"Wdzięczność rodzi się z trudu"
17dc/13cs
Wydawało mi się że we wtorek miałam owulacje ale dziś niedziela a ja dalej mam śluz płodny. Nieważne. Cały tydzień nie ma M i jutro też to nie będzie. A że jego nie ma musiałam jakoś sobie organizować czas sama. Kurczę nigdy jeszcze na tak slugo się nie rozstawalismy. No może za czasów studenckich Ale odkad jesteśmy małżeństwem to aż tak długo chyba jeszcze nie trwała nasza rozłąka. Nie to żebym strasznie za nim płakała i nie mogła sobie poradzić. Bo nie. Dość szybko mi leci czas. Bo poumawialam się z koleżankami. Dużo mi dały te spotkania. Jedna z nich dość dokładnie zna moja sytuacje. Ale wcześniej nie miałam okazji jej powiedzieć o ostatniej ciąży biochemicznej. Dużo wsparcia od niej otrzymałam bez głupich rad. Doceniam to bardzo. Chociaż jeden dzień był ciężki. Na pewno to spotęgowało to to że byłam sama w domu. Zadzwonił do mnie brat mojego M. Że chce mi coś powiedzieć w tajemnicy żebym nikomu nie mówiła że będą mieć drugie dziecko. I muszę się przyznać pierwsze uczucie to nie była radość. Tylko takie ciężkie uczucie na sercu jakby nie mogła przez sekundę oddychać. Wstyd mi. Czuje się beznadziejnie. Powinnam od razu wyskoczyć z gratulacjami A mnie zacielo. Chociaż od jakiegoś czas przygadywali o drugim dziecku Ale ostatnio mieli różne problemy im nie sądziłam że się zdecydują. Jednak w rozmowie wyszło że są trochę zaskoczeni. Ehh. Taka kolej rzeczy. Ale już to przerobiłam. Wczoraj trochę źle się czułam i cały dzień prawie przeleżalam. Przeczytałam książkę która chce Wam strasznie polecić. "Wszystkie nasze obietnice" płakałam i czytałam. Ale teraz kiedy już ja skończyłam przemyślam sobie parę rzeczy. I swoje życie i podejście do starań. I czasem moje podejście do M. Do rodziny. Nie chce za dużo zdradzać Ale książka jest o małżeństwie które przeżywa kryzys. Od kilku lat starają się bezskutecznie o dziecko. Wiele scen to po prostu wyjęte z mojego życia. Więcej nic nie mówię tylko polecam do przeczytania.
Któreś dziewczyny polecamy też "światło między oceanami" też ja kiedyś czytałam i również polecam.
Postanowiłam, że zacznę pisać pamiętnik, gryzmoły czy jak to jeszcze nazwać.
Chcę to potraktować w formię wyżalenia się, wygadania, dać upust emocjom, oczyścić umysł i emocje.
Nigdy nie sądziłam, że będę miała męża, że będzie ktoś mnie kochał i że ja będę kochać kogoś. Zawsze byłam lubiana i faktycznie - większe grono znajomych było płci męskiej.
Ale to jednak tak działa, że swój trafi na swego.
Swoje trzeba czasem odczekać, przecierpieć, przejść jakiś test zaplanowany przez Tego Z Góry ...
Ale na całe szczęście w 2014
po pierwszym majowym olaniu mojego przyszłego męża dałam się namówić na październikowy spacer...
Od tamtej pory jesteśmy nierozłączni, po roku zaręczyny, po niespełna 4 latach ślub. I tak właśnie na dzień dzisiejszy jesteśmy 7 miesięcy po ślubie.
Ale jak zwykle coś za coś.. Szwagierka zanim poznałam Mojego Męża była moją najlepszą przyjaciółką, ale gdy tylko się zaręczyliśmy to wszystko zniknęło.. Nasze relacje zmalały do minimum a od dnia ślubu do nicości, zero kontaktu, czegokolwiek.
Co ja takiego zrobiłam? Nigdy jej nie odsunęłam od siebie a ona sama zaczęła unikać mnie..
Na święta zero życzeń, do mnie nie zadzwoniła tylko do Mojego Męża - jak nigdy! zawsze koty darli a teraz udaje kochaną siostrzyczkę. Może Ty wiesz o co chodzi?
Może ja jestem za głupia na to wszystko?
Ma żal?
O co?
O to, że mam męża a to ona zawsze uważała się za tą ładniejszą, mądrzejszą?
Że nie potrzebowałam jej pomocy przy wyborze sukni ślubnej i organizacji wesela?
Że poszliśmy z Mężem na własne mieszkanko?
Ale zazdrościć czegoś komuś? po co? na co? cieszmy się z tego co mamy, że mamy ręce, że mamy nogi, że możemy oddychać, że możemy po prostu żyć..
Czas powiększyć naszą dwuserduszkową rodzinę, tak baardzo chcę, może aż za bardzo?
Dlatego postanowiłam coś tutaj pisać, żeby nie zwariować, bo Mąż oczywiście jak to Mąż mówi, żebym o tym tyle nie myślała, że będzie co ma być.
Owszem, ale jak to mam nie myśleć? Jak się czegoś baardzo pragnie to się kurczę o tym myśli, no niestety ...
Tym bardziej, że jak na złość wszędzie widzi się maleństwa czy kobitki z brzuszkami.. No ale niestety od patrzenia się nie zachodzi w ciążę 
Niestety dla chcącego jest to tylko ten jeden dzień, w którym może się udać ...
Czas pokaże czy będzie mi dane być Mamą... 
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 stycznia 2019, 10:00
Chwilkę mnie tu nie było. Miałam dość intensywny tydzień, bo musiałam przekazać w pracy obowiązki kolegom. Musiałam pamiętać o wszystkich szczegółach i popisać im maile z informacjami.
Kolega który docelowo ma mnie zastępować jest przerażony ilością rzeczy które robiłam. Czemu mnie to nie dziwi
. Dopiero jak odchodziłam to ludzie się skapnęli ile obowiązków na mnie zwalili.
Gdy w piątek wychodziłam z firmy, to poleciało mi kilka łez. Niby marzyłam o tej chwili od dawna, ale zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę ludzie z magazynu zostali sami... Na mnie zawsze mogli liczyć, zazwyczaj brałam wszystko na klatę i ukrywałam ich błędy, żeby kierownik nie wiedział. Zawsze całym sercem byłam za nimi, a teraz będą sami...
Brzuszkowo wszystko u nas w porządku, za wyjątkiem mojego samopoczucia. Zauważyłam, że na początku nowego tygodnia ciąży mam straszne mdłości oraz jestem senna i słaba. Nie mogę jeść słodkiego i tłustego, najlepiej reaguję na orzechy, szpinak i kanapki z żółtym serem 
Rano i wieczorem mam pogadanki z Groszkiem
. Mąż wieczorami często całuje brzuszek
. Mówimy, że wszyscy czekamy tutaj na Niego/Nią i że wydziergam mu/jej wszystko co będzie chciał/a 
W przyszłym tygodniu pojadę do lekarza, który zajmował się mną gdy wyszłam za mąż. Pracuje w szpitalu i codziennie jest pod ręką, więc mogę do niego podjechać w każdej chwili
. Na pewno ucieszy się, że w końcu się udało, bo on nie mógł mi pomóc.
dzis stricte o jedzeniu.
faktycznie u nas sprawdza sie teoria, ze w okolicach 8mego miesiaca zycia dziecko jest duzo bardziej gotowe na jedzenie. Oli proby jedzeniowe szly fantastycznie poki co, ale zaobserwowalam ze odkad zaczela pelzac, to zjada tez wieksze porcje i zaczela jesc chetnie mieso... a dokladniej bez oporow je udka z kurczaka. piers z kurczaka, ryby itd jej nie podchodza. a udka czy gotowane z wywaru warzywnego, czy tez pieczone w przyprawach bez soli wcina az sie uszy trzesa. co prawda jedzenie miesa wyglada inaczej niz uparowanych warzyw. warzywa zjada sama bez pomocy, a miesa ja jej rozdziabdziuje palcami i takie male porcje wkladam do buzi. ostatnio tak jej smakowalo, ze mnie w palec dziaslami ugryzla!! nie mogla sie doczekac jak poczuje cos w buzi 
oto ile zjadla wczoraj. dzis podobnie, na podlodze wczoraj moze 2 kawalki ziemniaka byly. reszte pochlonela. zostalo tylko to co widac na zdjeciu... a ja sadzilam, ze nie da rady!
stabilizuja nam sie tez harmonogram karmien. np. dzis:
6 rano ok 100 ml mleka
8.30 ok 50 ml
ok 9.30 sniadanie (bulka, bieluch, avocado, pomidor)
potem dopiero ok 12.30-13 obiad (ziemniak, borkul, marchewka, cukinia plus mieso z udka z kurczaka)
15 ok 100 ml mleka
i juz wiem, ze pozniej bedzie tak: (bo tak jest od 2 dni)
ok 18 owoce: banan/jablko lub gruszka
ok 19.30 - 100 ml mleka
ok 22.30 - ok 130 ml mleka
3 rano - ok 130 ml mleka
i potem 6 rano i jak wyzej....
nie wiem czy to dobrze, czy zle. w sumie mleka wypija na dobe ok 600 ml.
jedzenie stale zaczyna sluzyc jej do zapleniania brzuszka, nie tylko do zabawy i kupy 
bardzo mi sie serece raduje jak widze, jak malutka wcina. i co smieszne, czesto jak je to sobie podryguje. w sensie jak do muzyki. albo macha glowka. albo calym tulowiem.. ja sie martwie, zeby sie nie zaksztusila, ale ona wie swoje 
poki co moge powiedziec, ze dla mojego dziecka BLW bylo super wyborem. ja wiem, ze nie kazde dziecko jest do tego stworzone i sa rozne obiekcje. ale ja juz sie nie boje wcale. od 2 miesiecy je kawalki stalego pokarmu i z reka na sercu moge powiedziec, ze moze 3 razy sie zaksztusila. w sensie musiala odkaszlnac. a teraz jak widze, ze memla w buzi np banana wielkosci polowy mojego palca i po rozdrobnieniu go polyka, to juz mnie to nie stresuje. czasem cukienie ze skorka chce polknac za szybko i wtedy wyciaga jezyk na wierzch, aby przesunac pokarm do przodu, bo za gleboko jej weszlo w gardlo. ake totalnie widac, ze panuje nad sytuacja. moge przyznac, ze jesli dziecko ma zapedy do samodzielnego jedzenia, to ta metoda jest super.
aczkolwiek marzyu mi sie ugotowanie dla niej zupki. poki co wybrzydza i odmawia jedzenia takiej konsyustencji. ale jakby co to bede jej robic jakies pasty warzywne. bo jesli posmarowany jest chlebek czy bulka (jak twarozek), to chetnie to zjada. takze, to moze bedzie nasza alternatywa.
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 maja 2019, 12:48
Patryk ma 9miesiecy i 3 dni
Długo nic nie pisałam jakoś nie było czasu dużo się działo naszym życiu.Patryk kilka razy trafiał do szpitala z powodu zapalenia płuc i duszności miał robione mnóstwo badan i kilka konsultacji specjalistycznych neurolog okulista pulmonolog czekamy jeszcze na kardiologia.Podczas ostatniego pobytu szpitalu specjalistycznym w końcu poznaliśmy diagnozę synek jest chory na astmę.Przyjmuje na stałe leki.W zeszłym tygodniu znów zachorował pojawiły się duszności kaszel po badaniu okazało się ze ma zapalenie oskrzeli i kolejny antybiotyk plus zwiększenie dawek leku na astmę z dwóch dziennie do 4 dziennie zwiększona została także moc dawki leku. W lutym mamy wizytę u pulmonologa zapisałam go do tej samej pani doktor co Damiana który też ma astmę i ma zmienione leki wcześniej brał te same co Patryczek,pisze o tym bo pani doktor będzie rozważać tez zmianę leków dla Patryka.O tym będziemy szerzej rozmawiać na wizycie i po badaniach.W poniedziałek musze zadzwonić jeszcze do łodzi zapytać o wynik badania na który długo się czeka pani przed świętami jak dzwoniłam mówiła ze juz po nowym roku powinny być zobaczymy jutro.
Z wagą stoimy praktycznie w miejscu synek waży tylko 6750g w szpitalu jak nas przyjmowali to myśleli ze jest wczesniakiem.Jak mówiłam ze nie jest i ze ważył 3850g to byli zdziwieni.
Co już potrafi mój synek:sam juz siada i siedzi sam wstaje raczkuje
Czekamy na pierwszego zęba póki co nic go nie zapowiada
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 stycznia 2019, 17:04
Teraz ciesze sie, ze zrobilam poprzedni wpis. Dzieki 101015. Czasem dobrze jest zrobic burze.mozgow
i chyba przesune to sniadanie. Tylko to ma sens. Jak patrze na rozpiske. Dzieki.za rade. Bo jest bardzo cenna.
Musze pomyslec co.dostanie dzis.zamiast owocow.
Chyba bedzie omlet jajeczny z pomidorami 
Edit: omlet na kaszy mannie razowej z ziolami prowansalskimi plus bieluch do posmarowania byl. Wystraszylam sie tych owocow. Poczytalam tez troche. Takze.od jutra owoce.przed.poludniem 
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 stycznia 2019, 18:12
101015 nie mogę odpisać na Twój komentarz w Twoim pamiętniku (nie otwiera się strona) wiec odp u mnie pod Twoim komentarzem.Dziękuję za Twój wpis 
**************************************
Co do wyników badań nie pisałam ich tutaj bo bardzo dużo tego jest więc napisze ogólnie że poza podwyższonym CK-MB i zmianach w płucach na Rtg w czasie choroby,reszta wyników jest ok czekamy jeszcze na wynik badania na pneumocystoze.
po konsultacji neurologicznej lekarz stwierdził niewielki stopień opóźnienia odruchów stato -kinetycznych.Do dalszej obserwacji w poradni neurologicznej
O diagnozie pulmonologa i ze czekamy na konsultacje kardiologiczna pisałam wcześniej.
czeka nas jeszcze szereg badań,wizyt u lekarza.Najbardziej boje się tej u kardiologia ze może być coś nie tak cześć objawów które ma synek pokrywają się z tymi związanymi z chorobami serca.Póki co czekamy na wizytę i nie panikujemy chociaż ten cień niepokoju zawsze zostaje choćby nie wiem jak bardzo byłabym opanowana i,, wyluzowana,,w końcu chodzi o zdrowie naszego dziecka
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 stycznia 2019, 21:12
41 DC a ja nadal nie mam @. Oszaleć idzie. Teksty pokazują uparcie jedną kreskę. Piersi są ciezkie jakby były z kamienia. Dlaczego ten cykl nadal trwa? Już mam dość tej niepewności.
10 cs 2dc
Zaczęłam wczoraj pisać pod wpływem emocji, przebudziłam się w nocy i pomyślałam,że usunę pamiętnik, nie sadziłam, że ktoś to przeczyta. Dziękuję za wasze komentarze. Teraz wiem, że jest więcej takich kobiet, które dotyka ten sam ból. Piszecie, że próbujecie już po kilka lat. Ja nie mam już tyle czasu- to stresuje mnie jeszcze bardziej. Najpierw były studia, potem szukanie pracy, potem czekanie na ślub i tak zleciało. Czasem żałuje, że nie miałam możliwość wcześniej założyć rodzinę. W wieku 26 lat rozstałam się z partnerem, wyprowadziłam, rozpoczęłam wszystko od nowa. Pragnienie bycia mamą pojawiło się u mnie dość późno. Jutro zadzwonię do lekarza i powiem mu, że @ przyszła i umówię się na kolejny monitoring choć nie wiem co ma to zmienić. Na ostatniej wizycie wspomniałam lekarzowi, że chciałabym zrobić badanie drożności jajowodów. Powiedział, że można by nad tym pomyśleć i na tym rozmowa się skończyła. Nie wiem czy mam urojenia ale w poprzednim cyklu czułam kłucie w brzuchu i byłam przekonana, że coś tam się dzieje. Nawet zauważyłam delikatne plamienie które mogłoby wskazywać na zagnieżdżenie, a potem przyszedł okres. Ostatnio miałam w pracy dużo stresu, myślę, że to on może być powodem, że się nie udało ...
O matko! Szyjka miękka, bolą sutki. Może nie będę jeszcze tracić nadziei?? https://ovufriend.pl/graph/9d371523ab60bc8366d02a783963ca36
13 STYCZEŃ - 11 dzień po odnalezieniu SYNKA
Dzisiaj próbowałam się czymś zająć. Prałam ubranka, prasowałam, układałam. Nie mogę sobie znaleźć miejsca.... Tak bardzo chciałabym przytulić Adasia.... Nie wierzę,że jutro pielęgniarka zadzwoni do Marcina. Jeśli nie zadzwoni to chyba zrobimy zadymę. Nie może tak być, że nie mamy żadnych informacji. Rozumiem szpital, mają swoje procedury ale od placówki i ośrodka oczekuję więcej. Jak mamy wykazać zainteresowanie dzieckiem jak nikt nie chce nam pomóc.
O raju to się zaczyna dziać na prawdę 😍😍😍 jesteśmy po wizycie, doktorek skrócił mi antyki do 15 dni i ok 26/27 zaczynamy zabawę z zastrzykami!!! Leki kupione, zgody i umowy w domu także czekam jeszcze 4 tabletki, @ i zaczynamy 🥰🥰🥰
7 tc (6t0d0
Hej, dziś zaczynam 7tc, leci czas, szybko!
Bartuś kończy dziś 9 miesięcy! Kiedy to zleciało?
Dziś zaczęłam swoją przygodę z zupomanią. Koleżanka mnie namówiła. Czytałam że w ciąży jest to bezpieczne i dozwolone. A że moja waga rośnie więc czas coś z tym zrobić, bo zaraz będę rosła i dobiję do 100 kg do porodu. Ogólne zasady są takie że je się cały dzień różne zupy. Rano mleczna potem dowolne, z mięsem, kaszą/ryżem/makaronem i warzywami. je się 5-6 porcji zupy plus kefir. rano szklanka wody z cytryną i można wodę z miodem żeby nie brakowało cukru. Zobaczymy po tygodniu jak będzie waga się zachowywała.
Ogólnie czuję się dobrze, po południu męczą mdłości, no ale to normalne. Za 11 dni wizyta, nie mogę się doczekać, żeby wiedzieć że wszystko jest ok. Wierzę że będzie. Dziś tak sobie uświadomiłam że będę miała ciężko, i nie chodzi o opiekę nad dwójką dzieci tylko o ten czas w ciąży gdy już będzie duży brzuch, nogi spuchnięte, ból kręgosłupa, a tu małego trzeba będzie uśpić na rękach bo tak się nauczył... nie wiem jak to zmienić? a to ubrać, a to zmienić pieluchę itp. To mnie chyba bardziej przeraża niż jak będzie już maleństwo na świecie. No ale dam radę. JAKOŚ.
Znaleźliśmy miejsce pod budowę domu! Pod miastem, blisko lasu, rzeki, komunikacji publicznej. Nawet tanio, tylko trochę skromnie bo niecały 1000m2, ale nie będę czekać w nieskończoność żeby się wynieść z bloku. Osiedle pełne nowobogackich, młodych, ambitnych ludzi jednocześnie posiadających zaściankowe myślenie. Obgadują, oceniają i z nikim się nie liczą, bo przecież teraz wszystko wszystkim się należy. Znaleźliśmy też projekt domu. Jest idealny! Ok. 150m2 + garaż na dwa auta, duże okna w salonie i master bedroom z oddzielną łazienką (dla mnie warunek konieczny), a koszty budowy do przyjęcia. Mam nadzieję, że uda się niedługo dopełnić formalności i chociaż fundamenty wylać na jesieni. Chcę jak najwięcej zrobić z naszych pieniędzy, na resztę weźmie się kredyt. Mieszkanie wynajmiemy to się będzie spłacać, a kiedyś jak Syn będzie chciał to będzie dla niego. Niech się dzieje! 
Właśnie stoję na dworze a Młoda śpi - dotlenia się. Znalazłam miejsce z boku donu, gdzie nie wieje. Bo ciężko sie chodzi. Leśne trasy odcięte. wszędzie ciapa. Uprawiam runmagedon wózkowy. Jakiś facet zaczepił mnie na ulicy i spytał, czy wychowuję morsa.
Co do tesciow. Agresja zadziałać nie mogę. To skomplikowane i nie chce tu wchodzić w szczegóły. Myślałam o tym i postanowiłam działać dyplomatycznie, choć nie wiem na ile to wyjdzie bo czasem ledwo utrzymuje nerwy na wodzy.
W ten weekend postawiłam sprawe jasno tesciowej bo mąż nie umiał....
Zaprosiła nas na kawe. Mówię spoko, mozemy isc (mimo wszystko staram sie nie izolowac Małej od dziadkow i mezowi robic przykrosci), tylko wrocimy na kąpiel. Była oburzona, ze jak to nie posiedzimy a dziecka przeciez nie musimy kąpac codziennie. Powiedzialam, ze musimy, bo potem Młoda imprezujevw nocy, ja nie spie i potem brak mi energii na codziennosc. Bo w dzien nie moge dosypiac w nieskonczonosc.
Byłam stanowcze. Powotrzylam spokojnie kilka raz to samo i postawiłam na swoim. bo u nas kapiel=sen nocny. I własnie dziecko zaczyna mi sie regulować to znowu mi zrobie taka akcje... Poza tym nie lubie siedziec teraz do polnocy jakby to oni chcieli (lub dluzej) bo wstaje do Młodej 4 razy na karmienie. Swoja droga znowu zaczyna sie gadanie typu ze teraz to dzieci tak dterylnie sie chowa (bo myje rece przed przewinieciem) a kiedys szlo sie w pole i oblewalo dziecko woda z butli i było. Albo jak dziecko po drzemce płacze to "nie lec, zostaw" i w ogule to dziecko najlepiej jakby caly dzien zajmowało sie samo soba.
Jestem już tym zmęczona.
Mąż mówi ze oni tak gadaja bo tak maja zeby to zlewac.
Jakos moj tata nie rozporzada mi pod nosem co mam robić.
z innej beczki.
Młoda ma już ponad 70 cm długości
Woże ja w spacerowce na lezaco bo w gondoli już ciasno z tymi kombinezonami.
Na tle siayek centylowych who wydaje sie długa...
Wracam do pisania...
Mam trudny czas jeśli chodzi o sytuację zawodową... Dzisiaj trochę się rozstrzygnie.
Ale muszę wszystko ustawić w taki sposób by swobodnie mi się podchodziło do spotkań w ośrodku adopcyjnym. Tylko o tym muszę myśleć.
Zaczynam rozbudowę domu, już działamy z projektem, jak to trochę się już posunie w czasie to idziemy do ośrodka adopcyjnego. Tak naprawdę nie mogę się doczekać aż nam się uda już mieć to maleństwo. Dać mu swoja miłość, ciepły dom...
Patryk ma 9 miesięcy i 4 dni
Dziś trochę o lęku separacyjnym,wydaje mi się ze właśnie nasz syn go przechodzi cały czas chce żeby ją albo mąż był przy nim cały czas.Obłożony do łóżeczka płacze płacz jest jeszcze większy gdy z pokoju się wychodzi.Ostatnio płakał jak leżał juz zapiety w foteliku a ja na chwile poszłam założyć buty krzyk na cały dom.Ostatnio jesteśmy na takiej,, uwięzi,, że nie możemy swobodnie korzystać z toalety;-p Nasz synek tak bardzo się boi ze mama czy tata juz nie wrócą... wiem ze taki etap dziecko przejść musi nie wiem czy każde,na dziś obowiązkowa lektura dla mnie i mojego męża przeczytać coś więcej na temat leku separacyjnego.
[6 dzień cyklu] Mam w sobie tak ogromną frustrację że nie wychodzi, czepiam się wszystkiego, płacze z byle powodu, nie wiem jak sobie poradzić z emocjami. Jak mam walczyć i się starać skoro nie mam ochoty na zbliżenie jeśli jestem tak bardzo rozżalona.
Chciałabym być silna, mówić że co nie zabije to wzmocni, że trzeba patrzeć na te dobre strony ... ale nie umiem zawsze być silna. Właściwie to tylko mój mąż wie jak bardzo jestem krucha, jak wszystko mocno przeżywam i jak bardzo boli mnie że mimo tych wszystkich starań i codziennej walki cały czas nie ma rezultatu.
A naprawdę walczę codziennie, skrupulatnie, ścisła dieta specjalna dla pcos, insulinooporności, eliminacja glutenu, dokładnie wyliczona ilość kcal. Odmawiam sobie wszystkiego, do tego pije jakieś paskudztwa, budzić dzwoni nawet w sobotę o 6:30 żeby o jednakowej godzinie mierzyć temperaturę, wykonujemy wszystkie niezbędne badania, bierzemy leki i niewiadomo-czemu-tak-drogie suplementy ... a jednak nic się nie wydarzyło ... a lata lecą ...
Czuję się jak powoli tocząca się planeta. W tej ciąży mam zupełnie inny brzuch niż z Adasiem - wtedy rozlewał się na boki, a ja byłam i czułam się sprawna praktycznie do ostatnich tygodni. Teraz wyglądam i czuję się jakby ktoś przyczepił mi piłkę lekarską do talii. Brzuch jest twardy, napięty, okrągły i strasznie mi przeszkadza chwilami. Do tego ból i ciągnięcie w pachwinach. Zdecydowanie poprzednia ciąża mniej mi się dawała we znaki na tym etapie.
Dziewczyna na zastępstwo za mnie zrezygnowała z pracy i zostawiła mnie samą z zamknięciem roku i audytem. Mam ochotę gryźć, ale dam radę. Jakoś.
Skompletowałam leki, nawet te z Francji przyszły dzisiaj. 16 grudnia transportujemy nasze blaski z jednej kliniki do drugiej.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.