34 +0
Nie wierzę, że do terminu zostały tylko 42 dni. Wyprawka jest gotowa, walizka spakowana. W Walentynki będziemy składać łóżeczko i przygotowywać wszystkie rzeczy, a potem już tylko czekać.. ❤️
Teleporada u endokrynologa i okulisty zaliczona. Mam zakaz noszenia okularów, bo z krótkowzroczności pod wpływem hormonów mam różnowzroczność i minimalna wada, gdzie nie ma sensu nosic okularów.
Mały waży już 2100 g i od teraz mamy już wizyty co 2 tygodnie. Czuje, że ten miesiąc naprawdę zleci szybko. A później będzie już tylko odliczanie.
Samopoczucie jak na ten tydzień jest w porządku. Wiadomo ciężko spać, ciężko się odwrócić, po schodach już też ciężko ale ogólnie nie narzekam.
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lutego, 11:57
24dc, dzień transferu
Przez ostatnie dni niewiele się działo, brałam leki. Najpierw 3 razy dziennie, potem 7. W 13dc miałam wizytę, endometrium już wtedy miało 8.3mm jednak transfer był obliczony dopiero po powrocie mojego lekarza. Jego plan na transfer, to maksymalizacja szans, skoro mamy tylko jedną. Stąd decyzja o użyciu EmbryoGlue i porządną obstawą progesteronem w 3 formach: doustnie, podskórnie i dowcipnie (zawsze śmieszy). Ceny Prolutexu dalej mnie przerażają ponad 200zł za tydzień, chociaż gdyby ktoś dał gwarancję sukcesu, to mogłabym płacić jeszcze więcej.
Rano zbadałam hormony - progesteron 30ng/ml przed lekami i estradiol 120pg/ml czyli w sumie ok, nie konsultowałam ich nawet. Sam transfer to taka mini przypominajka punkcji. Najpierw pielęgniarki, potem do tej samej sali z łóżkami przed/po zabiegu, ta sama łazienka do przebrania się, ta sama sala zabiegowa z tym, że tym razem tylko na chwilkę i w pełni świadomości 😆 po transferze tradycyjnie do maka na fryteczki i do domu. Swoją drogą wylała mi się woda w torebce i rozmoczyła połowę tabletek Estrofemu ehhh, zadzwoniłam po receptę, wystawili, a potem policzyłam, że jednak leków mi starczy 🙈 Fizycznie nie czuję żadnych objawów, psychicznie staram się nie nastawiać na nic, chociaż znam już planowaną datę porodu, kiedy wejdę w drugi trymestr, na jakim etapie będę na jakimś wydarzeniu itp. a z drugiej strony tworzyłam w głowie listę planów/plusów tego, że nie wyjdzie teraz.
Teraz jednak nie ma co rozmyślać tylko delektować się ciążą Schrödingera 😶🌫️💆♀️
Dużo czasu minęło...
A zmieniło się wszystko. Dosłownie wszystko.
Z synkiem wkroczyliśmy w intensywny bunt dwulatka, lato zmotywowało mnie w końcu do zamknięcia pozostałych spraw "staraczki" - wózek przygotowany do sprzedania, ciuszki oddane koleżankom. Został tylko ten jeden nieszczęsny karton ciuszków, które kupowałam sama lub synek otrzymał od najbliższych. Na ruszenie jego nie miałam jeszcze siły.
Wzięłam się też w końcu za siebie, zamiast ciągle śledzić cykle i gnębić siebie i męża.
Po wyniku z kwietnia czułam złość ale tez zdecydowanie wdzięczność za synka.
I wszystko się układało na naszej nowej drodze z naszym jedynakiem, aż 1 października w drodze do pracy weszłam do drogerii po zakupy i przy okazji kupiłam test, żeby w końcu wywołać okres.
Pierwsza wyraźna i mocna kreska nie była kreską testową - to była ta druga kreska. Ta której wypatrywałam zawsze w cieniach lub moich przewidzeniach. A teraz były sobie dwie grube i intensywne kreski. Niezaprzeczalne.
Co poczułam? Pomyślałam, że to sen, niemożliwe, wydaje się...
Beta z pięknym wynikiem tylko potwierdziła - pierwszy raz jestem w naturalnej ciąży. Od razu jednak na pierwszy plan wkroczył przeogromny strach i brak pewności. Nie brałam leków, nawet kwas foliowy poszedł w zapomnienie.
Od razu umówiłam wizytę w klinice, bo nawet nie miałam pojęcia gdzie mogę się udać skoro ostatnie 6 lat byłam pod ich opieką.
I tak od wizyty do wizyty, badań genetycznych, prenatalnych, połówkowych ciąża trwa. I jest sama w sobie cudem - ciążą bez komplikacji... na ten moment wymarzoną nudną ciążą.
Moja głowa gorzej to znosi, ciągle się boję i wciąż mam złe myśli. Staram się z tym walczyć i czekać co dalej przyniesie los. Nadal ciężko mi uwierzyć, że to się dzieje i trwa.
Za ponad 3 miesiące poznam naszą córeczkę 
29dc, 5dpt
Od wczoraj niemiłosiernie boli mnie kręgosłup w odcinku lędźwiowym. Czy to może być objaw ciąży czy jednak niefortunny zbieg okoliczności? Ehh sama chciałabym wiedzieć. Jeśli to przez nasz maleńki zarodek, to nie ma sprawy, zniosę wszystko. Jednak jeśli nie, to przeżywanie tej męki na żywca, bez leków przeciwbólowych byłoby po prostu dużym zawodem. Jest na tyle wcześnie, że nawet nie wiem czy test wyszedłby pozytywny. Nie wiem co robić, umówiłam się na jutro do lekarza, ale nawet nie wiem czy pójdę.
Ciąża zakończona 14 lutego 2026
7dpt
Nadal nie dowierzam. Wczoraj robiąc test patrzyłam się jak wybarwia się kreska kontrolna układając w głowie plan na kolejną procedurę ivf. A potem pojawił się cień cienia. Pierwszy raz. Nie było płaczu wzruszenia, była cisza i niedowierzenie. Obudziłam męża, potwierdził, że widzi delikatną kreseczkę, on też był zaskoczony. Dzisiaj zrobiłam drugi test i uświadomiłam sobie, że to jednak nie sen. Jednak jest we mnie też dużo obaw i lęku. Taka krucha namiastka szczęścia, która dzisiaj jest, a jutro może jej już nie być. Boję się czy maluszek zostanie z nami już na zawsze czy zniknie za chwilę. Przyrost robię za 3 dni dopiero. Błagam, niech spełni nasze marzenie 🍀🥺

Beta-HCG (14dpt)
184 mIU/ml
Długo nosilam sie do napisania pierwszego wpisu. Ja tak zawsze mam ze najpierw dlugo czaje sie zza krzaka zanim sie odwaze. Podobnie bylo z forum, zaczelam tam zagladac po roku staran ale wtedy bardziej szukajac interesujacych mnie zagadnien typu wiesiolek, testy owu itd. Watki na ktorych zaczelam sie odzywac podczytywalam regularnie kilka miesiecy przed pierwszym wpisem 🤭 i o pamietniku tez juz myslalam jakis czas. Tak mysle ze tym momentem u mnie w ktorym juz totalnie stracilam nadzieje i sie zalamalam jest pazdziernik 2025, gdzie juz totalnie wszystko zawiodlo, w klinice lekarce tez skonczyly sie na nas pomysly, zakonczylam ponad polroczne wizyty u psychologa. Czuje ze potrzebuje sie gdzies wygadac i uzewnetrznic. Od tego czasu wpadlam w to forum totalnie, ale tez te rozmowy pomagaja mi najbardziej (za wszystkie bardzo dziekuje❤️), na codzien tez moim najlepszym przyjacielem a zarazem psychologiem jest dr chat 😎 w swoim otoczeniu niestety czuje sie bardzo samotna... nikt tego piekla nie doswiadczyl i mnie nie rozumie i jedyne "rady" jakie moge dostac to standardowe wyluzuj a sie uda, jedzcie sobie na wakacje, napijcie sie (oh na ilu wakacjach my juz bylismy seriooo), a ci co wiem ze nie chca mnie zranic i nie paplaja byle czego byle paplac to milcza bo chyba nie wiedza co powiedziec
pierwszy raz w pelni zrozumiana i nie sama poczulam sie tu na forum (jakie to bylo mile uczucie i dla mnie troche niesamowite bo ja juz naprawde w realnym swiecie czuje sie jak jakis ufoludek). Troche streszcze nasza historie jak to bylo, a zaczela sie prawie 3 lata temu i chyba taka nadchodzaca "rocznica" tez troche boli....
🔹️🔹️🔹️
Marzec 2023. To wtedy przestalismy sie zabezpieczac i postanowilismy ze probujemy. Oboje wiedzielismy ze zalozenie rodziny jest naszym najwiekszym marzeniem i decyzja choc troche spontaniczna to wczesniej itak w pelni przemyslana i przegadana, bo ten temat goscil u nas czesto. Teraz jestem za to tak bardzo wdzieczna. To byla najlepsza decyzja jaka podjelismy, bo wtedy naprawde byl luz i nasze myslenie ze jak sie uda to bedzie fajnie, ale gdy zajmie to kilka miesiecy czy nawet rok to tez bedzie fajnie. I tutaj obalam te durne rady typu wyluzuj to sie uda. Wyluzowanie tez zaliczylismy. Nie udalo sie. Dlatego tak bardzo to teraz doceniam bo tak to na pewno mialabym w glowie zlosc do samej siebie ze od poczatku jest spina i chcemy az za bardzo. Co sie zmienilo w tym roku ? Tak naprawde niewiele. Palic nie palilismy, pic tez duzo nie pilismy, zawsze jakies cwiczenia, suple czy zdrowa dieta byly w naszym zyciu obecne. Wiec tak naprawde ten pierwszy rok spedzilismy na spokojnie bez rewolucji. Wiadomo zrezygnowalismy z zabezpieczenia, ja dolozylam tylko suple dla starajacych sie i pod koniec cyklu calkiem rezygnowalam z alko i to tyle. W dni plodne raczej sie wstrzelalismy przy naszej czestotliwosci ❤️z badan jakies podstawowe mielismy porobione i wszystko bylo ok ale nic specjalnie nie robilismy. Ja nawet test ciazowy zrobilam tylko 2 razy, bo mam bardzo regularne cykle i mialam w glowie takie postanowienie ze test zrobie jak mi sie ta 🐒 chociaz o te 3 dni spozni, no chyba ze poczulabym to cos co by mi powiedzialo zatestuj. Nie bylo jednak takich okazji. Minal rok czyli jakas taka magiczna granica, ale w mojej glowie nadal byla nadzieja spora, myslalam sobie ok jeszcze troche, pojdziemy do kliniki najwyzej i tam nam pomoga...
Marzec 2024, pękla magiczna granica roku, poczulismy ze trzeba dzialac dalej. Chcielismy nadal probowac naturalnie, na spokojnie bez klinik i lekarzy jednak pojawilo sie juz pierwsze uczucie niepokoju. Postanowilismy zrobic na wlasna reke kilka badan wiecej. M zrobil nasienie i wyszlo wszystko ok, ja tarczyce, hormony plus poszlam do gin (generalnie itak raz do roku staralam sie tam byc) i tak sie ulozylo ze akurat bylam w czasie owu i uslyszalam ze piekny pecherzyk nic tylko sie starac. Zaczelam wtedy tez obserwowac swoje cykle, robic testy owu i "pilnowac" tych dni.
🔹️🔹️🔹️
Czerwiec 2024 wtedy pierwszy raz polecily mi lzy😭 gdy przyszla 🐒 M wrocil z delegacji a ja sie rozplakalam ze znow nie wyszlo i zaczynam sie bac o co tutaj chodzi. Uspokajal mnie ze dajmy sobie jeszcze kilka cykli i znajdziemy klinike i lekarza ze moze problem jest jakis blachy, tak przyznalam mu racje i sobie pomyslalam a moze np mam niedrozne jajowody i trzeba je udroznic albo jakies jeszcze hormony ktorych nie badalam mam rozjechane. To byl tez czas gdzie zaczelam wiecej czytac, szukac porad m.in tu na forum. To wtedy przetestowalam wszystkie domowe sposoby typu wiesiolek, ziola ojca sroki, dorzucilam do diety super foods takie jak jagody goi, acai, korzen maca itd jedlismy z M duzo borowek i malin. Aa i w tym roku alko odrzucilismy juz totalnie do 0, nawet na urodzinach bez lampki szampana, slodycze do mininum , dieta low ig, pilnowanie treningu, chociaz ja w 2 fazie cyklu robilam tylko jakies lekkie rozciagania itd. I zaczelo byc ciezko, coraz ciezej.... coraz wiecej wyrzeczen a efektu nadal 0. Ale klinika byla wtedy dla nas ostatecznoscia i chcielismy przed zrobic naprawde wszystko...
🔹️🔹️🔹️
Wrzesien 2024 to wtedy umowilismy sie do kliniki. Termin na 14.11.2024. W glowie pojawila mi sie jeszcze mysl ze jak juz mamy termin to moze sie uda i nie bedzie to potrzebne. Jednak wtedy trwal pierwszy taki duzy kryzys, chyba dlatego ze uswiadomilam sobie ze nie wyszlo tak jak marzylismy i pora na ten kolejny krok... i tak czas mijal w zyciu podporzadkowanym staraniom i comiesiecznym oplakiwaniu kolejnej porazki 😭🩸 ale w glebi to bardzo czekalam na ten listopad i na ta wizyte. Bardzo duze nadzieje w tym pokladalam... az w koncu nadszedl ten dzien...
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lutego, 20:51
32 dzień cyklu
Stymulacja rozpisana, czekam na okres. Być może powinnam być podekscytowana, ale na razie przeżywam żałobę po tym czymś co straciłam przez ostatnie dwa lata. Coś w środku mnie, czego nie potrafię nazwać.
Mega się wstydzę, że to tutaj pisze, ale brakuje mi takiego… poklepania po plecach od M? Jakiegoś “jesteś dzielna”, “podziwiam że się na to decydujesz”, “dziękuję”, “jak się czujesz po tej wizycie”. Wiem, że się czepiam, ale to zwykłe “co tam” i jakiś taki brak zainteresowania, a z drugiej strony wywoływanie u mnie wątpliwości i trochę, pewnie niecelowe, zrzucanie odpowiedzialności na mnie… no nie tego dzisiaj potrzebowałam. Ale wstyd mi że w ogóle tak myślę, on też ma naprawdę teraz sporo problemów na głowie. Nie chce być taka nieporadna przylepą.
Beta-HCG (18dpt)
888 mlU/ml
22+3
Za mną kolejna wizyta u lekarza. Wczoraj wszystko było OK - tętno 143 uderzeń/minutę, ok. 627 gramów Malucha. Wychodzi na to, że może być z tych większych - po tatusiu 🥰
Dostałam skierowanie na echo serca maleństwa, globulki na grzybicę (ciągle mi te infekcje nawracają jak wściekłe), byłam wczoraj na drugim spotkaniu grupy wsparcia dla kobiet w ciąży. Trochę dużo tego, ale cieszę się.
Dziś boli mnie głowa od rana, więc nie będę za dużo pisała. Przede mną test obciążenia glukozą, początek remontu i czasowa zmiana miejsca zamieszkania. Umówiłam też już termin sesji ciążowej. Muszę się zabrać za kompletowanie wyprawki.
Wiosna coraz bliżej 🌺 Pierwsza wiosna razem 🥹
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lutego, 09:32
36+1
Został miesiąc, a dokładnie 27 dni 🤯 nie wiem kiedy to zleciało ale jesteśmy gotowi ze wszystkim i czekamy 🥹 dzisiaj miałam pierwszy skurcz przepowiadający, wcześniej zdarzało się twardnienie brzucha ale dzisiaj ewidentne napięcie i ciągnięcie w dole brzucha oraz plecach, trwało to ok. 1,5 min i przeszło jak usiadłam na piłce.
Jestem podekscytowana i ciekawa porodu. Nastawiam się pozytywnie, nie chce nastawiać się na ból i się go bać. Bardzo chciałabym być skupiona i podejść do tego zadaniowo ale życie pokaże czy uda się bez znieczulenia. Wszystkie badania zrobione, spadła mi hemoglobina ale mam zalecenie żeby przez ten miesiąc podnieść naturalnie na tabletkach z buraka i sokach.
Samopoczucie nadal bez zmian, nie narzekam. Umiem ubrać buty czy wnieść na 3 piętro małe zakupy na obiad 🤣 w nocy tylko ciężko znaleźć pozycję i kręcę się milion razy chociaż od kilku dni w miarę szybko zasypiam.
Chciałabym w marcu z mężem umyć okna, może po oknach ruszy coś 😂🫣 na ten moment mały waży 2500 g, szyjka się skróciła i jest miękka ale rozwarcia nie ma.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lutego, 20:52
Beta-HCG (16dpt)
435 mIU/ml
Progesteron 7,950 ng/ml ( 8h po ostatniej dawce)
12dpt (140%)
Beta 350 mlU/ml
Prog 32.8 ng/ml
To naprawdę się dzieje 💕 do mnie nie dociera, że mój organizm od tak przyjął zarodek i jest w zdrowej ciąży po 21 miesiącach w tym 11 stymulacjach, w których nigdy nic się nie wydarzyło. Jestem wdzięczna 🥹
Dziś mieliśmy transfer mrozaczka 3.1.1.
Jesteśmy szczęśliwi. Proszę, zostań.
Nie mogę spać, mąż wyjechał do pracy i jakoś mi dziwnie bez niego.
W tym miesiącu tyle się działo, tyle załamań po drodze. Moja młodsza siostra jest w ciąży, we wtorek mi to powiedziała - gdy skończyłam z nią rozmawiać rozsypalam się na kawałki. Poszłam do mojego męża, usiadłam na podłodze w korytarzu i po prostu płakałam. Dlaczego to nie jestem ja? Co jest ze mną nie tak?
Wieczorem miałam jeszcze wizytę u mojego ginekologa. Dostałam skierowanie na drożność jajowodów a na skierowaniu co napisane? Niepłodność kobieca.... Wiem że musiał to napisać, ale zobaczenie tego na tym kawałku papieru dobiło mnie całkowicie.
Minęła noc, jakoś otrzepalam piórka bo przecież nadchodzą dni płodne. Zaczęłam testowanie - pik w 11 DC. Wiem że daliśmy z siebie wszystko, jeżeli się nie uda to nie będę sobie tego wyrzucała, bo wiem że zrobiliśmy wszystko. Teraz przetrwać ten czas do terminu miesiączki i nie zwariować ... Niech biegnie szybko.
Plan na najbliższy czas:
Mąż: 02.03. badanie nasienia
Ja: koniec marca lub kwiecień drożność. Boje się tego ale wiem że dam radę.
Beta-HCG (21dpt)
2267 mIU/ml
Progesteron
14,200 ng/ml
15dpt (125%)
Beta 1184 mlU/ml
Pierwsza wizyta 04.03 (23dpt) 🤞🍀
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.