S.Roszpunka W pogoni za marzeniem 1 kwietnia 2025, 23:42

Dawno mnie tu nie było Pamiętniczku. Nie pisałam Ci, że byłam w ciąży w w zeszłym roku. Niestety kolejna stracona. Odpoczywalismy z mężem od tematu starań, ale nie unikalismy wybitnie zajścia. Jednak zapadła decyzja, że podchodzimy do IVF.... Dziś mam 3 dzień cyklu i wczoraj zrobiłam pierwsze zastrzyki z Menopuru oraz Rekovelle. Rano obudziłam obudziłam z mega mdlosciami, bólem głowy i zawrotami w głowie. Jakoś dzień przeżyłam, w pracy nie zwróciłam uwagi na to, że nie mam krwawienia. W domu się zorientowałam. Mam nadzieję, że to normalne? "Skonsultowałam się " z czatem gpt, napisał, że to normalne. Ale może lepiej zadzwonić do kliniki? 🤔
05.04. mam pierwszy podgląd 🥚, mam nadzieję, ze hodowla się powiedzie. Dam Ci znać Pamiętniczku co się dowiedziałam.

Emka06 Nasza historia 31 marca 2025, 19:36

Nie wiem nawet od czego zacząć. Długi protokół, zmiana leków. Pęcherzyki rosły wolniej, co odebrałam za dobry znak. Cieszyłam się, że jest inaczej niż za pierwszym razem. Poza tym pęcherzyków było mniej niż ostatnio, więc wierzyłam, że będą lepsze jakościowo. Podeszłam do tej procedury na chłodno, nie chciałam o niej rozmawiać, chciałam ją po prostu przejść. W sobotę miałam punkcję. Znowu sobota, nawet godzina ta sama. Miałam traumę po tamtej sobocie, ale starałam się wierzyć, że w tamtej procedurze to naprawdę był "taki cykl". Nie mogę mieć przecież tak złych komórek, przy tak dobrych wynikach badań. Tym razem pobrano 15 kumulusów. Całą sobotę przesiedziałam z telefonem w dłoni, modląc się by nikt nie zadzwonił. Nie zadzwonili. Szok, niedowierzanie. Jestem już o krok dalej niż ostatnio - pomyślałam. Wczoraj zaczęłam przyjmować leki przygotowujące do transferu. Dalej byłam sceptyczna, ale tym razem przynajmniej czułam, że cały ten dyskomfort po punkcji, obolałe ciało, to nie jest na marne. Zastanawiałam się co tam się dzieje w laboratorium. Marzyłam. Snułam w głowie piękne scenariusze. Dzisiaj miałam dzwonić, by dowiedzieć się ile komórek się zapłodniło, a jednocześnie miało to być info z trzeciej doby. Pani doktor uprzedziła mnie, że często w poniedziałki sami dzwonią z informacją, bo mają dużo zabiegów, procedur i nie są w stanie odbierać telefonów w wyznaczonych godzinach. Wiedziałam więc, że telefon może zdzwonić, ale bardzo chciałam, żeby jednak nie dzwonił. Zadzwonił. Pani embriolog (?) do weryfikacji potrzebowała mój PESEL. Podałam go tak szybko, że ona chyba nawet nie zakodowała, spytała tylko ze zdziwieniem "to już?". Moje serce biło jak oszalałe. Czułam, że jest źle. Tym razem z 15 kumulusów (nie wiem jeszcze ile było komórek) tylko jedna komórka była prawidłowa, ale się nie zapłodniła. Tym samym zakończyła się procedura numer 2. Nie możemy już podejść do kolejnej procedury z dofinansowaniem, bo dwukrotnie nie udało się nam uzyskać minimum dwóch komórek nadających się do zapłodnienia. Gdy się rozłączyłam czułam tylko złość. Nie tyle smutek, co ogromną wściekłość na to wszystko. Mam wrażenie, że ja już przy pierwszej procedurze pogodziłam się z tym, że przyczyną niepłodności są moje komórki i kolejna procedura może się nie udać. Bardzo chciałam się mylić. Nawet Pani doktor była przekonana, że tym razem będzie inaczej.

Nie wiem co teraz. Gdzie szukać pomocy? Próbować jeszcze czy pogodzić się z tym, że nigdy nie zostanę biologiczną mamą? Nie wiem czy mam siłę dalej walczyć. Nie wiem czy bardziej mi zależy na tym, żeby mieć dziecko, czy żeby to dziecko było moje. Jestem zmęczona fizycznie i psychicznie. Ta procedura trwała tak długo. Dziesiątki zastrzyków, dojazdy do kliniki, zwalnianie się z pracy, szukanie kolejnych wymówek. Naprawdę nie mam siły.

Umówiłam wizytę u Pani doktor na piątek. Muszę z nią porozmawiać. Wcześniej przedstawiała mi swój plan i mówiła, że na razie mam nie myśleć o komórce dawczyni, ale w tej sytuacji na pewno to zasugeruje. Dzięki pomocy jednej z dziewczyn z Ovu (dziękuję jeszcze raz 🤍) umówiłam się na bezpłatną konsultację z czeską kliniką. Nie wiem czy to ma sens w przypadku, gdy to moje komórki są problemem. Tam zazwyczaj trafiają dziewczyny z niskim AMH, albo w sytuacji, gdy jest problem z uzyskaniem zarodków. U mnie problem leży gdzieś indziej. Jeśli któraś z Was wie co mogłabym jeszcze zbadać, gdzie szukać pomocy to bardzo proszę o porady. Spełnienia się mój najczarniejszy scenariusz - nawet IVF nie jest w stanie nam pomóc. Nie znam drugiego tak beznadziejnego przypadku jak nasz. Ostatkiem sił zawalczę po raz kolejny, tylko niech ktoś tchnie we mnie nadzieję.


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 marca 2025, 21:07

Owulacja była i jestem w 10-11 dpo. I to jest istna kolejka górska. Raz myślę że mi się udało żeby za chwilę się smucić że nie ma szans na powodzenie. Jednocześnie mówię do brzucha zostań fasolko żeby w kolejnym momencie mówić do siebie: głupia babo nie nastawiaj się. Do tego mam wrażenie że mam część objawów ciążowych ale jednocześnie sobie wmawiam że to pewnie skutki uboczne leków i przypominam że wcześniej przy staraniach każdy tydzień przed okresem wyglądał jakby mi się udało. 🫣🫣🫣
Weekendzie przybywaj bo ja tu zwariuję.

Plan od lekarki: jak 🐒 będzie to od razu zapisać się na USG (2-4dc) jak nie przyjdzie to czekamy tydzień robimy betę x2 i zapisujemy się na wizytę. 🍀

Marzę o cudzie...

Beta 13 dpt 1338

Rośnie ale przyrost się zmniejszył. Progesteron spadl z 60 na 20.
Jest radość i niepokój jednocześnie więc standard co przynosi nam każde podejście.
Ale teraz jest inaczej! One jest udane i tak ma pozostać. Wierzę w to, że musi być dobrze.

Estradiol 150, tsh 1,2, morfologia rozjechana na 45 tys leukocytów ale dzień po podaniu acofilu więc ok, miewałam już po 65 tys. Wcześniej raz zbadałam w 2 dobie i to skądś już na 20 tysięcy więc ok.
Mimo wszystko dzisiaj mam teleporade u immunologa. Chyba już będziemy rozmawiać o schodzeniu z leków.
17 kwietnia wizyta w klinice. To będzie 30 dpt.
Próbuje się gdzieś umówić koko 20 dpt żeby potwierdzić ciążę w macicy.

Cudzie trwaj!
Nerwy na wodzy!

Błagam niech to marzenie się spełni ❤️

Ledwo wczoraj miałam konsultacje z immuno, że jest ok i lecimy dalej to dzisiaj właśnie zaczęłam krwawić...

Nie wiem czemu już od 3 dni każda wizyta w toalecie to był taki nerw że coś zobaczę na majtkach. Pewnie nauczona poprzednimi doświadczeniami czułam że nie może być tak łatwo.
Nimi dzisiaj w pracy... Krew.

Czekam... Błagam...

Edit. Beta 2581 przyrost 87%

Nie wiem nic. Nic mi to nie daje... Albo to już równia pochyła albo po prostu zwolniło i jest dobrze.
Krwawienie się nie rozkręca ale siedzę na dupie i ani drgnę.
Proga wzięłam jak dla konia. Wieczorem powinien być wynik.


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 kwietnia 2025, 14:43

siesiepy Niepłodna niemama 🥀 28 stycznia 2025, 15:54

23.01.2025r.
Mamy już wszystkie wyniki, jakie mieć potrzebujemy na wizytę.
Z wymazów z szyjki ponoć zlecana była tylko chlamydia, nie potwierdzę, nie zaprzeczę. ;) Tak mówili to tak będzie. Jak coś to się dorobi.

I mamy wyniki MSOME. Błyskawicznie.
Ale tu nie jest kolorowo. Niemniej... Nie ma aż tak wielkiego dramatu. Chyba. Coś się da z tego ukręcić.
Plemniki I stopnia - 0%
Plemniki II stopnia - 1%
Plemniki III stopnia - 27%
Plemniki IV stopnia - 72%


Czuję w kościach, że bez wątpliwości wrzucą nas w IMSI. Pytanie, czy będzie to czyste IMSI, czy jednak wrzucą nas jeszcze w selekcję plemników pod HBA i FAMSI? Zobaczymy 28.01.2025r. :)

28.01.2025r.
Mam 4cm torbieli krwotocznej na lewym jajniku. Procedura się obsuwa cały miesiąc. Mam tabletki antykoncepcyjne na 21 dni.
#nierodzew2025
Wyliczyłam, że żeby pojechać na te narty, zaplanowane pod punkcję, to muszę do końca tygodnia jechać na luteinie. Wtedy 5.01 dostanę miesiączkę, od 2dc mam brać tabletki i jakoś 1.03 dostanę krwawienie z odstawienia. I może ruszymy.
Do kliniki umówiłam się na 10.02. Nie wiem czy to wystarczający termin? Czy przełożyć na później? Wszak to będzie dopiero 4-5 dni na antykoncepcji.


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 stycznia 2025, 15:54

Marz91 Chwile 30 sierpnia 2025, 19:26

I już po laparoskopi. Już w domu, pełna nadziei, że to kolejny krok do przodu. Jutro czas wrócić do pracy. A dzisiaj, dzisiaj pierwszy raz w tej walce i chyba ogólnie w życiu, czas podziękować mojemu ciału. Przez cały czas byłam na nie wściekła, zła, obrażona, ba nawet specjalnie katowałam je do granic wytrzymałości. I co, i zawsze wytrzymywało. Dzisiaj jednak jest czas by docenić to, że jednak wygrałam jakiś szczęśliwy los na loterii, w postaci takiego ciała jakie mam. 3 dzień po zabiegu ja już jestem w pełni sił. Wszyscy się dziwią, czemu tak szybko wracam do pracy, a ja już nie mogę siedzieć w domu. Moje ciało zregenerowało się w ekspresowym tempie. Nie wiem może przez te lata katowania go pracą na kilku etatach, do tego siłownią, spaniem po kilka godzin dziennie tak je zahartowałam. Ja jednak dzisiaj wolę myśleć, że moje ciało jednak daje radę. Może droga do macierzyństwa jest trochę wydłużona ale resztę znosi dzielnie. Nie protestuje, nie narzeka tylko znosi moje kolejne ciosy.
A więc dzisiaj jedyne o czym chce myśleć to to, że moje ciało wymiata i postaram się częściej je nagradzać zamiast karać, częściej myśleć o nim dobrze, że jest odpowiednie takie jakie jest. Niech zostanie takie dalej a damy sobie radę ze wszystkimi przeciwnościami.
Dzisiaj chce zakończyć jedną walkę z pozytywną myślą, że się udało. Nie z myślą, że dużo jeszcze przede mną.
Tak dzisiaj jestem wdzięczna za siłę i wytrzymałość mojego ciała. Mimo, że ja zawodze, ono zawodzi mnie rzadko.


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 sierpnia 2025, 19:27

20w5d

Wróciliśmy z badań połówkowych. Piękne masz te oczyska, a usta stworzone do całowania 🥰 Rośniesz jak na drożdżach. Ważysz już 376g :) Wszystkie narządy sprawdzone, przepływy, kości, każda struktura wygląda pięknie, rozwijasz się prawidłowo 🐥 U mnie też nic nie odbiega od normy. Badania, ciśnienie, waga w porządku. Szyjka 4cm, zamknięta. Moglibyśmy patrzeć na Ciebie w nieskończoność. Za każdym razem jesteśmy bardzo wzruszeni 🥹 Lekarz dał kartkę z płcią bo podobno nie ma już wątpliwości. Ostatnio skłaniam się bardziej ku Dziewczynce. Dziś były przede mną dwie pacjentki z terminem na początek maja i obie rozmawiały o tym, że nadal nie mogą funkcjonować bez tabletek. Zupełnie jak ja... Obie też spodziewają się Dziewczynek 🩷 Czyżby to był kolejny znak? Dowiemy się niebawem :)

Zmniejszamy luteinę do dwóch tabletek.
Waga +4kg.

IMG-20250402-145347.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 kwietnia 2025, 19:21

Domi94 Teraz będzie lepiej 🤞 2 kwietnia 2025, 20:34

20+4

Jesteśmy po drugich badaniach prenatalnych, czekamy na córeczkę 🩷🥹 wszystkie wyniki są dobre, nie ma fizycznych wad, więc wyszliśmy znowu lżejsi o ogromny kamień z serca🥹 dla rodziny przygotowałam mini gender reveal w postaci ciasta Malinowej chmurki, większość stawiała na chłopaka więc było lekkie zaskoczenie, ale i wielka radość😊 po cieście sprzedała mi dwa mocne kopy po pęcherzu, chyba jej smakowało 😁 ruchy czuję raz mocniej, raz słabiej, jest to uspokajające uczucie😊

Nadal nie wierzę że jestem po „drugiej stronie”, nie wiem czy szybko w to uwierzę, że udało się wygrać tą wojnę, chyba tylko ciepło małego ciałka i jego płacz obwieszczą te zwycięstwo. Wcześniej nie mam zamiaru świętować wygranej. Jestem oczywiście szczęśliwa, planuje powoli wyprawkę, mniejsze i większe zakupy dla nas, ogarniam psa, ale nadal ta myśl, że nie ma się co cieszyć w stu procentach jest z tyłu głowy. I to jest ok, nie walczę z tym, ale też nie daje tej myśli zbyt dużej uwagi.

19.08.2025 godzina 13:15 siłami natury na świat przyszła Nasza wymarzona córka Hania 🥰😊
Jest idealna, a my zakochani po uszy!

Mamy rok ! Rok emocji za nami kolejne przed nami, a ja ? Ja nadal się boję ! W dniu w którym urodziłam Nelkę strach zawitał i od tamtej pory wciąż tu jest!

I proszę nie zrozum mnie źle ale dzień narodzin mojej córki nie jest piękny, nie lubię tego dnia, 25 czerwca czułam tylko strach nigdy nie zapomnę poczucia winny i strachu, moje życie tego dnia zatrzymało się na 92 dni, nie pamiętam tych dni, nie wiem jak funkcjonowałam, ale dziś już minął rok, naprawdę minął rok a mojej małej córeczki rączki po mnie sięgają i dzięki Ci Boże za ten cud, dziękuję !!!

Żal do samej siebie chyba już nigdy nie przeminie, bezradność gdy ona walczyła o życie a ja miałam się całkiem dobrze, to że była tam sama a ja ? Ja nie mogłam nic zrobić, czekałam, prosiłam każdego dnia jej mówiłam jak bardzo ją kocham jak bardzo jej chcę i opowiadałam „ bądź silna córeczko a cały świat będzie i twych stóp „ dziś jest!!

Kocham Was moje dzieci !
IMG-4431.jpg IMG-4399.jpg IMG-4342.jpg IMG-4326.jpg IMG-4303.jpg IMG-4182.jpg IMG-4156.jpg IMG-3967.jpg

AnMiPe Moje historie ♡ 4 lutego 2025, 09:06

Biorąc pod uwagę okres starań, to pewnie potencjalnie mogłabym się szykować do porodu w alternatywnej rzeczywistości.
Jakaś melancholia mnie naszła, owiła się wokół i puścić nie chce. Piękny dziś dzień, Słońce za oknem, śpiew ptaków od 6:30 słyszę, a w środku bardzo ciemno, zimno i ponuro. Za 19 dni skończę 29 lat, a w mojej idealnej wizji sprzed lat, ta wyczekana ciąża powinna być trzecią, co by do trzydziechy trójkę mieć. Jakże cierpkie są plany kogoś na górze. Nie ma żadnego dziecka, pokój w nowym mieszkaniu służy za graciarnię, a mnie powoli opuszczają nadzieje.

Kurde losie no, przecież fajni jesteśmy, te geny nie mogą się zmarnować.

Przeszłam immunosupresje. Nie miałam skutków ubocznych. Poza tym, że dostałam jakiejś alergii, pokrzywki, wysypki itd. nie kacze tego z leczeniem bo wysypkę na twarzy z bąbelkami z wodą miewałam już wczesniej i podejrzewałam, że to od jakiegoś jedzenia tylko nie mogę dojść od czego. Miałam jeden incydent, że zrobiłam się buraczana, skóra paliła jakbym zasnęła na solarium... Twarz i dekolt, kolana i łokcie, a później rozlało się wszędzie. Coś okropnego. Wzięłam leki na alergię i po godzinie zeszło. Próbuje trzymać się na diecie bez produktów mlecznych. Odstawiłam wszystko i narazie jest ok. Nie biorę nic na alergię, buzia czysta. Robiłam próbę i zjadłam kawałek sera albo jakiś baton z czekoladą i też mnie nie uczulilo. Możliwe że jak alergenu jest dużo to wtedy. Pokrzywka wyskoczyła mi po zjedzeniu 2 oscypków ale dzień wcześniej zjadłam camemberta, może to się skumulowało.
Muszę zrobić badania alergiczne ale czekam aż trochę minie od immunosupresji. Może w ten weekend już pójdę na badania.

Zastanawiam się wciąż czy ponawiać badania cross czy iść za ciosem i próbować transferować bez tej wiedzy. Właściwie innego leczenia nie mam.
Jestem znowu na hydroxychlorochine i sterydzie. Przed transferem zwiększę dawkę. Narazie nie szaleje że względu na tą alergię.
Boziu nigdy nie byłam alergikiem a tu takie cuda...
Córka przeszła grypę. Nie wiem czy to szczepienie czy leki na grypę które dostałam też profilaktycznie ale udało się nie zarazić.

Bardzo chciałabym już być w ciąży, znowu zostać mamą... Myślałam, że już nie trochę przechodzi ciśnienie ale są dni, że zaczynam dopuszczać, że córka będzie jedynaczką a za chwilę wiem, że nie umiem się z tym pogodzić. Teraz znowu mam parcie i jest mi trudniej.

W rodzinie dużo dzieje się niedobrego. To wszystko też odbija się na mnie bezpośrednio. Dużo stresu i niewiadomych. Człowiek próbuje się odciąć ale się nie da.
W pracy młyn i burdel na kółkach. Ogólnie ostatnio nie wyrabiam. Tak po prostu... Ciągnę ostatkiem sił. Przez to wszystko Ann wyrzuty sumienia, że córa ogląda bajki zamiast spędzać czas bardziej produkcyjnie ale naprawdę nie mam siły...

Przerwa w Staraniach.

4 lata, 5,5 miesiąca razem

W ostatni weekend syn był u drugiego rodzica, kiedy wrócił w niedzielę trzymał w ręce bukiet kwiatów.
Odbył się dialog:

Ja: oooooo jaki masz śliczny bukiet kwiatów
Imperator: to dla ciebie mamusiu, ale nie są prawdziwe
(w istocie były to sztuczne kwiaty)
Ja: ależ to nie ma absoutnie żadnego znaczenia! To są najpiekniejsze kwiaty jakie kiedykolwiek dostałam! i do tego jeszcze zostaną ze mną na zawsze, bo nie zwiędną!
Imperator: mam coś jeszcze dla Ciebie, coś takiego najważniejszego
..młody podszedł, przytulił i dodał buziaka

Ponoć już w piątek się uparł, że musi kupić kwiaty <3

Ostatnio mam jakiś gorszy okres (nic się złego nie dzieje, ale chyba brakuje mi słońca), za to młody ma lepszy czas. Mam wrażenie, że wraca do mnie cała cierpliwość i praca, świadoma i trudna (bo łamiąca wszystkie schematy jakie mi wtłoczono), związana z wychowaniem dziecka.

Przykład z kilku dni wstecz: jest rano, pośpiech, muszę ogarnąć siebie, dziecko, zawieżć go do przedszkola i jechać do pracy. Śpieszę się, bo im później wyjadę tym dłużej będę jechać, a co za tym idzie później wyjdę z pracy i później odbiorę. Więc nerwowo myśli biegają wokół zegarka, pośpieszam młodego, ale on jak to dziecko, nie rozumiejące do końca czasu i przestrzeni, snuje się pod nogami zainteresowany wszystkim tylko nie wyjściem z domu. Mam wrażenie, że na schodach najchętniej by się położył, ciągnę go za ta rękę jak mnie kiedyś ciągnęła mama (nienawidziłam tego). No ale czas, czas, czas przeciez to dla Niego, aby nie był pierwszy przywożony do pkola i ostatni odbierany. Wsiadamy do auta, zapinam pasy i słyszę z tylnego siedzenia:
-przepraszam mamo, nie umiałem szybciej
Czuję jak rozpadam się na milion kawałków i jak samą siebie w imię dobra dziecka wpędzam w absurd.. Przeprosiłam za pospiech, za ciągnięcie za ręke, powiedziałam, że postaram się już tak nie robić. Pogadaliśmy trochę o emocjach, o tym dlaczego rano się tak śpiesze, o tym, że nie chcę go odbierać ostatniego itd.

Czasem nie wiem kto się od kogo wiecej uczy, On ode mnie, czy ja od Niego...


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lutego 2025, 13:50

13+1 tc

Jesteśmy po pierwszych prenatalnych, nasz mały Skarb ma się dobrze 🤍

Przezierność karkowa w porządku, kość nosowa widoczna, obwód brzuszka i główki prawidłowe, wszystkie narządy rozwinięte. Przepływy zarówno u Dzidziusia jak i u mnie bardzo dobre, serduszko bije 155 uderzeń na minutę. Lepiej sobie tego nie mogłam wymarzyć 🤍 Najbardziej rozczulający był widok tej maleńkiej pupci oraz ruchy - Maleństwo podskakiwało, podnosiło rączki do buzi, prostowało nóżki.. Spojrzenie męża wyrażało więcej niż tysiąc słów - oglądał ekran jak zaczarowany i ciągle się uśmiechał. Myślę, że wreszcie dochodzi do niego, że to wszystko naprawdę się dzieje, że wywalczyliśmy nasz Cud i on po prostu trwa. Dzidziuś jest już taki duży - 7,3 cm, więc dokładając do tego nóżki ma ponad 10 cm 🥹 Już się nie mogę doczekać, aż zacznę czuć pierwsze ruchy 🤍 Póki co zamówiłam detektor tętna, bo mam łożysko położone z przodu, więc i ruchy mogą przyjść później.

Oddałam krew na NIPT, wynik powinien być do 10 dni. Po dzisiejszym badaniu jestem jednak dużo spokojniejsza 🥰 Zapytałam doktora o płeć, ale powiedział, że to jeszcze za wcześnie. Czytałam, że w Niemczech lekarze nie mogą podawać swoich przypuszczeń do 14 tygodnia, więc i pewnie go obowiązywały takie procedury. W każdym razie nie mam żadnych życzeń co do płci - choć zawsze chciałam mieć córeczkę, to już ją przecież mam 🩷. Jeśli trafi się druga, to będzie najcudowniej na świecie, ale równocześnie myśl o synku przyprawia mnie o szybsze bicie serca i motylki w brzuchu. Na widok małych chłopców na ulicy rozczulam się na maksa. No i mamy z mężem takie przeczucie, że będzie jednak synek 🩵.

Jeszcze niedawno przez myśl mi nie przeszło, że będzie mi dane być w takim miejscu.. Po tylu latach spędzonych w klinice leczenia niepłodności wreszcie mogliśmy pójść dalej, mogłam siedzieć między kobietami w ciąży i wiedzieć, że też do nich należę. A to Maleństwo kocham już najmocniej na świecie 🤍

Byłam na USG. Jest pęcherzyk w macicy. Mały, o tydzień za mały i pusty.
No ale wiem, że jest wcześnie, że jeszcze wszystko może się udać. Wierzę w to. Cieszę się że wykluczyłam ciążę pozamaciczną. Strasznie się jej bałam.
Przestałam krwawić. Nie widać też źródła krwawienia na USG.

Biorę teraz z proga:
2x2 utrogestan łącznie 800 mg
1 x Cyclogest 400 mg
Besins 3x200 mg łącznie 600 mg
Duphaston x3

Czasem to besinsa seteczke jeszcze gdzieś dorzucę. Dziś rano np wzięłam 300 mg.

No i mam nadzieję że będzie dobrze.


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 kwietnia 2025, 13:44

Kaśik 🍀 długoooo... terminowa 🍀 22 kwietnia 2025, 20:52

Koniec.

Jedyna decyzja, którą możemy podjąć zgodnie z naszym sumieniem.

Trzecie podejście do procedury inVitro zakończyło się uzyskaniem 12 komórek, z czego do zapłodnienia wybraliśmy 6.
Otrzymaliśmy 2 zarodki.
Wynik , o którym marzyliśmy - wynik, który dawał nam nadzieję na spełnienie najskrytszych marzeń o trójce dzieci… wynik, który dawał nam spokój przez 3 tygodnie zanim nie otrzymaliśmy wyników badań genetycznych zarodków.
Oba nie nadające się do transferu. Oba dołączają do poprzedniego mrozaczka.
Pozostałe 6 komórek boimy się nawet zapładniać, boimy się narazić na kolejne „niepoprawne(?)” zarodki, z którymi nic nie możemy zrobić.

Na zakończenie naszej historii walki - cios, którego się nie spodziewaliśmy. Naiwnie podeszliśmy do procedury, dopasowanej do nas - wykorzystującej na maxa wszystkie możliwości. Naiwnie uwierzyliśmy, bo już na nic innego nie mieliśmy wpływu.

Dlatego z ogromnym bólem serca, niedosytem, pokładami „niewykorzystanej” miłości mówimy DOŚĆ.
Dlatego drżącym głosem, z łzami szczęścia w oczach mówimy DZIĘKUJEMY za nasz piękny jedyny CUD - który okazał się dla nas jak wygrana w lotto - jeden na milion!

I czas powiedzieć „cześć” i dalej mocno zaciskać kciuki za każdy pozytywny koniec historii tu zapisanych.

Ja nie jestem normalna... zdecydowaliśmy się na 3 procedurę...
Ale na razie czekam na okres, który jak na złość nie przychodzi 🫣

Więc nadszedł dzień zero i chyba to jest dobra nazwa bo chyba w końcu tak na prawdę ruszamy.

Ale od początku. Odebrałam cytologię i pierwszy kamień z serca - NILM. Potem poszłam na wizytę do nowego lekarza. I tu w końcu pozytywne zaskoczenie. Pan doktor po nakreśleniu problemu od razu powiedział że widzi nas u siebie ale w poradni przy szpitalu - i tu pierwszy pozytyw. Potem zrobił mi długie badania i USG, na fotelu spędziłam jakieś 20 minut. Był zdziwiony ze wcześniej wszyscy tak łatwo chcieli nas pakować w procedury, nie robiąc żadnej diagnostyki. A to co usłyszeliśmy od innych lekarzy stwierdził że nie skomentuje. Jedynie co to miał mieszane uczucia co do jednego z moich mięśniaków - jego lokalizacja jest w miejscu typowym dla endometriozy, ale ogólny obraz USG i brak zrostów na to nie wskazuje. Tą sprawę na razie zostawiamy, według niego nie mamy też wskazań do Ivf. Wstępnie mamy nakreslony też plan. Histeroskopia w szpitalu w okolicy czerwca/ lipca - woli to zrobić tam stąd taki termin niż mamy płacić u niego w gabinecie. W tym czasie mamy dwa cykle stymulowane Aromkiem z monitem i zalecenia działać i bawić się. Do powtórzenia są też wyniki męża ale to co inny lekarz stwierdził że są średnie on wykluczył, powiedział na co trzeba patrzeć i jak co interpretować.

W końcu czuje że ktoś wziął nas na poważnie a nie na skróty. Ale też jesteś zła bo tą drogą powinniśmy pójść już rok temu.

Edit. Histero umówiona na 10 lipca 😉


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 kwietnia 2025, 21:05

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)