Miałam teraz skupiać się na treściach wyłącznie optymistycznych, pełnych wiary, że na końcu tej drogi się spotkamy. Że to spotkanie jest coraz bliżej.
Tymczasem nastąpiła seria niefortunnych zdarzeń i w tym momencie- wiem, że nic nie wiem.
Zdarzenie nr 1.
Zaczęło się od wyniku cross match, który z wartości 28,5 w grudniu 2024 urósł do 39,5% w czerwcu tego roku.
Nie wiadomo, dlaczego. Podłamałam sie wtedy po raz pierwszy, czekamy na konsultację z immunologiem.
Zdarzenie nr. 2
Po prawie tygodniu walki, żeby się nie zarazić od męża, który po Pyrkonie wrócił chory zaraziłam się również ja. Infekcja rozwijała się powoli, w sobotę zdążyliśmy jeszcze pójść na urodziny znajomej. I co się okazało? Że to nie były standardowe urodziny. Królowały posiadówki na kanapach, napoje bezalkoholowe i dwa, piękne, ciążowe brzuszki. Nikt nam wcześniej nic nie powiedział. Przeżycie tego dania było dla mnie ekstremalnie trudne i zapoczątkowało moją złość na męża, poczucie braku zrozumienia. Myślałam, że już dawno nie przeżyłam czegoś tak bolesnego, ale myliłam się.
Zdarzenie nr. 3
Rozchorowałam się na dobre. Staram się jakoś funkcjonować- sama, bo męża nie ma w Polsce. W tym momencie jestem chora od ponad tygodnia. Wszystko leży odłogiem, sił mi czasem brak, a pogoda nie rozpieszcza - miało być lato…
Oprócz zapalenia górnych dróg oddechowych, osłabienia, kataru, kaszlu co jakiś czas dokucza mi również brzuch… Od ok. 2 tygodni biorę antyki - Slinda w celu wykonania histeroskopii. Miałam brać od pierwszego dnia miesiączki, ale mój cykl mnie „znowu” zaskoczył i pojawiło się brunatne plamienie na 10 dni przed terminem okresu - potraktowałam je jako miesiączkę.
„Modlę się”, żeby mimo tych bóli nic tam na dole złego się nie działo, że nie ma np. torbieli… Chcę już, żeby film się przewinął i żeby minął tydzień do histeroskopii. I tak - boję się tego trochę- będzie znieczulenie miejscowe, ale jeszcze bardziej martwię się o stan swojego zdrowia. Coś jest ze mną nie tak, czuję to, niestety na razie nie dostałam jeszcze konkretnej informacji co jest nie tak, mimo wielu lat diagnostyki. Żeby było śmieszniej, w moczu wyszły mi bakterie - planuję iść do urologa we wtorek.
Zdarzenie nr. 4
Mąż wyjechał w delegację w niedzielę i od tego czasu jestem na niego zła, że dla niego praca jest ważniejsza niż ja. Staram się uspokajać, ale ta złość wraca, codziennie się kłócimy. On nie zrezygnuje z wyjazdów, mimo że wie, że ja nie chcę żeby wyjeżdżał tak często. Od pamiętnych urodzin między nami wrze - czuję się samotna, niezrozumiana, boję się o przyszłość . Nie ma porozumienia. Konflikt tragiczny… W życiu na niewiele sytuacji jesteśmy przygotowani… często jedno wydarzenie zmienia wszystko.
Mimo choroby i pogody idę na pilates, trzeba czasem coś robić z tym ciałem. Po treningu okazuje się że siostry mają przeczucie, że coś jest nie tak z babcią. Mam flashbacki sprzed dwóch lat , gdy umierał mój ojciec…
Long story short - babcia została zabrana karetką na OIOM. Moja sytuacja rodzinna jest skomplikowana, pojawiają się nowe trudne emocje, moja choroba zamiast się wyciszać pogłębia się. Teraz żyję w stanie jeszcze większego zawieszenia - nie wiem, czego się spodziewać, gdy dziś pójdę do szpitala, nie wiem, co zrobić z pracą- dopiero byłam na l4. Najchętniej rzuciłabym to wszystko w diabły, gdybym tylko mogła. Muszę wytrwać, przecież chcę dać szansę trzem mrozaczkom. Nie chcę się rozwlekać, ale sytuacja nie jest trudna tylko ze względu na ciężki stan babci, ale przede wszystkim na realne problemy z moją rodziną pochodzenia. Na szczęście nie jestem w tym całkiem sama - wspieramy się z dwiema siostrami tak, jak możemy. Tak bardzo chciałabym, żeby babcia miała szansę nas jeszcze zobaczyć, dowiedziała się, że nie została sama w szpitalu.
Tik, tak, tik, tak. Nie wiem, co będzie. Wiem tylko, że to nie jest dobry moment. Jeszcze się nie doleczyłam, mąż za granicą, zaraz histeroskopia, potem mieliśmy zacząć przygotowania do transferu - jak w tych warunkach się wyciszyć i odzyskać optymizm?
Niech te chmury i silny wiatr wreszcie miną. Czekam na słońce i ciepło. Czekam na nadzieję.
Edytowane 1.07.2025
Babcia jest po operacji. Stan dalej ciężki, każdy scenariusz jest możliwy w każdej chwili. Tymczasem ja dostałam wynik badania genetycznego i tym sposobem dowiedziałam się, że oprócz mutacji MTHFR heterozygota c.128a mam również mutację Pai1 - polimorfizm 4g/5g… będę teraz zgłębiać temat. Tylko spokój może mi pomóc.
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 lipca 2025, 10:31
Jeszcze się nie poddałam, następna stymulacja czas zacząć
Od 2 sc ovaleap przez pierwsze 2 dni 300 j/d a od 4 dc 250 j/d z racji wysokiego amh
Wizyta w piątek
Przed kolejnym transferem mamy zalecona wizytę u dr Pasnika mam nadzieję że wbije się na wakacjach do niego
Czy u mnie może być raz bez problemu?
Rok temu o tej porze byłam w 3 ciąży, następnego dnia już wiedziałam że nic z tego dzisiaj będzie...
Dzisiaj rano jeszcze myślałam że już prawie znam datę transferu, zostały 4 dni wizyty, na której wszystko miało stać się jasne... dzisiaj wiem, że lipcowego transferu nie będzie...
Sierpień z założenia chciałam odpuścić, więc transfer przełożony na wrzesień...
Mam dosyć, znowu czuje się, że ktoś zabrał mi coś, co już było na wyciągnięcie ręki...
Wiem, tak jest rozsądniej, ale powoli mam dosyć tego rozsądku, mam dosyć wszystkiego... 😢
Dziś już po pierwszym podglądzie 🥚
Mamy 5 większych 10-13mm i 6 mniejszych rokujących. Przy poprzedniej stymulacji było tylko 6 rokujących, a teraz mamy już 11. Jednak leki działają lepiej. Pani Doktor zadowolona.
Endometrium bardzo ładne.
Kolejny podgląd w piątek, a później poniedziałek.
Punkcja może odbędzie się w następny czwartek, a jeśli nie to po weekendzie. Wszystko zależy od kolejnych podglądów.
Wracam tu zawsze jak jest mi źle, ale czuję ten paraliżujący mnie strach...
Tak bardzo się.... tak bardzo chciałabym żeby ktoś wreszcie powiedział, że wystarczy złego...
W 4tej ciąży już po drugiej becie wiedziałam że jest źle...
Błagam.... niech jutro będzie dobry przyrost 🙏🙏 Błagam niech ta ciąża trwa 🙏
Czy to już koniec? 😭
Błagam, walcz okruszku.... nie zostawiaj mnie 😢
No dobra, na razie chyba moja przeorana głowa spanikowała...
Rano pojawiło się plamienie... na wizycie która umawiałam na szybko usłyszałam że to się zdarza w 50% ciąż po IVF....to moja 3 na tym etapie i nigdy takich nie miałam, stąd po prostu spanikowałam...
Czy wizyta uspokoiła? Niby tak, bo zobaczyłam pecherzyk w macicy... ale jest pęcherzyk ciążowy 9mm... poprzednio byłam 4dni wcześniej, ciążowy miał 5mm, ale w papierach jest też żółtkowy 1.9mm....a tutaj nie ma o nim słowa 🤯. Więc już sobie wkręcam ze cos jest niectak, mimo że powiedziała że na dzisiaj widzi tyle co powinna... 🤯🤯
Najpierw dwukrotnie wysikane blade kreski. Potem beta. Dwa dni później znów beta. Rośnie. Przyrost w normie jak na 48h, ale oczywiście stresuję się, że wartości jakieś niziutkie. Dwa dni wypełnione stresem, biegunką, kołataniem serca, niemożnością znalezienia sobie miejsca. No i lekami - od razu neoparin, acard, progesteron doustnie i dopochwowo.
Prowadzę ze sobą cichą walkę, próbuję stłumić scenariusze, które podsuwa mi głowa, mówię sobie, że może zdarzyć się dosłownie wszystko i nie ma co myśleć o dziudziusiu, który nie wiadomo, czy pojawi się na świecie. Ale to tak kusi... choć na chwilę wyobrazić sobie imię. Słodkie stópki. Chrzciny, wyjazdy, przekazanie wiadomości dziadkom. Choć na chwilę poczuć się jak normalny człowiek, nie jak wrak czekający na kolejne nieszczęście.
Bolą piersi, trochę ciężkości w brzuchu, takiej charakterystycznej, jaka zazwyczaj występuje u mnie przed miesiączką, dlatego jeszcze wczoraj bałam się, że ona po prostu zaraz przyjdzie, ale nie. Teraz gdy to piszę, poczułam też skurcz, taki miesiączkowy. Miałam tak też na poczatku ciąży w zeszłorocznym maju. Ach, no i nieprzyjemny temat, ale częstsze wypróżnienia, to też mi towarzyszy. Od dzisiaj też ból po podaniu zastrzyku, ale przecież wszystkie wiemy doskonale, że byłybyśmy w stanie zaaplikować sobie go nawet w gałki oczne, gdybyśmy wiedziały, że pomoże. A ja mam na to przeogromną nadzieję.
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 maja 2025, 20:28
30+2 🤰
III prenatalne 🧬
Hania waży 1442g, to prawie 1.5kg człowieka ❤️
Od ostatniej wizyty przybrała +477g, jest w 21 centylu. Rośnie równo, swoim tempem.
Była dokładnie oglądana i mierzona, wszystko jest w porządku 🥰
Jest odwrócona główką w dół, tak przypuszczałam bo czuje ruchy na wysokości pępka i pod żebrami.
Wszystkie przepływy w normie, szyjka długa 4cm, łożysko na przedniej ścianie, nie przoduje.
Bardzo się cieszymy, że nie ma żadnych nieprawidłowości, a nasza dziewczynka jest już taka duża 🥹💞
Sesja brzuszkowa już za nami. Czekamy na obróbkę zdjęć, wyszły pięknie i ciężko było wybrać 15. Cudowna pamiątka!
Jesteśmy też po dwóch spotkaniach w szkole rodzenia. Kolejne zajęcia będą o laktacji, a następne o pielęgnacji maluszka, prawidłowym podnoszeniu i przewijaniu 😊
Ćwiczymy Hanulku na lalkach, żeby potem jak najlepiej zajmować się Tobą skarbie 😍
Rośnij kochanie! 🐰
Do naszego spotkania z terminu porodu pozostało 68 dni 🙈
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 czerwca 2025, 14:30
Ostatnio znowu zadręcza mnie myśl, że w dalszym ciagu przyczyna niepowodzeń jest nieuchwytna. Narzeczony zrobił nawet rozszerzenie badania nasienia, bo chciałam, i oczywiście wszystko bardzo dobrze. Ciężko mi uwierzyć, że adenomioza, którą mam, jest winna 5 lat starań i niepowodzeń, przy plemnikach, które długo żyją, mają prawidłową budowę i ruch...z immunologi większość leków dostałam "na wszelki wypadek", bo wyniki są na granicy. Ale dalej brak konkretnej przyczyny, w którą jestem w stanie uwierzyć. Innym z endometriozą i adenomioza się udaje, i to udaje naturalnie, bez żadnego wyciszenia, więc nie rozumiem dlaczego mi się nie udaje. Dlaczego muszę przechodzić ten cały proces? Może uwierzę, że to ma jakiś sens, jak kiedykolwiek zobaczę, że beta ruszyła. Póki co ciężko mi uwierzyć w powodzenie.
Inna strona in vitro:
Ostatnio dostałam nagrodę w pracy, i cóż oczywiście będzie na kolejne badania... każdy w pracy pytał co sobie kupię, bo zasłużyłam ciężką pracą, może wyjazd, żeby odpocząć...a ja w głowie miałam myśl, że może diagnozę...a na pewno kolejne badania. Żałosne to jest
dobra wiadomość, pęcherzyk pękł po dwóch dawkach ovitrelle! Dawno nie byłam taka szczęśliwa! Doktor powiedział, że nie ma co do tego żadnych wątpliwości.
Tak bardzo się cieszę, chociaż to niczego nadal nie oznacza.
Wraca moja wiara w kobiecość.
30w3d
Ostatnie badania prenatalne za Nami
Myszka waży 1625g i w większości pomiarów przoduje o tydzień, dwa względem OM. Badanie było długie i bardzo skrupulatnie przeprowadzone. Mała kręciła się jak szalona, zwłaszcza kiedy lekarz dość mocno uciskał głowicą USG, raczej tego nie lubi 🙃 Najważniejsze, że wszystko jest w porządku i po raz kolejny możemy cieszyć się z dobrych wieści ❤️ Nasza silna i zdrowa Kruszynka 💛
Czas w drugiej ciąży leci stanowczo za szybko 🥹
A tutaj bogata mimika twarzy 

Wiadomość wyedytowana przez autora 15 czerwca 2025, 16:08
1dc, po 33 dniach, nie pamiętam czy kiedykolwiek miałam tak długi cykl... 😑
Dzisiaj byłam na badaniach do kontrolnej wizyty u endokrynologa.
TSH - 2,180
FT4 - 0,95 ng/dl = 12,23 pmol/l
Prolaktyna - 7,4
Czyżby kolejny znaczek i na pokładzie niedoczynność tarczycy? Normalnie wykończy mnie ta niepłodność.
Oczywiście cykl będzie długi. Dzisiaj 25 dc a owulacji jeszcze nie było i na razie nie zapowiada się..
14+5
Za nami pierwsza Wigilia w powiększonym składzie- ja w dwupaku i Mąż. Muszę przyznać, że Mąż naprawdę się starał i bardzo to doceniam w głowie, w czynach mogłabym docenić bardziej😝
24.12.2025 pokazaliśmy rodzince nagranie z USG w 14 tygodniu i przedstawiliśmy Łukasza 🥺 także oficjalnie Łukasz dołączył do rodziny. Było to bardzo wzruszające przeżycie, ogólnie mało ogarniałam podczas tej Wigilii- tyle było emocji.
Z dobrych wieści, 23.12.2025 u Łukasza było wszystko dobrze. Oczywiście, później też się podziały różne rzeczy, ale już nie będę świrować i zaczekam do przełożonej na 02.01.2026 wizyty ❤️
Mąż zrobił mi niespodziankę i widząc moją paranoję kupił mi detektor tętna - jestem przeszczęśliwa, sam ten fakt już działa na mnie kojąco. Tak bardzo pragnę, żeby szczęśliwie rozwiązać ciążę w odpowiednim czasie, żeby odeszły wszelkie problemy i żebyśmy w czerwcu powitali synka na świecie 🥰
Nawet jak teraz to piszę, to brzmi to tak … magicznie.
Mam wielką nadzieję, że Nowy Rok 2026 będzie niezapomniany 🥳
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 grudnia 2025, 09:46
Każda aniołkowa mama wie, jaki trudny to jest dzień... Ale ostatnio całe dnie mam trudne, nie tylko dzisiaj. Im dalej jesteśmy (to już 18 tydzień 🥹), tym bardziej się boję. Tak bardzo boję się, że stracę i Nelkę. Tak jakbym nie wierzyła, że zasługuję na szczęście. Boję się do tego stopnia, że dzisiaj rano dostałam małego ataku paniki. Każdy oddech sprawiał mi naprawdę wiele trudności i czułam jakbym traciła grunt pod nogami. Czy mam powody do strachu? Teoretycznie nie. Wszystko w tym momencie pod względem zdrowotym jest dobrze. Mała rośnie, powoli wyłapuje pierwsze malutkie kopniaczki. W piątek znowu się zobaczymy i poproszę lekarza o częstsze wizyty. Mimo, że nie ma do tego medycznych wskazań, to myśli, że to małe serduszko zgaśnie nie potrafią wyjść mi z głowy...
Mimo lęku, co przyniesie przyszłość, mimo zdrowotnych kłód pod nogi jak np. mój nieprzewidywalny cykl podjęłam decyzję- będę wierzyć i myśleć optymistycznie do samego końca. Zaakceptuję wszystko, co przyniesie mi los.
Kocham życie we wszystkich jego odcieniach. Piszę to z pięknego miejsca pod Poznaniem po dwóch „przypadkowych”, ale wyjątkowych spotkaniach.
W lipcu czeka mnie histeroskopia i dwie wizyty: u immunologa i po ok. 9 miesiącach w klinice. Wczoraj zakończyłam pewien etap, żeby dziś zacząć nowy. Już się cieszę na to lato 
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 czerwca 2025, 20:34
31. dzień cyklu
Wow, przeczytałam właśnie swój ostatni wpis. Sporo tam było jeszcze nadziei.
O tamtej wizycie po krótce: ginekolog sprowadziła mnie ostro na ziemię. Co z tego, że liczba i koncentracja wzrosła? Jedynie kilkaset tysięcy plemników z tego się w ogóle rusza… Inne nie dotrą do komórki jajowej. 99% plemników z wadami, tylko 1% prawidłowej budowy, co pewnie wpływa na te niską ruchliwość. Szanse na ciążę naturalną zostały określone jako skrajnie niskie. Kolejny już raz zaproponowano nam in vitro, nawet zaproponowała nam, żebyśmy już za tydzień przyszli podpisać umowę, bo kończą się środki. A my co? A my stchórzyliśmy. Tacy byliśmy pewni, że nie będzie nas nikt poganiał, że kasa nie gra roli bla bla bla. Minęły prawie dwa miesiące i myślę, że byliśmy idiotami. Bylibyśmy już pewnie po transferze, może nawet byłabym już w „legitnej” ciąży… Czekała na moje maleństwo. Ale nie, musieliśmy się uprzeć, odwołać wizytę pod pretekstem niby choroby i czekać kurwa nie wiem na co…
Z drugiej strony rozumiem męża. On nie ufa mojej lekarce, bardziej ufa swojemu andrologowi. Terminy były jednak odległe, ale postanowiłam dać mu czas, żeby pogodził się z tym wszystkim. Wizyta odbyła się dopiero 9.06, więc przeleciał nam cały maj. Na wizytę wysłałam go ze stroną A4 całego wywiadu (nie chciałam iść z nim, w kościach czułam, że nie dowiem się niczego nowego), listami leków, praktycznie każdym miesiącu rozpisanym po kolei (co się działo, jakie leki, jakie suple). Był też krótki opis mojego przypadku i leczenia. Androlog potwierdził, że szanse na naturalną ciążę są bardzo małe i dodał, że niestety na poprawę wyników też. Jesteśmy bardzo dobrze obstawieni suplementami, mąż jest szczupły, wysportowany, bez żadnych nałogów, alkohol pije może 3-4 razy w roku maksymalnie. Nie ma więc pola do popisu jeśli chodzi o zmianę stylu życia. Wyniki są takie być może ze względu na genetykę, wiek… Nie wiadomo. Nic nie wskazuje na kolejne zakażenie itp. Mężowi zaproponowano jeszcze terapię hormonami, ponieważ jego wyniki są idealne i zostawiają pole do ewentualnego wzrostu po leczeniu bez jakiś tam zagrożeń. Przyjmuje Clostilbegyt 1/2 dziennie, hormony do kontroli za 3 tygodnie. Androlog stwierdził, że czasami ładnie ruszają wyniki po takiej terapii, a nuż zadziała. A jeśli nie, to kieruje na in vitro. Z poczuciem, że zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy.
Ja obserwuję cykl, patrząc po śluzie i temperaturze owulacja wypadła około 21-23 dnia. Brakło mi testów owulacyjnych, a mieszkaliśmy u teściów w tamtym czasie i robienie ich było dla mnie trochę problematyczne, a więc nie wyłapałam kiedy dokładnie był pik. Nie mniej jednak nie ma to dla mnie jakiegoś znaczenia. Owulację miałam już niejedną, naturalną, stymulowaną, z super wynikiem progesteronu powyżej 20 ng/ml. I co? I nic. Niestety tak silny jest ten czynnik męski.
Dlatego wystawiam białą flagę. Na razie się poddaje. Uciekam z forum. Dość już wątków miesięcznych pełnych radości obcych osób, dość przyglądania się jak zza szyby, na kogoś, kto je pysznego loda w upalny dzień podczas gdy ty czekasz w ciasnym dusznym pomieszczeniu i słyszysz, że nikt nie ma zamiaru Cię z niego wypuścic, a jeżeli w ogóle myślisz, że loda dostaniesz, to zapomnij - najpierw zapracujesz, upocisz się i wydasz na niego kupe kasy. Wtedy może go dostaniesz, ale bez gwarancji.
Dajemy sobie czas do stycznia, niestety wcześniej raczej nie zakwalifikujemy się do programu, ponieważ skończyły się środki. W nowym roku jest nadzieja na nową pulę - wtedy nie będę się zastanawiać.
Te 14 miesięcy coś nam odebrało, zmieniło nas. Oboje straciliśmy pewność siebie, radość z bliskości i seksu, oboje czujemy się niewystarczająco dobrzy. Nie wiem, czemu tak się przytrafiło, nigdy się nie dowiem. Wiem jedno - że straciłam już nadzieję i odrzucam jakieś mrzonki o naturalnych cudach i innych pierdoletach, o zbawiennym wpływie antyoksydantów czy innych żeli, o tym, że uda się kiedy odpuszczę. To tak nie działa. Teraz już to wiem.
I nie, tym razem już nigdzie nie lecimy. Tym razem stoimy nogami mocno na ziemi.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 czerwca 2025, 11:29
30 + 6 tc
Wpis informacyjny 😊
Wczoraj odbyły się nareszcie nasze pierwsze zajęcia ze szkoły rodzenia 🤍
Spotkałyśmy się w domu położnej razem z kilkoma innymi Polkami, siedziałyśmy na poduchach, piłyśmy herbatę, jadłyśmy precelki i gadałyśmy na luzie o wszystkim. Omawiałyśmy tematy takie jak przebieg porodu, lista wyprawkowa do szpitala i na połóg, wszelkie formalności do załatwienia w najbliższym czasie itd. Bardzo dużo nowych informacji. Wszystkie miałyśmy bardzo zbliżone terminy porodów (+ - 2 tygodnie), więc tak dobrze nam się gadało, że spotkanie przedłużyło się o prawie 1,5 godziny 😊 Drugie zajęcia odbędą się za tydzień – mamy rozmawiać o laktacji w takim samym gronie, a na trzecie spotkanie (pielęgnacja noworodka, rola taty podczas porodu i później) przyjść już z partnerami. Synek kopał mnie caluutkie zajęcia 🤍
Załączam listę wyprawkową, która sprawdza się w niemieckich realiach:
Dla mamy:
• 3 - 4 pary ciepłych skarpetek
• Ciepła bluza (podczas porodu często ma się dreszcze)
• Gumki, spinki do włosów
• Pomadka do ust
• Ciemne ręczniki
• 2-3 koszule do porodu (można zalać wodami płodowymi, przepocić, zwymiotować)
• Klapki pod prysznic i ewentualnie kapcie
• Spakować męża (skarpetki na zmianę, klapki, koszulki, spodenki)
• Coś co mnie relaksuje na 1 fazę porodu – olejki eteryczne, książka, ulubiona playlista
• Małe butelki coli, Traubenzucker (cukierki z cukru winogronowego), batony energetyczne (dodają sił podczas parcia) – wziąć więcej i dla męża
• Wygodne legginsy (takie co nie będą uciskały ewentualnej blizny po cc)
• Książeczka ciąży + karta ubezpieczeniowa
• Anmeldebescheinigung (zaświadczenie o zameldowaniu) nie starsze niż 3 miesiące (😱)
• Akt ślubu i akty urodzenia rodziców międzynarodowe
• Zatankować auto
• Drobne pieniążki do automatów / na parking
• Telefony, ładowarki
• Szczotka do włosów
• Wszystkie rzeczy higieniczne dla mamy zapewnia szpital (podpaski, majtki poporodowe, wkładki laktacyne itd)
Dla dzidziusia:
• Wszystkie rzeczy higieniczne dla dziecka zapewnia szpital (podkłady, pieluchy, ubranka do czasu wypisu itd)
• Po porodzie można wnioskować o bezpłatne wypożyczenie laktatora z kasy chorych (takie laktatory są naprawdę porządne, kosztują około 2k euro, więc warto wykorzystać i zobaczyć czy w ogóle się nam przyda)
• Oliwka lub olej ze słodkich migdałów
• Krem do pupy (Najlepszy Weleda Baby Wundschutzcreme Calendula)
• Tormentile Baby najlepsze na odparzenia mocne
• Alana Bio Fettwolle do zabezpieczenia między pupą a pieluszką
• Sól fizjologiczna
• Do pielęgnacji pępka warto kupić puder Weleda Wecesin
• Patyczki takie jak do uszu dla dzieci
• Pierwsza kąpiel jak odpadnie pępek
• Termometr do kąpieli
• Termometr do ciała
• Wanienka
• Dwa ręczniki, mogą być z kapturkiem, bo łatwiej wytrzeć główkę
• Emolium do kąpieli
• Mąka ziemniaczana
• Małe pieluszki tetrowe
• Mała paczuszka pieluch (może się okazać, że uczulają)
• Butelka lansinoh jedna (warto szklaną)
• Smoczek można kupić, ale jeśli dziecko będzie pić z piersi to raczej nie zaakceptuje smoczka
• Nożyczki i pilniczek do paznokci (najprostszy z drogerii)
• Aspirator do noska taki manualny najlepiej
• Jedno mleko modyfikowane
• Termos na ciepłą wodę i miseczka
• Duże płatki kosmetyczne
Połóg:
• Biustonosz do karmienia 2 rozmiary większy
• Wkładki laktacyjne (lansinoh są dobre)
• Podkłady
• Szerokie podpaski
• Majtki wielorazowe (większe troszkę)
• Lanolina do nawilżenia brodawek (lansinoh)
Przygotować plan porodu:
• Na jakim porodzie Ci zależy?
• W jakiej pozycji chcę urodzić? Czy w wodzie?
• Partner może być przy porodzie i podejmować decyzje
• Jakie znieczulenie rozważam? Zewnątrzoponowe, gaz (lepiej wpisać, że chcesz, później zawsze możesz zmienić zdanie)
• Grzebień warto wziąć (metoda łagodzenia bólu)
• Wpisać że tata ma przeciąć pępowinę (można zabrać nożyczki)
• Czy zależy Ci na urodzeniu bez nacięcia krocza?
• Czy chcesz karmić piersią?
• Czy tata może kangurować dzidziusia jeśli ja nie będę mogła?
• Czy chcę pokój rodzinny?
Może którejś z Was przydadzą się takie informacje, szczególnie że zalecenia różnią się troszkę od tych polskich.
Ponadto odbyłam ostatnią konsultację u dr J.!
Dowiedziałam się, kiedy mam odstawić dane leki i życzyła mi pomyślnego porodu. Wow, to by było na tyle. Jesteśmy coraz bliżej rozwiązania 🤍
A więc tak:
• Acard do 35 tc
• Duphaston do 36 tc
• Glucophage do 36 tc
• Revitanerw max do 36 tc
• Homocysteine resist do 38 tc
• Cyclo3fort do 38 tc
• Clexane 0,6 mg do porodu, po porodzie zmniejszyć dawkę na 0,4 mg przez 12 tygodni
• Laktoferyna i żelazo do dnia porodu
Sama szukałam wcześniej podobnych informacji, więc i tu załączam czego się dowiedziałam – może komuś pomogę.
Ogólnie czuję się bardzo dobrze, chociaż spacery przestały być moją ulubioną formą aktywności – jak tylko mogę to staram się gdzieś przysiąść. Zasypiam wcześniej od męża, budzę się na siku jakieś 4 lub 5 razy, rano odsypiam do 9-10, twardnieje mi brzuszek, czuję czkawkę synka nawet i 3 razy dziennie, widzę przesuwające się pod moją skórą z dużą siłą nóżki i rączki. To by było chyba na tyle z ekspresowych informacji.
Zostało nam 9 tygodni 🤍
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 czerwca 2025, 18:19
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.