9 dc.

Pierwszy podgląd: endometrium 8,6 mm. Jest też jajko. Idealnie równe, okrągłe 17x17 mm. Tak jak czułam, że będę tym przypadkiem, że estrofem nie zablokuje mi normalnego jajeczkowania.

Kolejny wpis miał być już po turnusie karmienia. Miał być radosny, bo Hania zaczęła jeść buzią. Ale ten wpis taki nie będzie. Turnusu nie było. Zamiast na turnus pojechaliśmy z Hanią na SOR bo wymiotowała... norowirus. Kurwość losu nie zna granic.
W marcu dwa razy byłyśmy w szpitalu. Najpierw rsv, tydzień byłyśmy w domu i idealnie 23 marca, kiedy miały się zacząć zajęcia, wylądowałyśmy znów w szpitalu. Chrowała Hania, ja i mąż. Paskudny wirus.
Karmimy się dalej sondą. Rd nie istnieje. Hania wszystko wypluje, nic nie połknie. Dostaje słoiczki przez sondę, bo samo mleko już jej nie wystarczy ale podawanie ich do sondy nie jest takie łatwe. Rozcieńczam je bo muszą być płynne jak mleko, żeby nie zapchały sondy. Czasem strzykawki wybuchają i mam ścianę w buraczkach, albo Hanie w marchewce.
Kolejny turnus 4 maja.
Musimy tam być, już nic nie może nam przeszkodzić.
Niech to się skończy i Hania zacznie jeść cokolwiek buzią 🙏


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 kwietnia, 14:05

Aurora13 Zanim się poznamy 7 kwietnia, 08:39

31.03 miałam transfer 5 dniowy blastki 3.1.2. Wczoraj - 6dpt pokazały się dwie kreseczki. Ogromna radość, bo wiem, że poprzednim razem to nie był przypadek, moje ciało pracuje, wie co ma robić. Zarodki się zagnieżdżają. Dziś pozostaje mi tylko modlić się o to, aby to był ten jedyny, do którego prowadziły mnie wszystkie trudności. Proszę cię mały cudzie, zostań.
https://ibb.co/vC4btp95

39+0
To dzisiaj, za kilka godzin widzimy się z Nunusiem 🥹

4080g klocka juz że mną... Nunus, witaj na świecie 🥹



24.09.25 - 4️⃣ FET ❄️4AA
4dpt. ⏸️; 5dpt 6.18 ; 7dpt 26.7; 10dpt 160; 12dpt 389; 14dpt 995; 17dpt 3976🥹; 30dpt 💓 9.3mm; 7+4 11mm; 9+0 25mm; 10+4 43mm 🥹 [...] 16+4 209g ; 18+6 332g; 24+5 884g; 25+5 1006g


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 czerwca, 15:43

Phiczek Przeterminowana ... 9 kwietnia, 06:26

Oczyściłam się sama. Tyle dobrego.

1 opcja - widzimy się za 3 tyg. robimy wymazy itp bo badania się skończyły i podchodzimy do symulacji.

2 opcja - widzimy się za dobre 6 tyg. robimy badania genetyczne + 2 konkretne z trombofili. Koszt 7 tys.

Do zastanowienia się bo może coś wniosą, a może nie.

Tylko słyszałam, że słabe komórki. Przy moim AMH wyniki powinny być o niebo lepsze. Kiepsko reaguję na leki itp.
Po przemyśleniu sprawy mam wrażenie, że podejrzenie menopauzy jednak ma coś na rzeczy....

Wianek Level up 9 kwietnia, 10:05

Pierwszy zastrzyk zrobiony, pojutrze kontrola.
Zaczęliśmy też wykończenie i istotnie jesteśmy trochę wykończeni

Wczoraj się pomyliłam, był 10 dc.

Dziś w takim razie 11 dc. Po konsultacji z prowadzącym oraz zacnymi Forumowiczkami: idę oznaczyć dziś estradiol, LH i progesteron; trzeba złapać owulację. Jutro z rana powtórka morfologii, żeby sprawdzić tą krew, czy się poprawiła.

Mam wątpliwości, czy to, ze mam owulację nie zaprzepaści cyklu sztucznego, że to się znowu rozjedzie. To Ostatni. Kminię więc tym mocniej i na wszystkie strony. Może aż za dużo.

Koktajl z arbuza, buraka i imbiru aż za słodki. Ale piję. Postaram się zrobić jeszcze wino daktylowe na produkcję krwi (Tradycyjna Medycyna Chińska). Wczoraj akupunktura. Dziś zwykły fizjo i indiba.

Edit: fizjo powiedział, że przy tej rozjechanej morfologii warto zrobić CRP, prolaktynę i ferrytynę. Do tego udało mi się wczesać na jutro na indibę dopochwową (dziś miałam przez powłoki brzuszne), także zobaczymy, co to będzie. Mam wyniki hormonów.
Estradiol: 241,10 (czyli bez szału, jak przy naturalnie występującej owulce)
LH: 13,13 (przy PIKach miałam po 30, czyli to jeszcze nie to)
Progesteron: 0,24.

Jutro z rana powtórka badań z krwi. Popołudniu podgląd i indiba dopochwowa.

Po konsultacji z lekarzem: mimo wystąpienia pęcherzyka i "łapania" owulki jest to dalej cykl sztuczny. Mam brać estrofem.

Przeczytałam artykuł porównujący skuteczność FET na cyklu naturalnym i sztucznym. Brak konkretniejszych danych, niemniej najlepsze skutki są (bez znaczenia rodzaj cyklu) przy niezbyt wysokim estradiolu i jednocześnie grubiutkim endometrium. Podusia.

Trzymajcie kciuki, najpierw, żebym nie zwariowała ze stresu, a potem za całą resztę :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 kwietnia, 21:49

17 dzień cyklu

Poprzedni cykl trwał 34 dni, co dało mi ogrooomne nadzieje na to, że już wkrótce będziemy mogli transferować maluszka. Jak zwykle jednak musiało się poknocić.
Bojąc się kolejnego 50 dniowego cyklu, zdecydowałyśmy z doktor stymulować jajniki Lametta, tak jak zawsze. A co zdecydowały moje jajniki? Że mają wyjebane. 17 dzień cyklu, żadnego pęcherzyka dominującego, endometrium ledwo 7mm. Transferu w tym cyklu nie będzie. Mam zdecydować, czy próbujemy jeszcze raz z Lametta, czy wdrażamy estradiol pod cykl sztuczny.
Jestem wściekła i też zwyczajnie smutna, że znowu moje ciało tak się zachowuje.

Dawno się nie odzywałam. Jestem po drożności. Najgorszy zabieg jaki przeżyłam w życiu.
Ale ile rozjaśnił .. oba jajowody niedrożne, jeden udało się udrożnić. I co z tego skoro dwa cykle po nadal z negatywnym testem ciążowym?
W piątek 12.06. idziemy na kwalifikacje do IVF. Czy to nie jest za szybko? Czy powinnam dać sobie jeszcze czas? Nie wiem. Wiem że nie chce siedzieć bezczynnie.

Karo_27 Moja walka - wygrana? 6 czerwca, 11:30

37+6
Kurczę nie planowałam kolejnego wpisu tak szybko, ale dużo się dzieje. Jutro 38w0 i jutro mam się stawić na przyjęcie do szpitala- poród będzie indukowany.

Jak to się stało? Tak jak wspominałam- z dnia na dzień od mniej więcej początku 9 miesiąca czułam się coraz gorzej. W ostatnich dniach szczególnie słabo czułam ruchy, nie mogłam prawie iść, nogi nagle zamieniły mi się w balerony. Swędzi mnie skóra, ciśnienie skacze, wczoraj czułam rano, że brak mi tchu - taka gula w górze brzucha, okresowa zgaga, problemy ze spaniem, wstawaniem… Dużo by wymieniać. Najbardziej przeszkadzało mi to dużo gorsze samopoczucie, brak regularnego czucia ruchów małego i strasznie zwiększającą się waga - z dnia na dzień coraz wyższa.
Dziś osiągnęłam rano - 84 kg, czyli wzrost o 6 kg w porównaniu do niedzieli 2 tygodnie temu. Kosmos. Jutro chyba nie będę się ważyć, bo napawa mnie to przerażeniem. Nie spodziewałam się takich wartości w tak krótkim czasie. Bardzo mi ciężko zarządzać tym ciałem. Oprócz tego dochodzą trudności osobiste- nie jest lekko. Wszystko jest nie tak jakbym może chciała, ale… może to i dobrze, że jutro trafię do szpitala, bo przynajmniej ktoś będzie to kontrolował.

Martwią mnie te obrzęki i opuchlizna, świąd skóry, ogólna ciężkość i bolesność ciała… Z drugiej strony boję się hospitalizacji i pobytu na patologii ciąży. Jeśli mam jednak wybrać mniejsze zło, to chyba szpital, bo przynajmniej przestanę się ciagle stresować ??? Nie wiem, czy to ma sens.

A więc objawy miałam dziwne, czułam się dużo gorzej i jak przez większość czasu się broniłam przed izbą przyjęć, tak w czwartek postanowiłam, że idę. Pojechaliśmy. KTG wyszło poprawnie, ale ja dalej ruchów nie czułam- może jakieś pojedyncze muśnięcia. Potem odczekałam kilka godzin na wizytę u pani doktor- wyszło, że szyjka ma długość ok. 2/2,5??? (Dokładnie nie pamiętam) i przepuszcza na jeden palec, waga malucha ok. 3850 gramów (gdzie niby tydzień wcześniej było 3300??!), poziom płynu owodniowego przekroczony - Afi 27/29 (zależnie od badania). Ta pani doktor nieźle mnie nastraszyła, bo od razu wspomniała o cesarce, ale potem już po konsultacji zaproponowała indukowany poród w 38 tygodniu. Powód - zwiększająca się ilość wód płodowych, która utrudnia samoistne rozpoczęcie się akcji porodowej i przewidywana duża masa dziecka. Dalej właściwie nie wiem, skąd nagle przypałętało się wielowodzie.

W każdym razie przede mną jutro ważny/trudny dzień. Rano mam się stawić w szpitalu, a potem … co ma być to będzie. Mimo wszystko stres jest. Na plus, jak dobrze pójdzie to może w przyszłym tygodniu Łukaszek będzie na świecie 🥹

Na ten moment jest we mnie dużo emocji, jestem w trudnym momencie, gdy daleko mi od spokoju (tym bardziej, że pokłóciłam się w nocy z mężem dość ostro…- świetna prognoza na piękne życie we trójkę). Cóż, po prostu dużo rzeczy podziało się inaczej niż planowaliśmy- remont trwa i nie wiadomo, kiedy się skończy, zaraz będziemy brać kredyt, który mamy spłacać oboje, mając teraz niższe wynagrodzenie, jesteśmy zmuszeni do przebywania razem (a zaraz we trójkę) na 26/28 m2. No jest hardkor. A i tak dobrze, że w ogóle mamy tę możliwość. No ale w takich warunkach ostatnio bardzo ciężko między nami.

Ale… w tym kontekście może dobrze, że jutro pójdę do szpitala, bo trochę od tej atmosfery odpocznę i nabiorę dystansu. Najważniejszy jest Łukaszek i też to, żebym ja wyszła z tego cała i zdrowa 🤪 Chyba zaczęłam panikować, więc na razie kończę ten wpis.

Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze napisać ze szpitala - przed porodem. A jeszcze bardziej wierzę w to, że wszystko będzie dobrze - to jest dla najważniejsze ❤️


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 czerwca, 11:49

12 dc. Wyniki z poranka:
Estradiol 506,06
LH 22,18
Progesteron 0,92

Ferrytyna 19 (norma 10 - 150)
Prolaktyna 9,65.

Morfologia powtórzona: w poprzedniej 9 wskaźników było poza normą. Teraz 2 z nich (neurocyty %, limfocyty %) wskoczyły w normę. Kolejne 2 mają się gorzej (limfocyty ilościowo, monocyty %), pozostałe zbliżyły się do normy (leukocyty,neurocyty, erytrocyty, hemoglobina, hematokryt).

Czekam na popołudniowe usg pełna nadziei. I czekam na inf.od lekarza. Jeśli morfologoa miałaby w czymś przeszkodzić - czekam na kolejny cykl.

Odwołana akcja. Morfo dziwna. A chcę zmaksymalizować szanse. Mogłabym jeszcze w poniedziałek sprawdzić, ale chyba lepiej ją wymaksić i dopiero podejść.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 kwietnia, 13:46

Chyba czas nadrobić pamiętnik, bo trochę go zaniedbałam, ale w moim wypadku to dobrze, bo to znaczy ze nie dzieje się nic złego...
Może po kolei...
30dpt; 7+0
Wróciłam do ginekologa, który prowadził ciążę z młodym, który powiedział mi że serduszko mojego okruszka nigdy nie zabiło...
Tymrazem wydarzył się cud, mimo moich obaw serduszko było widoczne, 9.3mm człowieka to idealny wymiar na te 7+0 💓.
7+4
Kolejna nieplanowana wizyta w klinice, znowu pojawiło się plamienie... tymrazem pojechałam tam spokojniejsza niż za pierwszym razem, wtedy byłam pewna że jest po wszystkim... kolejny raz usłyszałam, że to się zdarza, że mogę przyjechać zawsze, ale źródła nie widać, nie wygląda żeby cokolwiek się działo... mały człowiek miał juz 11mm...
8+5 (05.11) WG
Po czasie zastanawiam się nad tym, czy to co pisałam wyżej nie wydarzyło się dopiero tutaj... gdzie mały człowiek miał już 24mm...
9+0 (07.11) WS
24.5mm
10+4 (18.11) WG
43mm
Zaczynamy schodzić z leków
Odstawiamy divigel i od 24.11 estrogen 1x, 27.11 odstawić, prolutex 1x1 odstawiamy


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 czerwca, 13:52

13+5
Mam wynik panoramy .. tutaj nie wyszło nic, czym mogłabym się martwić.. gdyby nie to usg byłam naprawdę szczęśliwa, wiedziałabym że czekam na drugiego syna...
Niby myślałam że to dziewczynka, a to dla chłopca mam wymyślone imię... tatuś jeszcze nie wie, ale mi się marzy mały L... czy tak będzie, nie wiem... na razie się boję... Boże błagam, nie zabieraj mi tego malucha, a młodemu brata... 🙏 Błagam, niech to będzie coś, z czym będzie mógł normalnie żyć...
14+4 (16.12) genetyk
Długo myśleliśmy co zrobić, decyzja finalnie musiała być moja, ale byliśmy zgodni, trzeba zrobić amniopunkcje, żeby wiedzieć co to właściwie jest...
Wyniki pappa wyszły źle, ale to wiedzieliśmy...
Zaskoczeniem było tylko niskie jak dla mnie ryzyko Zespołu 1:1295, pozostałe cóż, T18 1:4; T13 1:10...
14+6 WG (18.12)
136g
W końcu schodzimy z leków, od dzisiaj co 3 dni mniej o 1 duphaston (3x1), a potem po 2 luteiny (3x2). Cyclogest zostaje że względu ma amniopunkcje.


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 czerwca, 14:13

I już po punkcji. Pobrali 28 oocytów. Zapładniamy 10. Jestem trochę obolała, ale bardziej doskwierało mi to uczucie jakbym zjadła dużo za dużo i potrzebowała po prostu zwymiotować. Powrót do domu też z tych średnich, prawie fiknęłam mężowi w windzie 😂 W każdym razie już kilka godzin odespane i oby się regenerować jak najszybciej.

Transfer najbezpieczniej pewnie byłoby zrobić jakoś w czerwcu, dać ten jeden cykl jajnikom na regenerację. Może trzeba tak zrobić? Po co mamy tak na wariackich papierach gnać?

Stwierdziliśmy, że nie badamy zarodków, nie wiem czy to dobra decyzja.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 kwietnia, 17:28

OwulkaNaPełnej Starania vol 2.0 12 kwietnia, 19:32

Czasem mam wrażenie, że głowa staraczki to osobny byt – taki, który nigdy nie zasypia i nigdy nie przestaje analizować. Nawet kiedy ciało już jest zmęczone, myśli dalej biegną swoim torem.

To był jeden z tych momentów. Dopiero 10 dpo – racjonalnie wiem, że wcześnie. A jednak bardzo chciałam zrobić test jeszcze wtedy, kiedy narzeczony był obok. Miałam w sobie taką cichą nadzieję, prawie szeptaną, że może akurat się uda i że powiem mu to patrząc w oczy. Bez ekranów, bez dystansu, tak po prostu – razem.

Nie udało się. Test wyszedł biały, a ja chwilę później wjechałam. I nagle zostałam z tym wszystkim sama – z myślami, z lekkim rozczarowaniem, z tym „a może jednak jeszcze za wcześnie”, które gdzieś tam się tli.

Bo przecież wiem – to dopiero 10 dpo. Wiem, że wszystko jeszcze może się wydarzyć. A jednocześnie widzę te wszystkie historie dziewczyn, którym wychodzi już w 9 dpo i gdzieś pod skórą czuję, jak ta moja nadzieja robi się bardziej krucha.

I w tym wszystkim pojawia się coś bardzo charakterystycznego – ta nasza staraczkowa głowa, która nie potrafi się zatrzymać. Bo przecież zanim jeszcze ten cykl się skończył, ja już zdążyłam zamówić kolejne testy. Oczywiście „bo taniej w necie”, ale prawda jest taka, że to też sposób na bycie o krok do przodu, na bycie „przygotowaną”.

A mało tego – myślami już wybiegam dalej. Do kolejnego cyklu. Do badań drożności jajowodów. Do kolejnych planów, scenariuszy i „co jeśli”.

To jest trochę męczące, ale też… bardzo prawdziwe. Bo kiedy czegoś tak bardzo się chce, to trudno po prostu „odpuścić i nie myśleć”. Ta nadzieja, nawet jeśli czasem cicha i ostrożna, i tak gdzieś tam jest. I chyba właśnie ona trzyma to wszystko w ruchu.

Karo_27 Moja walka - wygrana? 11 kwietnia, 11:41

29+6
Mój Drogi Pamiętniczku i Kochany Łukaszku, jutro moja 30-tka ❤️ Na karku już ją mam, zbliżają się następne urodziny, ale to będzie nasza pierwsza wspólna 30-tkowa impreza. Wkraczamy w decydujący etap 🥳

Co u mnie? Z negatywów: 1. męczę się strasznie u teściów 2. męczę się z mężem, bo on me rozumie moich problemów i ma inne spojrzenie… Z pozytywów: 1. mam nadzieję, że już za kilka dni czeka mnie przeprowadzka do lokum, gdzie będę sama z kotami, ale bez teściów (ten cały remont to nie wiadomo, kiedy się w ogóle skończy) 2. Uczęszczam na szkołę rodzenia i grupę wsparcia dla kobiet w ciąży, co bardzo mi pomaga. Jestem mega wdzięczna 3. Podpisuję na dniach umowę z doulą o wsparcie w okresie porodu i połogu, będę miała pewność, że ktoś się mną zaopiekuje 4. W przyszłym tygodniu 30-tkowa sesją ciążowa 🥹 a wcześniej relaks na pazurkach i u fryzjera ❤️ 5. Chyba najważniejszy punkt - zdaniem doktorki z Tobą, mój Maluchu, wszystko dobrze 😁

Ostatnia wizyta była w 29w3 - wszystkie parametry w normie, tętno ok. 144 uderzeń/minuta, waga - ok. 1670 gramów.

Co w najbliższym czasie?
Po przeprowadzce planuję skupić się bardziej na wizytach u położnej i na ruchu w ciąży (zaniedbałam to z powodu dalekich odległości). Kończę szkołę rodzenia, czeka mnie, mam nadzieję, piękna sesja zdjęciowa a potem 3 USG prenatalne 🤩 Nie mogę się doczekać, żeby się z Tobą znowu zobaczyć.

Poza prywatą martwi mnie tylko trochę moja doktorka prowadząca - ogólnie nie mogę się do niej przyczepić, ale strasznie jest uparta, żeby czekać z KTG do terminu porodu. Ja zdecydowanie wolałabym urodzić wcześniej- najlepiej, żeby rozkręcać akcję od 37 tc. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że Łukaszek będzie duży, a ja nie wyobrażam sobie rodzić 4 kg dziecka naturalnie.

No ale będę pracować nad lekarką i też, żeby była bardziej zaangażowana, bo to ja muszę o większości rzeczy pamiętać np. o szczepieniach… A jak nie to będę działać samodzielnie w zgodzie ze sobą 💕

Niech tylko pogoda się poprawi i wszystko będzie pięknie 💐 nie mogłam sobie wyobrazić wspanialszego momentu w życiu, mimo pewnych trudności. Nic to, na koniec liczymy się My - Ty, ja i Tata oraz dalsza część rodziny.

Zachwyca mnie, ale także trochę przeraża, że już niedługo się spotkamy 🤪 Mam nadzieję, że jednak jakoś to będzie i damy radę razem pokonać wszelkie przeciwności. 🤣


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 kwietnia, 11:43

Wszystkie pęcherzyki zawierały komórki.
10 zapłodniono, 18 zamrożono.
9 się zapłodniło. Czekamy na info w 5 dobie (środa).

Nie wiem jeszcze co o tym myśleć.

OwulkaNaPełnej Starania vol 2.0 12 kwietnia, 19:35

P.S. Dalej czekam na wyniki panelu MUCHa – najpóźniej w środę powinny już być.

W tym cyklu zrobiłam też progesteron i estradiol w 8 dpo. I tutaj naprawdę mam się czego trzymać, bo wyniki wyszły bardzo ładne – progesteron 17,7, estradiol 163. Czyli wygląda na to, że owulacja była porządna, a dominacji estrogenowej brak.

Chyba właśnie tak chcę zamknąć ten cykl – może nie z wymarzonym wynikiem, ale z poczuciem, że moje ciało zrobiło dobrą robotę.

Reszta… jak zawsze, zostaje w rękach czasu.

Do następnego 🤍


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 kwietnia, 19:35

Patrzę codziennie na moje dwa chodzące cuda i nie dowierzam. Po prostu. Szkolniak, niedawno też miał prawie 9 miesięcy jak Siostra. Dziś chłop jak dąb, mądry, empatyczny, troskliwy. Sportowiec już zawodowiec. W wieku 10 lat, niewiarygodne. Ciężka praca, treningi i przede wszystkim fun z tego co robi dodaje skrzydeł, to pewne:) Najlepszy człowiek Olgi. Najukochańszy mój Syn 🥰 Jest i ona. Kobieta rakieta. Taka mała, a tak zmieniła Nasz świat :) Uśmiechnięta od ucha do ucha, zębolece są dwa, trzeba się nimi chwalić. Przytulak ogromny. Jeszcze większy Łakomczuch. Je wszystko, popija mlekiem i gdyby mogła poprosiłaby o dokładkę 🤐 Anioł jeśli chodzi o sen. Aktualnie dwie drzemki po 1,5h, nocki właściwie przesypia całe od 4 miesiąca. Rzadko obudzi się na butlę, a jeśli już to później śpimy do 8,9. Tak można żyć ;) Od 4 miesiąca turlała się na boki, szybko pełzała i przemieszczała się. Od kilku dni siada samodzielnie i trochę raczkuje, na razie krótkie dystanse. Nie choruje. Jest mega pociesznym dzieckiem. Żeby nie było zbyt różowo to ma też swoje humorki. Nie cierpi ubierania, zwłaszcza górnych części garderoby 🙄 Krzyczy okropnie, a jeśli idzie to w parze z głodem to modlę się by MOPS nie zapukał do drzwi 😶 Od miesiąca pokazuje jaka jest duża, umie zrobić ' pa, pa ', bije też brawo i robi ' kosi, kosi '. Uwielbia Naszego psa, jak tylko szczeknie to go naśladuje. Goni koty i robi ' cacy ' po swojemu. Uczymy jednak delikatności. Dobrze, że koty mamy łagodne i wyrozumiałe :) Największe wrażenie robi na mnie jej rozwój, to jak zaskakuje nowymi rzeczami każdego dnia. A już najpiękniejsza jest relacja między rodzeństwem. Nie raz uronię łzę patrząc na nich. Te wygłupy, rozmowy. Leo już wie jak ona bardzo go kocha. Kiedyś mu to powie, a on przytuli ja tak, jak robi to codziennie i odpowie, że też ją kocha od zawsze na zawsze 🥹

Pełnia szczęścia osiągnięta ❤️💙


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 kwietnia, 20:51

12+5
Przekopałam pół internetu ... historie są różne, ale większość kończy się dobrze... walcz mój okruszku.. 🙏 zrobimy wszystko co się da, żeby dać Ci szanse na normalne życie 🙏🙏
12+6 WS (05.12)
Bez pomiarów, bo były 2 dni temu, ale na usg widać te pętle jelit... strach o malucha rosnie


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 czerwca, 13:57

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)