Anuśla Musisz dać życiu szansę 24 października 2025, 17:29

Moja druga córka ma 9 tygodni. Czas się wziąć za spisanie wspomnień okołoporodowych.
Jak ja się bałam tej cesarki. Zupełnie inaczej niż przy pierwszej. Wtedy szłam na żywioł. Teraz jakoś oblatywał mnie strach. Drugi raz ciecie, drugi raz grzebanie w brzuchu. A co jeśli znów żebra pójdą? Ok, o żebrach wiedział już cały szpital, ale mimo to się bałam. Wieczorem przed operacją przyszedł anestezjolog i zebrał wywiad. Powiedział, że będzie operatorem będzie pani ordynator. Podskoczyłam z radości, dało mi to spokój. Anestezjolog życzył dobrej nocy, po czym zajrzał jeszcze: choć i tak wiem, że nie będzie pani spala.
Miał chłop rację. Nie zmrużyłam oka ani przed pierwszą, ani przed druga CC, mimo hydroksyzyny.
Operacje miałam z samego rana. Zdziwiła mnie sala, to znaczy łóżko. Była to po prostu kozetka, kładłam się na niej krzyżem. W poprzednim szpitalu było po prostu łóżko.
Ta pozycja była dziwna. Po wkłuciu spadło mi ciśnienie tak jak wtedy. Okropne uczucie. Taka słabość. Koło mnie cały czas siedzial anestezjolog. Mówię mu że odlatuje. Ciśnienie było 60/40 czy coś w tym stylu. Uspokajał mnie za zaraz będzie lepiej, ladowal jakieś leki. Ok, wróciłam. Przyszła pani ordynator, przywitała się, mówi: znane twarze, prawda?
Uśmiechnęłam się. Spokój. Poszło bardzo szybko. Czułam tylko leciutkie ciągnięcie,myslam że to mała wyciągają, potem się dowiedziałam że to ciągnięcie rozcinanej skóry. Skórę się rozcina, a resztę szarpie żeby zrobic otwór. Potem był już płacz małej. I moje łzy. Pokazali mi ją, fioletowa j malenka. Byłam nastawiona na większe dziecko, jak siostra. Lekarz też mówił że będzie spora. Ale ważyła 3500 g, 56 cm. Potem przyłożyli ja do twarzy. Poczułam takie cudowne ciepło. Pierwsza córke czułam tylko przez covidowa maseczkę. Covid wiele nam zabrał... Ordynatorka spytała jak ma na imię. Przez łzy powiedziałam, że Łucja. Stwierdziła, że oryginalnie. Ja wiem? Ostatnio często słyszę. Ale ona chyba nie, bo jak odchodziła nawet gadała z pielęgniarka że rzadkie imię.
Pani ordynator powiedziała, że wycięły mi jeszcze skupiska endometriozy. Nie wiedziałam nawet że mam. Mówiła że nie były rozległe no ale były.
Potem sala pooperacyjna. Leżałam z dwoma dziewczynami. To było niesamowite braterstwo. Czemu? Okazało sie, że byłyśmy w podobnym wieku, wszystkie urodzilysmy drugie dziecko, każda z nas miała okropne obie ciąże. Obie z nas wymioty do połowy, trzecia nawet do końca. Wszystkie czulysmy się tragicznie przez całą ciążę. Człowiekowi się lżej robi. Bo tylko słyszy jak się babki dobrze w ciąży czują. I najbardziej niesamowita rzecz. Jedna z nich miała córke z 9 grudnia. Jak ja! Za chwilę mówię do niej: ej, ale przecież drugie dziecko mamy też z tego samego dnia!
No ale moje towarzyszki bardzo ale się czuły po Cc. Jedna z bólu dostała morfinę, druga- wymiotowała cały dzień. A ja sobie szczęsliwa leżałam. Mąż kangurowal, potem przyszedł do nas. Szczęśliwy, że mógł pierwsze chwile życia spędzić z córką. To nam covid też odebrał...
Pionizacja odbyla się całkiem spoko. Mniej bolało niż za pierwszym razem. Pielęgniarka czuwała pod prysznicem. Nie tak jak 5 lat temu, prysznic brałam rano, nikt się nie interesował jak się czuje i czy przypadkiem nie jebnę w kabinie. Opieka była naprawdę fajna po operacji, panie często pytały czy nie zabrać dziecko, poprawiały podkład. Przede wszystkim podkład już był na łóżku. Nie tak jak przedtem, leżałam we własnej krwi nawet o tym nie wiedząc. Wieczor był błogo. Oddalysmy dzieci, dziewczyny się czuły lepiej i gadalysmy jakieś 2 h. Jakoś mi szczególnie mile to zostało w pamięci. Czułam się też bardzo bardzo dobrze.
Cdn.


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 października 2025, 17:40

Cbag Trudna przeprawa, która trwa i trwa.... 28 października 2025, 11:21

Dzisiaj odbyła się wizyta koło 11:00 kolejna wizyta odbędzie się w piątek, i to będzie już taka końcowa, której już będę miała mniej więcej objaśnione, na którą godzinę mam się wstawić nie więcej położna mi powiedziała, co mam ze sobą zabrać, ale jeszcze muszę napisać do mojej koordynatorki, żeby mi to napisała, żebym to widziała, bo zapomnę oczywiście, no i będziemy czekać.
Punkcja odbędzie się poniedziałek lub wtorek, bo jajeczka mają wielkość 12-16 mm, a najlepiej jest jak będą mieć 18 -20 mm. A dzisiaj Nicki to mnie rozpierają jeszcze tak w poniedziałek było okej niedziela też ale dzisiaj już takie czuję pulsowanie nigdzie dzisiaj nie zamierzam się ruszać leżę odpoczywam

NovaStaraJa Marzenie o drugim dziecku 28 października 2025, 12:05

Po falstarcie w zeszlym miesiacu jestesmy na dobrej drodze, zeby w czwartek zabrac nasz zarodek do domu. Tak bardzo bym chciala, zeby sie udalo. Zrobilam juz chyba wszystko co moglam, ale moja glowa jakos nie dopuszcza ze mogloby sie skonczyc dobrze… nie wiem skad brac sile do dalszej walki

Ciąża zakończona 2 listopada 2025

Martinasek Gdzie jest buba? 2 września 2025, 10:45

Oj bardzo dawno nie zaglądałam w to miejsce ale dziś czuje ogromną potrzebę przelania to na papier. Nie dlatego, że nie mam z kim o tym porozmawiać tylko dlatego, że nie chcę. Potrzebuję dziś popłakać i pobyć sama + ewentualnie z moim psem, który właśnie teraz zaczepia mnie łapą :-)
Mam wrażenie, że robimy wszystko co się da aby zajść w ciąże ale jestem już tym zmęczona...
Histeroskopia była, stan zapalny przeleczony, testosteron w normie, nie ma już przewagi estrogenowej, chodzimy do osteopaty jak zalecił dietetyk, stary sam z siebie zaczął biegać i nasz relacja jest o wiele fajniejsza.
Ale czuje taką ogromną niesprawiedliwość i żal do Boga, że tak długo nas testuję.
Daję sobie czas na płacz, smutek i żal aby później być zmotywowaną i dalej działać i nie poddawać się ale czasami mam wrażenie że to dla mnie za dużo.
Wczoraj byłam pełna nadzieji, że to pewnie ten cykl bo wyluzowaliśmy.
Sierpień to był czas spotkań z rodziną i znajomymi. Zmieniłam lekarkę, która żartowała:" czy wy się jeszcze ruchacie?".
Zaproponowała inseminację w październiku a wcześniej drożność jajowodów.

29.08.2025 Godzina 1.35 obudziło mnie lekkie sączenie wód.
Godzina 4 weszliśmy na salę porodową do godziny 7 słabo rozkręcony poród, wody nie odpływały. O godzinie 7 podłączyli oksytocynę, którą podawali mi do godziny 14. Malutka nie mogła zejść w kanał przez co zapadła decyzja o cesarskim cięciu.🥺
Z jednej strony byłam załamana, bo nie byłam nastawiona na taką opcję, lecz z drugiej strony byłam wdzięczna- starałam się jak mogłam by w końcu zobaczyć moje wymarzone dziecko🌈- ale nie miałam już sił męczyć się z tym bólem po tylu godzinach😭.
O godzinie 14:36 na świat przyszła moja córeczka.
Moja M jak miłość o dziwo była pokaźnych rozmiarów 3750gram i 57cm♥️♥️♥️
Jestem w niej zakochana do granic możliwości😍
Jestem wdzięczna, że mogę ją tulić do serduszka bez ograniczeń💞💞💞
Jestem wdzięczna, że mam swoją rodzinę, kochanego męża i wyczekane dziecko😍😍😍
Kocham♥️

Phiczek Przeterminowana ... 19 września 2025, 16:58

Jesteśmy po wizycie.
Czekamy na 🐒 i zaczynamy drugie podejście.
Dostałam inny lek (Puregon).
Odstawić suple koksujące komórki. Reszta bez zmian.

Czekamy ✊🏼✊🏼


Co u mnie? Aktualizacja działań w walce o dziecko.

Zrobiłam cross match 3 miesiące po poronieniu, wyszedł 39%. Mniej niż poprzednio jednakże wciąż za wysoko.
Zalecenia od immunolog to duża dawka immunosupresji na prawie 2 miesiące. Później kolejne leki już w trakcie przygotowań do transferu.
No i konsultacja z gin odnośnie sztucznej menopauzy.
No i właśnie wracam z wizyty.
W macicy zalega mi jakiś płyn, może krew i, może płyn ale ogólnie jest sporo. Także wszystko narazie w dupe poszło się...
Nadzieja w kolejnej miesiączce i że to po prostu zejdzie z krwią, jeśli nie to chyba zabieg.
Narazie więc czekam że wszystkim bo nie wiem czy zaczynać immunosupresję gdy transfer może mi się odroczyć na długi czas.
Czekam więc na kolejną miesiączkę i wizytę w 10 DC.
Jak już człowiek coś sobie poukłada to zawsze jakieś kłody pod nogi.
Póki co od jutra zaczynam urlop. Wylatujemy.
Ostanie takie wakacje rzutem na taśmie za ostatnie grosiki kupiliśmy w 2019 po pierwszej nieudanej procedurze.
Żeby się przygotować na kolejną. Rok po tych wakacjach miałam mój szczęśliwy transfer.
Gdyby teraz ktoś dal mi gwarancję, że za rok będę w szczęśliwej i zdrowi ciąży, z której urodze żywe i zdrowe dziecko to z miłą chęcią bym czekała... Tylko że gwarancji nie ma... A ja po 10 latach ciągłych starań naprawdę zaczynam mieć dość. Moje ciało zaczyna mieć dość, moja głowa również.

maybenow Może właśnie teraz 3 września 2025, 15:17

Dziwnie się czuję z tym, że nie mam z kim porozmawiać o tak ważnej i wielkiej części mojego życia. Tylko ja i mąż wiemy, że się staramy i że w ogóle chcemy mieć dziecko. Chyba nie mogłabym mówić o tym tak otwarcie, jak niektórzy dookoła mnie. Mam wrażenie, że te diagnozy wiszą mi nad głową niczym burzowe chmury. Za każdym razem myśli się "no, to na pewno ostatnia", a potem dochodzi coś, coś coś...

W niedzielę popłakałam się po raz pierwszy nad kolejnym negatywnym testem owulacyjnym. Cóż, trochę też wściekałam się na los, bo miałam dwa idealne cykle, a gdy przyszła pora, to pojawił się kolejny nieudany. A teraz, znając mój organizm, pewnie kolejne dwa też takie będą. Łapię się na to, że wracam do tego tematu myślami, chociaż przecież tyle innych rzeczy mogłoby mnie zająć. Awans, możliwa obrona pracy, rozwijanie się zawodowe, ale to już nawet mnie nie cieszy. Kocham swoją pracę, ale w tej chwili jakoś mi wszystko jedno.


Może chociaż moim bohaterom dam miłe zakończenie, a przynajmniej takie, jakiego sama bym chciała. To są plusy pisania: namiastka wymarzonego ,,długo i szczęśliwie". Dla zasady zrobię test za dwa tygodnie, ale już czuję, że tym razem nic z tego nie będzie.

Ciąża zakończona 2 września 2025

Cbag Trudna przeprawa, która trwa i trwa.... 11 października 2025, 20:01

Nigdy się nie poddawaj 🤞🏼

Cbag Trudna przeprawa, która trwa i trwa.... 31 października 2025, 16:14

Monitoring 31.10.25

Mój kurniczek w przybliżeniu wynosi 30 jajeczek, zdecydowałam z lekarzem, że przy takiej liczbie komórek zrobimy pół na pół z tego względu, jak byśmy zapłodnili wszystkie to było by niehumanitarnie i też przepisy nie pozwalają na większą ilość (chyba że po 35 r.ż to tak) więc połowę zapładniamy, a resztę mrozimy. W poniedziałek punkcja, bo już są bardzo duże, trochę się stresuje 😔. Ale wszystkie znaki na niebie i wszechświecie sa po mojej stronie bo jestem numerologiczną 3 😊 i wszędzie widze 3 i jeszcze potwierdzenie 3 listopada to musi być szczęśliwy dzień 🥰

Plan działania:
31.10.25 - piątek
Menopur + primulut
1.11.25 - sobota
Primolut 2*1 + gonapeptyl daily o 22:00!!!!(2 ampułki na raz)
2.11.25 - niedziela
Sumamed 1*1 + primolut 2*1
3.11.25 PONIEDZIAŁEK PUNKCJA
Sumamed wieczorem
4.11.25 Wtorek
Sumamed 1*1
Niech niebiosa mają mnie w opiece 😇

Niestety mój kochany mąż nie będzie mógł być przy mnie 😔


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 listopada 2025, 20:30

Czuję się rozczarowana, wściekła, brzydka, wybrakowana. 43 dzień 15 cyklu starań:
BetaHCG <2,3 mIU/ml
Progesteron 1,75 ng/ml

Czuję, że prędzej dostanę menopauzę, niż zajdę w ciążę kiedykolwiek.

Mam zamiar przez cały weekend czytać swoje durne książki i nie odzywać się do nikogo.

A przy tym wszystkim, M. powtarzał badania nasienia. Clostilbegyt trochę pomógł, ilość i koncentrację mamy na reszcie w normie, ale wiadomo, to wciąż te dolne liczby. Ruch postępowy poprawił się bardzo, bo aż do 11,4% (norma to 30%, ale startowaliśmy z 1% także sukces). Morfologia wciąż 1%, podejrzenie pinheads, a więc podejrzewam, że gdybyśmy powtórzyli fragmentację DNA wciąż byłaby beznadziejna (nasz ostatni wynik 34%). Wydaje mi się, że to musi być coś genetycznego. Tryb życia M. jest naprawdę dobry, jestem na sto procent pewna, ze nie tutaj leży wina, co zresztą potwierdził androlog.

Zaczynam już mocno naciskać na invitro, mieliśmy dać sobie czas jeszcze do końca roku, ale czuję, że tylko go marnujemy. Przestaje wierzyć, że macierzyństwo jest nam pisane i pęka mi przy tym serce, bo wiem, jak wspaniałym ojcem byłby M. i jak cudowny dom stworzylibyśmy dla tego maluszka.
Zabawne, zawsze marzyłam o dużej rodzinie. Teraz nie wiem nawet czy będzie mi dane tulić chociaż jednego brzdąca.


Dziś mija 3 dzień po punkcji jajników 😉.

Ale po kolei 😉
3.11.2025 odbyła się planowana punkcja jajników, tego dnia bardzo się stresowałam. Najpierw była awaria systemu wszystkie windy oraz drzwi nie działały dopiero pracownik kliniki otwierał nam drzwi. Gdy weszłam do kliniki najpierw zgłosiłam się do rejestracji tam pani dla mi identyfikator i skierowała do gabinetu zabiegowego tam położne zaprowadziły mnie do właściwej sali zabiegowej objaśniła jak trzeba było się przygotować do zabiegu (czyli tylko wygodna bluzka i skarpety, dostałam jednorazowy kubraczek zabiegowy i kapcie) dostałam łóżko, na które musiałam usiąść i poczekać na położna, aż zmierzy mi ciśnienie (a że bardzo się stresowałam to miałam wysokie) założyła mi wenflon – to było najgorsze, bo nie mogła się wbić w rękę, bo inne pielęgniarka pobierała krew i został siniak na prawej ręce (na lewej było mierzone ciśnienie) a że u mnie żył nie widać to wbiła się w dłoń co, czego nienawidzę, bo to jest bardzo bolesne i trudno się goi (jeszcze była trochę nie miła) gdy już mnie podłączyli to czekałam na swoją kolej. Gdy naszła moja kolej zobaczyłam, że jest tam mój lekarz prowadzący trochę mi ulżyło, kazano mi poczekać na panią embriolog żeby jej dać mój identyfikator i potwierdzić dane, gdy to zrobiłam położyłam się na fotel ginekologiczny dostałam znieczulenie i odpłynęłam… już jak zabieg się zakończył to kazali usiąść na wózek inwalidzki i przewieziono mnie do mojego łóżka w celu odpoczynku. Powoli się budziłam i stopniowo podnosili mi poduszkę i przygotowywali mnie do wstania. Gdy miałam już siadać to zaczęło mnie szczypać w pochwie słabo mi się zrobiło, miałam ochotę wymiotować, poty zalały i ciśnienie spadło – szybko podały mi leki przeciwwymiotne kazały się położyć jeszcze doszła do tego kroplówka z glukoza. Jedna z nich pytała się czego nie mówiłam, że mam chorobę lokomocyjna – ja odpowiadam, że nie wiedziałam i też nie było nic w karcie do anestezjologa – to na przyszłość mam mówić. Już było lepiej po tym wszystkim to wstałam na własnych nogach oczywiście wyszłam ostatnia z dziewczyn co miały punkcję i byłam z tymi co miały transfery.
P.S na sali była jeszcze taka upierdliwa dziewczyna co pieprzyła głupoty, a była już 3 raz i nie wiedziała, jak się ubrać do zabiegu. O tym nie chce mi się pamiętać.

Po zabiegu pielęgniarka powiedziała, abym udała się pod gabinet na konsultacje po zabiegowe i tam dowiedziałam się że udało się pobrać 13 komórek i wszystkie będą zapłodnione( nie ma co dzielić bo taki był plan)

Jak wyszłam z kliniki odwiózł mnie do domu Mateusz chmiel(bo mati mój miał 2 zm) każdy krok to był ból jajników i każda dziura. Poprosiłam go aby zawiózł mnie do teściowej na chwilę ( w razie czego, jakby się coś działo to żeby ktoś był przy mnie), zjadłam rosół posiedziałam jeszcze 2 godziny i zadzwoniłam do Adama kukiełki aby mnie odwiózł do domu, bo już nie mogłam siedzieć. Ledwo się położyłam nie dość, że bolały jajniki to jeszcze okropne wzdęcie. Gdy Matej wrócił do domu, to pomógł mi wstawać z łóżka, żebym mogła pójść do toalety, ale nie obyło się bez środków przeciwbólowych i gorączkowych. Przez pierwsze dni nie miałam siły na nic dobrze, że mam Mateja, który o mnie dbał i dba nie wiem, co bez niego bym zrobiła.


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 listopada 2025, 17:13

21 + 2
W poniedziałek mieliśmy II badania prenatalne oraz wizytę u ginekologa. Lekarz na prenatalnych bez zawahania potwierdził, że będzie syn 💙 Również dowiedziałam się, że mam łożysko na przedniej ścianie także na widoczne ruchy na brzuchu będę musiała jeszcze poczekać.

We wtorek wszyscy tak czekali, że zrobiliśmy filmik z okazji Gender Reveal - wszyscy już wiedzą, że czekają na Filipa 💕🥹

Ogólnie czuję się bardzo dobrze. Dużo energii, czasami boli głowa i ciężko mi zasnąć bez kręcenia się ale tak bez narzekania. W przyszłym tygodniu wybieram położną. W tym miesiącu również odwiedzimy jeszcze dwa szpitale żeby ostatecznie wybrać.


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 listopada 2025, 16:39

26+0
Już za chwilkę zaczynamy III trymestr. Nie chce mi się wierzyć, że dopiero co byliśmy na I prenatalnych. A do naszego spotkania zostało mniej niż 100 dni ❤️

Od tygodnia widać ruchy na brzuchu, jest to niesamowite.
Ale od 2 tygodni też boli mnie cały dół brzucha, wszystko się rozciąga, a brzuch mam dosyć nisko. W nocy też ciężko mi spać, do 2 w nocy sie kręcę, a mały się rusza. Rano też budzą mnie kopniaki.
Jestem po spotkaniu z położną, kupiłam piłkę i zaczęłam też ćwiczyć. W styczniu kompletujemy apteczno-pielęgnacyjne rzeczy i fotelik.

Od 2 lat święta były dla mnie trudne. Ciężko było mi pakować prezenty dla innych dzieci, widzieć rodzinne zdjęcia i życzyć Wesołych Świąt. W tym roku jest cudownie. Nowe mieszkanie, nowa choinka, jarmark zaliczony, prezenty kupione. Cieszę się na święta jak nigdy 🎄🎀

5t+5d według aplikacji

Przyrost bety w tamtym tygodniu wynosił 405, a po 48 h 834, co daje 105%. Ale od momentu implantacji cały czas mam plamienia od czwartku również była żywa krew. Zadzwoniłam po luteinę, mam brać 2 x 1.

W piątek myślałam, że zaczęło się poronienie. Cały dzień bolał mnie brzuch z lewej strony, a jechaliśmy pociągiem 2,5 h na chrzciny, bo nasze auto kilka dni wcześniej miało awarię i jest u mechanika. Wieczorem ból brzucha tak się nasilił, że nie byłam w stanie leżeć, stać, jeść i wzięłam no spę ale żadnej różnicy nie czułam. Również w plamieniach znów pojawiła się żywa krew i malutki skrzep. Bardzo się przestraszyłam i byłam gotowa jechać na SOR ale na teleporadzie w czwartek usłyszałam, że jeśli nie ma krwi w takiej ilości jak na miesiączkę lub więcej to mam się wstrzymać z SOR. O 2 w nocy wzięłam ciepłą kąpiel i polewałam brzuch wodą - dało mi to trochę ulgi i po 2 h ból całkowicie odpuścił.
W sobotę rano obudziłam się jakby nigdy nic, żadnego bólu. Plamienie praktycznie zero, zaś w niedziele po powrocie, znów cała wkładka plamienia i lekki ból brzucha.

Dzisiaj wieczorem idę do swojego lekarza prowadzącego zobaczyć czy na USG cokolwiek widać, bo tydzień temu było tylko ciałko żółte i grube endometrium. Może zwiększy mi dawkę luteiny i da L4. Ciężko mi cieszyć się teraz z ciąży, tyle na to czekałam, a jestem pełna obaw. Na razie wstrzymujemy się i nie mówimy rodzinie i znajomym. Myślę, że poczekamy do prenatalnych.

19 maja 2025 - trzecie i zarazem ostatnie prenatalne 🤭.

Teraz już z górki, parę wizyt u lekarza prowadzącego, skierowanie na CC i będziemy się tulić 🥹. Nie wiem kiedy mi ta ciąża tak zleciała, ale mając coraz większą Tośkę w domu czas leci co najmniej trzy razy szybciej 🥺.

Na badaniach wszystko dobrze, Jasiek jest zdrowy i rośnie pięknie 🩵. Mamy już 1734g Chłopca, wielkościowo z wymiarów wychodzi tydzień większy 🤭. Oczywiście buzi nadal nie chce pokazywać, dopiero jak lekarz posmyrał go po jajkach to z uśmiechem pod nosem pokazał nam się chociaż troszkę 📸.

20250519-125826-2.jpg

Ja chyba też czuję się dobrze, blizna po poprzednim CC trochę ciągnie, no ale przecież w końcu mam co dźwigać 🤷🏻‍♀️. Szyjka macicy długa i zamknięta, według pomiarów 3.84cm, więc póki co nie muszę obawiać się wcześniejszego wyjścia 😬i mogę bez obaw latać za śmigającą wszędzie Tośką 🩷.

Co do wyprawki i przygotowań, to z jednej strony cieszę się, że większość rzeczy mamy po Tośce, więc odpadnie nam zakup wózka/fotelika i innych ważniejszych rzeczy, jedyne co to nie mogłam powstrzymać się i kupiłam Jaśkowi trochę typowo chłopięcych ubranek 🤭. Walizkę do szpitala nie wiem kiedy będę pakować, bo jakoś ciężko mi zrozumieć, że przecież zostało już tylko parę tygodni, no ale będę musiała się za to zabrać 🥲.

4risu Co przyniesie los.. 27 maja 2025, 13:43

Cykl1
14 lutego. Data symboliczna.
To nie był czas planowany, raczej spontaniczny z nadzieją, że może Niebo i Ziemia obdarzą nas swoim Cudem.
Moje cykle obserwuję od paru lat. Uczyłam się siebie z wiedzą książkową, którą szkoła mnie nauczyła i z własnych pomyłek. Może trochę wstyd przyznać, ale nie wiedziałam, że musi dojść do tak wielu czynników sprzyjających. Jak delikatne jest to wszystko - życie na krawędzi cudu.
Tego cyklu owulację wyczułam na 11-13 dzień i to w tych dniach było najwięcej Miłości.
2 tygodnie wcale nie były pełne wyczekiwania, raczej głowę zaprzątałam sobie innymi rzeczami. Unikałam myślenia o nadziei.. w nadziei, że to nam właśnie pomoże.
Nie pomogło. Okres rozpoczął się plamieniem 24 dc i pełnym krwawieniem 28dc.
Cykl zamknięty.
Partner również to przeżył, może nawet bardziej niż ja.
Ma trudny nawyk żartowania o ciąży..
Jeśli mam jakieś objawy to od razu kwituje to "może jesteś w ciąży?".
Wiem, że tak dzieli się ze mną swoją nadzieją, więc akceptuję to.


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 maja 2025, 13:55

maybenow Może właśnie teraz 5 września 2025, 14:15

Miałam szczerą nadzieję, że chociaż to mnie ominie, ale nie. Wisienką na torcie moich diagnoz oficjalnie został zespół antyfosfolipidowy...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)