Staram się wytrzymać... Dzisiaj kolejny dzień cyklu. Samotny test ciążowy leży w szufladzie i kusi. Zrobić czy nie zrobić? Jak zrobię i tak wyjdzie ujemny. A może jednak? Jest jakaś nadzieja? Są lepsze i gorsze momenty. Wczoraj było mi trudno, jakiś gorszy dzień, wieczorem mocno bólowy czas. Nie wiem czy to bóle endometrialne. O diagnozie wiem od niedawna i zawsze po prostu myślałam, że tak już mam. Nikt nie chce się nią zająć. Mówią, że bez sensu skoro chcę zajść w ciążę. Przecież ciąża leczy. Tylko trzeba w tą ciążę jeszcze zajść.
Bije się sama ze sobą w moich myślach. Od wczoraj mam chwilowe mdłości, przeszkadza mi trochę zapach mojego perfumu. Zawsze musiałam chować ten perfum jak byłam w ciąży. Czuję, że się nakręcam, bo to niemożliwe, żeby to były mdłości ciążowe. Nie tak szybko. Zawsze miałam od ok 6-8tc. Mam wrażenie, że mój organizm sam siebie nakręca i oszukuje. Z jednej strony niby mdłości, a z drugiej ból jak na @. Do tego okropne napady głodu i tak już wagę mam 2kg na plusie, mimo treningów, więc pewnie puchne... Na @, no bo na co innego? Chciałabym żeby był jakiś inny sposób, żeby można było podejrzeć, co się tam w środku dzieje. Wiem, się mogłabym iść na bete z krwi, ale nie chce wydawać 6 dych po to, żeby się rozczarować. Tak bardzo bym chciała, żeby był już ten poniedziałek. Tak blisko, a tak daleko...
Oczywiście nie wytrzymałam, zrobiłam test ciążowy. Dzisiaj 11 albo 12 dpo, nie jestem pewna. Test ujemny. Więc myślę, że temat zamknięty. Czekam na @ i zobaczymy co dalej. Myślę nad konsultacją u innego lekarza, ale nie wiem czy jest sens. Czy powie mi coś innego. Czy wydam pieniądze w błoto. Trudno mi cierpieliwie czekać. Wolałabym działać .
Ciąża zakończona 27 lutego 2026
7dpt, cudzie, trwaj.
https://ibb.co/rGxMvZrG
https://ibb.co/gLDqK91n
Nie wiem dlaczego, nie jestem w stanie dodać żadnego nowego wpisu?
Cud nie przetrwał. Niestety nie było przyrostów bety.
10 dpt - 30,70
12 dpt - 34,90
14 dpt - 32,20
Niestety.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 marca, 15:42
36tc+2
Ostatnia wizyta u prowadzącego ciążę za nami... pomiary na tym etapie sa warte tyle co... wczoraj było 3300, a dzisiaj 2950
.
Poza tym wody ok, przepływy dobre, mlody na szczęście nie owinal się pepowina, więc coraz mniej rzeczy które mogą pójść nie tak... jedyne martwi mnie ta szyjka, która ma juz tylko 1.5cm 😱, tak wiem że na tym etapie ma prawo tak byc, ale przeraża mnie ze cos mogłoby sie zaczac dziac zanim trafię na ta patologię... chociaż niby brak jakichkolwiek oznak porodu... rozwarcia nie ma, brzuch jak byl, skurczów żadnych, czopa sluzowego nie widziałam... 🙏
Za 5 dni będzie juz pierwszy dzień na patologii... za 1.5tygodnia moge miec koło siebie żywe dziecko 🙏 co czuje? Strach i niedowierzanie... Boże błagam pilnuj tego dziecka 🙏🙏🙏
Boże, Ty wiesz o co Cie prosze, blagam🙏, nie pozwól zeby zycie zadrwilo z nas kolejny raz... 🙏
Błagam, niech ten cud trwa...
Boże... błagam pozwól mi zatrzymać to dziecko... 🙏🙏🙏 nie mogłam zatrzymać córeczki, błagam zostaw mi chociaż synka... 🙏🙏🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 czerwca, 15:42
19dpt (84%)
Beta 3997mIU/ml
To ostatnia, obiecuję 😅
Powoli uczę się żyć w tej rzeczywistości. Może to w końcu pora przestać zabezpieczać się w głowie na wypadek gdyby nie wyszło i uwierzyć, że wszystko będzie dobrze. W to, że dzisiaj jest dobrze łatwo uwierzyć jak widzę wynik bety, ale w to, czy będzie dobrze za dzień, tydzień, miesiąc, kolejnych 8 miesięcy... uczę się tego, powoli, szukam odpowiedzi na pytania w głowie, układam to i małymi kroczkami zaczynam wierzyć w nasze maleństwo oraz odrzucać niepewność i złe scenariusze. Wiem, że w innym wypadku stracę te piękne chwile na chłodnej kalkulacji ryzyka, która nic nie wnosi.
A tak poza tym, bo nie pisałam, widziałam przepiękną (jak się później okazało) podwójną tęczę, w pierwszym dniu po transferze z samego rana. Mocno myślę o niej, jako symbolu, że już wszystko będzie dobrze 😊🌈

Wiadomość wyedytowana przez autora 28 lutego, 21:06
Jeszcze nigdy nie miałam dodatniej bety a od kilku dni już czuje się jak wyrodna matka. Ten czas po punkcji do kolejnych kroków był tak dobry, że od kilku dni kwestionuję sens tego wszystkiego. Mam wrażenie, że dobijam do 35 lat, w końcu wiem czego chce, w końcu mam skonkretyzowane marzenia, w końcu zbudowałam zajebistą pewność siebie, w końcu w pracy mam tak jak być powinno, czuję się doceniona, ogarnęłam typa co wprowadzał złą atmosferę i jeszcze podwyżkę podpisałam 😅. I nagle bach, wizyta w klinice, nie jestem w stanie jej przełożyć. I chillując sobie w komorze doszło do mnie, że niszczy mi to wszystkie plany. I nie tylko mi. W pracy cały grafik ludziom na cały tydzień się sypie. Obstawić nockę nie jest tak prosto. Jak sobie pomyślę, że znowu będą komplikację żeby zacząć cały proces, całą stymulację to ja mam dość. Cały proces zabrał mi już prawie 2 lata życia. I zabiera mi kolejne marzenia, kiedy w końcu wiem czego chce...
Po kolei, zostawię to tu sobie na przyszłość, aby wracać do czasu kiedy pierwszy raz w życiu czuję się dobrze w swojej skórze.
Zrzuciłam trochę kg. Cieszyłam się z 10, chciałam do urlopu trochę się ogarnąć. Ostatnio waga tak mi zaczęła lecieć, że jest 60kg, chciałam się zatrzymać na 65 😅 łącznie uciekło 18kg i świetnie się czuje we wszystkim co założę. Wróciłam do rozmiaru M z xl. Zazdrościłam dziewczyną płaskiego brzucha, a udało mi się do tego doprowadzić. Już nie mogę się doczekać lata, żeby móc ubrać krótkie topy 🙂
Zaczęłam tyle rzeczy robić dla siebie, gdyby nie klinika, do komory chodziłabym cały czas. Ale niestety muszę to odwiesić na kołku 😞 finanse na badanie zarodków potrzebne...
Samochodu też nie kupię takiego jaki mi się marzy ale taki na jaki mnie stać, na obecną chwilę, bo klinika...
W ogrodzie wyłożyłam kostką miejsce pod meble ogrodowe i donice, które chciałam kupić i zrobić taki swój kącik odpoczynku...no ale jak powyżej...finanse potrzebne na klinikę.
W końcu czuje całą sobą, że marzy mi się ślub w egzotycznym rejonie. Zanzibar, Dominikana i tylko my i dwoje świadków...no ale kolejne marzenie trzeba odwiesić na kołku 😞
Mam umówionego dentystę, okulistę, chciałam ze swoimi problemami z odcinkiem szyjnym pójść do osteopaty może do fizjo, ale wizyty w klinice wszystko mi burzą...
Tyle rzeczy jeszcze chciałam zrobić, tyle miejsc odwiedzić, a muszę liczyć każdą złotówkę.
Pierwszy raz myślę czy to ma sens. Nie ma gwarancji, że się uda. Dlaczego miałabym nie być w tym procencie osób, którym się po prostu nie udaje? Skoro nikt nie może znaleźć konkretniej przyczyny. Jeszcze jak patrzę na inne dziewczyny, to ja nadal jestem w połowie diagnostyki, nie mam wielu badań, leków, to czemu ma mi się udać...
Wiem, że pewnie ktoś by mnie zlinczował za to, że nagle przestałam to wszystko czuć, a wszyscy dzielnie walczą. A ja bym chciała po prostu spokojnie żyć i spełniać marzenia i być po prostu szczęśliwa. Dziwne jak zmieniła mi się perspektywa... Ja ostatnio nawet myślę, że 80 metrowe mieszkanie z ogrodem jest za małe na 3 osoby. Skurczy mi się moja przestrzeń którą uwielbiam. Już nie mówiąc, że mój pedantyzm i porządek dookoła zostanie zniszczony jeśli się uda.
Może to tylko typowa chandra drugiej fazy cyklu. A może czuję, że tracę najlepszy moment swojego życia, oddając się procesowi, który się nie uda. I obudzę się któregoś dnia z myślą, że zmarnowałam kawał życia, będę sfrustrowana, załamana i w punkcie wyjścia...
Dzisiaj powinnam dostać @. I czekam, jest za chwilę 18 godzina i nic. Zaczynam czuć nadzieję, zaczynam czuć bóle piersi i już sama wiem czy to siedzi w mojej głowie czy nie. Zrobiłabym test ciążowy rano, ale wczoraj wszystko zamknięte, a ja od rana w pracy. Ale za chwilę kończę, o 19 wyjdę i pojadę prosto po test i zapewne zrobię go jeszcze dzisiaj. Czy wyjdzie? Czy nie wyjdzie? Może będę miała zbyt rozcieńczony mocz, bo dużo dzisiaj piłam. Może lepiej poczekać do rana? Pewnie jak wyjdzie dzisiaj ujemny, to powtórzę i tak rano. Chociaż pewnie tym testem wywołam @. Starałam się nie czuć tej nadziei, ja nawet nie chciałam jej czuć, ale... To jest silniejsze ode mnie. Chcę zobaczyć te dwie kreski. Chcę móc się cieszyć. Chcę znowu płakać z radości, nie tylko z rozpaczy. Mam dość strat. Mam dość patrzenia na pomnik swojego dziecka. Mam wrażenie, że od lipca, kiedy przeżyłam poród swojego martwego dziecka nie czułam większej radości. Ciągle żyje w stanie zawieszenie i oczekiwania na szczęście. Nie zrozumcie mnie źle. Kocham mojego syna, którego mam, jestem codziennie za niego wdzięczna, najbardziej na świecie. Kocham go ponad życie. Ale mimo tej radości i miłości do niego, jest we mnie rozpacz, żal i nadzieja. Jestem we mnie tak wiele emocji i tak wiele nadziei. Nigdy nie myślałam, że po tym co przeżyłam, będę w stanie czuć takie radosne oczekiwanie. Boję się tylko, że nie zobaczę dwóch kresek i ta moja nadzieja mnie kiedyś zniszczy. Wiem, że @ może przyjść jutro albo za godzinę. Ale muszę zrobić ten test, bo nie będę mogła znaleźć sobie dzisiaj miejsca. Jak wrócę z pracy najpierw poprzytulam synka, poczytam mu książkę, położę spać, a później na spokojnie zrobię test... Musiałam to z siebie wyrzucić. Nie mogę tego dusić w sobie. Tak bardzo chciałabym ogłosić całemu światu... Jestem w ciąży!
Serce matki zawsze pamięta.
Dzisiaj świętowali byśmy Twoje 8 urodzinki. 8 lat.
8:35 godzina, w której moje serce wypełniła tak wielka miłość, której nie da się opisać. Twój pierwszy krzyk będę pamiętała do końca życia. Zakwililas 3 razy jak maleńki kotek. Lekarz powiedział, że jesteś silna dziewczyna, że pomimo 570g wagi dałaś radę w ogóle zapłakać!
To był najpiękniejszy dzień mojego życia mimo ogromnego strachu.
Kocham Cię i nigdy nie przestanę. Każdego dnia bardziej. Tęsknota nie zniknie nigdy. Czas nie leczy ran, przyzwyczaja nas tylko do życia z bólem i tęsknota.
8 lat.
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 marca, 15:36
20.03.2026 rok 💙 21:47 FILIP
Tak pochłonęło mnie macierzyństwo, że przepadłam na 2 miesiące 🫣
W piątek była druga próba wywołania porodu. Rano razem z mężem poszliśmy na salę porodową i zostałam podłączona do kroplówki, już po 20 min zaczęłam czuć skurcze, szybko stały się regularne co 5 a nawet 3 minuty, na siłę przybierały stopniowo. O godzinie 16 były już tak mocne, że poprosiłam o gaz rozweselający, a postęp to jedynie 0,5 do przodu.. byłam załamana po 6 h regularnych skurczy, które już naprawdę były mocne. Gaz dał mi ulgę na kilka skurczy, przyszedł lekarz na obchód i powiedział że daje 2 h żeby zrobiło się rozwarcie na 6 cm, jak nie to kończymy na dziś. Położne zaproponowały, aby poszła pod prysznic trochę odpocząć i polewać sobie brzuch. Porozmawiałam z mężem że nie ma opcji na 3 podejście i muszę dzisiaj urodzić. Poszedł porozmawiać z położnymi. Plan był taki, aby wziąć znieczulenie zewnątrzoponowe, a wtedy kroplówka zostanie na maxa podłącza i szybko zrobi się rozwarcie. ZZO działało 1,5 h, jak zeszło znieczulenie było już 6 cm, potem po kilku skurczach był kryzys 7 cm - od tego momentu mało pamiętam. Wtedy też odeszły zielone wody i chyba w 10 min było 10 cm i skurcze parte, które były tak straszne, że było mnie słychać w całym szpitalu. Byłam zmęczona fizycznie i psychicznie. Nie byłam w stanie zmienić pozycji na siedzącą, bo oczy mi się zamykały same. Po kilku próbach parcia podczas badania położnej i dwóch lekarzy okazało się że Filip jest źle ułożony i musi być CC. Byłam szczęśliwa, że zaraz będzie koniec tak strasznego bólu, zmęczenia i poznam swojego syna. Podczas CC zasypiałam ze zmęczenia i personel musiał mnie wybudzać, pozwolili mi zasnąć dopiero jak urodził się Filip, który był owinięty pępowiną wokół szyi..
Po cesarce fizycznie czułam się bardzo dobrze, szybko doszłam do siebie, rana nie bolała aż tak mocno. Szpital i cały personel oceniał na 5+. Jednak poród był bardzo ciężki, niestety zostawił ślad w mojej głowie i strach przed ponowną ciążą.
Początki też nie były łatwe. Niestety laktacja się nie rozkręciła i odciagam tylko 120 ml na dobę. Filip bardzo mocno ulewał przez co słabo przybierał na wadze. Od ponad miesiąca jesteśmy na Bebilon AR i jest znaczna poprawa. Mamy również przepuklinę pachwinową i za rok czeka nas operacja. Nasze wymarzone Greckie wakacje muszą poczekać na kolejny rok..
I tak teraz mój syn śpi przytulony do mnie - najpiękniejsze uczucie na świecie. Codziennie jestem wdzięczna za tego małego człowieka, za moje marzenie, miłość i radość 💙
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 maja, 20:57
Jestem po punkcji.
Pobrali 7, a 5 poszło do zapłodnienia.
Teraz czekamy co z tego będzie.
35+1
Bardzo szybko leci mi teraz czas…
Właśnie wróciłam z krótkiego wyjazdu weekendowego z mężem - ostatniego przed porodem. Byliśmy razem w Borach Tucholskich. Pogoda była jaka była, ale i tak było fantastycznie- dobre jedzonko, piękne krajobrazy, spokój i śpiew ptaków. Może następnym razem Kaszuby, zobaczymy?
Wróciłam już do rzeczywistości. Zostały dwa ostatnie tygodnie do ciąży donoszonej. 34+3 miałam przedostatnią wizytę- Łukaszek waży ok. 2955 gramów, więc jest sporym bobasem, poza tym wszystko w normie. Za 9 dni ostatnia wizyta u doktor prowadzącej i będzie podejmowana decyzja - co dalej. Jak rodzimy i kiedy.
Dziś czeka mnie szczepienie na rsv, 2 tygodnie temu był krztusiec. Jutro wizyta u położnej - zacznę temat połogu. Kończę też turnus fizjoterapeutyczny, a za dwa dni czeka mnie przedostatnia wizyta u fizjo uroginekologicznej. Pod koniec tygodnia będę też zamawiać ostatnie rzeczy, które uważam za must have do wyprawki - także potem będziemy po prostu dokupować to, co potrzebne.
W zależności, jak się wyrobię- może dziś zacznę prać ciuszki, które są u mnie (reszta jest w innym domu). Roboty w sumie dalej jest mnóstwo- głównie muszę pozbyć się rzeczy innych osób z tego mieszkania, ogarniać, sprzątać. Ale… wierzę, że poród dopiero w czerwcu, czekamy na spokojnie, aż ciąża będzie donoszona 🥰
Co do mojego samopoczucia? Momentami jest już naprawdę ciężko. Ale daję radę. Noce, zmiana pozycji, wstawanie - bywa trudne i bolesne. Coraz częściej towarzyszą mi bóle w dole brzucha lub w okolicy cewki moczowej lub odbytu. Ale nic to - jakoś to będzie, i tak jest to dla mnie zupełnie niewyobrażalne, że jestem w tym miejscu, że ten brzuch jest mój 🥹 Po prostu niech to trwa i będzie tak jak ma być.
Waga poranna z 35w0 i 35w1 - 77 kg, czyli 12 kg na plusie. Jestem ciekawa, ile będzie do końca - czy dojadę do 80 kg. Jedyne co, pogoda mogłaby się trochę uspokoić- przydałoby się ciepełko bez upałów ☺️ Ale nie narzekam, lecimy dalej z tematem. Kolejny wpis planuję w bardzo ważnym dla mnie czasie - w okolicach Dnia Mamy. W tym roku ten dzień zostanie chyba odczarowany 💕
Trzeci monitoring
Lekarz naliczył 8 pecherzyków.
Punkcja w poniedziałek ✊🏼
5.05 Bartuś skończył 4 lata ♥️ jest moim cudem, życiem, szczęściem i spełnieniem marzeń ♥️ za chwilę kończy pierwszy rok przedszkola 🥹 czas mija tak szybko, że łapie każdą chwilę z nim, celebruje ją,bo wiem, że za chwilę już będzie nastolatkiem który nie będzie mnie tak bardzo potrzebował.
Jutro moja Jagódka skończyłaby 9 lat. Minie 9 lat od mojej pierwszej tragedii,której nie wyobrażałam sobie w najśmielszych snach. Nigdy bym nie sądziła, że spotka mnie taka tragedia jak śmierć dziecka. Tak bardzo bym chciała, aby mi się przyśniła...szczęśliwa,uśmiechnięta, w warkoczykach...tak, czesalabym ja najpiękniej na świecie ♥️ miałaby włoski za ramiona i królowałaby w pięknych sukienkach 🥹 moje wielkie, niespełniona marzenie...córka 😭
Kocham Cię córeczko. Jesteś w moich myślach codziennie ♥️
Ja zdałam egzamin na urzędnika i o pracę do emerytury mogę być spokojna
chociaż coś mi się w miarę ułożyło
Jest 2:00 a ja nie mogę spać staram się nie rozmyślać ale czasami coś do głowy przyjdzie . Teraz mam ochotę coś tutaj napisać co czuję z dzisiejszym dniem . Chyba tylko jedno złość , zdenerwowanie 😠 jutro mam wizytę w Krk w klinice . 203 km do zrobienia aby dowiedzieć się że znowu moje endometrium na cyklu sztucznym nie odpowiada i nie rośnie . Jestem załamana myślałam że na leki szybko odpowiedzą i będzie piękne endometrium . A tutaj drugi miesiąc moje ciało nie odpowiada na leki . A przepraszam odpowiada ale na to co nie powinno czyli bólem piersi , zatrzymanie wody , zdenerwowanie które jest fatalne , że mi to aż przeszkadza a co dopiero mojemu otoczeniu , trądzik na twarzy i wiele innych rzeczy . A moja macica walnęła mi strajk . Nie dogadujemy się ..
idę spać 😪 może w śnie będzie łatwiej i piękniej 💭
Czy zawsze marzylam o trójce dzieci?
Tak.
Czy śmiałam się że trzeba starać się od razu po urodzeniu bo czas ucieka a nam się nie udaje? Przez łzy.
Starania zaczęliśmy 12 lat temu. Przez ten czas tylko 4 razy bylam w ciazy, z czego mamy dwojke dzieci.
Koniec kwietnia okazał się szczęśliwy. Na krótko.
Teraz kolejny cykl. Z zastrzykiem ovitrelle. Mój organizm szaleje. Czulam owulacje z dwóch jajników co jest wielce prawdopodobne. Zastrzyk 5 dni temu a ja nadal czuje jajniki i mam plodny sluz. Ciekawe co przyniesie ten trudny ale i dający nadzieję miesiac.
8 długich lat.
8 rocznica śmierci.
8 lat temu ostatni raz Cię przytuliłam, dotknęłam, czułam...
8 lat temu życie zmieniło mnie bezpowrotnie. Nauczyło, że niczego nie można być pewnym.
8 lat temu poczułam tak ogromna bezsilność i smutek jakich nie zna świat.
8 lat temu życie nabrało zupełnie inny,nieznany bieg.
8 lat pełnych pustki, smutku, wyobrażania sobie Ciebie.
8 długich lat .... 😭
Czy zawsze marzylam o trójce dzieci?
Tak.
Czy śmiałam się że trzeba starać się od razu po urodzeniu bo czas ucieka a nam się nie udaje? Przez łzy.
Starania zaczęliśmy 12 lat temu. Przez ten czas tylko 4 razy bylam w ciazy, z czego mamy dwojke dzieci.
Koniec kwietnia okazał się szczęśliwy. Na krótko.
Teraz kolejny cykl. Z zastrzykiem ovitrelle. Mój organizm szaleje. Czulam owulacje z dwóch jajników co jest wielce prawdopodobne. Zastrzyk 5 dni temu a ja nadal czuje jajniki i mam plodny sluz. Ciekawe co przyniesie ten trudny ale i dający nadzieję miesiac.
I to by było na tyle z nadziei. Nie ma ciąży, ani miesiączki. Wczoraj powinnam ją dostać, a tu cisza, dwa testy białe. Teraz pytanie o co chodzi. Owulację miałam w terminie. Nie mam monitoringu, ale wg testów lh wszystko terminowo się zgadzało. Może miałam cykl bezowulacyjny? Sama nie wiem, już nic nie wiem. Aktualnie jestem zła. Mogłaby chociaż przyjść ta wredota, żeby wyzerować cykl i móc próbować od nowa.
Tak w sumie to najbardziej jestem zła na siebie, że pozwoliłam sobie na nadzieję, naprawdę, ale ja naprawdę byłam przekonana, że się udało. Nie mam żadnych bóli menstruacyjnych, cisza. Wczoraj już się wypłakałam, ale aktualnie czuję niechęć i czuję złość, i mam wielką chęć pozwolić sobie na trochę smutku. Cieszę się, że jest tu taki pamiętnik, gdzie mogę to z siebie wyrzucić, gdzie po prostu mogę wylać z siebie te emocje i napisać tu to, czego w sumie nikomu nie mówię, poza mężem.
A propos męża, myślę czy nie sprawdzić mu czy nie ma insulinooporności i sprawdzić poziom testosteronu. Obiecał, że jak teraz się nie uda, to pójdzie zbadać nasienie. Jestem mu wdzięczna, bo wiem, że nie ma opory, ale z drugiej strony na już zrobiłam wszystko co mogłam. Przebadałam się, schudłam, ogarnęłam io, trzymam w miarę możliwości dietę, staram się ćwiczyć. A jednak on na otyłość, pali papierosy. Wiem, że wcześniej nie mieliśmy problemów z zajściem, ale chcę po prostu to sprawdzić, żeby stopniowo co miesiąc coś wykluczać. Nie będę czekać rok, jak mówią lekarze. Ja muszę coś robić, muszę coś sprawdzić.
Edit wieczór: przyszła @. Obżarłam się po chamsku czekoladą chyba bardziej po to, żeby zagłuszyć swój żal. Mam ochotę odpuścić w tym cyklu. Nie że starania. Mam ochotę odpuścić kontrolę. Odpuścić testy lh, odpuścić patrzenie na kalendarz.
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 marca, 23:41
Tylko czekanie i czekanie i czekanie. Czekanie na wyniki, czekanie na owulację, czekanie na okres. Czekanie na IVF. Dwa dni w te czy wewte mogą zrobić dużą różnicę. Chciałabym już, chciałabym mieć wymierną szanse w tej walce. Ale czekam i czekam i czekam. Jak nam powiedzą, że nie ma środków, czekajcie dalej, to wyjdę z siebie i nie wrócę. Ale na razie, co najmniej miesiąc - czekam.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.