38t2d
Odszedł mi czop śluzowy. No to jeszcze intensywniej wypatrujemy zbliżającego się porodu 
Dzień po przyjściu @ zadzwoniłam do lekarza, żeby go powiadomić, że znowu się nie udało, kazał mi przyjść tego samego dnia po skierowanie na badanie drożności jajowodów. Mój lekarz uważa, że takie badanie ma sens tylko przez laparoskopie gdyż można tam więcej zobaczyć i ewentualnie coś zadziałać np. usunąć zrosty co w moim przypadku jest dość prawdopodobne. Termin operacji mam na jutro rano, nie boję się samej operacji czy narkozy jedynie tego co powie mi lekarz jak już będzie po. Ciesze się, że tego samego dnia będę mogła wrócić do domu. Mam nadzieję, że jutro poznam przyczynę naszych niepowodzeń i że uda nam się ją usunąć. Dziękuje za wasze poprzednie komentarze, bardzo dodają mi otuchy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lutego 2019, 22:41
Odebralam wynik progesteronu robilam razem z beta progesteron 9 /10 dpo wyszedl 11 wiec marno spada no przykre to bo bylismy na wczasach a dzisiaj uslyszalam od kolezanki z pracy ze zwolnienia nie bedzie trzeba bo zmienilas sie na twarzy i mysli ze zaszlam nie mowilam jej juz o wynikach niestety ale nie wyszlo i tym razem jaki mam plan nie mam planu bede wyrabana dojazdami do pracy poczuje co to korki ale dobrze zarobie a mialam ciepla posadke w budzetowce zobaczymy jak to pojdzie bo w kwestii dziecka w ogole nie poszlo...
Vivi, no worries, daje Emilowi mieso. Ja nie jestem ortodoksem, miesa po prostu nie lubie, ale uwazam, ze dziecku jak najbardziej nalezy dawac. Dzieki za troske :* nie przyszlo mi do glowy obrazac sie, jestem wdzieczna za wszelkie porady od Was. Wszystko notuje i bede wykorzystywac w swoim czasie (no bo nie wszystko na raz).
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 lutego 2019, 06:47
5t4d
Masakra... Z nerwów jest mi niedobrze- nie to nie są mdłości ciążowe, tych znowu nie czuję jak w poprzedniej ciąży. Wczorajszy dzień był zjebany. Pół dnia przepłakane, wieczorem z tych nerwów głowa mnie rozbolała tak, że myślałam że pęknie. Na szczęście miałam jeszcze te plastry chłodzące, więc nie musiałam brać żadnych tabletek.
Nie czuję tej ciąży. Sporadycznie jak brzuch zaboli jak na @ to oblewam się zimnymi potami myśląc, że to już koniec. Trwa to tylko kilka sekund.
Obudziłam się o 2 w nocy, temperatura lekko spadła- wczoraj było 37,16, dzisiaj 37,07. Kręciłam się do 3 z boku na bok, w końcu zeszłam na dół do kuchni i zrobiłam sobie melisę. Posiedziałam godzinę i wróciłam do łóżka. Udało mi się coś pospać jeszcze, ale i tak jestem ledwo przytomna.
Idę dzisiaj do lekarza. Nie chcę USG ale muszę je zrobić. W 9dc było tylko 4 mm endo. No i ten progesteron jeszcze... Błagam wszechświat, żeby tym razem mnie tak nie doświadczał. Nie wiem jak dam radę to udźwignąć jeśli historia się powtórzy. Nic a nic się nie cieszę jak przy pierwszej. Nikomu nie mam ochoty nic mówić. Wtedy ledwo powstrzymywałam język za zębami. Teraz z trudem powiedziałam nawet mężowi. Objawów dalej żadnych. Sutki tylko są tkliwe (wydaje mi się, że dzisiaj mniej jak w sobotę). I brzuch zdecydowanie rzadziej się odzywa jak wtedy. Najbardziej jednak z tego wszystkiego boję się drugiego łyżeczkowania. Ile ja bym dała żeby nie było tego zabiegu już nigdy więcej. Nic mnie tak nie przeraża jak myśl, że drugi taki zabieg sprawi że już nigdy nie zajdę w ciążę. Jeszcze nigdy niczego tak się nie bałam jak tego. Żebym chociaż miała już jedno dziecko. A ja ciągle czekam na to pierwsze. Boli jak widzę, że dziewczyny które już mają dzieci twierdzą, że świat się dla nich kończy bo nie mogą mieć 2/3/4 dziecka. Co one mogą wiedzieć o bólu, kiedy ciągle tracisz to pierwsze...
-po wizycie-
Jest tyci pęcherzyk w samym centrum macicy, endo 11 mm. Żadnych nieprawidłowości lekarz nie stwierdził. Lekko pobolewał brzuch po usg ale już minęło. Zapisał zapas duphastonu (co 12h po 1 tabletce) i mam się nie pokazywać przez 3 tygodnie. Ciekawa jestem czy dam radę w ogóle pójść na drugą wizytę. Absolutnie mi się nie śpieszy. Trochę się uspokoiłam, tak jak mój mąż powiedział- co ma być to będzie, nie mamy wpływu na to co się stanie. Prawda, mogę się zdrowo odżywiać, brać dupka i kwas foliowy, pić dużo wody, ale i tak nie mamy wpływu na to czy ciąża tym razem się uda.
Postanowiłam nie wykupywać premium. Już raz byłam na fioletowej stronie. Nie przyniosło mi to szczęścia. Wykupię premium z nowymi staraniami. Oby to było nie wcześniej jak za rok.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lutego 2019, 08:23
38t3d
Byłam dzisiaj na porodówce o 3 w nocy
Obudziłam się z bólem miesiączkowym i zauważyłam, że moja piżama jest wilgotna. Nie jakoś bardzo, ale miała plamę jakbym się posikała. Wydaje mi się, że raczej taka sytuacja nie miała miejsca.... wsadziłam sobie więc papier żeby zobaczyć czy coś leci, po chwili wyjęłam a tam krew jakby miesiączkowa. W internecie wszędzie napisane, że jak jest krwawienie to do szpitala. Próbowałam się dodzwonić czy jest sens żebym jechała, ale nikt nie odbierał. No to pojechaliśmy. Miałam w tym czasie podpaskę i wyleciało jeszcze trochę krwi takiej miesiączkowej. Lekarz wsadziła mi rękę po sam pępek, dosłownie
i stwierdziła, że to mi czop odchodzi. O czopie podbarwionym krwią słyszałam, ale o takim co wygląda jak miesiączka już nie... w każdym razie kazała wracać do domu. Cały czas coś mi wylatuje, ale już nie w takich ilościach. Od czasu do czasu czuje napięcie w dole brzucha jak na miesiączkę i częściej chadzam do toalety (czyżby oczyszczanie?), ale biegunka to to nie jest. Dobrze, że na 13 idę na KTG, bo tak nie do końca mnie ta wizyta na porodówce uspokoiła. Podpytam położną i zobaczymy jak tam puls u młodego.
3 dpt: proces implantacji się rozpoczyna, blastocysta zaczyna się 'zakopywać' w endometrium
4dpt: proces implantacji jest kontynuowany, gdy zarodek wnika głębiej w endometrium
5dpt: zarodek jest już zaimplantowany
6dpt: zaczyna być produkowane HCG; robię sikańca - blada druga kreska, mąż twierdzi, że sobie ją wyobraziłam
7dpt (dzisiaj): beta - 16,8
11+4
Dzis pierwszy dzien nowego roku. Kochani z calego serca zyczymy Wam aby ten rok byl jeszcze piekniejszy od minionego i bardzo duzi zdrowia 
Tak sie zmieniamy.
Sukienka sylwestrowa.. Hmmm czarny jednak nie wyszczupla 
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/14e4360f0139.jpg
Roznica do pierwdzego zdjecia 
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/8595e8265ca7.jpg
Tego bym się nigdy nie spodziewała. Mialam tak dobrze w pracy, podwyżka, spokój, po prostu praca ideał. Wystarczyl jeden dzień i wszystko się zmieniło. Dali nam nowego kierownika niczym Hitler wprowadza swoje rządy ale takie że głowa nie mała. Moja koleżanka już kombinuje jak się przenieść do innego działu. A co ja mam biedna zrobić. Jak będzie strajk to się pisze do tego. Do tego przypomniały mi się słowa mojego wróżbity - zbliża się zły czas w pracy, kulminacja będzie w lipcu, jak masz możliwość to uciekaj. Te słowa brzmią teraz jak wyrocznia, wszystko zaczyna się sprawdzać. Moj czas w tej pracy zbliża się ku końcowi zostało mi 7 miesięcy.
Z moim rozmawiałam wczoraj, doszliśmy do wniosku że najlepiej będzie poczekać do końca umowy, zdobyć jak najwięcej kasy. Potem znaleźć mieszkanie wziasc kredyt hipoteczny i wyprowadzić się do większego miasta. Bo tutaj roboty nie znajdę, jak mój miał problem ze znalezieniem to cis w tym jest. Rodziców poniformowalam, nie są zadowoleni z tego rozwiązania, ojciec każe mi 4 dzieci zrobić, jak z jednym jest problem. Ale muszą to zaakceptować. Nie mam zamiaru siedzieć bezrobotna w domu.
Ekstra straszny rok mnie czeka i to w każdej dziedzinie życia
26dc/14cs
Życie lubi rzucać kłody pod nogi. Czasem małe czasem duże. Ile jeszcze dam radę przeskoczyć? Te małe widać jeszcze jakoś przeskakuję. Tak jak Wam pisałam poprzednio byłam w delegacji, więc miałam mieć zajętą głowę i nie myśleć o sprawach ciążowych ale psikus. Z racji tego że pracuję w rodzinnej firmie to na delegację akurat pojechałam ja, mój M który też ze mną pracuje i jeszcze jeden kolega z pracy. I już na samym początku kiedy meldujemy się w hotelu:
Pani z recepcji: Dla państwa trójka, tak?
Ja: Nie dwójka.
Pani: Hmm, ja tu mam zapisane, że dla Pana jedynka a dla Państwa trójka.
Ja: Nie jesteśmy we dwójkę.
Pani: A dziecko?
Ja: <wymowna mina> Jesteśmy tylko we dwójkę.
Pani: Dobrze, przepraszam za pomyłkę.
Wchodzimy do pokoju. Nie powiem bo bardzo fajny pokój ale pod oknem co stoi? Łóżeczko dla dziecka! Serio. Ale powiem Wam, że jakoś w pierwszym momencie mnie to rozśmieszyło. Ogólnie mieliśmy z tego polewkę. Porobiliśmy sobie śmieszne zdjęcia z tym łóżeczkiem i powysyłaliśmy do znajomych, np. jak niby kołyszę dziecko a w środku butelka piwa. Tak na pocieszenie. Takie nasze życie. I tu jest plus. Wcześniej bym się pewnie załamała tym faktem że mamy pokój z łóżeczkiem a teraz wyjątkowo mnie to nie obeszło. W ostatni dzień nawet nie zwracałam na nie uwagi.
Kolejny punkt tygodnia to dzieciaki z rodziny mojego M, które przyjechały do nas "na ferie". Kiedy nagle masz w domu trójkę dzieciaków jest ciekawie
Nieskromnie powiem, że dzieciakom się u nas strasznie podobało a najmłodsza Emilka powiedziała na koniec że jestem fantastyczna!
Urosłam!
Kolejny plus.
Na koniec przyjechała kuzynka mojego M z mężem i ich prawie rocznym synkiem. Mój jest ojcem chrzestnym. A ten mały bardzo lubił być u mnie na rękach. I nie było żadnego przygadywania. Chyba już podejrzewają, że coś nie tak z nami. Bo widzę ich wzrok kiedy mam dziecko na rękach. Ale przynajmniej nie muszę się tłumaczyć. I nie boli mnie widok tego dziecka. Nie wierzę kolejny plus.
Na koniec jeszcze powrót do pracy. Pytam co tam się działo jak mnie nie było. Nowina. Kolega z pracy będzie miał dziecko! Gratulacje. Wyjątkowo nie zazdroszczę.
Ogólnie przetrwałam ostatni czas bez świrowania że może jestem w ciąży. Wypiłam piwo, skakałam na trampolinach. Pewnie dlatego, że organizm wie że nic się nie święci.
Objawy:
Lekki ból jajników i brzucha, dodatkowo jakby na @, trochę śluzu.
Za dwa dni potwierdzenie przypuszczeń.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 lutego 2019, 13:49
Dziś połowa cyku.. Więc teoretycznie dziś powinnam mieć owulacje.. Ale jakos nie czuje jej tak jak zwykle.. Zawsze czułam jajniki.. A teraz nic.. Może była wcześniej bo bol czułam jakieś 2-3dni temu. Okres powinien być 12.03 więc czekamy.. Mam 4 dni urlopu bo musiałam odpocząć.. Praca na kuchni to ciężki kawelek chleba. W środę wracam już do pracy.. A czwartek czeka mnie dentysta! Aaaa! Jak ja nie lubię dentystów brrr. Moje samopoczucie dziś jest bardzo mieszane.. Pogoda za oknem piękna ale jakoś nie mam chęci iść na dwór.. Alanowi też się nie chce.. (mieszkam na wsi mam swoje podwórko,) chciałam wypuścić go ale usłyszałam stanowcze NIE! 
Wyniki badań 7 dpo (P+9 - świadomie, bo owulka na monitoringu była 2 dni później niż dzień peak, a mam wstręt do kłucia się i nie jestem w stanie się przemóc):
Prog: 18,25 - no elegancko, nie sztuczny jak po Aromku i jednocześnie już w normach naprotechnologicznych, sam skoczył (w sensie bez stymulacji, bo przecież ilość witamin i minerałów, które łykam mogła coś poprawić) 
Estradiol: 139,92 - raczej słabo, nigdy nie miałam tak niskiego w fazie lutealnej.
Może to kwestia choróbska? Niedospania? Wczorajszych emocji związanych z dzieckiem brata?
14tc + 2 (15tc)
Za chwilę szlag mnie jasny trafi. Ja wiem, że jestem na zwolnieniu i nie powinnam wtrącać się ani denerwować tym co dzieje się w firmie, no ale kurła!
Nic nie zostało z mojej 5-cio letniej pracy, wprowadzanych przeze mnie standardów i zasad. Nic...
Każdy robi co chce i jak chce, zakupy nie są rezerwowane, kierowcy się wkurzaja.
Jak Mąż do mnie zadzwoni, że ma kupić podpaski dla klienta to jak pojadę na magazyn i jak pieprzne drzwiami to się firma rozleci.
Chłopaki nic nie walczą, nic się nie kłócą, nie wdaja się w dyskusję z handlowcem. Ma być tak jak on chce i już.
Wychodzi że to ja byłam ta zła, ta kłócąca się o sprawy kierowców i magazynu.
Nie chcę tam wracać nawet po macierzyńskim.
Dzisiaj ponownie sprawdzałam hormony i LH spadło do 8,07 a Estradiol <5. Niestety LH nadal za wysokie i w środę znowu krew... Normalnie płakać mi się chcę...już mam 4 dzień cyklu, czyli stymulację zacznę dopiero w 7 dniu (jeśli będą dobre wyniki), czy to jest normalne? Obawiam się, że to LH mi nie spadnie do odpowiedniego poziomu i w 14 dniu cyklu dopiero zacznę stymulację? Nie wiem...wiem na pewno, że męża na punkcji nie będzie, bo wszystko już się przesunęło o tydzień...czyli duże ryzyko, że będzie musiał w pracy kombinować z wolnym. Chciałby już załatwiać wolne ale nadal nie wiemy na kiedy
. Jak w środę dalej będą złe wyniki to się chyba załamię
.
Bunt gondolowy. Tak, wiem, ze 7 m-cy, to juz za stary na gondole ale chcialam by w niej przezimowal, bo cieplej
A gondole mamy duza, a Emil nie taki znow wielki, by sie nie miescil. I do tej pory nie bylo problemow. Ale od kilku dni bunt wlasnie. O ile nie zasnie od razu, to nie ma mowy, by jechal spokojnie. Tzn chwile da rade, ale po 10min krzyk i wrzask. Kilka razy musialam go targac pod pacha ze spaceru, cala mokra. A jeszcze ze 3 tyg u mamy posiedze. Usilujemy pozyczyc od kogos spacerowke.
Witaj pamiętniczku... dawno mnie nie było... życie toczy się dalej... starania nie są przecież najważniejsze więc trochę celowo zaglądam tu i czytam coraz mniej. Ale w tym temacie witam się w rocznicowym 3 letnim 36 cyklu starań 
Za to podzielę się konkretami... z prywaty to raczej smuteczki
w rodzinie kolejne ciężarne, ochy i achy z każdej strony, w pracy same ciężarne... wszyscy szaleją bo 500+ ma być też na 1 dziecko, a ja wkurzam się, że na nie swoje dzieci zapieprzam...
Nakręcam się na wykup wakacji za granicą i niech się dzieje wola nieba! Chcę opalać dupkę w słońcu, na którym nie wolno mi przebywać, nad morzem z jodem, którego mam unikać i pić drinki z alkoholem, którego kategorycznie nie wolno mi spożywać!
Dupa mi urosła do rozmiaru.... nie przyznam się... urosła o dwa rozmiary.... tak więc nawet rozciągnięte dżinsy są za ciasne. Ostatnie dni laby i od marca ruszam z dietą "żryj mniej".
Zbadałam ferrytynę (w końcu), wynik 15,9... tak więc wiem czemu włosy lecą mi garściami... zaczynam suplementację żelaza.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 lutego 2019, 17:03
36dc super, test ciazowy negatywny, @brak. Nawet nie mowilam mezowi, ze robilam test bo po co. Siedze w pracy I zastanawiam sir czy ja wogole zajde w ta ciaze. Na wizyte u ginekologa czeka sie u nas okolo 2 lata, wiec moze juz powinnam sie zapisac w razie czego! Brzuch boli, humoru nie ma, przeziebienie dalej nas trzyma, maz caly czas w pracy, mijamy sie w drzwiach.
Moja przyjaciolka, ktora kilka razy poronila rok temu urodzila coreczke, a kilka dni temu okazalo sie, ze jest znow w ciazy. Ale los potrafi byc przewrotny, zasluzyla na to bardzo, tyle przeszla a teraz tak jej sie w zyciu wspaniale ulozylo. Happy. Nie warto nigdy sie poddawac!
35dc
Normalnie to bym już miała od wczoraj @, a tu lipa. Nie mam zbyt regularnych cykli i muszę dalej czekać.
Nadal plamie po poronieniu. Ale koleżanka mówiła że to normalne jak po porodzie nawet do 6 tygodni... Wrr... No cóż czekam.
Staram się być cierpliwa, lecz czasami dopadaja mnie czarne myśli. Nie wiem czy to może depresja, czasami aż mi płakać chce się. Ale staram się odganiac źle myśli i pogrąża się w serialach, albo jestem zbyt zmęczona po pracy aby myśleć o czymkolwiek, oprocz ~ zjeść i lykac tabletki.
W pracy czasami nie mam czasu aby zjeść... Wczoraj nawet wzięłam pół ciepłego chleba i między obowiązkami w pracy rwalam go i jadłam... I tak na sucho hehe jak w czasach kiedy miało się kilka lat. I to skończyłam ćwiartke chleba w domu.
Ogólnie staram się ogarnąć, przestać na stałe że słodyczami. Od czasu kiedy znowu wzięło mnie na słodycze ~ tuż przed poronieniem to mi 2 kg w brzuch poszło. Trzeba się pozbyć tłuszczu. Tęsknię za czasem kiedy byłam w ciąży i odechciało mi się słodyczy
oby nie długo ziscilo się Marzenie :] wracam do brania witaminek ~ oczywiście z przerwami.
W weekend planuje mała imprezkę, choć na chwilę odstresowac się i zapomnieć o problemach.
Miłego i ciepłego popołudnia wszystkim.
Emocje, walka, samotność
Wpis do uzupełnienia, ale zmieniły się okoliczności.
14 DC
Dzisiaj o 9 rano miałam punkcję. Pobrano ... (wait for it) 22 komulusy !! Dalej jestem w szoku z tej ilości.
Na zabieg mieliśmy się stawić o 8:30 i tak też zrobiliśmy. Jeszcze w domu musiałam wziąć 2 razy paracetamol oraz Naproxen. Po przyjeciu na oddział, pielęgniarka zrobiła ze mną krótki wywiad a potem zmierzyła ciśnienie i założyła welflon. Pozniej rozebralam się do t-shirtu i dostalam szlafrok jak w spa. Później powędrowaliśmy do sali zabiegowej razem z H. Tam znowu sprawdzanie danych osobowych i wskakujemy na fotel. Dostałam dożylnie taki ogłupiacz, po którym czułam się jak pijana i nic nie bolało. Na suficie był obraz z palmą w tropikach, a po tym środku listki palmy falowały. Było cudownie, totalnie nie zanotowałam ile to trwało, ani nie byłam w stanie skupić się na monitorze i patrzeć co robi lekarz. Po wszystkim dostałam pochwałę, że byłam tak spokojna że lekarka wszystko co widziała mogła wziąć. Przewieziono mnie na łóżku do sali po zabiegowej, gdzie trochę pospałam jesZcze. Ciśnienie i inne funkcje życiowe były ok. Po około 3 godzinach miałam spotkanke z ginekologiem, dowiedziałam się o ilości pęcherzyków. Oraz o tym, że ze względu na ilość mam dość duże zagrożenie hiperstymulacją. Mam pić bardzo dużo wody, jeść białko w dużej ilości, kontrolować wagę po obudzeniu się, obserwować brzuch czy nie puchnie. A w środę będą pobierać krew, robić USG i w połączeniu z moimi obserwacjami podejmą decyzję czy w czwartek dojdzie do transferu. Czy bezpieczniej będzie transfer odroczyć.
Ja czuję się nie najgorzej, jestem jeszcze na przeciwbólowych, ale nie krwawię. Po samym zabiegu i emocjach byłam trochę zmęczona, więc pół dnia przespałam. Teraz czekamy do środy na wizytę.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.