Ostatnie kilka dni nie były dla mnie łaskawe
ból brzucha, pleców a jajniki i macica to myślałam że eksploduje w pewnym momencie. Dopadło mnie to w pracy, wtedy myślałam że to mi się tylko wydaje bo nadźwigałam się czy coś takiego, ale to się zaczęło pojawiać również jak miałam wolne do tego ból piersi i skudów. Czasami jest do nie do zniesienia
. Wczoraj na przykład cały dzień pobolewał mnie prawy jajnik jak przy owulacji, a późniejszym wieczorem przeżuciło się na lewy. Temp wczoraj podskoczyła aż do 37,01 wiec się ucieszyłam ale jak dziś spadła do 36,90 to znaczy tylko jedno że wredna @ zbliża się wielkimi krokami. Wiem Wiem nie powinnam jeszcze aż tak przesądzać, że jeśli nie ma jeszcze @ to wszystko może się zdarzyć. Przeszła też mi myśl, że może mam jakiś stan zapalny jajników czy coś takiego. Tego tylko by mi brakowało że jakaś infekcja by się przyplątała. Mam nadzieje że nie. Choć ja czuje iż się nie udało wiec obmyślam plan już na następny cykl. Może październik będzie dla mnie łaskawszy.
Od wczoraj o niczym innym nie myślę, jak o wizycie u lekarza. Boje się tak bardzo, jakbym wiedziała, że zrobiłam coś złego i spotka mnie za to kara. A to przecież zwykła wizyta!! Niestety, nerwy robią swoje 
W tym miesiącu nawet nie mam odrobiny nadziei, że się uda. Przez tydzień nie mogliśmy się kochać ze względu na tabletki, które musiałam brać i pewnie była wtedy owulacja. Temperatury nie mierze, testów owulacyjnych nie robię więc znając moje szczęście pewnie tak było. W sumie dziś będę wiedziała jak to dokładnie wygląda, czy ten cykl był owulacyjny czy nie. Może zostanie rozwiązana zagadka mojego pęcherzyka "za dużego na obecny cykl i za małego na obecny"...
Zaczynam się zastanawiać czy to nie przypadkiem jakiś znak, że za wcześnie zaczęliśmy się starać, że musimy jeszcze poczekać i z niczym się nie śpieszyć..
Już po wizycie. Nie było tak bardzo źle:) A najlepsza wiadomość to taka, że to był jednak piękny pęcherzyk bieżącego cyklu!!!! Także wszystko działa jak należy!!!!!! Jaka to jest wspaniała wiadomość!!! A ja już miałam najczarniejsze scenariusze. Teraz tylko pozostaje czekać na @ i wtedy się okaże, czy druga faza cyklu wróciła do normy 
Byłam dzisiaj na usg pęcherzyk miał 21,4, dostałam pregnyl. Ciekawe co dalej,boję się nadzieii,jak się znowu nie uda to nie podzwignę się.
i teraz czekam oby było miłe dwie kreseczki....
Był okres, a teraz jest angina. Janusz pojechał znowu do siebie, więc choruję w samotności, przerywając to chorowanie, żeby wypucować podłogi w całym mieszkaniu.
Jak na razie jest okey po zastrzyku, tzn jest mi trochę zimno i mam wrażenie jakbym miała podwyższoną temperaturę ale nie wiem czy to działanie pregnylu czy po prostu zmarzłam.
Boję się kolejnego rozczarowania, nie dam rady,obawiam sie,że to bedzie koniec
Jutro nasza druga rocznica...nie tylko ślubu ale także rozpoczęcia staran o dziecko... Ten czas tak szybko płynie...Tyle już przeszlismy przez te dwa lata,tyle miłości, tyle kłótni, nowe mieszkanie, plany na przyszłość, dwie nieudane ciąże, chwile załamania i wciąż nieustająca nadzieja, ze kiedyś wszystko się uda.
Tak bardzo marzę, żeby się udało.Gdyby to było teraz, to byłby najlepszy prezent dla nas obojga w tę rocznicę.Ale jest za wczesnie na testowanie. Jutro dopiero 11dpo.Z resztą temp mi skacze codziennie.Niby to dość wysokie temp, ale jednak skaczące i chyba to jeszcze n ie ten czas.Jednak oczywiście twardo wierze, ze nie wszystko jest do przewidzenia w tych sprawach. Przy poprzednich ciążąch nie miałam przeciez zadnych objawów, tem co prawda nie mierzyłam, ale nic nadzwyczajnego u siebie nie zaobserwowałam...więc, ze mną nic nigdy nie wiadomo;)
hmmm...a moze jednak mały tescik nie zaszkodzi?;)jutro pewnie bedzie gdzies 50% szans ze moze wyjsc pozytywny;))
Jesteśmy po wizycie. Póki co u mnie wszystkie badania wyszły ok, męża wyniki jak na razie nie są dobre, ale pani doktor dała nam trochę nadziei, przepisała miesięczną kurację sterydową na wybicie tych cholernych przeciwciał, po miesiącu mamy powtórzyć badanie i zobaczyć czy lek cokolwiek zdziałał. W tej chwili szanse na naturalne poczęcie są zerowe, jednak wierzymy w to, że lek zadziała i nam pomoże. Teraz wszystko w rękach szefa tam na górze...Pani Boże pozwól nam dostąpić tej łaski....łaski spełnienia, niech stanie się cud.
wczoraj byłam na monitoringu cyklu, p. jajnik pękniety pęcherzyk (entometrioza?), l. jajnik pofałdowany pecherzyk (ciałko żólte?), edometrium 9,7mm był to mój 12dc, lekarz powiedział że być może owulacja była w 10dc.Mam taką cichą nadzieję że coś w tym cyklu się zaczęło dziać po tym jak mam obniżony poziom prolaktyny, bromergon biorę nadal
dziś 8 dpo
zaczęły boleć piersi ale tak mam co miesiąc.
Dzisiaj jadę na nockę i tak cały tydzień.
5 dni do testowania
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 maja 2014, 17:53
Moj pierwszy wpis...
Wlasnie rozpoczelam drugi miesiac mierzenia temperatury. Przez ten ostatni miesiac naczytalam sie o plodnosci, bezplodnosci, jak to wszystko dziala... I stwierdzilam, ze poczecie to jest po prostu cud nad cudami.
Przez kilka dni myslalam, ze moze jednak sie udalo (chociaz dziwilam sie, ze tak latwo by poszlo) i zaczelam sie przyzwyczajac do mysli, ze moze bede mama. I powoli strach zaczal przegrywac z ogolnym poczuciem szczescia. Potem okazalo sie, ze jednak nie wyszlo... lekko sie rozczarowalam. Ale to uczucie radosci z perspektywy posiadania dziecka pozostalo.
Mam nadzieje, ze sie uda w tym miesiacu
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 września 2012, 16:30
Niestety i nasze wielkie marzenie raczej się nie spełni w tym cyklu
temp mocno spadła a to oznacza tylko jedno... @. ahhh wszystko jest do dupy. W następnym cyklu mam inny plan. Przestaje mierzyć temp, sprawdzać szyjkę macicy. Jedynie to sprawdzać będę śluz i testy będę robić i nic poza tym. Taki mam plan totalnie odpuszczam, bo niema sensu łudzić się nadal a nóż morze się zdarzyć. Może i się cuda zdarzają innym ale nie mi. Zawsze nic z łatwością mi nie przychodziło zawsze miałam pod górkę, a i tak na końcu okazywało się że nic z tego. Chyba trzeba powoli oswajać się z myślą, ze będziemy we dwójkę do końca. Ta myśl jest bardziej realistyczna. Musze pogadać z moim kochanym męże na temat pieska
.
Dziś byłam u lekarza, to dopiero 4 tydzień ciąży, więc właściwie nic jeszcze dokładnie nie da się powiedzieć. Póki co miałam USG, dostałam witaminy, magnez, skierowania na dalsze badania no i mam zgłosić się za 2 tygodnie na powtórne USG aby sprawdzić, czy już nastąpiło całkowite i ostateczne zagnieżdżenie 
... wczoraj parszywy humor, a dziś to się okaże jeszcze. W pracy nawet szybko minął. Miałam czas na przemyślenia co dalej z życiem. Doszłam do wniosku że to koniec, nie będzie mną targać ciągła myśl o dziecku. Zaczyna się to troszkę przeradzać w moją paranoję, a ja tak nie chcę. Wiec postanowiłam że wrócę znów do ćwiczeń, a może spróbuje tej jogi. Na pewno nie będę się nad sobą użalać, bynajmniej spróbuję. A co do mojego cyklu to jest dziwny pod względem temp. wczoraj spadła z 36,90 na 36,60 a dziś znów wyżej na 36,91 wiec sama już nie wiem co jest grane, ale nawet nie próbuje tego zrozumieć bo to nie ma sensu. Macica nadal można powiedzieć że jest miękka i śluzu też jest więcej. Boje się tylko jednego że przesunie mi długość fazy lutealnej, a to mnie nie pocieszy. Mój organizm tak się rozregulował że zastanawiam się czy to nie przez leki, a może przygotowuje się do regularnych cykli. Ahh ten mój cykl... teraz mam inne zmartwienie troszkę. Wczoraj poparzyłam się w rękę wżądkiem, więc dziś muszę pod leczyć rękę żeby nie było blizn...Niezdara zemnie hehe
.
Byłam na usg,pęcherzyk pękł.
Ponownie odkrywam, jak cudowną czynnością jest.. jedzenie! Takiego apetytu jak teraz to już dawno nie miałam, muszę uważać żeby nie przesadzić 
Właśnie dzwonili do mnie ze szpitala żeby umówić mnie na wizytę u specjalisty. Już troszkę się boję a wizyta dopiero 11 października. Dowiem się jak wyniki wyszły i poproszę by pani doktor sprawdziła co z drożnościami jajowodów oraz pogadam o inseminacji. Jeśli chodzi o mój cykl to jutro wielki dzień nadejścia @ i jestem już pewna że przyjdzie. Choć wczoraj o takim skoku temp miałam taką malutka cicha nadziej ale już jej nie mam,, dziś temp spadła dardo znacznie bo z 36,91 na 36,71 więc wiadomo co to oznacza. Trudno trzeba żyć dalej tak jak postanowiłam że nie będę się nad sobą użalać. Wezmę życie takie jakie jest bo nic innego mi nie zostaje. Jeśli pisane jest nam być tylko we dwójkę...przyjmę to z podniesioną głową choć będzie ciężko. Wieżę że dam rade.
Kogo ja tak naprawdę udaje, wcale nie jestem taka silna jak mi się zdawało. Czuje się fatalnie, wyć mi się chce na myśl że może nigdy nie będziemy mieli potomstwa. Nikt na starość nie będzie nas odwiedzał, nie pogada, nie spędzi z nami świąt. Zostaniemy sami jak ten sam palec. A jak któregoś z nas kiedyś zabraknie to co wtedy, druga osoba zostanie sama. Kurcze tego najbardziej się boje. Samotnej starości. Nie mam siły walczyć powoli braknie mi nawet chęci i nadziei i ochoty. Ciągle zadaje sobie pytanie co my takiego zrobiliśmy w życiu, że Bóg nas tak karze. Mam żal do całego świata. Mam czasem ochotę gdzieś się zaszyć i nigdy nie pokazywać się światu. Dosyć mam że znajomi ciągle powiększają rodziny i zadając nam pytania a kiedy wy, a może już czas na dziecko i takie tam. Najchętniej wykrzyczała bym wtedy żeby dali nam spokój i pilnowali własnego nosa. Wiem że ten stan mój zawdzięczam hormonom które pewnie szaleją. Jak bym mogła to najchętniej bym się ich pozbyła żeby móc normalnie żyć.
Zastanawiam sie czy nam się udało,czy to ten przełomowy moment i już ........ Myslę ,że nie,że znowu wszystko do dupy. Pewnie nie wbiliśmy się w ten moment akurat. Zobaczymy, za 2 tygodnie miesiączka...albo i nie
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.