34w5d
Dziś ważny dzień
Rocznica ślubu i moje 36 urodziny. Nie organizuję nic wielkiego, ciacho, kawa, kilku znajomych, kilka osób z rodziny. Domowa posiadówka
Naszła mnie rano refleksja. W poprzednich latach ten dzień nie kojarzył mi się szczególnie dobrze. Bardziej czułam upływający czas, niepowodzenia i wszystkie przykre sytuacje wracały do mnie w tym dniu ze zdwojoną siłą. Dziś jestem spełniona i wdzięczna 🥹 Mam wszystko czego chciałam, o czym marzyłam. Cudowny Mąż przy mnie, Syn, który jest moim całym światem i Córka, z którą zobaczymy się już za kilka tygodni 🩵🩵🩷 Pełnia szczęścia 🥰
29 czerwca 2025
Dziś oficjalnie ostatni raz byłam na mieszkaniu w Jarosławiu.
Zaczynamy nowy etap w naszym życiu 🏡❤️
Siedzimy sobie z kotem na łóżku. Kot patrzy na mnie z wielkim oddaniem. Czy zasłużyłam sobie na taką miłość?
Dziś jest dzień pogrzebu mojej babci. Zmarła w niedzielę.
Przechodzę chyba najgorszy kryzys od miesięcy.. Wszystko się rozpada a mi brak już sił, żeby dalej „walczyć”?
W temacie niestaraniowym - nie spodziewałam się odejścia babci, nie w tym momencie. Jej śmierć tylko pogłębiła konflikt w mojej najbliższej rodzinie, ponieważ babcia zostawiła testament. Tak bardzo boli to, że w tym przypadku jak z niepłodnością- ludzie nie rozumieją. Nie rozumieją, że można nie mieć dobrej woli, można odczuwać skrajnie negatywne emocje do własnych dzieci, że nie każda rodzina jest jak z obrazka. W każdym razie nie moja. Choć gdybym zaliczyła do tej rodziny moje kotki i siostry, może ten obrazek byłby piękny. Chcę przeżyć dzisiejszy dzień i znaleźć siłę na to co przyjdzie potem - na stres, którego „nie było w planach”.
Cisną mi się do głowy słowa piosenki: „miał być ślub, i wesele”… W lipcu miała być kwalifikacja do in vitro, terapia immunologiczna. Tymczasem odbyła się histeroskopia w Nowym Sączu i … było trudniej niż się spodziewałam.
Nie chodzi tylko o to, że bolało. Naprawdę. Wyszły zrosty szyjki macicy, ponownie przewlekłe zapalenie endo, ogniska adenomiozy. Potwierdzone u mnie zostało to, że do listy chorób mogę dodać: adenomiozę i być może również endometriozę. W końcu jedno to tylko typ drugiego, a w USG z kontrastem wyszły mi już kiedyś też zrosty w zatoce Douglasa…
Tyle lat. Tyle lat „mówienia” o pięknej macicy. Właściwie to zawsze wiedziałam, że we mnie jest problem, potrzebowałam tylko to udowodnić. Udowodniłam, ale nie przyniosło mi to ulgi. Cierpię.
Pan doktor zapisał antybiotyki, całą garść suplementów oraz… zastrzyki, wywołujące sztuczną menopauzę. I dziś, w dniu pogrzebu jestem dzień po pierwszym zastrzyku z trzech.
Jeśli wcześniej czułam się „ch…” to teraz czuję się jeszcze gorzej. Obudziłam się z potwornym bólem głowy, mam wrażenie, że czuję każdą kość. Doszłam chyba do ściany - co ja zrobiłam ze swoim życiem… Zgodziłam się nawet na menopauzę? Ryzykuję swoim własnym życiem, ciałem, wyglądem. Tym, co składa się na mnie.
Mimo tabletki głowa wciąż boli, czuję się delikatnie mówiąc: średnio. Poza tym chyba mam wzmożone nastroje depresyjne- chciałabym wyć. Co teraz będzie? Niedługo włączę antybiotyki i suple i postaram się przeżyć. Metronidazol, here we go again…
Nie muszę dodawać, ze małżeństwo też się chwieje w posadach. Moje problemy zdrowotne, osobiste, emocjonalne nie pomagają.
Mam nadzieję, że to kiedyś minie. Że w końcu wyjdzie dla mnie, dla nas słońce. Że dobry Bóg nas dostrzeże i wskaże sens tego wszystkiego.
Teraz zamiast przygotowania do transferu znowu nastąpi zatrzymanie, oby nie zamrożenie… Chcę wierzyć, że ruszymy z powrotem do kliniki we wrześniu.
We wrześniu moja koleżanka z liceum będzie rodzić, we wrześniu będę miała 30 urodziny, we wrześniu minie 5 lat od kiedy chcę a nie mogę zajść w ciążę. Jestem już zmęczona. Chciałabym wziąć urlop od życia, ale nie mam takiej możliwości, nie mam na to funduszy - przy wydatkach, które mamy na leczenie ledwo starcza na zwykłe życie. I muszę dać radę, otrząsnąć się, odzyskać nadzieję i pójść dalej.
Wierzę, że i na mnie czeka jakieś pozytywne zakończenie. Że nie będę musiała tylko słuchać, jak wszystkim innym w życiu się układa a u mnie tylko kolejne kłody pod nogi. Że wyrwę się z tego marazmu i przestanę być antypatyczna jak teraz jestem. Nie bawią mnie żarty, nie umiem cieszyć się szczęściem innych, nie chcę tych innych wokół siebie, tak naprawdę- nie chcę nikogo, kto nie rozumie, czego doświadczam. Wiem, że to straszne, ale tak właśnie czuję.
Dlatego pragnę zmiany. Słońca, ciepełka, świeżego powietrza. Dystansu od swojego życia. Ponieważ tego wszystkiego ze względów materialno-zawodowych nie mogę mieć, to chociaż chce się przebudzić z powrotem do życia, do doceniania chwili, bycia życzliwym dla innych, do uśmiechu.
Wizytę u immunologa będę mieć pod koniec sierpnia. Teraz chciałabym przeżyć pogrzeb, przeżyć to co ma się wydarzyć później, przeżyć „leczenie” i jakoś spróbować cieszyć się „wakacjami” - letnią aurą. Odegnać złe myśli i samopoczucie. Nie poddać się w każdym znaczeniu tego słowa.
Dziękuję za to, że to czytasz. Pozdrawiam ciepło 
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 lipca 2025, 09:06
46 dc; 12 dpo
Od drugiego dnia od owulacji czułam, że się udało. Ale od poniedziałku nie miałam wątpliwości: zmęczenie, lekkie mdłości, bóle podbrzusza, zgaga, trądzik 🌼
Znów się udało. Tak bardzo chce utrzymać tą ciążę. Niech tym razem będzie wszystko dobrze 🥹💚🍀
Ciąża zakończona 11 lipca 2025
1 lipca 2025
Nadszedł ten wielki dzień, dzień powrotu do pracy od momentu operacji kolana . W innym mieście . Z innymi ludźmi.
35w0d
Wczoraj krwotok z nosa. Dziś dwa. Wylądowałam na Sorze. Sytuacja opanowana. Odstawiam już acard. Pojawił się kolejny problem. Od 3 tygodni niepokoił mnie kaszel, niedawno przyszły wyniki badań i już wiem, że to krztusiec... Końcówka ciąży nie jest dla mnie ani trochę łaskawa. Unormowało się z nerką, ale w zamian dostaję coś nowego 😐...
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 lipca 2025, 14:13
Pamiętam, że po urodzeniu się córki, powiedziałam sobie ze wrócimy jeszcze tylko po pozostałe 2 zarodki i koniec. Nie będzie drugiej procedury. Ach jakże się myliłam. Oficjalna wersja jest taka, że robie to dla niej, by miała rodzeństwo, by nie była sama, gdy nas zabraknie. Jednak w głębi duszy wiem, że walczę głównie dla siebie, by sobie udowodnić, że potrafię jeszcze raz zajść w ciążę. Bardzo chciałabym przeżyć to wszystko jeszcze raz.
Po drożności jajowodów - nigdy więcej 👹
35+1 tc
Zostały 4 tygodnie i 6 dni do planowanego terminu porodu 🤍
Synek ma akurat czkawkę i strasznie się wierci 🥹
W poniedziałek znowu się widzieliśmy. Bardzo czekałam na tę wizytę, bo po dłuższej podróży kilka dni wcześniej bardzo intensywnie i z częstotliwością co ok. 3 minuty twardniał mi brzuch. To co prawda bezbolesne skurcze, ale ściskają mi płuca i zapierają na chwilę dech w piersiach 🙈 Na szczęście wszystko jest dobrze, ba, Dzidziuś urósł pięknie - w dwa tygodnie przybrał prawie 450 g, ważył 2278 g i mierzył 46/47 cm.
Doktor stwierdził, że coraz mocniejsze twardnienia brzucha wskazują na to, że dziecko układa się powoli główką w kanale rodnym i za chwilę potwierdził to w badaniu. Szyjka skróciła się z 5 na 3,5 cm, ale nadal bardzo dobrze trzyma. Oszacował wagę do porodu na ok. 3300 g 🤍
Czuję, że maluszek ma coraz mniej miejsca - często wypycha nóżki i wkłada mi je prosto pod żebra 🥹 Nie trzeba się dużo wysilać, by go poczuć - rusza się niemal cały czas. Ostatnio nawet teściowa mogła tego doświadczyć, bo położyłam jej rękę na brzuszku. Mega się ucieszyła 🤍
Wczoraj byliśmy z mężem podpisać dokumenty w naszym szpitalu, więc w dniu porodu muszę wziąć ze sobą tak naprawdę tylko kartę ciąży. Pamiętam, jak jeszcze niedawno chodziłam po terenie szpitala - to taka wioska z parkiem po środku i najróżniejszymi oddziałami dookoła. Mieści się tam moja klinika, w której przeszłam 2 nieudane procedury, a zaraz obok znajduje się porodówka. Zastanawiałam się, czy kiedykolwiek będzie mi dane się tam pojawić, choć te marzenia wydawały się bardzo mało realistyczne. I wczoraj właśnie to odległe marzenie się spełniło. Wyszłam stamtąd z moim ukochanym mężem pod ręką i dzidziusiem pod sercem 🤍
Na myśl o porodzie czuję motylki w brzuchu i ogromny spokój. W ogóle nie boję się bólu - wątpię, że jest większy od bólu złamanego serca podczas starań, nieudanych transferów czy poronień. Chcę przeżyć to całą sobą i nie mogę doczekać się, aż wezmę mój cały świat w ramiona. Już niedługo 🤍
Jestem sobie małym zdrowym człowieczkiem, mam już ponad 6cm! 
badania prenatalne za nami, wszystkie parametry w normie. Czekamy jeszcze na wyniki testu Pappa ale myślę, że to formalność 
przez ostatni miesiąc zaliczyłam krótką wizytę w szpitalu (ah te plamienia) ale w koncu wszysko jest dobrze
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lipca 2025, 13:10
4+1 dzisiejsza Beta 778,8 mIU/ml
Wzrost przez 48h o niemal 200%.
Progesteron 49,26 ng/ml
Naprawdę brakuje mi tej beztroski, którą miałam w pierwszej ciąży. Wtedy nawet przez chwile nie pomyślałam, że mogłoby wydarzyć się coś złego. Po dzisiejszych wynikach ciągle myślę, że wynik jest jednak za wysoki. Ciągle myślę, że coś może być nie tak. 24 lipca mam wizytę u lekarza prowadzącego, a 31 w klinice. Mam nadzieję, że wtedy chociaż trochę się uspokoję. 😪😪
W piątek rano miałam zabieg.
Rano przyjęcie na oddział, potwierdzenie że serduszko nie bije i ok południa zabieg...
Wyszłam tego samego dnia wieczorem na własne żądanie.
Siedząc w szpitalu chyba bym się załamała.
Wieczorem polało się sporo łez, było mi przykro... Ale pozbierałam się szybciej niż myślałam. Jednak mając w domu małego łobuza nie ma tyle czasu na rozmyślenia... Urwis nie daje wpaść w zły nastrój bo cały czas coś się dzieje.
Będziemy walczyć dalej... Najpierw czekamy na okres, później wizyta u gin sprawdzić czy wszytko ok, badania i liczę na to że dostaniemy zielone światło do działania
Kolejna procedura wydawała się tak odległa, a właśnie się rozpoczyna. Dziś podałam pierwszy zastrzyk - Puregon w dawce 225 j. Kierując się intuicją, wybraliśmy czeską klinikę. I choć wiem, że Czesi nie są cudotwórcami, to bardzo wierzę w ich kompetencje i doświadczenie. W poniedziałek mam pierwszy monitoring, a przed punkcją muszę wykonać badania krwi i EKG. Trudno mi odnaleźć w sobie jakiekolwiek pozytywne emocje. Nie czuję podekscytowania jak za pierwszym razem. Doskonale wiem jaki może być finał tej procedury. Powiedzieć, że się boję, to jak nic nie powiedzieć.
Było we mnie dużo nadziei, że leczenie immunologiczne będzie tym brakującym puzzlem. Może tak właśnie jest, ale mam obawy, czy aktualne leczenie wystarczy, aby ta procedura przebiegła inaczej niż dwie poprzednie. Zgodnie z zaleceniami dr J. zbadałam subpopulację limfocytów i cytokiny. Pierwsze badanie wyszło trochę rozjechane - kilka parametrów powyżej normy, a komórki NK zaniżone. Czarna magia. Mogłabym poszukać informacji na forum albo w internecie, ale przyjmowanie leków immunomodulujących, wpływających na te wyniki, dodatkowo komplikuje sytuację. Cytokiny wyszły całkiem ok, ale wynik IL-6 dwukrotnie przekracza normę. Doczytałam, że to wskazuje na stan zapalny / chorobę autoimmunologiczną. Mój organizm ciągle z czymś walczy. W dniu badania, po południu, zaczęło boleć mnie gardło, ale czy to mogło aż tak wpłynąć na wyniki? Na podstawie jednego wyniku trudno cokolwiek przesądzać, ale te badania mocno namieszały mi w głowie. Boję się, że przeciwciała AOA nadal są aktywne i ta procedura skończy się podobnie jak poprzednie. Naprawdę wierzyłam, że te badania to tylko formalność — w końcu od tak dawna biorę leki, że immunologicznie wszystko powinno być już unormowane. Niestety, zawsze przed procedurą muszę otrzymać jakieś wyniki, które stawiają wszystko pod znakiem zapytania. Wczoraj jeszcze pisałam do dr J., by dowiedzieć się, czy z takimi wynikami mogę w ogóle rozpocząć stymulację. Pani doktor dała zielone światło, ale zleciła zbadanie cross-match. Czat GPT twierdzi, że: "Twoja lekarka podejrzewa, że proces zapalny i immunologiczny może być wynikiem niezgodności immunologicznej między Twoim organizmem a ewentualnym materiałem partnera". Jeszcze tego nam trzeba.
Mam żal do siebie, że nie zaczęłam wcześniej grzebać w immunologii. Intuicja już dawno podpowiadała mi, że to tam może być problem. Z drugiej strony, badania na własną rękę nie mają sensu, a ja wcześniej nie miałam podstaw, pomijając moją intuicję, by upatrywać się przyczyn naszej niepłodności w immunologii. Może powinnam się cieszyć, że w końcu coś w badaniach wychodzi nie tak. Dotąd wszystkie wyniki były idealne, a jednak z jakiegoś powodu ciąży nie było. Ucieszyłam się, gdy odkryłam te dodatnie przeciwciała AOA, ale teraz czuję się przytłoczona i zepsuta.
29 dzień cyklu. Cykl stymulowany.
1. z 3 (mam nadzieję) cyklów stymulowanych przed in vitro w nowym roku odhaczony. Test negatywny, a więc duphaston idzie w odstawkę.
Nie wiem, która to już moja stymulacja, myśle, że jakaś ósma? Dziewiąta? I za każdym razem mam ten moment nadziei, że teraz na pewno się uda, mimo, że poprzednie stymulacje niczym się nie różniły i kończyły się zawsze fiaskiem. Tak, jakby mój mózg to wymazywał 😅
Dziś przeżywam utratę nadziei i zastanawiam się, co robimy nie tak, ale jutro już będzie lepiej. Tak długo byłam w dołku, że już naprawdę znudziło mi się siedzenie w nim. Skupiam się na pozytywach, czyli tym, że w miarę szybko szybko powinnam dostać okres (mam nadzieję, tfu tfu).
A potem zaczynamy wszystko od nowa.
Ostatnio mocno mi pomogło spotkanie z przyjaciółką, która nie ma dzieci, męża, jest singielką i te tematy w ogóle jej nie dotyczą. To było ekstra posłuchać o jej życiu (a jest rządna przygód ta mała bestia!), zobaczyć, jak wiele się tam dzieje w tym świecie, jak ludzie się spełniają, znajdują nowe pasje, hobby, próbują nowych rzeczy, nowych smaków. I w ogóle nie chcą słuchać o dzieciach innych 😂
Nie siedzą w tym więzieniu ginekologów, wyników badań, suplementów i testów. I ja też nie chce w nim siedzieć.
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 listopada 2025, 22:26
9 lipca 2025, 18 dc
3 dni temu test owulacyjny wyszedł mi pozytywny. Dziś na monitoringu dowiedziałam się że endometrium ma tylko albo "aż" 6mm. Pęcherzyka nie ma , owulacji nie było . Dostałam duphaston 2x1 na wywołanie miesiączki. Lekarz zaleca zapisać się do kliniki leczenia niepłodności w Rzeszowie .
Boże daj mi siłę ...🙏🏼
Dzis powtórka bety
Wynik pierwszej bety 144 mIU/ml dzis jest progres wynik 352 mIU/ml, lekarz z kliniki nie kazał więcej badać chociaż ja dla spokoju ducha pójdę jeszcze raz na bety w piątek bedzie to 11 dpt
Wizyta w klinice 20.10 i usg
Mysl przewodnia na tą ciaze: wiem że jeszcze będzie pięknie przegonimy mrok przegonimy cale zlo które w tym momencie chce nam zabrać szczęście.
Może po 10 latach staran i do mnie uśmiechnie sie promyk nadzieji..
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 października 2025, 20:08
Nasz Chłopczyk troszkę się pośpieszył, tak bardzo chciał poznać Mamę i Tatę, że poród rozpoczął się w 36t5d, zabrakło więc dwóch dni do donoszonej ciąży i mamy bardzo późnego wcześniaka 🤭. Od samego początku mówiłam, że to Łobuz 🥲!
A więc, na pamiątkę:
Jan Józef 🩵
📆 04.07.2025 ⏰ 23:47 ⚖️ 3400g 📏 54cm
Poród przez CC, chociaż nie obyło się bez cyrków, ale na szczęście skończyło się tak jak chciałam. Jako, że Jasiek to wcześniak to od razu z sali operacyjnej zabrali go na oddział na grzanie w inkubatorze, więc oprócz chwili przytulasków po CC nie miałam go przy sobie 🥺. Nad ranem tylko była u mnie położna i powiedziała, że Mały radzi sobie super i wszystko jest tak jak powinno być, więc liczę na to, że zaraz będziemy już razem 🙏🏻. Boję się też trochę co z pokarmem, bo póki co jak ściskam pierś to nic nie leci, ale liczę na to, że jak Jasiek złapie to wszystko się ogarnie i pójdzie 🤞🏻.
Ja sama też już po pionizacji i prysznicu o 6:00 rano, rana ciągnie, ale jakoś w miarę daję radę, oby tak już zostało 🤭.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 lipca 2025, 04:57
Wróciłam do pracy. Dzisiaj był pierwszy dzień. On było ciężko. Wrócimy wspomnienia ciąży, parę razy musiałam popłakać w kiblu i zaciskać zęby. Musiałam się zdarzyć z tą rzeczywistością. Nie sądziłam, że powrót do roboty aż tak mną wstrząśnie, tam bardzo od żyje, że jestem tu gdzie jestem, a nie tam gdzie chce być. Że byłam w ciąży i odliczałam dni aż podzielę się szczęśliwa nowiną, a teraz widzę tylko spojrzenia ludzi którzy nie wiedzą jak ze mną gadać. Czy śmiać się czy nie pytać. Chyba wszyscy udają, że nic się nie stało. I ja i oni i tak musimy przetrwać ten ciężki czas.
Wróciłam i dużo się zmieniło, jest dużo spraw o których nie mam pojęcia, sezon urlopowy więc ogólnie dramat. Ale mam nadzieję, że kierowniczka da mi kilka dni na wdrożenie, będę wydeptywać ścieżki do koleżanek żeby mi pomogły i tyle.
A co u mnie? Zaczęłam suplementację żelaza bo oczywiście anemia w pełni.
Byłam na wizycie u ginekologa w klinice, miałam też teleporade z immuno.
Plan jest taki, że w sierpniu badam cross i robię poradę z immuno i ustalimy dalszy plan. Ginekologicznie spróbujemy po tym też sztucznej menopauzy, minimum 2 miesiące.
Także transfer chyba w grudniu.
Ale czekam.
Chce się dobrze przygotować.
Co ma być to będzie ale nie poddaje się!
Niby człowiek już jest taki zrezygnowany tym wszystkim, a jednak nie ma dnia żeby nie myśleć o dziecku więc inaczej się nie da.
Jajniki na wizycie wyglądały jakby nie były kłute. Lekarka zadowolona, że tak ładnie wygojone.
Czekam na 🐒 i zaczynamy przygotowanie do transferu.
Wczoraj ostatnia dawka progesteronu wzięta.
Wstałam dziś z bólem i lekko zabarwioną wkładką na delikatny brąz. Ciekawe kiedy przyjdzie 🐒.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.