6t 3d
Dziś byłam po receptę na luteinę. Niestety nie było mojej gin, była jakaś młoda, ale zaproponowała mi usg. Ja oczywiście na to jak na lato 
No ale, nie było jeszcze zbyt dobrze widać zarodka
Tylko taka migająca plamka - pokazywała mi na monitorze... Pęcherzyk ciążowy ładnie urósł, pytała o poprzedni rozmiar i mówiła że jest dobrze (nie mówiła ile ma a ja nie pytałam, żeby nie porównywać w necie
), odpowiada 6t 3d. Jest pęcherzyk żółtkowy i ta malutka plamka, która według niej wygląda na 6 t 0d, co też by się zgadzało - bo owulację miałam w 17 dc. Także według niej wygląda wszystko dobrze, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę późną owulację, ale ja tak bardzo chciałam zobaczyć zarodek
Następna wizyta dopiero za 2 tygodnie u mojej gin, nie wiem jak przetrwam ten czas .... 
37 tydzień ciąży
28 dni do terminu porodu
7 dni do ciąży donoszonej
4 dni do wizyty
Ludzie kiedy to tak leci?! Jeszcze tylko jeden tydzień do ciąży donoszonej! 
A ja szczerze powiedziawszy zamiast jeszcze leżeć to łażę. Oczywiście nie hardkorowo z myciem okien, podłogi itd, ale łażę. A to na polko, a to po żarcie. Wytrzymamy jeszcze tydzień! Z moich dolegliwości ciążowych to nie bolą, ale napieprzają mnie plecy. Jak za długo posiedzę to Jezusicku..z resztą teraz nawet jak leżę to bolą. Ostatnio bardzo bolały mnie też żebra, ale kilka dni temu córcia się przewaliła z nogami na lewą stronę i już nie bolą. Narazie. Drażnią mnie braxtony, które ostatnio są częstsze. Może dlatego, że już tyle nie leżę, ale póki co nie rodzimy!
Nasza Sara ma jeszcze na tydzień zakaz wychodzenia
No, bo brud i smród w naszej przyszłej sypialni i w ogóle w domu, więc mam nadzieję, że maleńka pozwoli mamie jeszcze to wszystko ogarnąć
Ale i tak jest już postęp, bo dzisiaj nastawiałam pranie niuni, a później będę prasować te malutkie cudeńka
Torby do szpitala też oczywiście nie mam jeszcze spakowanej chociaż mama już jakieś 2 tygodnie temu kazała mi spakować w razie WU, ale ja jakoś głupia się boję, że wywołam wilka z lasu. W końcu będę musiała się przełamać, bo to serio nie ma już żartów.
Ostatnimi czasy zaczęła się już u mnie przedporodowa sraczka, szczególnie nocami. Że to może być już, że przegapię kiedy jechać, a mam w chuj drogi do szpitala, albo, że akurat nikogo w domu nie będzie.. Kurwa no boję się jakby nie patrzeć. Mam takie marzenie, żeby urodzić po skończonym 38 tygodniu. Nie wiem dlaczego mi się tak ujebało 
Aaa no i umówiłam się na 21.06 do fryzjera do mojego salonu. Nie chcę farbować mimo, że mam odrost. Wystarczy mi tonowanie żeby ten żółty kolor zniwelować. Swoją drogą ciekawe co tam u dziewczyn z pracy.. Także moja maleńka wiem, że mama mówiła, że za tydzień możesz wychodzić, ale fajnie by było jakbyś jeszcze pozwoliła mi wyskoczyć do fryzjera 
Dziennik pokładowy:
244dc, 35 tydzień trwa
Cześć i czołem.
Stary od czterech dni na delegacji, toteż siedzę i snuję się jak cień, bo nie mam dla kogo zachowywać pozory ogarnięcia. Chociaż przepraszam - w dwa z tych czterech dni udało mi się ubrać i wyjść z domu. Za pierwszym razem - na spotkanie wspólnoty mieszkaniowej. Za drugim - na mój ciążowy fitness, choć zdaję sobie sprawę, że raz na tydzień to żadna systematyczność, ale lepsze to niż nic. No i do końca czerwca mam multisporta, więc korzystam.
Jeśli chodzi o mieszkanie to jestem z dnia na dzień pełna obaw. I tu się zatrzymam. Bo właśnie wywaliłam spory akapit wypocin, w którym opisałam sytuację ze szczegółami. Walnęło mnie, że "co to, kurczę blade, te biedne ciężarówki obchodzi?". Więc powiem tylko w skrócie, że instalacja wodno-kanalizacyjna w naszym lokum pozostawia wiele do życzenia i w sumie dziękuję Bozi, prezydentowi i akademii, że zachciało się nam zmieniać przeznaczenie pomieszczeń, bo nigdy byśmy nie dobrali się do ścian. Do tego deweloper miga się od odpowiedzialności i cóż tu mówić... jest wesoło. Mąż pociesza mnie, że on nie zna nikogo, kto by nie miał perypetii z mieszkaniem - czy to w bloku, czy to z lokalem pierwszej czy drugiej ręki, czy też z budową domu. A remedium na wszystko byłoby pewnie spanie na kasie i budowanie samemu. I to jeszcze najlepiej w takiej okolicy, gdzie jest jednocześnie wszędzie blisko, ale w sumie daleko. I żeby obok było najlepsze przedszkole, najlepsza szkoła, najtańszy sklep a sąsiedzi żeby srali kwiatkami. Muszę mu tu rację przyznać, bo spełnienie wszystkich tych kryteriów byłoby niemożliwe. Więc mamy co mamy. I tak lepsze to, niż wieczne odwlekanie dorosłych decyzji w czasie... A może nie?... Błagam, powiedzcie, że lepsze!
W domu rodzinnym bez zmian. "Milusińskie" teksty szaleją w najlepsze. Mój tato nie ukrywa zażenowania poziomiem prac hydraulicznych w naszym mieszkaniu i już nie wiem, co mnie wkurza bardziej - stan tej instalacji, czy jego "jak można sprzedać coś takiego... jak można kupić coś takiego...". Normalnie jakby mu się płyta zdarła. W międzyczasie trzy grosze dokłada mamunia. Parę miesięcy temu walnęła nam szantaż emocjonalny, że jeżeli nie skorzystam z pomocy ojca, to "fak ju - furtka zamknięta, nikt Wam nie będzie już więcej pomagał!". Teraz z kolei dzień w dzień słyszę, że przez nas tata stracił cały urlop w Polsce. Mam tego po dziurki w nosie. Nie cierpię, gdy mnie ktoś zmusza do podziękowań za coś, co zostało nam wręcz wmuszone i upewniania się każdego dnia, czy ktoś naprawdę chciał mi pomóc czy tylko udawał i może powinnam była się domyślać, że chyba jednak nie... Kurwa no.
I wiecie co - czasem mam odruch, że mam ochotę zacząć nowe życie, odciąć się grubą kreską i jej po prostu wybaczyć. Oczyścić się z toksycznego jadu i w tym dziwnym przepychaniu na pyskówki po prostu być mądrzejszą i odpuścić. Przykład - komunia siostrzeńca. Jedna z moich babć, którą nieźle dopadła demencja, dopiero zauważyła, że jestem w ciąży. Nie dociera do niej, że w dzisiejszych czasach płeć można poznać przed narodzinami. Mówiłam jej, że będzie córka. Patrzyła na mojego męża z politowaniem: "A ty byś pewnie syna chciał...". Mąż, dyplomatycznie, odpowiada: "Dziecko chciałem". Na co babcia: "Wszystkie chłopy chcą syna... szkoda Ci będzie...". Wiecie - obleciało mnie to. Ot, stara, schorowana kobieta mówi sobie coś pod nosem. Momentalnie jednak uderzyło mnie wspomnienie sprzed paru miesięcy. Moja mama mówiła dokładnie to samo. "Michał - nie przejmuj się, grunt, żeby zdrowe było. A potem może Ci się uda...". I dotarło do mnie, że jak ta moja mama mogła wyrosnąć z innym światopoglądem, skoro latami puchła od tego typu podobnych dyrdymałów w rodzinnym domu? Od razu jakby przeszedł mi gniew, bo wszystko zrozumiałam. To nie ona mi gra na nosie, tylko zamknięty łańcuch przekazywanych z pokolenia na pokolenie krzywdzących tekstów. Tylko wiecie co... Ten mój "dzień dobroci" trwa zazwyczaj parę godzin, bo potem wychodzę sobie elegancko z pokoju, pod pachą grube tomiszcze "Dzieciozmagań" Kaz Cooke i dostaję na twarz komentarz: "Jakie to oczytane, jakie mundre... hehehe... A jak się wydarzy coś, czego nie znajdziesz w swoich mądrych książkach? No co? Co zrobisz?! Zesrasz się!". Ja pierdolę. I w mojej duszy znów zaczyna kiełkować terrorysta. Odpowiadam chamsko: "Co zrobię? Wiem, czego nie zrobię. Na pewno nie zadzwonię do Ciebie.". Damn it! I zaczynamy zabawę od początku...
Wchodzę na belly a tu bams... Stało się. Kalendarz ciąży, niczym zalotna dziewica, odkrywa przede mną rąbek finału, na który czekałam, zanim w ogóle zaszłam. Ot - z prawej strony macha do mnie początek 38 tygodnia. Mam teraz nagłą potrzebę nadrabiania wszelkich zaległości. W mieście zaczynają się fajne koncerty plenerowe i chcę zaliczyć wszystkie! Ćwiczenia - najlepiej do końca czerwca. Mam jeszcze tą wejściówkę na jogę i czuję jej oddech na plecach, chcę skorzystać, póki czas. 21 czerwca mam szansę na ostatni koncert z chórem, choć stopuje mnie wizja wód odpływających przed publicznością, choć jest to tak samo prawdopodobne jak to, że kiedyś poczuję wsparcie od własnej matki (hahaha). A jednocześnie ja robię się coraz bardziej ociężała, powolna i sapiąca. Na plusie już prawie 11kg, choć trzeba dodać, że samą ciążę zaczynałam już z 10kg powyżej zalecanego dla mnie BMI, więc w sumie to utyłam mało i niemało. Czuję się więc jak stary człowiek, który w ostatniej chwili ocknął się, że nie przeżył młodości. Mimo wszystko dalej podtrzymuję - ten trymestr jest lepszy od dwóch poprzednich. W pierwszym - drżałam o dziecko i zagrażające poronienie. W drugim - dostałam w twarz odebraną mi samodzielnością, łącznie z panowaniem nad własnym ciałem. A w tym... kurde bele - może i jestem gruba, ospała i marudna, ale czuję się z tym pogodzona jak nigdy. Napawam się tym stanem niczym ciszą przed burzą, a w międzyczasie oglądam sobie tylko wybijające się na brzuchu pagórki, gilam je i mówię spokojnym głosem: "No cześć, Misiuniu, Kochanie Ty moje najcudowniejsze, moja słodka Kruszynko, moja stópko, moja łapko, moje kolanko - czy co Ty tam wystawiasz do mnie, kocham Cię bałdzo, bałdzo, baaałdzo...". Dalej podtrzymuję, że moja córka to mój promyczek słońca w życiowej beznadziei.
Pokój dalej nieprzygotowany. Torba pusta. Czekam na starego i jak tylko wróci, robimy wielki przegląd wyprawki rozwalonej na milion części w domu i wyciągamy łóżeczko. W poniedziałek ginekolog i podglądanie Miśki. W sobotę ostatni dzień warsztatów, tym razem z doradcą laktacyjnym.
A w niedzielę... nasza pierwsza rocznica ślubu!
edit.
Ja nie wiem, czy się kiedyś nauczę nie pisać z obcymi ludźmi na fejsbuku. Jakaś mamuśka zapytała, czy ktoś planuje kupić żel położniczy Natalis. Przejrzałam skład, wyszło, że zwykły lubrykant - co sam producent pisze na stronie, a cena prawie 200zł. Czuję nosem, że 3/4 tej ceny to cena za opis, czyli: "łagodzi poród". Poza tym stwierdzenie, że cokolwiek łagodzi, jest bardzo na wyrost. No bo jak to sprawdzić? Urodzić, cofnąć się w czasie, urodzić z żelem i porównać? Jedyny argument, jaki do mnie trafia, to że jak jest ślisko i jest nawilżenie, to grażyna mniej dostaje w kość. Ale czy trzeba wydać 200 zł za niemalże to samo, co jest w żelu do USG, który szpital ma na stanie? Stwierdziłam, że czemu nie - udzielę się w dyskusji, i to napiszę.
W zamian dostaję:
"Co Ty chcesz udowodnić, he? Że bubel? Że komuś nie pomogło? Chcesz, to się wysmaruj kiślem i tak sobie w bólach rodź. Jak inni chcą sobie pomóc w traumatycznym porodzie, to cena nie gra roli. SKOŃCZYŁAM DYSKUSJĘ, ŻEGNAJ!".
... mam wrażenie, że bardziej agresywne w necie są matki, które napadają na inne matki, niż wyznawcy Korwina w Internecie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 czerwca 2017, 18:59
1dc 3cs
@ przyszła. O 4 dni za wcześnie... nie wiem czemu.
Kochane moje, opuszczam Was na miesiąc- to dopiero 3 cs a ja już za bardzo się nakręciłam. Niepotrzebnie. I ovu niestety nie pomaga w zachowaniu spokoju umysłu. Wykres będę prowadzić, ale kolejny wpis w pamiętniku dopiero w lipcu. I mam bana na czytanie Waszych pamiętników. Tym bardziej, że na przewidywaną owulację będę cały czas w pracy więc w tym miesiącu też nic z tego nie wyjdzie. Może to i dobrze patrząc na moje wyniki badań- widocznie potrzebuję chwili na unormowanie tego co jest nie tak.
Caluję Was i trzymam kciuki za każdą z Was z osobna. Jak wrócę za miesiąc, wszystkie macie być w ciąży! I już 
Czołem!
3 dc,
@ się kończy, wczoraj było dużo, dziś skąpo, ale to dobrze mąż wraca na weekend będą
na luzie bo jeszcze przed owulacją 
muszę chyba trochę zestopować.
z tą myślą o ciąży, o staraniach, o liczeniu dni itp.
będzie mnie tu mniej...
Pozdrawiam moje kochane
29 dc
Cholera wie który dpo.
Ni to w lewo, ni to w prawo. Jak olałam i przestałam mierzyć tempki to moje książkowe 26 dniowe cykle poszły w łeb. A myślałam, że przechytrzę mój organizm.
Przeziębienie z cieknącego kataru przerodziło się w przesuszony nos i podrażnione gardło, która daje o sobie znać kiedy mówię. A mówię dużo w pracy. Ratuję się tabletkami do ssania, płukankami, gorącymi napojami, a wieczorem maściami wygrzewającymi i amolem, popijając to wszystko mlekiem z miodem i czosnkiem, na co mąż komentuje "ale to wszystko wali".
Niechrze się ta @ w końcu zdecyduje, czy przyłazi, czy nie. Temperatura jeszcze nie spadła. Nic mnie nie boli. Nawet prawie nic mnie nie wkurza, nie mam klasycznego doła przedokresowego i ogólnej niechęci do życia.
Po prostu nie wiem czy mogę wziąć ten fervex czy nie. Trochę mam nadziei, ale wiem, że organizm potarfi też ciulać, więc szkoda się nakręcać.
Jeśli temperatura nie spadnie, zrobię sikańca.
Wczoraj był 21 dzień cyklu. Zrobiłam , więc badanie progesteronu. Wynik 10,70 ng/ml i teraz sama nie wiem . Niektórzy mówią, że mało inni, że OK. Moja ginekolog powiedziała , że tak naprawdę to miarodajne są dopiero powtórzone wyniki, bo progesteron ciężko jest zbadać. A z drugiej strony człowiek, który stara się juz 14 miesiąc to ma schize, że nie chce odpuszczać i czekać......
23t1d
No maluchu ,dzis wystraszyles i mame i tate.
Moje dziecko dzis tak sie ulozylo ze jedej strony pepka mialam odstajaca jakby pileczke od ping ponga. Tata sie przestraszyl ze cos mi sie z brzuchem stalo,a swoja panika przestraszyl i mame
dzieki Bogu maluszku kopnales w tym miejscu,juz nie mialam watpliwosci ze to ty . No I tak sobie posiedzialas z 15 minut ,wygodnisia 
Ciąża zakończona 7 czerwca 2017
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 czerwca 2017, 13:47
Sono HSG jednak nie miałam bo @ nie przyszła. 6.06. byłam u gina i wtedy dostałam tabletki antykoncepcyjne na 5 dni po 2 tabletki więc planowo @ ma przyjść w poniedziałek. Wtedy też będę dzwonić i umawiać się na HSG. Także dalej czekanie u mnie na to badanie.
w pracy nawał....odczucia nijakie..raz ból brzucha..raz plecy..popołudniu zwiecha ze zmęczenia...uczucia mieszane. Czekam na poniedziałkową wizyteę u gina
witam się po prawie dwóch latach nieobecności na ovufriend.Dziś zaczynam nowy cykl i obiecuję sobie solidnie go prowadzić na ovufriend.Poprzedni nie był prowadzony systematycznie bo nie logowałam się od pierwszego dnia i codziennie.
Po wczorajszym dniu wiedziałam że @ dziś przyjdzie miałam plamienia i test wyszedł jakiś dziwny jedna kreska (ta kontrolna)normalna barwna a ta testowa wyszła biała przypominało to wgłębienie w membranie testu,gdzie powinna być druga kreseczka.No dobra tamten cykl to już historia.
A więc zaczynamy nową historię staraczki:-)
Dziś rano przyszła @,ból piersi ustąpił,brzuszek troszkę boli.Już nie mogę się doczekać jak się skończy i przyjdzie ovu.A myśl że to może być ostatnia @ na dłuższy czas dodaje mi skrzydeł
Tak więc witamy się w 3 trymestrze
i coraz bardziej nie mogę się doczekać naszego Kopniaczka po drugiej stronie brzunia 
Em kochana - tak tak, miało więcej nie być bo miałam zamiar zabierać obie śnieżynki razem, ale skoro jedna jeszcze czeka to mamcia jej nie zostawi 
mil - 7 września ale bobo na wtorkowej wizycie według USG wygląda bardziej na 30 sierpnia 
FreshMm - oj cudownie być w tej sytuacji 
Rutelka, Dzabuch - oj przeleci teraz, zaczęłam pranie i aż nie wierzę że mam taką kolekcje... mówiłam "dużo nie będę kupować" a ja z tego prania i prasowania do porodu nie wyjde 
Na wtorkowej wizycie sama piękne wieści 
Junior już 1200g 
Ze szpitala póki co rezygnujemy - szew trzyma, nic się nie dzieje i jeśli tak się utrzyma to dopiero od ściągnięcia szwu 
Jestem mega szczęśliwa chociaż gdzieś tam strach o maleństwo jest.
Tatusiek coraz bardziej przejęty rolą 
Z zabawnych info to poranne mdłości
ja rozumiem że mogą się nawet utrzymywać całą ciążę ale żeby pojawić się w 3 trymestrze? No bez jaj! 
Wiecie czego najbardziej mam dość w tej ciąży? CELIBATU!!!!! Oj biedny będzie tatusiek po połogu 
23t1d
No maluchu ,dzis wystraszyles i mame i tate.
Moje dziecko dzis tak sie ulozylo ze jedej strony pepka mialam odstajaca jakby pileczke od ping ponga. Tata sie przestraszyl ze cos mi sie z brzuchem stalo,a swoja panika przestraszyl i mame
dzieki Bogu maluszku kopnales w tym miejscu,juz nie mialam watpliwosci ze to ty . No I tak sobie posiedzialas z 15 minut ,wygodnisia 
27 DC / 11 DPO
No i po wizycie. Postaram się jakoś sensownie opisać czego się dowiedziałam, ale happy end'u nie będzie.
nasz wydłużony czas starań wcale nie jest - zdaniem lekarza - wydłużony, jeszcze nie ma powodu do zmartwienia - ewentualne badania w kierunku mojej niepłodności rozpoczniemy za pół roku, jeśli do tego czasu się nie uda
ewentualnym problemem może być praca męża, która znacznie utrudnia wpasowanie się w owulację i może niekorzystnie wpływać na jakość nasienia - i tu lekarz zalecił badanie nasienia
puste jajo płodowe, którego doświadczyłam rok temu należy traktować w miarę możliwości pozytywnie - to znak, że udało się zajść w ciążę i prawdopodobnie uda się po raz drugi
lekarzowi nie podobają się wykresy z OF, które wydrukowałam i zabrałam ze sobą - uważa, że owulacja nie do końca jest taka jednoznaczna, że temperatura średnio mu się podoba, ale przyczyn doszukiwałby się raczej w złym termometrze (mam taki tani z apteki z 1 miejscem po przecinku)
mam polip na szyjce, który uniemożliwił wykonanie cytologii, ale polip podobno mały - dostałam leki dopochwowe
macica bardzo ładna i pan doktor sam chciałby taką mieć gdyby był kobietą, śladu po wymrażaniu nadżerki brak
w okolicy jajników (na zewnątrz?) mam pęcherzyki, których na 100% nie powinno tam być. Przy jednym jajniku malutki, a przy drugim 26 mm i to doktora niepokoi. Są trzy opcje: 1) jest to pęcherzyk który powinien pęknąć około 2 tyg temu, ale tak się nie stało i najprawdopodobniej zejdzie wraz z miesiączką i tak by było najlepiej 2) jest to torbiel jakaś tam, która dobrze jakby się zmniejszyła, a niedobrze gdyby rosła... jeśli będzie rosła to zrobi badanie w kierunku nowotworu - bo ma na tym punkcie bzika - tak powiedział 3) może się okazać, że jestem w ciąży (ale to powiedział na końcu i chyba chciał zatrzeć złe wrażenie po punkcie drugim)
1 dnia miesiączki mam zadzwonić i umówić się na monitoring owulacji, na kolejnej wizycie zobaczymy też w jakim stanie są te nieszczęsne torbiele/pęcherze
Po wyjściu z gabinetu, gdy już byłam w aucie, rozwyłam się jak głupia. Nie wiem czemu, ale miałam nadzieję, że wszystko będzie w porządku i zwyczajnie lekarz zaleci dalsze starania, a tu badania nasienia, nieładny wykres, polip i jakieś podejrzane torbiele...
16 dc
Owulacjo przybywaj!!!!!!
Czuję w lewym i prawym boku brzucha lekkkie ciągnięcie. Bardziej odczuwalne jest po prawej stronie. Bardzo delikatne, nie dokuczliwe. Może pęcherzyk rośnie????
Podczas wieczornej kąpieli naszła mnie dziś taka refleksja - Czy starania o dziecko można rozpatrywać w kategorii próby sił, kształtowania charakteru, nauki wytrwałości? Jeśli tak, to nie czuję się w tym najmocniejsza... powiem więcej, nigdy w swoim życiu nie czułam się tak słaba. Poczucie beznadziejności i wybrakowania dopada mnie średnio kilka razy w miesiącu, a od napływu negatywnych emocji uwalniają mnie tylko gorzkie łzy. Nigdy nie sądziłam, że pragnienie dziecka będzie dla mnie tak problematyczne. Ostatni rok nie oszczędzał mnie, wręcz zostałam przeczołgana zarówno fizycznie jak i psychicznie. Za mną bolesna szkoła życia, a lekcja się jeszcze nie skończyła. Największe obciążenie powoduje ten wielki znak zapytania - dlaczego? Gdybym chociaż znała przyczynę, wiedziała co powoduje, że nie możemy mieć dzieci, może i było by mi łatwiej. Miałabym możliwość opłakania konkretnego powodu, zmaterializowania wszystkich swoich nieszczęść. A tak jestem zawieszona w próżni, gdzieś pomiędzy chęcią potomstwa a ich niezdefiniowanym brakiem.
Nawet teraz muszę beczeć nad tym wpisem...każde słowo jest okropione łzą.
11DC
pęcherzyki na prawym
19,4mm
21,5mm
na lewym jakiś upośledzony 12,6
endo 1 cm
sprawdzenie sroda
11DC
pęcherzyki na prawym
19,4mm
21,5mm
na lewym jakiś upośledzony 12,6
endo 1 cm
sprawdzenie sroda
Ciąża zakończona 9 czerwca 2017
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.