Miwka Notatnik 11 grudnia 2024, 11:53

Bocian Warszawa

📅 27.12.2024 rozpisanie stymulacji
📅 03.01.2025 początek II stymulacji [Recovelle 15 + Orgalutran]
📅15.01.2025 punkcja ❄️5.11 pgt❄️5.2.2?❄️3.2.2
📅04.02.2025 histeroskopia +cd138+cd56
~~ponowne badanie 5.2.2 - degradacja po odmrożeniu
📅11.06.2025 transfer ❄️5.11 pgt
Do transferu: Intralipid, Accofil. Fraxiperina, Hydroxychloroquine, Acard,


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 czerwca 2025, 20:27

1dc, po 33 dniach, nie pamiętam czy kiedykolwiek miałam tak długi cykl... 😑

Dzisiaj byłam na badaniach do kontrolnej wizyty u endokrynologa.

TSH - 2,180
FT4 - 0,95 ng/dl = 12,23 pmol/l
Prolaktyna - 7,4

Czyżby kolejny znaczek i na pokładzie niedoczynność tarczycy? Normalnie wykończy mnie ta niepłodność.

Oczywiście cykl będzie długi. Dzisiaj 25 dc a owulacji jeszcze nie było i na razie nie zapowiada się..

Karo_27 Moja walka - wygrana? 26 grudnia 2025, 09:45

14+5

Za nami pierwsza Wigilia w powiększonym składzie- ja w dwupaku i Mąż. Muszę przyznać, że Mąż naprawdę się starał i bardzo to doceniam w głowie, w czynach mogłabym docenić bardziej😝

24.12.2025 pokazaliśmy rodzince nagranie z USG w 14 tygodniu i przedstawiliśmy Łukasza 🥺 także oficjalnie Łukasz dołączył do rodziny. Było to bardzo wzruszające przeżycie, ogólnie mało ogarniałam podczas tej Wigilii- tyle było emocji.

Z dobrych wieści, 23.12.2025 u Łukasza było wszystko dobrze. Oczywiście, później też się podziały różne rzeczy, ale już nie będę świrować i zaczekam do przełożonej na 02.01.2026 wizyty ❤️

Mąż zrobił mi niespodziankę i widząc moją paranoję kupił mi detektor tętna - jestem przeszczęśliwa, sam ten fakt już działa na mnie kojąco. Tak bardzo pragnę, żeby szczęśliwie rozwiązać ciążę w odpowiednim czasie, żeby odeszły wszelkie problemy i żebyśmy w czerwcu powitali synka na świecie 🥰

Nawet jak teraz to piszę, to brzmi to tak … magicznie.

Mam wielką nadzieję, że Nowy Rok 2026 będzie niezapomniany 🥳



Wiadomość wyedytowana przez autora 26 grudnia 2025, 09:46

Karolaa Odkopuję wspomnienia. 👼🏻 15 października 2025, 14:47

Każda aniołkowa mama wie, jaki trudny to jest dzień... Ale ostatnio całe dnie mam trudne, nie tylko dzisiaj. Im dalej jesteśmy (to już 18 tydzień 🥹), tym bardziej się boję. Tak bardzo boję się, że stracę i Nelkę. Tak jakbym nie wierzyła, że zasługuję na szczęście. Boję się do tego stopnia, że dzisiaj rano dostałam małego ataku paniki. Każdy oddech sprawiał mi naprawdę wiele trudności i czułam jakbym traciła grunt pod nogami. Czy mam powody do strachu? Teoretycznie nie. Wszystko w tym momencie pod względem zdrowotym jest dobrze. Mała rośnie, powoli wyłapuje pierwsze malutkie kopniaczki. W piątek znowu się zobaczymy i poproszę lekarza o częstsze wizyty. Mimo, że nie ma do tego medycznych wskazań, to myśli, że to małe serduszko zgaśnie nie potrafią wyjść mi z głowy...

Karo_27 Moja walka - wygrana? 13 czerwca 2025, 20:34

Mimo lęku, co przyniesie przyszłość, mimo zdrowotnych kłód pod nogi jak np. mój nieprzewidywalny cykl podjęłam decyzję- będę wierzyć i myśleć optymistycznie do samego końca. Zaakceptuję wszystko, co przyniesie mi los.


Kocham życie we wszystkich jego odcieniach. Piszę to z pięknego miejsca pod Poznaniem po dwóch „przypadkowych”, ale wyjątkowych spotkaniach.

W lipcu czeka mnie histeroskopia i dwie wizyty: u immunologa i po ok. 9 miesiącach w klinice. Wczoraj zakończyłam pewien etap, żeby dziś zacząć nowy. Już się cieszę na to lato :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 czerwca 2025, 20:34

31. dzień cyklu

Wow, przeczytałam właśnie swój ostatni wpis. Sporo tam było jeszcze nadziei.

O tamtej wizycie po krótce: ginekolog sprowadziła mnie ostro na ziemię. Co z tego, że liczba i koncentracja wzrosła? Jedynie kilkaset tysięcy plemników z tego się w ogóle rusza… Inne nie dotrą do komórki jajowej. 99% plemników z wadami, tylko 1% prawidłowej budowy, co pewnie wpływa na te niską ruchliwość. Szanse na ciążę naturalną zostały określone jako skrajnie niskie. Kolejny już raz zaproponowano nam in vitro, nawet zaproponowała nam, żebyśmy już za tydzień przyszli podpisać umowę, bo kończą się środki. A my co? A my stchórzyliśmy. Tacy byliśmy pewni, że nie będzie nas nikt poganiał, że kasa nie gra roli bla bla bla. Minęły prawie dwa miesiące i myślę, że byliśmy idiotami. Bylibyśmy już pewnie po transferze, może nawet byłabym już w „legitnej” ciąży… Czekała na moje maleństwo. Ale nie, musieliśmy się uprzeć, odwołać wizytę pod pretekstem niby choroby i czekać kurwa nie wiem na co…

Z drugiej strony rozumiem męża. On nie ufa mojej lekarce, bardziej ufa swojemu andrologowi. Terminy były jednak odległe, ale postanowiłam dać mu czas, żeby pogodził się z tym wszystkim. Wizyta odbyła się dopiero 9.06, więc przeleciał nam cały maj. Na wizytę wysłałam go ze stroną A4 całego wywiadu (nie chciałam iść z nim, w kościach czułam, że nie dowiem się niczego nowego), listami leków, praktycznie każdym miesiącu rozpisanym po kolei (co się działo, jakie leki, jakie suple). Był też krótki opis mojego przypadku i leczenia. Androlog potwierdził, że szanse na naturalną ciążę są bardzo małe i dodał, że niestety na poprawę wyników też. Jesteśmy bardzo dobrze obstawieni suplementami, mąż jest szczupły, wysportowany, bez żadnych nałogów, alkohol pije może 3-4 razy w roku maksymalnie. Nie ma więc pola do popisu jeśli chodzi o zmianę stylu życia. Wyniki są takie być może ze względu na genetykę, wiek… Nie wiadomo. Nic nie wskazuje na kolejne zakażenie itp. Mężowi zaproponowano jeszcze terapię hormonami, ponieważ jego wyniki są idealne i zostawiają pole do ewentualnego wzrostu po leczeniu bez jakiś tam zagrożeń. Przyjmuje Clostilbegyt 1/2 dziennie, hormony do kontroli za 3 tygodnie. Androlog stwierdził, że czasami ładnie ruszają wyniki po takiej terapii, a nuż zadziała. A jeśli nie, to kieruje na in vitro. Z poczuciem, że zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy.

Ja obserwuję cykl, patrząc po śluzie i temperaturze owulacja wypadła około 21-23 dnia. Brakło mi testów owulacyjnych, a mieszkaliśmy u teściów w tamtym czasie i robienie ich było dla mnie trochę problematyczne, a więc nie wyłapałam kiedy dokładnie był pik. Nie mniej jednak nie ma to dla mnie jakiegoś znaczenia. Owulację miałam już niejedną, naturalną, stymulowaną, z super wynikiem progesteronu powyżej 20 ng/ml. I co? I nic. Niestety tak silny jest ten czynnik męski.

Dlatego wystawiam białą flagę. Na razie się poddaje. Uciekam z forum. Dość już wątków miesięcznych pełnych radości obcych osób, dość przyglądania się jak zza szyby, na kogoś, kto je pysznego loda w upalny dzień podczas gdy ty czekasz w ciasnym dusznym pomieszczeniu i słyszysz, że nikt nie ma zamiaru Cię z niego wypuścic, a jeżeli w ogóle myślisz, że loda dostaniesz, to zapomnij - najpierw zapracujesz, upocisz się i wydasz na niego kupe kasy. Wtedy może go dostaniesz, ale bez gwarancji.

Dajemy sobie czas do stycznia, niestety wcześniej raczej nie zakwalifikujemy się do programu, ponieważ skończyły się środki. W nowym roku jest nadzieja na nową pulę - wtedy nie będę się zastanawiać.

Te 14 miesięcy coś nam odebrało, zmieniło nas. Oboje straciliśmy pewność siebie, radość z bliskości i seksu, oboje czujemy się niewystarczająco dobrzy. Nie wiem, czemu tak się przytrafiło, nigdy się nie dowiem. Wiem jedno - że straciłam już nadzieję i odrzucam jakieś mrzonki o naturalnych cudach i innych pierdoletach, o zbawiennym wpływie antyoksydantów czy innych żeli, o tym, że uda się kiedy odpuszczę. To tak nie działa. Teraz już to wiem.

I nie, tym razem już nigdzie nie lecimy. Tym razem stoimy nogami mocno na ziemi.


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 czerwca 2025, 11:29

30 + 6 tc
Wpis informacyjny 😊

Wczoraj odbyły się nareszcie nasze pierwsze zajęcia ze szkoły rodzenia 🤍
Spotkałyśmy się w domu położnej razem z kilkoma innymi Polkami, siedziałyśmy na poduchach, piłyśmy herbatę, jadłyśmy precelki i gadałyśmy na luzie o wszystkim. Omawiałyśmy tematy takie jak przebieg porodu, lista wyprawkowa do szpitala i na połóg, wszelkie formalności do załatwienia w najbliższym czasie itd. Bardzo dużo nowych informacji. Wszystkie miałyśmy bardzo zbliżone terminy porodów (+ - 2 tygodnie), więc tak dobrze nam się gadało, że spotkanie przedłużyło się o prawie 1,5 godziny 😊 Drugie zajęcia odbędą się za tydzień – mamy rozmawiać o laktacji w takim samym gronie, a na trzecie spotkanie (pielęgnacja noworodka, rola taty podczas porodu i później) przyjść już z partnerami. Synek kopał mnie caluutkie zajęcia 🤍

Załączam listę wyprawkową, która sprawdza się w niemieckich realiach:

Dla mamy:
• 3 - 4 pary ciepłych skarpetek
• Ciepła bluza (podczas porodu często ma się dreszcze)
• Gumki, spinki do włosów
• Pomadka do ust
• Ciemne ręczniki
• 2-3 koszule do porodu (można zalać wodami płodowymi, przepocić, zwymiotować)
• Klapki pod prysznic i ewentualnie kapcie
• Spakować męża (skarpetki na zmianę, klapki, koszulki, spodenki)
• Coś co mnie relaksuje na 1 fazę porodu – olejki eteryczne, książka, ulubiona playlista
• Małe butelki coli, Traubenzucker (cukierki z cukru winogronowego), batony energetyczne (dodają sił podczas parcia) – wziąć więcej i dla męża
• Wygodne legginsy (takie co nie będą uciskały ewentualnej blizny po cc)
• Książeczka ciąży + karta ubezpieczeniowa
• Anmeldebescheinigung (zaświadczenie o zameldowaniu) nie starsze niż 3 miesiące (😱)
• Akt ślubu i akty urodzenia rodziców międzynarodowe
• Zatankować auto
• Drobne pieniążki do automatów / na parking
• Telefony, ładowarki
• Szczotka do włosów
• Wszystkie rzeczy higieniczne dla mamy zapewnia szpital (podpaski, majtki poporodowe, wkładki laktacyne itd)

Dla dzidziusia:
• Wszystkie rzeczy higieniczne dla dziecka zapewnia szpital (podkłady, pieluchy, ubranka do czasu wypisu itd)
• Po porodzie można wnioskować o bezpłatne wypożyczenie laktatora z kasy chorych (takie laktatory są naprawdę porządne, kosztują około 2k euro, więc warto wykorzystać i zobaczyć czy w ogóle się nam przyda)
• Oliwka lub olej ze słodkich migdałów
• Krem do pupy (Najlepszy Weleda Baby Wundschutzcreme Calendula)
• Tormentile Baby najlepsze na odparzenia mocne
• Alana Bio Fettwolle do zabezpieczenia między pupą a pieluszką
• Sól fizjologiczna
• Do pielęgnacji pępka warto kupić puder Weleda Wecesin
• Patyczki takie jak do uszu dla dzieci
• Pierwsza kąpiel jak odpadnie pępek
• Termometr do kąpieli
• Termometr do ciała
• Wanienka
• Dwa ręczniki, mogą być z kapturkiem, bo łatwiej wytrzeć główkę
• Emolium do kąpieli
• Mąka ziemniaczana
• Małe pieluszki tetrowe
• Mała paczuszka pieluch (może się okazać, że uczulają)
• Butelka lansinoh jedna (warto szklaną)
• Smoczek można kupić, ale jeśli dziecko będzie pić z piersi to raczej nie zaakceptuje smoczka
• Nożyczki i pilniczek do paznokci (najprostszy z drogerii)
• Aspirator do noska taki manualny najlepiej
• Jedno mleko modyfikowane
• Termos na ciepłą wodę i miseczka
• Duże płatki kosmetyczne

Połóg:
• Biustonosz do karmienia 2 rozmiary większy
• Wkładki laktacyjne (lansinoh są dobre)
• Podkłady
• Szerokie podpaski
• Majtki wielorazowe (większe troszkę)
• Lanolina do nawilżenia brodawek (lansinoh)

Przygotować plan porodu:
• Na jakim porodzie Ci zależy?
• W jakiej pozycji chcę urodzić? Czy w wodzie?
• Partner może być przy porodzie i podejmować decyzje
• Jakie znieczulenie rozważam? Zewnątrzoponowe, gaz (lepiej wpisać, że chcesz, później zawsze możesz zmienić zdanie)
• Grzebień warto wziąć (metoda łagodzenia bólu)
• Wpisać że tata ma przeciąć pępowinę (można zabrać nożyczki)
• Czy zależy Ci na urodzeniu bez nacięcia krocza?
• Czy chcesz karmić piersią?
• Czy tata może kangurować dzidziusia jeśli ja nie będę mogła?
• Czy chcę pokój rodzinny?

Może którejś z Was przydadzą się takie informacje, szczególnie że zalecenia różnią się troszkę od tych polskich.

Ponadto odbyłam ostatnią konsultację u dr J.!
Dowiedziałam się, kiedy mam odstawić dane leki i życzyła mi pomyślnego porodu. Wow, to by było na tyle. Jesteśmy coraz bliżej rozwiązania 🤍

A więc tak:
• Acard do 35 tc
• Duphaston do 36 tc
• Glucophage do 36 tc
• Revitanerw max do 36 tc
• Homocysteine resist do 38 tc
• Cyclo3fort do 38 tc
• Clexane 0,6 mg do porodu, po porodzie zmniejszyć dawkę na 0,4 mg przez 12 tygodni
• Laktoferyna i żelazo do dnia porodu
Sama szukałam wcześniej podobnych informacji, więc i tu załączam czego się dowiedziałam – może komuś pomogę.

Ogólnie czuję się bardzo dobrze, chociaż spacery przestały być moją ulubioną formą aktywności – jak tylko mogę to staram się gdzieś przysiąść. Zasypiam wcześniej od męża, budzę się na siku jakieś 4 lub 5 razy, rano odsypiam do 9-10, twardnieje mi brzuszek, czuję czkawkę synka nawet i 3 razy dziennie, widzę przesuwające się pod moją skórą z dużą siłą nóżki i rączki. To by było chyba na tyle z ekspresowych informacji.

Zostało nam 9 tygodni 🤍


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 czerwca 2025, 18:19

S.Roszpunka W pogoni za marzeniem 13 czerwca 2025, 10:09

Zapadła decyzja o transferze.... to juz w najbliższy poniedziałek! Dzis byłam na badaniu krwi, także mam nadzieję, ze poziomy progesteronu i estradiolu będą zadowalające.
Dziś piękna pogoda, a data dla niektórych pechowa; dla mnie zawsze była ta data szczęśliwą i pozytywna, dlatego liczę na to, że i dziś przyniesie szczęście w postaci pięknych poziomów 🙂
A i zrobiłam tez morfologię, bo 2 dni temu zrobiłam pierwszy zastrzyk z Accofilu. Nie miałam żadnych skutków ubocznych i dobrze by bylo, zeby po każdej dawce tak było.
❤️🌞

Domi94 Teraz będzie lepiej 🤞 12 czerwca 2025, 14:12

30+5

Dokładnie pół roku temu, 12.12 też w czwartek siknięty proforma test przed lekarzem pokazał dwie kreski 🥹. Pół roku później te dwie kreski ważą 1,5kg, rozpychają się po całym brzuchu, zakładają sobie nogi i ręce za głowę przed ostatnim badaniem prenatalnym, codziennie mnie rozśmieszają i przypominają, że można osiągnąć to co wydawało się nieosiągalne i że cuda się zdarzają w najmniej oczekiwanym momencie, tylko trzeba dać im trochę przestrzeni na działanie.
Wyprawka już prawie cała czeka na użytkowniczkę, my uczestniczymy w szkole rodzenia, mi zostało kilka dni pracy i od przyszłego tygodnia będę musiała sobie jakoś zająć czas 😅

Phiczek Przeterminowana ... 13 czerwca 2025, 20:06

Kolejny podgląd

Po 2 dojrzałe pęcherzyki po obu stronach.
Małe nawet nie ruszyły. Noooo nic trudno. Najważniejsze, że coś jest.

Punkcja w poniedziałek ✊🏼

Phiczek Przeterminowana ... 22 czerwca 2025, 11:20

Dostalam kartę informacyjną.

Zarodki odrzucone 2.

Chyba dobrze to wszystko zinterpretowałam.
Nie ma co zbierać.

Anuśla Musisz dać życiu szansę 23 czerwca 2025, 11:32

Zbieram się już od kilku miesięcy za wpis. 31 tc, to już 8 miesiąc. W ciągu całej ciąży nie było (i prawdopodobnie nie będzie) dnia, w którym dobrze się czułam. Wymioty i mdłości do 24 TC. Ratował mnie tylko lek bonjesta. Mega drogi i ze skutkami ubocznymi (strasznie odwadnial). No, ale brałam go do 20 TC. Nie dało się inaczej funkcjonowac. To już druga moją ciąża która wygląda tak samo... Czuje się w jakiś sposób ograbiona przez los. Wiem, że tyle osób walczy o dziecko i nadal go nie ma...Ja też walczyłam. Też swoje przeszłam. Dlatego miło by było, gdybym w ciąży mogła należycie wypocząć, cieszyć się chociaż tym czasem wolnym. Tymczasem dla mnie każdy dzień to walka o przetrwanie.

Po połowce ciąży wcale nie jest lepiej. Tak jak w pierwszej ciąży mam bardzo wysokie tętno i kołatania serca, z tym że teraz jeszcze mocniej to odczuwam. Nadal mam okropny posmak w ustach, cokolwiek zjem. Bolą mnie ledzwia, pachwiny. Zgaga w nocy nie daje spać. Z jednej strony odliczam dni do końca tej męki. Z drugiej - wcale nie chce jej końca. Tak bardzo się boje rewolucji w naszym życiu. Poukładanym życiu. Choć szalonym, córka daje nam popalić 😁 Ale zaczęła się sporo bawić sama lub całe dnie potrafi spędzać na zabawie z sąsiadka. Niestety, do sąsiadki nie chce chodzić, więc wywracają nasze mieszkanie do góry nogami, a że sąsiadka mieszka za płotem, to i ogródek też 😁 Czuje się mega źle z tym, że nie mam siły się z nią bawić, grać, uczyć nowych rzeczy. Tyle rzeczy miałam z nią zaplanowanych na to moje zwolnienie ciążowe i nic nie zrealizowałam. A potem, wiadomo jak będzie, tym bardziej nie będzie czasu ... A może będzie zupełnie inaczej, niż się spodziewam? Moze będę bardziej zorganizowana, może córeczka zakocha się w siostrzyczce? Bardzo bym chciała, aby tak było.

Jednak na razie nawet o wyprawce nie mogę myśleć. A w lipcu już trzeba kupić przewijak, odświeżyć wózek, odgrzebać ze strychu fotelik. Nawet nie pamiętam czy mamy wkładkę noworodkowa, czy się w ferworze przeprowadzki zapodziała. Nie pamiętam już jak się nosiło i przewijało dziecko, jakie zabawy stymulowały rozwój. Było leżenie na brzuszku, coś z linią środkowa i dalej co? Nawet nie mam weny żeby znów o tym czytać, a w pierwszej ciąży się zaczytywałam.

30 czerwca mam wizytę i dostane skierowanie na CC. Jakoś boje się porodu o wiele bardziej niż za pierwszym razem. Za pierwszym razem nie bałam się ani trochę. Byłam spokojna, bo miałam planowana CC, zero myślenia o tym czy dam rade itd, zero strachu przed bólem. Mimo, że oprócz złamanych żeber (które były raczej wynikiem osłabienia kości przez zbytduża dawkę heparyny i niedoszacowaniem wagi dziecka), moja CC była super. Pionizacja, wiadomo, kurwosc straszna. Człowiek ma wrażenie że nie da rady już nigdy wstać, a tu cisną że musisz. Potem czlapie się się jak hobbit. Ale ja nie czułam bólu w ranie, rana szybko się goiła, zero problemów z blizna. Wiele dziewczyn bierze morfinę, ja w zasadzie nawet leków przeciwbólowych nie potrzebowałam. Ale czy tak będzie i tym razem? Więcej wiem, wiem że jednak różne rzeczy mogą pójść nie tak i się boje. Boje, bo mam też drugie dziecko w domu i chce być dla niej sprawna.

Jednego się nauczyłam podczas moich obu ciąż. Jak nie ma zdrowia (nie ma dobrego samopoczucia) to człowiek nic w życiu nie jest w stanie zrobić. Stara się, ale nic nie cieszy. Dlatego mam postanowienie, aby cieszyć się każdą chwilą, mimo że będzie ciężko, ale przynajmniej po porodzie nie będę już w ciąży, której ewidentne mój organizm nie toleruje.
Mąż mówi natomiast, że czuje że to drugie dziecko będzie mega wyluzowane. Moja pierwsza ciąża, wiadomo, po długiej historii, ivf, z krwawieniami do 10 TC, w szczycie pandemii. Stres, stres, stres. Przed każdym USG stres, czy nadal tam jest. Po porodzie złamane żebra, kolki do 4 mca itd. Znowu stres, stres, stres. Teraz, żadna wizyta mnie iie stresuje. Zapominam nawet przynosić na wizyty badań, wszystkie robię po terminie 🫣 Dziecko jest o wiele bardziej ruchliwe niż siostra. Siostra potrafiła się cały dzień nie ruszać, tylko wieczorem jakieś małe puknięcia. I jest bardzo nerwowym dzieckiem. Perfekcjonistka, nieznoszaca sprzeciwu i krytyki. Nie będzie miała z takim charakterem łatwo w życiu. Na maxa uczuciowa, wrażliwa, mam wrażenie, że cała jest jedną wielką Emocją. Myślę, że część to temperament, ale część na pewno moich nerwów na nią przeszło. Teraz powinno być inaczej, oby łatwiej 🙂

S.Roszpunka W pogoni za marzeniem 24 czerwca 2025, 10:13

Transfer....
Testy....
Beta.....
✖️💔

Aurore Wyboje mojego życia. 26 listopada 2025, 10:53

Nasza kruszyna już niedługo wejdzie w trzeci miesiąc życia. Śpi sobie w drzemce kontaktowej, więc jedną ręką mogę naskrobać jakiś wpis.
Ostatnio skończyłam na porodzie, więc uchylę trochę drzwi na to co się działo.
______
Pobyt w szpitalu.
Po samym porodzie, czasie przeznaczonym dla rodziny i podstawowych badaniach robionych przy nas, przyszedł czas na przejście do pokoju.
Maleńka została ubrana i zawinięta w szpitalny rożek przez położną. Wsadzona w mydelniczkę wydawała mi się jeszcze mniejsza niż przed chwilą. Szlam spokojnie korytarzem pchając maleństwo, a za mną mąż z walizką. Dopiero później zdałam sobie sprawę z tego jak szybko mogłam stanąć na nogi i czuć się całkiem dobrze.
Szłam i jedyne o czym myślałam to "Boże, jaka ona jest piękna. Dziękuję."

Na sali po porodzie była już jedna pani kilka dni po cesarce. Grzecznie się przywitaliśmy i zapytałam czy nie ma nic przeciwko żeby mąż został jeszcze na chwilę przypilnować malutką a ja pójdę pod prysznic.

Bylo już blisko północy, a ja nigdy nie zapomnę dwóch rzeczy: tej kąpieli i słodkiej jak ulepek, ciepłej herbaty przyniesionej przez salową. To była jakaś najtańsza czarna herbata, ale tak mi smakowała, że wypiłam na raz całą. Spłynęła jak ciepły balsam na moje serce.

Pod prysznicem miałam swój moment. Chwilę kiedy naprawdę dotarło do mnie co właśnie się wydarzyło. Owszem płakałam. Ze szczęścia, z zaskoczenia, z szoku, z poczucia miłości i jeszcze większej odpowiedzialności. Chciałam wygłaskać swoje ciało w poczuciu wdzięczności za to, co dla mnie zrobiło.

Znowu coś chwyciło moje serce. Czułam miłość gdy pierwszy raz dotykałam już wyraźnego brzucha i wyczuwałam pierwsze ruchy naszej córki. I czułam ją też gdy pierwszy raz dotknęłam tego brzucha, który był już pusty. Wtedy bardzo dobrze wiedziałam, że idzie nowe... Lepsze.
______
Pierwszej nocy nie spałam przez silne emocje.
Nie czułam żadnego bólu i spokojnie mogłam ją obserwować. Dzięki temu widziałam jak zachłysnęła się wodami płodowymi i zaczęła sinieć. Zerwałam się na równe nogi i zaczęłam jej pomagać, a potem wezwałam jeszcze pomoc. Na szczęście nic się nie stało, ale też nikt mnie nie uprzedził że tak to może wyglądać.
______
Pierwszy dzień, pierwsze obchody, pierwsze pieluchy i przebierania.
Dostałam paraliżu gdy pierwszy raz miałam jej sama zmienić ubranie. Do tej pory ubrana w pajaca na zamek zdecydowałam się na zestaw bodziaka przez głowę i całej reszty. Nie wiedziałam jak i bałam się założyć jej body. Bałam się, że ją uszkodzę, więc szybko zmieniłam swój pomysł na innego zapinanego pajaca.
Połogowy mózg zaczął się odzywać i dopiekać komentarzami, że nie umiem zająć się własnym dzieckiem. Mój niepokój pogłębiał się, gdy widziałam sąsiadkę z sali, która pięknie ogarniała swojego noworodka.
______
Druga noc była koszmarem. Córka rozkręciła się z płaczem koło 19. Nie potrafiłam jej uspokoić. Cieszyłam się tylko że byłam już sama w pokoju, bo tamta dziewczyna wyszła do domu. Czułam dziwną ulgę, bo nie było mi głupio przed kimś, że nie umiem opanować płaczu dziecka.
Płakała praktycznie non stop, oprócz krótkich minut gdy miała pierś w buzi. Położna odwiedziła mnie do 23 dwa razy i za każdym razem oferowała mi mleko modyfikowane pomimo sprawdzenia, że z moich piersi leciał pokarm i to całkiem ładnie. Próbowała nastraszyć mnie spadkiem cukru, chociaż mała jadła tylko strasznie płakała. Podziękowałam i grzecznie nie zgodziłam się na ten pomysł, ale przez resztę nocy jej nie spotkałam.
Wycie do księżyca skończyło się w okolicach 4.
Wtedy ja się rozryczałam. W głos. Szlochałam tak, że na pewno było mnie słychać w dyżurce, która była naprzeciwko. Dopiero przy porannym obchodzie usłyszałam, że mam w sobie dużo cierpliwości, że wytrzymałam, bo podając mleczko byłoby łatwiej.
______
Mijają tygodnie w połogu. Mija też mój duży niepokój i płaczliwość. Jestem szczęśliwa i smutna jednocześnie. Cały czas uczę się córki i rozwijam uczucie, które nas łączy. A czasem staram się po prostu nie oszaleć, gdy płacze lub ledwo stoję na nogach zmieniając pieluchę.
Ale.. Ja nie chcę łatwiej.

I tak naprawdę ta druga noc, to był dopiero moment, w którym narodziłam się ja... Matka.
Matka rodzi się w samotności.
W poczuciu ogromnej bezradności.
W chwili kiedy pierwszy raz rezygnuje z siebie na rzecz dziecka. Robi to bez zastanowienia i kalkulacji korzyści, które może z tego mieć. Robi to, bo płacz miażdży jej serce.
Jestem na początku tej drogi zwanej macierzyństwem, ale już wiem, że to największy, zupełnie nowy i inny, może nawet trudny poziom miłości oraz poświęcenia własnego życia i komfortu.

Nic już nie jest takie samo. Córka wywróciła nasz świat do góry nogami i bez pardonu skorygowała nasze niewinne, słodko-pierdzące, poukładane wyobrażenia pt. "Jak to będzie mieć dziecko. Kiedy będzie jadło, a kiedy i gdzie będzie spało." (na myśl o nich jest mi siebie żal 😂)

Córka dała nam poważne zadanie redefinicji naszego związku. Zmieniła jego dynamikę, zmusiła nas do szczerych rozmów, wspierania się wzajemnie i pozwala odnaleźć się w nowych rolach.
Dała nam prawdziwy Dar jakim jest po prostu miłość.

Czy posiadanie dzieci zmienia małżeństwo? Tak. Szereg ciągle pojawiających się napięć potrafi zmienić na lepsze, stabilniejsze i wyzute z egoizmu. Kiedy nic nie zmienia to rodzi kłótnie i oddalanie się od siebie, a twoje poczucie samotności niemiłosiernie szybuje w górę.

Matka rodzi się w samotności i często w niej zostaje pomimo ciągłej obecności swojego maleństwa. Taki paradoks.
Ale...
Czy bym to zmieniła? Czy jest mi aż tak niewygodnie? Czy wróciłabym do spokojnego, ułożonego życia?
Nie.
Nie wyobrażam sobie już, że można inaczej, a dziura w moim sercu, której nie dało się niczym wypełnić podczas wieloletnich starań w końcu pomału się zasklepia.
Nie ma nic cenniejszego na tym świecie niż rodzina.


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 listopada 2025, 11:04

Poziom cukru maksymalny😍😍
1830 gram naszej miłości♥️♥️ fd8de9c40ffe2.jpghttps://zapodaj.net/plik-LsdlSn7Kxp


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 czerwca 2025, 22:02

Jest dobrze... Czy boję się mniej? Oczywiście że nie...
Ale dalej błagam 🙏 niech ta ciąża trwa... niech to siw w końcu uda... nie mam już siły 🫣


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2025, 00:52

Lia. Nasze największe marzenie (spełnione! 🩵) 15 października 2025, 21:39

Trzymając w ramionach naszego synka jeszcze mocniej dociera do mnie, co straciłam.
Moje maleńkie Aniołki w niebie, pamiętam o każdym z Was. 💔💔💔

Wszystkim mamom aniołków życzę dzisiaj dużo siły. Wiem, że jesteście, że każda z nas nosi w sercu ten smutek.

Ja dzisiaj rozsypałam się od nowa. Myślałam, że mam przepracowaną stratę ale pogrzeb... Przeorał mnie całkowicie.
Uplakałam się okropnie, ledwo panowałam nad trzęsieniem własnej szczęki.
Dzisiaj dzień był szybki no szkolenie, szybki powrót, a to prawie 3h jazdy. Szybko było bo nawet skończyło się mandatem. 3 stówki i 5 pkt. Trudno. Wkurzyłam się wiadomo ale chyba bardziej, że mnie nawet w ten sposób życie po dupie kopnęło po raz ęty. Ale lepszy pies zza krzaków niż sarna zza drzewa więc biorę to puszczam w zapomnienie.
Ale straciłam przez to cenne minuty i wpadłam tylko do domu na siku i pędem na pogrzeb, a tam zderzenie ze śmiecia, z żałobą, z tym, że to się wydarzyło znowu 😞
Jestem smutna i zmęczona.
Izunia biega wokół, mam z niej tyle radości. Dziękuję Bogu, że ją mam. Że ona wyrwała się z łap śmierci i to nie jeden raz. Jest największą wojowniczką jaką znam. Mój cud na ziemi.
Kocham ją i kocham moje dzieci w niebie.

21 dc.

Odebrałam dziś rano wyniki biopsji endometrium. Otóż, znowu wyszedł stan zapalny endometrium. Znowu!!!!!!! Ileż można. No ileż?!?!?!?!?!!? Mam pod górę. Mam wrażenie, że muszę do życie wyrywać Panu Bogu, że muszę walczyć jak lwica o te moje dzieci, a nawet bardziej. Dlaczego On nie chce mi w tym pomóc? Ja pierdolę. Kur.a mać i w ogóle. Paszteciki i banieczki, bo uczymy się ładnie przeklinać. Więc Jasny Dzwon, co do licha jeszcze!!!!!! Nie mogę być już bardziej niezniszczalna!

Jeszcze dostałam od lekarza robiącego biopsję tylko doxycylinę na 10 dni. Ostatnio dostałam doxycylinę i metronidazol na 20 dni. Przy odbiorze wyników poprosiłam, żeby Pani położona skonsultowała jednak tą receptę, bo nie chcę wchodzić nikomu w kompetencję (tylko jakoś mi nie po drodze z zaufaniem do lekarzy po tylu porażkach lub małych błędach skutkujących brakiem ciąży), ale do tej pory było tak i tak, więc dlaczego teraz mam takie krótkie leczenie?

Przesłałam wyniki do kliniki i zadzwoniłam do nich z prośbą o kontakt z moją prowadzącą. Jak ten od biopsji nie pomoże, to niech ona da mi coś, co wyleczy ten stan zapalny endometrium na wieki wieków amen. Nie wiem, czy to jest niedoleczone po maju/czerwcu, czy to po prostu na nowo się przypałętało.

Wykrzykiwałam dziś złość, wychadzałam ją, narzekałam do kumpelek. Jedna z nich jest lekarzem i zadała konkretne pytanie - czy Twój mąż był leczony? - Nie. Przy zwykłych infekcjach grzybiczych czy bakteryjnych obydwoje dostajemy leki i zakaz współżycia, a przy tym stanie zapalnym tylko ja dostałam leki. I nawet pytałam o leczenie Męża - usłyszałam "niekonieczne". A teraz od mojej koleżanki usłyszałam, że być może on ma jakieś bakterie, które mu nie szkodzą, ale Tobie tak i musi zostać przeleczony, przecież flora bakteryjna nam się miesza. No i probiotyki, musicie zmienić dietę, a przynajmniej on musi na taką wspierającą dobre bakterie.

Widzę kilka problemów. Mąż podjada ciastka wieczorami i chipsiki. Wiem, że ich nie odstawi, prosiłam do kilkukrotnie, to przecież "nie będę mu do talerza zaglądać". Kolejny problem to brak pewności wyleczenia. A kolejny - kolejny moment na doktoryzowanie się z jakiegoś szczegółu choroby zwanej "niepłodnością".

Masakra i szlag by to wszystko trafił.
Agrrrrrrrrrrrr. wrrrrrrrr.

Edit: kontakt ze strony kliniki. Mnóstwo ma Pani tego, do 3 uznaje się za normę, a Pani ma 46!!! Przepiszę Pani augumentin. Na 10 dni. - No dobrze, a coś dla Męża? - Nie, nie trzeba, bo to nie jest bakteryjne, to jest coś, co się ma. - Ale wie Pani, co ja mogę jeszcze zrobić, żeby tego się pozbyć, żeby nie wracało, przyszło i do głowy przeleczenie Męża. - Nie ma takiej potrzeby. Kiedyś miałam pacjentkę, której pomógł dopiero 6.antybiotyk. - a co to był za antybiotyk, to może od razu do niego przeskoczymy? - kombinacja różnych naprzemiennych. Zbieram teraz dane, przeczesuję internet. Jestem załamana.


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2025, 19:20

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)