37+6
10/07 zadzonili koło południa ze szpitala żebym przyjechała na indukcję.
Tuż przed wyjściem z domu odszedł mi cały czop śluzowy co dało mi nadzieję że porodu nie zacznę totalnie od zera.

Postępowanie przy indukcji jest tu spokojniejsze niż miałam przy Mai. Tutaj najpierw zaczęli od pre-induckji i włożyli mi do szyjki pessar z prostaglandyną. Jest to hormon który jest powoli uwalniany w ciągu 24h. Ma teoretycznie wpłynąć na rozwarcie, zmiękczenie szyjki i potencjalnie skurcze.

Minęło już w tej chwili ok 19-20h i jak na razie skurczy nie ma, jedyne co czuje to jakbym wczoraj na rowerze dużo jeździła plus chwilę temu zaczęło mi się plamienie więc może coś się powoli tam rozwiera 🤞🙏

Kolejna kontrola o 14 (wtedy minął 24h) i wtedy albo od razu przebicie wód jeśli będzie ok 2cm rozwarcia lub tabletka do szyjki czyli to samo co miałam z Mayą.

CDN.


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 lipca 2025, 18:49

Lea jest już na świecie! Ale najpierw kontynuacja opisu porodu :)

Po kontroli o której pisałam powyżej niestety nie byłam gotowa na przebicie wód, tak że podano mi tabletkę i kolejna kontrola za 6h. Miałam duża nadzieję że tabletka szybko i mocno zacznie działać (takie doświadczenie miałam z Mayą) ale niestety skurcze po niej były umiarkowane i wjechała po 6h kolejna tabletka.
Zaczęłam dopytywać lekarkę jaki jest dalszy plan działania i co jeśli druga tebletka też nie zadziała.

Lekarka powiedziała że mogą mi podać do 3 tabletek i jeśli nie będzie postępu to kolejny pessar na 24h.
Na to się kategorycznie nie zgodziłam. Powiedziałam że po jeśli 3 tabletki nie zadziałają to mają od raz przebijać mi wody (rozwarcie na 2-3cm już miałam)

Na szczęście druga tabletka zaczęła działać praktycznie od razu. Podano mi ją ok 21 i skurcze od razu mocno się nasiliły. Ok 24 były już tak częste i mocne że zabrano mnie wreszcie na porodówkę gdzie od razu poprosiłam o epidural.

Anestezjolog został wezwany do nagłej cc tak że podanie epiduralu mialo opóźnić się o 1h no ale co zrobić.
W międzyczasie przyszła do mnie szefowa położnych zachęcić mnie żebym na razie zamiast epiduralu wzięła zastrzyk przeciwbólowy który również działa na rozwarcie i zmiękczenie szyjki - zgodziłam się.

Po zastrzyku ból faktycznie mocno ustąpił a razem z nim ustały mocno skurcze, do tego stopnia że nawet troche pospałam. Mniej więcej od 3 do 7 spałam a mąż przy mnie czuwał 💛

Rano zaczęły wracac skurcze. O 8 wezwałam położna żeby zrobiła mi kontrolę - na dziennej zmianie zajęła się nami położna Abby (🩵 anioł!). Abby zasugerowała żebym do 10:30 ruszała się jak najwięcej żeby dalej pracować nad szyjką a potem przebiją mi wody i podadzą epidural.

Jak już przebili mi wody miałam spróbować dalej ruszać się przez ok godzinę przed epiduralem ale ból był już nie do wytrzymania i po 15-20 min już wzywalisny anestezjologa.

Epidural zadziałał jak powinien - bóle mocno ustąpiły ale skurcze nadal czułam, od tej pory chodzić już nie mogłam ale Abby dbała o to żebym regularnie zmieniała pozycje i była w jak najbardziej pionowej pozycji na łóżku żeby grawitacja mogła działać na szyjkę i ułożenie Lei.

Po jakimś czasie silne bóle wróciły więc dostałam kolejna dawkę znieczulenia, tym razem jednak zadziałało nie symetrycznie tylko na jedną stronę więc ból w lędźwiach po prawej stornie był ostry podczas gdy po lewej nie czułam nic.
Abby zmieniła mi pozycje tak żeby rozprowadzić epidural ale wtedy już wszędzie zaczęło mnie mocno boleć. Poprosiłam o kolejna dawkę ale Abby stwierdziła że głowka jest już na tyle nisko że lepiej już spróbować zacząć rodzic ale bez kolejnej dawki znieczulenia.
Trochę przerażona że będzie bardzo bolało zgodziłam się 🙈

CDN.

Karo_27 Moja walka - wygrana? 12 lipca 2025, 20:25

Po pogrzebie.

Zdecydowałam- nie poddam się, będę walczyć, nawet jeśli to walka z samą sobą. I będę wierzyć - do końca.

Przede mną:
1. 20-dniowa kuracja metronidazol dopochwowo + doxycilinum doustnie
2. 2 zastrzyki diphareline (sztuczna menopauza) - w sierpniu i we wrześniu
3. W sierpniu pierwsza od miesiący wizyta u mojego lekarza z kliniki oraz teleporada z immunologiem, na której mam nadzieję zostaną rozpisane leki przed - do transferu (immunosupresja)
4. Planowana wizyta kwalifikacyjna 2.09 a zaraz po niej moje urodziny i urlop

Chciałabym, żeby transfer nr. 6 odbył się pod koniec września/na początku października. Będzie dobrze- musi być. Ja muszę zaufać, że to co przyjdzie, miało przyjść i cokolwiek się wydarzy - to jest dobre i tak miało być.

Czasem boli potwornie, ale chyba już nie chcę walczyć z losem. Chcę zaakceptować i cieszyć się ty, co mam. Mimo wszystko, oczywiście wierzę, że w końcu nam się uda - że i nam przeznaczone jest zostać rodzicami. W ten, czy inny sposób.

A przede wszystkim chciałabym wierzyć, że cokolwiek się nam przydarzy nie dzieje się bez przyczyny i realizujemy po prostu plan na swoje życie. To od nas zależy, z jakim nastawieniem przeżyjemy nasze życie. Dlatego odpalam program: koniec buntu, czas na odpuszczenie i przyjęcie tego, co jest. Czas na skupienie się na tym, żeby w moim życiu było więcej spokoju, dobra, pozytywnej energii i wdzięczności.


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca 2025, 20:27

Lilou Ciągle w oczekiwaniu - 🌈 16 lipca 2025, 21:42

Rok temu, 10 dpo już byłam pewna, że jestem w ciąży. Strach przeplatał się z niedowierzaniem, a radości było mało.
Dzisiaj ta blada kreseczka leży koło mnie, a mi nadal ciężko uwierzyć.
Nasz synek ma 4 miesiące - i nie powiem, że jest łatwo - ale wiem, że wszystko co gorsze w końcu minie.
Jestem wdzięczna za to, że mogłam być w ciąży (czasem nadal dotykam brzucha i wyczekuje tych małych kopniaczków), no i jestem wdzięczna, że go mamy.

Nasz mały cud.

Choć przyznam, że to 5 lat starań chyba na zawsze z nami zostanie. No ale, taka jest nasza historia. Zdecydowanie wiele nas to nauczyło, scementowało nasz związek. Warto było walczyć.

Często myślę o tych z Was, które jeszcze czekają i mocno wierze w to, że się uda.

Są dni takie jak dzisiaj, że w uszach słyszę dźwięk wypowiadanych słów "serduszko nie bije", "zauważyliśmy przy saturacji 40,nic nie dało się zrobić, przepraszam", "to dziecko nie ma szans na przeżycie" i wciąż zastanawiam się jak ja to wszystko wytrzymałam. Nie wiem. Kocham moje dziewczynki, ale czasami jestem już tak bardzo zmęczona właśnie tymi myślami, wspomnieniami że złych chwil, że mam dość. Staram się myśleć pozytywnie, każda ciąża nauczyła mnie czegoś nowego, doświadczyła mnie w inny sposób. Dzisiaj czasami zastanawiam się czy wszystko co przeżyłam to naprawdę było moje życie,bo to aż niemożliwe żeby tyle przetrwać. Tak,wiem że ludzie mają większe problemy, większe trudności życiowe i szczerze ich wszystkich podziwiam, ale zastanawiam się jak to wszystko mogło się stać. Czas mija tak szybko, tak nieubłagalnie...nie ma skrupułów. Albo korzystasz z życia albo nie. Tylko co w sytuacji, gdy braknie sił? Dzisiaj człowiek jest, a jutro moze go nie być. Przeraża mnie to. Bardzo. Dzisiaj jest szczęśliwy, a jutro może wszystko stracić. Życie to jedna wielka niewiadoma. Nie nadążam ..

Karo_27 Moja walka - wygrana? 9 października 2025, 12:35

6dpt - beta 43,90

Nie wierzę w to, jestem oszołomiona. Nie byłam jeszcze w tym miejscu. Szczęśliwa, ale jednocześnie przerażona, co dalej ... Co mogę zrobić, żeby pomóc maleństwu, co może mu zaszkodzić...

Boże, miej w opiece, Niko <3 Tak bardzo chciałabym, żeby został z nami już na zawsze. W sobotę planuję zbadać przyrost, a w poniedziałek - kolejna beta dla kliniki. Proszę o dobrą myśl/kciuki


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 października 2025, 20:03

Hej Hej.
Strasznie dawno nic nie pisałam ale w sumie nie za bardzo było co 🫣
W koncu ostatnio zrobilam badanie na helicobacter Pylori i tak jak podejrzewałam wynik wyszedł dodatni .. czemu podejrzewałam? Bo od bardzo dawna mam rewolucje jelitowe raz biegunki raz zaparcia..
Umówiłam wiec telekonsultacje u Gastrologa i przepisał mi Pylere i Emanere i od wtorku jestem na antybiotyku . Trochę się balam brac bo naczytałam się o skutkach ubocznych ale jestem 4 dzień i w sumie jest okej 🙂 byleby się pozbyć tego dziadostwa .
Czytałam parę takich histori ze po wyleczeniu bakteri nagle zaskakuwalo z ciaza ale wiadomo to też mogą być takie przypadki. Ale No nadzieja umiera ostatnia .
Aktualnie jestem w 32 dc owulacja była pozno więc się przeciąga ale podejrzewam że w nuedziele lub poniedziałek powinna przyjść miesiaczka dzisiaj mam mega słaby dzień jestem nabuzowana i mega spadek formy.
Z innych spraw zaczęłam systematycznie ćwiczyć i lepiej jeść aktualnie waze 60kg mam lekka nadwagę jeszcze ale byle do przodu.
Narazie porzuciliśmy starania z pomocą medyczną ze względu na finanse . Ale dobrze że głowa tak może odpocząć 🙂

37+0 tc
Ciąża donoszona ✨

W najśmielszych snach nie potrafiłam wyobrazić sobie, że kiedyś dojdziemy do tego etapu. Mam przed oczami scenę, kiedy właśnie dowiedzieliśmy się, że wynik naszej procedury w Czechach, w której pokładaliśmy ostatnie nadzieje, wcale nie jest dużo lepszy od pozostałych.. Tyle przygotowań, tyle leków, wizyt u lekarzy, kłucia się, tysiące przejechanych kilometrów.. A z naszych zarodków znowu dużo nie zostało. Przebierałam się przed transferem i powiedziałam do męża, że jak ta procedura się nie powiedzie, na początku roku chciałabym zgłosić się do ośrodka adopcyjnego. Przerobiłam już wszystkie broszurki z wytycznymi, wysłuchałam dziesiątki podcastów na ten temat.. Byłam gotowa całym sercem na przyjęcie do naszej rodziny dzieciątka. Nie zależało mi już na ciąży, chciałam być po prostu mamą i móc przelać ogrom naszej miłości na jakiegoś małego człowieka. Dać mu dom, bezpieczeństwo, pokazać mu świat.. Bo byliśmy taką fajną rodzinką, tylko kogoś tu brakowało.. Nie miałam siły dalej walczyć, to wszystko zniszczyło mnie psychicznie. Podano mi wtedy dwa słabo rokujące zarodki, które się nie przyjęły. Świat na chwilę kolejny raz się dla mnie zawalił, choć zaraz moją duszę ogarnął jakiś dziwny spokój. Mamy październik – jeszcze dwa miesiące 2024 roku i kończymy tę nierówną walkę. Od stycznia ruszymy z nowym planem, który może nareszcie da nam spełnienie. Okazało się, że został nam jeszcze jeden zaroduś, po którego chciałam wrócić jak najszybciej, aby zamknąć wreszcie ten rozdział.

I ten zaroduś, ten Cud, bo inaczej go nie mogę nazwać, od listopada noszę pod sercem. A teraz w każdej chwili może przyjść na świat 🤍

W poniedziałek (36+4 tc) nasz synek ważył 2927 kg i mierzył prawie 49 cm. W dwa tygodnie przybrał 650 g! 🥰 Leży już bardzo nisko główką w miednicy, szyjka się skraca, ale nadal jest zamknięta. Wynik GBS negatywny, hemoglobina podskoczyła do góry. Ja czuję się najlepiej w moim życiu, psychicznie jestem innym człowiekiem. Staram się cieszyć każdą chwilą, a wdzięczność za to maleńkie istnienie wypełnia każdy mój dzień. Na wadze aktualnie chyba +15 kg, od miesiąca czy dwóch prawie się nie zmieniła. Zero opuchlizny, wszystko poszło w brzuszek i piersi. Patrząc od tyłu nawet nie widać, że jestem w ciąży. Jak zawsze walczyłam z trądzikiem, tak teraz mam piękną cerę. Estrogen musiał poszybować do góry, bo nogi golę duużo rzadziej. Za 3 tygodnie planowany termin porodu, a ja do dzisiaj robię wszystko, co dawniej – pracuję, spaceruję, sprzątam, jeżdżę autem. Mam ochotę przenosić góry, skakać po drabinach, ale poszłam po rozum do głowy i wynajęłam panią do sprzątania, która pomyła mi w 3 godzinki górne okna i półki – najlepsza inwestycja życia 😉 Mama opowiadała mi, że ona swoje ciąże przeszła tak samo – prawie nie czuła, że w nich jest.

Brzuszek twardnieje mi teraz bardzo często, a nocami zaczynam odczuwać delikatne bóle miesiączkowe. Często budzę się koło 4 i nie mogę zasnąć dobrą godzinę. Uszy potrafią zatykać mi się na cały dzień i jedynie pochylenie się ratuje sytuację choć na chwilę 🙈 Jest mi też nieludzko gorąco – zawsze i wszędzie 😃

Nasza sierpniowa grupa z ovu jest już prawie w połowie rozpakowana, a został jeszcze tydzień lipca. Niesamowite jest patrzeć na te maluszki i zdawać sobie sprawę, że podobny siedzi u mnie w brzuszku. Że jest ze mną cały czas, a ja się nim w ogóle nie muszę opiekować 😆 Ciekawe kiedy zechce się pojawić. Jem codziennie daktyle, robię masaż krocza, ćwiczę trochę na piłce (choć mega mi się nie chce), ale tak poza tym to ruchu i tak mi nie brakuje 😊 W poniedziałek ma odwiedzić mnie położna i zobaczyć, czy maluch jest już gotowy do wyjścia.

Mieszkanie jest czyściutkie, wszystkie ubranka wyprasowane i poukładane, walizka do szpitala spakowana. Ze spokojem czekamy na naszego synka 🤍


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 sierpnia 2025, 23:43

Ku mojemu zaskoczeniu jak tylko zaczynały mi się na prawdę bolesne już na tym etapie skurcze, jak tylko zaczynałam przeć ból znikał.

I co tu dużo pisać - po 55 min parć o 17:30 Lea była na świecie 🩷

Te ostatnie 55min to było dla mnie tak cudowne, inne, lepsze doświadczenie niż podczas porodu z Mayą 🙏
Po pierwsze było bardzo intymnie - tylko my i Abby (później dołączyła na koniec lekarka ale to dalej Abby przyjmowała porod a lekarka jakby z ciekawości przy nas była ;) )
Po drugie czułam wszystko (może lekko mniej przez znieczulenie może nie? Tego się nigdy nie dowiem) dzięki czemu mogłam efektywnie przeć, czułam jak Lea schodzi w kanale rodbym co dodawało motywacji do dalszych działań mimo zmęczenia.
Po trzecie nikt nie dawał mi na siłę leków których nie potrzebowałam - obyło się kompeltnie bez oksytocyny za co jestem ogromnie wdzięczna 🙏

Na koniec kiedy ból był już na prawdę duży i tylko parcie go w minimalnym stopniu łagodzilo.
Abby powiedziała żebym zrobiła sobie chwilkę przerwy na oddech, ale ja czułam potrzebę parcia i ostatkami sił i ostatnim parciu Lea cała przyszła na świat 🥰🥰🥰 cudowne uczucie to czuć!

Leę od razu położono na mnie do kangurowania i od razu zrobiła na mnie siusiu 😂

U mnie obyło się bez nacięcia ani pęknięcia 🥰💪

Kangurowalysmy się ok 1h, Lea nawet złapała pierś i pięknie piła 🥹
potem Abby zważyła i zmierzyła małą i dalej kangurował Oskar :)

49cm 3,2kg - dużo większa niż przewidywana waga po ostatnim usg (2,6kg) przez którą dostałam w końcu skierowanie na indukcję!

Podsumowując, pomijając długi okres pre-induckji (1,5 dnia) to był to przepiękny porod moich marzeń 🙏 do końca życia nie zapomnę Abby i tego jaka cudowna była w całym tym procesie.
Czuje się bardzo spełniona jako kobieta po tym porodzie i cieszę się że udało się tym odczarować moje złe doświadczenie po porodzie z Mayą 💛🥰


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 sierpnia 2025, 07:55

36+0 🤰
Do terminu porodu zostały 4 tygodnie, 28 dni 😱 a kto wie czy moja gwiazda nie zechce wyjść szybciej 🥰 chociaż na razie się na nie zanosi. Wszystko zamknięte.

Ostatnio mocno się zestresowałam. Doktor prowadząca zapewniała, że wszystko jest w porządku ale jakaś niepewność się we mnie tliła. Na pomiarach w 33+2 Hania ważyła 1900g i miała bardzo malutki brzuszek, na 3 percentylu. Obawiałam się hipotrofii, że przestała rosnąć.
Na szczęście na wczorajszej wizycie 35+6 Hania waży 2.5kg ❤️
Wszystko jest dobrze, brzuszek wrócił do 14 percentyla. Wiem, że to tylko pomiary, jak się kliknie tak się zmierzy, ale czuje te 2.5kg 😅 z dnia na dzień jest mi ciężej, źle mi się chodzi 🐧
Jak siedzę to dostaje kopniaki w żebra, najlepiej jest w pozycji leżącej. Wyznaje też zasadę, że jeśli coś spadło na podłogę i nie da się tego podnieść stopą, to nie jest mi to potrzebne 😅

Już nie możemy się doczekać. Jestem w 9 miesiącu ciąży! Za tydzień będzie to ciąża donoszona 🥹
Mamy już wszystko, jestem spakowana i gotowa.
Chociaż lepiej, żeby teraz nic się nie działo bo zostaliśmy bez auta... mój mąż wlał benzynę zamiast diesla 🤦‍♀️i radośnie wyjechał na obwodnicę. Chyba po samochodzie... jeszcze nie wiemy co dokładnie poszło ale możliwe, że bardziej będzie się opłacało kupno innego samochodu niż naprawa tego 🙄 Baby brain przeszedł ze mnie na niego 😅
Posiedź córeczko w brzuszku do 39 tygodnia 🫶🏻 bo nie chce jechać na porodówke 24 letnią skodą bez klimy 🙈
To chyba ten uśmieszek zauroczył tatusia i go zamroczyło 🥰
IMG-20250718-WA0001.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 lipca 2025, 15:14

Anuśla Musisz dać życiu szansę 27 lipca 2025, 22:44

21 sierpnia mam planowana cc. Mam dziwne przeczucie, że akcja zacznie się wcześniej. To nie jest w zegarku jak przy ivf. Niby miałam datę ostatniej miesiączki, ale nie pamiętam czy wpisałam ja wtedy tak z pamięci, czy rzeczywiście sobie zapisałam w dniu, w którym dostałam. Z jednego strony byłoby dobrze, gdyby samo się zaczęło, zawsze to lepiej dla dziecka niż cesarka na zimno. Z drugiej - nie wiem co byśmy wtedy zrobili z córką... A gdyby była noc... To już w ogóle nie mam pomysłu... Ciekawe czy moje przeczucie się sprawdzi...

Aurore Wyboje mojego życia. 31 lipca 2025, 15:37

26cs 259dc
Ciążowy kalendarz wskazuje dziś 36+5
Nawet nie wiem za bardzo jak zacząć ten wpis.
Czas będzie zawsze moim wrogiem. Przy staraniach dłużył się niemiłosiernie, a przy ciąży dni mijają jak pstryknięcie palcami. Już od przyszłego tygodnia moja ciąża zyska status donoszonej, więc będziemy tylko czekać na powitanie naszej córki na świecie.

Mam czas na zatrzymanie się i napawanie się tymi cudnymi chwilami. Nasze maleństwo dużo się wierci i każdy jej kopniak czy szturchnięcie to dla mnie najwspanialszy znak, że ona tam jest.
Oczywiście, że zdarzają się dni, gdzie wierci się pod żebrami i czasem mocniej mnie obije, ale... To nic. To nie jest ból... A przynajmniej nie taki gdy odczuwałam wcześniej brak tej maleńkiej istotki.

Ona wypełnia moje myśli i cały czas, który został.
Zastanawiam się jaka będzie. Myślę kim ja się stanę i jak bardzo to doświadczenie mnie zmieni. Przed jakimi wyzwaniami stanie nasza rodzina.
Wiem jedno - cokolwiek się stanie to już się nie boję.

Czasem mam wrażenie, że to tylko jeden z tych staraczkowych snów i nie dzieje się to naprawdę, ale wszystko staje się coraz bardziej rzeczywiste. Wszystko nabiera realnego kształtu szczególnie kiedy przyszedł wózek i mąż skręcił łóżeczko w naszej sypialni, a ja przygotowałam ciuszki i wszystko do pielęgnacji. Te przedmioty są jeszcze takie puste i obce, a już niedługo nasz cud będzie z nich korzystał.

Mój mąż to wymarzony partner.
Jego radość w oczach i to jak nie może doczekać się córki na świecie strasznie mnie rozczula.
Jego opieka nade mną to nowy wymiar miłości i opiekuńczości jakiej jeszcze nie znałam.
Jego wsparcie to solidna skała, na której spokojnie mogę polegać.
Zapewnia nam bezpieczeństwo już wyznaczając bezpieczne granice dla naszej rodziny.

Uczęszczaliśmy razem na szkołę rodzenia i wiele wyciągnęliśmy z tych zajęć. Czujemy się zdecydowanie pewniej niż na początku, ale nie wiadomo jak zdamy egzamin praktyczny, który przygotuje nam życie.
Mąż jest bardzo zaangażowany i chce oglądać ze mną filmy instruktażowe dotyczące noszenia, pielęgnacji i ćwiczeń z niemowlakami. Chce być moim partnerem i sprawić by jedyne co nas od siebie różniło w opiece nad dzieckiem to posiadanie piersi i karmienie nią.

Żyję sobie teraz w błogiej wdzięczności.
______
Ciąża rozwija się książkowo.
Malutka idealnie przybiera na wadze ważąc 2900g. Doktor szacuje, że przy porodzie będzie ok 3300.
Wszystkie narządy są rozwinięte prawidłowo. Nie ma żadnych stwierdzonych wad i problemów. Moje przepływy tętnicze są bez nawet najmniejszych zastrzeżeń. Sam ten czas przeżywam naprawdę dobrze, a wręcz rewelacyjnie. Udało nam się nawet zaliczyć dwa wesela (w 5 i 7 miesiącu ciąży), na których potańczyliśmy większość nocy. Cały czas jestem aktywna fizycznie z dopasowanym treningiem pod moje aktualne potrzeby. Mam apetyt i delektuję się zdrowym jedzeniem - obecny sezon ogórkowy sprawia, że w torebce noszę ze sobą kilka sztuk na przegryzę. Przybrałam 20kg, ale wszystko zmieściło się w odstającym brzuchu i piersiach. Może jeszcze trochę w nogach, na których uwidocznił się większy cellulit, ale poza tym żadnych rozstępów i niedogodności. Czuję się już duża i ciężka, ale mąż powtarza że jestem piękniejsza niż kiedykolwiek, bo noszę nasze dziecko.

Na nic się nie uskarżam, choć dokuczają mi już bezsenne noce i wyprawy do łazienki. Czuję też, że miednica coraz bardziej przystosowuje się do porodu - trzaski w stawach i wrażenie rozpierania /rozwierania za guzy kulszowe na zewnątrz. Podczas dłuższego, szybszego chodzenia brzuch twardnieje, a kopniaki są boleśniejsze. Ale... To nic... To tymczasowa niedogodność i groszowa cena za to co już niedługo będę tulić w ramionach.
______
Będąc jeszcze w ciąży nie sądziłam, że czeka mnie już tyle poważnych decyzji do podjęcia.
Nie szczepiłam się na nic.
Zdecydowaliśmy się na bank komórek macierzystych z pobraniem krwi, sznura i łożyska. Myślimy, że to najlepsza inwestycja w przyszłość naszego dziecka.
______
Myślę, czy to wszystko czego potrzebujemy dla maleństwa.

14 cykl starań również nieudany.
Dodatkowo wróciłam do normalnego tryby życia bez supli, stresów i tematów ciążowych, no i organizm od razu się odezwał.
39 dzień cyklu, @ nie widać, test bardzo boleśnie biały. A śniły mi się pozytywne testy i ten strach, że to tylko sen, że zaraz się obudzę. No i się obudziłam. Nie ma tu dla nas happy endingu.

29.12 - równo rok temu, 6dpt ujrzałam te magiczne ⏸... ten dzień zmienił moje życie ma zawsze... pojawiła się nadzieja, ale też strach... czy to maleństwo zostanie z nami dłużej niż siostra? Zostało... dzisiaj mamy 4 miesiące i 4 dni...


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lipca 2025, 12:56

37w0d ( ciąża donoszona 🤰)

Ostatnia już wizyta za Nami 🥹 Pożegnałam personel bo babeczki cudowne. Zawsze życzliwe, uśmiechnięte, troskliwe. Oczy zrobiły mi się mokre kiedy wyszliśmy z poradni. Sama nie wiem dlaczego. Kończy się jakiś etap, wchodzimy w nowy. Nigdy nie miałam problemów z takimi rzeczami. Może świadomość, że ostatni raz jestem w ciąży powoduje u mnie taką reakcję. Zawsze w środku byłam miękkim jajem, teraz jest to jeszcze bardziej spotęgowane, ale do meritum :)

Żabka waży 3083g, przepływy piękne, ilość wód w normie, szyjka 3.7cm. Mała kręciła się jak szalona, zdjęcia żadnego nie dało się już zrobić 🫣 Tym samym od dwóch miesięcy nie wiemy jak wygląda i jak się zmieniła. Nacieszymy oczy już niedługo bo 6 sierpnia mamy stawić się na 9 w szpitalu. Najgorzej, że będę głodować od dnia poprzedniego i nie wiem jak długo. Bardzo nie lubię tego uczucia w żołądku. Wiecznie mi niedobrze, a moja choroba lokomocyjna raczej nie pomoże podczas dwugodzinnej jazdy :( Mam nadzieję, że jakoś to przetrwam. Po przyjeździe spotkanie z położną i badania. Później rozmowa z anestezjologiem i wybór znieczulenia. 7 sierpnia to dzień Naszego pierwszego spotkania 🩷🥹 Leosiek akurat będzie wracał z Dziadkiem i kuzynem znad morza. Czeka go dużo emocji w krótkim czasie, ale wiem, że będzie zachwycony. Codziennie mówi mi o tym jak bardzo chce już żeby Młoda była na świecie, mój Kochany 😍

Najbliższe dni spędzimy wspólnie. To Nasz ostatni czas we trójkę. Choć moja dyspozycja jest średnia bo w prawej nerce nadal mam spory zastój to postaram się na maksa wykorzystać te chwile. Skoczymy do Naszej ulubionej restauracji, zjemy coś pysznego, wypijemy lemoniadę, pośmiejemy się. Lubiłam Nasze trzyosobowe życie :) To było cudowne 10 lat, czy może być jeszcze lepiej? Może i będzie z moimi kochanymi Dziećmi i najlepszym na świecie Mężem 😍


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lipca 2025, 17:09

Nadal to do mnie nie dociera. Dzisiaj widziałam bijące serduszko ❤️ na ten moment wszystko jest dobrze. I niech tak już zostanie do samego końca 🥹

38w0d

Spotkamy się już dziś 🩷🥹

Postanowiłam być twarda i już nie badac... 🤯 czekam na czwartek....🤯

18 + 5
L4 jakoś leci, coś tam zrobię w domu a innego dnia leżę cały dzień. Wyprawkę mamy już w 50%. Kupiony wózek, dostawka, butelki, łóżeczko. Została baza z fotelikiem, moja wyprawka do szpitala i kilka rzeczy do domu.

Od wczoraj jestem przeziębiona - dzisiaj ból gardła, podwyższona temperatura, katar i ból pleców.
Ale ogólnie od tygodnia nie umiem się ułożyć do spania, brzuch dosyć rośnie i zaczynam odczuwać jego ciężar.

Aktualnie lekarz zmienił z chłopca na dziewczynkę także czekamy na połówkowe - może one powiedzą nam na 100%. Byliśmy już nastawieni na chłopaka, a tu niespodzianka 🤣

Dzisiaj byłam na wizycie przed zabiegiem histerolaparoskopii. Lekarz stwierdził, że jeszcze zrobi sobie USG żeby dokładnie wiedzieć na co patrzeć podczas laparo. Niestety znowu dobijające wieści. Oprócz wodniaka prawego jajowodu lekarz podejrzewa liczne zrosty w okolicy lewego. Nie skazuje go na totalną porażkę, ale przedstawił mi prawdopodobieństwo, że może dojść do usunięcia również jego. Nie wiem co o tym myśleć. Mimo wszystko cały czas liczyłam na to, że z jednym jajowodem uda nam się uzyskać wymarzoną ciążę. Bez żadnego nie mamy już szans. Wiem, że istnieje invitro i oczywiście nie wykluczam tej opcji. Ciężko jednak znowu usłyszeć, że nic nie działa tak jak trzeba. Znowu czuję, że mój organizm nie jest zdolny i gotowy:(

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)