Dziś wizyta u gin. Podglądniemy jak tam moje jajeczka... Mam nadzieję, że coś tam urosło. Staranka idą pełną parą!
Jutro,pick up
Porod
21.04 kolo 9rano dotarlismy do szpitala, przyjeli mnie na oddzial, porobili badania podlaczyli ktg, a tam skurcze
ale slabe
przyszli lekarze i kazali przyjsc na badania, okazalo sie ze ja jestem jeszcze niedojrzala i dlatego skurcze nic nie wnosza, decyzja o podaniu zelu, ktory ma zmiekczyc wszystko i obserwujemy
ok 13 dostalam zel i nakaz lezenia przez 2h pod ktg. O 15 przyjechal maz i do 19 spacerowalismy, chodzilismy po schodach i obserwowalismy skurcze, byly ale bez szalu. Maz pojechal ja sie wykapalam i polozylam do lozka, ogolnie powiedzieli ze przez 6 dni beda probowac wywolywac, a jak nie to cesarka. Podlaczyli ktg i sie zaczely coraz bolesniejsze skurcze, a juz ich prawie nie bylo! Poszlam na badania, rozwarcie na 1cm skurcze coraz bardziej bolesne no i cos delikatnie cieknie... decyzja to na porodowke bo.mamy wolne sale i bedziemy obserwowac, ale niech sie pani nie nastawia
zadzwonilam po meza i poszlam na przyjecie na porodowke. 0 23:30 dostalam sale, przyjechal maz i sie zaczelo, po prysznicu nadal rozwarcie 1cm decyzja o czyms przeciwbolowym co moze przyspieszy wsxtstko, po tym troche odlecialam na kolejnych bolacych skurczach 3cm jest postep!! Stolek porodowy, troche spaceru, kolejny prysznic, troche ktg i nagle mamy 9cm!! Boli jak diabli dostaje przeciwbolowe chwila wytchnienia i mamy 10cm, rodzimy! Parcie szlo mi swietnie podobno, duza ulga w porownaniu do skurczy i po 13 min Maksiu juz byl na swiecie
zaraz po nim lozysko calosc trwala 4,5h 
Lekarz stwierdzil nieprawidlowa budowe lozyska i pojechalam na zabieg z uspieniem, a maz czejal na mnie z malym, ogolnie bylo cudownie
chociaz bol nie do opisania to maly zolwik wszystko rekompensuje 
Co do roli meza przy porodzie to mysle ze nie dalabym rady bez niego, masowal plecy kiedy mialam skurcze, polewal woda pod prysznicem, pozwalal zgniatac dlonie kiedy byl skurcz i bolalo, caly czas powtarzal ze jestem dzielna, ze jest dumny i bardzo mnie kocha, pomagal mi wstawac, chodzic pocieszal i rozsmieszal na ile sie dalo, podawal wode, podkladal recznik, smarowal usta pomadka nawilzajaca, przekazywal wiadomosci od poloznych kiedy nie moglam sie juz skupic i zrobil zdjecia swierzego Maksia podczas kontaktu skora do skory, niesamowita pamiatka! Kiedy bylam na zabiegu on zostal z malym i wiedzialam ze nie musze sie o niego martwic, byl nieocenionym wsparciem! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 kwietnia 2016, 19:13
51 dc wczoraj zrobiłam bete oczywiście negatywna...a okresu dalej brak.... jutro do ide do mojej gin.
plusy z negatywnej bety dostałam kopa aby walczyć dalej i wziąć się za siebie...po raz kolejny
tylko żeby @ przyszła to będzie można zacząć od poczatku...
Dzis waga: 64kg, rzeznia jakas, bo zebym jeszcze sie objadala ale ja z powietrza chyba tyje. Rano lyknelam 6 kropli jodu, nie czulam nic. Nie wiem czy pisalam ale jakos chwile przed zrobieniem II zaczelam myslec o powrocie do Pl. Czuje, ze tu moj rozwoj lezy i kwiczy a tam mialabym lepsze mozliwosci. P tez wolalby wrocic jakby kasa byla. Po II mam jakies takie miotania. Do tego ciagle walcze by siebie zaakceptowac, to moje tycie. Sama sobie tlumacze ale raz jest lepiej raz gorzej. Na szczescie bulimia sie pasie od 5 miesiecy.
W niedzielę nad ranem obudziła mnie dyskoteka.
Hmm..
A była to tak:
Coś mnie budzi, ale co(?)
Pęcherz nie jest aż taki pełny, żeby mnie obudzić.
Jakieś drgania, wibracje, ale skąd to pochodzi.
Oooooooo to z mojego podbrzusza, ale jakto, co to(?)z tej strony, co ostatnio na usg były nogi. Nie moje - oczywiście.
Zasnęłam dalej.
Budzę się za dwie-trzy godziny i się zastanawiam, co to było.
I do dziś nie wiem, ale to chyba był Młody.
Stwierdziliśmy z moim Mężem, że pewnie leżałam mu za długo na głowie;) i się zdenerwował albo wyprawiał dyskotekę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 kwietnia 2016, 11:18
No i mam 1 dc, 43 cs.
Jakoś ten okres mnie zdołował, nie wiem czemu. Przecież nie spodziewałam się nie wiadomo czego, tym bardziej ciąży. Na dniach muszę zbadać tsh i prolaktyne. Jutro umówię się do gina i P na badanie nasienia. Byłam dziś odebrać progresteron i nadal nie ma. Ja pieprze... płaciłam za to i muszę tyle czekać. Postawiłam na laboratorium w szpitalu ,bo mam na miejscu. Tak to jest jak się mieszka w zadupionym miasteczku.
Już wiem czemu okres mnie zdołował.
Była dziś u mnie przyszła bratowa w 5 miesiącu ciąży.
Dołuje mnie ta cisza w domu, nadmiar czasu i samotność...
Tylko ja i P.
Chujnia że tak powiem .
Postawię
żeby wpis nie wyglądał tak smutno.
Czasem mam do siebie żal że dopuściłam się do takiego stanu w jakim się teraz znajduję, czasem ten żal wylewam na męża, że nigdy mnie nie skarcił że wyglądam jak wyglądam, że nie dbam o siebie. Zawsze tylko mówił że kocha mnie za to kim jestem, nie liczy się aż tak jak wygląda moje ciało. Oboje bardzo lubimy dobrze zjeść, nie liczyliśmy się z konsekwencjami, a dla mnie konsekwencje są jakie są.
16 kwietnia 2016 roku przyrzekliśmy sobie miłość do grobowej deski, pragniemy stworzyć fajną szczęśliwą rodzinę. Wspólnie podjedliśmy walkę z otyłością i wierzę że kiedyś nam się uda, ten trud zaowocuje kiedyś..
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 kwietnia 2016, 13:34
W sobotę poczułam, że coś pływa w moim brzuchu 
A przed chwilką 3 palce poniżej pępka ktoś się dobija! Raz za razem, to się robi coraz bardziej realne... takie prawdziwe!
Bałam się, że coś jest nie tak.... W piątek połówkowe i dowiem się może kto się od środka dobija, już nie mogę się doczekać, kompletowanie wyprawki w formie unisex jest trudne... bardzo trudne, mało co mi się podoba... Nie mówiąc o tym, że chciałabym wyprawkę rozłożyć w czasie, żeby bardzo mój portfel nie ucierpiał
A liczę na to, że dowiem się i spokojnie będę mogła zacząć.
O ile cieszy mnie kupowanie ubranek, kocyków i itp, to boję się tej drugiej części.
Ubranka- wiem jakie chcę, wiem, jakie na daną porę roku, wiem, z którymi na tą chwilę umiem sobie poradzić (ah, to bezcenne doświadczenie przy siostrzenicy
), na co zwracać uwagę- jest ok. Muszę tylko usiąść i spisać czego potrzebuję jak dostanę ciuszki od siostry.
Ale... no właśnie, smoczki, butelki, laktatory, aspiratory do nosa, kosmetyki.... o matko, to mnie przeraża, każde dziecko jest inne, każde lubi i toleruje co innego. Masakra. Nie ogarnę tego.
I wróciłam po przerwie. Nie wiem czy to cokolwiek dało, i tak w głowie mieliśmy, że chcemy mieć dziecko.
Jadąc na dechy, nad nami, nad autostradą przeleciały dwa bociany. Dały nam nadzieję, ale nic z tego. Dni płodne wypadły akurat na wyjazd, ciężko było, ale pracowaliśmy i nic. Smutno, ale nie płakałam tym razem, może dlatego, że już mamy plan na ten cykl. Będę chodzić na monitoring. Mam nadzieję, że się okaże, że wszystko działa jak należy.
Jestem po wizycie u endokrynologa. Hashimoto. Szczęście w nieszczęściu, że tarczyca na chwilę obecną bez zmian. TSH ładnie powoli spada. W lutym ponad 4, teraz lekko ponad 2. Więc ma cudowna dr ginekolog dobrze dobrała dawkę leków. Ogólnie czuję się dobrze, nie odczuwam żadnych dolegliwości. Zapewne gdyby nie starania nawet bym nie wiedziała, że mam zapalenie tarczycy.
Mąż nasienie ma w miarę ok, tylko ta lepkość.... faszerujemy go witaminą C i ACC w dni płodne.
Cieszę się, że mam w nim wsparcie, że razem się staramy, że on też chce, a zarazem nie wini mnie i mówi, że po tych naszych przejściach jakoś mnie bardziej kocha. Teraz jak dostałam okres, w drugi dzień się budzę a tu gdzieniegdzie karteczki z pięknymi słowami, że kocha. A tu na lustrze, a to pod tabletem
. Miło. Wiem, że chciał pocieszyć. A dzień wcześniej (jak już ciągle powtarzałam, że ZARAZ dostanę okres) to przyniósł kwiaty
.
To niesamowite, bo on nie należy do romantyków.
Postanowiliśmy, że do czerwca się staramy, a potem może inseminacja. Nie chcemy czekać w nieskończoność.
Na urlopie odpoczęliśmy, ale jednak hop siup i po urlopie. Szybko minęło.
Mam nadzieję, że u Was wszystko ok. Jak się odkopie w pracy, to przejrzę wszystko co się działo. Ja na of wróciłam, ale temp mierzyć nie będę. Wystarczy mi wsparcie Was wszystkich
.
W tym cyklu, w drugiej fazie też miałam po raz drugi w życiu posmak metaliczny w buzi przez dwa dni. Chyba to od leków na tarczycę, nie widzę innego wyjaśnienia.
Dodatkowo wkurzam się bo ani nie mogę zajść ani nie mogę nic poważnego zaplanować na kilka miesięcy do przodu. CHodzi mi o ślub kuzynki w Kanadzie na początku września, rodzice już pokupowali bilety (zwiedzają jeszczew sierpniu NY,LA, Dominikana, podróż życia), a ja mówie im, że dokupię biley później jak co. Z jednej str zazdroszczę wspaniałej wycieczki, a z dugiej str nie chce jechać! Chce mieć brzuniooooo.
Grudzień2015/styczeń2016 - a jak to było, że doszło do życia. Wspomnienia, które może dadzą innym nadzieję.
Zgłosiłam się kilka dni przed wigilią do mojej gin, ale się okazało, że ze stymulacji nici, bo dr wyjeżdża. Dała mi receptę na fostimon, ale zaleciła, dodając, że to oczywiście moja decyzja, wykupić dopiero w kolejnym cyklu. Proponuje od razu za miesiąc insemicję, ale zgodzi się jeszcze na jeden cykl bez tego jeśli chcę, ale potem będzie już naciskać, ponieważ przy naszym wynikach nie wierzy, że uda się bez tego. Wychodzę więc mocno zdołowana z gabinetu z receptą na fostimon i tak sobie myślę, że nie wykupię jej i tak, bo gdzie. Mamy piątek popołudnie, a od niedzieli mam/mmogę alob raczej nie mam się stymulować. Daję sobie z tym spokój. Zacznę zgodnie z zaleceniem za ok. miesiąc.
Nadchodzi czas krótko-przedświąteczny i same święta. Mąż nie chce się starać, bo po słowach Pani dr nie wierzy, ze to ma sens, a święta to dla nas bardzo napięty czas i ochoty zupełnie brak - zero! Rodzina do odwiedzenia w święta, praca i czujemy stres przed sylwestrem, który co roku organizujemy w ramach pracy.
Ale namawiam go i staramy się codziennie w dni płodne. Zupełnie inaczej niż w poprzednich nieudanych cyklach, bo na szybko - bez trzymania nóg w górze, bez wspomagających niby pozycji., bez fokus pokus.
Staramy się i lecimy dalej. Dosłownie. Ja na miotle.....
Odwiedzamy hen hen daleko teściów. W czasie tego spotkania ma miejsce dziwne zdarzenie.
Siedzimy sobie wszyscy na kanapie i fotelach. Pojawia się kot teściów, który lubi się tulić. Ale u znanych sobie osób. Wybiera jednak moje kolana i podbrzusze i tak siedzi, siedzi, siedzi. I wtedy przeszło mi przez myśl, że może on coś już wie...
Ale w związku z tym, że zupełnie w tym cyklu nie wyczułam owulacji to zapominam o tym i żyjemy dalej bez wiary - z nastawieniem na następny cykl.
tak, tak dokładnie - tak jak w poprzednich cyklach byłam pewna kiedy mam owulację, tak tym razem nawet w nią powątpiewam.
Rośnie we mnie strach, bo co zrobię, gdy kolejny cykl znów się nie uda. Boję się o swoje zdrowie psychiczne.
Nadchodzi sylwester i ogromny stres dla naszej dwójki, popołudniu boli mnie brzuch, ale stawiam na stres. To mija prawie tydzień od wydarzenia z kotem na kolanach. Ok. 19h stres sięga zenitu i ból brzucha już mnie nie obchodzi, bo są inne sprawy.
Kładę się spać ok 6h nad ranem 1 stycznia i przesypiam prawie cały dzień z przerwą na obiad albo raczej kolację. Idę dalej spać i Mąż wyraża zmartwienie czy będę w stanie spać w nocy. Coś mi mówi, że tak i mam rację. czyli cała doba prawie przespana ( implantacja?)
4 stycznia jest straszny mróz, a ja jadę do dermatologa na zabieg. Mam do zrobienia 120km. Chcę jeszcze wejść do galerii w dużym mieście, bo ja mieszkam w małym;)
Niestety zamarzł mi mój diesel, a ja się spieszę. Spędzam jakieś 30 minut na trzaskającym mrozie zanim udaje się odpalić auto.
Przebiega mi wtedy myśl, że przez ten mróz na pewno w ciąży nie będę.
Ruszam. Całą drogę marznę w aucie, bo najwyraźniej jest z nim coś nie tak.
Wracając popełniam kilka wykroczeń drogowych i czasami przebiega mi myśl, ze może nie jestem sama, ale odpędzam ją. mimo to jadę bardziej przepisowo.
Wciąż drga mi powieka i nic nie mogę na to zaradzić, poza tym raz zakręciło mi się w głowie i raz naszły mnie takie subtelne mdłości. Ale nic to. Nie zwróciłam na to uwagi.
6 stycznia idziemy na obiad do konkurencji;) Chciałam się napić winka, ale zrezygnowałam. Mówię sobie: jutro ten test, a potem mogę pić.
Błąd. Przez ten test pić już nie mogłam.
Doktorek odpisal, ze prg 1,78 nie dyskwalifikuje transferu.
Spodziewam sie wiec rozmowy jutro po pick upie. Zobaczymy do jakiego wniosku wspolnie dojdziemy.
Prosba o meeeeega mocne kciuki jutro za piekne jajca i dobra decyzje ws. transferu.
Uff. Prosze Boga - niech to sie uda..
Wczoraj dowiedziałam się, że znów oblałam egzamin zawodowy. No cóż, obiektywnie nie byłam przygotowana na 100 procent, ani pewnie nawet na 70, bo kiedy się do niego przygotować gdy wraca się do domu o 17 i jeszcze trzeba go ogarnąć? Mąż próbował mnie pocieszać, że kiedy Bóg zamyka drzwi, to otwiera okno. Zobaczymy, mam smutne wrażenie, że od lat nie mogę się do Niego przebić z moim wołaniem.
Owszem, mam jakiś cień nadziei, że doczekam się wymarzonej drugiej córeczki, ale i on blednie coraz bardziej. Postanowiliśmy, że w tym miesiącu przebadamy się oboje. Od jakiegoś czasu mąż łyka Androvit, od 3 miesięcy pijemy zioła Ojca Sroki, i łykamy vit. D3, ja miesiąc temu zamieniam Femibion na Ovarin.
Dziś 2 dc, zrobiłam FSH, LH, Estradiol i TSH. Wyniki wieczorem, przekonamy się co i jak.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 kwietnia 2016, 11:52
26 tydzień ciąży
Do terminu z OM 104 dni
Do terminu z Usg 94 dni
63%
Kolejne dwa usg przed nami. 16 maja prenatalne i 20 maja u swojej lekarki. Może się czegoś dowiemy:)
Od niedzieli córka zakatarzona, oczywiści matka ze swoją odpornością następnego dnia zaglucona:/ Już mnie nos boli od tego wycierania i ogólnie słabo się czuję, brak apetytu, a w piątek teście zjeżdżają na weekend a sprzątanie w lesie 
Dzisiaj waga wybiła 5 kg na plusie, nie jest najgorzej 
Witam Was w 25 cyklu 
Z dobrych wiadomości poprzedni cykl trwał 27 dni, czyli długo jak na mnie. Miałam porządną fazę lutealną
Chciałabym żeby tak zostało i żeby już wszystko się unormowało. Chociaż martwi mnie trochę to, że mam skąpe miesiączki, ale tak już było przed operacją, przed ciążą.
To kolejny cykl bez starań. Postanowiłam, że poczekam jeszcze ten miesiąc do wizyty u lekarza, poczekam na zielone światło. Mam nadzieję, że w tym czasie wyjaśni się też sprawa z moją ewentualną nową pracą.
Dłuży mi się ten czas bez starań, stresuje mnie trochę ten bezpowrotnie uciekający czas. Z jednej strony chciałabym być w ciąży tu i teraz, natychmiast, z drugiej myślę o pracy, bo taka szansa jest jedna na milion. Ta myśl o pracy dodaje mi trochę sił. Tak bardzo potrzebuje jakiegoś innego celu w życiu, bo niespełnione macierzyństwo przesłania cały świat, czyni go szarym i smutnym. Uczepiłam się myśli o nowej pracy jak koła ratunkowego w którym mogłabym znaleźć nowy sens i trochę więcej radości, spełnienia, zadowolenia.
Prawda jest też taka, że podświadomie boję się powrotu do starań. Teraz wiem, że @ przyjdzie i przychodzi, nie ma rozczarowania, zawodu. Gdzieś w głębi serca chyba wierzę, że jak zaczniemy się strać, to szybko się uda i jednocześnie boję się zderzenia tych moich marzeń, nadziei z rzeczywistością. Że to znów będzie długa walka, comiesięczny ból i cierpienie. Tak bardzo się boję kolejnych rozczarowań i strat. Nie chcę o tym myśleć, staram się wierzyć, że będzie dobrze, ale czasem nie udaje się odgonić tych natrętnych myśli powracających jak bumerang.
Staram się skupiać na codzienności, zrobiłam sobie listę drobnych celów, które powolutku realizuję. Jest dobrze dopóki nie dowiem się danego dnia, że ktoś jest w ciąży, to jest ok. Chyba tylko ciąże ovufriendowe nie sprawiają mi bólu, bo Was znam, Wasze przeżycia, Waszą długą walkę i cierpienie. Wręcz przeciwnie Wasze historie napawają nadzieją, że wszystko jest możliwe, że nawet po długich staraniach i walce z przeciwnościami można doczekać wymarzonego cudu. Tak bardzo bym chciała żebyśmy wszystkie jak najszybciej poszły na ten wymarzony fiolet.
Ze spraw codziennych niedługo mamy komunię mojej kochanej chrześniaczki. To najstarsza córka mojej przyjaciółki z dzieciństwa. Udało mi się przypadkiem kupić fajną sukienkę z czego jestem bardzo zadowolona. Miałam na tą okazję kupić ciążową sukienkę, ale cóż, życie zadecydowało inaczej. Troszkę się obawiam tej uroczystości, będzie to moje pierwsze po operacji spotkanie z większą liczbą osób, będzie sporo małych dzieci. Jak nietrudno się domyślić jesteśmy jedyną bezdzietną parą w tym towarzystwie, także na pewno łatwo nie będzie, ale trzeba będzie dać radę i uśmiechać się mimo wszystko. To ma być piękny dzień dla mojej Małej.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 kwietnia 2016, 12:42
Czekasz na tę jedną chwilę,
serce jak szalone bije,
zrozumiałem, po co żyję,
wiem, że czujesz to co ja.
Ej, za krótko trwa godzina,
niech się chwila ta zatrzyma,
moim szczęściem chcę nakarmić
calutki świat, zdziwiony tak.
Wielka miłość nie wybiera,
czy jej chcemy nie pyta nas wcale,
wielka miłość, wielka siła
zostajemy jej wierni na zawsze
Miną lata, gwiazdy zgasną,
fotografie w głowie zgasną,
gdy nas ludzka złość rozłączy
jak i tak odnajdę Cię,
kiedy rozum każe zwątpić,
czekaj, zadrży świecy płomień
bo po drugiej rzeki stronie,
jak dobrze wiem, tam ogród jest.
Wielka miłość nie wybiera,
czy jej chcemy nie pyta nas wcale,
wielka miłość, wielka siła
zostajemy jej wierni na zawsze
34 tydzień 6 dzień
Wczoraj tj. 25 kwietnia miałam wizytę. Na usg moja malutka miała 1960 g:) Bardzo się cieszę, że moja Lilcia zaczęła rosnąc jak na drożdżach:) A tak się bałam tej wizyty, a wszystko dobrze się skończyło, aż płakałam ze szczęścia. Oprócz tego mam infekcję bakteryjną pochwy i znów biorę czopki. Dodatkowo mam hemoroidy, ale to w sumie nic- najważniejsze, że moja córcia rośnie i wierze, że przy porodzie będzie mieć te upragnione 2500 g.
A teraz od dwóch dni prasuje ubranka Liluni, już czas ostrych przygotowań do jej przywitania w domku. W czwartek jedziemy zamówić wózek- i będziemy mieć już wszystko 

Wiadomość wyedytowana przez autora 26 kwietnia 2016, 14:13
23 dzień cyklu
Czekam, cały czas 
Ale temperatura mówi mi że nic z tego nie będzie.
Od dwóch dni mi mega zimno, na dworze upał a ja się trzese jak galaretka... Wtf?
Od dwóch dni nie rozmawiamy że soba..
Dziwne uczucie
Ogólnie to dziwnie się czuję, cały czas łzy mi lecą i jedno wielkie pytanie -dlaczego ja???? -
Boże pomóż nam, błagam 
Wierzę w Ciebie ❤❤❤❤
Moje wyniki z dnia dzisiejszego, to jest 2 dc:
TSH 1,270 µIU/ml
FSH 7,25 mIU/ml normy: f.pęcherzykowa 3,5-12,5
f.owulacyjna 4,7-21,5
f.lutealna 1,7-7,7
- uff, odetchnęłam, podczas stymulacji Clo niepotrzebnie zrobiłam to badanie i wyszło 12,03...
LH 4,53 mIU/ml normy: f.pęcherzykowa 2,4-12,6
f.owulacyjna 14-95,6
f.lutealna 1,0-11,4
Estradiol 106,80 pg/ml normy: faza folikularna 12,4-233
faza owulacji 41,0-398
faza lutealna 22,3-341
Czy jakaś życzliwa dusza pomoże mi w interpretacji tych wyników?
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 kwietnia 2016, 21:17
Po 7 stycznia stałam się innym człowiekiem.
No dobra - dwa testy pozytywne i co dalej. Czekałam na ciążę,a teraz nie wiem, co tu zrobić.
Mąż do końca nie dowierza- wysyła mnie na betę. Nie chcę iść.
Szczególnie, że Szanowny stwierdza, że uwierzy dopiero jak lekarz potwierdzi, bo według niego leki, które biorę (euthyrox i duphaston) mogą dać dodatni wynik.
Mój mąż to bardzo mądry facet, umysł ścisły ( tak, tak tłumaczę go ), ale o cyklu i sprawach typowo kobiecych nie wie nic, na prawdę nic.
Ale z drugiej strony mu się nie dziwię. Przecież mieliśmy już fałszywe alarmy.
Idę na betę i zastanawiam się jaka może być.
Jak będzie 30 to myślę sobie - będzie źle, ale jak 80 to już chyba coś i mamy szansę Kropko. No bo przecież powyżej 100 - na pewno nie będzie.
Oddaję krew i czekam te kilka godzin rozmyślając jaki może być wynik i z jakiego powodu taki a nie inny. Idę, odbieram, po minie Pani czytam, że jest fajnie, ale daje mi tylko karteczkę,a ja wstydzę się od razu przy niej spojrzeć.
Zamykają się drzwi. Drażącymi rękami rozchylam kartkę i...804.4 mlU/ml.
Dzwonię do męża i mu to wykrzykuje, śmiejąc się. Radość to wielka. Mąż zaczyna wierzyć.
Ale co dalej?
Umówiłam się do lekarza, ale to dopiero za tydzień. Duphaston kontynuuję według zaleceń.
No to kolejna beta. Żeby nie było doła. Ale jest bardzo dobrze, bo 2770.
Niestety na wizytę nie dostaję się, Pani doktor będzie za kolejny tydzień.
Umawiam się jeszcze do innego lekarza, ale tam muszę czekać jeszcze dłużej.
Wcale nie chcę mnie wcześniej przyjąć, bo w 7 tygodniu jest dopiero według nich serduszko, a ja jestem dopiero w 4tym.
Ale w końcu nadchodzi czas mojej wizyty u pierwszej Pani doktor. Idę z wielkim strachem, bo po drodze miałam plamienia.
Już dokładnie nie pamiętam, ale to był chyba 15 stycznia, a może 22.
Moja kolej. Wchodzę do gabinetu. Dzień dobry. Na jakim etapie jesteśmy?
( pewnie ma na myśli starania) - pyta pani doktor.
Jestem w ciąży - odpowiadam. I chyba w tym momencie obie byłyśmy w szoku. Ja, że to powiedziałam. Tyle na to czekałam!!!
A Pani dr pewnie dlatego, że pamięta mnie i moje wyniki.
No to będziemy się badać. Trzeba się przygotować. Migiem jestem na kozetce. Głowica w ruch. Macica ciążowa - dowiaduje się i na dodatek torbiel na jajniku.
Wchodzimy dalej i pani dr zaznacza, ze na serduszko jest jeszcze za wcześnie, ale jak się spotkamy za dwa tygodnie to na pewno już będzie.
Ale za chwilę mówi dalej, że zarodek na pewno jest i podkreśla to.
Chce sobie powiększyć obraz i robi to.
Widzimy to obie zapewne, ale Pani dr milczy. Ale nie dało się nie zauważyc tego migającego szybciutko punkciku. Emocje. Łzy.
Czy pani to widzi? - pyta mnie. Tak.
Potwierdzam - to bijące serce i na prawdę się cieszę z Pani powodu.
Ogromna radość zalewa mnie. Ale jeszcze sporo wody musi upłynąć nim będę mogła tą Radość przytulić.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 kwietnia 2016, 16:03
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.