Wczoraj... 22.15 pierwszy zrzut, mąż zdążył przybiec z miską, sama woda z żółcią... męczarnia
Rano powtórka, 'zrzygałam' się w dłonie, sama woda z czymś... mąż sprzątał podłogę, masakra!
Kiedy to przejdzie?? Pocieszam się, że kiedyś do cholery przejdzie, może tydzień, dwa, trzy ale kiedyś przejdzie. Jestem słaba, zjadłam przed chwilką kisiel.
Rano morfologia, dałam radę.
Niestety, teraz nie dam rady nawet wstawić zupy.
Nigdy bym nie pomyślała, że bycie w ciąży może być tak trudne. Wyć mi się chce z tej chwilowej bezsilności mojego ciała.
Mam dzisiaj jakis dzien zalamania nerwowego... I co ciekawe nie jestem przed @.
Drże jak widzę , że moj mąż dzwoni i opowiada historie jak to dzisiaj prawie gliny zabrały mu prawo jazdy... Gwóźdź do trumny dla nas.
Nie rozumiem, po co on mi o tym mowi??? Po co doprowadza mnie do skraju załamania? Ciagle sie cos z nim dzieje! Przez 6 lat nie mialam z nim chwili spokoju. Ciagle cos! Ja nie wiem co to bedzie dalej. On mnie po prostu wykonczy!
Ja wiem, ze normalny czlowiek powie: uff dobrze ze Ci nie zabrali ale ja juz na kazda informacje od niego reaguje stresem. Kiedy on zadba o mnie??? Pewnie nigdy....co stawia pod znakiem zapytania moje bycie z nim. Ile jeszcze mam poswiecic??? W sumie to juz nic bo wszystko poswiecilam. Wyląduje przez niego w wariatkowie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lipca 2015, 08:45
Czemu tak jest?? Po co nam pracodawcy potracaja kasę na chorobowe, zdrowotne, itp? Ja się pytam po co? skoro i tak większość badań trzeba zrobić za swoją kasę!!!! Rząd marudzi że za mało dzieci się rodzi dlatego podwyższają wiek emerytalny, itp, ale jak tu zajść w ciążę jak nawet podstawowych badań nie możesz zrobić na fundusz ( w którym są nasze pieniądze) a podobno są tak potrzebne, dla zdrowia naszych przyszłych dzieci?? Poprostu oszaleć można 
23tc
Dziecię w brzuszku daje o sobie coraz to bardziej znać, wspaniałe
nie są to już pojedyncze kopnięcia, otarcia , tylko od kilku dni coraz częstsze rozciąganie się (bo dostanę jednocześnie z rączki i z nóżki
) Poranne ruchy zaczynają się po pójściu męża do pracy (5.30) jak wcześniej pomasuje i ucałuje brzuszek , i trwają 5 minut
Później 9.30 od pojedynczych, aż do 11.30 oczywiście z jakimiś tam przerwami
Wczoraj wieczorem synek mnie zaskoczył, bo zaczął od 21 aż do 24
a zawsze zaczynał o 23.30 jak w zegarku 
Rano budzę się z wyczuwalnie wypiętą dupką po lewej stronie w stronę brzuszka, gołym okiem lekko widoczne, lecz pod dłonią wyraźnie wiadomo gdzie jest 
Chyba zaczyna się najwspanialsza część ciąży, choć pewnie później będę narzekać że zostałam pobita
Według mnie, właśnie teraz tworzy się TA więź. Jest się bardziej świadomym, że to się dzieje tu i teraz, że to prawda, a nie żadna fikcja . Jeszcze ze 3,4 miesiące temu myślałam sobie "kurcze, czy lekarz się nie pomylił, że ja w ciąży jestem" ..tak nierealne i odległe, a jednak
Nagromadzanie coraz o większej ilości rzeczy dla dziecka utwierdza nas w fakcie, że jestem bliżej końca niż dalej 
A ! no i wózek zamówiłam
Mąż chciał czarny stelaż, a ja nie chciałam, żeby był za ciemny, bardziej w odcieniach szarości, niż pstrokaty czy niebieski , więc wybraliśmy ten :
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/1f32a1ac6a47.jpg
Czas oczekiwania około 14 dni, więc już będę miała miejsce gdzie go trzymać, bo remmontu dobiegnie koniec 
Imię też wybrane. Ostatecznie
i takie jakie było mówione na początku, czyli Wiktor 
Już za 2 dni mamy połówkowe, jednak chce zobaczyć Małego w 3d/4d jak da nam warunki
a tak się zarzekałam, że nie będę chciała
no i nagranie płyty to dodatkowo koszt 20 zł, więc chce, żeby m.in. pokazać swojej mamie, bo ona nigdy nie widziała obrazu z USG 
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/45d6f0a884e2.jpg
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/adfa8a4e9318.jpg
Coraz bardziej uwielbiam domek mojego synka
cieszę się, jak widzę, że brzuszek ładnie rośnie, zmienia kształt na "bardziej poważny" 
Nie będę psuć tego pięknego wpisu, ale wspomnę tylko, że teściowa wtyka już swoje 5 groszy w sprawie chrzcin.... termin porodu mam na 16 listopada, a ona na 24 grudnia chce chrzciny. Oburzyłam się, frustruje mnie to, że decyduje za nas, "no bo jak to tak? a na co czekać? nie ma na co czekać, miesiąc i można chrzcić"
Dlaczego jak powiedziałam, że można za 2,4 miesiące to powiedziała "za długo.. tak się nie robi" Ale dlaczego mnie o zdanie nie zapytała ? Przecież to od nas zależy i bez nas się nic nie odbędzie. Tylko mnie stresuje niepotrzebnie. Ciśnienie mam 200/100 jak o tym myślę.
Nie chce tego zrywu. Że to na JUŻ . Są święta w grudni, chce spokojnych świąt. Z resztą wiecie (albo i nie) jak wyglądają święta z dużą rodziną , chodzi mi o ilość szykowanego jedzenia itd. Mus sprzątania świątecznego, jakby nie wiadomo co miało się sprzątać (u nas i tak sprząta się co 2 dni) wiele narzekania i wzdychania z tego powodu będę słyszeć.
Nie chce tego. Są jeszcze święta wielkanocne,które są w bardziej zwolnionym tempie .
Ale i tak nie mam co się przejmować, bo jak będzie trzeba to Dawid ją opierdoli i ustawi ją do pionu, bo po co się wtrącać.
Aj,miałam tylko wspomnieć o tej sprawie i się rozpisałam, no! 
Miłego dnia :*
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lipca 2015, 11:42
21dc.
Gdzie jest moja owulacja? Już 21dc, zrobiłam dziś progesteron, a temperatura wciąż niska. Jak nie pojawi się do czwartku, to idę do ginekologa. Ile można czekać! Kiedyś nie czekałam, tylko spokojne zaznaczałam temperaturę (ale wtedy tylko się obserwowałam, nie chodziło mi o zachodzenie w ciążę). I zaglądając do starych kart stwierdziłam, że już kilka razy powinnam zajść w ciążę. Więc czemu zawsze coś szło nie tak? Wyniki badań są dobre. Nawet bardzo dobre. Tylko progesteron niskawy.
Czekam aż owulacja przybędzie, żeby zacząć brać luteinę. Trzeba wesprzeć zarodek, żeby za 3 tygodnie, na umówionym USG z NFZu, zobaczyć pięknie bijące serce 
Wyniki mojego M:
PSA - 1,45
Posiew nasienia - hodowla jałowa
testosteron - 575,99 ng/dl
FSH- 1,54 mlU/ml
LH- 2,55 mlU/ml
Analiza nasienia:
objętość: 5,9 ml
upłynnienie: 25 min
PH- 7,8
ilość plemników w 1 ml - 7,8 mln
całkowita ilość plemników w ejakulacie - 46,02 mln
Ruch postępowy 61%
w tym szybki 0 %
Ruch całkowity 71 %
plemniki prawidłowe - 2%
plemniki patologiczne - 98%
*****patologia główki - 97%
***** patologia wstawki - 57 %
*****patologia witki - 53 %
***** plemniki niedojrzałe - 2 %
VIABILITY (plemniki żywe) - 76%
HOST- 82 %
Koncentracja komórek okrągłych - norma
To jest jedyne badanie nasienia mojego męża.
Chcemy je powtórzyć za miesiąc, bo mąż w tej chwili bierze witaminki. Niestety skomponowane przeze mnie, bo androlog twierdzi, że nic się nie da zrobić. Tylko in vitro.
My nadal walczymy, mając głęboką nadzieję, że się uda.
A może Wy macie podobną sytuację i znacie jakiegoś specjalistę, który mógłby nam pomóc.
Uwielbiam Was moje ukochane dziewczyny.
Głupia doszukuję się jakichś znaków w tym cyklu... zapewne nie powinnam ale - no właśnie - mam przestać wierzyć że znów mogłoby się udać? Może jakoś bardzo na wygraną się nie nastawiam ale jakaś iskierka nadal się tli 
SZCZĘŚLIWY CYKL kontra OBECNY CYKL
rok temu owulacja 9.07 - w tym cyklu @ 9.07
rok temu K+ 24.07 - w tym cyklu prawdopodobnie owulacja 24.07
rok temu o ciąży wewnątrzmacicznej dowiedzieliśmy się 8.08 - w tym cyklu testowanie przypada na 07.08
Jutro jadę do kliniki na pierwsze podglądanie. Miałam się pokazać 8-9dc ale pracuje więc muszę szybciej z resztą chcę skonsultować czy robimy tak jak dr na zastępstwie mówił czy jakoś inaczej, a że jutro 5d z Clo to akurat. Boję się tylko swojego endometrium 
JAKIEŚ POMYSŁY NA JEGO POPRAWĘ?
Zastanawiam się czy nie wziąć zwolnienia do pracy na czas między IUI a testem - stres i wysiłek fizyczny na moim stanowisku chyba raczej nie wskazany. Jutro zapytam gin czy jest opcja czy muszę kombinować 
Oprócz staraniowych wydarzeń to przedwczoraj minęło nam 7 lat jak jesteśmy razem... aż sama w szoku jestem że aż tyle z jednych wytrzymałam 
Nie pisałam bo nie miałam czasu...
Mój M. zaczął nową pracę od wczoraj i robi teraz na rano... Jakoś zmieniłam do tego nastawienie i już mnie to tak strasznie nie dołuje...
Jutro powinnam dostać @. Zobaczymy czy przyjdzie... Gdzieś tam w głębi duszy mam nadzieję że się udało. Robiłam betę w 10dpo i wynosiła 0,7. Czyli prawie nic...
Jajnik lewy mnie boli, wczoraj po powrocie z pracy dopadły mnie delikatne mdłości, zawroty głowy takie że nie wiedziałam jak się położyć by to nie było takie dokuczliwe... Apetytu w ogóle nie mam... Mogłabym nie jeść nie odczuwam takiej potrzeby... Wszystko to takie dziwne..
Znając życie to tylko ładnie wygląda a skończy się jak zwykle...
Dzisiaj zrobiłam swój pierwszy w życiu Crème brûlée. Mam nadzieję że wyszedł. Zrobię później fotę jak skarmelizuję na nim cukier i dam znać czy wyszło czy nie...
No to dziewczyny powoli wracam do gry
Byłam dzisiaj na wizycie kontrolnej, wszystko w jak najlepszym porządku. Doktorek stwierdził że owulacja była, szkoda że serduch nie było ale piękny wracał taki zmęczony z roboty i o takich chorych godzinach że nie miałam sumienia go męczyć... no trudno czekamy na wielmożną panią i od trzeciego dnia cyklu zaczynamy łykać estrofem, acard i encorton. I jak już wcześniej pisałam decyzja zapadła w papierach mamy wpisane "przygotować dwa zarodki" i niech się dzieje wola boża
Postanowiłam zrobić jutro betę
Nie robiłam testu, bo w cienie już nie wierzę. Tylko muszę się dowiedzieć jak z wynikami. Bo obawiam się, że będę w poniedziałek dopiero. Jak tak to pojadę jutro do "miasta"
tam za 2 godz.
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lipca 2015, 18:45
Cykl na straty. Pęcherzyk nie dorósł do odpowiednich rozmiarów i iui nie było. Teraz Biore luteine a od kolejnego cyklu lametta i zastrzyki. Ten zestaw na mnie działa. Mam 2 pecherzyki.
Czy ktos mi powie dlaczego of mi przesunal owulacje z 15 na 16 dzien??? Po wpisaniu wczorajszej tempki zwariowal i przestawil. I teraz kobinuje jaka to by miala byc tempka zeby wrocil na 15dc?
11 dc
Macica coś do mnie puka, bo bezboleśnie a jednak daje o sobie znać. Czyli prawdopodobnie będzie owulacja w tym cyklu
siknę sobie dziś na test owulacyjny i sprawdzę co w trawie piszczy. Mam w sobie mnóstwo pozytywnej energii, zapewne częściowo zawdzięczam to wizycie u dr Anissy Hamid. Nie zbadała mnie, jednak po przeprowadzonym wywiadzie stwierdzam, że jest skrupulatna i dokładna i robi wszystko by pomóc swoim pacjentkom. Pierwszy raz spotkałam się z podejściem lekarza- po co w ogóle robić badanie betaHCG ? Powiedziała, że owszem można sobie sprawdzić jaki jest jej poziom po zrobieniu już testu domowego z moczu, ale ona nie zleca swoim pacjentkom tego badania, bo mówi że po co generować koszty- to po pierwsze a po drugie to co się dzieje wtedy z psychiką kobiety, która się martwi to szkoda słów na to. Ma rację mówiąc, że nawet jeśli beta ładnie przyrasta nie oznacza to, że za chwilę ciąża nie przestanie się rozwijać i jej kobieta nie poroni. Podyskutowałam z nią chwilkę i dałam się przekonać jej rozumowaniu
Dała mi też namiary na swoją koleżankę z roku- genetyka, który na nfz zrobi nam kariotypy- mi i mężowi
stwierdziła, że można sobie to sprawdzić i na pewno nam to nie zaszkodzi
stwierdziłam że skorzystam z jej propozycji, bo skoro mogę to zrobić na fundusz i w końcu skorzystać z tego co mi się należy to czemu nie 
Muszę się konkretniej skupić na sobie i dbaniu o linię bo przypakowałam 3 kg i nie czuję się z nimi za dobrze, tym bardziej że przez to mi nie chcą leżeć żadne sukienki w sklepach. A problem mam z tym nie mały. Już sama nie wiem, jak chcę wyglądać na tych dwóch weselach, które wielkimi krokami zbliżają się. Na razie najpiękniejszą sukienkę jaką udało mi się znaleźć musiałam skreślić , bo kosztowała bagatelka 600zł (!) , no i na całe szczęście nie było mojego rozmiaru, bo pewnie gdybym ją zmierzyła- zakochałabym się i wyczarowała skądś te pieniądze, byleby ją mieć. Szukam dalej zatem. Jeśli ktoś coś gdzieś słyszał o ładnych, najlepiej rozkloszowanych sukienkach info mile widziane 
Czas zrobić obiadek, meżu zjedzie prosto na niego i poleci dalej- jak zwykle zresztą
a w planach mam to: http://www.kwestiasmaku.com/blog-kulinarny/filety-z-kurczaka-w-parmezanowej-panierce -> polecam, bo pyszotka wychodzi
no i dzisiejsze popołudnie ciąg dalszy przetworów- wiśnie się same nie wydrylują a chcę zrobić wiśnióweczkę
no i dżemiki jakieś jeszcze ogarnę, i cukinie kupiłam na keczup
zawijam kiecę i lecę! Choć pewnie jeszcze dzisiaj tu zajrzę i może coś skrobnę
bo mam jeszcze kilka myśli do przelania, ale zobaczę jak z czasem podołam

Oto moje maleństwo siódmy tydzień i jeden dzień
Data porodu + - 2 Marca 
to było jedno z piękniejszych doświadczeń mojego życia moje dziecko ma piękne bijące serduszko i wszystko jest idealnie ksiązkowo 
Dla tych które wciąz walczą nie traćcie nadzieji Ja sama po pierwszym poronieniu i po tylu miesiącach nieudanych prób cierpiałam płakałam bol był ogromny.Gdy innym się udawało cierpiałam jeszcze bardziej w Sumie nie wieżyłam ze mi się uda że moge być matką a dziś pod swoim sercem mam drugie serce i wierze że za kilka miesiecy ten mój cud przyjdzie na świat. Walczcie mimo bólu mimo łez mimo zwątpienia walczcie Znajdzcie dobrego lekarza i walczcie o swoje szczęscie jak i ja walczyłam bo każda z nas tą walke wygra prędzej czy póżniej skoro mi się udało dojsc już do tego etapu wam też się uda !!!!!!!!!!!
Wizyta u nowego lekarza:-) Strasznie się bałam !!!! ale nie było tak żle.
Pani doktor konkretna
cytologia i dodatkowo posiew zrobiony za tydz. do odebrania wyników:-) Na Usg wszystko w porządku , pęcherzyków dominujących jeszcze nie widać dlatego też za tydz. monitoring.
Dostaliśmy tabletki bo pieczenie po ♥♥♥ nie bez powodu i może być infekcja!
1. Macmiror complex 500 1x1 ( wtorek- sobota)
2. Orungal 2 x 2dni ( wieczorem i rano ) dla mnie i męża
3. Dla męża do smarowania maść
No i pani doktor mówiła żebym schudła z 6 kg jeszcze bo 30% problemów z zajściem w ciąże to nadwaga:-( dała mi karte z dietą...
Wyniki nasienia męża powiedziała , że mogły by być lepsze ale nie są złe.. I kazała umówić się do Urologa.
A tak ogólnie to nie ma się do czego przyczepić. !!!
Dziś o 16.30 zrobiłam test ciążowy Pink Eco... i hmmm jest na nim jaśniutka kreska. Nie wiem co myśleć, 7 dzień plamienia. Byłam pewna, że okres. Bardzo skąpo, 6 dni brązowe 1 ciemno czerwone. Może niepotrzebnie odstawiłam luteinę?? Ale wtedy nawet cienia nie było
buuu nie wiem co się dzieje
Jutro rano powtórzę test. Gdyby to było plamienie to jutro 31 dc.
P.S. zrobiłam dlatego, że cały dzień mam straszne mdłości i cofa mnie na zapach mięsa, wędlin itp.
Nie mam weny. W czwartek mam mieć wizytę u lekarza, żeby sprawdzić czy ta cholera na jajniku się wchłonęła. Jeśli tak, to mam szansę na jeszcze jeden cykl wspomagany, jeśli nie...wole nawet o tym nie myśleć. Czuję, że z każdym nieudanym miesiącem oddalam się od celu.
Od kilku dni mam ochotę coś napisać.. Nawet wiem co, ale jak nie mam dostępu do lapka, a jak już siedzę to jakoś tak nie wiem od czego zacząć i co pisać... Jeszcze półtora miesiąca i mój termin porodu się zbliża.. Ciągle o nim myślę.. tak ciężko jest zapomnieć.
W sercu czuję ból i tęsknote.. Nie płaczę.. Tzn zdarza mi się, ale już mniej... Ogólnie jakoś tak mniej rzeczy mnie wzrusza...
ehh tam nie chce mi się pisać...może za kilka dni coś napiszę...
Dobranoc .
[/url]
Tak wygladamy w 15 tyg
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lipca 2015, 21:21
25 tydzien 24+5
Uteskniony wypoczynek niestety sie juz skonczyl
Skonczyl sie z wielkim hukiem. Goraczka, biegunka, bole glowy, stawow i plecow.Nawet w zestawie byl paw, ale tylko jeden, wiec prawie sie nie liczy. Caly obraz zatrucia pokarmowego albo grypy zoladkowej, choc to drugie raczej odpada, bo pozarazalabym innych. Balam sie o moich obawach zatrucia powiedziec malzonkowi, bo i tak oberwalao mi sie ,ze o siebie nie dbam, ze zachcialo mi sie jakies speluny z rybami, ze po drodze tez zazyczylam sobie kanapke z tunczykiem itp... Na szczescie przechodzi. Nawet mialam dzis isc po poludniu do lekarza, ale ostatnia wizyta w toalecie byla o 9 rano a posilek zlozony z ryzu , kislu i wody pozostaje dalej w moim ciele.Reszte objawow mam za soba, wiec moze ta biegunka co sie utrzymuje to po niedzielnych lekach, ktore jednak tym razem musialam zazyc i to w ilosci 4 sztuk przez 8 godzin( w wersji mocnej)
Wczoraj mialam tez wizyte u specjalisty i powiedzialam o samopoczuciu, kazali sie zgloscic do rodzinnego. Zmierzyli mi temeperature ( bo chieli odwolac usg jesli by byla goraczka), na szczescie goraczka zeszla mi w nocy. Cale bole odeszly jak zobaczylismy mlodego . Cale 800 gram do kochania 
pani doktor zadowolona z wynikow. Okazalo sie ,ze mieli obawy co do jego rozwoju, bo ostatnim razem byl troszke za maly no i nie mogli wtedy zbadac serducha. Jednak wczoraj pokazal wszystko. Serducho ladnie podzielone, nerki tez pracuja, sama radosc . malzonek dumny z siebie jak paw , ze go Mati juz w brzuchu slucha
Pani doktor nie mogla przez dluzszy czas zmierzyc jego glowki, Wiec Robert w koncu dotknal mojego brzucha i poprosil ,zeby dal sie zbadac no i ... dal sie
))
Z zapisow wychodzi , ze Mateusz nie dosc ,ze nadgonil wszystko, to jeszcze termin wychodzi o tydzien wczesniej, choc nic nie znieniaja w karcie. dopiero po 32 tygodniu moze sie wyrownac. Za 4 tygodnie znow sie widzimy, no a za 2 czeka nas jeszcze wizyta w mojej zwyklej klinice i picie wspanialago plynu,zeby zbadac cukier. Moja waga - no coz przez ostatni miesiac wedlug wagi u specjalisty to 20 deko do przodu. Wynik niezly, prawda? Moze to troche zasluga biegunki ? na moze Mati jest dla mamusi naturalnym odsysaczem tluszczu ? Podoba mi sie ta druga opcja, Lekarz powiedzial, ze dopoki dzidzius rosnie zdrowo i wszystko jest w porzadku, nie ma sie co przejmowac. No to sie nie przejmuje.Mam i tak nadwage, wiec po porodzie moje postanowienie powrotu do dawnej figury, bedzie latwiejsze do zrealizowania. Co te hormony z nami robia 
na pocztku bardzo tez wzielam sobie do serca liczenie ruchow. Za to teraz? nawet nie musze klasc sie i liczyc. Mlody dosc intensywnie cwiczy sobie boks
o roznych porach dnia a moze i w nocy tez tylko, jak spie jeszcze nie czuje.
No a teraz troche o wyjezdzie.
Bylo cudownie . Byla tylko jedna akcja ze szwagrem ( mojej w tym winy tez bylo troche , bo niestety oboje porywczy jestesmy i nie potrafimy trzymac geby na klodke ) ja oczywiscie walnelam focha i zabralam sie sama na plaze, za co oczywiscie dostalam opr.. od meza, no bo kto to slyszal, zeby kobieta w ciazy sama szla, ze jak tak moglam,ze nie powiedzialam, ze ide, ze moglo sie cos stac, ze moglam zaslabnac, ze on by poszedl ze mna itp... Bla, bla, bla
Dobrze mi zrobil ten samotny pobyt na plazy , ochlonelam, posiedzialam w wodzie, uronilam lezke, zataralm sie w drodze powrotnej
no i nerwy pocily. Mezowi pozniej powiedzialam, ze nie po to plcilismy za wakacje, zeby siedziec w domu w basenie. Troche wymienilismy pogladow juz na spokojnie i przez reszte pobytu bylo bosko, a moj szwagier len, lezal na kanapie i ogladal filmy albo siedzial w basenie. Szkoda mi tej mojej siostry , bo wszystko co robila, robila bez niego. No coz wakacje, kazdy spedza je jak chce.
Musze przyznac, ze woda dzialala kojaco na moj bolacy kregoslup. Calymi dniami siedzialam w wodzie , albo w oceanie, albo w basenie. Mama sie smiala, ze dziecko moje bedzie marynarzem. Nie bylo mowy o zadnym wygrzewaniu sie na reczniczku.Po 10 minutach na sloncu , robilo mi sie zle i wracalam do wody. Tam czylam sie super, nic nie bolalo, nic nie ciazylo. Jednym slowem optymalne warunki dla mojej ciazy - to woda 
A to focie
Przd kolacja

Slonik morski w basenie czyli ja i moj brzuch 

i ostani dzien na plazy 

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.