Czy fakt, że nasza pierwsza noc w nowym-starym mieszkaniu jest nocą spadających gwiazd to dobra wróżba? ;)

Lekarz zrobił usg, patrzył i patrzył... Wysłał na krew, beta 2545 - za mały przyrost.
Miałam zostać na obserwacji - odmówilam (tak, jestem nieodpowiedzialna). Usłyszałam, że w 80% nie ma szans żeby coś z tej ciąży było. Nie miałabym siły, by dziś zostać w szpitalu, powiedziałam, że mogę przyjść rano. Podpisałam papiery, że nie zgadzam się dziś na przyjęcie na oddział. Ale gdy przyszedł z pozostałymi papierami, powiedział,że dobra to jeszcze poczekamy i mam zrobić betę za 2 dni, jeśli będzie przyrost 60% to poczekać, jeśli mniej - zgłosić się na izbę przyjęć.
(nagle mam czas, a 5 min wcześniej kładł mnie do łóżka...)
i co? wiem, że nic nie wiem!!! nie ma szans ale poczekajmy?

W dokumentacji mam wpisane: 'ciąża o nieznanej lokalizacji (???)' - wtf?
oraz podejrzenie ciąży pozamacicznej lub pustego jaja płodowego

już straciłam nadzieję.już nie wierzę.
boję się tego szpitala i tego co się tam będzie działo i co mi będą robić. jestem przerażona, zdołowana i bez sił. chce mi się wyć, ale jeszcze chce być silna. przyjdzie czas na żałobę...

:(

fizycznie czuję się bardzo dobrze, nic mi nie dolega...
ale idę spać... sen jest najlepszym rozwiązaniem...


mrth666 Czasem szczęściu trzeba pomóc... 12 sierpnia 2018, 22:07

W końcu mój pamiętnik został odblokowany.

Cóż mogę napisać..?

Kamilek nie jest już dzidziusiem. Ma dwa lata, odstawiliśmy smoczka, pampersy zakładamy tylko do spania. Jest ślicznym, mądrym chłopczykiem z którym od początku nie miałam żadnych problemów. Ogarnia mnie tylko przerażenie co by było gdybyśmy nie zdecydowali się na "ten" krok - czyli ivf. Zaczynam tęsknić za dzidziusiem bo Kamilek niestety już nim nie jest. Niestety szanse na naturalną ciążę w dalszym ciągu są zerowe. Mamy dwa zarodki ale czuje że ciąży z nich nie będzie. I ze względu na niewielką szansę na uzyskanie ciąży nawet przez ivf jesteśmy zdecydowani na adopcję komórek jajowych. Ale do tego jeszcze trochę czasu. Będziemy walczyć o rodzeństwo dla Kamilka.
I powiem Wam że jak kiedyś marzyłam o córce to w tym momencie patrząc na Kamisia równie mocno jak kiedyś marzę o synku :) Lecz w naszym przypadku aż głupio wybrzydzać, więc córki mniej kochać nie będę :D
Najważniejsze by było zdrowe :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 sierpnia 2018, 22:15

PatuŚ Czekając na dwie kreski :) 14 sierpnia 2018, 11:57

Witajcie kochane :*

Dzisiaj jest 31 dc :/ i @ brak na horyzoncie, z rana zrobiłam test ale jedna kreska :/
Najgorsze jest to, że to 2 cykl z rzędu gdzie przed @ brak bólu piersi i krzyża... co się znowu dzieje ??
Zapisałam się dzisiaj do lekarza wizyta 23 za tydzień. W między czasie zrobię badania tsh żeby lekarka wiedziała jak to u mnie wygląda.
Ehh czyżby dobra passa normalnych cykli skończyła się? :(

gozik "Miłość na szkle" po stracie 12 sierpnia 2018, 22:07

Jutro kończymy 14tyg ! :)

Od dwóch dni Mały jest strasznie marudny,a śpi mniej i krócej.Jak się okazuje winowajcą są dwa dolne ząbki, które powoli widać :) zamówiłam taką nakładke na palec by masować mu dziaselka,bo wszystko wciąga do buzi łącznie z moją ręką i palcami. Z umiejętności - nie chce mu się współpracować i obracać się na brzuszek.Czekam na ten moment z niecierpliwością ! :) Na razie trzeba mu pomagać obracać się na bok,a dalej sam wie co robić :)
Nie wiem kiedy ale nagle rozmiar 68 zrobił się "akurat"...a 74 niewiele za duży :P szok normalnie! A w łóżeczku nie ma nocy by nie spał w poprzek łóżeczka - taki z niego wędrowniczek...

Marti, z brzuszka na plecki nie chce sie przekręcać-denerwuje się i zaczyna piszczeć :P fakt jest taki, że nie obraca się na brzuszek,bo jest zbyt zaabsorbowany wkładaniem wszystkiego do buzi by sobie ulżyć.Tak jest praktycznie non stop...gdy jest na boku od razu chce się przekręcać, ale sam na ten bok jakoś niechętnie się przekręca,choc zdarza mu się to.a i przez te zęby woli być na rękach niż na macie :'(


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 sierpnia 2018, 19:36

[53 dni pozostało...]
Moja psychika powoli się rozsypuje... Im dłużej to trwa tym jest coraz gorzej i coraz mniej sił na całą tę walkę... walkę o szczęśliwe zakończenie... Trzymałam się dzielnie, do czasu... :(

Wesele udane, dawno się tak nie wybawiłam :) i bez kaca następnego dnia ;) oczywiście wścibskie ciotki musiały wypytać kiedy dzieci, że już tyle jesteśmy po ślubie a ciągle nic... Odpowiedziałam coś na odczep i poszłam. Myślałam, że mnie to nie ruszyło... ale jednak zadra pozostała :/ może stąd te dzisiejsze przemyślenia... :(

Teraz czekam na @, która jak na złość nie chce przyjść wcześniej, chciałabym już móc zacząć odliczać kolejny cykl (to już będzie 14ty)... cycki mnie bolą od wczoraj, sutków nie mogę dotknąć (czy to normalne?!?!), trądziku wprawdzie nie mam (też dziwne!), za to jestem tak potwornie wkurzona na cały świat i na wszystkich dookoła... że koszmar jakis :| PMS daje o sobie znać pełną parą. Wmawiam sobie, że może dzięki temu jakoś te hormony się tam normują i że w końcu się uda :) o niczym innym nie marzę!

Chcę zacząć ćwiczyć od tego cyklu - wzmocnić kręgosłup, zmniejszyć cellulit (na te wakacje już sie nie uda, ale na przyszłe lato czemu nie ;) ), poćwiczyć kondycję. Może to dobry czas na zadbanie o siebie po prostu? Muszę zająć się czymś innym, bo czuję, że za chwilę oszaleję.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 13 sierpnia 2018, 04:13

Synek skończył wczoraj 4tyg. Spotkalam sie z przyjaciółką-mama 1,5rocznego dziecka. Na moje pyt "kiedy bedzie lepiej?" odp "nigdy, a najwiekszy hardkor logistyczny bedzie za rok jak wrocisz do pracy" itp. Podlamalam sie. W domu ryk w ramie męża. Ze nie mam sily, ze nie dam rady. I ochrzan od niego (sytuacja analogiczna do tej, kiedy byłam w ciazy i non stop biadolilam, ze sie nie uda). Pow, ze przeciez dobrze nam/mi idzie, ze przeciez dziecko zdrowe, ze miliony ludzi przed nami dawalo sobie rade, a wiec w czym tkwi moj problem? I ze on nie chce zyc w wiecznym pesymizmie. Czyli stara spiewka raz jeszcze. Co jest ze mna nie/tak, ze NIGDY nie potrafie sie cieszyc tym, co mam? Umowilismy sie, ze bedziemy szczerze rozmawiac o tym, co czujemy (hmm to juz chyba tez bylo). Ja przestaje non stop guglowac jakies pierdoly i wypytywac kazdej napotkanej dzieciatej osoby "kiedy bedzie lepiej?", bo to pytanie stało sie moja obsesja... Pozdrawiam z nocnej sesji ssania :o)

Dziękuję dziewczyny :)

Już po wszystkim - wyszłyśmy ze szpitala w piątek. Mój poprzedni wpis był chaotyczny, pisany jeszcze w szoku, na leżąco, na telefonie. Powoli otrząsam się z tego wszystkiego. Pewnie jak znajdę chwilę, to opiszę dokładniej co się działo - a było tego trochę.

Moje dziecko zostało zbadane w szpitalu chyba z każdej strony - ze względu na obrzęki na głowie i zasinienie ramienia (podczas cesarki wpychali jej głowę z powrotem z kanału rodnego), regularnie monitoringi tętna, usg głowy i narządów wewnętrznych... dużo tego. Ale wszystko wyszło dobrze! I posiewy, tak więc jestem szczęśliwa. W czwartek nasiliła się żółtaczka, ale naświetlania pomogły na tyle, że wypuścili nas w piątek - bo posiewy wyszły ujemne - czyli wykluczono infekcję wewnątrzmaciczną. Jestem szczęśliwa i wdzięczna, że tak to wszystko się potoczyło... Nie wiem, co bym zrobiła, gdybym ją straciła. Patrząc na nią w szpitalu łzy same napływały mi do oczu i wyłam jak bóbr. Maleńka jest taka słodka. Rozczula mnie. Z przyjemnością do niej wstaję, nawet w nocy.

W ogóle to mam baby bluesa - ale skierowanego na świat, nie dziecko. Wiele rzeczy mnie drażni, wyprowadza z równowagi, płaczę - ale psycholog ze szpitala (tak, codziennie przychodziła do mnie psycholog! szok) mówiła, że takie zachowania mogą utrzymywać się do 4 tyg i dopóki funkcjonuję i nie jestem smutna, zrezygnowana to jest ok.

Karmienie piersią idzie nam dobrze - nie dokarmiam małej niczym. Ale było tak jak zakładałam - nie tak prosto. Podłamywało mnie początkowe niezdarne przystawianie dziecka do piersi. To, że leciały mi jakieś szczątki siary ale przystawiałam małą. Na poczatku nie chciała ssać. Płakała. Denerwowała się. Obie byłyśmy upocone, bo w szpitalu było gorąco jak w saunie. Piłam femaltiker, hurtowe ilości wody i dojadałam wafle ryżowe, batony dla sportowców, gotowane jabłka i dostarczane przez męża obiady. Bo laktacja to pożeracz energii i póki co lata mi w jakim tempie wrócę do wagi sprzed ciąży.
W każdym razie w 4 dobie pojawił mi się pokarm, mała przybrała na wadze i nie trzeba było jej dokarmiać. Lekarze i pielęgnarki zachęcali mnie do wyłącznego kp.
cdn


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 sierpnia 2018, 08:07

Boże spojrzałam na moje łokcie dzisiaj... są suche... no ja pierd*ole! To mój wkręt psychiczny czy już objaw choroby? Chyba psychicznie tego wszystkiego nie zniosę :(

Dziś 12dc.
Wczoraj bardzo bolał mnie jajnik wieczorem, wzięłam nospę i tabletkę przeciwbólową żeby zasnąć.


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 sierpnia 2018, 08:47

Dzień cztery czekania. Wczoraj jednak buszowałam po forach. Co mi to dało? Hmmm...
Dziś i jutro małe powinny zacząć się implantować. Walczcie!
Tylko co z tego jeżeli wchodzi w grę genetyka?? Komórki jajowe - nie wiadomo, może ok. Plemniki słabe....
Bolał mnie wczoraj trochę brzuch.
Ok daję sobie jeszcze poranek i potem niemyślenie. Tylko pamiętanie 5x o lekach ....
Może się uda tym razem.


****

Pikolę to.
Po prostu pikolę. Ani szans na ciążę ani na plan awaryjny w postaci adopcji.


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 sierpnia 2018, 18:27

Miałam dzisiaj cudowny dzień jeden z nielicznych dni gdzie czułam sie w miare ok już zapomniałam jak to jest w jakimś zawieszeniu ostatnio żyje narazie dzisiaj nie wymiotowałam :) doceniam każdy taki dzień - nie móc jeść to coś strasznego :/
Zgagi juz dwano nie miałam i oby ta franaca nie wróciła bo też dawała mi popalić w końcu cos musze zaczać robić a nie siedzieć nad kiblem wykorzystalam te dobre samopoczucie poszłam dzisiaj na zakupy byłam z psem na spacerze a nawet upiekłam ciasto jestem szczesliwa z takich czynności ciesze sie z tych prostych czynności a kiedys moglam to robic na codzień i tego nie doceniałam oby takie sampoczucie juz tylko ze mna zostało

s1985 walcząc 13 sierpnia 2018, 09:52

XV ciaza
Jest dzidzia i pięknie bijące serduszko. Gdzieś w następnym tygodniu idę zaglądać do fasola, myślę że będzie dobrze, nawet lekarka była dobrej myśli

14DC

Właśnie leże na kanapie i mam czas opisać wczorajszy dzień. Wczoraj 13 DC mieliśmy naszą 3 IUI w 2 turze. Muszę powiedzieć, że jeszcze dochodzę do siebie po spotkaniu z dźgającym wziernikiem. No ale od początku. Wstaliśmy o 6:30 (w wolną niedzielę !!!) ale czego się nie robi dla chęci zostania rodzicami. O 8:10 już oddawaliśmy żołnierzy do laboratorium. My nigdy nie mieliśmy złych parametrów nasienia, ale tym razem postanowiliśmy zrobić przerwę przed IUI i wytrwaliśmy! Co nie jest łatwe dla takich królików jak my. W 4 dni uzbierało się 136 mln plemników gotowych do walki. Po obróbce zostało nam 36 mln najwyższej jakości, które po 10 dźgnięciach wziernikiem w macice i kilku moich krzykach zostały zaaplikowane przed pęknięciem pecherzyka.

Pierwszy raz tak bolało i pierwszy raz boli tak długo. Moje okolicy intymne są jak po sparingu bokserskim, boli jak siedzę. No zobaczymy czy coś z tego będzie. Testuje 24 sierpnia, bo wieczorem idę na koncert Justina i trzeba wiedzieć czy można szaleć na maksa czy raczej szaleć umiarkowanie.

Boję się. Nie tak strasznie jak w ciąży z Adasiem - funkcjonuję normalnie, nie mam tych okropnych huśtawek nastrojów wynikających z ciągłego stresu i strachu o ciążę - ale jednak cały czas mam z tyłu głowy świadomość, że teraz idę przez decydujące tygodnie. Na razie serduszko pięknie bije, ale co jeżeli tak jak w pierwszej ciąży nagle przestanie. Najchętniej chodziłabym na USG co tydzień, ale tak się nie da, więc zaciskam zęby i czekam do 22 sierpnia. To będzie 9t2d, więc wtedy i tak jeszcze nie oddetchnę spokojniej. Kolejne USG to już prenatalne, 12 września. Jeżeli wtedy będzie wszystko dobrze, to może wreszcie uwierzę, że w marcu naprawdę będę miała w ramionach moje kolejne maleństwo. Bo na razie usilnie sobie mówię, że wszystko będzie dobrze, ale emocjonalnie w to nie wierzę :(

Do tego mdłości męczą mnie okrutnie i jestem ciągle zmęczona, a przy Adasiu nie ma czasu na drzemkę po pracy. Doszłam do wniosku, że ciąża z pierwszym dzieckiem to luksus, który się nie powtórzy :D

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 13 sierpnia 2018, 12:18

Dziewczyny, tak bardzie jestem Wam wdzieczna za te mądrości! Dzwonie do terapeutki, nie zwlekam dluzej.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 13 sierpnia 2018, 13:03

Wizyta 05.09. Bede musiala zabrac malego... Obysmy podolali!

13.08.2018 - 3 dzień nowego cyklu

Ostatnio narzekałam, że nie wiem kiedy przyjdzie @, to mam ! na drugi dzień po moich rozmyśleniach przyszła. Wyczekiwana, albo i nie, ponadto zupełnie inna niż zwykle.
Człowiek znajdujący się w zupełnie nowej dla siebie sytuacji zaczyna szukać informacji w Internecie. Tak mniej więcej to wyglądało w moim przypadku...zaczęło się od szukania informacji jak wygląda cały zabieg, jak długo organizm dochodzi do siebie, czego się w tym okresie spodziewać, ale też jak wygląda pierwsza miesiączka po poronieniu.. Standardowo, znalazłam dwie wersje, jedną łagodną, czyli że miesiączka raczej jest skąpa i bezobjawowa, albo wersje nieco bardziej hardcorową, że miesiączka jest bardzo obfita.
Nie wiem czemu, ale nastawiałam się, ze to właśnie mnie dopadnie ta wstrętna i paskudna obfita @, a tu zdziwienie. Zaczęło się w sobotę, bardziej plamieniem niż krwawieniem. W niedziele już nieco mocniej, ale i tak w stosunku do moich standardowych miesiączek to bardziej delikatnie. Dziś raczej też minimalne krwawienie...
W sumie ulżyło mi. Teraz już wiem, że w tym cyklu spokojnie możemy się starać i może się uda ...:)
Tak wiem, nadzieja matką głupich :):)

anemic Wielkie chcenie ... 13 sierpnia 2018, 13:25

37+4
Wróciłam od księgowej i z zakupów- eskapada jak na K2.
Zaraz muszę wstawić zupę i chwycić się pracy.
Zamówiłam dzisiaj dodatowe podkłady i kocyk bambusowy. Musze zamówić prezent na urodziny chrześniaka, dla brata i bratowej kupię w czwartek po wizycie u lekarza.
Potrzebuję jeszcze kosz na pranie Hanki, koszyk na kosmetyki żebym mogła swobodnie to przekładać, zastanawiam się czy organizer do łożeczka może się przydać.

Muszę zrobić prasowanie, przejrzeć co mam w lodówce, przygotować nosidełko i włożyć tam rzeczy na wyjście ze szpitala, przetrzeć łóżeczko i założyć już prześcieradło na materac. A mam do wywiezienia ubranka z których nie będzie Hanka korzystać żeby mieć miejsca więcej. Muszę przemyć balkony bo zsypało się tataciejstwo z surfini i zrobił się syf.
A no i najważniejsze musze uporządkować dokumenty ciążowe.
Zrobić sobie stopy, w środę wbiję do przyjaciółki zrobi mi paznokcie.
Mam dzisiaj podniesione ciśnienie, mam nadzieję, że to tylko tak z rana się podziało.

Do posprzątania jest jeszcze samochód, ale to już zostawię D.


Dzień piąty.
Kryzys, kryzys, kryzys.
Tak wierzyłam, że w końcu ivf się uda, że nie sprawdziłam dokładnie warunków adopcji. Coś tam mi mignęło o stażu małżeństwa ale o tym, że trzeba mieć max. 35 lat aby starać się o niemowlę??
Tak to żałuję, że najpierw nie złożyliśmy o adopcję.
I tylko 500 adopcji w Polsce w 2017 r.??
Znacie kogoś kto miał 4 punkcje ivf i dopiero wtedy się udało?
Męża też widzę udało mi się załamać. Ale ja naprawdę dobrze się trzymałam od maja do dnia ostatniej punkcji. Świetnie się trzymałam, chodziłam do psychologa itd. I gooovno.

10t3d
11 tydzień trwa w najlepsze. Do badań prenatalnych coraz bliżej. Mamy dzisiaj rocznice ślubu z mężem. Dostałam od niego rogala ciążowego, który ma dodatkowo prześcieradełko i może później robić za gniazdo dla dziecka. Bardzo się ciesze, bo chciałam sobie sama kupić, ale ciągle mi było żal kasy.
U nas gorący czas. Do końca roku, max styczeń chcemy kupić mieszkanie w którym obecnie mieszkamy. Żeby wyrobić się przed porodem, bo nie wiem co będzie wtedy z naszą zdolnością kredytową. Na pewno spadnie. Za dwa tygodnie zaczynamy wieeeeelki remont. Pewnie zastanawiacie się wtf??? nie kupili mieszkania a już remontują ;) to mieszkanie mojej siostry, więc bez stresu, nikt się nie wycofa z transakcji. Byłam już w banku pytać o zdolność kredytową i na tym polu też będzie git. Także zaczynamy szybciej, bo byśmy nie zdążyli przed narodzinami. A remont z maluchem to nieeeee, nie pisze się na to. A a kredytem musimy poczekać, aż mężowi z pracy kasę wypłacą na mieszkanie, czyli jakieś 3-4 miechy.
Ogólnie dzieje się. Ale będzie pięknie!
Męża ścisnął ojcowski obowiązek zapewnienia dobrobytu małżonce i dziecku ;) i idzie porobić kursy, które planował od dawna żeby zacząć drugą prace. Trenuje trójbój i ma mega zajawkę na siłownie. Chce porobić kursy trenera i zacząć dorabiać na siłowni. Pomoże mu na start jego trener, więc wierzę, że będzie dobrze i uda mu się coś dorabiać :) No bo ja niestety na kokosy liczyć nie mogę w moim zawodzie. Ale jak decydowałam się na ten zawód to wiedziałam ile będę zarabiać, także no...
A w rocznice ślubu życzę nam,aby już zawsze było tak dobrze między nami jak jest. Bo przez te 11 lat bycia razem bywało różnie. Jednak od ślubu-odpukać jest dobrze...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)