Nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale wieczorem harce i spać się nie chce, więc matka siada do pracy i północy, a rano promienny uśmiech...stój, dwa promienne uśmiechy, bo dlaczego mam mieć wygodnie w łóżku🫣 budzą mnie o 5.20🫣🫣🫣 nie wiem jak ja dzisiejszy dzień w pracy przetrwam 🥴
10+6 🤰
https://ibb.co/rmGRYF6
https://ibb.co/NZxgq33
https://ibb.co/T17153s
3.90cm cudu, z pięknie bijącym serduszkiem 186ud/ min ❤️
Wszystko wygląda dobrze, doktor pomierzyła dziś trochę tak jak na prenatalnych, bo dzidzia współpracowała. Najpierw była drzemka na brzuszku, a po chwili impreza 💃 mamy bardzo dużo zdjęć i oglądaliśmy maluszka w 3D.
Widać kość nosową, przezierność karku nisko, serduszko prawidłowe, żołądek, kręgosłup, paluszki u dłoni i stópek. Troszkę mi ulżyło 🥰
Na dzień dzisiejszy wygląda na dziewczynkę 🩷🤭
Plamienia wróciły, delikatne ale niepokoją. Prawdopodobnie biorą się z nisko położonego łożyska, wszystko się kształtuje, rośnie i drobne naczynka mogą pękać. Łożysko powinno się podnieść wraz z rosnącym brzuszkiem, szyjka jest prawidłowa, długa.
Wszystko wokół wygląda w porządku.
Teraz czas na pobranie krwi na nifty i badania prenatalne 03.02.
Oglądam swoje dziecko na monitorze, widzę jakie robi akrobacje, jak porusza nóżkami i rączkami, zakrywa buźkę, obraca się, słyszę mocne bicie serca, widzę powiększający się brzuszek i nadal nie dowierzam, że to wszystko się dzieje 🥹 wzruszam się za każdym razem na widok tej małej istotki, która rośnie we mnie.
Rośnij kochanie 🩷
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 stycznia 2025, 13:48
Drugi podgląd jajeczek - 10 dc, 9 dzień stymulacji za mną, wynik estradiolu - 1585 pg/ml, wynik progesteronu - 0,539 ng/ml. Prawy jajnik 3 pęcherzyki po ok 15 mm, plus ze dwa mniejsze, lewy jajnik nie dał sie zbadać, schował się nie wiadomo gdzie albo lekarka nie umiała znaleźć... jak za mgłą gdzieś za macicą, więc nie wiem co się w nim dzieje. Ogólnie z wizyty wyszłam taka przygnębiona lekko, lekarka jak sama powiedziała spodziewała się już większych pęcherzyków na tym etapie. Trudno, stymulacja taka sama, wizyta w sobotę, 12 dc.
Boję się że nie zostanie nam ostatecznie nic z takich ilości.
Starość nie radość.
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lutego 2025, 14:34
26cs 90dc
Przyszedł czas na badania prenatalne.
W bardzo dużym skrócie to wszystko jest w jak najlepszym porządku. Maluch ma 5,4cm co odpowiada 12w2d, a cała reszta wskazuje na niskie ryzyka wad genetycznych. Słyszymy z mężem serduszko i widzimy jak kijanka podskakuje. Jak na razie łożysko jest przodujące i pojawił się mały krwiak, ale nie plamię i nie dzieje się nic niepokojącego, więc lekarz kazał mi zachować spokój.
Tak też robię. Zachowuję spokój i cieszę się tym, że maleństwo dobrze się rozwija.
_____
Cieszę się swoim szczęściem, ale też myślę dużo o tych, którzy czekają na ten moment w swojej walce. Pamiętam o swoim bólu i ukłuciach zazdrości, gdy widziałam postępy innych na drodze do posiadania dzieci. Ciągle zastanawiałam się jak to będzie, jakie to uczucie.
Chciałabym przytulić swoją starą siebie - tamtą czekającą po drugiej stronie na ten właśnie cud życia. Jednocześnie teraz widzę jaka byłam bezradna.
Każda chwila oczekiwania była bólem, lękiem i niepewnością. Setką pytań i wątpliwości we własnym kierunku, na które nikt nie mógł mi sensownie odpowiedzieć. Nie zapomnę tego, gdy czułam się bezużyteczna i gdy próbowałam zapełniać tę dziurę w sercu, która tak bardzo męczyła.
Nie wiedziałam, że tak bardzo pragnę tego dziecka.
Telegram> @Cokos20 Buy Cocaine online in Adelaide
Podobno tymrazem miało być mniej komorek o lepszej jakości... mniej to ich nie ma - pobrali 24, nadających się do zapłodnienia 20... liczę że jednak będą lepszej jakości i będzie chociaż kilka zarodkow 🙏🙏 czekam na telefon z kliniki ile finalnie jest zapłodnionych 🙏
16 maja 2025, 21 dc
Od trzech dni mam plamienia .
We wtorek z rana podczas podcierania jasno brunatny kolor, wodniste.
W środę jasno różowe , także wodniste .
Dziś ledwo widoczne ale nadal jest jasnoróżowe . Dzisiejszego nie będę zaznaczać na wykresie bo jest na tyle delikatne że nie ma sensu .
Od wczoraj biorę duphaston . Nie wiem czy dobrze bo nie jestem pewna kiedy była owulacja. Skok temperatury ( o ile można to tak nazwać ) wystąpił wczoraj . Czyżbym miała opóźniona owulację ?
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 maja 2025, 07:58
Minęło 21 dni od zamrożenia mojego jedynego zarodka... mroza tylko te, które "rokują na ciążę", ale zdecydowaliśmy się na PGTa... I niestety to była dobra decyzja, bo genetycznie nie nadaje się do transferu... 2 procedura kończy się dużo szybciej niż pierwsza 😢.
Mam 40 lat, jedna naturalna ciążę zakończona urodzeniem martwego dziecka, 2 stymulacje IVF, 3 nie badane zarodki, 3 ciążę, 1 jedno dziecko, 1 poronienie, 1 pozamaciczna i 1 nie przebadany wadliwy genetycznie zarodek... czy to ma jeszcze sens? 😭
8 dc, 7 dzień stymulacji. Od wczorajszego wieczora czuję się jak wielka bomba, gdzie to jeszcze nie jest efekt końcowy... podbrzusze mam wrażenie spuchnięte, kluje mnie najczęściej prawa strona, przy chodzeniu, siadaniu, leżenie boli najmniej. Na samą myśl o zastrzykach w tę piłeczkę mi słabo. Ale nic to, wszystko dla małego szkraba.
Mąż ma dobre nastawienie, czuje że się uda. A ja na ten moment coraz częściej rozmyślam czy w moim wieku możliwe jest jeszcze mieć zdrową, piękną komórkę, której niczego nie brakuje..
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 lutego 2025, 20:02
https://zapodaj.net/plik-5rLLrc6GTT
https://zapodaj.net/plik-BVU2Vp7TdE
Średnie ryzyka, przezierność karkowa dość wysoka.
Przed nami wizyta z genetykiem po czym będę musiała wykonać badanie NIFTY lub nawet amniopunkcję.😓
Dlaczego los znów gra na moich emocjach? Dlaczego nigdy nie może być dobrze?
Dlaczego moje rodzicielstwo i spełnienie moich marzeń znów wisi na włosku? 😣😣
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 lutego 2025, 19:32
Urodziłam dzis siłami natury Alicję 3550 gramów i 54 cm Szczęścia, zdrowa, to najważniejsze, urodzona w terminie… Nasza „Przygoda ze staraniami” zakończona podwójnym szczęściem 😍😍😍😍 teraz tylko żeby nam zdrowie dopisywało 😍😍😍😍
Nasz synek właśnie skończył 2 miesiące. Czas leci nieubłaganie, ale ja nie mam poczucia, że przelatuje przez palce. Chłonę macierzyństwo całą sobą, cieszę się z każdej wspólnej chwili. Tulę, noszę, karmię, bawię się, rozmawiam z nim. Jestem przy każdym jego uśmiechu, każdym ciekawskim spojrzeniu czy pierwszym nowym odgłosie. Nadrabiam czas, który zabrała mi niepłodność. Domowe obowiązki spadły na dalszy plan, bo nie chcę stracić najważniejszego. Jeszcze się przecież w życiu nasprzątam i nagotuję obiadów. Mąż pracuje i ogarnia zakupy, a ja mam czas, by po prostu cieszyć się macierzyństwem. I jestem mu za to ogromnie wdzięczna 🤍
Pierwsze tygodnie były bardzo intensywne. Stałam się w nich innym człowiekiem. Jeszcze nigdy w życiu nie byłam tak bardzo szczęśliwa i zmęczona, a jednocześnie uruchomiły się we mnie takie pokłady energii, że jakoś funkcjonowałam mimo totalnego braku snu. Bo ja chyba przez pierwszy tydzień nie spałam w ogóle. Nie miałam kiedy odespać porodu, a gdyby nie mąż, to chyba nic bym nie jadła. Codziennie przychodziła do mnie położna, a ja witałam ją w tej samej piżamie, bo mimo godziny 14 nie byłam w stanie przebrać się jeszcze w jakieś inne ciuchy. Zastanawiałam się, jak ludzie z małymi dziećmi są w stanie wyjść z domu np. do restauracji. Albo jak dziewczyny potrafią udzielać się na forum krótko po porodzie? Ja często nie wiedziałam jaki jest dzień tygodnia i która godzina, a na telefon zerkałam tylko po to, żeby zadzwonić do męża. W mojej głowie otworzyła się jakaś nowa klapka - trafiłam do świata, o którym nie wiedziałam, że istnieje. Poród i macierzyństwo to tak abstrakcyjne rzeczy, że ciężko je nawet wytłumaczyć. Ten ból i ta miłość, wyczerpanie, zagubienie i wdzięczność, które w jednym momencie mieszają się ze sobą.. Zrozumiałam, że to, do czego tak długo dążyłam, to nie tylko posiadanie słodkiego bobasa - to także ogromna odpowiedzialność i całkowite zatracenie siebie. Że nagle jest Ci absolutnie obojętne jak wyglądasz na spacerze, bo w pocie czoła naciągasz na siebie spodnie i wybiegasz z wózkiem zanim dziecko zdąży ci się rozpłakać. Że kawę wypijasz na dwa łyki, bo to jedyny sposób, by wypić ją ciepłą. Bo jeśli chcesz zrobić coś w domu to musisz sobie wybrać, czy dzisiaj wstawisz jedno pranie, czy poodkurzasz, a może zapakujesz zmywarkę.
Było trudniej, zupełnie zwariowanie, ale było piękniej. Na tyle, że widok naszego dziecka doprowadzał mnie do łez wzruszenia kilka razy dziennie przez bardzo długi czas. Całowałam jego główkę i dziękowałam za to, że pojawił się w naszym życiu, że wybrał sobie nas jako rodziców. Że tak dzielnie walczył i wywalczył to, co wydawało nam się przez tyle lat niemożliwe. Tak wielkiej miłości jeszcze nie znałam - ten mały człowiek totalnie przewrócił mój świat do góry nogami.
Po porodzie byłam przeszczęśliwa, gdy zobaczyłam w moich piersiach kropelkę mleka. Wiedziałam, że na początku nie potrzeba temu maleństwu dużo, bo ma żołądek wielkości wisienki. Podeszłam więc do tematu ze spokojem. Przez pierwsze dwa dni synek tylko jadł i spał przy mojej piersi. I wtedy powiedzieli nam, że schudł na tyle, że muszę go dokarmiać, bo inaczej nie wypuszczą nas ze szpitala (teraz wiem, że było to tylko 7% wagi urodzeniowej, więc panika nie była potrzebna). Najpierw przynieśli laktator, a ja nie miałam kiedy odciągać, bo mały cały czas wisiał na piersi. Miałam zapisywać godziny kamień i odciągnięć, ale w naszym dniu nie było żadnego schematu, który można było spisać - panował totalny żywioł. Malutki ciągle był głodny i płakał. Przynieśli więc mleko modyfikowane i pokazali jak dokarmiać go wężykiem podczas gdy pije z piersi. Spróbowaliśmy i tego, ale miałam już tak poranione brodawki, że mąż zaczął karmić synka zakładając ten wężyk na swój palec. Wtedy pojawił się stres.. Wyszliśmy do domu i w domu walczyliśmy dalej. Wszystko kręciło się wokół karmienia i odciągania, bo bardzo mi zależało na rozkręceniu laktacji, choć w tamtym momencie nie rozumiałam, jak dziewczyny karmią piersią latami z przyjemnością. Położna po kilku dniach dała nam butelkę z wolnym przepływem i zaproponowała używanie jej chociaż w nocy, żebyśmy spali zamiast męczyć się z tymi wężykami. Ciągle mi powtarzała, że nasze dziecko potrzebuje mnie też za rok, za dwa i za pięć, dlatego nie mogę zajechać się już na samym początku. Przeszliśmy więc na butelkę i dało nam to trochę wytchnienia - synek najadał się i zasypiał spokojniej. Jak było troszkę lepiej, to przeszłam wyłącznie na pierś i znowu zaczęło się wiszenie na niej 24h na dobę. Okazało się, że przez 3 dni maluszek nie przybrał nic. Zamówiłam sobie laktator muszlowy, ale miał za mały lejek i poraniłam sobie sutki tak, że nie dałam rady karmić piersią. Przyjechała do mnie mama i widząc ten tragiczny obraz poleciła mi dawać butlę i dać sobie odpocząć. Miałam wreszcie czas odciągać, gdy ona zajmowała się małym. Gotowała nam pyszne rzeczy, sprzątała. Brała go też nad ranem do siebie i dawała mi odespać nawet po kilka godzin. Nabrałam sił i chyba dzięki niej wyluzowałam, bo w ostatnich dniach jej pobytu laktacja rozkręciła mi się na tyle, że butelka przestała być potrzebna.
Dziś kocham karmienie piersią. Tę bliskość, to jak patrzy mi głęboko w oczy z ufnością, to jak uroczo się uśmiecha gubiąc nieporadnie swój "smoczek" - mam nadzieję, że uda mi się to robić jak najdłużej ✨
Teraz radzę sobie lepiej 🤍 Poznałam mojego synka i łatwiej mi rozszyfrować jego potrzeby. Niemniej jednak od tygodni budzi się w nocy co godzinę, a w dzień zasypia tylko na moich rękach. Jestem tu całkowicie sama i momentami po prostu czuję się zmęczona. Ale wiem, że nie potrwa to wiecznie i kiedyś nie będzie mnie już tak potrzebował. Ba, gdy śpi, to ja będąc w drugim pokoju za nim tęsknię i nie mogę się doczekać, by go przytulić. Więc po prostu płynę na tej fali, jestem dla niego i stwarzam mu bezpieczną przystań, aby mógł zdrowo rozwijać się w moich ramionach.
I'm so deeply in love 💖
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 października 2025, 15:40
18 marca na pokład wskoczył mój najlepszy zarodeczek 4AB.
Zostań ze mną moje szczęście 🙏
Leki to standardowy mój zestaw euthyrox, estrofem, besins, dupek, utrogestan, encorton, acard, heparyna, acofil, hydroxychlorochine, witaminki.
Znowu nadzieja urosła. Od ostatniego transferu minęło 7 miesięcy i człowiek odzwyczaił się od porażki...
Progesteron narazie całkiem ok. Dzień po transferze 30 także trzymam leki jak do tej pory.
Brzuch zielony... Rzeczywiście z każdą próba coraz gorzej znaleźć miejsce do kłucia.
Mam takie zrosty że wbić się nie da a po każdym zastrzyku sporą śliwka.
Ostatnie krwiaki znikały mi 5 miesięcy!
Nie wiem czemu to się tak długo teraz utrzymuje.
Na początku bardzo dziękuję za wszystkie słowa wsparcia pod poprzednim postem 🤍 Dobrze czuć, że nie jestem sama. Mój mąż też staje na wysokości zadania i bardzo mnie wspiera. Byłby wspaniałym tatą 🥺
Otrzymałam raport z punkcji, który nie powiedział mi zupełnie nic. Spójrzcie same.

Komórki nieprawidłowe morfologicznie (7). A gdzie reszta? Pobraliśmy przecież 16. Napisałam maila do Pani doktor. Otrzymałam odpowiedź: "Z 16 kumulusów było 7 oocytów, ale były nieprawidłowe morfologicznie, więc nie zostały zapłodnione. Przyczyny nie znamy - może przypadek, taki cykl (najbardziej prawdopodobne), ale jak sytuacja powtórzy się w innych warunkach, w innym cyklu, to duże prawdopodobieństwo, że takie są zazwyczaj, stąd brak ciąży".
Sama nie wiem co czuję. Ciężko mi przyjąć, że wina może leżeć w moich komórkach. Jestem zdrowa, szczupła, wszystkie wyniki piękne, owulacje potwierdzone, progesteron po owulacji wysoki. Czy to możliwe, że te nieprawidłowe komórki to faktycznie był przypadek, pechowy cykl? Siedem komórek z siedmiu było nieprawidłowych. Przerażające. Boję się, że to trochę za dużo na przypadek. Lepiej wygląda "tylko" siedem komórek nieprawidłowych, niż szesnaście, ale to nadal dużo. Sto procent. Miałam nadzieję, że dowiem się, że były one niedojrzałe, że może stymulacja nie była trafiona. Analizowałam swoje wyniki - estradiol badany w ŚLA w 7 dc (po 4 dawkach leków stymulujących) wynosił 854,10 pg/mL, a w 10 dc - 3223,60 pg/mL. Oba badania robiłam rano. W 10 dc wieczorem miałam monitoring. Pani doktor zdecydowała wtedy, że punkcja będzie w sobotę. Kazała jeszcze podejść do laboratorium w klinice, by potwierdzić wyniki. Kolejnego dnia dostałam informację, że estradiol wynosi 2980,00 pg/mL. Zdziwiła mnie ta różnica, bo badanie było wykonane prawie 12h później niż to poranne. Trudno porównywać wyniki z różnych laboratoriów, ale mimo wszystko, myślałam, że estradiol powinien choć trochę urosnąć. Brałam już wtedy Orgalutran, nie wiem jak to się ma do tych wyników. Następnym razem planuję wszystkie badania robić w klinice, żeby uniknąć niepotrzebnego stresu. Ale wracając do wyniku - na 32 pęcherzyki widoczne na USG ten wynik nie porywa. Pytałam o to Panią doktor, ale uspokoiła mnie, że na jeden dojrzały pęcherzyk przypada pomiędzy 100 a 300 pg/mL estradiolu. Uśredniając ten wynik, wyszłoby, że dojrzałych było 14 pęcherzyków. Ale czy te niedojrzałe nie wydzielają estradiolu? Czy ten wynik nie był jednak za niski do punkcji? Mam tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi.
Nie uzyskamy odpowiedzi na nurtujące nas pytania, dopóki nie zaczniemy kolejnej procedury. Do tego jeszcze trochę czasu - tym razem Pani doktor postawiła na długi protokół. Od 1 dc mam brać tabletki antykoncepcyjne i zgłosić się na wizytę przed zakończeniem opakowania. Zakładam, że kolejna punkcja będzie w marcu. Czas będzie się dłużył, ale nie przeskoczymy tego. Postaram się wykorzystać go na zadbanie o siebie. Podkręcę suplementację i przede wszystkim - zadbam o sen. Mąż walczy ze mną w tym temacie od dłuższego czasu, ale ciężko mi zmienić swoje wieloletnie przyzwyczajenia. Pani doktor zleciła też badanie kariotypów. Jutro jedziemy do TestDNA oddać krew, a wyniki mają być w terminie od 15 do 21 dni roboczych. Podobno tam wyniki są najszybciej, a ja chcę wiedzieć na czym stoję, więc nie szukałam tańszych opcji. Chciałabym też powtórzyć krzywą glukozową i insulinową. Robiłam to badanie w 2023 roku, jako jedno z pierwszych badań zleconych przez dr MP. Wyniki wyglądały wtedy tak (na czczo -> po 1h -> po 2h):
Glukoza: 73,00 -> 82,00 -> 74,00
Insulina: 2,60 -> 27,90 -> 22,10
Pani doktor nie widziała w tych wynikach nic niepokojącego. Poradziła tylko, żebym jadła częściej, a mniejsze porcje. Miałam też zwracać uwagę na niski indeks glikemiczny, ale z tym tak średnio mi po drodze. Może to błąd, że nie wdrożyłam tych wskazówek w życie.
Ciężko mi. Może trochę lżej po słowach Pani doktor, że według niej najbardziej prawdopodobne jest, że to "taki cykl". Czy naprawdę musimy mieć takiego pecha? Przeszukałam internet i nie znalazłam takiego przypadku jak my. W tych trudnych przypadkach najczęściej jest tak, że komórka się nie zapładnia, albo nie udaje się uzyskać blastocysty. Nigdzie nie przeczytałam, żeby wszystkie komórki były nieprawidłowe morfologicznie. Boję się. Bardzo się boję, że odkryliśmy przyczynę niepłodności, której nie przeskoczymy. W mojej głowie już przelatują myśli o komórce dawczyni. Wiem, że to za wcześnie. Wiem, że pierwsza procedura to jedna wielka zagadka. Ale ja nie znalazłam tak beznadziejnej historii jak nasza i tak ciężko jest myśleć pozytywnie. Czuję się tak, jakbym zderzyła się ze ścianą.
Trzeci podgląd jajeczek - 12 dc, 11 dzień stymulacji. Krew pobrana, czekam w aucie na wizyte, kawa, herbata, sniadanie, a przed chwilą zastrzyk Cetrotide. Pierwszy bez męża, aż mi dziwnie bez prywatnego asystenta
opatulilam się kocykiem, miałam czytać nowy thriller Cartera ale jakoś czas leci i bez tego dzisiaj.. póki co mam wyniki : estradiol 3090 pg/ml, progesteron 1,12 ng/ml. Ciekawe jak tam jajniki się mają, zauważyłam dziś ze brzuch jest dużo mniejszy, nie taki wzdęty, bardziej mu ku normalności. Aż zaczęłam myśleć czy tam co nie popękało.... za dużo czytania forum, za dużo:)
Po wizycie .. dziś inny lekarz, szybko jasno klarownie precyzyjnie, lewy jajnik znaleziony od razu
prawy jajnik 5 pęcherzyków, z czego jeden 18,5 mm reszta srednio 13-15 mm, z kolei lewy jajnik 3 pęcherzyki, gdzie chyba też jeden mial 18,5 mm reszta podobnie jak w prawym. Rośnie mi progesteron wiec było trzeba podjąć decyzję czy robimy już punkcję czy jeszcze stymulujemy i walczymy o pozostałe mniejsze pęcherzyki. Ryzyko jest w postaci pęknięcia tych największych (oby nie, w końcu biore Cetrotide) oraz bardzo pewne ze transfer nie będzie świeży. A teraz uzyskalibyśmy te 3 pęcherzyki tylko i jakby dobrze rosły zapłodnione transfer byłby pewnie świeży. Zadecydowalismy o dalszej stymulacji, uzyskaniu wiekszej liczby komórek . Transfer byłby odroczony w czasie żeby wyregulować progesteron. Kiedy trzeba było to progestron po owulacji mam nijaki, niski strasznie, a jak nie trzeba, to za wysoki...eh.
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2025, 12:12
11dpt
Jeszcze raz dziękuję Krąsi za dodanie otuchy, trochę mnie to uspokoiło 🙂
Choć oczywiście czytając forum ciągle przeglądałam stopki i szukałam wyniki bet i porównywałam do siebie 🙈
Dzisiaj poszłam znowu spuścić trochę krwi, i wynik:
192mIU/ml ♥️
Przyrost prawie 200%
Robiłam dzisiaj też sikany test i też wyszła już wyraźniejsza kreska niż dwa dni temu.
Najlepsze walentynki ever.
Chciałam zrobić jeszcze betę w poniedziałek, ale mam już chyba dość kłucia. Zobaczę co lekarz z kliniki na teleporadzie mi powie w poniedziałek.
Uspokoiłam się po tych dzisiejszych wynikach
23w0d
Myszko moja Kochana, łobuzujesz na całego. Bardzo się cieszę, że jesteś tak aktywna, ale mam jedną prośbę. Błagam, przestań uderzać w okolice szyjki bo wyzionę ducha... To tak specyficzne i niekomfortowe uczucie... Twój Brat był o wiele łaskawszy w tej kwestii. Robisz to kilkadziesiąt razy dziennie, a ja nie daję już rady
Zmieniam pozycje, chodzę, siedzę, nic na Ciebie nie działa. Mogę jeszcze spróbować stanąć na rękach 🙃
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 kwietnia 2025, 15:36
Telegram> @Cokos20 Buy Cocaine online in Canberra
Telegram> @Cokos20 Buy Cocaine online in Geelong
Ciąża zakończona 16 maja 2025
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.