Byłam wczoraj u Pani dr, pobrała mi wymaz i dała plan działania.A więc jeśli wymaz będzie ok, to mamy podejść do HSG. Jak nie będzie ok, to mam się leczyć, ale jednocześnie starać.Zacząć brać między 3-7 dn.c (5dni) clostilbegyt i stawić się u niej około 10-13 dnia na USG,jak pęcherzyk będzie miał 2cm planujemy zastrzyk z pregnylu. Uświadomiła mnie, że po Duphastonie @ przyjdzie do 10 dni po ostatniej tabletce, więc pewnie znów mi się przedłuży cykl...Tragedia ;/ A i co śmieszne, podpisałam że wyrażam zgodę na te leki i że zostałam poinformowana o możliwości ciąży mnogiej. Ucieszyłam się jak głupia, bo sama jestem z bliźniaków,a Pani dr powiedziała,że takie ciąży wcale dobre nie są, bo są zazwyczaj bardzo zagrożone...eh...i teraz trochę się boję. M niby się ucieszył, ale wolałby jedno ;P w sumie na razie mam temperaturę na poziomie 36,9-37, więc do okresu jeszcze daleko ;/
Matko czego się nie robi zajść w ciąż - paranoja ;P człowiek wątrobę sobie wcześniej rozwali, ale chce się nacieszyć potomstwem. Zobaczysz - musi zostać nam to wynagrodzone ! =] Musi się udać, w końcu już raz się udało ! 
4 dzień C
Wczoraj zrobiłam badania hormonalne
TSH - 1,01 ( 0,27 4,200)
FSH - 7,11 ( 3,5-12,5)
LH - 6,12 (2,4-12,6)
Estradiol 37 (12,5 do 233)
Prolaktyna 15 (4,79-23)
Testosteron 8,7 (8,4-48)
witamina D -33 (30-100)
czekam na wyniki DHEA, androstendionu i insuliny. jak dostanę wyniki w obecnym tygodniu idę w piątek do nowego gina jeśli nie to w kolejny piątek. Pewnie po owulce albo w jej dzień.
Nie jestem pewna czy Estradiol 37 to dobry wynik na 3 dzień cyklu.
Reszta badań myślę że ok.
Kiedy piłam zioła Prolaktyna była 8 jak nie piję 15. Nie jest źle.
stosunek LH/FSH wynosi =0,86 jest lepiej niż pół roku temu.
Wczoraj byłam u rodzinnego dostałam skierowanie do poradni diabetologicznej. zapisałam się mam iść 28 grudnia. Czym szybciej tym lepiej.
No i oczywiście jestem na diecie. Glutenowej i cukrowej. Na szczęście daje radę nie jest źle. Na początku myślałam, że nie dam rady, ale jednak daje.
Miałam na święta nie pić barszczyku i nie jesć nic smażonego, ale ten jeden raz odstąpię od normy. Ale trzymam się diety.
Na szczęście w tym cyklu nie myślę o staraniach jakoś to temat 2 -rzędny. Jedynie szukałam specjalistów kto by mi jeszcze pomógł.
Polatam po lekarzach i zobaczę Co mają do powiedzenia. Przecież nie trzeba się kluczowo trzymać 1 gina.
Może każdy coś nowego powie doda woje 3 grosze i coś ruszy z kopyta. Bo najgorsze jest bierność i czekanie na coś co nigdy może się nie wydarzyć.
Mam plan i tego się trzymam mimo niepowodzeń !!!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 grudnia 2016, 14:44
Dawno nie pisałam melduje, że u nas wszystko ok
Mały rośnie z Mateusza chyba bedzie Wojtek

Dziś były badania połówkowe i wszystko jest ok rośniemya Mały daje już czadu w brzuchu M poczuł ostatnio pierwszego kopniaka nawet dwa był taaaaki dumny
teraz Święta najcudowniejsze będę te w przyszłym roku bedziemy już w 3 

Dziś sprawiłam sobie mały prezent-hybrydy, na paznokcie 
Po nowym roku wybiorę się na powtórkę badań przeciwciał ana. Nie daje mi to spokoju. Będę na nowo 'atakować' ginekologa czy steryd będzie potrzebny. Chociaż najmniejsza dawka.
Jutro mój m jedzie na badania wolałabym żeby pojechał w czwartek bo wtedy będzie miał 3,5dnia abstynencji a środę tylko 2,5 nie wiem czy to nie za mało no ale na czwartek nie było miejsc
U mnie młody chory jutro żeby mąż pojechał na badanie mam przymusowy urlop bo mały nie chodzi do przedszkola
A mnie chyba też coś bierze bo jak wróciłam z pracy to mnie zimno telepalo położyłam się pod kocykiem ale to nic nowego e dało ad środka było mi zimno a od zewnątrz byłam rozpalona tak więc chwyciłam za termometr i patrzę a tu37.8 mno to paracetamol i teraz jest mi już lepiej brzuch już boli więc czekam na @
Bylam też dziś u spowiedzi nie jestem osobą wylewam co się żali innym osobom osobiście ale pomyślałam sobie że raz kozie śmierć i poprosiłam spowiednika o modlitwę w naszej intencji za drugie dziecko trafiłam bardzo fajnie bo on opowiedział mi historię swojej siostrzenicy też mającej problem która nie ma jednego jajnika i ktorej nie dawali lekarze nadziei na dziecko parę lat temu urodziła córkę i mówi że modli się w jej intencji bo starają się o drugie i że za nas też będzie się modlil
2CS 16 DPO
Dziś 16 dzień po owu i okresu dalej brak, ale w ciąży napewno nie jestem... Robiłam w sob i wczoraj test i nawet cień cienia się nie pojawił. Teraz czekam na @ żeby przyszła jak najszybciej i nie marnowała mi czasu 
Tydzień świąteczny już mamy więc czasu mało, a do zrobienia dużo
W piątek mam urlop więc myślę, że jakoś się wyrobię.
Jupi Jupi ! Usłyszałam serduszko 
Dzidziuś ma 6 mm i ma się dobrze .
Teraz mogę odetchnąć . Powiem szczerze,że bałam się pustego jaja płodowego , ale jak widać niepotrzebnie 
Termin porodu według zarodka 12 sierpnia 
Jesteśmy bardzo szczęśliwi 
Kolejna wizyta za dwa tygodnie. Wtedy doktor założy kartę ciąży

Byłam dzisiaj pobrać te badania po poronienieniu.
Niestety w przypadku niektórych chyba nawaliłam... nie zrobiłam ich na czczo. Tylko niedługo po śniadaniu...
Mutacji nie trzeba na czczo, ale mam wątpliwości co do pozostałych.
Na pewno będzie trzeba homocysteinę powtórzyć.
Kurcze, zła jestem na siebie, bo się może okazać, że 830PLN będzie wydanie niepotrzebnie, bo wyniki mogą być zafałszowane...
Piersi dziś czuję. W pracy po południu nawet dosyć mocno. Ale nie są ciężkie czy opuchnięte. Krzyż boli, zmęczenie trzyma. Co do brzucha to macica ciągnie. Ale dziś obyło się bez nospy. Wczoraj poszły dwie.
Brzucho rośnie, nie jakoś znacząco, nikt poza mną i małżem nie zauważa, abym była w ciąży. Ciągle wchodzę w moje normalne ubrania. Póki co też nie przytyłam ani grama, wręcz przeciwnie, waga ciągle na minusie. Moje dziecko chyba wie, że najbardziej na świecie boję się roztyć. Wiem, że to strasznie puste, ale ja starałam się dbać o formę, biegałam, ćwiczyłam, korzystałam z porad dietetyczki.
Teraz musiałam z ćwiczeniami się pożegnać, a na domiar złego prawie codziennie śni mi się, że jestem na siłowni, albo, że biegam... Ciężko mi, gdy widzę za oknem biegające panie... Pocieszam się jednak tym, że niedługo będę biegała z towarzystwem. Zainwestuję w odpowiedni wózek i do boju! Szybko wrócę do formy, może nawet lepszej niż sprzed ciąży.
Za tydzień wizyta i zaczniemy kompletować rzeczy dla malucha, może nawet dowiemy się co się tam kryje. Od początku mam przeczucie na chłopca, małż jednak twierdzi (chyba po moim kiepskim wyglądzie), że dziewczyna. Cerę mam jak u pryszczatej nastolatki...
Damy radę! Brzuchu rośnij!
P.S. Pewnie do świąt się nie odezwę, więc Wesołych Świąt i spełnienia wszystkich marzeń 
transfer dwóch maluchów nie powiódł się. był to mój 7 transfer i tym samym mój organizm nie przyjął już 9 zarodków. ponad 1,5 roku walki z in vitro. kawał czasu.
czułam, że coś się zadziało. ale nie wierzyłam do końca, że jest ok. pierwszy znak, że jest źle to był progesteron 6dpt 8,9ng/ml. potem beta 10dpt 2,81, powtórzona 11dpt 3,86.
nie wiem czy to była ciąża biochemiczna, ciężko powiedzieć, ale na to wygląda.
nawet nie zapłakałam tym razem.. mimo wszystko ucieszyłam się, że ta cholerna beta drgnęła.
w kolejnym cyklu próba crio na naturalnym o ile hormony, jajniki i endo będzie ok. wizyta 5.01.
w przyszłym tygodniu konsultacja ws. laparoskopii u dr Woytonia.
myślę, czy wysłać wyniki do immunologa, żeby zarezerwować termin na szczepienia żeby podnieść allo MLR, ale nadal się waham..w sumie to niewiele mam do stracenia..ale może spróbować wcześniej laparoskopii, zajrzeć do środka? może spróbować udrożnić jajowody albo jajowód?
jest 5 kruszynek. jest o kogo walczyć. muszę tylko jeszcze podjąć decyzję jak walczymy.
zobaczę co powie na wizycie w styczniu dr w klinice.
10 dc. Dziś wyjątkowo źle się czuje.. Najadłam się grzybków marynowanych i chyba przesadziłam. Czekam na dni płodne z niecierpliwością. Chciała bym żeby to w tym cyklu się udało. Mam na to wielkie nadzieje.. Ale też się boję. Tego cholernego rozczarowania. Że znów @ przyjdzie w odpowiednim czasie. Albo spóźni się 2 dni i ja jeszcze bardziej się napalę na to wszystko, zrobię test i okaże się, że dupa.. Dlatego nienawidzę robić testów.. no chyba, ze tak jak za pierwszym razem - jestem pewna, że będzie pozytywny. Wspaniałe uczucie.. 
To dla odmiany na radośnie, a co.
20t5d
USG połówkowe. Iza jest idealna
Waży ok 380g. Jedyne co to małe zwapnienie na serduszku wywołane jakąś moją infekcją. Zęby do naprawy zdecydowanie. Z resztą lekko teraz nie miała, szpital, zakładanie szwu, antybiotyki, sryki, chore zatoki itp... Ale lekarz kazał się leczyć a tym się nie przejmować, bo nie ma żadnego wpływu na pracę serduszka.
I trafia mnie już. Już zaczynam czuć, że kocham. Nie, że jest i trzeba dbać. Już chcę ją. Nie "jakieś drugie dziecko". Moją maleńką Izoldę
Patrzę na jej zdjęcie, na główkę, buzię, jest idealna, już tak doskonale ukształtowana, aż ciężko pogodzić się z faktem, że w tym momencie nie ma żadnych szans poza moim brzuchem...
W ogóle wcześniej myślałam, że taki etap zachwytu ma się tylko nas dzieckiem nr 1. Że się stoi nad tą szpitalną mydelniczką i "o, patrz, złączyła rączki", "mlaszcze", "awwwwww, bekła" itp.
Ale leżenie na sali pooperacyjnej z koleżanką z sali, z której właśnie wyciągnęli 2900g najsłodszego chłopczyka jakiego widziałam, uświadomiło mnie, że działa tak na mnie każde maleństwo! Nawet nie moje!!! Że każde pierdnięcie drugiego (o ile nie zostanie przeoczone ze względu na głośniejsze pierdnięcie starszego) będzie się spotykało z należytą reakcją. Trochę mnie to uspokoiło jednak 
Rany, ale ona mocno kopie. I kręci się non stop. Aż się boję co będzie w wyższej ciąży 
Zosia.
Coraz lepiej. Coraz zdrowsza, coraz mniej histerii, coraz więcej uśmiechu i współpracy. Daleko od ideału, ale przynajmniej nie słucham już całymi dniami jak to NIEEEEEEE i NIEEEE JEEEEEST (wtf?) i NIEEEE CIEEEEM!!!! Składa już coraz ładniejsze zdania. Ostatnio wkłada różne rzeczy do miski czy wiaderka i chodzi z tym i mówi "posię, pezient, od kojaja"
No i stan zębowy uległ zmianie. Mamy prawe trójki i lewą górną 4 i lewe trójki są tuż tuż... Zdumiewa mnie również jak wielką moc ma ta mała dziewczynka nad moimi starymi. Wszystko dla niej zrobią. Cieszę się, że ją tak kochają, może dla niej będą lepszą rodziną niż byli zawsze dla mnie?
Ja
Nadal chora, zatoki nie odpuszczają. Brzuch mnie ciągle martwi. Czeka mnie dentysta. Czeka mnie glukoza. Obawiam się, że święta będą do kitu, bo czarownice z góry się rozchorowały i nie wiem czy od nas, czy coś nowego przytachały. Jeszcze mi tylko grypy brakuje... A teściowa mnie wkurza, bo kuźwa słowem nie piśnie, że coś jej jest, złazi do nas twardo, eh.
Ale za to przyszły pieniążki z zusu
Będzie choinka, będzie jedzenie, będą badania, już są nowe spodnie ciążowe i kurtka. Podsumowując, jest zdecydowanie na +
I kocham moje dzieci ponad wszystko!!!!!!!!
Noo już myślałam, że osiwieje z nerwów, a tu dzisiejszy poranny surprise i skok temperatury. Także jajniki dobrze dawały o sobie znać,
były no to mam nadzieję, że teraz tylko wspinamy się ku górze i czekamy na efekty
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 grudnia 2016, 10:30
A jednak dzisiaj rozpoczęłam 15 cykl starań smutne to nie myślałam że będzie to tak długo trwało o syna staraliśmy się 11 miesięcy a i tak to była dla mnie wieczność a teraz?Teraz jestem dojrzałą za już nie płaczę za każdym razem jak się nie udo bo co to da.
Starania zaczęliśmy w listopadzie 2015 moim jedynym życzeniem noworocznym było dziecko i naprawdę wierzyłam że urodzę lub chociaż znajdę w ciążę w tym 2016 roku;(
A tu dupa rok 2016 był do dupy teraz to nawet wątpię czy w 2017 znajdę w ciążę 
Już nie witam stron pamiętnika choć to już 8
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 grudnia 2016, 07:53
Średnio obserwowałam cykl, ale jednak śluz płodny rzucał się w oczy, tak czy siak nie jestem na 100% pewna kiedy była owulacja. Na oko obstawiałam na dziś termin miesiączki. A tu nic. Zawsze około 2 dni przed zaczynam lekko plamić. Teraz czysto, nawet w środku. Szyjka dość wysoko, średnia/twarda i zamknięta. Dużo kremowego śluzu. Zaczynam się nakręcać niestety...Jeśli @ się nie pojawi to 23 w piątek zrobię test. Mam tylko jeden ostatni, więc nie chce go bez sensu zużywać
5.DC
Nie mam nic do powiedzenia. Moje przypuszczenia stały się rzeczywistością.
Mam insulinoodporność przy podwyższonym cukrze.
Spadł mi ciężar z serca znalazłam przyczynę niepowodzeń. Teraz lekarz odpowiednie leczenie i dieta, i kiedyś może zobaczę 2 kreski.
Jestem bliżej celu niż kiedyś.
Jedna osoba mi powiedziała, nie wmawiaj sobie chorób.
Ja nie wmawiałam ja tylko szukałam przyczyny, a nikt nie wpadł na to że jestem insuloodporna.
Jak 1 lekarz mi nie pomoże to będę szukała pomocy u kolejnego, aż w końcu ją dostanę.
wyniki insuliny
naczczo 4,7
po 1 h 84
po 2 h 112
cukier
naczczo 86
po 1 h 164
po 2 h 164
Przy zwykłym badaniu cukru i insuliny wynik jest ok. Ale wg krzywej już nie.
Są to pewnie początki, ale nie ma co lekceważyć. Dieta, ruch i pewnie leki pomogą.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 grudnia 2016, 10:44
Czesc - szpital nr 4, zabieg wykonuje 2 lekarzy - ginekolog i radiolog. Ginekolog to Ireneusz Zych, a radiolog to Krzysztof Pyra z zespolem. Skierowanie mialam od mojego lekarza, ale dr Zych daje wszystkie wytyczne wiec warto sie do niego od razy zglosic.
Dziennik pokładowy
75dc, finiszujemy tydzień 10!
Dziś miałam pierwszą wizytę u gina, na której obeszłam się smakiem i nie usiadłam na samolot. Umówiłam się w zasadzie tylko po to, żeby uzupełnić zapasy leków na święta. Wyszłam więc z receptą, skierowaniem na kolejne badania TSH i... niedosytem. Mam wrażenie, że tydzień bez zobaczenia migającego serduszka jest jak ryzyko, że coś przeoczę. Ale muszę przestać tak myśleć. Bakłażan na pewno ma w pompie moje obawy i czuje się wybornie. Zobaczymy się przecież już 29 grudnia znów!
Napisałam Wam ostatnio, że jakby przechodzą mi objawy... kłamałam.
Dzisiaj w końcu jadę robić coś dla siebie po prawie miesiącu leżenia w łóżku! Koleżanka z pracy zrobi mi świąteczne hybrydy. Mam ochotę na jakieś śnieżynki, renifery i mikołaje - niestety umysłowo ciągle jestem w gimnazjum.
Dobra, tak serio, piszę ten wpis, bo czuję, że muszę Wam dalej poopowiadać, co Bakłażan odpiernicza - mam wrażenie, że siedzi u mnie w brzuchu i jeździ pokrętłami. "Co by tu na starej dziś zapodać... Science-fiction? Horror? Kryminał? Tragedię grecką? Ok, poimprowizuję!". Obczajcie, co mi się śni.
Moje durne, ciążowe sny.
Poniedziałek - razem z kumpelą (którą za dnia widziałam przez 5 sekund na zdjęciu na fejsbuku i normalnie z nią nie gadam…) zostajemy uświadomione przez naszego tajemniczego przyjaciela, że ma kłopoty z jakimś gangiem. Pewnego dnia idziemy ulicą, widzimy za rogiem, jak właśnie opuszcza go kilka dryblasów, a on trzyma w ręce karteczkę. Pytamy go, co się dzieje, na co on reaguje histerią. Mówi, że psychicznie już tego nie zniesie, wciska mi kartkę i ucieka. Nie mam odwagi zobaczyć, co jest w środku. Nagle orientujemy się z Kryśką, że ktoś nas śledzi i zapewne zależy mu na pozyskaniu karteczki. No to w nogi - dajemy ostry parkour po mieście, uciekamy przez strychy, piwnice, kotłownie i zatłoczone korytarze różnych placówek. Będąc w jednej takiej kotłowni, będąc cała "obsrana" i nie wiedząc, co się dzieje, wrzucam kartkę do jakiegoś przypadkowego pieca i pozwalam jej na to, aby została strawiona przez ogień. Udaje się nam zgubić ferajnę, ale wtem… goni nas dwóch jakiś innych gości. Przyspieszamy kroku, ale dopadają nas. Dziwnym zbiegiem okoliczności jeden wygląda jak Oberyn Martell z Gry o Tron, a drugi jak Bartek z gazeta.pl który na YT robi wywiady z youtuberami. Pytają, gdzie kartka. Mówię uczciwie, że ją wyrzuciłam, na co oni łapią się za głowę, patrzą na siebie, a potem wciskają mnie i Krychę do jakiegoś wana. Wysiadamy na jakimś odludziu i zostajemy zaciągnęte do jakiejś mocno nerdowskiej szopy, pełnej kamer, ekranów i klawiatur. Dowiadujemy się z Krychą, że jesteśmy w jednej z siedzib, UWAGA, GANGU SZARAD. Okazuje się, że w mieście są gangi, które rywalizują ze sobą na zagadki, gdzie ważny jest czas, a dopadnięty przy okazji rozwiązywania przeciwnik traci życie! A ja właśnie zjarałam jedną z ich wskazówek. Zostajemy nagle częścią tego i razem z Krychą za miskę zupy rozwiązujemy im zagadki różnego typu. W międzyczasie mam romans z Oberynem, już mamy go skonsumować, kiedy nagle… BUDZI MNIE MĄŻ SMAŻĄCY JAJECZNICĘ! On i to jego j*bane "SZSZSZSSSZSSSZSZSZSZ"… Kiedyś przywalę mu tą patelnią!
Wtorek - znowu jakieś apokaliptyczne klimaty (bardzo się mnie trzymają). Po świecie krąży jakiś wirus, jestem jedną z nielicznych osób niezarażonych, ale zarazić się bardzo łatwo, bo drogą kropelkową. Idę sobie któregoś dnia ze sklepu, po czym nagle zza drzewa wyłania się taki jeden osiedlowy pijaczek, którego kojarzę z rodzinnej wsi (Bóg to jeden wie, dlaczego śnię o tym człowieku!). Pijaczek wygina uśmiech w szelmowskiego banana iii… obcałowuje mnie po rękach, przytula, sprzedaje obrzydliwego buziaka w policzek, krzyczy "miłego dnia, urocza pani!" i w spazmatycznym śmiechu ucieka. Jestem oszołomiona, ale wiem, co to znaczy. Biegnę do domu, tam robię jakiś "do-it-yourself" test na wykrycie wirusa… no i masz. Złapałam. Okazuje się, że pijaczek w ten sposób zaraża wszystkie młode kobiety w okolicy, bo nie może się pogodzić z tym, że sam umiera. Organizuję samosąd… w mojej podstawówce. W jednej klasie zamykam moich znajomych, również chorych, po czym znajduję pijaczka, targam go za kudły obitego do salki, zamykam go na klucz i nakazuję ludziom pilnować okien, by nie spierdzielił, i dzwonię na policję. Policja jednak twierdzi, że nie zrobi nic, bo i tak wszyscy umrzemy i już dość cierpienia. Jestem załamana. Na oczach znajomych morduję pijaczka robiąc mu z dupy jesień średniowiecza. Wszyscy są w szoku. "Co się z Tobą stało?! Gdzie Twoje człowieczeństwo?!". Przytłoczona ciężarem racji moich pobratyńców oraz świadomością, iż choroba mnie zniszczy, również popełniam efektowne samobójstwo. THE END. Budzę się w środku nocy, ale tym razem mąż nie smaży, tylko leży obok i klatka miarowo mu się unosi. Wolałabym, aby mnie pocieszył, że nie jestem aż tak okrutna, ale zamiast tego patrzę na niego, Bakłażanowi wysyłam sygnał, że ma przestać i dalej idę spać.
To na tyle, jestem ciekawa, co Bąbel szykuje dla mnie na dzisiejszą noc. Oby po dzisiejszym manicure nie śniły mi się zmutowane, goniące mnie przez miasto paznokcie...
Mamy Nowy Rok 2019!!!!!
Kilka wspomnien, ale najpierw update o moich 2 kolezankach w UK chorych na raka prawej piersi:
Karolina (38 lat, 2 malych dzieci) - otrzymala ladna proteze silikonowa piersi ale jest taka mala, ze powiedziala ze nie nosi tzn ona ma taki maly biust, ze nic nie widac i nie potrzeba protezy. Niepokojace nadal jest to bialko, ktore krazy z krwia po ciele i rak moze sie gdzies indziej pojawic, jest w trakcie radioterapii. U Karoliny nastapila poprawa samopoczucia i relacji z mezem, ona sama mowi, ze Pan Bog zadzialal na kazdej plaszczyznie. Jest bardzo radosna, niejedna zdrowa kobieta moglaby ja zawstydzic tym pogodem ducha i usmiechem. Ona poprostu taka jest.
Hania (47 lat, 2 doroslych dzieci) - z raka nieoperowalnego o ksztalcie kraba 7.5cm po 5 chemioterapiach nastapila regresja raka i przed Bozym Narodzeniem guz mial 3cm, skierowanie na operacje 2 stycznia na wyciecie ok 4-4.5cm. 2 stycznia okazuje sie ze rak jeszcze zmalal i wycinali tylko 3cm, bylam z nia od 8:30 do 22 w szpitalu, mialam nocowac ale nie trzeba bylo, a nastepnego dnia z kolezanka ja odebralysmy. Wszystko poszlo dobrze. Hania miala 5 chemii a 6-tej juz nie chciala, mowila ze ma dosyc, jest silna i uparta. Niestety stres od rodziny w Polsce nie potrafi ja opuscic, modlimy sie dalej o uzdrowienie takze relacji. Pomagam calym sercem Hani, wspieram psychicznie i fizycznie, wozilam do lekarzy, na rozne konsultacje i po wyniki, upewniam sie ze wszystko rozumie co lekarze mowia.
Od 24 wrzesnia do 1 pazdziernika byli u nas moi rodzice po raz pierwszy w Anglii (i w samolocie!!!), szkoda ze tylko na 1 tydzien. Bylo wspaniale! Pogoda dopisala, nawet siedzielismy w ogrodzie przy kawusi, mam super fotki i wspomnienia, byl caly tydzien slonca! Tacie bardzo podobal sie zwlaszcza lot samolotem i wycieczki rowerowe w plener i planujemy zeby rodzice byli u nas jakos znowu w marcu, bo jest jeszcze tyle do zobaczenia/pokazania
))) A ja w koncu na osobnosci i w odpowiedniej atmosferze moglam opowiedziec mamie o mojej ciazy #3 i jej samoistnym poronieniu… Potrzebowalam, zeby mama wiedziala… Rodzice caly czas sie za nas modla, a takze Wspolnota do ktorej naleza. Kolejna wizyta rodzicow musialaby sie odbyc jeszcze przed Brexit'em, bo rodzice nie maja paszportow a na DO moga latac do 29 marca 2019.
Wizyta u ginekologa UK z 17 lipca przesunieta na 14 grudnia 2018 a ostatecznie byl trzeci termin, bo zadzwonili ze szpitala, ze jesli chce to na 20 pazdziernika 2018 godz 12, oczywiscie ze sie zgodzilam natychmiast! Odbyl sie zwykly wywiad po poronieniach, nawet bez badania ginekologicznego. Dostalam skierowanie do specjalisty po poronieniach nawykowych do szpitala w Coventry, ktore odbylo sie 21 grudnia. Przyjela nas sama pani profesor, ktora wszystko w papierach/wypelnionych przez nas formularzach posprawdzala i powiedziala, ze mamy nie przestawac starac sie dalej, bo szkoda kazdego miesiaca, a po tym co ona widzi to i tak niezle nam idzie. Stwierdzilismy z mezem: No dobra, to sie staramy jeszcze mocniej od Nowego Roku!
Badanie krwi 22 listopada wykazalo (potwierdzilo, bo to badanie robilam w PL w grudniu 2017!), ze nam poposilkowa hipoglikemie reaktywna (w pismie uwaga, ze zaleca sie male posilki niskoweglowodanowe wysokobialkowe). Skierowanie do diabetyka na 8 stycznia godz 10:45 (o 14 mamy kolede i gotuje dla ksiedza obiad, mam nadzieje ze nie bedzie zadnego opoznienia czasowego w szpitalu).
Maz nadal chory, to juz 3 tydzien albo poczatek 4 tygodnia a ja nadal poszukuje pracy w swoim zawodzie i co miesiac mowie: Boze albo praca albo dzidzi albo co Ty chesz, oddajemy sie z mezem Tobie (ja nigdy w zyciu nie bylam tyle czasu bez pracy). Calkiem niedawno uslyszalam, ze mam za wysokie kwalifikacje. Coz.. Nowy Rok = Nowe Nadzieje.
Wspieram Was codzienna modlitwa i razem z mezem nadal uparcie, niezmiennie modlimy sie o nasz 4-ty zdrowy ziemski cud.
Co bedzie jutro? Pan jedyny wie i nasza Matenka Boza… Oni wiedza co robia 
Pozdrawiam Was z calego serca i nieustannie powierzam sie Waszej modlitwie
Bog zaplac za kazde Wasze wspomnienie w modlitwie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 stycznia 2019, 20:48
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.