Dziś wystartowałam z dietą. Strasznie się rozleniwilam przez to L4, nic mi się nie chce. Myślałam że dostałam okres ale to jednak nie to. Masakra jakaś, jak do końca tyg nie przyjdzie to muszę iść do gin.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 14 stycznia 2019, 10:26

Najgorsze dni w roku. A przecież blue monday dopiero za tydzień. Zmeczenie. Oslabienie. Niechciejstwo jakies… Co roku tak o tej porze. Byle do wiosny!
Emil zalamuje mnie jak się budzi o 6... Teraz on sobie drzemie a ja dogorywam. Nie potrafie klasc się razem z nim na drzemki. W domu zawsze cos do zrobienie, chociażby obiad sobie ugotować... A jak on spi np 20min, to ja nie dałabym rady zasnąć nawet... Marzy mi się wiadro kawy i gora czekolady! Ah!

Jeheria No kiedy? 18 października 2021, 12:25

24+0
Wizyta za tydzień.
Młody dokazuje w brzuchu, ale wciąż nie mamy imienia 🙈
Maciek tamten tydzień w domu cały bo gorączka+ biegunka, kaszel i katar. Pomogła smecta (wypita na 3 razy saszetka bo ona jest od 2rż, enterol, probiotyk). Mąż się od niego zaraził. Też gorączka 39 i biegunka 🤦‍♀️ normalnie szpital, a ja z brzuchem musiałam się nimi zajmować 🤦‍♀️
Ale dziś już poszedł do żłobka w dobrym humorze, nic nie płakał.
Od tygodnia noce całe przespane (tfu tfu tfu). Czasem tylko jak się przebudzi z raz trzeba podać smoka albo wziąć do siebie do łóżka.
Ostatnio na humorki, chyba zaczyna się powoli bunt. Kładzie się na ziemi i płacze jak nie chce wyjść np ze sklepu, parkingu. Rzuca nagminnie w złości rzeczami, a najgorsze że kładzie się na Ziemi i zdarzy mu się uderzyć głowa w podłogę 🤦‍♀️
Trzeba być sprytnym aby go do czegoś przekonać, często nie chce jeść jak zrobię kolacje, nawet nie spróbuje i kończy się że robię drugą kolacje i wtedy zje 🤦‍♀️ jest bardzo wybredny w jedzeniu. Muszę go oszukiwać np krem z dyni nie zje bez groszka ptysiowego na łyżce. Wszystko sposobem. Żartem, wygłupami 🙈
Kupiłam mu buciki na zime a dla Młodego body kopertowe. Przyszła też paczka z apteki, zamawiałam witaminy to przy okazji do porodu przybory higieniczne. Laktator też kupiony nowy. Więc w sumie praktycznie wszystko mam. Jeszcze dokupie kolektor pokarmu, nakładki na sutki w razie w, syrop ze słodu jęczmiennego na laktacje, mate nową aby już od początku go wykładać.
Jeszcze gąbka do wanienki, może worki na pokarm. A i smoczki tylko "postaram się" nie dawać od urodzenia tylko jak laktacja się ustabilizuje. Boże spraw aby udało się karmić piersia 🙏🙏🙏
A i jeszcze do kąpieli muszę kupić jakiś olejek z migdalow itd
Cukier mi skacze, muszę często jeść. Dziś 90. Zazwyczaj wacha się 90-93. Raz było 98, raz 85. Na czczo mam problem.
Już niedługo Święta, trzeba rozglądać się za prezentami :)
Zaszczepilam się na covid, tylko ręka bolała i katar miałam, teraz 29.10 druga dawka 💪


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 października 2021, 12:26

"Nowy rok, nowe nadzieje!"

11dc/13cs

Pełna optymizmu wkraczam w Nowy Rok! Mimo, że nie lubię nieparzystych lat to w tym roku mam zamiar polubić. Zwłaszcza, że ten 2018 wcale dobry nie był. Także dziś same nieparzyste. W tym cyklu odpuściłam stymulację ze względu na to, że mój M wyjechał w delegację i nie będzie go półtora tygodnia. Właśnie kiedy zaczynają się płodne. Stwierdziłam, że szkoda się lekami faszerować i iść na kontrolę do lekarza jak i tak nie będzie z kim się starać. Wczoraj jeszcze było z M serduszkowanie i miejmy nadzieje, że coś tam przetrwa do owulacji chociaż nie wiem kiedy ona będzie :)
Wiem wiem! Nikłe szanse! Ale nie niemożliwe. Prawda? Z resztą w żadnym cyklu stymulowanym jeszcze nie udało się zajść w ciążę a w każdym w którym myślałam że są nikłe szanse się udawało. Więc może teraz też się uda? Statystycznie mam teraz większe szanse (bazując na moich doświadczeniach).
To tyle statystyki!

anemic Wielkie chcenie ... 7 stycznia 2019, 15:31

Sa dni kiedy zaluje tego durnego kp. Bo walnęłabym sobie wino,lampkę,2, cala flaszkę.

Już jestem w domku zabrałam ze sobą mojego siłacza lub silaczke
Doktor powiedział że zarodek był ładnej klasy i trzyma za nas kciuki
Transfer poszedł gładko i zostałam zbombardowana lekami na następne 2 tygodnie
Dostałam;
Luteinę 50 4x1 podjęzykowa
Lutinusa 2x1 dowcipnie
Encorton 1x1
Acesan( coś jak acard) 1x1
No i nieszczęsne zastrzyki prolutex 1x1
Trzymajcie kciuki za mojego maluszka by oposcil mój brzuszek dopiero za 9 miesiecy

stayaway W oczekiwaniu... 7 stycznia 2019, 18:30

Jutro odbieram moje wyniki krwi, w czwartek badanie nasienia mojego M. Jest w bardzo złym stanie. Chyba gorszym niż ja. Albo ja to o dziwo bardziej duszę w sobie, nie chce ujawniać żeby jemu nie było jeszcze gorzej. Boję się tych wyników. Najbardziej boję się SCD. Jeśli się okaże że plemniki mają problem z wadami genetycznymi, przekreśla to u nas jakąkolwiek pozostałą nadzieję. Boję się, nie mogę przestać myśleć i się martwić. Boli mnie ból i smutek nieustannie malujący się na twarzy M.
Kiedy będzie lepiej? Czy będzie kiedyś lepiej?

Edit: to już trzecia strona pamiętnika, świadczącą o lecącym nieubłaganie 3 rokiem starań. Nie mam obecnie już sił.


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 stycznia 2019, 18:31

anemic Wielkie chcenie ... 7 stycznia 2019, 19:34

Tak, tak- macie rację. Co nie zmienia faktu, że pochłonęłabym flaszke.
Hahah jeszcze w ciąży nie byliśmy a ustaliliśmy, że albo jedno albo drugie winkuje.

Miałam robić podsumowanie roku, ale nie mam sił na to.
Haneczka miewa trudne noce- zasypia ładnie, śpi do 22/23 i później surrvival -.- 30 min usypianka - 10 spanka, w łóżeczku stęka, kręci się, nawet jak spała na mnie pojękiwała. Rano nie w sosie bo niewyspana, ja ledwo na oczy patrze, a ona już usypianko by chciała bo zmęczona. I cały dzień jęczenie. Łolaboga. CZasami już mnie nerwy brały.
Na szczęście dwie ostatnie noce (tfu tfu nie zapeszając) przespała ładnie. Wczorajszy dzień cały fajny.
Umie coraz dłużej bawić się sama. Wspólne zabawy też coraz fajniejsze.
Zwiększyła swój repertuar- a jaka jest zadowolona ze swoich śpiewów. Kąpiel powoli musimy przenieść do łazienki, bo podłoga w sypialni może tego nie wytrzymać.
Ślicznie bawi się rączkami i stopami. Ładnie odwraca na boczki. Z brzuszka udaje je się odwrócić na plecy. Tłumacze jej, że najpierw trzeba w drugą stronę, ale nie chce słuchać :D

Ślini się. Wpycha wszystko do buzi. Dzisiaj na buzi- z jednej strony pojawiła się wysypka. Boże żeby to nie była jakaś alergia.
No i spacery. Wychodzimy, udaje nam się dojść do bramky i wrzeszczy. Ale, to nie zwykły płacz tylko w histerię wpada. Ostatnio myślałam, że to po prostu ze zmęczenia bo czasami tak jej się zdarzało, ze popłakiwała, ale dała się uspokoić- tym razem nie dała i D.musiał po nas przyjechać samochodem. Miałam ją już na rękach, ale i tak nie dało jej się uspokoić- dopiero jak wsiadłyśmy do samochodu to się uspokoiła.
Dzisiaj doszłyśmy do bramy, rozdarła się, wzięłam ją na ręce bo taka cudowna pogoda, pospacerujemy trochę- 10 min- rozbieram ją drze się- myślę, może jednak chce tego świeżego powietrza. Zakładam misia, otwieram balkon w sypialni- wrzeszczy dalej. Rozbieram- wrzeszczy, tule, wrzesczy, cyc-wrzeszczy. Uspokoiła się, chce zmienić pampersa- wrzeszczy, uspokoiła się-odkładam wrzeczy. W końcu pora usypiania- zasneła na 10 min. Po drzemce nawet ok, bawiła się, trochę się tuliłyśmy. Następna drzemka- 40 min usypiania- ona ledwo na oczy widzi, śpiewa, ogląda, próbuje ją odłozyc wrzeszczy -.- W końcu zasneła… stwierdziłam, nie ryzykuję i nie ide jej odłożyć, tylko pozwolę spać na mnie, ja poczytam. Umościłam się na łóżku, chwytam książkę i kurwa co?! Kurier- dzwoni raz za razem...obudziła się i już nie zasneła. Tak mi jej szkoda było, taka umęczona.
Sama nie wiem o co może chodzić z tymi spacerami. Przychodz mi do głowy jedynie, ze nie odpowiada jej kombinezon. Wyjełam wkładkę wełnianą bo stwierdziłam, że po prostu za ciasno ma. Ale dzisiaj mimo wszystko to samo. A kombinezon 62 ma za mały, a 68 za duzy i może to ją wkurza. Jutro spróbuję założyć jej kurtkę. Choć kurtkę mamy taką do samochodu- nie zbyt grubą, ale zobaczymy- jak coś kupię nowy kombinezon.
Jestem zmęczona tym siedzeniem w domu. Kocham ją nad życie, D. pomaga jak może, ale po prostu chciałabym wyjść na trochę bez dziecka. Chociaż do lidla.
A. Ale mamy mega progres- nie musimy nosić do usypiania, wystarczy utulanko.
Jest to kolejny dowód na to, że "jak przyjdzie czas to się skończy" :D Smoczkowała pierś, czasami miałam wrazenie, że cały dzień wisi na niej, wieczorne usypianie to 1,5 h, aż sutki bolały. Później trzebabyło nosić do usypiania- wynosiliśmy swoje, a w zasadziej ja, już nie chce być noszona. CZekam na czasy kiedy zacznie zasypiać sama :D
Jest mi przykro gdy czasami tracę cierpliwość. Wiem, że ona jest jak radar i odczuwa moje emocje i trudniej jej. Ale czasami ręce mi opadają. Później patrzę w te jej cudowne oczy i mam wrażenie, że ona patrzy z rozczarowaniem na mnie. Tez jestem sobą rozczarowana w takich chwilach. Dzisiaj zamknęłam się w łazience i płakałam.
Ale, dzisiaj się kończy. Odkreślam grubą kreską. A jutro zaczynamy od nowa.

Goziku, właśnie chciałabym karmić do roku, ale boję się co będzie jak pojawią się zębiska :D

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 7 stycznia 2019, 19:59

Jakies dziwne plamienie... Nie chce dostać okresu :( dobrze mi bez niego. Jeden z mega plusow kp!

06 STYCZEŃ - 4 dzień po odnalezieniu SYNKA

Dzisiaj mieliśmy intensywny dzień. Zaplanowaliśmy sobie ogarnięcie znajomych którzy mają dla nas rzeczy dla Adasia. Pojechaliśmy po fotelik do samochodu. Długo w nim nie pojeździ bo to nosidełko ale będziemy mieli chwilę by ogarnąć ten drugi. Razem z fotelikiem otrzymaliśmy 2 paczki pampersów. Córcia znajomych przeszła na 4 a Adaś nosi 3. Odkupimy im rozmiar większy :-D Po powrocie do domu obskoczyliśmy pozostałe osoby. Dostaliśmy mnóstwo zabawek, krzesełko do karmienia, bujaczek, trzy ogromne torby ciuszków. Jestem już spokojniejsza - mamy BUTY ;-D Bardzo ładne ubranka na początek będzie. Zeszło nam z tym cały dzień. Jeden pokój w mieszkaniu jest zawalony tymi wszystkimi rzeczami. Muszę to poprać, pomyć, posegregować. Jesteśmy bardzo wdzięczni znajomym za wszystko. Bardzo nam się to przyda. Jeszcze 2 osoby obiecały nam pomóc w kompletowaniu wyprawki. Zostawiliśmy je na kolejne dni. Wszystkiego na raz nie da się ogarnąć.
Przez to wszystko nie byliśmy u Adasia, ale zadzwoniłam do placówki zapytać jak się miewa. Powiedziano mi że wszystko dobrze.
Nie spałam dzisiaj znowu, mam ogromne problemy ze snem......

25dc
Dzisiaj były już wyniki cytologii... Lekarza zadzwonił... Dalej zapalenie, leki w sumie nic nie dały... Ma się skonsultować że specjalista od cytologii i za 2 ~3 dni da znać, czy jeśli przystąpi do in vitro i zajdę w ciążę będzie możliwość leczenia mnie bez ryzyka, czy inne środki leczenia najpierw dla mnie zaproponują 😓. Coraz bardziej martwię się... Ze skrajności w skrajności... Boje się że mnie złamie ta sytuacja. Popadnie w depresję 😔. Czekanie, czekanie... Cierpliwość nie jest moja mocna strona.

07 STYCZEŃ - 5 dzień po odnalezieniu SYNKA

Dzisiaj byłam w pracy. Nic tam specjalnie nie zrobiłam. Kolejki do mnie ustawiają się długie. Fama sie rozeszła że znikam na co najmniej rok to raptownie wszystkim jestem niezbędną. Każdemu muszę coś przygotować i to na wczoraj najlepiej. Nie dam rady tego wszystkiego ogarnąć. Nie mogę zostawać po godzinach bo chcem i muszę jeździć do Adasia. Pracy jest tyle że choć bym chciała to nie przerobię wszystkiego. Źle mi z tym. Wolałabym nie zostawiać po sobie zaległości ale niestety jest to nieuniknione. Po prostu mam teraz ważniejsze sprawy na głowie.

Wyszłam dzisiaj z pracy szybciej bo jechaliśmy do OA wypełnić dokumenty do sądu. Musieliśmy wypełnić dwa wnioski. Jeden o powierzenie nam tymczasowej opieki nad Adasiem z możliwością zabrania go do domu. Drugi natomiast o pełną adopcję, zmianę imienia i sporządzenie nowego aktu urodzenia synka.Dopełniliśmy formalności, pani psycholog ma jutro zanieść wszystko do sądu. Kilka dni potrwa zanim sprawie zostanie nadany numer. Jak tylko sie to stanie zamierzam co drugi dzień (żeby nie było że ich prześladuje) dzwonić do sądu z pytaniem jak długo jeszcze.

Po biurokracji pojechaliśmy zobaczyć się z synkiem. Na miejscu okazało się, że ma biegunkę dzisiaj. Wyglądał na chorego. Był też marudny, trochę płakał. Martwię się trochę. Mam nadzieję że to tylko dzisiaj a nie jakiś wirus.... Oby miał spokojną noc.... Zamierzam jutro tam zadzwonić i zapytać jak minęła mu noc i jak się miewa. Jutro nie możemy go odwiedzić. Rano do pracy a popołudniu mam lekarza. Wieczorem jesteśmy umówieni na odbiór rzeczy od znajomych.

Jestem bardzo zmęczona od myślenia i nie dosypiania. Jak wróciliśmy dzisiaj do domu o 20,30 to poszłam jeszcze do apteki kupić coś sobie ziołowego na sen. Jednak i tak wiem że nie zasnę myśląc pewnie pół nocy czy wszystko dobrze z Adasiem.....

Wczoraj mąż dał mi pierwszy zastrzyk niesławnego prolutex naczytałam się dużo że to bardzo bolesny zastrzyk i bałam się okropnie aż cała dygotalam boje się że te zastrzyki odbija się na groszku aczkolwiek nie było tak strasznie poruwnywanid do stymulacyjnych zastrzyków dziś trochę mnie brzuch w miejscu ukłucia boli
Nie wiem czy jak mam się tak codziennie stresować to czy nie lepiej zadzwonić do lekarza i poprosić by dał mi ten progesteron w innej formie


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 stycznia 2019, 06:59

Lady_E , 8 stycznia 2019, 07:57

9 Miesiąc <3
36 tc do porodu 35 dni <3

Waga plus 19 kg. Strasznie spuchłam :( Chyba woda.

Czujemy sie ok. Mała szaleje. No i czekamy :)
Jeju jak ja bym chciała wiedzieć kiedy to nastąpi. A nie teraz miesiąc siedzenie na szpilkach.
No ale :)

Wizyta w czwartek. Wszystko przygotowane. Czekamy jeszcze na lampkę nad łóżeczko, imie na ścianę, śpiworek do wózka. Ale wszystko zamówione czekamy aż przyjdą.
Chyba jeszcze raz przeprauje ciuszki z nudów :p

Moja siostra ma termin taki jak ja :) Miała później ale ma cukrzyce ciazową i jej mała szybko rośnie. Bedą jaja jak się urodza w ten sam dzień :p

I męża siostra właśnie dowiedziała się że jest w ciąży <3 Jak super <3 Dawno u nich w rodzinie nie było małych dzieci teraz jak dobrze pójdzie bedzie dwójka z tego samego roku.
Nastepna wigilia bedzie wesoła <3
Teściowa szczęśliwa :) Tylko sie martwi bo my jesteśmy tu na miejscu i będzie widzieć Bankę czesto a szwagierka mieszka w niemczech 600 km od nas i bedzie teściowej ciężko tak na odległość z wnukiem/wnuczką. Nam w sumie też. No ale damy rade. Może wrócą do Polski :)

Jeszcze troszkę córeczko i sie widzimy <3 <3 <3



28cs
W końcu miałam porządną obserwację cyklu i okazuje się, że mam owu 2 dni przed skokiem temperatury...
Za kilka dni laparoskopia, boję się, ale z drugiej strony cieszę, bo to spory krok na przód... ;)

9 dc

Z poprzedniego cyklu nic nie wyszlo, było do przewidzenia. Chociaż się i tak ludzilam, eh ta naiwność.

Teraz też wyszły znów małe komplikacje, bo w pracy męża znów mieli go wysłać poza dom, znów tydzień w delegacji... przerabane, owulacja za tydzień a tu taki klops... zrobilam mezowi awanturę, że daje z soba robic co chca w tej firmie, ze mu nie zalezy, ze gdyby mu zalezalo stanalby na glowie, zeby byc ze mna i działać... i jak widać podziałami, bo zaraz po tym złożył wniosek o urlop... 1 dzień.... środa... A więc w domu będzie we wtorek wieczorem, w środę i w czw rano pojedzie znów do klienta... to mamy tyle żeby działać, potem ewentualnie w piątek gdyby tej owu jeszcze nie było... ale nie sądzę. Masakra powiem wam... no ale zobaczymy.

A co w nowym roku... ćwiczę, szydełkuje, przechodzę na dietę od poniedzialku:D nawet wykupilam plan dietetyczny :D nie chodzi mi o to, żeby drastycznie schudnąć, chodzi mi głównie o zdrowie i o to, żeby nie jeść tłusty i zmienić styl żywienia na zdrowszy, nauczyć się przygotowywać inne posiłki niż tylko ziemniaki, mięso, sos :D i tłuste kurczaki:) cholesterol rośnie z roku na rok i problemy z cukrem. Miałam za cel zrzucić 6 -7 kg. O ile nie zajde w ciążę :)

W środę mam wizytę u gin. Ale zastanawiam się, czy iść...niby nie muszę, dowiedzialabym się jedynie, czy jest ta owulacja, czy jej nie ma... kusi mnie ta informacja:D ale... 180zl... no i też, w sumie, żeby pokazać mu wyniki badań genetycznych. Genetyk wystawił mi opinie, że mutacja, która posiadam, nie jest bezpośrednią przyczyną poronienia i, że nie zagraża mi zakrzepica, zlecila metylowany kwas foliowy i tyle. I pewnie moj gin tez nie stwierdzi, ze potrzeba mi zastrzykow z heparyna. I nie wiem... co robic. Środa to ten dzień starań, a wizyta o 19.30...


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 stycznia 2019, 22:19

Hedgehog Pamiętnik jeżyka 35+ 5 września 2019, 09:08

11 miesięcy.
Aż trudno uwierzyć że to już przedostatnie podsumowanie.

Wzrost ~78
Ubranka: 80
Waga: ~9.7kg
Zęby: 6 (bez zmian, ale wkrótce powinny być kolejne)
Sen :bywa różnie ale norma to dwie drzemki po 1-1.5h

Miesiąc minął spokojnie. W końcu było lżej z młodym. Trochę dlatego że miałam męża w domu a trochę dlatego że w końcu można przy młodym coś zrobić w kuchni (wystarczy mu wręczyć magnesy na lodówkę) lubi wózek i spacery(aż za bardzo,tak skacze dupką że czasem się boję że rozwali wózek), nie boi się ludzi, a jego plan dnia był bardzo przewidywalny. oczywiście niektóre z tych rzeczy zadziały się już wcześniej a nie dopiero teraz, ale teraz to wszystko się tak skumulowało że w zasadzie mogłabym powiedzieć że ten miesiąc był nawet przyjemny.
Oprócz tego zaczął żłobek, ale to dopiero kilka dni więc narazie nie ma o czym mówić.

- bezpiecznie schodzi z kanapy
- odkrył cień i go atakuje ;)
- klaszcze
- mlaska gdy jest głodny/widzi jedzenie i ma na nie ochotę
- chrumka jak świnka
- wydaje pierdzący dźwięk na czyjeś ręce lub brzuchu
- przytula się do pluszaków
- wciska płaskie guziczki na zabawkach
- wie że po wciśnięciu guziczka coś się wydarzy np. zabawka pojedzie/zagra. Smuci sie jeśli jest inaczej (ups nie zauważyliśmy ze baterie siadły w jego ulubionym koniku i nie robił "patataj")
- szok! - wie że aby odblokować telefon trzeba przyłożyć palec z tyłu do czytnika, mazia ekran palcem, zamaszystym ruchem jakby scrollował.... przykłada mi telefon do ucha....
- myślę że mogę już napisać że CHODZI. W prawdzie tylko w domu ale zdecydowanie preferuje chodzenie od raczkowania. Idzie, zatrzymuje się, kuca, wstaje, skręca itd. Raczkuje tylko poza domem i kiedy chce "biec".
- z bełkotu wyłaniają się sylaby. Mówi wszystkie samogłoski i niektóre spółgłoski najczęściej t b m j
- bardzo dużo mówi po swojemu, odpowiada, chce się komunikować
- jego świadomym słowem jest samochód. Zawsze na auto mówi buu (bum bum).
- lubi aby z nim czytać książeczki. Czasem siada z książką i robi w moja lub męża stronę u u u co oznacza " chodź tu i czytaj/opowiadaj".
- mniej bawi się sam a więcej potrzebuje kompana do zabawy. (ostatnio dawał opaskę na głowę, musiałam zakładać a on ściągał - i tak 40 minut haha).
- podryguje do muzyki
- pokazuje jak szybko jeżdżą auta / kręci głowa
- wszystko chce umieszczać jak najwyżej np. na stole. O ile usiłuje tam wepchnąć bidon to mniejsza o to, ale jak próbuję tak wysoko położyć wywrotkę która jest niewiele mniejsza od niego i ciężką jak dla dzidziusia, to idzie szału dostać.
- chyba ani raz w tym miesiącu nie zrobiłam oddzielnego jedzenia dla niego. Nie chce mi się strasznie. Albo je to co my albo dostaje słoiczek.


Ulubione zabawy to niezmiennie oglądanie książeczek, pchanie wszystkiego co ma kółka, A nawet jeśli nie ma kółek. Rzucanie piłeczką. Dodatkowo zabawki interaktywne grajaco-jezdzacy konik i śpiewająca sowa.

6 tc (5t1d)
Hej. No to juz 6tc. Wizyta za 17 dni...
A ja musze sobie chyba ponarzekac.
1. Dzis sie zwazylam. Caly tydz jadlam mniej czesto a malo. Bez slodyczy i zdrowo a tam na wadze -0,2 kg tylko... Myslalam ze chociaz 1kg spadnie :/ i miej tu motywacje do dalszego dzialania... Ehh :(
2. Jestem zmeczona. Zmeczona macierzystwem. Zmeczona ze nie moge byc jawnie zmeczona. Ze nie moge sobie ponarzekac. Wiem ze mam zlote dziecko i nie narzekam na niego tylko jestem sama. Sama musze myslec zeby ugotowac sprzatnac zrobic zakupy zeby maly mial uprane zeby byl najedzony wyspany wybawiony. To ja pilnuje wizyt u lekarza. Tera gdy chory ja pilnuje lekow itp. I wczoraj zapomnialam mu dac antybiotyk na noc :( u nas w rodzinie sa blizniaki i to tamta mame sie zaluje a mi sie zyczy drugiego dziecka bardziej rozdartego zeby dalo w kosc... To by bylo na tyle narzekanis. Zeszlo ze mnie.

Bałam się tu przejść, ale chyba najwyższy czas. Co ma być to będzie. 10t1d wg owulacji, 10t2d wg usg. Czy się boję? Chyba jeszcze tak, choć z każdym dniem coraz mniej. Wszystko wygląda dobrze więc nic tylko zacząć się cieszyć :)

4dc

Małpa przyszła w sobotę i zepsuła cały weekend... Rozmawialiśmy z Mężem na temat przerwy w staraniach bo ostatnio nie najlepiej na nas działają. Mam wrażenie że presja jest na tyle duża, że w jakiś sposób oddalamy się od siebie. Takie kilkuletnie bezoowocne starania to wielka próba dla związku. Nie obwiniamy się niby o to dlaczego i z kogo winy nam nie wychodzi, ale mimo wszystko czuje się winna. Sama siebie nakręcam a to nie jest zdrowe. Szukam problemu tam gdzie go nie ma. Mąż mówi, że jeśli się nie uda to trudno, będziemy we dwoje i będziemy się cieszyć sobą, ale ja wiem że przyjdzie taki moment kiedy to we dwoje mu nie wystarczy, że będzie chciał czegoś więcej... Paraliżuje mnie strach że wtedy odejdzie, że znajdzie sobie kobietę, która da mu dziecko... Choć wiem, że mnie kocha...

W każdym razie postanowiliśmy nie odpuszczać... 3,5 roku leczenia dopiero teraz zaowocowało owulacją. Dwa ostatnie cykle owulacyjne były pierwszymi i jedynymi w całym okresie leczenia, więc stwierdziliśmy że szkoda zaprzepaszczać tyle czasu i poświęceń... Jeszcze trochę wytrzymamy.

Póki co wracam na terapię, bo głowa zaczyna się znowu sypać, znowu robię się płaczliwa z byle powodu i ogarnia mnie wielkie życiowe "fuj". Mam nadzieję że moja Pani psycholog znowu postawi mnie do pionu. No i oczywiście monitoring w przyszłym tygodniu w poniedziałek i czwartek i zobaczymy co z tego będzie.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)