Nadal mam jakies dziwne brunatno-brazowe plamienia. Jutro ide do gina na nfz (zapisalam sie do niego jeszcze bedac w ciazy). Czemu tyle to trwa? Juz miesiac czasu od rozpoczecia ronienia pustego jaja.
I stalo sie to co sie zblizalo duymi krokami. Kolezanka z pracy, z ktora teoretycznie mialam rodzic blizniaczki wlasnie przywitala na swiat swoja coreczke. Moj cudownie podtrzymywany humor runal. I nie dlatego ze ona ma takie szczescie, tylko dlatego ze ja go nie mam.
Pieka mnie oczy ;(
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 grudnia 2019, 20:41
Dziewczyny, można jakoś was oznaczyć w komentarzach? Żebyście widziały, że wam odpisuję. Nie znam się na tym 😋
Dziś Dzień Ninja. I moje urodziny.
W życiu trzeba byc jak ninja - nikt cię nie widzi, nikt cię nie słyszy, a ty robisz swoje. To takie moje małe życiowe motto.
Happy birthday to me!
28 dc (5 dpt)
(Estrofem, Utrogestan, Acard, Neoparin, Encorton, Medargin, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12)
@Wio, @zakochanaaw, @aassiiaa, @Krąsi, @Marzycielka, @abbigal, @Kd_eye, @czekamynadzidzie jesteście najlepsze! Bardzo Wam dziękuję za wsparcie, to niesamowite uczucie wiedzieć, że nie jest się w tym wszystkim samemu i są osoby, które potrafią zrozumieć czasem lepiej niż własny mąż 
2,64 tyle wyniosła beta z godziny 7:30
Mało i dużo jednocześnie, może to świadczyć o wszystkim, będę powtarzać badanie w piątek. Tak czy inaczej, na ten moment jestem w ciąży. Nie wiem jak długo ten stan będzie trwał i jak się zakończy, dlatego postanowiliśmy się nim cieszyć. Jeżeli to mają być jedyne chwile z naszymi dziećmi to niech będą radosne. Na łzy zawsze znajdzie się czas.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 grudnia 2019, 06:31
12dc.
Tak czułam, że to wszystko idzie za dobrze. Przyszły wyniki testu HBA, czyli wiązania plemników z hialuronianem i są poniżej wartości referencyjnej. Wyszlo 72% zamiast oczekiwanych 80%. Wg internetów to trochę kiepsko 😒 wiecie może coś więcej na temat tego badania? Wasi mężowie/partnerzy je robili? Poza tym mąż mi się trochę popsuł, bo miał wczoraj stan podgorączkowy. No i ten termin inseminacji dopiero na poniedziałek... Przy moich krótkich cyklach (średnio 26 dni) owulacja 15 dnia to chyba trochę przestrzelony termin. No ale sobota podobno za wcześnie, a w niedzielę nieczynne. Zawsze coś 😛 Mam dziś wizytę, żeby ocenić na jakim jesteśmy etapie cyklu i czy inseminacja dojdzie do skutku.
Pierwszy dzień 7 tygodnia, równiutko 30 DPO, Mikołajki.
Dzisiaj po południu wizyta. Niech ten zarodol tam będzie 🙄
Od wczoraj wieczorem mam nawet nie tyle mdłości, co odruch wymiotny "na czubku języka" 🤦♀ A dokładnej mówiąc franca czai się gdzieś między migdałkami a językiem, żeby wyskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie. Nie wiem czy to od ciąży, czy z nerwów, czy od suplementów które brałam - bo to głównie one wywołują u mnie największe sensacje, nawet sama myśl o nich, nie wspominając o zapachu.
Do tego jakiś obrzydliwy kwaśnawy posmak w ustach nie dający się przepędzić ani jedzeniem, ani piciem, ani myciem zębów.
No ale nic. Będę twarda. W końcu sama tego chciałam 😄
Kochany Mikołaju,
W tym roku proszę tylko o dobre wiadomości! Niczego więcej nie chcę!
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 grudnia 2019, 08:25
PIĄTEK
Brakuje mi pamiętnika, w tych ciężkich chwilach. Jednak tu wracam wcześniej niż sądziłam 
Tak więc co u mnie? Na stymulacji jestem już 10ty dzień. Wtorek: estradiol 230, dwa dni póżniej 500, następna wizyta jutro. Chyba troche mało tego estradiolu no nie wiem sama 
Na prawym jajniku mamy 9 pęcherzyków, na lewym 7. Prawy jajnik ładnie reaguje na leki, pęcherzyki są wielkości 16-19mm, lewy jajnik nie ruszył
pęcherzyki są takiej samej wielkości jakiej były we wtorek
k*&^a mać! jestem załamana
wszystko pod górkę
jeszcze jak czekałam na wizytę to przyszła para z maleńkim dzieckiem i kwiatami do doktor żeby podziękować. Jak usłyszałam te zachwyty to ledwie zdążyłam powtrzymać łzy i wyjść z kliniki. Całą drogę do domu przeryczałam, cały wieczór również
czemu to wszystko tak musi wyglądać
mam nadzieję, że ten cholerny jajnik weźmie się w garść i nadgoni no
@ 1dc. W tym cyklu przegapilismy owulke ale i tak nic by z niej nie bylo, standard. Oby to byl przedostatni @!! 3.01 planuje wizytę w klinice aby zacząć priming i dostać recepty. Na razie kurka nie odbierają w klinice. Postanowione już ze jedziemy nad morze w ostatni weekend roku. Dla odnowy ciała i ducha!
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 grudnia 2019, 17:56
Dostałam mikołajkowy prezent z samego rana. Przyszła @. Huraaa. Przynajmniej zaczynam od nowa. Pojutrze zaczynam przygodę z lamettą. Ciągle się waham, brać ten wiesiołek czy nie? Mierzyć temperaturę czy nie? Mam zwykly, elektroniczny termometr z jednym miejscem po przecinku. Czytałam, że lepszy jest z dwoma. Jeszcze się nie przekonałam, a czasu mało na decyzję. Przynajmniej zjadłam sobie ciasto na śniadanie, czekoladowe z wiśniami nasączonymi alkoholem.
Do lekarza już umówiona na 11 dzień cyklu.
Edit.
Miałam nienormalny sen. Śniło mi się że byłam w Indiach i poszłam tam do mojej dentystki. Skasowała mnie 500zl za wizytę haha. Może to jakiś sen proroczy, choc w takie nie wierzę. Aż zobaczę z ciekawości w sejmiku co oznacza sen o dentyście.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 grudnia 2019, 09:06
Dawno nie pisałam... Znam już wyniki biopsji- wszystko w porządku, żadnych zapaleń, komórki nk nie są podwyższone. Trochę mnie to "rozczarowało" bo liczyłam na to, że coś znajdziemy, zaradzimy i się uda. Po raz pierwszy zdecydowaliśmy się na transfer blastocysty, żeby zobaczyć czy zarodki w ogóle się rozwijają (do tej pory transferowaliśmy dwudniowe zarodki). W poniedziałek rozmrożono 5 PN, w środę dostałam informacje z laboratorium, że wszystkie się rozwijają ale jeden z nich jest trochę z tyłu i pewnie nie dotrwa kolejnego dnia. Nie spodziewałam się tak dobrego wyniku. Klinika jest zdania, że tylko 25-50 % dwudniowych zarodków jest w stanie osiągnąć stadium blastocysty. Dziś transferujemy dwie z nich, resztę zamrozimy. Aż boje się marzyć, że mogłoby się udać jeszcze przed świętami.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 grudnia 2019, 10:45
Czytam inne pamiętniki i juz nie wiem czy dobrze robię, bo to trochę uzależnia
a czytając mam sprzeczne uczucia. Z jednej strony pomagają mi, bo wiem że nie jestem sama, dają nadzieję i motywację do działania. Naprawdę dziewczyny, podziwiam każdą z Was 
Z drugiej jednak, rośnie we mnie niepokój. Wiem, że każdy przypadek jest inny, ale świadomość tego, jak wiele rzeczy może pójść nie tak, ile to wymaga czasu, zaangażowania, skrajnych emocji, pieniędzy... boję się, co nas może jeszcze czekać. Tyle etapów, a my wciąż nie możemy przejść pierwszego. Jesteście skarbnicą wiedzy dla mnie, ale wiadomo jak to z tą wiedzą jest... Jest bardzo cenna, ale bywa też przekleństwem. Pamiętam, jak odkryłam pierwsze fora dla nieplodnych. Wybaczcie, że to napiszę, ale wydawało mi się, że czytam jakiś medyczny bełkot
Zaczęłam się zastanawiać jakim cudem ludzie rodzą dzieci, jeżeli to jest takie trudne? Rzeczywiście coś w tym jest, że mówi się "cud narodzin".
Eh... czekam na nasz mały cud i tego samego Wam wszystkim życzę.
Jak się cieszę @ przyszła zgodnie z planem wydłużania cyklu.
Było ciężko bo przez infekcje od lutki, ale wyniki jak trzeba.
Narazie lekkie plamienie ale do wieczora się rozkręci.
Jutro mija 3 tyg bez słodkiego. Jestem dumna 😊
Wigilie w pracy mam 12 ale słodkiego nie zjem jedynie w święta na cos się skuszę ale z umiarem bo znow wpadnę w uzależnienie.
27 wizyta u gina. Zapewne czeka mnie screatching. Ale to obgadamy czy to czy wlew z accofilu. Bo tu Paśnik dał pole wyboru dla gina.
Dodatkowo dostałam zlecenie na encorton 10 mg Paśnik nie chciał dawki zmienić. A ja zauważyłam że na mnie działają mega dawki. Więc postanowiłam po transferze brać 15 mg a po pozytywnej becie 20 mg i oczywiście przyznać się lekarzowi. Myślę że to idealne rozwiązanie.
Wiem że grudzień szybko minie. Może też dlatego nie chciałam startować w tym czasie. Wolę wszystko na spokojnie.
Mimo złych wyników męża i moich jestem pozytywnie nastawiona.
Chciałabym aby moje dziecko urodziło się pod koniec września. Jak uda się od razu to mam mega szanse na to.
Cos fajnego aż się dziwię że wygaduje różne rzeczy np. ostatnio rozmawiałam z koleżanką z pracy mówiąc jej że jak pójdę na L4 to wszystko będzie na jej głowie, że będzie musiała wszystkie zlecenia wysyłać podwykonawcy a nie jak teraz rozdzielać wszystko. Sana stwierdzila że mam rację. Mówiłam tak pewnie jakbym już wybierała się na L4 😜
15 dc
Sama już nie wiem co o tym wszystkim myśleć, rano ucieszyłam się z pozytywnego testu LH, a po wizycie u lekarza załamka, pecherzyk przez dwie doby zwiększył się tylko o 0,05. Ciekawe czy któraś z was miała tak, że pęcherzyk nie wzrósł zbyt mocno w ostatnich dniach przed owu, a mimo to do owulacji doszło. Byłam dzisiaj u innego lekarza niż zwykle, już nic nie rozumiem, jeden mówi żeby robić testy LH drugi, że nie są miarodajne. Usłyszałam, że niby rozmiar pęcherzyka jest ok, ale lekarz powiedział, że trudno powiedzieć czy coś z tego będzie, bo testy LH o niczym nie świadczą.. i bądź tu mądrym. Ależ to byłby niefart gdyby ostatni cykl starań był bezowulacyjny..
Test LH pozytywny
Temp odczyt niemiarodajny - piłam wczoraj
Pecherzyk na prawym jajniku 1,89
Endometrium 1,1
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 grudnia 2019, 13:16
22dc 8cs
Dziś mikołajki a ja totalnie nie mam chumoru. Wczoraj dosyć miło spędziliśmy wieczór bo mąż miał urodziny. Fakt faktem był zmęczony bo ma intensywny okres w pracy, ale udało nam się wyjść do restauracji i nawet było sympatycznie. No ale nie mogła pozostać sielanka bo dziś pokłóciliśmy się o jakąś pierdołę 🙄. Jestem dziś poprostu zła na cały świat....ahh witaj druga fazo cyklu!
Co do spraw staraniowych to również brak mi optymizmu. W środę byłam ponownie u lekarza na monitoringu i pobraniu krwi, niestety lekarz znowu nie potrafił na podstawie obrazu USG stwierdzić czy owulacja była czy będzie ;/... Spojrzał na wyniki krwi i powiedzial,że wygląda jakbym miała owu mniej więcej w tym dniu co do niego przyszłam po raz pierwszy, ale pobierze jeszcze krew i gdy progesteron będzie dalej rósł to się potwierdzi.
Dziś pakując zakupy przy kasie, dostałam telefon- naprawdę świetny moment na rozmowę z lekarzem 😒, no ale ciul... Lekarz oznajmił że owu była około 18 DC i że mamy się starać dalej. Ja z tego wszystkiego zdąrzyłam się tylko zapytać czy to informacja na 100%??- ,,tak na 100%''...
Czyli jak dalej nie będzie wychodzić to dopiero mam się zgłosić???- wydukałam pakując jedną ręką zakupy, trzymając telefon ramieniem przy uchu i jednocześnie płacąc....
Lekarz krótko przytaknął na moje pytanie i skończyła się rozmowa....
No i ktoś z boku powie- o co Ci chodzi kobieto??? Przecież miałaś owulację!!
Ale niee...Ja czuję się zostawiona na lodzie.
Cieszyłam się,że w końcu coś pójdzie do przodu, że ktoś wykryje mój problem i co za tym idzie- spróbuje go rozwiązać.... Ale niestety.
Podsumowując: USG robione w 14, 18 i 20 dniu cyklu. Z wyników krwi lekarz potwierdził owulację, jednak z obrazu USG totalnie nie mógł się połapać!! Czy ktoś mi może powiedzieć o co w tym wszystkim chodzi???🙄
Skonczyly sie plamienia..nadszedl okres. @ rozkrecila sie juz na normalna miesiaczke. Przez to nie poszlam do ginekologa. Jakiego trzeba miec pecha zeby dostac okres w dniu wizyty u ginekologa. Tylko u mnie takie rzeczy.
Na dodatek nie wiem co z moim morsowaniem w weekend,chyba bede musiala odpuscic ten raz. Szkoda, bo bardzo sie na to cieszylam.
Mam wolne, nie musialam dzis skrobac szyb w aucie. Zrobilam zakupy - znow poszalalam w drogeri. Powinni mi je wszystkie zamknac hehe.
Milych Mikołajek 
Jestem po kolejnym podglądzie. Uczucia mam mieszane ale jest lepiej niż wczoraj.
Progesteron 1,2
Estradiol 2800!
Punkcja w poniedziałek. Przed nią mam jeszcze znowu zbadać Estradiol i progesteron. Chyba grozi mi hiperka ale póki co doktor nic nie mówiła. Pewnie powie po punkcji. Lepiej niech da antybiotyk niż nie. Będę daleko od kliniki więc wolę dmuchać na zimne. W moim mieście lekarz na słowo invitro jest tylko zazenowany...
O transferze raczej mogę zapomnieć ale na 100% zdecydujemy po poniedziałkowych wynikach. Jednak patrząc na ten rosnący progesteron to mam się nie nastawiać.
Pęcherzyków jest sporo. Nie wiem ile bo moja doktor ir nie mowi ale sama naliczykam 9 na prawym i 4-5 na lewym. Na prawym jest dużo więcej. Większosc ma dopiero 17mm. Znalazły sie dwa takie co mają po 21 ale większość jest niedojrzala i na poniedziałek powinna być akurat 🙂 te duże pójdą na straty.
Za to endometrium wyhodowałam takie jak nigdy. Jest piękne, trójdzielne i grube.
Kurde, że się zmarnuje... Taka pierzynka dla zarodka... A zawsze miałam takie na granicy.
Do crio muszę powtórzyć ten wyczyn!
Pytałam na szybko o samą logistykę w przypadku crio.
Na cykl naturalny raczej nie mam co liczyć ze względu na dojazdy. Pani doktor mówiła że to czasem są wizyty codziennie.
A na sztucznym 1 wizyta w 1-2 dniu cyklu, później w 12-14 druga i 3 to już transfer.
A kiedy? Jak teraz dostanę okres po procedurze i po dipherelinie, a niewiadomo dokładnie kiedy to będzie, to mam poczekać do jeszcze kolejnej miesiączki. Także tak myślę koniec stycznia.
Na weekend mam wolne. Bo już się bałam że jeszcze jutro będę jechać ale już mam zlecony ovitrelle na jutro 😀
Także moja stymulacja zastrzykami gonal i menopuru będzie trwała równo 10 dni... A jakoś tak długo mi się wydaje 🙂
32 dc, czekam na @
Cały czas na coś czekam, na okres, na owulacje, na transfer, na testowanie, na badania i tak w kółko. Trwam w tym oczekiwaniu od dłuższego czasu odnosząc wrażenie, że dni przelatują między palcami. Życie przelatuje między palcami, pamiętam kiedy podejmowaliśmy decyzję o powiększeniu rodziny, 16 cykli temu.. niby nie dużo. Zleciało szybko. Dopiero teraz zaczynam rozumieć dlaczego starania o dziecko potrafią trwać latami. Nikt tego nie planuje, poświęcamy dużo energii, czasu i pieniędzy, a później przychodzi okres. Można by odpuścić starania po przyjściu @, ale kolejna szansa na ciążę jest już za dwa tygodnie, więc szkoda zrezygnować z tego wszystkiego co się robiło do tej pory, bo może akurat tym razem się uda.. i tak w kółko.
Hormony powoli opuszczają moje ciało, choć temperatura na wykresie wskazuje, że progesteronu nadal jest w nim sporo. Rozmawiałam z lekarzem, spróbujemy podejść na cyklu naturalnym, na sztucznym czułam się nie najlepiej, nogi puchły i byłam jakaś taka ociężała, po za tym wolę czuć swoje ciało, wolę kiedy do mnie mówi, jestem wtedy spokojniejsza.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 grudnia 2019, 07:02
Wzięłam dziś wolne, bo miałam usg piersi o 10:40 a nie chciałam potem siedziec w pracy do nocy. Tak jak się obawiałam, usg nie wyszło dobrze. Od jakiegoś czasu czuję ból przy dotyku w lewej piersi. Okazało się, że jest w niej torbiel 1,13 cm x 8 mm. Ta jest największa, są jeszcze 2 średnie w lewej i 1 średnia w prawej. W obu piersiach liczne małe torbiele, piersi są aż nabrzmiałe od nich. Doktor powiedziała, że to pewnie przez hormony, którymi jestem szprycowana od w sumie 2 lat. Poza tym mam hiperprolaktynemię, więc od skoków prolaktyny też mogło się dziadostwo porobić. Powiedziała, że nie jest to przeciwwskazanie do ivf, ale muszę po procedurze przyjść na usg kontrolne, bo jak będą rosnąc to trzeba zrobić biopsję. Pytanie tylko czy mój gin z kliniki dopuści mnie do stymulacji z takimi wynikami. Zobaczymy, ale myślę że będzie ok. Pani doktor powiedziała, że przykro jej, że taki prezent mikołajkowy mi daje, ale ma nadzieję, że w lutym wrócę do niej w ciąży i życzy mi powodzenia. Miła kobieta.
Potem poszłam do apteki po suplementy, bo się pokończyły. Kupiłam wapń+magnez+cynk z Solgara - bardzo mi się po tym stan paznokci poprawił. Rzadko się łamią, są ładne, a był już dramat. Do tego dokupiłam miedź ze Swansona, bo cynk ją wypłukuje - dzięki Krąsi za info. No i omega 3. Zainteresowałam się też magnezem w sprayu. Wiem, że magnez przez skórę lepiej się wchłania i do tej pory kupowałam taką sól magnezową i moczyłam nogi (nie mam wanny, wiadomo że lepiej sobie kąpiel w magnezie wziąć). Okazuje się, że jest już magnez w płynie, wystarczy 8 psiknięć i wsmarować w ciało. Ciekawe to, muszę zapytać doktora w klinice czy mogę coś takiego stosować, bo magnez jest przecież dobry na skurcze, a ja miałam już po jednej IUI w okolicach implantacji potworny skurcz macicy. Myślę, że coś się tam podziało, ale organizm się pozbył.
Potem poszłam sobie do ulubionej kafejki na kawkę i książkę, a na koniec upiekłam w domu sernik z mascarpone i truskawkami mrożonymi jeszcze z lata. Prezent dla męża - portfel już czeka pod choinką, choć na niego nie zasłużył, bo rano znów się pożarliśmy. No ale przeprosił, to niech ma.
Dziewczęta, chciałam się z wami podzielić czymś co ostatnio przeczytałam. Mianowicie w Stanach zrobili doświadczenie i podzielili grupę kobiet z tej samej kliniki, która podchodziła do ivf. Za jedną grupę modliła się grupa osób, za drugą nikt. Wyniki pokazały, że więcej ciąż było w grupie, za którą się modlono. To doświadczenie przeprowadzano kilkukrotnie. Niesamowite, prawda? Ja wierzę w czystą, pozytywną energię boskie wstawiennictwo. Czy chciałybyście się przyłączyć do wspólnej modlitwy? Za mnie modlą się tylko rodzice, teściowie są ateistami, mąż średnio wierzący, nawet moja siostra nie wierzy, potrzeba mi duchowego wsparcia. Która z was chce, żebym się za nią modliła?
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 grudnia 2019, 17:09
SOBOTA
Punkcja wyznaczona na środę.
Wyników hormonów nie mam, będą dopiero w poniedziałek.
Lewy jajnik trochę ruszył, do środy powinien być taki jak należy. Prawy za to szaleje
trochę polepszył mi się humor dzisiaj. Mam nadzieję, że się nie spierniczy w poniedziałek po ostatniej wizycie 
Z dodatkowych opcji bierzemy jony Ca i atosiban. Nie pytałam o plan B tym razem i nie zapytam. Musi się udać plan A. Bo ja nie wiem jak przeżyję porażkę taaaakiej skali... może nie być co zbierać.
Transfer 16tego w poniedziałek (jak będzie wszystko ok), testowanie... już liczyłam, że dzień przed Wigilią bedzie 7dpt, a w Wigilię 8dpt, pytanie czy chcę sobie zniszczyć Wigilię. I czy nie lepiej albo ten dzień wcześniej, albo może po świętach... Sama nie wiem czy wytrzymam tyle czekania
zobaczymy. Zaczyna się nerwówka. Kciuki potrzebne od zaraz!
Kilka dni temu ostatecznie podjęliśmy decyzje - zaczynamy starania o dzidziusia.
Myślałam o tym już od jakiegoś czasu, ale zawsze mówiłam sobie, ze to nie ten czas - wciąż studiuje, mieszkamy ponad 300km od rodziny, jesteśmy tutaj sami w małej kawalerce. Zawsze myślałam ze mamy na to czas, „zaplanowałam” ze za trzy lata gdy wrócimy do rodzinnego miasta to zaczniemy budować dom, i wtedy to będzie ten czas żeby zrobić sobie dziecko. Bo w mojej głowie chcieć znaczy móc. Będę chciec dziecko i tak będzie. Bo przecież każdy tak ma, czyż nie ?
I wtedy dowiedziałam się ze szwagier z żoną też chcą ale nie mogą. Że kuzynka z mężem chce od 1.5 roku, i tak raz się udało, ale poroniła.
Wiec może jednak nie jest tak ze chcieć to móc? Bo może jednak nie da się takich rzeczy planować ?
Dużo o tym myślałam, dużo o tym rozmawialiśmy. I mimo obaw, tak! Chcemy być rodzicami! Pisząc to jestem bardzo szczęśliwa, wzruszona i pełna nadziei! Za 13 dni owulacja. Bardzo wierzę, że w tym cyklu to będzie to. Bardzo wierzę, że w przyszłym roku będę mamą. Bardzo tego chce i mam ogromna nadzieje ze chcieć to znaczy móc.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.