy.
Ale do rzeczy! Mamy 2 zarodeczki dobrych klas na zimowisku 😍 mam nadzieję, że któryś z nich da nam szczęśliwą ciaze i w końcu przytulimy nasze maleństwo. W najbliższą środę mam wizytę w klinice i mam nadzieję, że dowiem się czegoś nowego. Ogólnie wciaz czuję się w temacie IVF zielona i zagubiona...

Lilou Ciągle w oczekiwaniu - 🌈 5 sierpnia 2024, 12:16

6+2

Byliśmy dzisiaj na USG o 7 rano.
Mamy 4mm okruszka z bijącym serduszkiem ok 113 razy na minutę.
USG pokazało 6+1 - ale no umówmy się, ten 1 dzień z OM to już żadna różnica, a zwłaszcza patrząc na to, że badanie było tak wcześnie rano.
W każdym razie z tygodnia na tydzień - wszystko wygląda dobrze - pęcherzyk ciążowy też rośnie książkowo - 1 mm na dobę.

Niestety mam mini plamienia od środy, tylko na papierze, nie przechodzą na bieliznę. Są koloru od jasnoróżowego do brązowego.
Ale wszystko na USG wygląda ok - być może to przez torbielki z tej hiperstymulacji (które wg dr pełnią rolę wielkich ciałek żółtych - dlatego mój próg to 115 - badałam). Tak po prostu bywa z tymi plamieniami.
Hiperka się uspokaja - jajnik co prawda urósł 1 cm, ale nie ma już płynu pod wątrobą.

Zbadałam ponownie TSH - niestety skoczyło do 3,4 - ale dzisiaj już dr zwiększył mi euthyroxu więc powinno być ok.
W piątek idę zrobić anty xa, żeby się upewnić, że mam dobrą dawkę heparyny.
Z dobrych wieści - zrobiłam też glukozę na czczo 72 - także super.

Jakie leki biorę?
Heparyna 0,4
Encorton 10 mg do śniadania i 5 mg ok 13-14.
Acard 75
Glucophage 1500 XR
Euthyrox N50
Prenatal uno
+ doraźnie nospę i magnez.

Więcej zrobić nie mogę.
Mój dr idzie teraz na urlop - ale umówiłam się na wizytę do jego ojca na przyszłą środę - bo do 26 nie wytrzymam na pewno - a tu sprawdzę wszystko na tym samym sprzęcie, w tym samym gabinecie.

Oby do kolejnej wizyty. Bardzo ciężko mi uwierzyć, że tym razem się uda.
Czekamy dalej.


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 sierpnia 2024, 12:22

AnMiPe Moje historie ♡ 3 marca 2025, 07:43

Są takie momenty, zdarzenia i chwile, które nas rozkładają na łopatki. Dla mnie, osoby niecierpliwej, jest to przymus czekania.
W 2023 roku musiałam czekać na wycięcie tego cholernego mięśniaka, później blisko rok musiałam czekać, by wszystko się zagoiło, a teraz muszę czekać, bo moja tarczyca chce mnie wykończyć.
Nadczynność jest spora, ale lekarz stwierdził, że da się to okiełznać. Ekspresowo przejął się moim pulsem i włączył Propranolol WZF i póki co od kilku dni puls waha się na poziomie 80, a nie 100. Po zrobieniu prób wątrobowych włączyliśmu Thyrozol 3x1. Choć sytuacja nie powinna mnie napawać optymizmem, to w końcu czuję promyk nadziei. Na pytanie "Czy jest szansa na dziecko?" dostałam odpowiedź "Bo zaraz Panią kopnę w tyłek, oczywiście!". Czuję się zaopiekowana, bo lekarz dzwoni, wysyła maile, pisze smsy i po prostu wie co robić, nie zrzuca winy na dużą wagę (choć swoją drogą ciekawym skutkiem ubocznym jest -8,5kg od grudnia), nie odsyła mnie z kwitkiem. Kolejny raz przekonałam się, że NFZ potrafi człowiekowi zaszkodzić, a nie pomóc.
Kolejnym, bardzo martwiącym mnie objawem jest miopatia tarczycowa. Walić uderzenia gorąca, problemy z cerą i wahania nastroju. Ja, jak kucnę, to wstać nie mogę! Nie bolą mnie nogi, ja po prostu nie mam w nich ani procenta siły. Na szczęście tylko w tej pozycji i chodzić mogę (tfu tfu).
Cieszę się, że mam wokół siebie wspaniałą rodzinę, męża, przyjaciół. Kiedy płaczę, bo kolejna koleżanka jest w ciąży na pstryknięcie palcami, to wiedzą, jak mnie uspokoić. Myślę, że wiele z nich płacze razem ze mną. Dlaczego nikt nie uprzedził, że droga do macierzyństwa to tak naprawdę spływ ekstremalnym nurtem łez?

Wkleję sobie aktualne badania, czasem się to przydaje:
21.12 (2 dc)💠Żelazo 88 µg/dL 💠Ferrytyna 36 ng/mL💠Glukoza 91 mg/dL💠 Insulina 22,0 µU/mL 💠Prolaktyna 12,50 ng/mL 💠TSH < 0,005 µlU/mL 💠Estradiol 34 pg/mL 💠FSH 4,1 mIU/mL 💠LH 3,61 mIU/mL 💠Progesteron 0,146ng/mL 💠Testosteron ↑ 0,55 ng/mL

15.02. [ten sam cykl] 💠OB ↑ 32,0 mm/h 💠Kreatynina w surowicy ↓ 0,33 mg/dL💠Białko C reaktywne ↑ 19,2 mg/L💠ciała ketonowe w moczu 💠FT3 15,70 pg/mL💠FT4 4,09 ng/dL💠TSH < 0,005 µlU/mL💠 ATPO 89,9 IU/mL💠 ATG 129,0 lU/ml 💠TRAb 18,02 💠Bilirubina całkowita 0,45 mg/dl 💠ALT 64 U/l💠AST 34 U/l

Do powtórki za trzy tygodnie.

Dzisiaj byłam na badaniach imnuno.
Dostałam zalecenia od immunologa na stosowanie acofilu.
Trochę pozmieniała dawki zgodnie z moimi sugestiami, kazała wrócić do hydroxychlorochiny (odstawiłam we wrześniu ale wszystko zaczęłomnie boleć) i jeszcze zwiększyła dawkę.
Badania wskażą czy dorzuci coś jeszcze ale nie zalecała żadnych wlewów bo nie mam komórek NK czy stanów zapalnych.
Na wyniki poczekam kilka tygodni.
Z plusów to dorzuciłam żelazo i weszłam już w normę 50-150, mój wynik 65 więc ogólnie jestem zadowolona.

Serce wciąż walczy, głowa krzyczy "odpuść", a ja po prostu czekam.
Czekanie jest do dupy...

Dziękuję, że część z Was wciąż tu ze mną jest. To lata budowania tej historii. Wszystkie moje wzloty i upadki, radości i smutki.
Są takie momenty w życiu, że to wszystko do mnie wraca. Czasem się zastanawiam jaka bym była gdyby nie to wszystko.
Czy konto zryło psychikę. Tak
Czy dzięki temu jestem bardziej cierpliwa, tolerancyjna, obiektywna, empatyczna itd itp. Tak

I tych pozytywnych cech możnaby wymieniać naprawdę wiele. To cało szambo ma jakieś małe plusy świecące jak gwiazdki w ciemnościach 🙂

Karo_27 Moja walka - wygrana? 21 września 2024, 09:30

Mam 29 lat.

Za ok. 2 tygodnie być może odbędzie się mój 5 transfer, 2 z 2 procedury.

A ja chyba po prostu się boję. Mam za sobą dwie punkcje, 4 transfery, laparoskopowe usunięcie woreczka żółciowego, histeroskopię, biopsję endometrium z testem receptywności. Z przeżyć psychicznych poza bezskuteczną walką o dziecko od 4 lat, trudną sytuacją rodzinną - śmierć taty w zeszłym roku, która też na mnie wpłynęła.

Mam wrażenie, że mimo pracy nad utrzymaniem wagi ok. 65 kg moje ciało ma się coraz gorzej. Nie chce ze mną współpracować, mam problemy podczas współżycia z mężem, cykl jest nieprzewidywalny, leków dopochwowych typu estrofem nie jestem w stanie wcisnąć- tak jestem zaciśnięta. Większość "operacji" na mojej pochwie już po prostu boli. Jakby ona już też mówiła: "stop, więcej nie dam rady". Czasem mam ochotę poprosic lekarzy, żeby nie dawali mi już leków dopochwowych, ale wg nich i badań "wszystko jest w normie". Tylko, że właśnie ja nie jestem "w normie".

Teraz towarzyszy mi lęk. W pracy coraz ciężej idzie mi ukrywać to podwójne życie, coraz częściej muszę wychodzić w trakcie pracy, coraz częściej mam badania i w klinice spędzam godziny ze względu na kolejki. Boję się tego, co będzie. Boję się, że w końcu wszyscy się dowiedzą i ... Nie chcę myśleć co dalej - już i tak jestem outsiderem, bo opuszczam ze względu na lekarza biurowe spotkania i integracje. Psychicznie mi ciężko, coraz ciężej.

A tak poza tym myślę, że w końcu nadejdzie ten moment, gdy będę musiała powiedzieć: "stop". Całe życie marzyłam o szczęśliwej rodzinie, której sama nie miałam. Mój tata na 10 dni przed śmiercią pytał, czy jestem w ciąży. "Nie, nie jestem". Nie wiem, czy kiedykolwiek będę. Są chwile, gdy mimo lepszego wyglądu i kondycji nienawidzę swojego ciała. Zawodzi mnie, jest słabe, być może ja po prostu nie będę mogła zostać matką.

Może Bóg przeznaczył dla mnie inny plan, a ja wciąż kopię się z koniem i walczę. O marzenie, które od zawsze miałam. Może Bóg wie, że ze względu na przeszłość i historię rodzinną po prostu nie byłabym dobrą matką i znowu zaczęłyby się pokoleniowe tragedie...

Jestem pierwszą osobą ze swojej rodziny, która bez wspomagania nie może nawet zajść w ciążę, po prostu- począć. Wcześniej bywały problemy ze zdrowiem, z liczbą dzieci, ale dzieci były. Może na ten moment przerwę tę rozważania.

Nie poddam się. Mam jeszcze 4 śnieżynki. I choć czuję jakby moje ciało miało 100 lat zacisnę zeby z bólu i będę dla mich wciąż walczyć- do końca. A co potem... Pokaże ten pamiętnik:)

Mam też pytanie- ostatnio coraz częściej myślałam o wzięciu udziału w grupie wsparcia dla kobiet niepłodnych, w trakcie in vitro itp. Najchętniej online. Jeśli ktoś może polecić mi tego typu formę pomocy, będę wdzięczna. W tej całej niepłodności niejednokrotnie samotność jest bardzo dotkliwa.

Ci którzy to czytacie, trzymajcie się cieplutko- przyjemnego, ciepłego wrześniowego weekendu. <3 Jestem niezmiernie wdzięczna za tę przestrzeń.


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 września 2024, 11:29

Oycho Ufaj dalej, nie poddaj się :) 21 września 2024, 14:58

Przeczytałam wczoraj jeszcze raz podsumowanie z wizyty i okazało się, że to nie jest tak, że trzy pęcherzyki są w jednym jajniku, tylko że w lewym jest jeden, a w prawym są dwa. Myślałam, że rozmawiamy z lekarką o tym samym, a okazało się, że sprawy mają się nieco inaczej. Szkoda, że od razu nie sprawdziłam. U mojej pani doktor zawsze to robię. Cóż, trochę rozczarowujące, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że takie wizyty kosztują niemało… Na szczęście to nie ona mnie prowadzi. Uff.
Ostatnio bardzo gniotło mnie z prawej strony, jak na owulację. To byłaby bardzo wczesna owulacja, gdyby rzeczywiście wystąpiła. Dzisiaj jest 10 d.c. i zgodnie z poleceniem, poszłam zmierzyć progesteron. No i wyszedł powyżej 5… Czyli albo była owulacja, albo te torbiele na jajnikach tak na to wpływają… Co dalej nie wiem. Dowiem się w środę. Idę rano na wizytę. Tym razem do jakiegoś faceta, bo moja pani doktor na urlopie. Tęsknię za nią, ale kto jak kto, ona naprawdę zasługuje na urlop.
Do wizyty u pana doktora zamierzam się lepiej przygotować i spisać wszystkie pytania. Mam nadzieję, że nie okaże się, że muszę wskoczyć na jakąś antykoncepcje, żeby wyciszyć jajniki…

Spowiedź Matki Niedoskonałej.

To już ponad 4 lata, kiedy stanęłam u progu przygody zwanej powszechnie "Macierzyństwem". Przygody bez mapy, bez drogowskazu, przygody "sprzedawanej" przez różowe okulary. Założenie było proste: wychowuję ją tak jak czuję. Dopiero potem, po przeczytaniu miliarda postów na instagramie, kilku książek, udziału w kilku webinarach, wiem, że to się nazywa "bezpiecznie", "bliskościowo", a po mojemu "w stylu Krąsi". Zarówno wtedy, jak i dziś, wiem, że chcę wypuścić w świat dziecko z zamiłowaniem do sportu (jakiegokolwiek, niech sobie wybierze i wie, że to da jej relaks, wyciszenie, odpoczynek i zdrowie), z prawem jazdy kat. B oraz ze znajomością jednego języka obcego na poziomie "wiem, że się dogadam, nawet jak nie znam go jak native, po prostu dam sobie radę". W międzyczasie doszło także to, że chciałabym wypuścić w świat dziecko z umiejętnością radzenia sobie z emocjami, przeżywania radości, szczęścia, przekuwania energii złości w coś innego niż bicie czy kopanie ludzi, stabilne psychicznie i po prostu kochające siebie. Czasem jak ją słyszę "Mamo, dasz sobie radę, wierzę w Ciebie", "Świetnie Ci idzie! /i kciuk w górę/" to widzę, że te wszystkie moje "czułe" słówka mają kosmiczną moc i są w niej. Dlatego tym mocniej osadzam się w tym, co było złe, niewłaściwe, wynikające z braku opcji, zmęczenia, braku wiedzy i wsparcia. Bo nie wiem, jakich szkód narobiłam w tej małej główce.

Przede wszystkim dość długo, od okresu niemowlęcego do chyba 2 r.ż. usypiałam ją na noc z telefonem w ręce. Ona skitrana gdzieś u mojego boku, ja na nią popatrzyłam chwilę, a potem wyciągałam telefon (tak, niebieskie światło), nie, potem już na nią nie patrzyłam, może czasem zerkałam, żeby sprawdzić, czy wreszcie śpi. A ona usypiała 40 minut. Cóż, teraz mogę przypuszczać, że to może i od tego ekranu tak długo usypiała. Ale (wybielanie level expert) przecież na samym początku usypiałam ją bez telefonu, tylko jak Bąbolada na mnie ciągle wisiała i to były jedyne momenty, kiedy mogłam "pobyć ze światem", to chętnie z nich korzystałam. Potem, długo, długo potem, miałam z nią rozmowę, że jednak lepiej jest bez telefonu zasypiać. Jakoś to zwalczyłam, łatwo nie było.

Drugi grzech macierzyństwa. Byłam w stanie, na spokojnie, zupełnie na trzeźwo, powiedzieć na 368390731611 "Mama!!!" małemu brzdącowi, który jeszcze nie za dużo mówił "Wiesz, jestem dziś zmęczona Twoim towarzystwem, muszę odpocząć, bo nie mam siły".

Kolejny grzech miał miejsce podczas mojego powrotu do pracy i jej chodzeniu do przedszkola. Wrzesień - październik 2023. Bąbolada nie chciała współpracować. W zasadzie wtedy kupiłam wielorazowe zatyczki do uszu, bo skończyło się poranne "dzień dobry, dzień dobry wiewiórki i bobry, a gdzie wiewiórki, a gdzie bobry?", a zaczął jazgot, marudzenie, "ja nie chcę", "ja nie wstaję", "nie będę myć zębów", "nie jem śniadania". Po kilkunastu takich dniach, nauczyłam się zaczynać dzień w zatyczkach do uszu. Do tej pory mi się zdarza, bo czasem dalej tak wygląda poranek.
Jeszcze byłam na cenzurowanym w pracy, bo wróciłam ledwie 2 miesiące wcześniej. Założenie było proste - zamiast o 7:30, jestem w pracy 8:15, wychodzę o 12:30, żeby odebrać ją o 13:00 z przedszkola i potem mamy czas dla siebie. Jak udawało mi się dojechać do pracy na 9:00, to był naprawdę super czas. W poniedziałki odstawiał ją Mąż, więc w poniedziałki zaczynałam o 7:30 i byłam do 13:30, bo Bąbolada miała w przedszkolu judo i zostawała dłużej. W piątki za to odbierał ją Mąż i siedziałam do 15:00. Natomiast wtorki, środy i czwartki były przesrane. Nie wyrzucili mnie z pracy, bo po pierwsze, przez ten lichy czas tam spędzany, potrafiłam się nadludzkim wysiłkiem wyrobić z ilością zadań, po drugie szybko nie znaleźliby zastępstwa, a chodziło (i dalej chodzi) o "ogarnięcie statystyki". Z 40 godzinnego tygodnia pracy, spędzałam w pracy około 25 godzin. Ukłony dla mojego zespołu (na żywo biję im brawa i dziękuję), bez którego to nie byłoby realne.
Po powrocie był czas na szybki obiad, spacer, jakieś bycie z dzieckiem, popołudniowe rozmowy przez kamerkę z jej Tatą. Ona uczyła się przedszkola i nie była to prosta sprawa, bo zaraz na samym początku, przeżywała mocno w domu, to co się działo w przedszkolu. Odseparowanie od najbliższego opiekuna, brak zrozumienia zasad przedszkolnych, inne dzieci, które ją jeszcze wtedy popychały. I tak np.jednego razu tuż po przekroczeniu progu domu zostałam pobita. Nie wiedziałam jak zareagować, moje dziecko płakało z emocji, ja bardzo chciałam pomóc, ale nie potrafiłam. Dla niej jedynym ratunkiem było pobicie mnie. Ten jeden raz zamurowało mnie i dałam się pobić. Zasnęła z emocji na siedząco z uniesioną pięścią. Potem już wypracowałam inne sposoby reagowania na próby bicia i na szczęście to już jest echem. Do brzegu.
Cała ta sytuacja powrotu do pracy, na takich warunkach i zasadach, w samotności, bez wsparcia, wysłanie jej niemal w tym samym czasie do przedszkola to była katastrofa. Katastrofa, która porankami obierała bardzo często taki obrót: "ok, nie chcesz myć zębów, dobra, to ja wychodzę, idę zjeść śniadanie, bo jestem głodna, a Ty tu siedź". Czy ją biłam? Nie, nigdy. Czy stosowałam przemoc? Tak. Psychiczną. Straszyłam ją najgorszym czym mogłam - uderzałam w jej więź ze mną, bezpieczną więź z tym jednym, najważniejszym opiekunem. To było okropne. To były okropne 2 miesiące. Potem zaczęłam jeszcze więcej czytać i jeszcze więcej się szkolić w moich rodzicielskich założeniach. Czy to jest proste? W życiu Romana. Czy jest warte wysiłku? Jak nic innego, albo jak codzienne, żmudne ćwiczenia baletu dla Primaballeriny, skrzypiec dla Paganiniego, czy kolejne próby doskonałych potraw w Nomie. Jak widzę, jak pozwala mi zachować spokój, cierpliwość, akceptację i przeradza się w jeszcze większą miłość do Bąbolady, to nic innego się nie liczy. Tylko ten kosmos, który ma w swoich nieuchwytnych oczach.

Wszystko to nabrało znaczenia po diagnozie, kiedy to okazało się, że Asperger to nawarstwienie problemów z lękiem i wyrzutem kortyzolu. A właśnie bliskość i relacja, to coś, co może jej pokazać, że świat jest bezpieczny i ciekawy. Tylko, na ile to jednak efekt moich "grzechów macierzyńskich"? Może te grzechy jakoś pogłębiły Aspergera, który już w niej był? Kłębią mi się takie pytania po głowie.

Spowiedź Matki Niedoskonałej zakończę słowami usłyszanymi od kilku, różnych osób, w sytuacjach np.placu zabaw, albo innej opieki nad Bąboladą: "po jakich kursach NVC jesteś???". Po żadnych. Prowadzą mnie błękitne oczy w granatowych obwódkach, które rzadko natrafiają na mój wzrok, ale są to jedyne oczy, które kocham do Absolutu.

Karolaa Odkopuję wspomnienia. 👼🏻 31 grudnia 2024, 08:59

2025 - proszę, bądź tym najpiękniejszym 🙏🏻


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 grudnia 2024, 09:00

Nie skasowałam konta, więc raz na jakiś czas jednak coś tu naskrobię, mam ogromny sentyment do tego miejsca.

Jeśli chodzi o mnie to szukam pracy, jest z tym bardzo ciężko, ale wierzę, że w końcu coś się znajdzie. Musi.

Bartuś jest najwspanialszym chłopcem na świecie ♥️ od czerwca chodzi do żłobka, zaprowadzanie go to dla mnie psychiczną katastrofa, bo krzyczy,płacze itp ale jak już wejdzie do sali to jest ok. Ciocie że żłobka stwierdziły, że jak tak jeszcze długo będzie to trzeba z nim iść do psychologa, bo ich zdaniem ma nadwrażliwość emocjonalną. Póki co o tym nie myślę. Poza tym teraz mamy taki fajny okres, gdzie Bartuś sam przychodzi do opowiada, przytula się itp mądry z niego chłopczyk, a ja pękam z dumy, że jest moim synem ♥️ no i nadal jest nieodpieluchowany, ale po rozmowach z ciociami wywnioskowałam, że wolą, aby miał pampersa..

Nadchodzi listopad, więc powoli szykuję także wszystko na cmentarz dla dziewczynek. Uwielbiam patrzeć jak Bartuś na cmentarzu grabi i mówi, że sprząta, aby dziewczynki miały czysto i ładnie ♥️ nie obciążamy go naszą historią. Wie, że tam śpią dziewczynki i tyle, w odpowiednim czasie jeśli zajdzie taka potrzeba to powiemy mu więcej.

Mam nadzieję, że żadnej z Was nie dotknęła tragedia związana w powodzią :(

Myślę o Was ciepło!

Dlaczego u mnie nawet transfer nie może się tak po prostu nie udać?

4dpt 59.8
6dpt 80.3
7dpt 79.9
9dpt 98.3
11dpt 98.4
16dpt 150

Wygląda że to jakaś pozamaciczna... 😢
Boże, błagam daj mi siłę... wiesz, że nie dam rady odpuścić...

2 dni temu Mały Wielki Człowiek skończył 500 dni, czasie....gdzie tak pędzisz? Po co?
(PS. @ nadal brak😳🤭🫣)
Kocham nad życie dzieci moje❤️
I męża🥰 reszta to didaskalia życia💁

3cs rozpoczęty :)

Poprzedni cykl był pt. "Wiem że nic nie wiem" i na tym to zostawmy. Dobrze ze juz się skończył i tym razem miesiączkę mam już normalna więc oby i cykl taki był :)

Pokłóciłam się okropnie z mężem.
Chociaż inaczej go w myślach nazywam, dużo gorzej. Obiecywał mi wiele razy, że ograniczy swoją obsesję pracy i bardziej zaangażuje się w opiekę nad dzieckiem, sprawy rodzinno - domowe, opieke nad psami itd. A tymczasem du*a. Jeden wyjazd służbowy, drugi, spoko ale praca, nawet na wyjeździe kończy się w piątek ok 17:00 i się wraca do domu do rodziny. A on sobie przedłużył pobyt, bo go nowy kolega - dyrektor- idol zaprosił do siebie. Więc wrócił dziś o 22:00. Weekendzik sobie fajny zorganizował. A ja jeden spacer wczoraj po nocy z psami i śpiącym dzieckiem w wózku, pobudka o 4:00 na karmienie, psy wychodzą o 6:00 już, więc śpiące dziecko w piżamie w merynosa, koc i w wózek, psy bez smyczy, śmieci, potem sprzątanie, karmienie, pokazywanie mieszkania które wystawiliśmy na sprzedaż przy szczekającym psie i ryczącym na rękach dziecku. Potem przebodzcowana tym wszystkim i moimi nerwami Mała która nie chciała zasnąć całe popołudnie. Śniadanie zjadłam o 15:00. W Lidlu dostała mi takiej histerii że mnie ludzie w kolejce pierwszą przepuścili. Do domu nie miałam jak wrócić bo jest 2 km pieszo, a ona nie już chciała być w wózku. Więc albo trzymać ją na rękach i lekko biodrem pchać wózek, albo w wózku i patrzeć jak płacze i ma spazmy. No czasami tak ma. Finalnie jakoś usnęła i dotarłyśmy. A królewicz relaks u kolegi w posiadłości, wysyłał jaki piękny dom mają, jak fajnie został ugoszczony. Bohater zjawił się o 22 i że on teraz przejmie dziecko (śpiące już oczywiście i tylko obudzone na chwilę jak wyczuło mojego wkurwa). Mam serio dzisiaj dość. To jest mój urodzinowy weekend. W poniedziałek kończę 39 lat. Chciałam iść tylko do galerii oddać buty, które zamówiłam za małe i skoczyć sobie na saunę. Takie 2 h dla siebie od kilku dni. Cieszyć się, że to będą pierwsze urodziny od lat, kiedy będę szczęśliwa a nie zapłakała, które spędzę z Córeczką. I mi to wszystko spie****l. Spałam 4 h łącznie wczoraj, a jestem tak zmęczona i zła, że nie mogę zasnąć.
Miałam tu takiej prywaty i brudów nie wylewać, ale cóż. I tak jest.

38 dc/ 1dc
Myślam, że się udało :( temperatura dość długo była wysoka, a dziś spadła, test również pokazał jedną kreskę. Właśnie przed chwilą przyszła miesiączka. I znów od nowa..
W środę idę na kontrolne badania po 3 miesiącach od zwiększenia dawki dostinexu, a na początku października mam wizytę u endokrynologa na omówienie wyników. Leczenie dostinexem trwa już pół roku i jestem już tym wszystkim zmęczona.
Nie zrobiłam progesteronu, bo nie chciałam czuć rozczarowania. Postanowiłam, że w tym roku już nie pójdę do ginekologa po żadne leki na stymulacje. A więc będzie to pierwszy w pełni naturalny cykl. Zobaczę czy moje ciało jest w stanie samo wywołać owulację. Czuję się zrezygnowana, czekam na dwie kreski od 13 miesięcy :( i poczekam jeszcze..


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 września 2024, 10:26

401 dni mojego Małego Wielkiego Ludka🥰
@ nadal brak. Fajnie 🙃😎
Jest niesamowity. Rozwija się cudnie, mam wrażenie że dużo szybciej niż siostra. A ja coraz bardziej mam wrażenie, że jednak Córeczka ma jakiś odprysk bycia hipotrofikiem i wcześniakiem (chociaż synek jakby starszy" tylko 4 dni). Wiem, że dzieci się nie porównuje, ale dopiero teraz widzę że roczniak używa paluszka wskazującego, nie płacze na dźwięk blendera czy suszarki, je łyżeczką, zjada jabłko w całości (no bez skórki😋), wspina się na meble i staje w wannie😱 aaa i nie cycuje przy każdej okazji. W sumie cyc jest tylko do uśpienia, chociaż z tatą też potrafi zadbać jeśli musi. Wszystko prawie jest inaczej. Nie znaczy że wcześniej było źle 🤔
Za to córka w tym wieku uwielbiała książeczki. Synek interesuje się tylko tym jak daleko poszybują rzucone, albo jak smakują🫢 Mąż (podwójny magister z tytułem doktora) martwi, że rośnie nam dziecko o zdolnościach technicznych. Martwi...tak, martwi, a ja bym się cieszyła gdyby za jakieś 15 lat w domu była druga osoba poza mną, która potrafi prawidłowo trzymać śrubokręt czy młotek😆

Obserwuję u siebie nieprawidłowe zachowania wobec córki. Chwytam ja za mocno, szarpie, krzyczę, podnoszę głos i mówię nieprzyjemnym tonem. Wszystko to tak trochę w białych rękawiczkach. Ja o tym wiem, ona to czuję, osoba z boku nie zauważy. Źle mi z tym bardzo, ale czasami puszczają mi nerwy jak powtarzam coś 5-10-15 razy, ucieka czas a ona nawet nie mrugnie, nie zareaguje, jak glucha. Staram się na prawdę się steram, ale czasami mi nie wychodzi. Boję się że już straciłam szansę na bycie tą dobra mama, bo córka często mówi nawet obcym osobom, że mama to ta ostra, zła, a tata jest miły😔 Boję się że przeradzam się we własną matkę. Ona tak mnie traktowała. Psychicznie, fizycznie. Ojciec zawsze mówił, że jestem wierna i doskonalsza kopia swojej mamy. Boję się że miał racje. Pewnie psycholog by mi się przydał, ale nie mam na niego ani czasu, ani pieniędzy.

Byłam w Centrum Onkologii. Czekam na termin TK a później albo chemia albo radioterapia, albo nic. Mógłby się już chociaż ten wątek mojego życia skończyć.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)