White1 Już niedługo 14 listopada 2025, 08:23

13dc
Wczorajszy monitoring przyniósł same dobre wieści. Pęcherzyk gotowy do zastrzyku (21mm). Po tym cyklu faktycznie przejdę na antykoncepcję. Jednak nie zaczniemy stymulacji w styczniu jak myślałam, a już pod koniec grudnia, po świętach. Przed świętami podpiszemy dokumenty, zrobimy ewentualne badania, zaplanujemy stymulację i moment odstawienia tabletek. Jestem w szoku, że tak niewiele zostało mi do procedury. Mam pełne wsparcie męża, najbliższych, przyjaciół, a także chciałabym trochę bardziej wspomnieć o dziewczynach z tego forum.

Za niedługo mija rok odkąd aktywnie dołączyłam do forum (czytałam dobre pół roku zanim dołączyłam). Więzi jakie stworzyłam z niektórymi dziewczynami znacznie przekraczają definicję osób z internetu czy osób o nicku takim i takim. To realne przyjaźnie, takie bezinteresowne, które wspierają nas w tej ciężkiej i długiej podróży, które celebrują z nami każdą dobrą wieść i pocieszają przy każdej złej. Chciałam podziękować wam wszystkim za to. Mojej paczce przyjaciółek, każdej dziewczynie, z którą pisałam prywatnie lub w jakimś wątku i wam, które czytają ten pamiętnik. Jeśli miałabym podać największy plus tych miesięcy czy lat zmagań, to z pewnością są to relacje nawiązane na tym forum.

amani_96 2+1, starania w De 26 grudnia 2025, 23:34

Rok 2025 dobiega powoli końca. Całe szczęście.
Od stycznia wracam na terapie. chaos w mojej głowie sam się nie posprząta.

Od maja ruszamy z procedura IN VITRO ICSI.

Dziś wyjątkowy dzień. Dla wielu szczęśliwy, upragniony, wyczekany. Jedne Mamy tulą do serca maluszki, kolejne były na przedstawieniu w przedszkolu lub tak, jak ja dostały własnoręcznie wykonany prezent od szkolniaka i noszą pod sercem drugiego Szkraba, są też Mamy dorosłych dzieci i Mamy aniołków. Nieważne którą z nich jesteś, dziś jest Twój dzień ❤️

Szczególnie w tym dniu ściskam wszystkie przyszłe Mamy. Te, które codziennie walczą o swoje marzenie i choć walka często bywa nierówna, głęboko wierzę w to, że każda z Was doczeka się swojego Dziecka. Byłam po obu stronach, warto przez to wszystko przejść. Siła jest kobietą, wiem, że dacie radę ❤️


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 czerwca 2025, 08:02

MałaMi89 Przygotowania do inseminacji 26 września 2025, 14:17

26.09
Dzis dostaliśmy zielone światło.do przyjmowania leków tj Letrozol i rozpoczęcie procedury.
6.10 usg i podjęcie decyzji kiedy inseminacja.
Chce mi sie ryczeć ale z radości mam ochotę skakać i tańczyć. Trzymajcie kciuki

53 dzień cyklu…

Czy moja niepłodność to moja wina?
W przeciągu kilku dni dowiedziałam się o dwóch ciążach „blisko mnie”, ciążach, które będę musiała obserwować, którym będę musiała kibicować i tak dalej. Po drugiej nowinie, mimo oczywistych pozytywnych uczuć, bo życzę tej dziewczynie wszystkiego najlepszego z całego serca, coś we mnie pękło. I tak, przeżywałam już ciążę innych, było mi smutno, ale to nigdy nie było tak… intensywne. Kołatanie serca, uderzenia gorąca, język, który się plątał, pobudka o 3 nad ranem i bezsenność wraz z kołowrotkiem myśli w głowie. Ból brzucha, mdłości. Płacz tak dławiący, którego nie da się powstrzymać, tak histeryczny. Jakbym wszystko to trzymała i trzymała i to nagle pękło i się wylało, ale z takim ciśnieniem, że porwało wszystko po drodze.

M. sobie z tym wybuchem nie poradził. Zirytowało go, że nocka nie pomogła, że nie obudziłam się w lepszym nastroju, a jego „nie martw się, będzie dobrze” nie pomaga. To było dla niego bardzo niekomfortowe. Wyrzut w jego oczach, gdy zapytał, czy już mi przeszło, a ja z półuśmiechem powiedziałam, że absolutnie nie, że dalej jest mi ogromnie smutno… No bo jak to tak, z taką smutna babą siedzieć? Usłyszałam od niego, że gdybym uprawiała sport regularnie, to lepiej bym sobie radziła z emocjami, nie reagowałabym tak emocjonalnie (w jego odczuciu nie reagowała tak, że widać że coś czuje, żeby nie wprawić go w zakłopotanie, takie mam przynajmniej wrażenie?). Stwierdził, że pewnie przez to się sypią moje cykle… Wszystko okraszone nutką wyrzutu, że się nie rozwijam, że się nakręcam z niczego, że wcale się aż tyle nie staramy (2 lata), bo inni to się starają z 10 lat.

Co czuję po tej rozmowie? Winę.
Ze wszystkich stron atakuje mnie przekaz, że to, co żywię energią, to przyciągam. Czy swoim cierpieniem spowodowanym niepłodnością tak naprawdę przyciągam niepłodność? Czy to wszystko moja wina? W jaki sposób mogę się odciąć od tych uczuć? Jak mam przestać płakać, jak mam przestać zazdrościć ludziom, którym się udało, jak mam udawać, że to marzenie, i tak już odarte z całego „romantyzmu”, który wszystkie mamy w wyobrażeniach, może nigdy się nie spełnić? Jak się poddać? Jak wyłączyć te emocje? Czy rzeczywiście jak zacznę chodzić na siłownię, to przestanę czuć? Czy to w końcu przestanie boleć?

Tak, wydawało mi się, że radzę sobie z tym, że mam taki luz i twardą skórę, że będzie jak będzie i będzie super. Nie spodziewałam się, że będę tak cierpieć.

Czy to wszystko moja wina?
Boże, to chyba wszystko moja wina…

Potrzebuję psychiatry 🤯
Na wieczornym teście widzę cień...

Boże, blagam, niech to będzie prawda... 🙏

Na co ja liczyłam? Test 4dpt oczywiście negatywny, ile bym się nie gapiła nic tam nie ma...
Jutro powtórka, we wtorek beta i chyba tyle mogę zrobić...
Okruszku, jeśli tylko możesz, walcz 🙏🙏

Wreszcie wszystkie badania są ok.

Być może histero do powtórki.

Rozpiska na cykl sztuczny, bo mam naprawdę krótkie cykle i trzeciego dnia po owulacji czuję już, że dostanę okresu. Także transfer w 4 czy 5 dpo miałby szanse mniejsze niż 0.

Nie liczę na to, że uda się w tym roku. Liczę, że po prostu się uda.

Karo_27 Moja walka - wygrana? 27 września 2025, 08:21

Koniec września 2025 r.

Z tydzień temu pogoda radykalnie się zmieniła - z upałów przeszło w chłód, a nawet przymrozki. Ponoć coraz więcej zachorowań na covid, za naszą wschodnią granicą niewesoło - mówi się o rzeczach, które kiedyś były totalnie abstrakcyjne. Mam nadzieję, że to okres przejściowy i niedługo będzie bezpieczniej… Idzie jesień- idzie koniec roku…Zwykle o tej porze dopadała mnie jesienna chandra, ale tym razem jest trochę inaczej, bo:

1. Nie chcę doświadczać jesiennej melancholii, chcę czerpać z każdej chwili z tego, co mam. Po 6 latach wracam na studia- liczę, że coś się zmieni a w dalszej perspektywie na pewno moja robota. Mega się cieszę 🥹
2. Remont u nas w mieszkaniu za chwilę- będę miała piękną łazienkę, na którą tyle czekałam. No po prostu jestem wniebowzięta z powodu tej zmiany.
3. Udało mi się wreszcie zrealizować jeden z ważnych celów dotyczących grobu moich bliskich. Jestem z siebie dumna, że to zrobiłam. Oczywiście, będą następne etapy ale małymi kroczkami i wszystko się ułoży.
4. Siostra dochodzi do siebie po operacji i pooperacyjnych szczepieniach- jej życiu nie powinno już zagrażać niebezpieczeństwo.
5. Na dziś i jutro przewiduję weekendowy relaksik - będę oglądać koncerty i tańce 😍

A teraz czas na coś, o czym dużo trudniej pisać. Mam już datę 6 transferu - odbędzie się w piątek 03.10.2025.
💊
Przed: 3 miesiące sztucznej menopauzy i antybiotykoterapia: metronidazol i doksycylina, 27 dni brałam equoral 2xdziennie, 3xdziennie estrofem, 1x dziennie acard, 2xencorton od 6dc.
Przed samym transferem 3xdziennie luteina oraz 2 zastrzyki z Accofilu - 8 dni przed FET i dzień przed FET
Po: zakładam że - accofil 1/3 ampułki co drugi dzień, kontynuacja leków zawierających progesteron, estradiol, kontynuacja acardu, encortonu. Zostaną włączone też: heparyna i prograf.

Aktualnie: jestem trochę podziębiona, będę starała się z tym walczyć. Nie chcę zaprzepaścić tej szansy, spróbuję zrobić, co mogę żeby było dobrze- a mogę na pewno być zdrowa 🤣 więc mam leki i ciepłe herbatki w pogotowiu. Cel: wyzdrowieć jak najszybciej i ogólnie czuć, że jestem osadzona w swoim ciele:)

Emocji multum. Wiadomo, że się gdzieś czają myśli, że jak do tej pory się nie udało, to pograne, ale chcę je od siebie odsuwać. Podjęłam decyzję, że próbuję, nie poddaję się - zaakceptuję swoje przeznaczenie i powołanie - tak sobie w duchu mówię. Postaram się zaakceptować ten czas, przyjąć go, może nawet się nim cieszyć? 🙃 to by było wyzwanie, ale na pewno nie chcę dopuszczać negatywnych myśli i lęków. One są, ale ja skupiam się na sobie - na moim tu i teraz.

I tak prawdę mówiąc, cieszę się. Poczułam ulgę, gdy dowiedziałam się o transferze. Raz, dlatego że miałam dzień wcześniej dziwne objawy i bałam się że znowu coś złego się wydarzyło - owulacja. Te myśli mnie wyniszczały. A dwa, że nigdy nie będę bardziej gotowa, żeby zrobić wszystko, co mogę i otworzyć się na nowy etap. Teraz jest ten moment, gdy chcę dać szansę moim 3 mrozaczkom. I póki będzie to możliwe, będę w nie wierzyć. Do samego końca będę wierzyć, że nasze dzieci przyjdą na świat 👶 chcę czuć spokój i jak najmniej skrajnych emocji, nie bać się marzyć.

W tym wpisie chciałabym jeszcze podzielić się moją decyzją- po długiej nieobecności postanowiłam dołączyć do wątku miesięcznego staraczek z ivf. Nie było mnie tam już z kilka lat. Nie miałam na to siły, nie umiałam dźwignąć tych emocji- czytać o kolejnych sukcesach innych dziewczyn, gdy u mnie same porażki. Na dzień dzisiejszy- jestem już chyba gotowa wrócić, udzielać się i też dopingować inne dziewczyny.

Jesteśmy mega siłaczkami, girls. Następny wpis planuję w okolicach transferu 🫰





Wiadomość wyedytowana przez autora 27 września 2025, 08:28

MałaMi89 Przygotowania do inseminacji 6 listopada 2025, 12:15

06.11
Moja pierwsza inseminacja sie nie udała.
Wczoraj miałam wykonana inseminacje w raz.
Teraz trzeba czekać 2 tygodnie by zobaczyc czy sie uda.
Wszystkie badania mialam w normie parametry partnera również były lepsze niż ostatnio.
Do zobaczenia za 2 tyg

siesiepy Niepłodna niemama 🥀 27 maja 2025, 15:17

Kolejny dzień matki, w którym cię nie ma, choć miałeś być. Kolejny rok, w którym zastanawiam się, czy kiedykolwiek będziesz. Kolejny miesiąc, który nie tak miał teraz wyglądać. I kolejny dzień, w którym próbuję po prostu przetrwać.

Walczę z niezrozumieniem najbliższych i złotymi radami w dobrej wierze.
Walczę z codziennością, gdzie dzieci pojawiają się tylko dlatego, że "chcesz" lub pojawiają się gdy nawet ich nie chcesz.
Walczę z tym, by nie nienawidzić samej siebie za to co nas spotyka. Wciąż wmawiam sobie, że moje istnienie ma wartość.

Żyję, ale co to jest za życie. Od tragedii do smutku. Boję się cieszyć tym, że na razie druga procedura ZAPOWIADA lepsze wyniki z hodowli, bo za każdym razem jak tylko w coś uwierzyłam, los dobitnie mi sprzedawał plaskacza w twarz. Boję się cieszyć, bo zaraz się to rozpadnie...

Czy ten rok przyniesie mi ukojenie lub realną radość? Chciałabym. Ale wolę być pesymistką.
Od 3 lat mówią mi, że już zaraz za chwilkę zajdę w ciążę i będę mamą. I ja dalej w niej nie jestem. I ja dalej nie jestem mamą.

Ale wciąż próbuję o to walczyć. Bo naprawdę chcę nią być.


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 maja 2025, 15:48

Czy sam pomysł testowania 4dpt to już przypadek dla psychiatry? 🤯

W szpitalu przebadali mnie bardzo kompleksowo, wcześniejsze krwiaki się wchłonęły a nowych nie było więc to nie było przyczyną krwawienia. Lekarz wpadł na pomysł, że może to konflikt grupowy AB0, ponieważ ja mam grupę krwi 0 w mąż A i przy płodzie męskim (jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy) często się tak zdarza. Dostałam immunoglobuliny i stopniowo krwawienie zmieniało się w plamienie aż w końcu w 15 tc całkowicie ustało ♥️ W międzyczasie mieliśmy test Nipt i prenatalne. Okazało się, że noszę pod sercem zdrowego chłopca. Później rozpoczął się najpiękniejszy okres mojego życia, dobre samopoczucie, rosnący brzuszek, kompletowanie wyprawki to coś o czym marzyłam 😍 w tym roku nasza rocznica ślubu była wyjątkowa, moje urodziny i wreszcie cudowne święta Bożego Narodzenia z radością, że niebawem przywitamy na świecie nasze wyczekiwane maleństwo. W styczniu zaczęły puchnąć mi bardzo nogi. Termin miałam na 21.02 więc jeszcze troszkę trzeba wytrzymać. Bardzo męczyły mnie skurcze przepowiadające i straszyły, że urodzę przedwcześnie. Nawet miałam jeden "poród fałszywy" bo skurcze się kręciły i stawały regularne a jak dojechałam do szpitala to ustały 🤡 byłam na wizycie 38+4. Lekarz zmierzył ciśnienie i wyszło bardzo wysokie. Zbadał mnie i mówi, że jeszcze raz zmierzymy. Znów wysokie. Powiedział, że jadę na wywołanie. Powiedziałam, że nie jestem gotowa i że w tym dniu muszę jeszcze coś załatwić. Miałam więc mierzyć ciśnienie i wieczorem miała zapaść decyzja co z indukcją. Poszliśmy z mężem na randkę ostatnią we dwoje, zawieźliśmy psa do psiego fryzjera i wieczorem wysłałam pomiary ciśnienia i lekarz zadecydował, że w środę 12.02 mam się stawić w szpitalu na wywołanie. Tak też było. W następnym wpisie opiszę przebieg mojego porodu i co się działo po


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 stycznia, 23:28

Emka06 Nasza historia 27 maja 2025, 19:05

Wczorajszy dzień był dla mnie trudny - wdzięczność za to, że mogę spędzić ten dzień z moją kochaną mamą, mieszała się z uczuciem żalu, że być może nigdy nie będzie to moje święto.

Wczoraj trochę popłakałam, a dziś znowu podjęłam rękawice. Wczesnym rankiem pojechaliśmy z mężem do kliniki, gdzie miałam wykonaną mezoterapię jajników. Wszystko odbyło się bezboleśnie, personel był przemiły, a ja czułam się zaopiekowana. Wprawdzie jestem lżejsza o kilka tysięcy, ale jeśli to na mnie przybliżyć do zostania mamą, to nie żałuję ani złotówki. Zabieg przeprowadzała ta sama Pani doktor, która wykonywała mi USG pod kątem endometriozy, bo to ona jako pierwsza zasugerowała, że warto rozważyć mezoterapię jajników. Niestety nie miałam możliwości, by porozmawiać z Panią doktor, ponieważ przyszła chwilę przed zabiegiem, a ja chwilę później odpłynęłam w narkozie. We wtorki Pani doktor nie przyjmuje w klinice i była tam tylko po to, by wykonać mi zabieg. Doceniam bardzo. Pani rejestratorka przekazała mi, że za sześć tygodni mam zbadać AMH i umówić się na wizytę. Wynik AMH nigdy nie był moim problemem, ale trochę się stresuję, jak wygląda po dwóch punkcjach. W moim przypadku mezoterapia ma podnieść jakość oocytów. Nie sprawdzimy tego inaczej, niż podchodząc do kolejnej procedury. Jestem w 90% przekonana, że odbędzie się ona w Czechach. Nie dam rady próbować kolejny raz w tym samym miejscu. Potrzebuję świeżego spojrzenia na nasz przypadek.

A tak wyglądała sala, na której dziś leżałam 🍍
Air-Brush-20250527145012.jpg

Meggy88 Moja codzienność 🌿 6 czerwca 2025, 11:27

Właśnie siedzę na fotelu, mały skończył jeść, leży przyklejony do piersi i śpi.
Jest taki idealny... ❤️
Nasz Synek 💙
Wyczekany...
Upragniony...
Doskonały...

Macierzyństwo jest ciężkie, ale warte wszystkiego 💙

Nie mam sił się rozpisywać.

Phiczek Przeterminowana ... 6 listopada 2025, 12:43

Kropek na pokładzie 🥹

Efekt na USG mega 🤩🤩

Kolejny krok bliżej... mamy 4 zamrożone, zdrowe genetycznie blastocysty 🥹

siesiepy Niepłodna niemama 🥀 6 listopada 2025, 13:33

Trochę wow i trochę nie wow, bo powoli zaczyna załączać się panika.

17+6 dzisiaj...
Tak, miałam dzisiaj wizytę, po cichu liczyłam, że kolejny wpis do pamiętnika będzie już z pewną płcią dziecka, ale niestety tak się nie stało. 😅 Ale po kolei.

Dzień po urodzinach miałam prenatalne. Wszystkie ryzyka bardzo niskie lub niskie jeśli chodzi o porody przedwczesne i preeklampsje. :)
Minus? Łożysko częściowo przodujące, ale na przedniej ścianie. Uprzedzę - nie, do tej pory się nie podniosło.
Także tuż po powrocie z wymarzonych wakacji dostałam L4 i grzecznie na nim siedzę. Nie będę ukrywać, ale jak z początku miałam wyrzuty sumienia, tak teraz nie mam żadnych i tak sobie bimbam szczęśliwa.

Dzieciak miał dzisiaj 250g i rozwija się tydzień/ponad tydzień (w zależności od sprzętu) szybciej niż wiek ciąży z owulacji by wskazywał. Ja sobie godnie tyję. To znaczy mniej lub bardziej godnie, bo jak puchnęłam tak puchnę sobie nadal mniej lub bardziej i godzę się z tym stanem rzeczy. Dzisiaj jest jeden z troszkę gorszych dni, bo od rana widać było opuchliznę na ciele, czuję ją na dłoniach i twarzy. Ale nie mam na co narzekać, to mój jedyny w sumie objaw, na jaki zwracam uwagę.
Brzuszek już widać - rano może bardziej wygląda po prostu jakbym przytyła, ale wieczorem dumnie się wypina sam z siebie. W związku z tym jakiś czas temu na Vinted obkupiłam się w ciążowe spodnie i krótkie sweterki, i sobie śmigam w wygodzie.

Dwóch lekarzy próbowało ocenić płeć na przestrzeni ostatnich 3 tygodni. Oboje powiedzieli tylko "chyba widać siusiaka/jajeczka i to chyba nie jest pępowina, ale nie wiadomo". Także mamy chyba-chłopaka a ja coraz bardziej przyzwyczajam się do tej myśli i z nią oswajam. 💙Mam też wrażenie, że od kilku dni zdarza mi się poczuć ruchy, ale pewności nie mam żadnej.

Pogoda w końcu jest piękna i w końcu chce się żyć, a nie tylko egzystować w czterech ścianach. Nie będę ukrywać, ale po ciepłym klimacie Teneryfy, skąd przywiozłam tonę wspaniałych wspomnień, doznaliśmy lekkiego szoku i to nie temperaturowego! Przez bite tygodnie padało, a dni kiedy nie padało można było policzyć na palcach jednej ręki!

Oprócz tego co z nowości? Wykastrowaliśmy psa, postawiliśmy ogrodzenie dookoła domu, padł nam ekspres do kawy (serwis już zamówiony) i podjęliśmy decyzję o tym, jakie nowe auto będziemy kupować w przyszłym roku. Odważnie, ale do odważnych świat należy, prawda?

I tak sobie żyjemy, wciąż spokojnie, ale powoli dociera do mnie, że zaraz będę w połowie ciąży, a ja dalej sobie po prostu żyję i nic z tym fantem nie robię. 👀
24.11 mam połówkowe
25.11 wizyta
27.11 wizyta NFZ

4risu Co przyniesie los.. 27 maja 2025, 21:07

Cykl 4
1 maja.
To miał być wyjątkowy moment.
Taki, który się wyczekuje, do którego się przygotowuje. Ale ja... zaprzepaściłam go.
Tak to wtedy czułam.
Bo choć ciało było gotowe, serce gdzieś się pogubiło w nerwach i kłótniach.
Za dużo emocji, za mało czułości.

A jednak - nie chcąc zmarnować cyklu - 10 maja sięgnęłam po testy owulacyjne.
12 maja - pik.
Bez namysłu, bez głębszej bliskości, bez radości. Tylko próba.
Jedna.
Czasem to wystarcza. Ale nie wtedy, gdy brakuje miłości.

Ten cykl był mechaniczny. Pusty.
Nie wiem, czy można to nazwać „staranie się”.
Raczej.. obowiązek.

Potem przyszedł tydzień nocnych zmian.
Starałam się dbać o siebie. Żadnych gorących kąpieli, minimum wysiłku.
W głowie kołatało: „A może…?”

Cztery dni po owulacji – plamienie.
Zaniepokoiło mnie, ale też dało cień nadziei. Implantacja?
Później – osłabienie, biegunka, brak energii.
A potem – nic.
Żadnych objawów PMS. Żadnych plamień. Za to.. mdłości.
Czułam, że może tym razem. Że może mimo wszystko.

24 maja – zwykle wtedy zaczynało się plamienie i PMS rosło w siłę.
A tu… cisza.
Czekałam, z testem w dłoni.
Biało.
Serce zamarło. Ale jeszcze nie wszystko było przesądzone.

25, 26 maja – brązowe plamienia, bóle podbrzusza. Typowe dla okresu, ale też… typowe dla ciąży.
Czytałam, analizowałam, porównywałam. Nadzieja gasła i zapalała się co godzinę.

27 rano – kolejny test.
Zobaczyłam cień kreski, chyba każda z Nas przechodzi coś takiego, że bardzo usilnie chce to zobaczyć i to widzi.
Zabiło mi serce.
Może jednak…?

A potem, 3h później – fala.
Krew, która zmyła wszystko.
Nadzieję. Emocje. Tę iluzję.

I zostawiła tylko znajomą pustkę, którą zna każda kobieta, która czeka na „tak”.


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 maja 2025, 21:09

4risu Co przyniesie los.. 27 maja 2025, 21:14

Poprzedni cykl był trudny. Nie dlatego, że coś się wydarzyło. Ale właśnie dlatego, że wszystko się działo – nieustannie. Praca na zmiany, rozregulowany rytm dnia i nocy, chwile snu na raty.

Pracuję na trzy zmiany. On - na jedną. Zawsze się widzimy, choćby na dziesięć minut.
Czeka na mnie nocą, chociaż dobrze wiem, że powinien spać. Mówię mu, że to nieodpowiedzialne, że się zamęczy. Ale on tylko się uśmiecha i mówi, że przecież nigdy nie wiadomo, kiedy może być ostatni raz.
Czułość bywa cichym bohaterem.

Ale taki styl życia nie sprzyja staraniom o Cud.
Bywam zmęczona. Moje ciało tęskni za spokojem bardziej niż za czułością.
Coraz częściej bliskość przestaje przynosić radość – a zaczyna przynosić presję.
I chociaż wiem, że to nie jego wina, zaczynam zamykać się w sobie.

W pewnym momencie zaczęłam myśleć, że coś jest ze mną nie tak.
Że może nie potrafię, nie umiem, nie jestem wystarczająco kobieca.
Że wszystko się we mnie psuje, że zamiast miłości jest tylko napięcie.

W domu byłam nerwowa.
Dużo krzyczałam. I często było mi smutno – tak zwyczajnie, głęboko, bezgłośnie.
Smutno, bo ja.
I smutno, bo widziałam, że ranię Jego. Że moje zmęczenie staje się dla niego zagadką. Że mój smutek staje się murem, przez który nie potrafi przejść.

Zaczęłam gubić siebie.
Zamiast zbliżenia - dystans.
Zamiast nadziei - pustka.
Zamiast radości z bycia razem - niepokój, że coś we mnie zgasło.

Nie wiem, kiedy to minie.
Ale wiem, że muszę znów odnaleźć siebie - nie tylko jako kobietę, która się stara, ale jako kobietę, która czuje.

Bo czasem starania to nie tylko wykresy i daty.
Czasem to cicha walka o to, by znów poczuć miłość - nie jako zadanie, ale jako dar.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)