Ciąża rozpoczęta 30 lipca 2014 - ciapąg
30 lipca, 07:47
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/c166262c8139.jpg
Widać, czy nie widać?
Gdyby ktoś się kiedyś zastanawiał to taki widok zobaczy się przy becie ok 27, test czułości 25.
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 lipca, 14:48
× angelstw 30 lipca, 07:48
mój pierwszy test był z taką samą drugą kreską
z każdym dniem kreska ciemniała 
gratuluję!! dbajcie o siebie i rośnijcie zdrowo!
♥
× Amy 30 lipca, 07:56
Widać!!! 
× Lollis 30 lipca, 08:19
Gratulacje, zdrówka życzę 
× ebrzozowska 30 lipca, 09:00
Widać! 
× Magic 30 lipca, 09:27
gratulauję kochana! naczekałaś się, ale jesteś już tam, po fioletowej stronie. Teraz spokój i dbaj o Was!
× vercia 30 lipca, 09:31
gratuluje:) ach az sie lepiej czuje jak przypadkiem wpadam na pamiętniki z ovufriend które kończą się zieloną ramką 
× malinka1984 30 lipca, 10:26
Widać 
× eM 30 lipca, 11:58
Dziękuje wszystkim i trzymam mocno kciuki za wszystkie dziewczyny które tu poznałam i których historie są podobne do mojej.
× AngelQa 30 lipca, 12:43
Pewnie, że widać
Gratulację!!
× inessa 31 lipca, 12:31
Gratuluje kochana

× weronika86 15 sierpnia, 09:24
jak dobrze pamietam to ja tez zobaczylam pierwszy pozytyw 30 lipca 
Maczku trzymaj się tam!
. Mam problem żeby się zaangażować choć i tak wiem, że jestem zaangażowana na 100%. Mąż też miał i widzę że powoli się otwiera. Boję się, bardzo, ale wiem że musi być dobrze
muszę w to wierzyć!
pozytywnie mi sie kojarzy, moj brat kiedy byl maly zamiast pociagu glugo mowil właśnie ciapąg :p
Beta 2 dni temu 3347, a dziś 4042
mam szanse? Jedyne co mogę zrobić to mieć nadzieję....
ale idź do lekarza na usg 

ciapag na bank ma sie dobrze
ja dopiero usg na 24ego sierpnia a ty kiedy planujesz?
My trzymamy za Was mocno kciuki
Wiem, że będzie dobrze. Wiem, że się uda!
Modlitwa pomaga, chociażby psychicznie. Dobrze, że odzyskujesz nadzieję :* I trzymam cały czas kciuki, żeby było wszystko dobrze!
Poztywne nastawienie to najlepsze co możesz zrobić 
niby rośnie, ale za mało
4 dni temu była 4042. No nic jutro usg i zobaczymy...
nie wypiłam ani grama kawy nawet. Wysypiałam się, oszczędzałam się. Co jest ze mną nie tak?
dla nie których z Nas droga do upragnionego szczęścia jest taka ciężka a dla innych to jak pierdnięcie .... straszne to!!! Ja dalej wierzę że może jednak że Kropeczek jednak tam U Ciebie jest


moja znajoma straciła w 6 mscu dziecko właśnie przez zarażenie się różyczką...
to takie niebezpieczne w ciąży
... ale to co ma to oznaczać że to już koniec????
wiesz ze mną było podobnie...podobno niewielki odsetek kobiet doświadcza utraty dziecka przez supeł na pępowinie dzidziusia
i również trafiło na mnie
3maj się jakoś!
dla niego to sprawa zamknięta i tyle....
... Trzymam mocno kciuki żeby to nie było to ... Jestem z Tobą 

ja nawet czekam spokojnie, boję się trochę tych wad... dziś lecę na kolejną betę a w poniedziałek do innego gina
coś się we mnie uodporniło na stres...
Myślami cały czas jestem z Tobą
musi być dobrze
pamiętasz swój test? słaba kreska oznacza wcześniejszą ciąże 

też w to wierzę
będzie dobrze 
i tak jak piszesz - jutro bedzie widać Maluszka

Następnym razem już musi się udać, trzymaj się tam po różowej stronie i się nie poddawaj!




Wiadomość wyedytowana przez autora 28 września 2014, 20:52
21 cs - 14 dc w oczekiwaniu na owule
dla tych co czekają na bociana... powodzenia! 
wczoraj nad naszym domem na działce latały aż 4 ale nie miałam procy, żeby je pogonić..
a dlaczego ???
ja czekam na Ibisa.. ale czy ktoś w Polsce widział Ibisa???

http://naforum.zapodaj.net/thumbs/8acbe453e8f0.jpg
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 sierpnia 2014, 09:08
Ostatnim czasem zauważam ,że dzisiejszy świat coraz częściej promuje sprawy związane z macierzystwem, porodami, wyprawkami. Media poświęcają całe programy na przekazanie info dotyczących jaki wózek wybrać,jakie kosmetyki do pielęgnacji , jak usypiać,karmić i wreszcie jak wrócić do formy po ciąży. Roześmiane celebrytki opowiadają o radości z macierzystwa,dają rady itd itd ...I wszystko super bo na pewno są to informacje które warto przyjąć a nawet z nich skorzystać.
I dzisiaj oglądając taki program mimo woli rzecz jasna bo nie wywołuje u mnie to pozytywnych emocji myślę sobie dlaczego tak mało jest pomocy dla kobiet takich jak my, dlaczego nikt nie daje rady kobietom, które toczą bój o upragnione dziecko, dlaczego nikt nie mówi jak poradzić sobie po kolejnym poronieniu, jakie badania zrobić... dlaczego lekarzy stac tylko na hasło"wszystko przed panią, jest pani młoda" dlaczego kobieta sama musi przegrzebywac dno internetu żeby dowiedzieć się co powinna zrobić ,na co się zbadać.
Dlaczego macierzyństwo ukazywane jest tylko jak śliczne wózki,kolorowe pokoiki i rozanielone celebrytki... I abstrahując od mojego obecnego stanu ... Strasznie mnie to boli i wkur....
Odsetek kobiet po poronieniach,po latach starań, kobiet które co miesiąc stoją na granicy wytrzymałości... które wydają ostanie pieniądze żeby zobaczyć te dwie kreski, które przez ten fakt tracą mężów, pracę popadają w depresję jest na prawdę wielki. Dlaczego nikt nie omawia procedury im vitro, dlaczego nie ma refundacji badań... dlaczego to ciągle temat tabu...
Może emocjonalny wpis aczkolwiek tak to właśnie czuję...
Kupiłam nową zabawkę do kolekcji blender aby soczki robić.
Dziś pierwszy test. Kupiłam jagody mleko migdałowe miałam dodałam siemię migdały i chia i zmiksowałam. Będzie papka do pracy 😀 Ale zabaweczka mi się podoba będę sobie do pracy robić koktajle z owoców trochę pomrozilam już.
Do tego zrobiłam sałatkę z makreli i pomidora i czarnuszki oczywiście nikomu nie smakowała.
Miałam dziś ochote na rybę kupiłam szczupaka matko jaka niedobra odechciało mi się ryby. Jakoś będę musiała to zjeść.
Miałam iść jutro na badania a tu zonk, kierownik przyjeżdża.
Więc nici ale potem przemyślałam że zrobię za miesiąc 16 września bo 24 będę chciała się zapisać do gina i będą świeże badania. AMh zrobię w czi w klinice bo akurat będę na odczuleniu i cena fajna bo 132 zł
Jak wynik wyjdzie zły to powtórze za miesiąc u siebie jak nie to będę szukać laboratorium w którym wynik wyjdzie powyżej 0,75.
Będziemy kombinować.
Na dość złego chce zrobić z immuno test CBA a odczynników nie ma niewiadomo kiedy będą i wyniki do 2 miesięcy superrrrr a wizyta u immuno na początku października. Albo pojadę z tym co będę mieć albo przeloze wizytę na koniec października. Hak nie urok to .......
I gdzieś męża muszę wpakować do badać albo na 3 października albo na 12. Daruje mu wrzesień.
Jeszcze dzisiejszy test owu....kurcze mam wrażenie że kreska jest jeszcze bledsza niż wczoraj....
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/25dbbab2db0e.jpg
Machnełam jeszcze jeden test o 20:20 i wygląda tak:
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/33be3c912f34.jpg
Wygląda, że kreska o deczkooo ciemniejsza ale dalej lipa 
No nic czekamy 
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 lutego 2016, 20:41
10dpi
Stwierdzilam, ze w tym miesiacu bede obserwowac swoja temperature dokladnie no i w miare sie udaje. Chcialabym mniej wiecej jak ona powinna sie ukladac w calym cyklu....do czego mi to ....nie wiem. Ogolnie czuje sie jakas zrezygnowana, oczywiscie z jakas tam iskierka nadziei, bo to nigdy nie odchodzi.
Ovu przewiduje, ze dostane @ w sobote, a pani doktor powiedziala ze testowac moge 14-16 dni po inseminacji (09-11.09).
Do tej pory nic nie czulam, zadnych subiektywnych objawow ciazawych, to pomoglo mi nie zdurniec przez ostatnie 10 dni.
Powoli zaczynam odczuwac (ciezko opisac) taki jakby troche tepy bol w plecach i czasami podbrzusze, czyli bardzo charatkerysteczne dla mojego PMS. Smutno mi jak to pisze, ale nie moge siebie oszukiwac.....Trzeba to przyjac na klate i do przodu!
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 września 2019, 15:47
Przedluzylam zwolnienie do konca tygodnia. Bole przeszly na tyle, ze bylam w stanie troche posprzatac i dzis wybiore sie tez z psem na spacer lub nawet dwa. Niestety nie odpoczelam zbytnio, bo stary tez wzial wolne, zeby mnie wozic po lekarzach i wyprowadzac psa, do tego sasiedzi remontuja mieszkanie i podworko. Halas niesamowity sie przy tym tworzy. Takze warunki do rekonwalescencji srednie, ale chociaz sobie polezalam, ile chcialam. Podjelam decyzje o laparoskopii tu w klinice. Bylam juz raz na takim zabiegu przed IVF i sama procedure wspominam milo, dojscie do siebie rowniez odbylo sie ekspresowo. To, co wtedy znaleziono, nie przeszkadzalo w podejsciu do IVF, jednak z biegiem czasu przeszkadza w normalnym zyciu, poza tym podejrzewam ekspansje choroby. Jestem gotowa na usuniecie ognisk, moze byc laserowo lub klasycznie, wszystko mi jedno. Z tylu glowy mam swiadomosc, ze to dolegliwosc juz na cale zycie, ze po zabiegu bedzie konieczna dieta oraz ze sytuacja moze sie powtarzac. Z drugiej strony metrykalnie juz tak wiele czasu chorobie na szalenstwa nie zostalo, co zdazy spustoszyc przed menopauza, to jej, ale czuje, ze wygram, bo artyleria przygotowana, teraz laduj bron i cel pal.
Wieczorem dluzsza rozmowa z moim bratem w sumie na temat spadku, weszla na moja endometrioze. Skad on ma tak dokladna wiedze w temacie, nietrudno zgadnac, ma zone polozna. Ale nie musi sie tym interesowac, to nie obowiazek, a jednak zainteresowany i poinformowany jest. Chwali sie taka postawa. Dostalam porcje zrozumienia i wsparcia z zupelnie nieoczekiwanego zrodla. Wzruszylam sie. Jakos tak mi lepiej, mniej samotnie z tym wszystkim. Najzabawniejszy watek dotyczy metod leczenia choroby: wedlug mnie to menopauza, wedlug brata ciaza.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 września 2019, 22:31
7 tydz 5 dz (lub 7 tydz 6 dz - wg ostatniego usg)
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/a61c70b5e52c.jpg
Oto co zmajstrowaliśmy z mężem 
Po wczorajszej wizycie jestem baaaardzo uspokojona. Troszkę się jednk denerwowałam, ale w głębi czułam że wszystko będzie ok. Niestety tym razem czkealiśmy prawie 50 minut u gina, ale to nic!
Jeszcze w recepcji pani pielęgniarka założyła mi kartę ciąży, wpisała do niej wszystkie wyniki moich badań, które przyniosłam ze sobą. Obliczyła przewidywaną datę porodu na 2 kwietnia, czyli tak jak wynika i z moich obliczeń
Kazała stanąć na wagę, zmierzyła ciśnienie i wszystkie ważne kwestie wpisała do karty. Dostałam kolejny zestaw witamin prenetalnych na miesiąc (ostatnio też dostałam), więc mam zapas 
Mężowi się strasznie to czekanie dłużyło, był zmęczony po pracy, bo od razu jak wrócił, to pojechaliśmy. Zastanawiałam się czy ma wejść od razu ze mną do gabinetu, czy dopiero poprosić gina, by go zawołał (też tak robi) jak już dojdzie do badania usg. Ale kiedy przyszła moja kolej, mąż wstał i bez pytania wcisnął się od razu ze mną
Cóż, każda para będąca w poczekalni tak robiła, więc to nic dziwnego 
Gin był w dobrym humorze, rzucił okiem na kartę i badania, ale najpierw chciał mnie "zobaczyć". Najpierw na fotelu, zbadał szykję, coś tam ponaciskał i powiedział, że wszystko doborze, szyjka długa, zamknięta.
Potem przeszłam na łóżko przy usg. Lekarz zażartował, że będziemy szukać misia Haribo
Mąż widział wszystko na innym ekranie, ja miałam swój i lekarz swój. Kropek pokazał się od razu
Już nie taki Kropek z Niego, bo ma 1,45 cm! Serce biło, co od razu pokazał nam gin. Puścił bicie przez głośniki
Biło 150 razy na minutę. Na ekranie było widać jak serduszko pracuje. Gin zmienił obraz i pokazał nam jak ta nasza Kijanka wygląda naprawdę, w 3D, ze środka macicy. No, do uroczych bobasów to on jeszcze raczej nie należy
Na razie przypomina nam delfina 
Gin dokonał pomiarów, z jednego zdjęcia wynika, że ma 7 tyg 5 dni (jak wg odliczania od ostatniego usg), a z innego zdjęcia, że jest dzień starszy, więc większej różnicy nie ma.
Wszystko jest dobrze, nie ma powodów do zmartwień, nie mam żadnych zaleceń, mam żyć tak jak dotychczas. Pytałam o moją pracę w szkole, to gin powiedział, że jak tylko wytrzymam z dzieciakami to proszę bardzo
Ale zapewnił mnie, że jeśli będę chciała, to on jest otwarty, w sensie L4. Ale ja się nigdzie nie wybieram, chcę pracować i to jak najdłużej. Z resztą gin sam powiedział, że z jego doświadczenia jednak lepiej jak kobieta coś robi, bo inaczej myśli 
Także wizyta zaliczona do udanych. Dla mnie była chyba jedną z najważniejszych, bo wiem, że gdy serduszko się pojawi, to później będzie już tylko dobrze
Mąż zadowolony, że uczestniczył, był zachwycony widokiem na ekranie. W domu długo analizował zdjęcie z usg i stwierdził, że to nikt inny jak chłopiec! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 sierpnia 2014, 10:32
Dziś pierwszy dzień żłobkowania. Przyszliśmy na 9, dzieci akurat wychodziły na plac zabaw. Mój syn po mniej więcej 20-30 minutach zabawy zaczął się potwornie nudzić. Żadna ciocia się nim nie zajęła dłużej nich 2-3 minuty. Byliśmy dziś jakieś 2h, większość czasu mały był znudzony, siedział u mnie na rękach albo się ze mną bawił i nikt go ode mnie nie wziął. Zasugerowano żebym go zostawiła samego jutro na jakąś godzinę, ale nie wiem czy to dobry pomysł. On był wielce zeatresowany taką ilością dzieci (zawsze jak się denerwuje to mnie szczypie albo ciaga się za uszy/włosy). Jutro też ma być wyjście na dwór. Dziwna taka adaptacja na placu zabaw. Nie przyzwyczai się do miejsca, sal, jakiej swojej cioci bo wszystkie są "wymieszane" i żadna nie jest chętna żeby się nim zająć. Podobno dziecko ma mieć jakiegoś opiekuna zastępczego. On tu nie może nikogo takiego znaleźć, a że będzie chodził rano (max do 12, będzie żłobkował na pół etatu), to dopóki jest pogoda tak to będzie wyglądać. Kiepsko trochę.
W czwartek wizyta w klinice. Może jednak spróbować jeszcze jeden raz IUI przed in vitro? Tylko czy jest sens wydawać kasę, gdy szanse IUI są tak małe. Ale z drugiej strony przecież niektórym IUI pomaga. Tylko czy nam pomoże, skoro przez 4 lata nawet ani razu nie byłam w ciąży. Gdyby się udało IUI to ominie nas dodatkowy kredyt, ale jeśli się nie uda oznacza to większy kredyt. No i co ja mam zrobić?
Wakacyjny cykl okazał się fiaskiem mimo ze tak bardzo liczyliśmy na niego z Mężem..
Mówili nie patrzcie na nic .. żadne kalendarze , temperatury czy wykresy .. bawcie się , cieszcie sobą , kochajcie dowoli , niech wszystko co robicie będzie szalone a nic z góry ustalone.. i rad postanowiliśmy Waszych posłuchać .. to byl piękny czas Wakacji .. tylko nasz tylko my we dwoje ..♥️♥️♥️
Niestety nie udało się..co kolejny miesiąc ucze się większej pokory i cierpliwości.
Moje '' Maleństwo '' z marzeń i snów czasem mam wrażenie że juz dłużej nie dam rady walczyć o Ciebie , boje się wrecz przeraża mnie to ze miesiąc za miesiącem ucieka.. pragnę tak bardzo by wreszcie wydarzył się cud .
Kazdy wie ze Jestes Naszym Marzeniem nie wiem co jeszcze mogę zrobić by wreszcie szczęście uśmiechnęło się do nas ..
Nasz dom ...jest taki pusty mimo , obaj z Arkiem czujemy ze do szczęścia brakuje nam juz tylko Ciebie..
Jednej Maleńkiej istotki która zmieni nadzieję w radość i lzy szczęścia ❤️
Wiem że to ten czas , czuje to cała sobą to czas na to bym została Mamą..a moj Kochany .. Tata 🥰🥰
Każdy za czymś goni.. to praca , dom .. lepsze życie..ja nie chce lepszego życia , dostatku, domu z basenem .. chce zobaczyć jak biję Twoje serduszko we mnie.. chce by Twoj Tatuś oszalał ze szczęścia a dziadkowie nie mogli zyc bez Ciebie..
Wszystko w życie jest trudne i nigdy nikt nie mówił że będzie łatwo .. ale nigdy nie sądziłam ze zajście w ciążę może byc tak duzym problemem dla mnie. 😟😟
Staramy się nie stracić wiary ponieważ każdego dnia rodzi się we mnie nowa nadzieja .. a póki jest nadzieja nie wszystko stracone..🍀
Nowy cykl nowe szanse .. 9 miesiąc ..czas start
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 sierpnia 2019, 16:13
5 dc
Dzisiaj w drodze do pracy uslyszalam piosenke "It is a final countdown" i tak sobie mysle, ale by bylo super, gdyby to sie okazalo prawda i wreszcie zobaczylabym te dwie kreseczki na tescie. Postanowilam wypelnic sobie grafik po brzegi, bo wiem, ze jak juz bedzie po inseminacji, to zwariuje jezeli nie bede miala jakis zajec. Znajac siebie bedzie miala wszystkie mozliwe objawy ciazy, a potem rozpacz bedzie jeszcze wieksza.
W ten weekend w koncu zabieramy sie za malowanie salony, wiec trzy dni z glowy a pozniej musze zajac sie planowaniem przyjazdu mojej siostry z narzeczonym. Juz nie moge sie doczekac. Chce ich zabrac gdzies poza Londyn, bo juz go znaja na wylot, ale nie mamy samochodu. Zyjac tutaj i pracujac w centrum, samochod jest niepotrzbnym wydatkiem, ale powoli z mezem zaczynamy odczuwac jego braki w takich wlasnie momentach. No i jak dar z nieba spadla mi kolezanka z poza Londynu. Niestety tez ma problemy z zajsciem w ciaze i chcac ja pocieszyc dzisiaj ( kolejny cykl zakonczony @) zaproponowalam spotkanie z moja siostra, bo sie znamy. Ucieszyla sie i zaproponowala wspolny wypad do Eastbourne na bardzo fajna sciezke spacerowa. Ale bedzie fajnie, juz sie nie moge doczekac. Dobrzy i bezinteresowni ludzie jeszcze istnieja.
Sierpień do 5 cykl starań! Wydaje mi się że w sobotę-nidzisleyła byla owulka(rozciągliwy sluz, pobolewanie jajnika). W tym miesiącu zaczęłam suplementację wiesiołkoem.
Niektóre dziewczyny pisały że już dzień po owulacji czuły, że raczej są w ciąży...tkliwe piersi, ból podbrzusza. Ja nie czuje nic nadzwyczajnego więc pewnie znowu nic z tego ....Dzisiaj mam bardzo zły dzień.. myśl i nasilają się co raz bardziej...A miałam odpuścić!
Ciąża zakończona 19 sierpnia 2019
Dziennik pokładowy - cykl 5
Nowa strona. Przypadek?
Wszystko, co sobie wyobrażałam, nie miało racji bytu.
W tym tygodniu mąż, jak co miesiąc, wyjechał na kilkudniową delegację do głównej siedziby firmy, zabrał auto. Jak codzień miałam jeździć do pracy rowerem, trochę pokombinować w kwestii komunikacji miejskiej z dojazdem na siłownię. W piątek uczestniczę w koncercie z okazji 11 listopada. Miałam dostać okres i dużo stękać.
Pozytywny test miał się zdarzyć w odległej przyszłości i miałam wtedy płakać i skakać ze szczęścia. Mąż miał być przy mnie. Czułe przytulanie nad pralką i kibelkiem, te sprawy. Po wczorajszym wróżeniu z testu byłam pewna, że to nie dziś.
Po czym rano dla formalności sikam i widzę to:
https://dl.dropboxusercontent.com/u/36870720/unnamed.jpg
Zdjęcie tego nie oddaje, ale to nawet nie jest cień cienia. To jeden wielki cień, który rzuca się w oczy bez magicznego przekręcania testu w dłoniach.
I co? Męża nie ma przy mnie, ja nie mam jak dojechać do lekarza, byłam tak zaskoczona (serio), że nawet nie płaknęłam. Zostałam sama w domu z wielkim podekscytowaniem. Przesłalam mu zdjęcie smsem. SMSEM! Tak nie miało być.
Siedzę teraz w pracy i jeszcze nie zdaję sobie sprawy, co się wydarzy z moim życiem.
Proszę nie gratulować! Jutro zatestuję jeszcze raz, a lekarz w przyszłym tygodniu. Pojadę z mężem.
Tak nie miało być. Ale jest lepiej, niż miało.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 listopada 2016, 08:14
Ciąża rozpoczęta 7 października 2016
Update z 9 listopada - mój poranny sik 
https://dl.dropboxusercontent.com/u/36870720/WP_20161109_001.jpg
Kochane! Moja historia się nie kończy. Pewnie przejdę na fiolet.
Na razie chucham i dmucham, żeby wszystko dobrze się potoczyło.
Jeżeli mogę podzielić się z Wami jakimiś radami, to mam jedną - nie odkładajcie życia na POTEM! Wygląda na to, że dziecko postanowiło pojawić się wtedy, kiedy zaczęłam się czuć gotowa na zmiany - zaczęłam inaczej jeść, wyeliminowałam parę toksycznych rzeczy ze swojego życia, byłam otwarta na zmianę pracy. To dla mnie piękna lekcja, że jeżeli Okruch postanowi zostać z nami (MUSI TAK BYĆ!), to on woli mnie właśnie taką - pewną siebie, dbającą o swoje szczęście, bo taką mnie wybrał.
Cykl, w którym się udało, to cykl, w którym przestałam mierzyć, kochaliśmy się spontanicznie podczas dni płodnych, znalazłam sobie inne zajęcia niż czytanie na temat starań.
Żyjcie i czerpcie z tego życia garściami!
Całuję!
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 listopada 2016, 11:12
Ciąża zakończona 13 sierpnia 2019
We wtorek o godzinie 11:06 na świat przyszedł nasz upragniony, wyczekiwany i wystarany Synuś - Jaś
.
Cięcie cesarskie wspominam niezbyt miło, zgodziłam się na znieczulenie w kręgosłup bo anestezjolog nastraszył mnie, że narkoza nie sprawi, że nie będę nic czuła. 4 razy próbował i myślałam że umrę na tym stole operacyjnym, oczywiście nie dał rady i w końcu dali mi narkozę. Nigdy więcej takiej głupoty... Narkoza i basta.
Po operacji jedyne co pamiętam to ból obkurczającej się macicy i najpiękniejszy widok świata gdy położna przywiozła mi Synka
. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia

Więcej szczegółów wkrótce, teraz Syn woła papu 
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 sierpnia 2019, 13:01
W nocy okolo 3:00 zmarl tata. Mama dopiero wieczorem mi o tym powiedziala. Pogrzeb jest w piatek, wiec jutro wieczorem wsiadam w smierdzacy autobus, jade pol drogi do brata i stamtad dalej jedziemy razem. Milion przyziemnych spraw zajmuje mi glowe, np. jak wziac wolne z pracy, gdy ustawowo przysluguje jeden dzien, a ja bez przesiadki u brata potrzebuje 14 godzin w jedna strone. Poza tym zastanawiam sie, jak to jest z modlitwami. Wyslalam ich niezliczona ilosc za tate. Bylam w kosciele nawet znowu po kolejnej kilkuletniej przerwie. W pracy tez co najmniej trzy osoby sie modlily. Mama zamowila msze. Wszystko to w proznie. Tym razem nie wysluchal. Dlaczego akurat tym razem? Dlaczego wysluchal, gdy stary lezal po ciezkim wypadku w spiaczce? Modle sie tylko wtedy, gdy wierze, ze bedzie dane. Dlatego nigdy nie prosilam o dziecko, bo ciagle tego jakos nie widze. Wierzylam w przypadku starego i w przypadku taty. Jednemu tak, drugiemu nie. Dlaczego akurat tak, a nie odwrotnie? Jaki sens ma w takim razie wiara w spelnienie, skoro spelnia niezaleznie od wiary? A gdyby tak dla draki rzucic w pusta przestrzen haslo "daj dziecko"? Problem w tym, ze ja tego tak naprawde nie chce, w kazdym razie nie ze starym, wiec po coz kopac pod soba dolek, jeszcze wpadne i dopiero bedzie!
19+1
O jutra zostało 7 dni do wizyty. Czekam, czekam i doczekać się nie moge...
Niech ten czas leci, a ty maleństwo rośnij zdrowo i prawidłowo!!🤞🤞✊✊ Wierzę, że będzie dobrze!!! 🤞🤞✊✊
Okropny dzień! Zaczął się od łez...nie wiem co się ze mną dzieje, mam jakieś chore fazy, że coś jest nie tak między nami w związku...chociaż wydaje mi się że moja wyobraźnia za mocno wjeżdża bo nic takiego się nie stało. Wczoraj byliśmy na super randce, Mati cały czas mówi że mnie kocha...ma ostatnio trochę stresów w pracy i problemy z kręgosłupem przez co czasem ciężko mu się poruszać bo boli to jak cholera, chodzi struty przez to, jest małomówny, stracił apetyt..Ale ogólnie między nami nic się nie zdziwiło a ja oczywiście dopisuje sobie tysiąc historii różnej maści.
Od początku związku nie mieliśmy żadnego poważnego kryzysu. Rok temu, po 4 latach związku w końcu musiał być ten pierwszy raz, zaczęliśmy się mijac, kłócić o bzdury, w końcu zdałam sobie sprawę że nie gadamy że sobą, że on ucieka...
Wcześniej byłam strasznie rozkarpyszoną jeszcze gówniarą, ale podczas tego kryzysu wydaje mi się że dojrzała, zaczekam zauważać swoje głupie zachowania. Cały czas mowilam mu co ma robić, zawsze musiało być po mojemu...Mateusz jest starszy 4 lata, jest bardzo dojrzałym facetem bo dużo przeszedł w młodości. Dopiwro jak zaczął mi uciekać zauważyłam, że czas żebym dojrzała i stała się prawdziwą kobietą, która wie co to kompromis, a jednocześnie wie czego chce. Wiadomo, problem zawszw leży po obu stronach...on też często przesadzal lub nie wmówił mi o swoich problemach czy wątpliwościami, nie mówił mi że go wkurzam, aż w końcu się nakumulowało i wybuchł. Bardzo się wtedy bałam, że stracę najważniejszą osobę w moim życiu..jednak rozmowa i sex pomagaja😀 Przegadalismy wszystko co nas boli, powiedzieliśmy o naszych watpliwosciach, ja wykupiła tez nocleg w 4gwiazdkowym24gwiazdkowym hotelu żebyśmy spędzili trochę czasu sami zdała od świata! W końcu wyszliśmy na prostą i ten rok to był najlepszy- jak dotąd -rok naszego zwiazku! Czasami boję się że ten stan powróci, znów będziemy musieli ratować zwiazek, pewnie stąd te głupie mysli gdy coś się chwieje ...
Jednak wiem że nasza miłość jest potężna! Przetrwaliamy już tyle, nawet 2 lata żyliśmy w związku na odległość ( że względu na moje studia, dzieliło nas wtedy 7 godzin, 400km) widywalismy się czasem raz na miesią, przetrwaliamy poważny kryzys oraz różne mniejsze lub wiekszs przeszkod, przezyjemy i te starania!
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.