6 tyg 4 dzień
Mam męża palanta. Tak to określenie jest słuszne... zachowuję się okropnie w stosunku do mnie, nie wiem skąd ta złość i chęć robienia mi przykrości. Dziś już nie wytrzymałam mam dość jego zagrywek. Doskonale zdaję sobie sprawę że ciężko mi teraz funkcjonować, zapachy atakują mnie masowo w sklepie, w domu... A on jeszcze mi dokłada np. beka mi w twarz po zjedzeniu kebaba, pije piwo a później liczy na to że ja będę się do niego tulić i dawać buziole, podsuwa mi pod twarz kiełbasę, kurczaka wszystko co je,chodź doskonale wie że powoduję to u mnie odruch wymiotny. Dziś przeszedł samego siebie. Oświadczył że zrobi grilla na obiad. Oczywiści zapach grilla dla mnie to przytulanie się do klozetu . Rozpalił grilla na tarasie, jak najbliżej drzwi.Cały dym leciał do domu.... wyszłam na piętro zamykając wszystkie drzwi. Jak wróciłam, standardowo jego ruch z podsuwaniem kiełbaskę pod twarz... Musiałam biec do toalety.
Jak zwróciłam mu uwagę to oczywiście była to moja wina bo on nie robi nic złego.To ja mam jakieś chore jazdy, jestem w ciąży i mi odbiło. Poskarży się tatusiowi, bo tylko on go zrozumie jaki on jest biedny a ja się go czepiam.
Tak, mam męża IDIOTĘ.... Szkoda mi jedynie bąbla że wybrałam mu takiego ojca.Eh.. gdzie ja miałam oczy....
12 tyg 1 dzień
jetem w rozsypce, jutro wizyty na nfz. Mam złe przeczucia.Nie potrzebnie zapisywałam się na tą wizytę. To będzie okropne ten sam lekarz, który we wcześniejszej ciąży stwierdził, że moja dzidzia jest aniołkiem. Mam tak okropnego stresa, że aż nie mogę jeść...
20 tyg 2 dzień
Połóweczka za nami. Na ostatniej wizycie okazało się że, naszym bąbelkiem jest dziewczynka:))))) Ładnie się rusza w brzuszku, już czuję jej kopniaczki codziennie. Badania wyszły kiepsko mam niedokrwistość, więc zagościło żelazo, zapewne już do porodu. Twardnieje brzuszek wiec i z magnezem się nie rozstaniemy i oczywiście zapobiegawczo mamy urosept. Znów bakterie atakują, jak na razie nielicznie.Chuchamy na zimne.
Dziś wymioty i ból w lewej pachwinie. EH te wymioty czy one mnie opuszczą.... znikajcie jak najszybciej.
Niedawno przeszłam przeziębienie...dostałam je w darze od męża.... mężczyzna chory tzn mężczyzna umierający.... jakoś przeżyliśmy oboje:)
Mam też problem z libido, a raczej jego totalny brak.... sex dla mnie na chwilę obecną mógłby nie istnieć. Ja to znoszę świetnie gorzej z mężem. Od ponad 2 miesięcy nie mam ochoty na serduszkowanie,to chyba nie jest normalne....
Troszkę może wrócę do mojej krosteczki kochanej, wybrałam do jej pokoju kolor farbki na ściany:) Wszystko by było ok, gdyby małż się troszkę zainteresował logistycznie jak to zrobić by farba znalazła się na ścianie.... tego brak....hehhe może to ten brak seksu. No nic pomarudze to podwinie rękawy i pomaluję tym bardziej, że pogoda coraz gorsza, a on za 2 tyg zostawia mnie na miesiąc:P Upatrzyłam tez literki na ścianę z imieniem dla mojej małej kruszyny. Co do wyprawki, wózka, łóżeczka i innych rzeczy dla małej, chcę poczekać do stycznia. To już będzie 8 miesiąc, wiec i czas dobry na takie zakupy. Pewnie ktoś powie, że za późno, że jak to tak czekać, a to to, a to tam to... a ja nie chcę zbyt wcześnie...jeszcze za bardzo się boje o moją Lucynke, żeby później mierzyć się z tymi rzeczami w razie....wszystko w swoim czasie:)
38+2, do naszego spotkania 12 dni....
Tak, teoretycznie 12 dni.
Spojrzałam na stworzony tu pamiętnik i jestem zawiedziona. Dałam ciała... miałabyć pamiątka z okresu ciąży. A wyszło mi parę wpisów i to raczej w te gorsze dni:P Nie dam rady tego nadrobić. Więc na konic wypda dodać pozytywny wpis.
Jestem bardzo pozytywnie nastawiona do porodu i staram sie nie nakręcać w tematach które mogą być stresujące. Cieszę sie, że udało nam sie z mlautką dotrzeć do tego etapu ciąży. Cieszę się jej ruchami...wlaśnie teraz jedzi mi w brzuszku:) Kocham ją tak mocno, a jeszcze jej nie widziłam. Co to będzie jak ją zobaczę. Chyba oszaleję z miłości.
Torbę do szpitala mam gotową. Spakowałm ją na szybko po ktg w 36 tyg. Położna mnie nastraszyła bo pojawiy się skurcze. Jak usłyszała, że nie kupiłm jeszcze wszytkiego.....normalnie gdyby wzrok zabijał to by była moja ostatnia chwila w życiu....hehee. Skurcze przepowiadające są codziennie raz bardziej intensywnie raz mniej, na ktg też się pojawiają. Ogranizm zaczą oczyszczanie. A na ostatniej wizycie miałam rozwarcie na 1 cm. Zobaczymy jak będzie w poniedziałam czyli w 39+1 czy te bóle i skurcze coś powodują. Także jeśli mała wytrwa w brzuszku do poniedzialku to jeszcze ostatni raz zobacze swoją gin przed porodem.
Ciąża zakończona 12 marca 2018
12 marca 2018 o godzinie 10.38 na świecie pojawiło się moje najwieksze szczęście- Lucynka:)
Relacja z porodu nie będzie miła. Moja ciąża sama w sobie była - okropna. Źle się czułam, mdłości, zgaga, zbyt wczesne twardnięcia macicy, plamienia, krawienia, bezsenne noce. Liczyłam, że chodź poród bedzie lepszy. Nic bardziej mylnego. Wszystko zaczeło się 10 marca ok godziny 22. pierwsze skurcze. Nie brałam ich na poważnie do czasu gdy nie mijały po 3 h. zaliczyłam nie przespaną noc udwało mi się zasnąć jedynie między skurczami, które były nie regularne raz na 30 min a kolejnym na 10 min i tak do rana.... Dzień wyglądał tak samo, skurcze zaczeły robić sie regulane po 2 h na piłce ok godziny 16. a o godzinie 23 zjawiłam się na porodówce z 4 cm rozwarciem. badanie ktg, nie uprzejmość lekarza w izbie przyjęć i bach na sale porodową... jak tam weszłam to miłam złe przeczucia...chciałam odwrócić się na pięcie i wyjść....ale odwrotu nie było....Podłączyli mnie do ktg, zaliczyłam lewatywkę, odszedł czop i trafiłam na piłkę o 3 miłąm 7 cm rozwarcia dostałm dolargan na odpoczynek pomiedzy skurczami. Zaczeły sączyć się wody, przyjmowałm różne pozycje wertykalne troszkę na próżno pomimo 9 cm rozwarcia mała wciąż była daleko...nie schodziła do kanału rodnego. Zdecydowano przedić pęcherz żeby przyśpieszyć akcję. pojawiły się parte. Jedyną efektywną pozycją w której mogłam przeć by mała schodziła była pozycja kolanowo łokciowa. Gdy usłyszałam że widać główkę dziękowałmam Bogu że moja męczarnia się skończy już za chwilę...Nic bardziej mylnego...złośliwy chichot losu...po przybraniu pozycji na plecy do ostniego wypchnięcia mala cofala się spowrotem do brzucha. Także cały mój wysiłek związany z parciem poszedła na marne i to dwukrotnie. Dopiero za 3 razem udało mi isę wypchnąć małą na świat. Ból był okropny. medzy skurczmi krzyczałam że nie dam rady, że naprawdę już nie mam sił. A położna mnie mobilizowąła chodz już po jakimś czasie nie była to mobilizacja tylko straszenie wakum. Jak widać zadziłałało. Dzięki mojej dederminacji i dobrej kondycji małej udało mi się o własnych siłach urodzić mało po 2h i 33 minutch partych. Nie obyło isę bez nacięcia krocza. A cały sekret tego że malutka tak bardzo nie chciął przyjaś na świt leżał w pępowinie. Była krótka a dodatkowa mała miał szelki tzn. była nią owinięta i to powodowało cofanie się mojego cuda. Pamiętam nacięcie czułam ję. Gdy myślałm że najgorsze mam za sobą okazało się że łożysko też nie chcę opuścić mojego brzuszka... Ciśnięcie na brzuch, za 3 razem udało mi się je urodzić... szycie bolesne. Gdy zaprptesowałm zostałam skwitowana- jest pani wrażliwa na wacik. Serio????? po ponad 2 godzinach partych kobieta mówi mi, że jestem wrażliwa na wacik. Na moje pytanie ile mam szwów podło -nie liczyłam ile zakładam.....Mój mąż był cały czas przy mnie tzn. do mometu urodzenia małej...póżniej był przy niej a ja zostałm z babami charpiami:P Malutka wynagradza mi moje cierpienia każdego dnia jest cudowna :0 oczywiście dla każdej mamy jej dziecko jest najpiekniejsze, nie inaczej jest w naszym przypadk- chodz to cały tatuś. Szpital opuściłyśmy po tygodziu z uwagi na wyższe crp i konieczną kurację antybiotykiem. Zwycięzylam w temacie laktacji i nawału pozostają sam na placu boju, bo pomoc połoznych w szpitalu to jakaś kpina
Moja relacja porodu i całej otoczki nie jest najlepsza. ALe nagroda za te wszystkie cierpienia jaką jest moja Lucynka jest tego warta:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 marca 2018, 22:00
Poniedziałek 12dc / 29 cs - 1 po histeroskopii
Matko jak ten grudzień mi zleciał! Zabieg, święta, sylwester i fru po miesiącu. Muszę powiedzieć że już dawno tak się nie leniłam. Oczywiście pracowałam ale w sumie ze względu na święta i przerwę noworoczną to ta praca taka poszarpana była. Dodatkowo cały miesiąc nic nie ćwiczyłam! Po zabiegu lekarz prosił aby się oszczędzać, a potem od razu święta więc człowiek i tak więcej siedzi niż się rusza... Przynajmniej waga w porządku, nic nie przytyłam a nawet 1 kg schudłam. Nie mam na jej punkcie bzika ale najlepiej się czuję i mam najwięcej energii jak ważę swoje ulubioną 😉 Nie wiem jak to się stało bo w sumie i trochę jedzenia było i brak większej aktywności i alkohol. Pewnie mięśnie spadły, niedobrze.
Jestem w okresie okołowulacyjnym, ale w sumie nie ma jego jakiś wielkich objawów, może nie ma pęcherzyka? A może właśnie za dużo tego jedzenia i alkoholu było? Nie jestem jakaś wielolitrażowa ale okazji trochę było i tu kieliszek wina, tam dwa, sylwester 3 drinki z rumem, hm, pewnie przesadzam, ale jak człowiek się stara to analizuje każdy swój ruch, istny obłęd. Bez sensu to. Przecież doskonale o tym wiem. Muszę się opanować. Jutro wizyta w klinice to wszystko się zobaczy i przy okazji pochwalę się wykonaną histeroskopią 😁 Trochę mi zajęło podejście do niej ale widocznie tak musiało być.
Powiem szczerze że mam sinusoide uczuć, myśli. Raz myślę że teraz to już musi się udać. Myślami wybiegam w przyszłość, ciąża, a w którym miesiącu się urodzi jak zajdę. Za chwilę potem besztam sama siebie i wymagam racjonalnego podejścia, żeby potem być pesymistką i stwierdzić że nie, nie na pewno nigdy nie będę miała dziecka i będę zgorzkniałą wredną babą. I tak w kółko 😂😀 No wariatka!
Będzie jak będzie, a ja to przyjmę. Muszę. Tymczasem jutro wizyta, podgląd + dodatkowo wyniki histopatologiczne i histochemiczne z wycinka endometrium. I wracam do pracy. Bez rwania dziwnymi, długimi weekendami 😉 Oficjalnie witam Cię styczniu!
34+3
Dzisiaj pojechaliśmy pod Warszawę aby pochodzić z psami. Zrobiliśmy ponad 6 km, wróciłam z pełnym pęcherze, głodna i zmęczona.
Na szczęście 1,5h drzemki mi wystarczyło aby wrócić do swojego humoru 
Dodatkowo zachciało mi się pochodzić po śniegu. Szaleństwo! Patrzyliśmy dzisiaj gdzie najbliższej są zaśnieżone miejsca, i mamy na oku jeden obiekt akceptujący psy oddalony 4,5h drogi od Warszawy. Zastanawiam się czy w przyszłym weekend jechać czy nie, bo mimo wielkich chęci rozsądek mówi mi że to nie najlepszy pomysł.
Wiem, że będziemy dużo chodzić, będzie zimno i daleko do domu. Chyba muszę się jeszcze przespać z tym pomysłem.
Jutro już normalny dzień - pracujący.
Zatem ja też pewnie zabiorę się za ostatnie prania oraz prasowanie tych maciupcich rzeczy (jeszcze kilka rzeczy mi zostało).
Chyba powoli mam dosyć czekania.
Strasznie chciałabym zobaczyć już Maksa. Śmiejemy się że z naszymi genami powinien być typowo aryjskim chłopcem (niebieskie oczy, blond włosy
)
Ciekawe co będzie miał ze mnie, a co z mojego męża?
Czyje oczy, nos, kształt twarzy...
Ale nic - trzeba być cierpliwym 
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 stycznia 2020, 16:56
Ja ok.
On niską jakość nasienia
morfologia 1%
Koncentracja poniżej normy
Ilość poniżej normy
Czekałam na urlop. Z utęsknieniem. I co? I dupcia! To znaczy urlop dostanę, ale mój mąż już nie. Wściekłam się jak nie powiem co. Bo mój urlop zapowiada się tak - wstawanie rano, dzieci, robotnicy na budowie (znaczy już teraz w domu) i ... wsio. Mogę pójść na zakupy, ugotować obiad, poprać, poprasować w sumie tyle. Fajnie, nie? Chciałam pojechać do teściowej - bo nie widziała Kamila od roku, a właściwie jego chrzcin. Myślałam, że przy okazji pozwiedzamy, może pojedziemy do zoo do Wrocławia... I cóż - z planów nici. Mam znów siedzieć na pupie w domu i właściwie tyle... Wszystkiego mi się odechciało. Serio. Bo jechać gdzieś sama - jakoś mi nie pasuje. To znaczy nie, nie sama tylko z dwójką dzieci... A i mąz oświadczył, że kiedy układali plan urlopowy nie było go, więc nie ma jak wziąć urlopu w wakacje. Ekstra nie. Kiedy leje się żar z nieba, wszyscy wysyłaja pozdrowienia znad morza, ja będę siedzieć albo w pracy albo w domu z dzieckami. Taaaa.... I była awantura. Nie tak sobie wyobrażałam moje życie - nie sądziłam, że będę frustatką, dla której szczytem marzeń będzie kilkudniowy wyjazd gdziekolwiek... Ale wiecie co - tak to wygląda ... Nie dość, że M jest domatorem, który nigdzie nie lubi jeździć (nienawidzi wręcz basenów, morza i innych atrakcji) to jeszcze nie ma urlopu wtedy kiedy ja. Czasem chciałabym - tak jak mój brat wyjechać na kilka dni z przyjaciółmi na narty (ale a nie mam przyjaciół którzy jeżdża na nartach b - mój M nie pojedzie za żadne skarby - albo po wielu negocjacjach pojedzie, ale nie będzie jeździł na nartach - bo nie umie i nie ma zamiaru się nauczyć). Nie chce mi się walczyć o wszystko - o każdy wyjazd, spacer, chwile poza domem. Ostatnio wzięliśmy Kamcia na sanki - ale w okolicy nie było, jechaliśmy więc kawałek, zahaczyliśmy o rodziców (mama chciała jechać z nami). Kamcio zadowolony - wiecie pierwszy raz jeździł na sankach, mój M stwierdził, że była to strata czasu.... I bez sensu było tyle jeździć (oczywiście ja prowadziłam - ale to szkopuł, którym i tak nikt się nie przejmuje)... I on po takim wyjeździe jest bardziej zmęczony niż przed. Teraz okazuje się, że mieliśmy mieć ponad tydzień razem urlopu - zostało nam trzy, cztery dni.... Razem - z moich 10. resztę popołudniami lub nocą mąż jest w pracy.... Wiem co myślicie - dlaczego nie spakuje się i nie ruszy się gdzies sama. Otóż to trudne - Patryk to kropka w kropkę tata - czyli będzie jończył, że gdzieś musi jechać, a z kolei samą lub tylko z Kamciem nie chce mi się (jestem osobą stadną - nie lubię być sama lub z kimś z kimś nie pogadam...) i tak jestem w sytuacji bez wyjścia. Bo urlop to nie będzie wypoczynek tylko czekanie aż wrócę do pracy... Moje plany - Ikea (mam 60 km do niej - mo że wybiorę firanki), second hand shop i w sumie tyle. Az mi się przykro robi. Co więcej mój syn starszy - jutro ma poprawę z matmy (ma między3 a 4 i musi dobrze napsiać, aby mieć 4) i sprawdzian z biologii w środę (grozi mu 1 na półrocze). I co - powiedział nam to dziś o 15, jak jechaliśmy na obiad do moich rodziców. Oczwyiście pod wpływem moich pytań - bo tak pewnie dowiedziełabym się gdyby przyszedł z kolejmą 1 i 3 z matmy na półrocze. Dwa dni był w domu - w tym czasie nawet nie zerknął do ksiązki, nic a nic się nie uczył. Jak go nie przypilnujesz - zapomnij że coś zrobi. Dziś nie przypilnowałam go - nie zjadł śniadania, zębów nie umył, psa nie wyprowadził. Dzień, dzień to samo. Jak katarynka za nim chodzę. I mam dość bycia taką mamą - dość bycia wiecznie zabieganą, sfrustrowaną, dość ciągłego narzekania i rozkazywania (umyj zęby, wyprowadź psa, posprzątaj pokój, wyrzuć śmieci, poodkurzaj, Patryk masz brudne włosy itd.). Po prostu mam dość!
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 stycznia 2020, 20:14
Akcja z rodzicami opanowana. Umówiliśmy się najwcześniej na luty.
Dzisiaj zapisałam się na wizytę do endo. Ale to dopiero pod koniec lutego. Ciekawe jak wyjdzie cukier i progesteron i co będziemy robić dalej. Coś mi się wydaje, że skończymy i tak w jakiejś klinice.
A na razie... trzeba starać się opanowywać nerwy w pracy.
Znowu wieki nie pisałam. Duże dziecko - mniej czasu? A może mniej żali
żalów - jak to się piszę?
Mam wrażenie, że pracuję i zajmuję się dzieckiem naprzemiennie. Z przerwą na sen (a sen doceniam, bo to było dobro utracone). Nocki nie są idealne, ale umówmy się - jest lepiej. Nie wiem, jak przeżyłam tamten rok. Na samą myśl odechciewa mi się drugiej ciąży i jednak na chwilę obecną nie jestem przekonana. Wiele rzeczy za tym przemawia, łącznie z tym że ja bym nie ogarnęła dwójki dzieci i bardzo podziwiam mamy, które to robią.
U nas nastąpiło kilka zmian, tj poszło trochę do przodu i czuję, że dziecko mi dorasta. A stało się to w momencie, kiedy to byłam pewna, że za skurczybyka jasnego jej nie odpieluchujemy, bo choć rozumna, z premedytacją sikała pod siebie gdzie popadnie. Potem był etap sikania do nocnika i walenia kupy w majty, później na odwrót - kupna do nocnika i sikanie w majtki. Był też etap, kiedy nie chciała ani pampersa, ani nocnika - i tu szło już dostać pierdolca.
Postanowiłam, że nie będę się wkurzać i podeszłam na luzie, nawet jak 15 raz myłam podłogę, klocki, matę i co tam jeszcze. Młoda nie czując presji zaczęła trafiać do nocnika, wytrzymuje także na dworze bez sikania. Czasem nawet nie wiem kiedy zrobi kupe lub siku, znajduję tylko pełny nocnik (sama urwa sobie papier i podciera się po swojemu).
Wyprowadziła się też z naszego łóżka - po pół roku poszła spać do swojego pokoju ("pokłóciła" się z mężem o miejsce w naszym łóżku i strzeliła focha - ma charakterek).
I trzecie - odsmoczkowana. Ma przez to ból istnienia trochę. Odgapiłam od Was dziewczyny sposób na smoczkową wróżkę (tylko że załatwiłam to jako przesyłkę - Młoda spakowała smoczki a wrózka pod drzwi rzuciła paczkę z pepą i dżordżem). Czasem nieśmiało zapyta, gdzie są smoczki. Jak odpowiadam, ze wiezła wróżka dla dzidziusiów to milknie i zmienia temat, ale potrafi rządać czegoś do jedzenia.
Problemem jest to, że teraz jak nie ma tego smoczka to dużo gada przed snem, nawet 1,5 h i przypomina sobie całe życie. Nawet to, że jak byliśmy na wakacjach to nie lubiła tam jednego gościa, a może jej się podobało. Jak jej powiedziałam, że ją kocham, ale niech już idzie spać to odpowiedziała "dobra, nie będę więcej już gadać".
Zadaje mi setki pytań, typu "mamo, a jak wygląda kraina dinzaurów" albo "dlaczego auta są pokryte śniegiem" a gdzie rosną banany itp. Nieraz ma takie teksty, że zastanawiam się skąd je bierze. Ostatnio mi mówi "mamciu, nic się nie martw, wszystko dobrze, idź spokojnie pracować"
Jest słodka, wygadana, szybko się uczy. Prosi by włączyć jej bajki po angielsku. Umie już kolory. Układa puzzle - na początku nie lubiła, potem wkładała tak by się łączyły (nie zważając czy wychodzi obrazek) a teraz już potrafi całą układankę z 20-30 puzzli ułożyć sama.
Jak jest ze mną to ma mammozę, a jak jest mąż to samoobsługa.
Nie chce się ubierać jak idziemy na dwór i kosztuje mnie to dużo stresu.
Wspina się na meble, wyciąga jedzenie z lodówki, garnki. Z jedzeniem różnie, raz zje, raz nie. Potrafi mi powiedzieć, że ugotowałam brzydki i niedobry obiad. A za moment zjada wszystko z talerza. Ogólnie upomina się, kiedy jest głodna, a jak się nasyci to mówi, że pojadła i dziękuje.
A co tam u Was?
4 miesiące i 24 dni 
Jutro wybieram się do firmy, obiecałam kierownikowi, bo dzwonił do mnie w zeszłym tygodniu.
Z tejże okazji siedzę w kuchni i piekę muffinki. A niech mają, znają przecież moje dobre serduszko i zdolności pieczenia
.
Nakarmię Jasia przed samym wyjazdem, więc nie powinien marudzić Mężowi
. Pojadę może na godzinkę, wypiję herbatę i wracam.
Udało nam się wygrać z katarem 🤗. Nasivin Baby pomógł 🤗. Od razu Jaś jest radośniejszy, a ja spokojniejsza
.
Co prawda w sobotę mocno się wkurzyłam na teściową... zostawiliśmy Jasia Teściom, żeby nie ciągać go po marketach. Jak już wracaliśmy teściowa przez telefon cała szczęśliwa powiedziała, że dała Jasiowi wody na łyżeczce i był zadowolony. Ale tylko kropelkę. Nosz kurła... mówiłam 1000 razy, że Jaś do 6 miesiąca będzie dostawał tylko moje mleko, bo tak zdecydowaliśmy z Mężem i pediatrą. Ale nie, ona musiała sprawdzić jsk Jaś zareaguje.
Powiedziałam tylko ostrym tonem, że więcej mają mu nic nie dawać. Może przesadzam, bo to tylko kropelka wody. Ale dostał ją bez naszej wcześniejszej wiedzy i zgody. Musiałam zareagować, bo nastepnym razem znając moją teściową to dostałby całą łyżeczkę, a potem całą szklankę.
Rozszerzeniem diety zajmę się sama, podawaniem wody też, ale to pod koniec lutego.
Na poprawę humoru w sobotę dostałam od Męża pierścionek
. Powiedział, że to za Jasia 🤗 , za to że tak dzielnie zniosłam ciążę i cesarkę, że tak wspaniale się nim zajmuję i za to, że w ogóle jest
.
Pierścionek jest śliczny 🤗 delikatny, Mąż idealnie trafił w mój gust 😊.
W rozmiar też trafił, aż byłam w szoku. Teraz noszę rozmiar 12, pierścionek zaręczynowy miałam na 13,5. Tak, palce schudły mi o półtora rozmiaru.
Pierścionek zaręczynowy oddałam do zmniejszenia do jubilera. Będę go teraz nosić razem z obrączką.
I chudnę sobie dalej, dzisiaj na wadze 49kg. I to po świętach.
Musze wrocic na łono bbf…
Co do zlobka: Emil uczęszcza od września i… jest super! Bardzo się balam i pierwsze 2 tygodnie były srednie, ale potem już bajka. Idzie tam chętnie, awanturuje się w szatni, bo chce już biec na sale, leci do szafki i wyciąga pieluszki, by zanieść pani. Ladnie tam spi (o spaniu Emila musze zrobić osobny wpis), a co do jedzenia to… tez zasluguje na osobny wpis. Ze zlobka jestem baaardzo zadowolona, to najlepsze, co nam się przytrafilo we Wroclawiu (taaak, o Wroclawiu tez musi być osobny wpis). Jest to zlobek dla dzieci alergicznych, w ogole nie podaja tam mleka i przetworów mlecznych, jest wlasna kuchnia, a na widok tygodniowego menu leci mi slinka ;o). Miesa podaja bardzo mało, mnóstwo warzyw i owoce. Panie sa przemile, placowka fajnie wyposazona. Zyc nie umierać. Koszt miesięczny poniżej 500 pln wychodzi. Jedyny minus (i niestety jest to spory minus) dzieci w ogole nie wychodzą na podwórko…………………… Jak dla mnie – kosmos. Dla mnie nie ma zlej pogody, uważam, ze wychodzić trzeba zawsze. Ale gadałam z innymi mamami, tymi bardziej doświadczonymi, i one mi wyjasnily, ze to powszechna praktyka w zlobkach. Zaczna wychodzić około maja jak będzie cieplej. Argumenty dlaczego nie wychodzą: bo zimno, bo nie wszystkie dzieci potrafią chodzic w najmłodszej grupie (no i ? jak Emil nie potrafil chodzic to po placu zabaw na kolanach zasuwal, ale podobno wielu rodzicow ma z tym problem, ze spodenki się zdzierają), bo maluchy jeszcze przezywaja sam pobyt w zlobku i nie potrzebują dodatkowych ‘atrakcji’. Coz, tego nie komentuje już więcej, musze się dostosować. Ahh no i jeśli chodzi o zdrowie to jest super. Katar towarzyszy nam non stop ;o) ale ani razu nie było antbiotyku! Emil naprawde swietnie się trzyma, a tak mnie straszyly koleżanki, ze już po pierwszym tygodniu w zlobku będą anginy i wszystkie inne paskudztwa. Raz tylko cala rodzina zaliczyliśmy grype zoladkowa, ale dość lagodnie to przeszliśmy. Czyli so far so good.
No i mamy styczeń. Miesiąc, w którym wykonam telefon do ośrodka, podpytam co słychać... Choć czuję, że w moich uszach zabrzmi, jeszcze trochę... Nic na ten moment nie możemy powiedzieć... Wczoraj uzupełniłam bardzo dużą część księgi adoptowanego dziecka. Dzisiaj znalazłam zdjęcia, które już możemy tam zamieścić. Taka książka trochę uświadamia "Będziesz mamą!"... Do mnie to jeszcze do końca nie dociera, w końcu nie mam dziecka, nie wiem kiedy ono się pojawi, więc trochę ciężko w takiej sytuacji nazywać się mamą... Poza tym dla nas jest to już tak nieosiągalne, tak wyczekane, że aż trochę abstrakcyjne. Piękna jest ta księga... Wczoraj uzupełniłam sporo dat... Ile czasu to wszystko trwało, by dojść do tego miejsca to aż człowiek nie dowierza...
5dc
Od 4 dni biorę Estrofem i czekam na podglad jak rośnie endometrium. 13 stycznia okaże się kiedy będzie transfer. Szlag mnie trafia. Jeszcze nigdy nie byłam w takim stanie. Dni wloką się się niemiłosiernie, nie mówiąc już o godzinach, szczególnie tych w pracy. O ile w święta jeszcze jakoś udawało mi się zająć głowę czymś innym to teraz zupełnie sobie nie radzę. Mam obrzydzenie do pracy i nie chce mi się chodzić. Wszystko mnie denerwuje. Obiektywnie lubię swoją pracę ale teraz po prostu nie mogę się na niej skupić. Myśle tylko o transferze albo gorzej - o tym co będzie po transferze. Staram się nie nakręcać ale oczywiście i tak to robię 😒 odliczam dni najpierw do wizyty. Jeszcze całe 5 dni nie licząc dzisiejszego dnia a jest jeszcze przed 11! 6 nocy! Liczę ze endo już będzie ładne wtedy. I od razu umówimy się na transfer. A potem mnie czekają kolejne dni w napięciu do testowania. To się już chyba nigdy nie skończy. Co ja mam zrobić ze sobą? Jak ten czas wypełnić żeby szybciej minął? Jak skupić się na robocie a nie na wyświetlaniu w swojej głowie filmów z przyszłości? Nie umiem w to. Staram się ale jeszcze nigdy w swojej długiej i nudnej staraniowej historii nie byłam tak blisko wiec zupełnie nie potrafię zapanować nad głową. 😒
Dziś drugi dzień karmienia butelką. Mała wypiła ode mnie 10 z butli 10ml, ale położną chyba zirytowała moja nieporadność w tej materii i już sama nakarmiła Małą kolejnym 10 ml ale stwierdziła że 20 ml to jeszcze dla niej za dużo. W międzyczasie pytanie z jakiego tygodnia jest dziecko i od razu komentarz, że "no to powinna już umieć jeść" Nooooo!!! Mam ochotę krzyczeć, że ja to wiem przecież, że nie muszą mnie dobijać. Nawet w Necie nie mogę znaleźć informacji co robić jak dziecko nie umie ssać. Taaaa co do nieumiejętność obsługi cyca to jest sporo, ale żeby dziecko nie umiało ssać w ogóle???😰😰😰 No zero info o takich przypadkach. Co najwyżej wcześniaki i to do 32 tc bo dopiero wtedy wykształca się odruch ssania, a nie noworodek w sumie z 37 tc😔 Nie wiem co jest grane, co robić, jak pomocy Marysi i jak ją stąd wyciągnąć. Czuję się tak mega bezradna😰😰😰 Patrzę na nią i nie wiem nawet czy mnie słyszy. Raczej nie reaguje na głos, nie widzi za bardzo wztokiem i nie zawsze chwyta za palec, a jak już to tak delikatnie. Beznadziejna jestem bo tylko doszukuję się problemów.
Dobrze, że mąż ma inne spostrzeżenia i mówi, że jest dumny z naszej córeczki, że ładnie go łapie za palec, że mądrze jej z oczu patrzy itd.
6 lat starań nie wprowadziło mnie w taki stan jak teraz. Może to baby blues, może po prostu nas to przerasta.
Małej bardzo się ulewa i od wczoraj mamy do prania już 3 zestawy ubranek. Muszę jej kupić nowe bo nie wyrobimy w takim tempie z paniem. Poza tym chyba jednak lepiej jej w 50 niż 56.
Przebierałam dziś pierwszy raz w życiu dziecko, moje dziecko ❤️ a położna na mnie że za wolno i że wyziębi się u już ma chłodne stopki pewnie. No starałam się szybko i sprawnie ale to pierwszy raz a po drugie to wszędzie na filmikach pokazują że dziecko trzeba przebierać powoli by czuło się bezpiecznie. A ja to robię też w jej wózeczku które jest nisko i kręgosłup mnie boli (kit z tym) Malutka ma kabelki od mierzenia tętna przy nóżce, sondę w nosku, macha kończynami a body i pajaca milion napów, nie jest to dla mnie aż takie łatwe jak dla kobiet, które to robią non stop.
Nie mogę jej przytulić jak płaczę ani jak śpi, bo "się przyzwyczai i będzie płakać w nocy". Ku... to jak ja mamy nawiązać więź że swoim dzieckiem?😰😰😰
Dzisiaj mnie wypisują. Jestem przerażona jak to ogarniemy i jak mam zostawić Marysię tu samą na tyle godzin.
Boję się też relacji z mężem, bo ja jestem w rozsypce i tylko bym płakała, a on się denerwuje jak ja płaczę bo nie potrafi mnie pocieszyć i tak czasami wpadamy w błędne koło 😔
Dobrze że mam ten pamiętnik no nawet nie mam komu się wyżalić...
11tc+1
Hej!
Chyba trochę mnie nie było. Ale ten czas świąteczno noworoczny był super przez tą ilość wspólnego czasu! 
Święta spędziliśmy u mojej siostry w Niemczech i było naprawdę fajnie.
Dziś już niestety mąż w pracy, a my wracamy do rzeczywistości. 
U nas chyba wszystko dobrze
Tosia już coraz więcej chodzi, udaje nam się też od nowego roku wprowadzać zasypianie przy tacie 
A co u Bąbla, to dowiemy się za dwa tygodnie.
Aaa, jeszcze dość spontanicznie zarezerwowaliśmy wczoraj dwie noce w karpaczu na 28 lutego - 2 marca. Może jeszcze zobaczymy jakiś śnieg 
Bo u nas tej zimy póki co zero.
10t+1d / 72 DC/ 59 DPO
Wczorajsza wizyta była idealnie przecudownie wspaniała 🥰🥰🥰🥰
Maluch ma 3,55 cm, ale najcudowniejsze było to, jak się ruszał! Przeciągał, wyginał, boksował piąstkami, robił hawajski taniec cyców a nawet coś w stylu pokazu chippendalesów z "nieprzyzwoitym" wypychaniem brzucha do przodu i tyłu 😜😄😄No moja krew!!! 😎
Ma rozkoszny grubaśny brzuszek, łapeczki z widoczną koronką paluszków, nóżki ze stópkami, no wszystko! I to wszytko jest najpiękniejsze i najidealniejsze na świecie 🥰🥰🥰
Mój P był tak przejęty, że zachowywał się jak dzieciak w fabryce zabawek 😄Całe USG nagrał i od wczoraj wszyscy w kółko oglądają naszego małego "zumbistę" 😜Chyba zdobędzie platynową płytę jeszcze przed urodzeniem 😄
Tuż po wizycie P powiedział, że w chwili kiedy zobaczył to małe ciałko poczuł się jakby był to moment, na który czekał całe swoje dotychczasowe życie. No to teraz już naprawdę muszę sprowadzić tego malucha na świat 😉 Nie mogę ICH zawieźć 😜
A oto on (zawsze chciałam córeczkę, ale jakoś czuję, że to facet 😜)
![]()
Dorciu - nie przestaję ani na chwilę trzymać za ciebie kciuków! Jesteś megasilna!
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 stycznia 2020, 11:39
Wtorek 13dc / 29 cs - 1 po histeroskopii
Dziś rano klinika-monitoring, konsultacja, omówienie histeroskopii. Nie wiem czy to wynik zabiegu ale coś mi się poprzestawiało z cyklem. Dobrze czułam, że nie czułam zbliżającej się owulacji. Nic dziwnego skoro pęcherzyki mają , na lewym jeden 12 mm, na prawym jeden 10 mm, endometrium 5 mm.... Owulacja prawdopodobnie dopiero za 5-6 dni. Strasznie późno!! Kolejna wizyta w piątek to się podejrzy.
Mamy czas 3 miesiące, potem próbujemy in vitro. Pani doktor też jest za tym. Zwłaszcza, że zrosty powstały nie wiadomo skąd, więc bardzo duże prawdopodobieństwo, że wrócą.
Zapał 50/50 średni, umiarkowany. Nie wiem co to będzie.
Znowu wieki nie pisałam. Duże dziecko - mniej czasu? A może mniej żali
żalów - jak to się piszę?
Mam wrażenie, że pracuję i zajmuję się dzieckiem naprzemiennie. Z przerwą na sen (a sen doceniam, bo to było dobro utracone). Nocki nie są idealne, ale umówmy się - jest lepiej. Nie wiem, jak przeżyłam tamten rok. Na samą myśl odechciewa mi się drugiej ciąży i jednak na chwilę obecną nie jestem przekonana. Wiele rzeczy za tym przemawia, łącznie z tym że ja bym nie ogarnęła dwójki dzieci i bardzo podziwiam mamy, które to robią.
U nas nastąpiło kilka zmian, tj poszło trochę do przodu i czuję, że dziecko mi dorasta. A stało się to w momencie, kiedy to byłam pewna, że za skurczybyka jasnego jej nie odpieluchujemy, bo choć rozumna, z premedytacją sikała pod siebie gdzie popadnie. Potem był etap sikania do nocnika i walenia kupy w majty, później na odwrót - kupna do nocnika i sikanie w majtki. Był też etap, kiedy nie chciała ani pampersa, ani nocnika - i tu szło już dostać pierdolca.
Postanowiłam, że nie będę się wkurzać i podeszłam na luzie, nawet jak 15 raz myłam podłogę, klocki, matę i co tam jeszcze. Młoda nie czując presji zaczęła trafiać do nocnika, wytrzymuje także na dworze bez sikania. Czasem nawet nie wiem kiedy zrobi kupe lub siku, znajduję tylko pełny nocnik (sama urwa sobie papier i podciera się po swojemu).
Wyprowadziła się też z naszego łóżka - po pół roku poszła spać do swojego pokoju ("pokłóciła" się z mężem o miejsce w naszym łóżku i strzeliła focha - ma charakterek).
I trzecie - odsmoczkowana. Ma przez to ból istnienia trochę. Odgapiłam od Was dziewczyny sposób na smoczkową wróżkę (tylko że załatwiłam to jako przesyłkę - Młoda spakowała smoczki a wrózka pod drzwi rzuciła paczkę z pepą i dżordżem). Czasem nieśmiało zapyta, gdzie są smoczki. Jak odpowiadam, ze wiezła wróżka dla dzidziusiów to milknie i zmienia temat, ale potrafi żądać czegoś do jedzenia.
Problemem jest to, że teraz jak nie ma tego smoczka to dużo gada przed snem, nawet 1,5 h i przypomina sobie całe życie. Nawet to, że jak byliśmy na wakacjach to nie lubiła tam jednego gościa, a morze jej się podobało. Jak jej powiedziałam, że ją kocham, ale niech już idzie spać to odpowiedziała "dobra, nie będę więcej już gadać".
Zadaje mi setki pytań, typu "mamo, a jak wygląda kraina dinzaurów" albo "dlaczego auta są pokryte śniegiem" a gdzie rosną banany itp. Nieraz ma takie teksty, że zastanawiam się skąd je bierze. Ostatnio mi mówi "mamciu, nic się nie martw, wszystko dobrze, idź spokojnie pracować"
Jest słodka, wygadana, szybko się uczy. Prosi by włączyć jej bajki po angielsku. Umie już kolory. Układa puzzle - na początku nie lubiła, potem wkładała tak by się łączyły (nie zważając czy wychodzi obrazek) a teraz już potrafi całą układankę z 20-30 puzzli ułożyć sama.
Jak jest ze mną to ma mammozę, a jak jest mąż to samoobsługa.
Nie chce się ubierać jak idziemy na dwór i kosztuje mnie to dużo stresu.
Wspina się na meble, wyciąga jedzenie z lodówki, garnki. Z jedzeniem różnie, raz zje, raz nie. Potrafi mi powiedzieć, że ugotowałam brzydki i niedobry obiad. A za moment zjada wszystko z talerza. Ogólnie upomina się, kiedy jest głodna, a jak się nasyci to mówi, że pojadła i dziękuje.
A co tam u Was?
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 grudnia 2020, 22:04
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.