10 t 6 d.
Hej 
Jutro już zaczynam 12 tc. Jeju jak to leci! Póki pracuję dni mijają szybko. Ale myślę że i na zwolnieniu nie będzie źle. Już planuję w głowie wyjazdy do rodziców na 2-3 dni jak męża nie będzie, chodzenie na siłownię, spacery. porządki, pierwsze zakupy
w październiku chcę umyć okna i zmienić firanki na krótkie zimowe. 
co do brzuszka już czuję powoli że robi się twardszy na dole i ciut zaokrąglony. Jeasny już cisnął jak siedzę. Niedługo trzeba będzie odwiedzić jakiś sklep z modą dla ciężarnych 
Czuję się dobrze. Mdłości nie mam, jem normalnie, wszystko. I słodkie i kwaśne. Także ciążę przechodzę bardzo łagodnie 
Jestem senna i szybko się męczę ale to normalne.
Na weekend mam męża 
może troszkę pobaraszkujemy 
2.10 mam usg prenatalne. czekam sobie spokojnie, nie stresuję się. przed ostatnią wizytą obgryzałam paznokcie, bałam się czy ciąża rośnie, czy serduszko bije. a teraz jestem spokojna. wierzę że dzidzia jest silna i zdrowa i ma się dobrze u mamy w brzuszku
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 września 2017, 09:42
28 dc 7 cykl
Witajcie kochane :*
Spałam dzisiaj jak zabita nie umiałam się podnieść z łóżka 
Pogaduchy wczoraj były bardzo udane
miło spędziliśmy czas
takie spotkania Lubie 
Temperatura odbiła do góry i na bank jutro spanie ;/ juz nie mam sił do tego... Ciekawe o ile się przedłuży cykl...
Najlepsze jest to, że śniło mi się ze jestem w ciąży 
Paranoja 
Miłego dnia kochane :*
...
W poniedziałek wracam do pracy... szkoda, że to co dobre kończy się tak szybko. Co prawda miałam 2 tygodnie urlopu, więc nie mogę powiedzieć, że nie wypoczęłam. Muszę się przestawić na wstawanie po 7, bo ostatnimi czasy folgowałam sobie 
Dziś zaczynam 10dc.

Nasz maluch
Serduszko bije jak należy
Najbardziej mnie rozczuliła...malutka pępowina
6-7 DPO
Głupie przeczucia, głupie nadzieje. Kiedy to się skończy? 
"Na nowy brzeg, na nowy cud, na nowy czekam ciągle wschód, na nowo chciałbym znów uwierzyć"
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 września 2017, 19:03
2dc.
Wczorajsza @ pozbawila mnie wszelkich złudzeń, których w tym cyklu bylo sporo i jednak do końca miałam nadzieję, że moze jednak będzie fasolka. Począwszy od @, ktora spozniła się dwa tygodnie i więcej, kończąc na mojej kropce na zdjęciu USG. Poczułam ulgę. To czekanie bylo okropne. Teraz czuję, jak wszystkie emocje i stres ze mnie zszedł. Mój smutek uciekł daleko w dal. Cieszę się, że mozemy zacząc starac się od nowa. Nowy cykl nowe nadzieje. Mój B wczoraj posmutniał, mowię kochanie ale dlaczego? Teraz w końcu okres pełen miłości, namietnosci. Postanowiłam: zero spiny, zadnych interpretacji objawow, zadnych hormonów, tylko kwas foliowy aha i najwazniejsze TESTOWANIE DOPIERO W DZIEN SPODZIEWANEJ @! to moje postanowienie numer 1. Teraz bedziemy cieszyc się sobą i tym, ze moze w danym momencie dajemy nowe zycie.
Całuje was kochane staraczki, trzymam kciuki za nasze fasolki ❤
Ciąg dalszy jest taki:
Nadszedł upragniony, wymarzony ślub kościelny. Nie wszystko poszło według planu, nie było idealnie, dużo rzeczy teraz bym zmieniła. Wtedy nie miałam na nie wpływu. Było cudownie, my, nasza miłość, goście, zabawa. Mieliśmy plan
sobota ślub, niedziela poprawiny, w poniedziałek robimy dziecko. Nadal uważam że to był dobry plan
naiwna.... O planie wiedzieli wszyscy, rodzina, znajomi, przyjaciele, nawet w pracy powiedziałam żeby się przygotowali bo zachodzę w ciąże i idę od razu na L4. To by było na tyle z moich, naszych planów. Teraz już wiem, nie mogę planować nawet co na obiad jutro bo na pewno nie wypali
I tak robiliśmy to nasze dziecko przez kolejne miesiące, kolejne testy i kolejne rozczarowania. Teściowa nieśmiało zaproponowała wizytę u swojego ginekologa. Wcześniej byłam może ze 2 razy w życiu. Decyzję o pójściu podejmowaliśmy długo, w końcu zapadła. Lekarz powiedział "robić robić" i tak zmarnowaliśmy 1,5 roku.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 września 2017, 14:07
Wszyscy zaczęli dopytywać, kiedy dziecko? Coś wam nie idzie? Dlaczego sie tak obijacie? Zaczęłam dostawać "dobre" rady. Wyluzujcie, nie przejmujcie się tak i mój hit "musicie wyjechać"- uwielbiam, tekst mega. Między głupimi radami zaczęły pojawiać się konkretne. Namiary na dobrych lekarzy, nazwy badań które może trzeba zrobić, numery telefonów, miejsca. Trawiliśmy do dobrego lekarza z polecenia dwóch moich koleżanek jak sie okazało obie nie mogły zajść w ciążę od dłuższego czasu. Niesamowitą informacja dla mnie okazała się ilość osób w naszym otoczeniu mająca problem z zajściem w ciąże lub mająca stwierdzoną niepłodność, problemy z utrzymaniem ciąży, poronienia
Człowiek nie zdaje sobie sprawy jak wiele osób zmaga sie z takimi samymi problemami jak my.
Wybraliśmy się do polecanego lekarza, najlepszego w mieście.... no i się zaczęło, machina ruszyła....
15DC pierwsza wizyta w klinice
Jestem po pierwszej wizycie
i dobrze i źle. Powiedział ze wszystko wygląda dobrze. Nasienie wg niego ok. Moje cykle ok. Potwierdzono byla owulacja, jest cialko żółte, budowa ok. Jest duzo pęcherzyków w jajnikach. Nie jest to typowy zespół policystycznych jajników. Podobno jest z 30 pęcherzyków, wiec jak tak czekaja w kolejce to musza czekac ze 2 lata
próbujemy stymulowac cykl. Mam.zrobic estradiol i progesteron a od przyszłego cyklu zastrzyki. Puregon 50j potem wizyta i dalsza stymulacja. Zobaczymy. Dobrze bo cos sie dzieje. A zle bo... nie do konca widzi gdzie moze być problem
czarnowidztwo podpowiada ze to moze niedroznosc? Genetyka? Ale nie! Będzie dobrze. Próbujemy 
A już dzisiaj beta 125 mlU/ml
Anuśla tak właśnie zrozumiałam twój wpis na temat naszych planów, może coś źle napisałam ;-)Ja tez nie ukrywam że sie leczymy i dlaczego nie mamy dziecka. Zwracam tylko uwagę komu co mówię bo niestety nie wszyscy są nam przychylni, nie rozumieją albo nie chcą zrozumieć. Pozwól że na razie zachowam dla siebie naszą obecną sytuację, etap leczenia,lekarzy, kliniki. Chcęm wszystko po kolei opisać, całą naszą drogę do dnia dzisiejszego, dla siebie:-) Dziekuję za wyrozumiałość i cierpliwość.
Chyba zwariowałam, kill me now.
Nie wiem po co wlazlam na forum OF dzial "poronienia". Po co mi to bylo? Jakie straszne, smutne historie
poryczalam sie. A ja nie wzruszam sie latwo.
Idąc na wizytę byliśmy pewni, że będzie pierwszą i ostatnią- naiwniaki haha. Doktor zbada, da magiczna tabletkę i zajdziemy w upragniona ciążę ehh.... Dr zbadał, stwierdził, że jestem prawidłowo zbudowana, zrobił podstawowy wywiad, wypisał receptę, zlecił kilka "podstawowych" badań i wręczył rozpiskę, pamiętną rozpiskę. Na kartce były rozpisane kroki naszego leczenia, po kolei kilka punktów. Badania-kilka prób naturalnych-kilka prób lekko stymulowanych lekami-drożność jajowodów-2,3 kolejne cykle stymulowane-inseminacja-in vitro. Byliśmy zadowoleni z wizyty, mieliśmy konkretny PLAN. Byliśmy też zszokowani rozpiską i jej treścią. Nazwy badań ciężkie do wymówienia, jaka drożność??? Operacja??? Inseminacja-co to jest??? In vitro przerażenie, jak to my, czy to wogule legalne ile kosztuje? Pierwsza myśl nie będziemy robić, jakie in vitro, dr oszalał. My chcemy być "tylko" w ciąży i mieć rodzinę. Internet poszedł w ruch, byłam przerażona. Emek zabronił mi czytać, pocieszał, że niczego nie będziemy musieli robić. Teraz mamy dobrego lekarza i wszystko pójdzie szybko.
Poszło bardzo szybko, wszystko. Badania zrobiliśmy,wyniki dobre, wyniki nasienia nie były najlepsze ale dostateczne. Dr stwierdził, że nie ma medycznych przeciw wskazań dla nas do posiadania dziecka. Starania naturalne i z pomocą leków nie przyniosły rezultatów. Przyszedł czas na drożność jajowodów, oczywiście wszystko drożne. Byłam przerażona szpitalem, to były początki naszych starań więc w grę wchodziło też skrępowanie. Teraz wizyta u ginekologa nie robi na mnie żadnego wrażenia
Kolejne miesiące starań bez rezultatów. Przyszedł czas na decyzje o inseminacji. Nie wiedziałam kiedy te miesiące zleciały. Pojechaliśmy do Gdańska. Ja nie lubię nie wiedzieć co mnie czeka na miejscu nikt nic nie wiedział. Wszystkiego musieliśmy nauczyć się sami. Pomocy żadnej,wskoczyliśmy na taśmę,szybko raz dwa nikt się z nami specjalnie nie liczył i następna para. U nas dużym problemem była organizacja dojazdu, noclegu i wolnego w pracy zwłaszcza u męża. Radość i podekscytowanie inseminacją popsuł wynik bety 0,1
Pocieszanie i wmawianie sobie na wzajem, że mało kiedy udaje się za pierwszym razem. Kolejna próba będzie nasza. Nie była wynik 0,1 
Między czasie weszła ustawa o dofinansowaniu procedury in vitro, projekt rządowy. Dr proponował podejść do 3 próby bo inaczej jak zdecydujemy się na ivf to nie uzyskamy dofinansowania i nie będziemy mogli skorzystać z programu. Podeszliśmy bez większych emocji. Rozczarowanie wynikiem 0,1
i rozpacz były jednak większe. Dr stwierdził że nie rozumie, powinno się udać, nie ma przeciw wskazań. Wszystko gra a nie gra. Pytań i wątpliwości mnóstwo, co teraz, co mamy zrobić, skąd pieniądze, ile to wszystko będzie nas kosztować, co rodzina na to, czy warto, czy w ogóle chcemy??? Nasze wątpliwości rozwiał dr "musicie zrobić kolejną inseminacje" powiedział. Dlaczego?? Nie chcemy, szkoda pieniędzy, już się chyba zdecydowaliśmy na in vitro. Powód do refundacji trzeba zrobić 4, dr stwierdził, że bez sensu, nie powinno tak być, 3 to już dużo. Nie mieliśmy wyboru, jedziemy zrobić 4 inseminację. Wynik bety 0,1 
Dzis po usg
malutki wazy 2926g.
Ostatni wpis dziś:
Wiem, ze to nie ten cykl. Nie mam jeszcze plamienia ani nic ale czuje, ze jeszcze nie moj czas. Tak po prostu. Nie bede rozpaczac jak @ przylezie:) obiecuje:)
Od kilku dni nie pisałam, ale to dlatego, że nic specjalnego się nie działo:) Tydzień pracy zleciał błyskawicznie. Mimo zmęczenia fizycznego, jakoś psychicznie ze mną lepiej. Od kilku dni mam dobry humor, co zadziwia nawet mojego męża. Może dawno mnie takiej nie widział? Chyba za bardzo się nakręcałam na ciążę i zapomniałam, że warto się cieszyć z każdej chwili, z każdego małego szczęścia, które nas spotyka.
Może trochę dzisiaj opowiem o moim mężu? W końcu on ma tutaj kluczowe zadanie i znaczenie w tworzeniu naszego małego szczęścia
Patryk jest tylko rok starszy ode mnie, ma stałą pracę, całkiem nieźle zarabia. Mieszkamy razem ponad 3 lata. Wcześniej spotykaliśmy się przez cały okres mojego liceum, gdy wyjechałam na studia widywaliśmy się w weekendy. Mieszkaliśmy od dziecka na jednej ulicy w małym mieście
Bawiliśmy się razem jako kilkulatkowie.
I tak dzisiaj mija 5 miesięcy od naszego ślubu. Niby niewiele, ale razem jesteśmy już ponad 9 lat. W czerwcu, w dniu moich urodzin, będzie nasza kolejna rocznica - okrągłe 10 wspólnych lat, z czego znamy się ok 15. Mam wrażenie, że wiemy o sobie dosłownie wszystko, a jednocześnie potrafimy siebie nawzajem zaskakiwać. Wiemy, o czym to drugie myśli, czasem zdarza się nam powiedzieć to samo w jednym momencie. Nie jesteśmy jedną z tych cukrowych par, która je sobie z dziubków. Jesteśmy zwykłą parą, której dobrze razem. Nie potrafimy bez siebie żyć, chociaż czasem wnerwiamy się na siebie tak, że mamy ochotę się "pozabijać". Czasem tak sobie myślę, co by było, gdybym go nie miała przy sobie. Jakbyśmy się tak nigdy nie spotkali. Bo już nie pamiętam dnia spędzonego osobno
...
Mimo dobrego humoru, nastawinia i myślenia dopadł mnie dziś smutek. Nie z powodu braku dwóch kresek na teście ciążowym czy utrzymania ciąży, a jednej informacji. Moja koleżanka, która dłuugo stosowała anty., wzięła teraz w sierpniu ślub. Zadzwoniła dziś do mnie z informacją, że jest w 5 tygodniu ciąży. Z całego serca jej pogratulowałam i życzyłam zdrowia. Nie to mnie zasmuciło. Tylko fakt jak życie jest niesprawiedliwe. Dziewczyna, która ledwo co odstawiła tabletki anty. zachodzi miesiąc później w ciążę. Pewnie nawet sobie nie zdaje sprawy jaki mi dzis sprawiła ból mówiąc, że ona w pierwszym cyklu zaszła, a inni się potrafią latami starać i nie mogą zajść... Nie wie, że się z P. staramy już tak długo, więc powiedziała to nieświadomie.
Jak sobie ostatnio obiecałam "CIESZYĆ SIĘ Z MAŁYCH RZECZY, NAJWAŻNIEJSZE, ŻE MAM KOCHAJĄCEGO MĘŻĄ" tak też po smutnych chwilach, gdzie łzy popłynęły po policzkach rozmazując tusz spojrzałam na męża i się uśmiechnęłam. Muszę wierzyć, mocno wierzyć, że i mnie spotka ten cud 
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 września 2017, 22:21
16dc 3dpo
Glowa od rana bardzo mnie bolala, momentami zbierało mi się na wymioty.
Z temperatury wyszło że 13dc była owulacja 
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 września 2017, 22:51
W jakiejkolwiek bylas/jestes sytuacji: BOG MOZE WSZYSTKO!!!

Cud poczęcia
Sie 21, 2017 Świadectwo
Jesteśmy młodym małżeństwem, i jak wszyscy ludzie rozpoczynający życie we dwoje, marzyliśmy o wspólnym szczęściu – oczywiście o stworzeniu rodziny i posiadaniu dzieci, którym bylibyśmy w stanie zapewnić odpowiednie wychowanie, szczęśliwe dzieciństwo oraz godziwy byt materialny.
Uważaliśmy, że na pewno nam się to uda i nawet nie przypuszczaliśmy, że cokolwiek może stanąć na przeszkodzie w realizacji tych marzeń. Byliśmy wtedy dość daleko od Boga, choć uważaliśmy się za dobrych chrześcijan. Nasza wiara, która ograniczała się do uczestnictwa w niedzielnej Mszy św. i wieczornej modlitwy wkrótce została wystawiona na próbę, a Bóg tak pokierował naszym życiem, by doprowadzić do jej umocnienia.
Szybko okazało się, że nasze marzenia mogą się nie ziścić. Mijały kolejne miesiące, a my zaczęliśmy powoli wątpić w to, że upragnione potomstwo pojawi się na świecie, że stworzymy rodzinę. Dał o sobie znać strach, potem bunt i frustracja – dlaczego ten problem miałby spotkać właśnie nas? – potem wizyty u lekarzy specjalistów oraz badania diagnostyczne.
Wszystko to potęgowało stres oraz pogłębiało rozpacz. U żony pojawiła się depresja polegająca między innymi na tym, że nie potrafiła odwiedzać znajomych posiadających potomstwo, nie mogła uczestniczyć we Mszy św. dla dzieci, widok dziecka wywoływał u niej płacz. Często potrafiła tkwić w takim stanie całymi wieczorami, a poprawy nastroju trwały bardzo krótko, po czym znów powracała rozpacz.
Wtedy też dowiedzieliśmy się od znajomej o Wieczernikach Modlitewnych „Królowej Pokoju” w Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach i – z ogromnym dystansem – postanowiliśmy uczestniczyć w jednym z nich. Jak się okazało, doświadczenie to stało się dla nas wielkim duchowym przeżyciem i punktem zwrotnym w naszym małżeństwie. Przyjęliśmy szkaplerz i oddaliśmy się opiece Maryi. Zrozumieliśmy, że z naszym problemem nie jesteśmy sami, że zawsze możemy liczyć na Miłosiernego Boga, który pragnie tylko naszego zaufania i wiary, który powiedział „proście a otrzymacie”.
Zaczęliśmy się modlić codziennie i – co wcześniej się nie zdarzało – razem. Poprzez wspólną modlitwę zbliżyliśmy się do Boga i do siebie, w naszych sercach zagościł pokój i nie dochodziło już do nieporozumień między nami. Ofiarowywaliśmy również Msze św. błagalne w naszej intencji. Na pewno duże znaczenie miała też modlitwa naszych znajomych, którzy wstawiali się do Boga za nami, prosząc o nadzieję, wytrwałość i zaufanie.
Kolejne wyjazdy do Obór umacniały nas w wierze. Bóg zasiał w naszych sercach ziarno nadziei i realizował swój plan wobec nas. Dlatego też nie od razu dostaliśmy to, o co prosiliśmy – wydarzenia najbliższych miesięcy miały najpierw posłużyć pogłębieniu ducha wiary. W tym czasie spadł na nas straszny cios. Badania wykazały, że szanse na poczęcie dziecka teraz równają się zeru. Potrzeba co najmniej roku, dwóch, a nawet kilku lat leczenia – mówili lekarze i dodawali, że nawet po tym czasie nie dają gwarancji sukcesu. Jak bardzo bolesne były te słowa, mogą chyba zrozumieć tylko te małżeństwa, które doświadczyły podobnego problemu. Znów pojawiła się rozpacz, bunt i pytanie – czym zasłużyliśmy sobie na ten krzyż?
Jednak Bóg Ojciec nie kazał tym razem długo czekać – radosna i zaskakująca okazała się niebawem wiadomość, że będziemy mieli dziecko. To, co z medycznego punktu widzenia było niemożliwe, stało się realne, bo dla Boga nie ma nic niemożliwego. Lekarz prowadzący stwierdził, że to poczęcie jest dla niego niewytłumaczalne i że nie daje szans na utrzymanie ciąży. Wytłumaczył nam też, że w kontekście wyników badań prawdopodobieństwo poronienia lub urodzenia dziecka chorego jest bardzo wysokie. Przypisał leki podtrzymujące ciążę i zlecił kolejne badania.
Wiedzieliśmy, że nie jest to potrzebne, my modliliśmy się o cud poczęcia i dostąpiliśmy go. Niestety, w niedługim czasie podczas rutynowych badań krwi wykryto u żony chorobę, która mogła wywołać u dziecka wady rozwojowe, a nawet śmierć płodu. Dla pewności powtórzono badanie, niestety, na wynik trzeba było czekać trzy tygodnie. Był to dla nas czas wielkiej próby. Szatan podsuwał bluźniercze myśli:
„Czy ten dobry Bóg was nie zawiódł? Może i będziecie mieli dziecko, ale na pewno kalekie”.
Oboje byliśmy nękani, ale nie dawaliśmy za wygraną – posłuchaliśmy poleceń Matki Bożej, która objawia się w Medugorje i odmawialiśmy codziennie wspólny różaniec, czytaliśmy Słowo Boże, podjąłem post (żona będąc w odmiennym stanie nie mogła pościć) o chlebie i wodzie w środy i piątki. Dzięki temu przezwyciężyliśmy złe myśli i otrzymaliśmy łaskę wiary, że będzie dobrze. Tak też i było. Wynik drugiego badania wykazał, że dziecko rozwija się prawidłowo.
Nasza córeczka po dziewięciu miesiącach szczęśliwie urodziła się.
Jesteśmy przekonani, że nasze maleństwo jest dziełem cudownego poczęcia, do którego tylko Bóg mógł dopuścić, bowiem według ludzkiej nauki było ono niemożliwe.
Dzisiaj dziękujemy dobremu Bogu za wspaniały dar, którym nas obdarzył. Nasza córeczka ma niecałe trzy miesiące, jest zdrowa i wspaniale się rozwija. Wierzymy, że Matka Boska Oborska, do której modliliśmy się nieustannie o wstawiennictwo, była naszą Orędowniczką u Boga. Łaskę, która spłynęła na nas zawdzięczamy Jej Macierzyńskiej Opiece. Pragniemy wspierać tym świadectwem rodziny, które nie mają nadziei na potomstwo. Zaufajcie Panu, dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych!
Małżeństwo z Siedlec
ZRODLO: https://milujciesie.org.pl/cud-poczecia.html
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.