Chyba coś nie tak...? zaczęłam krawić...
Czas szybko leci nie wiem kiedy minęły te 2 miesiące.
Czasu brak.ciagle wszystko w biegu mając w głowie 10 innych rzeczy które trzeba dopilnować/sprawdzić/zrobić. Codziennie kładę się po północy i wstaje około 6. Nierzadko o 5 , również w weekendy bo Kuba oczywiście nie pojmuje konceptu odsypoania, a i tak nie ma kiedy się obronić że wszystkim. Również dlatego że w późnych godzinach głową już nie ta.
W telegraficznym skrócie.
Kuba dostał się do przedszkola. Chyba znalezlisny działkę budowlaną która chcemy kupić. A ja odebrałam zwolnienia grupowe z powodu covid. O i tak. Pocieszam się że nie ja jedna. W tej fali u nas poleciało 400osob. W zasadzie są chyba blisko upadłości. Wszedz6 w okolicznych firmach zresztą jest tak samo. Wszędzie kolejne fale zwonien i kolejne setki osób z wypowiedzeniem (czasem urlop bezpłatny )
Ah no tak. Tv narodowe mówiło że pandemia ogarniana jest wzorcowo i najlepiej w Europie wiec to chyba tylko u nas tak.... 
Jeszcze nie szukam ale już przeglądałam ogłoszenia dla rozeznania się w sytuacji. Jest fatalnie. Albo nic albo jakies pojedyncze ogłoszenia tylko zmiany nocne - współpraca z USA.
Kuba rośnie sobie, gada gada gada gada aż z mózgu robi się kisiel od tej cieplej paplaniny. Ma swoje zabawne teksty i kocha wszystkie pluszaki. Zabawy w odgrywanie ról już uszami wychodzą. Oj charakterek jaki miał od noworodka to ma i teraz. Szykuje się przedszkolny rozrabiaka eh.
Mamy już 10 tygodni. Jutro będziemy się ważyć ale to będzie ponad 5 kg bo ręka już boli.
Wczoraj pojechaliśmy do łodzi na USG. Bo przez kwarantanne nie mogłam jechać. Na szczęście wszystko jest ok. Okresu nie widać. Rana po CC ładnie zagojona. Przynajmniej mogłam odetchnąć.
Ginekolog chciał mi przepisać antykoncepcję bo po cesarce nie można szybko zachodzić. Nie zgodziłam się twierdząc że jak przez 4 lata nie zaskoczyło to jakim cudem teraz by miało zaskoczyć. Jak mój nawet motyla nie zaplodni a mój organizm jest z innej bajki. I oczywiście powiedziałam że za rok w okresie listopad styczeń wracam po maluszka. Choć nie wiadomo czy Się uda bo ivf to jedna wielka loteria. Teraz cudem się udało ale nie znaczy to że kolejnym razem też zaskoczy. Napewno porobie badania immuno i zobaczymy co los da.
Jak wczoraj wyjechaliśmy o 11 to wróciliśmy o 19. Prosiłam siostrę aby pomogła mamie po pracy. A my trochę odpoczęliśmy. No i młodemu kupiliśmy kilka ubranek w promocyjnej cenie.
Ostatnio 3 dni odpoczęliśmy od kolek. Stwierdziłam że jak mąż ma wolne i nocki on przejmuje to nie ma kolek a jak idzie do pracy to niestety. No i moja teoria się sprawdza dziś do pracy poszedł a ja walczę z kolkami. Teraz trochę zasnął ale na krótko.
Mam cichą nadzieję że jak przekroczy próg 3 miesiąca kolki się skończą.
Małemu najbardziej podoba się karuzela, jest nią zachwycony zawsze to 10-20 min spokoju gdzie coś można zrobić.
Leżaczek tez jest fajny czasem na nim zasypia. Po niedzieli zaczynamy zabawy na macie.
Jeheria dziękuję zmieniliśmy smoka na 1 . Testujemy butle Avent classic nawet jest niezła. Wcześniej używaliśmy natural tylko smok nr 2 i 0. Co numerem 0 się denerwował a 2 ulewal bokami podczas picia. Za to 1 jest idealna
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 grudnia 2020, 21:55
Dzisiaj naszly mnie takie przemyslenia, ze wokol mnie jest pelno osob, ktore nie maja dzieci. Czy to jest jakis znak dla mnie z gory????? Moja siostra nie ma bobo z wyboru, moja szefowa nie moze, bo meza plemniki plywaja w kolko a nie chce invitro, bo mama zmarla na raka jajnikow, moje dwie kuzynki, bo poznaly partnerow po 40tce, przyjaciolka miala invitro nie udalo sie i ma dosyc. Nawet moja asystenka, ktora zatrudnilam w luznej rozmowie powiedziala, ze nie chce dzieci (ma 25 lat). Jak tak sie pododaje te osoby to troche ich jest i nie ukrywam, ze to mnie zastanawia. Kazda ma inna historie i doswiadczenia i uwazam, ze kazda z nich jest wyjatkowa!
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 sierpnia 2022, 09:49
Okres spóźnia się dwa dni. Całe dwa :p. Zwykle zaczyna się jeszcze zanim skończę brać progesteron. Ale testy ujemne. Czy mogę mieć nadzieję? A jeszcze śluz delikatnie na różowo podbarwiony się pojawił... czy to okres się rozwija? Na implantacyjne to chyba za późno
no nic, zostaje tylko czekać. Ale nadziei brak w zasadzie
Jeszcze 3 dni i okres. Ten miesiąc jakoś upływa mi spokojniej chociaż strasznie mój narzeczony mnie denerwuje o co go nie poproszę to mu ciężko 😒
Wcale w tym cyklu się nie czuje jak na okres
Ju powinien mnie brzuch kuc, piersi boleć, głowa pękać a tu nic 👌 takie przywitanie do okresu to ja mogę mieć bez bolesne. A nie wszystko boli kilka dni przed i jeszcze bolesny okres.
Kiedyś jak sobie przypomnę to okres mnie wcale nie bolał lecz sporadycznie a teraz dość że go jest więcej to bolący 😰😭
Życie kobiety jest ciężkie
Ledwie po wyniku pozytywnej bety rozchorował mi się syn. To jego pierwsza choroba, do tego matka panikara we wcześniej ciąży... Świetny zestaw.
Synek gorączkuje bardzo wysoko 39-40, leki/czopki przeciwgorączkowe pomagają na książkowe 4h i to też zbijają czasem tylko do 37,5.
W sobotę ruszyłam na pomoc lekarską weekendową- w tych czasach covidowych kontakt z lekarzem to jakiś cud, ale udało się. Osłuchowo ok, zaczerwienione gardło i ucho- antybiotyk...
Noc pt/so, cała sobota, noc sb/nd dziecko ciągle na rękach, nie chce jeść, wymiotuje, cyca złapie bardzo rzadko. Od czopków ma biegunki, syropów nie chce, a jak już wcisnę to modlę się by nie zwymiotował od razu... W niedzielę zaczyna mieć przebłyski, i wracają mu siły... Ale przebłyski trwają max 2h.
Co chwilę klei sie do mnie, chce na ręce, noszenie trochę go uspokaja i koi płacz. Oczywiście tylko mama... Tata bardzo się angażuje, ale nie zawsze da radę...
Boje się strasznie o moją fasolkę w brzuchu, jak ona to znosi, czy przetrwa jeśli tak, czy nie dojdzie do jakiś uszkodzeń przez to noszenie syna, ale przecież nie mogę syna odłożyć kiedy leje mi się przez ręce, płacze i tylko noszenie i śpiewanie trochę go uspokaja...
Wieczorem trzecia dawka antybiotyku, liczę, że zacznie już robić swoje...
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 grudnia 2020, 15:10
Dzisiaj mam emocjonalny zjazd...dół i smutek taki jakiego już nie pamiętam
to życie jest tak kurewsko niesporawiedliwe
wiem że będą dni lepsze i gorsze...wiem, że muszę żyć dalej...wiem, że innego wyjścia po prostu nie ma. Muszę zebrać się sama w sobie bo widzę w lustrze jak się zaniedbałam..oczy podkrążone, 0 makijażu...mogłabym straszyć. Dzisiaj zamiast czuć kopniaki Gajusi, nie czuę nic...w święta zamiast paradować z dużym brzuchem, będę starała się udawać, że nic się przecież nie stało...rodzina już nie wie jak ma się przy mnie zachowywać...jeden brat z łzami w oczach powiedział, że przeprasza, ale on nie wie jak ma ze mną rozmawiać, jak pocieszyć...drugi w ogóle nie podjął tematu, udaje, że nic się nie stało...szwagierka i teście tak samo...nie mam do nikogo ani żalu, ani pretensji, bo wiem, że wszyscy chcą dla nas jak najlepiej...w święta nie będę składała sobie z nikim życzeń, nie podzielę się opłatkiem, bo nie chcę przy wszystkich łez...popłaczę sobie w samotności, jak wrócę do siebie... coraz częściej zadaje sobie pytanie ile człowiek jest w stanie znieść? Czy rzeczywiście każdy ma gdzieś tam zapisany scenariusz swojego życia? Ile można wytrzymać bólu, rozpaczy i ile razy można się składać od nowa?
Kittinko dziękuję, że jesteś :* myślę o Tobie cały czas!
Kochane...z racji zbliżających świąt chcę Wam życzyć, aby były one ciepłe, radosne, spokojne i spędzone w rodzinnej atmosferze... przez te kilka dni doceńmy to co mamy, zatrzymajmy się na chwilę..nie pędźmy..i choćby w naszym życiu było teraz naprawdę źle to nie zapominajmy, że niestety, ale zawsze mogłoby być jeszcze gorzej..
11 tygodni dokładnie 2,5 miesiąca waga 5500
Pierwsze nasze święta miały być cudowne. Jednak rzeczywistość była inna kolki od kilku dni się nasiliły trudno było małego uspokoić. W wigilię przyszła siostra dopiero poznała co to są kolki , stwierdziła że miała szczęście że ich nie doznała. Na święta już nie przyszła nie chciała przeszkadzać. Myślę że przeraził ja płacz bo naprawdę idzie zwariować.
Przez ten tydzień czuję się jak zombie. Mało śpię, do tego na punkcie płaczu jestem przewrażliwiona. Boję się kiedy nastąpi atak.
Co dziwne już nic nie pomaga ani mleko ani leki na kolkę ani termofor. Brzuszek tak mocno się spina że nie chce odpuścić, jak odpuści to za chwilę to samo.
Wątpię aby te kolki skończyły się do 3 miesięca jak one tylko się nasiliły.
Ja już psychicznie wysiadam. Mój to już dawno wysiadł i już nie radzi sobie.
Na początku jakoś zasypiał nocki, teraz budzi się co 3-4 godziny na jedzenie.
Jednak lepiej mieć dzieci w młodszym wieku niż koło 40. Chyba że trafi się spokojny egzemplarz. Gdyby nie te kolki byłby to spokojny maluch.
Coraz więcej rozmawia, śmieje się. Skupia się na zabawkach. Lubi karuzelę. Niedługo będzie chwytać przedmioty.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 grudnia 2020, 10:12
Mija kolejny dzień...
Jak jest? Obojętnie. Tak, to właściwe słowo.
Dzisiaj cały dzień w mojej głowie kłębią się różne myśli...a może śmierć moich dzieci była po coś? Może powinnam nauczyć się doceniać to co mam, a nie wiecznie dążyć do tego co chciałabym mieć? Nie pamiętam już kiedy ostatni raz szczerze się śmiałam, kiedyś potrafiłam cieszyć się z drobnych rzeczy...potrafiłam uśmiechać się w niebo, gdy zza chmury było widać blask słońca...radość sprawiała mi jazda samochodem...tak było jeszcze jakieś 10 lat temu..później zaczęłam brnąć tylko do przodu zapominając o tych wszystkich prostych rzeczach...może powinnam się zatrzymać i od nowa przemyśleć swoje życie? Pragnę mieć dziecko najbardziej na świecie, lecz czy powinnam skupiać się tylko na tym? Chęć posiadania malucha zawładnęła całym moim życiem, zapomniałam w tym wszystkim o sobie...o tym że życie przemija a ja tkwię w martwym punkcie. Przecież kocham moje dziewczynki najbardziej na świecie i nie zapomnę o żadnej z nich nigdy, lecz czy chcę, aby moje życie było już zawsze smutne? Czy one by chciały widzieć mamę wiecznie zapłakaną?
Dzień Matki... Dzisiaj pierwszy raz w zyciu i ja czuje ze to po czesci moje świeto. Ostatni, jedenasty transfer 13 kwietnia okazał sie udany. Niestety nie na długo... Beta zaczela rosnąc dosc pozno bo w 8 dpt wynosila tylko 17,5. Staralam sie wierzyc ze to nie jest zly znak. Potem rosla super, zwiekszala sie o ponad 100 % co 48 godzin. Pierwszy cios dostałam jednak w 21 dpt kiedy to przy okazji konsultacji u immunologa kazal zrobic usg w gabinecie obok. Wynik: podejrzenie ciazy rogowej. Lekarz rzucil ze to grozne bo grozi krwotokiem ale tez ze pecherzyk moze sie przemiescic. Nie bardzo w to przemieszczenie wierzylam chociaz znalazlam w internecie 2 historie gdzie pecherzyk sie przemiescil. Tydzien stresu i niepewnosci w oczekiwaniu na kolejne usg. 10 maja okazalo sie ze ciaza jest umiejscowiona prawidlowo, jest zarodek 4 mm i mrugające serduszko. Nie wiem czy to byl blad lekarza na tym pierwszym usg czy pecherzyk sie przemiescil, niewazne. Tydzien szczescia. 17 maja okazuje sie na wizycie ze serduszko bije za wolno bo tylko 70 a zarodek mierzy praktycznie tyle samo co ostatnio. Znowu stres i niepewnosc w oczekiwaniu. Mialam czekac 10 dni ale nie wytrzymalam, poszlam po 8 dniach wczoraj. Serduszko juz nie bilo , zarodek tej samej wielkosci co ostatnio. Mam odstawic leki. To straszne ale chyba przez ten tydzien stresu zdazylam sie juz chyba przygotowac na najgorsze bo wczoraj nie uronilam zadnej lzy. Statystyki byly bezlitosne, przy tym tętnie nie bylo szans na sukces. Wlasciwie poczulam ulge ze sie to wreszcie wyjasnilo, oczywiscie szkoda ze w ten sposob ale widocznie nie dla mnie szczesliwe zakonczenia. A dzisiaj Dzien Matki. Kupilam sobie sama dla siebie na pamiatke lancuszek z serduszkiem i symbolem nieskonczonosci. Bo widzialam serduszko i nigdy o tym nie zapomne. Nie wiem czy kiedys przytule w ten dzien swoje ziemskie dziecko ale to ze beta ruszyla daje jakąs nadzieje chociaz dzisiaj serce mam zlamane i trudno patrzec z optymizmem w przyszlosc...
No i po konsultacji. Wg lekarki wszystko jest OK, a obniżone wyniki wiążą się z infekcją oka, jaką ostatnio przechodziłam. Mam odpocząć, zrelaksować się i działać. Łatwo powiedzieć...
Poczytałam też tutaj od Was trochę i kupiłam dzisiaj olej z wiesiołka. Zobaczymy... Może coś pomoże...
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 sierpnia 2022, 10:24
Każdy dzień z tym maluszkiem jest dla mnie cudem! Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie, gratulacje i życzenia
Proszę Was o modlitwę, by proces adopcji poszedł szybko i sprawnie!
Dziś jest 11 dzień po owulacji.. temp wskazuje 37stopni .. ten cykl jest inny.. niby obiecałam sobie że nie będę zmierzyła temp ale podkusilo mnie aby zobaczyć jak wygląda temp pod koniec cyklu.. W środę/piątek powinnam dostać okres.. dopiero po okresie będę robiła test ciążowy.. zobaczymy co to będzie..🤷♀️
Niestety plamie/brudze. Ale nic z tym nie robię. Na tym etapie lekarz nic nie pomoże. Co ma być to będzie.
Pozytywny. Tłusta krecha.
No nic, wzięłam pierwsza tabletkę luteiny. We will see.
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 marca 2021, 07:15
Znowu los okrutnie ze mnie zadrwił, czym ja sobie na to zasłużyłam ? 😭 Chwilowo mam dość.. dla uściślenia beta <0.1
Hop, hop, jest tu kto?
Wracam do walki. Tym razem bez pitu pitu, od razu do kliniki.
Ciąża rozpoczęta 11 kwietnia 2022
4 tygodnie życia w czwórkę 
W skrócie, nocki ciężkie... w dzień drzemki przerywane, najczęściej kończy na rekach i tak śpi. Wieczorami jeśli nie śpi jest płacz i na rekach. Zaczynam się bać co to będzie za niecałe 2 tygodnie, kiedy zostanę sama. Jestem zmęczona, ale dzięki obecności męża mogę odespać w dzień. Zaczęły się kolki, refluks trwa.
Wczoraj wizyta u pediatry. Dudu urosl 4,5 cm i przytył 1300g 🤭 na piersi wyłącznie. Fifi tez szybko przybierał na wadze, ale nieco mniej. Obaj przy wypisie ze szpitala odzyskali wagę urodzeniowa. A ręce bola od noszenia.
Ja natomiast chudnę. Dzis na wasze 1,2 kg mniej niż przed ciaza. Karmiąc Fifiego piersią waga spadła do 53kg przy 172cm wzrostu. Teraz wazę 56,8 kg, wyglada na to ze znów będę chudzina.
Brakuje mi Fifiego, brakuje mi czasu dla niego. Czasem chciałabym spędzić cały dzień tylko z nim. Mam mniej cierpliwości na histeryczne płacze Dudu... kiedy robie wszystko co mogę, ręce i plecy bolą, a to nie koi płaczu, czuje taką niemoc i frustracje... Fifi tez miał kolki, ale byłam bardziej wytrzymała na nie. Chyba ze wspomnienia mnie mylą. Zaczynam wyliczać kiedy skończy 3 miesiące i miną kolki 😅 a potem zaczną sie inne problemy. Ząbkowanie. Eh ponarzekałam sobie.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.