Może 4 dc, a może nie.
Oprócz nerwów i cholernych, wkurwiających palmień luteina nie zrobiła kompletnie nic. Miała mi "skrócić sykl" i "wywołać miesiączkę". A taki chuj, mam dzisiaj 32 DC więc zanim szanowna pani @ przyjedziez to pewnie pokryje się z datą przyjscia @ bez luteiny. Gdybym nie brała to zapewne nie miałabym plamienia. Tak więc że względu na to, że moja miesiączka się nie rozkręciła, dalej czekam z wzięciem letrozolu (wczoraj rozmawiałam z moim ginkiem czy czekać czy brać, powiedział żeby czekać na konkretne krwawienie)
Trochę sobie dzisiaj popiłam z teściową, no i dobrze mi tak. Jestem tak samo zła jak i bezradna, bo znowu zostaje mi czekać. Nowy rok przywitał mnie nerwami, zniecierpliwieniem i niejasną sytuacją. Brawko

1 dc

Wychodzi na to że byłby to 29cs ale wiadomo że nie zawsze nasze starania były staraniami. Nie zawsze były chęci, różne zmiany, kłótnie. Mam cichą nadzieję że ten rok będzie nasz. Ze teraz musi się udać skoro stawiamy na diagnostykę. Zero wakacji, weekendów poza domem. Nie wiem co zrobię jeśli do końca tego roku nie będę w ciąży. Depresja murowana. Mąż trochę się załamał że się nie udało. Było widać smutek w jego oczach. Tak więc mam ok 12 szans w tym roku. I mam plan w pełni wszystkie wykorzystać.

zakochanaaw A może to pomoże? 5 stycznia 2020, 20:02

Jestem z siebie dumna! Naprawdę dumna!
Znalazłam chęci (chęci a nie czas bo czas mam często ale nie chce mi się zwykle) na przeczytanie trochę książki :) postawiłam na książkę Dirka Rossmana "...i wtedy wspiąłem się na drzewo" i bardzo mi się podoba, uważam tego mężczyznę za bardzo mądrego i niezwykłego człowieka ;)
A co jeszcze ważniejsze!! Poćwiczyłam!! 30 min na orbitreku i 10km zrobione 😁
Cieszę się, że znalazłam na to siły, trochę odpoczęłam psychicznie bo głowa nie myślała tylko o jednym ;)

aster Plan B. 5 stycznia 2020, 23:57

4 dc
Jestem wykończona, pokłóciliśmy się dzisiaj z moją mamą. Nie wchodząc w szczegóły sytuacja między nami jest bardzo złożona i spięcia bywają często. Tak się losy potoczyły, że żyjemy razem i mamy wspólny, nazwijmy to biznes. Nie muszę mówić, że dla młodego małżeństwa, szczegolnie starającego się o dziecko nie jest to idealny układ... Wiele słów dziś padło niepotrzebnie, raniąc i obarczajac winą. Psuje to tez relacje moją z mężem, ja często bywam kłębkiem nerwów.
Nie wiem, czy dziecko powinno wychowywać się w takiej atmosferze...

Aniaw89 Tak bardzo chcę 6 stycznia 2020, 10:45

Tak sobie od dłuższego czasu mysle czy moje miesiączki, które są bardzo skąpe i trwają 3 dni a w zasadzie na początku i końcu jest tylko jakieś plamienie, nie mają zwiazku z niepłodnościa.. nie wiem może któraś z Was tez ma tak?
Pamietam że jeszcze kiedyś przed braniem antykoncepcji były normalne, a kiedy odstawiłam tabletki okresy są inne.

5 dc
@ szybko minęła. Nawet plamien w tym cyklu nie mam. Śluz robi się płodny, czasem rozciągliwy, oj bardzo szybko.
Jajniki czułam 1 dnia zastrzyku i 2. A wczoraj i dziś cisza.
Coś czuję że tak już zostanie, tym bardziej że nie mam boli owulacyjnych jak dawniej.
Wczoraj też przy zastrzykach czułam uderzenia gorąca.
Boję się że leki mogły nie zadziałać albo jest kilka małych pęcherzyków a tylko 2 duże. Masakra. Kto wie czy już jutro nie użyje Cetrotide które gin mi przepisał. Dobrze że jutro monitoring troszkę się uspokoję.
Jak czytałam wczoraj na niektóre leki dziewczyny nie reagują albo małe dawki i mało rośnie pęcherzyków. Więc w razie co można jutro cos zmieniać i kombinować. Bo USG mam.po 4 dniach brania zastrzyków a nie po 6 jak miało być na początku.
Czuję że punkcja może być 10 dc w sobotę albo najpóźniej 12 dc w poniedziałek.

Wczoraj nie zdążyłam na mszę do kaplicy szpitalnej bo Marysia mi się pierwszy raz rozpłakała i nie mogłam jej zostawić.
Dzisiaj też od niej nie odeszłam, ale mam nadzieję, że Pan Bóg mi wybaczy.
Dziś był ważny dla mnie dzień. W sumie dla nas😍
Jak przyszłam to Marysia spala sobie słodko, więc jej nawet nie dotykałam. Ale po chwili zaczęła płakać i położna mi mówi żebym ją rozebrała, a ja czy mi pomoże bo nie mam pojęcia jak ją odwinąć i zawinąć na nowo 😕 a pani mo mówi, że mam odwijać aż dojdę do pampersa 😂 udało się 💪 kupki nie było ale chyba pieluszka mokra (nie wiem jak to sprawdzić 🙈) i Malutka się uspokoiła jak ją przewinęłam. Nasz 2kg bobasek topi się oczywiście w pajacyku 56, ale na długość to on taki wcale za duży nie jest ☺️ jak w końcu Mała nabierze ciałka to będzie niezłym klocuszkiem❤️ Rozebranie do pampersa to pikuś w porównaniu z ponownym zapięciem tych wszystkich napów. Mieszały mi się te z body i pajaca 🙈🙈🙈 ale dałam radę i jestem z siebie dumna💪 To był mój pierwszy raz w takiej roli ever. Nigdy wcześniej nie rozbierałam żadnego dziecia, nie mówiąc o kamieniu butelka a i tu było surprise... Pani się pyta czy karmiłam już, po czym mi każe siąść i dostaje Marysię na rece do pokarmienia butelką i to z moim mlekiem😍 Trochę tego cennego nektaru wylała ale większą część wyciągnęła. Niestety po chwili się zmęczyła i miała już odruch wymiotny (wg położnej bo ja oczywiście nie zorientowana) no i resztę trzeba było dojeść już z sondy. Ale zanim sonda to pozwolono mi jeszcze potrzymać Malutka pionowo na ramieniu 😍 Mało się tam nie rozpłakałam. Ona jest taka malutka i bezradna i tak bym już chciała ją mieć na stałe u siebie 😔
Położna zapytała mnie jaki to tydzień urodzeniowy (36w2d) no i stwierdziła, że Mała niedojrzała jak na swój wiek, że jest leniuszkiem. Ten leniuszek to jeszcze jakoś przełknę, ale niedojrzała... zabrzmiało jak niedorozwinięta. Od razu mam wizję, że będzie się wolniej rozwijać, że będzie odstawać od rówieśników itd. no i że to może moja wina bo trzeba było się nie zgadzać na cc w tym terminie to może by dojrzała w środku.... Ech😔
Niesamowicie cieszę się że jest już w łóżeczku, że wszystko inne jest ok, ale w tyle głowy boję się każdego dnia że będę musiał jutro stąd wyjść i ja zostawić. Wtedy mnie czarna rozpacz ogarnia, nie wyobrażam sobie tego 😰


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 stycznia 2020, 15:04

36+6 22 dni do TP 🫣

Nie wiem kiedy to zleciało 😲 dopiero co zaczynałam być w ciąży a tu już końcówka. Na plusie jakieś 11 kg, ale temat wagi generalnie olałam i zamiast co tydzień ważę się teraz co 2 tygodnie. Tak dla samej siebie. 🙂

Została mi ostatnia wizyta u ginekologa zaplanowana na 30 stycznia, torba do szpitala praktycznie spakowana, czekam na ostatnią paczkę z Gemini. Wszystko już prawie gotowe na pojawienie się naszej córeczki 🥰 ja oczywiście jeszcze szaleje z ciuszkami (pokochałam Vinted). Dziś albo jutro będę mieć wyniki GBS i mam szczera nadzieję że będzie ujemny. 🫣

Psychicznie jeszcze nie jestem gotowa na poród, boję się jak to będzie, w ciąży czuję się naprawdę bardzo dobrze, już nie ćwiczę bo brakuje mi motywacji, coraz częściej boli mnie brzuch, młoda codziennie daje mi serię kopniaków lub wchodzi pod lewe żebro co jest dość bolesne. 😁 Zgaga też mocno dokucza, walczę tabletkami Gaviscon i dość szybko czuje ulgę. ☺️ Z jednej strony już się nie mogę doczekać naszej kluseczki (w pon ważyła 3 kg) a z drugiej spokojnie mogłabym być jeszcze w ciąży 2 miesiące. 😄 Bywają gorsze momenty ale cały okres 9 ostatnich miesięcy zdecydowanie na plus 🙂

Rozmawialiśmy z mężem o ewentualnym rodzeństwie dla Bianki. W tym roku jeszcze opłacimy nasze 2 zarodki ale szansa że po nie wrócimy jest bliska zeru. Nasz mały cud niebawem pojawi się na świecie a ja bardzo sceptycznie podchodzę do kolejnego transferu i tony leków. Jeśli miałoby się udać to tylko naturalnie, jeśli nie to trudno. Deadline do moich 37 urodzin a później mąż idzie na wasektomie. To był jego pomysł czym mocno mi zaimponował.

Odliczam ostatnie dni beztroskiego życia, wylegiwania się na kanapie i spania. W nocy na siku wstaje max 1x i to czasami dopiero o 7 rano, nie cierpię na bezsenność, nie mam zaparć, nie boli mnie kręgosłup. Wciąż na myśl 💭 o tym jak się nam poprzedni rok potoczył czuję ogromną wdzięczność a w oczach mam łzy. Dziękuję za to co nas spotkało ❤️

Marti... Goniąc czas 6 stycznia 2020, 14:18

Wszystkiego dobrego Wszystkim w Nowym Roku.

Troszke mnie tu nie bylo. szczerze mowiac nie odczulam tego plynacego czasu. powiedzialabym, ze ostatnie 1,5 miesiaca minely mi jak dwa tygodnie co najwyzej.

Co u nas? z jednej strony duzo, z drugiej niewiele :D Ola motorycznie super rozwinieta. Z mowieniem idzie jej opornie Ale tez robi postepy. ostatnio zaczela pokazywac palcem i pytac" to to?" (czyli co to?/kto to?). nie chce powtarzac z nami slow, aleostatnio namowilam ja na powiedzenie "dzidzia" i powtarza bez problemu. Jak widzi znajomych psiarzy na spacerach to juz z daleka macha do nich reka i krzyczy" czeee, czeee" (czyli czesc). mozna sie z nia dogadac. nawet przez sen kiedy wybudzi sie na mleko. ja pytam chcesz mleczko, a ona tak slodko i stanowczo mowi" TA!". po Swietach, o ktorych napisze za chwile, ciagle mowi "baba bwwwwww" (czyli jedziemy do babci samochodem - no kurde nie, nie jedziemy. mozemy co najwyzej wyjsc na spacer ;) ). sporo jest takich pojedynczych sytuacji, az trudno zapamietac i spisac.

Swieta: po raz pierwszy postanowilismy nie nocowac u tesciow. Pojechalismy na Wigile do rodzicow meza, wrocilismy na noc. idealnie wycyrklowalismy wyjazd i przyjazd. Ola spala wiekszosc podrozy w obie strony. a wracajac (zawinelismy sie ok 18) zasnela w aucia, obudzila sie przy wyjmowaniu z samochodu i narekach znaioslam juz ja. ta sie w windzie cieszy. mysle sobe: no zajebiscie. pospala ponad godzine to teraz da nam do wiwatu. a sie okazuje, ze rozebralam ja, dalam mlesio i poszla grzecznie spac dalej. bajka :) w Wigilie do 2 w nocy skrecalismy kuchnie dla niej. dostala od dziadkow. perzent strzelony w dyche, tylko gdy Olka wstaje ok 6 rano, to newiele czasu nasen pozostalo. Pierwszy dzien Swiat spedzilismy smai w domu. najlepsza decyzja ever. Ola bawila sie prawie caly czas kuchnia, a my wypoczywalismy na kanapie zajadajac pysznosci swiateczne otrzymane dzien wczesniej :) drugiego dnia Swita pojechalismy do mojej rodziny. schemat ten sam. wyjazd na drzemke, powrot ok 18 na nocne spanie. udalo sie ja tak zamo przneiesc i polzyc spac jak w wigilie :) u wujka pograla na pianinie. byla zachwycona. po raz kolejny widzimy, ze to dziecie moze isc kiedys w kierunku muzyki. no zobaczymy.

co mnie martwi. mimo, ze zlobek, ze zawsze ja socjalizowalam itd. Gdy idziemy na plac zabaw (taki pod dachem, gdzie mozna sie do skarpetek rozebrac) Ola jest strasznie zaborcza. nie chce rezygnowac z upatrzonej zabawki, nie cche sie dzielic. gdy juz odejdzie od zabawki, robi papa i do nei j nie wraca, ale gdy tylko zpbaczy, ze inne dziecko podchodzi od razu odgania je od zabawki. doslownie odgania. pokazuje tez nunu..... do tego od ponad tygodnia pies nie mzoe sie kolo mnie polozyc albo na jej rzeczach. od razu podchodzi i odgania psa. zazdrosna sie jakas zrobila. wiem, ze w okolichach 1,5 roku pojawia sie lek separacyjny. moze to jakies poboczne objawy. ale postanowilismy czesciej z nia gdzies wychodzic do roznych srodowisk, zeby ten nasz dzikusek zaczal sie jakos dzieli i dostrzegac, ze sa inni i nie zawsze wszystko jest na zawolanie. a zjawisko jest o tyle ciekawe, bo pytalam w zlobku jak Ola sobie radzi, czy sie dzieli itd. tam niby nie ma tego problemu. do tego Ola jest bardzo zaangazowana w gimnastyke i zajecia plastyczne. wszystko wykonuje i wodac, ze ja cieszy. nadal pogodna. i widac, ze raczej bezproblemowa. nie wiem. musz epoczytac troche na ten temat, bo mnie w ten weekend na placu zabaw zaskoczyla strasznie. nigdy nie chcialam miec dziecka, co drze sie najglosniej, kladzie na podlodze, bo ona teraz tego chce i koniec. a wychodzi na to,ze wlasnie mierze sie ze spojrzneiami innych matek. faktem jest, ze Ola ma dopiero 17 miesiecy skonczone. inne dzieci byly starsze mialy ok 3 lat i wiecej. wiec tez nie moge porwnywac jej do nich. ale jednak jakos tak mnie to martwi. smiejemy sie z mezem, ze ludzie mysla, ze ona jest jakas uwstecnziona w zachownaiu. a to dlatego, ze Ola jest dosyc wysoka i szczupla dziewczynka. przy niektorych drobnych 2 latkach wydaje sie byc od nich starsza, a zachwouje sie jak brzdac i nie mowi. i ci rodzice nie wiedzac w jakim jest wieku patrza na nas z politowaniem. akurat z tego mamy pompe oboje. ale po raz kolejny mozna zauwazyc jak sie jest pod obstrzalem i krytyka innych. na dluzsza mete jest to meczace.

a mnie na koniec stycznia znowu szykuje sie wyjazd. tym razem na 1.5 tyg. logistycznie itd o nic sie nie boje. tylko ta rozlaka z corka.... znowu nie opusci mnie na krok. i nie oszukujmy sie. najlepsza nawet opieka mamy nigdy nie zastapi. dlatego troszke serce mi sie kroi. no ale, jestem pracujaca matka. musze tez niestety isc na pewne kompromisy. a idzie mi dobrze. zasuga jest to, ze w sumie odkad Ola poszla do zlobka w lipcu to tak sumarycznie moze nie bylo jej razem 3 tygodnie w zlobku. resztze czasu chodzi. dzieki temu ja moge pracowac i tez realizowac siebie. moge sie pochwalic, ze dostalam awans. czekam na papiery do podpisania. takze zle nie jest.

Ten rok stawiamy na oszczedzanie i zdrowy styl zycia. od ciazy zgubilam 8 kg. cel na koniec roku niezrealizowany. mialam zrzucic 15 do tego czasu. dlatego wraz z nowym rokiem nowe postanowienia i narazie idzie mi dobrze. zaczelam tez regularnie cwiczyc, czego nie robilam wczesniej z lenistwa. takze licze na jakies postepy w tym temacie na koniec stycznia. to zapwne naladuje mnie energia na kolejne tygodnie i mam nadzieje, ze wytrwam i w diecie iw aktywnosci fizycznej :)

ladypower Ładowanie Bąbla:) 10 lipca 2017, 21:02

Dzis nie dogaduję się z lodówką, zapachy atakują moje nozdrza...Wyczuwam chyba wszystkie najgorsze zapachy... Mdłości górą. Poza tymi sensacjami zapachowymi ból piersi i oczywiście zamartwianie jak się ma maluszek...

ladypower Ładowanie Bąbla:) 15 lipca 2017, 10:36

Dziś zaliczyłam pierwsze wymioty, nudności wciąż męczą, ból piersi, wrażliwość na zapachy. A na domiar złego dziś przyjeżdzają rodzice męża. Nie wiedzą o ciąży, więc muszę być bardzo dzielna i z głowa ku górze znosić zapachy. Nie chcemy jeszcze mówić o bąbelku, za bardzo się boje, że znów coś pójdzie nie tak. O pierwszym Aniołku też nie wiedzieli wiec to duże ułatwienie dla mnie. Jedynie drażnią mnie ich pytania kiedy dziecko?? A w ciąży nie jesteś??? To jest dla mnie dramat, zaciskam zęby żeby im nie powiedzieć, że te pytania są wysoce nie na miejscu. Nie powinno się nikogo pytać o to kiedy dzieci? To jest prywatna sprawa tej pary. Nigdy nikogo o to nie zapytam.
Zrobiłam badania krwi, moczu, glukozę, przeciwciała i TSH i to TSH mnie martwi mam 2.54 a w pierwszym trymestrze zaleca się żeby poziom był poniżej 2,5. Podejrzewam ze trzeba będzie troszkę szczegółowiej przebadać, bo tsh lubi skakać... za tydzień gin, więc się dowiem co i jak.
Pozdrawiam wszystkie staraczki i cieżarówki:)

ladypower Ładowanie Bąbla:) 16 lipca 2017, 12:29

6 tyg 0 dni
Wczoraj spanikowałam, po wizycie w toalecie na papierze zobaczyłam ciemną wydzielinę. Automatycznie ciśnienie skoczyło do 200...Lawina ruszyła... Ja to znam. Ostatnio też tak się zaczeło, niewinne ciemne plamki po toalecie,a skończyło się na zabiegu łyżeczkowaniu.Latałam co chwilka do toalety sprawdzać czy wciąż jest plamienie- było. Na moje nieszczęście wizyta teściów trwa. Teściowie pojechali ok 19...sprawdziłam raz jeszcze jak wygląda sytuacja i niestety wciaż plamię. Zapakowałam się do auta, mężulek szoferował i w przeciągu pół godziny stawiliśmy się na IP. Tam 1,5 h czekania, trafiliśmy na zmianę dyżuru. W końcu nas przyjmują, do tej pory plamienie ustało:) Troszkę poczułam się jak wielka panikara... Ale już raz straciłam dzidzię i nie zamierzam stracić tej...NA usg ujrzałam mojego maluszką z radośnie pulsującym punkcikiem...Radość przepędziła strach.

ladypower Ładowanie Bąbla:) 19 lipca 2017, 10:04

6 tyg 3 dzień
Kolejny dzień życia płodowego mojego maleństwa. Zastanawiam się co u niego, czego mu potrzeba żeby zdrowo rósł. Mój bąbel kochany.Wczoraj wieczorem poczułam znajomy ból pleców z początku ciąży, trzyma mnie wciąż...Wyczytałam, że takie bóle są normalne. Pamiętam, że przy poronieniu był to inny ból zlokalizowany niżej. Wiec o tyle jestem nauczona doświadczeniem z poprzedniej straty, chodź o ten ból nie muszę się martwić. Mdłości i wymioty pełna parą, niuniuś nie odpuszcza mamie:P
Dziś mężuś, rozmawiał ze znajomymi i oczekują bobasa.Nie chcieli nam mówić, żeby nie było nam przykro, po naszej stracie. Tak podejrzewałam, że zmajstrują bąbla... widziałam w oczach przyszłego taty iskierki jak ich poinformowaliśmy, że będziemy mieli maleństwo.Co prawda nasze maleństwo jest teraz w niebie a o tym w brzuszku, nikt nie wie poza nami. Mąż żalił mi się, że już by chciał powiedzieć, bo tak to musi się po cichu cieszyć. Uspokoiłam go i powiedziałam, że na radość przyjdzie czas, troszkę cierpliwości... nie był zachwycony. Ach ta moja papla, jakoś przetrwa:)

ladypower Ładowanie Bąbla:) 20 lipca 2017, 17:26

6 tyg 4 dzień

Mam męża palanta. Tak to określenie jest słuszne... zachowuję się okropnie w stosunku do mnie, nie wiem skąd ta złość i chęć robienia mi przykrości. Dziś już nie wytrzymałam mam dość jego zagrywek. Doskonale zdaję sobie sprawę że ciężko mi teraz funkcjonować, zapachy atakują mnie masowo w sklepie, w domu... A on jeszcze mi dokłada np. beka mi w twarz po zjedzeniu kebaba, pije piwo a później liczy na to że ja będę się do niego tulić i dawać buziole, podsuwa mi pod twarz kiełbasę, kurczaka wszystko co je,chodź doskonale wie że powoduję to u mnie odruch wymiotny. Dziś przeszedł samego siebie. Oświadczył że zrobi grilla na obiad. Oczywiści zapach grilla dla mnie to przytulanie się do klozetu . Rozpalił grilla na tarasie, jak najbliżej drzwi.Cały dym leciał do domu.... wyszłam na piętro zamykając wszystkie drzwi. Jak wróciłam, standardowo jego ruch z podsuwaniem kiełbaskę pod twarz... Musiałam biec do toalety.

Jak zwróciłam mu uwagę to oczywiście była to moja wina bo on nie robi nic złego.To ja mam jakieś chore jazdy, jestem w ciąży i mi odbiło. Poskarży się tatusiowi, bo tylko on go zrozumie jaki on jest biedny a ja się go czepiam.

Tak, mam męża IDIOTĘ.... Szkoda mi jedynie bąbla że wybrałam mu takiego ojca.Eh.. gdzie ja miałam oczy....

ladypower Ładowanie Bąbla:) 28 sierpnia 2017, 14:15


12 tyg 1 dzień

jetem w rozsypce, jutro wizyty na nfz. Mam złe przeczucia.Nie potrzebnie zapisywałam się na tą wizytę. To będzie okropne ten sam lekarz, który we wcześniejszej ciąży stwierdził, że moja dzidzia jest aniołkiem. Mam tak okropnego stresa, że aż nie mogę jeść...

ladypower Ładowanie Bąbla:) 24 października 2017, 11:26

20 tyg 2 dzień

Połóweczka za nami. Na ostatniej wizycie okazało się że, naszym bąbelkiem jest dziewczynka:))))) Ładnie się rusza w brzuszku, już czuję jej kopniaczki codziennie. Badania wyszły kiepsko mam niedokrwistość, więc zagościło żelazo, zapewne już do porodu. Twardnieje brzuszek wiec i z magnezem się nie rozstaniemy i oczywiście zapobiegawczo mamy urosept. Znów bakterie atakują, jak na razie nielicznie.Chuchamy na zimne.
Dziś wymioty i ból w lewej pachwinie. EH te wymioty czy one mnie opuszczą.... znikajcie jak najszybciej.
Niedawno przeszłam przeziębienie...dostałam je w darze od męża.... mężczyzna chory tzn mężczyzna umierający.... jakoś przeżyliśmy oboje:)

Mam też problem z libido, a raczej jego totalny brak.... sex dla mnie na chwilę obecną mógłby nie istnieć. Ja to znoszę świetnie gorzej z mężem. Od ponad 2 miesięcy nie mam ochoty na serduszkowanie,to chyba nie jest normalne....

Troszkę może wrócę do mojej krosteczki kochanej, wybrałam do jej pokoju kolor farbki na ściany:) Wszystko by było ok, gdyby małż się troszkę zainteresował logistycznie jak to zrobić by farba znalazła się na ścianie.... tego brak....hehhe może to ten brak seksu. No nic pomarudze to podwinie rękawy i pomaluję tym bardziej, że pogoda coraz gorsza, a on za 2 tyg zostawia mnie na miesiąc:P Upatrzyłam tez literki na ścianę z imieniem dla mojej małej kruszyny. Co do wyprawki, wózka, łóżeczka i innych rzeczy dla małej, chcę poczekać do stycznia. To już będzie 8 miesiąc, wiec i czas dobry na takie zakupy. Pewnie ktoś powie, że za późno, że jak to tak czekać, a to to, a to tam to... a ja nie chcę zbyt wcześnie...jeszcze za bardzo się boje o moją Lucynke, żeby później mierzyć się z tymi rzeczami w razie....wszystko w swoim czasie:)

ladypower Ładowanie Bąbla:) 27 lutego 2018, 19:35

38+2, do naszego spotkania 12 dni....

Tak, teoretycznie 12 dni.

Spojrzałam na stworzony tu pamiętnik i jestem zawiedziona. Dałam ciała... miałabyć pamiątka z okresu ciąży. A wyszło mi parę wpisów i to raczej w te gorsze dni:P Nie dam rady tego nadrobić. Więc na konic wypda dodać pozytywny wpis.

Jestem bardzo pozytywnie nastawiona do porodu i staram sie nie nakręcać w tematach które mogą być stresujące. Cieszę sie, że udało nam sie z mlautką dotrzeć do tego etapu ciąży. Cieszę się jej ruchami...wlaśnie teraz jedzi mi w brzuszku:) Kocham ją tak mocno, a jeszcze jej nie widziłam. Co to będzie jak ją zobaczę. Chyba oszaleję z miłości.

Torbę do szpitala mam gotową. Spakowałm ją na szybko po ktg w 36 tyg. Położna mnie nastraszyła bo pojawiy się skurcze. Jak usłyszała, że nie kupiłm jeszcze wszytkiego.....normalnie gdyby wzrok zabijał to by była moja ostatnia chwila w życiu....hehee. Skurcze przepowiadające są codziennie raz bardziej intensywnie raz mniej, na ktg też się pojawiają. Ogranizm zaczą oczyszczanie. A na ostatniej wizycie miałam rozwarcie na 1 cm. Zobaczymy jak będzie w poniedziałam czyli w 39+1 czy te bóle i skurcze coś powodują. Także jeśli mała wytrwa w brzuszku do poniedzialku to jeszcze ostatni raz zobacze swoją gin przed porodem.

ladypower Ładowanie Bąbla:) 17 marca 2018, 22:45

Ciąża zakończona 12 marca 2018

12 marca 2018 o godzinie 10.38 na świecie pojawiło się moje najwieksze szczęście- Lucynka:)

Relacja z porodu nie będzie miła. Moja ciąża sama w sobie była - okropna. Źle się czułam, mdłości, zgaga, zbyt wczesne twardnięcia macicy, plamienia, krawienia, bezsenne noce. Liczyłam, że chodź poród bedzie lepszy. Nic bardziej mylnego. Wszystko zaczeło się 10 marca ok godziny 22. pierwsze skurcze. Nie brałam ich na poważnie do czasu gdy nie mijały po 3 h. zaliczyłam nie przespaną noc udwało mi się zasnąć jedynie między skurczami, które były nie regularne raz na 30 min a kolejnym na 10 min i tak do rana.... Dzień wyglądał tak samo, skurcze zaczeły robić sie regulane po 2 h na piłce ok godziny 16. a o godzinie 23 zjawiłam się na porodówce z 4 cm rozwarciem. badanie ktg, nie uprzejmość lekarza w izbie przyjęć i bach na sale porodową... jak tam weszłam to miłam złe przeczucia...chciałam odwrócić się na pięcie i wyjść....ale odwrotu nie było....Podłączyli mnie do ktg, zaliczyłam lewatywkę, odszedł czop i trafiłam na piłkę o 3 miłąm 7 cm rozwarcia dostałm dolargan na odpoczynek pomiedzy skurczami. Zaczeły sączyć się wody, przyjmowałm różne pozycje wertykalne troszkę na próżno pomimo 9 cm rozwarcia mała wciąż była daleko...nie schodziła do kanału rodnego. Zdecydowano przedić pęcherz żeby przyśpieszyć akcję. pojawiły się parte. Jedyną efektywną pozycją w której mogłam przeć by mała schodziła była pozycja kolanowo łokciowa. Gdy usłyszałam że widać główkę dziękowałmam Bogu że moja męczarnia się skończy już za chwilę...Nic bardziej mylnego...złośliwy chichot losu...po przybraniu pozycji na plecy do ostniego wypchnięcia mala cofala się spowrotem do brzucha. Także cały mój wysiłek związany z parciem poszedła na marne i to dwukrotnie. Dopiero za 3 razem udało mi isę wypchnąć małą na świat. Ból był okropny. medzy skurczmi krzyczałam że nie dam rady, że naprawdę już nie mam sił. A położna mnie mobilizowąła chodz już po jakimś czasie nie była to mobilizacja tylko straszenie wakum. Jak widać zadziłałało. Dzięki mojej dederminacji i dobrej kondycji małej udało mi się o własnych siłach urodzić mało po 2h i 33 minutch partych. Nie obyło isę bez nacięcia krocza. A cały sekret tego że malutka tak bardzo nie chciął przyjaś na świt leżał w pępowinie. Była krótka a dodatkowa mała miał szelki tzn. była nią owinięta i to powodowało cofanie się mojego cuda. Pamiętam nacięcie czułam ję. Gdy myślałm że najgorsze mam za sobą okazało się że łożysko też nie chcę opuścić mojego brzuszka... Ciśnięcie na brzuch, za 3 razem udało mi się je urodzić... szycie bolesne. Gdy zaprptesowałm zostałam skwitowana- jest pani wrażliwa na wacik. Serio????? po ponad 2 godzinach partych kobieta mówi mi, że jestem wrażliwa na wacik. Na moje pytanie ile mam szwów podło -nie liczyłam ile zakładam.....Mój mąż był cały czas przy mnie tzn. do mometu urodzenia małej...póżniej był przy niej a ja zostałm z babami charpiami:P Malutka wynagradza mi moje cierpienia każdego dnia jest cudowna :0 oczywiście dla każdej mamy jej dziecko jest najpiekniejsze, nie inaczej jest w naszym przypadk- chodz to cały tatuś. Szpital opuściłyśmy po tygodziu z uwagi na wyższe crp i konieczną kurację antybiotykiem. Zwycięzylam w temacie laktacji i nawału pozostają sam na placu boju, bo pomoc połoznych w szpitalu to jakaś kpina

Moja relacja porodu i całej otoczki nie jest najlepsza. ALe nagroda za te wszystkie cierpienia jaką jest moja Lucynka jest tego warta:)


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 marca 2018, 22:00

Poniedziałek 12dc / 29 cs - 1 po histeroskopii

Matko jak ten grudzień mi zleciał! Zabieg, święta, sylwester i fru po miesiącu. Muszę powiedzieć że już dawno tak się nie leniłam. Oczywiście pracowałam ale w sumie ze względu na święta i przerwę noworoczną to ta praca taka poszarpana była. Dodatkowo cały miesiąc nic nie ćwiczyłam! Po zabiegu lekarz prosił aby się oszczędzać, a potem od razu święta więc człowiek i tak więcej siedzi niż się rusza... Przynajmniej waga w porządku, nic nie przytyłam a nawet 1 kg schudłam. Nie mam na jej punkcie bzika ale najlepiej się czuję i mam najwięcej energii jak ważę swoje ulubioną 😉 Nie wiem jak to się stało bo w sumie i trochę jedzenia było i brak większej aktywności i alkohol. Pewnie mięśnie spadły, niedobrze.

Jestem w okresie okołowulacyjnym, ale w sumie nie ma jego jakiś wielkich objawów, może nie ma pęcherzyka? A może właśnie za dużo tego jedzenia i alkoholu było? Nie jestem jakaś wielolitrażowa ale okazji trochę było i tu kieliszek wina, tam dwa, sylwester 3 drinki z rumem, hm, pewnie przesadzam, ale jak człowiek się stara to analizuje każdy swój ruch, istny obłęd. Bez sensu to. Przecież doskonale o tym wiem. Muszę się opanować. Jutro wizyta w klinice to wszystko się zobaczy i przy okazji pochwalę się wykonaną histeroskopią 😁 Trochę mi zajęło podejście do niej ale widocznie tak musiało być.

Powiem szczerze że mam sinusoide uczuć, myśli. Raz myślę że teraz to już musi się udać. Myślami wybiegam w przyszłość, ciąża, a w którym miesiącu się urodzi jak zajdę. Za chwilę potem besztam sama siebie i wymagam racjonalnego podejścia, żeby potem być pesymistką i stwierdzić że nie, nie na pewno nigdy nie będę miała dziecka i będę zgorzkniałą wredną babą. I tak w kółko 😂😀 No wariatka!

Będzie jak będzie, a ja to przyjmę. Muszę. Tymczasem jutro wizyta, podgląd + dodatkowo wyniki histopatologiczne i histochemiczne z wycinka endometrium. I wracam do pracy. Bez rwania dziwnymi, długimi weekendami 😉 Oficjalnie witam Cię styczniu!

gosiulla Nie takie to proste jak mówili 6 stycznia 2020, 16:55

34+3

Dzisiaj pojechaliśmy pod Warszawę aby pochodzić z psami. Zrobiliśmy ponad 6 km, wróciłam z pełnym pęcherze, głodna i zmęczona.
Na szczęście 1,5h drzemki mi wystarczyło aby wrócić do swojego humoru ;)

Dodatkowo zachciało mi się pochodzić po śniegu. Szaleństwo! Patrzyliśmy dzisiaj gdzie najbliższej są zaśnieżone miejsca, i mamy na oku jeden obiekt akceptujący psy oddalony 4,5h drogi od Warszawy. Zastanawiam się czy w przyszłym weekend jechać czy nie, bo mimo wielkich chęci rozsądek mówi mi że to nie najlepszy pomysł.
Wiem, że będziemy dużo chodzić, będzie zimno i daleko do domu. Chyba muszę się jeszcze przespać z tym pomysłem.

Jutro już normalny dzień - pracujący.
Zatem ja też pewnie zabiorę się za ostatnie prania oraz prasowanie tych maciupcich rzeczy (jeszcze kilka rzeczy mi zostało).

Chyba powoli mam dosyć czekania.
Strasznie chciałabym zobaczyć już Maksa. Śmiejemy się że z naszymi genami powinien być typowo aryjskim chłopcem (niebieskie oczy, blond włosy :) )
Ciekawe co będzie miał ze mnie, a co z mojego męża?
Czyje oczy, nos, kształt twarzy...

Ale nic - trzeba być cierpliwym :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 stycznia 2020, 16:56

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)