Zbliza sie koniec roku, roku, ktory przyniosl tyle zmian. Jest nasza corka (choc mam ochote powiedziec, moja corka). Jest tak jak zwykle, slodko-gorzko. Choc troche latwiej bo jednak wiedzialam co mnie mniej wiecej czeka.
13.10 o 13.11 przyszla na swiat Lilka. Troche z zaskoczenia, bo pare dni wczesniej na przypadkowym ktg zapisala sie tachykardia i kazali mi zostac w szpitalu. Ja z ulicy, bez torby, nie przygotowana, pierwsza dobe leze pod ktg i zapis sie robi dobry, no ale akci porodowej brak, kolejny dzien i dalej nic wiec w koncu decyzja o wywolywaniu. Co prawda po jednym badaniu czuje skurcze i czop zaczyna odchodzic, wiec Mala juz byla chyba gotowa. Dostaje oksytocyne, znieczulenie i po 5h urodzilam. Ostatnie 20 minut wiadomo troche trudne, ale ostatecznie mialam naprawde super porod. Porownujac to z pierwszym, to teraz to byla bajka! Lilka wcale wielka nie byla, 3610 i 58 cm! Do piersi od razu sie ladnie przstawila. Ze szpitalu wypisali nas ekspresem, mimo ze ubytek wagi byl spory (no ale chyba jak sie juz rodzi po raz drugi, to zakladaja ze matka ogarnie temat). Pierwsze 2 tygodnie piersi bola okropnie, no ale zaciskam zeby. Mala duzo spi, ja niestety odsypiac nocek nie potrafie plus pakowanie trzeba ogarnac. Przeprowadzka to hardcore, czulam sie tak zmeczona od noszenia i pakowania tych pudel, ze do dzis nie wiem jak to przezylam bedac rownoczesnie w pologu. Ale organim od razu zareagowal bo 1 nocy w nowym domu dostaje zapalenia piersi, w nocy goraczka i dreszcze i okropny bol. Mala odrzucila prawa piers i ciezko mi ja na sile przystawic. Dopiero po okladach i ibupromie zaczyna sie jakas poprawa. Za to ok 3 tygodnia pojawiaja sie kolki, no cudowny czas... Z jednej strony diety matki karmiacej nie ma, ale z drugiej strony czulam sie lepiej jak przestawalam jesc problematyczne rzeczy, choc nie zawsze mialo to przelozenie na kolki. Zaczelam podawac Espumisan regularnie i chyba troche pomoglo, choc wydaje mi sie ze jak zwykle najlepszym lekarstwem jest CZAS. Lila ma teraz 2 miesiace i 2 tygodnie i ewidetnie brzuszek pobolewa ja mniej, a ja jem juz dosc normalnie. Unikam jedynie papryki, ale mysle ze zaraz tez wjedzie. Nocki poki co mamy dobre, byly momenty gorsze gdy brzuch ja meczyl, ale od parunastu dni jest naprawde dobrze, choc moze tylko mi sie tak wydaje, bo ona idzie spac ok 22, je ok 2/3 a nastepnie tak od 5 ma jedna dluzsza sesje karmienia - ale ona spi ze mna w lozku, karmie ja na lezaco wiec jakos przyspiam i nie czuje by mnie to meczylo. Ja wstaje ok 8, a ona czasami jeszcze dosypia do 8.30. W dzien sie juz nam ladnie drzemki ustabilizowaly, zazywczja mamy 4 po 40minut do 1h. Jak ide na spacer w godzinach drzemki, to moglaby spac dluzej, ale nie lubie jej przeciagac zeby sobie tego rytmu nie zaburzyc poki co. Bardzo ladnie przybiera, wydaje mi sie ze nawet lepiej niz brat, jest ciagle w 90 centylu i pewnie juz tak zostanie, choc mam nadzieje, ze nie bedzie za wysoka. Dziwne jest tez to, ze z nia nie biegam po specjalistach, ze rozwija sie tak ksiazkowo poki co, lezy na brzuchu - no moze nie jest jakas super szczesliwa, ale ladnie trzyma juz glowe, coraz mniej zaciska piastki, ladnie wodzi wzrokiem. Pediatra nie miala sie do czego przyczepic, a znowu na tym etapie jej brat, to juz mial spotkania z fizjo, a lezenie na brzuchu to byla katorga. No ale najwieksza roznica to wydawanie dzwiekow! Z Ignasiem nie wiedzialam w sumie jakie dziweki ma wydawac i ile, wydawalo mi sie ze cos tam mowil, za to ona to spiewa!! No i ona ma smoczek, a on nigdy nie zaakceptowal smoczka czy butelki. Poki co miedzy rodzenstwem nie ma zazdrosci, sa gorsze momenty, ale nie ma jeszcze placzu czy agresji w stosunku do siostry, choc wiem ze to predzej czy pozniej sie pojawi. Pierwsze swieta tez bez wiekszej magii, bo sezon chorobowy nie daj nam odpuscic. W sumie od poczatku grudnia cos sie dzieje, najpierw jelitowka, pozniej grypa a obecnie angina. Boje sie o Mala kazdego dnia, no ale z kazdym dniem jest starsza i licze ze jakos by sobie poradzila. Nie jestem w stanie izolowac synka, zwlaszcza jak ma goraczke i jest taki oslabiony. Chce przy nim byc bo nie chce by poczul sie w jakis sposob odrzucony. Na razie to macierzynstwo z dwojak dzieci, w zimie, z mezem ktory musi sie wyspac w weekend, nie jest jakies kolorowe, ale jestem wdzieczna ze mam te moje dzieci!
1dc po poronieniu - informacja o wyniku..
I niby człowiek sie spodziewał, ze nic tam nie wyjdzie, a jednak łudził sie nadzieja, ze znajdzie przyczynę.
Z jednej strony, gdyby te wyniki przyniosły informacje, ze zawalilo słabe lozysko - wiedziałabym, ze i tak nic nie moglam zrobic.
Z drugiej strony, gdyby te wyniki przyniosły informacje jak ta - wiedziałabym, ze i tak nic nie moglam zrobić.
Nie wiem nawet jak opisać to, jak sie czuje mając je w ręce. W końcu te wyniki mówią tylko tyle, ze mieliśmy pecha. Ze spotkal nas niewyjaśniony przypadek.. Czuje, ze nadal stoje w ciemności, nie wiedząc, która droga iść, gdzie iść.. Wiem za to, ze trzeba kiedyś zamknac drzwi za soba..
Zamykam pierwszy etap z pytaniem, na które nie znajde nigdy odpowiedzi - dlaczego tak sie stalo? Dlaczego to musiało sie wydarzyć? I nie, nie oczekuje jej.. Wiem, ze nigdy nie znajde odpowiedzi na te pytanka. Zyje z tymi pytaniami juz od 8 lat, zmienia sie tylko osoba, której to dotyczy.
Co dalej? Co przyniesie los? Czego ja chce? Czego my chcemy? Na co jesteśmy gotowi? Na co nie jesteśmy gotowi? Co damy rade zniesc? Czego nie damy rady zniesc? Co mozemy zrobić? Te i inne pytania rozpoczynają nasz kolejny rozdzial.. Jak sie skończy? Czas pokaze.
Czy zamkne drzwi za soba? Czy odnajde światło, które wskaze mi droge? Kiedy rusze dalej?
Nie wiem.. Pewnie kiedyś tak, bo właściwie.. Jakie ja mam inne wyjście?
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 listopada 2024, 10:28
12.12.2020 wczoraj syn skończył rok, choć to dziś (sobota) wpanie do nas paru bliskich z tej okazji. Ręce zatem mam pełne roboty, zupełnie nie myslę o transferze, ledwo ogarniam to co w domu... Moje myśli krążą bardziej wokół tego czy mój syn wpasuje sie z drzemkami i czy ja zdążę ze wszystkim... Przez to zamieszanie zapomniałam pić wodę na tyle wcześniej by na miejscu być z pełnym pęcherzem.
Godz 12, jestem w klinice, mąż z dzieckiem czekają w samochodzie. Nadrabiam intensywnie picie wody. Wchodzę do gabinetu, jestem mega zrelaksowana (to relanium), lekarz moj w dobrym humorze, ucinamy pogawędkę o muzyce.
Rachu, ciachu... Pani embriolog sprawdza dane, pokazuje blastke i do dzieła. Woda niestety nie doleciała jeszcze w pełni do pęcherza, ale lekarz daje rade. Chwilę moment wracam z kruszynką na pokładzie do rodziny.
Trzymaj się maleństwo ❤️❤️❤️
Po powrocie biegiem do roboty (sałatki, przekąski, balony, zdjęcia, obiad, usypianie itp)... Potem goście, miło spędzamy czas. Synek zaaferowany tym co się dzieje, najchętniej spędził by czas na rękach lub cycu. Jestem zła na siebie, nie sposób go nie podnieść, nie brac na ręce... Jak to ogarnąć, co na to fasolka ? Przetrzyma?
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 grudnia 2020, 21:30
20dc
Dziś miałam wizytę. Lekarz przedstawił plan działania. Przygotowujemy się do kriotransferu. Czekam na @ i zaczynam cykl sztuczny (obstawiona lekami) i jak wszystko pojdzie dobrze to w polowie kwietnia będzie transfer.
♦️Wiki jeśli chodzi o Twój komentarz, nie będę ryzykowała, chcę mieć podany 3 dniowy, wierzę w niego, chyba lepiej mu bedzie u mamy niż gdzieś na szkiełku 😊 mała poprawka oocytów pobrali 14, w tym stresie źle zapamiętałam a dziś już wiem że 14. Dawki miałam niskie więc nie sadze żeby to lekarz coś spitolil. Mój lekarz jest super nic złego na niego nie powiem. Dziś nazwał moje mrożaczki dzieciaczkami 😍
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 marca 2021, 21:26
PONIEDZIAŁEK
Ja sie wykończe. Dzis jakies krwawienia. Nigdy nie mialam krwawien okoloowulacyjnych (zywa krew!) . Naczytalam sie, ze to wina hormonów 🤦🏻♀️🤦🏻♀️🤦🏻♀️ i mnie szlag trafia, ze znowu cos z tymi powalonymi hormonami nie tak. Nie mam juz sily do tego wszystkiego 🙄 ciagle pod górkę 🤦🏻♀️🤦🏻♀️🤦🏻♀️
I jak mam Was tak zostawić bez informacji skoro tyle ze mną przeżyłyście i tak bardzo mnie wspieracie,no jak? 
Dzisiaj u profesor B byliśmy na wizycie ponad godzinę. Bardzo konkretna i rzeczowa babka,super lubię takie osoby. Bałam się co powie na zalecenia docenta P,bo jak wiemy nie każdy je respektuje...ale niepotrzebnie się stresowałam do prof.powiedziała, że jeśli tylko nas na niego stać to mamy się go trzymać,bo ten facet wie co robi:) potwierdziła, że na brakujące kiry można dać tylko accofil i jest jak najbardziej za tym leczeniem..na spokojnie przeglądała moje wyniki,dociekała,nic nie lekceważyła..powiedziała, że w moim przypadku prowastatyna jest konieczna,bo będziemy musieli zadbać o mnie z każdej strony. Wytłumaczyła nam (pozwoliła mi wejść na wizytę z M), że prowastatyny nie przenikają przez łożysko i,że one mają bardziej ochraniać mnie żeby za szybko się nie rozwinęła chociażby gestoza,która także blokuje przepływy. Przyznała,że jest to leczenie eksperymentalne dodając, że ma "na swoim koncie" 1 pacjentkę,która traciła wysokie ciąże,ale dzięki prowastatynom ma 2 dzieci..teraz prowadzi na tym leku kobietę,która pochowała 9 ! dzieci i teraz razem walczą o to 10...więc byłabym jej 3 pacjentką. Zapytałam czy mogę się postymulować Aromkiem odpowiedziała, że nie z racji tego, że po stymulacji jajko jest słabsze i mam sama zwrócić uwagę, że dwie moje ciąże bez stymulacji wytrzymały bez powikłań dłużej niżeli ciąża po stymulacji... dodała, że podczas ciąży będę często monitorowana, wyśle mnie także do Anina na oddział kardiologii.
Moje odczucia? Napewno nie jest to lekarz, który załatwia pacjentki na "odwal się" myślę, że z jej pomocą i doc. P być może się uda. Najpierw trzeba zajść w ciążę, a uwierzę dopiero po porodzie..
Póki co jestem 5 dzień na immunosupresji equoaralem i encortonem..
2 miesiące+5 dni waga 4900gr
Ostatnie 2 tygodnie były istnym koszmarem. Kolki są mega bolesne bardziej niż wczesniej i częstsze nawet 4-5 razy w tygodniu. Tak mi małego żal tak się męczy. A on tylko z rąk do rąk leci. I czasem po prostu nic nie pomaga. Mam dość. Ostatnio raz ja miałam ciche dni potem mąż. Załamka na całego. Dużo nam rozmowa pomogła. Widać że jak mały płacze on sobie nie radzi. Bo to ogromy krzyk aż uszy bolą.
W ten weekend mąż zrobił mi pół dnia wolnego w końcu się wyspałam spałam od 24 do 10. W niedzielę odwiedziłam siostrę. Trochę się zrelaksowalam ale to na krótko.
Dziś w nocy znów kolki 1,5 godziny snu, naprawdę mam ich dość. Najgorzej że każdy mnie pociesza że kolki szybko się nie kończą że trwają do 6 miesiąca. Ekstra na a ja wytrzymam te 4 miesiące. Trafię szybciej do wariatkowa.
Do tego znów kolejny problem.
Mama miała się małym opiekować jak pójdę do pracy. I kolejna kłoda pod nogi . Ojciec ma zaawansowany stopień ajzhajmera. Trzeba przy nim nom stop być. Nie potrafi się ubrać, trzeba go karmić do tego agresja.
Nie wiem co będzie z małym, trzeba będzie szukać żłobka prywatnego . Męża nie zostawię z małym bo wątpię aby on się nim opiekował jak trzeba. Jak on mało się małym zajmuje, jedynie mleko uśpić i odbić dlatego woli nocki przejmować.
A teściowa ostatnio z tekstem co mały tak mało śpi. Ty spałeś cały dzień i noc on też powinien. Myślałam że ja zamorduje.
W środę mamy szczepienia wybraliśmy 6 w1
Oczywiście teściowa swoje grosze powiedziała żeby nie szczepić bo dziecko umrze albo nie będzie mówić.
mam ja w dupci i robię po swojemu.
Święta zamiast się cieszyć będę walczyć z kolkami ehhh za rok będzie lepiej.
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 grudnia 2020, 09:58
2dc
W sumie nie wiem czy to 2dc czy 1dc bo okres przyszedł o 22ej.
Wkurzyła mnie baba z kliniki w której przyjmuje mój lekarz. Dostałam receptę na tego Aromka tyle, że recepta jest od 23.02 czyli od jutra bo okres miał być środa - czwartek, zadzwoniłam tam powiedziałam jej jak wyglada sytuacja że wg. zaleceń lekarza powinnam zacząć brać od 2dc itp. i żeby go poprosiła o wypisanie recepty z datą dzisiejszą, ok jasne nie ma problemu. Jest godzina prawie 19sta a ona nadal nie oddzwoniła z numerem recepty. Ciekawe gdzie to wykupie o tej porze (nie we wszystkich aptekach jest dostępny ten lek a większość jest do 20 czynna). Cóż wiec przyjmę że 2dc będzie jednak jutro 🤷♀️
W ogóle dziwny ten okres, wczoraj mnie zaskoczył znienacka, zaczą trochę bolec brzuch i bach. Zazwyczaj to głowa wcześniej bolała, cycki przestawały boleć. A dziś mam taka dziwna krew jasną ze śluzem, brzuch prawie w ogóle nie boli, cycki nadal bolą. Nawet przez chwile pomyślałam że może to implantacja ale za dużo tej krwi, wszędzie mówią że wtedy to plamienie. Nie leje się jakoś ciurkiem ze mnie ale jest jednak jak okres.
Czy powinnam zrobić test przed rozpoczęciem brania tego Aromka?
29+3
Jesteśmy właśnie po III badaniach prenetalnych.
1837 gram 🙈 no duży ten nasz bobas 😅
Wszystko jest dobrze.
Szyjka trochę się skróciła, ale jest powyżej 2,5 cm i po prostu powinnam już powoli się oszczędzać. Wizyty będą teraz co 2 tygodnie.
W przyszłym tygodniu zaczynam pranie i układanie. Już teraz jest mi coraz ciężej więc wolę powoli zacząć, bo lepiej nie będzie.
Strach dalej jest ale trochę mniejszy...
Nie mogę się doczekać, kiedy się spotkamy 🥰
Nie wiem od czego zacząć... może od tego, ze dziękuje bardzo za każde kciuki, dobre myśli, życzenia powodzenia, modlitwy... jestem w ciąży!!!!!!
Od początku, planowo miałam robić betę 7go grudnia, ale zrobiłam test 4go grudnia i wyszedł cień, cienia cieniowanego ... wiec niechętnie, ale poszłam na betę- wynik 6! Szok, niedowierzanie... i tak od piątku ogromne szczęście! Wiedziałam, ze 6 to mało, ale z drugiej strony to robiłam bardzo wcześnie test i betę... cały weekend robiłam co rano test żeby zobaczyć czy kreska ciemnieje i ciemniala! Co mnie uspokajało! Najcudowniejsze Mikołajki w zyciu 🙂 oczywiście duzo odpoczywałam, wprowadziłam ciążowe odżywianie i picie hektolitrów wody! Z leków to włączyłam neoparin! Poniedziałkowa beta to - 65, ufff! Także rośniemy... wizyte pęcherzykowa mam dzis... od poniedziałku 7go grudnia już nie robiłam bety.. staram się być spokojna i dobrej myśli, chociaż wiem.. znam zagrożenia.. od 4go grudnia żyje jak w cudownym śnie... kochamy Naszego Maluszka odkąd się dowiedzieliśmy, ze jest z nami! Zrobimy wszystko żeby z Nami został 🙂 trzymajcie kciuki żeby dzis był pęcherzyk i było wszystko w porządku!! Nie chce żeby ten cudowny sen się skończył... nie mogę w to uwierzyć, ze się udało- jestem w ciąży? Tak!!!! Musze się czasem uszczypnąć żaby uwierzyć, ze to nie sen.
Czuje się bardzo dobrze, tak jakby kamień spadł mi z serca. Co prawda jestem zmęczona, ale robie sobie drzemki albo po prostu kładę się spać o 20tej... mam tez wyczulony węch, ale nie przeszkadza mi ani jedno ani drugie. Mam tez problem żeby skupic się w pracy, także mysle, ze już długo nie popracuje (o ile będzie wszystko w porządku). Proszę o kciuki/dobre myśli/modlitwy... żeby Nasz Cud (obstawiony lekami) z nami został!
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 grudnia 2020, 10:18
25dc, 11dpo 7cs
W piatek robiłam badania krwi. Wyszly ok, czekam na komentarze lekarza. Profilaktycznie robilam hcg żeby sprawdzić czy po cb spadlo do 0. Bylo <0,2 w 9dpo. Mam nadzieje ze bylo za wcześnie i cykl nie jest stracony. Czekam. Za tydzień bedzie wiadomo.
Mamy to! Jest pęcherzyk ciążowy - ufff. Emocje sięgały zenitu... w końcu z Mezem dzis zobaczyliśmy pierwszy raz Nasze Dziecko 😍 z tego wszystkiego nawet nie złożyłam Pani Doktor życzeń świątecznych... następna wizyta za 2 tygodnie, uzgodniliśmy, ze chodzę do pracy do świat a później ide odpoczywać... teraz mam pomyśleć nad wyborem szpitala, w którym chce rodzic... i lekarza, najlepiej tez z tego samego szpitala .. mam pustkę..bo nigdy o tym nie myślałam... jestem z Południa Polski.. ale generalnie nie z rejonów Pani Doktor i nie za bardzo miała kogoś do polecenia... mój stary Ginekolog prowadził kilka ciąż w mojej rodzinie i u znajomych, ale to były ciaze, w które zachodziły kobiety bez problemu.. robi świetnie cc, pracuje w szpitalu, ale już porody tam to masówka... i do naturalnego porodu mus prywatna położna... jest tez przy tym szpitalu szkoła rodzenia... musze temat przemyśleć... mamy tez zielone światło żeby się kochać i chyba skorzystamy 😉 Pani Doktor mówiła, ze poki co mogę normalnie funkcjonować tylko wiadomo świąteczne porządki w tym roku niech robi Mąż... co za ulga! Mam tez dylemat kiedy powiedzieć Rodzicom... z jednej strony to chciałoby się w te święta a z drugiej to może np po świętach jak będzie serduszko... albo w ogóle na dzień babci... wiele pytań, ale najwiecej szczęścia! Nasz Kochany Maluszku zostań z nami!!! Teraz jest zimno, poczekaj do sierpnia 😉
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 grudnia 2020, 19:03
Dziś poszlam na długi, samotny spacer. Przeszłam ponad 9 km i dosyć się zmęczyłam, sporo pod górkę, ale dobrze mi to zrobi. Było przyjemnie ciepło, kurtka zimowa ląduje na dno szafy. Czekałam na lepszą pogodę, w końcu będzie więcej ruchu na świeżym powietrzu. Myślę nad rowerem, pewnie pomoże w rzuceniu kilogramów. Odkąd tarczyca chora, a raczej już jej połowa, bo drugą połowę "zeżarła" choroba, ciężej mi schudnąć. Od grudnia nie jem zwykłego pieczywa, tylko chlebek bez glutenu na zalecenie endo. Znalazłam jeden bardzo smaczny i nie tęsknię wcale za zwykłym. Dużo lepiej się czuję po takim chlebku, nawet mąż się zajada. Ba, nawet makaron bezglutenowy lepiej mi smakuje. Na szczęście w tych czasach łatwo o produkty bez glutenu. Na razie mam tylko ograniczyć, dalsza dieta zależy od ponownych wyników badań.
A tak poza tym odliczam dni do powrotu męża...
W poniedziałek wizyta u laryngologa, a w środę u psychiatry. Kolejny stres i płacz. Ale terapeutka poradziła aby pójść więc grzecznie pójdę. Nawet się tego nie wstydzę.
Wczoraj zrozumialam, jak przeogromnie kocham meza i bynajmniej nie z powodu Swieta Zakochanych. Tyle razy w zlosci powiedzialam, ze nie udaje sie przez jego kiepska morfologie (1szy wynik 0.9%, drugi 5%), pouczajac, ze chce, by prowadzil super zdrowy styl zycia (kurcze, prowadzi przeciez!), podczas gdy finalnie okazalo sie, ze to najprawdopodobniej u mnie znaleziono przyczyne. Co robi maz? Przytula mnie, caluje i mowi, ze jesli boje sie lekow sterydowych, to nie musimy starac sie o dziecko, bo ma juz swoje szczescie przy sobie
Klocimy sie pierdyliard razy dziennie, a w zlosci padaja rozne slowa, ale chce sie przy nim zestarzec i czuje, ze doszlam do takiego momentu, ze dzieci staly sie jedynie marzeniem, ogromnym marzeniem, ale nie obsesyjna potrzeba, sensem kolejnych lat. Jezeli ktos, by mnie dzis zapytal, czy jestem szczesliwa, to mimo wszystko chyba tak, a Bąbelki beda calkowitym dopelnieniem mojego szczescia 
PS. Chcialabym odpowiedziec na komentarze z wczorajszego wpisu, ale chyba sie nie da albo nie umiem, ale sciskam Was Dziewczyny i dziekuje za mile slowa 
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2021, 07:42
Wczoraj miałam teleporadę z endokrynologiem ginekologiem zwiększył dawkę eurhyroxu do 100, przepisał tez duphaston, chociaż stwierdził, ze progesteron nie jest zły (23ng)
Jutro jadę na ostatnią betę, będę 15dpo.
Codziennie jest we mnie strach... chciałabym usłyszeć już bicie Twojego serca kropeczko!
2 dc
Tak to sobie pisze, bo nie staramy sie naturalnie. Dzisiaj dzien uzalania sie i siedzenia w kocu, bo wszystko boli. Wiem, ze za dwa dni wroci mi energia. Dni ciagna sie nieublagalnie. Jeszcze 7 dni i wreszcie pogadam z Pasnikiem! Najsmieszniejsze, ze po tej rozmowie bede znowu na cos czekac.....na mozliwosc wyjazdu do Polski i rozpoczecie stymulacji.....a potem znow przerwa i transfer......ach zycie staraczki!
Pierwszy wpis na fioletowej stronie. Jakoś się jej bałam, ale nie mogę dojść do porozumienia z moim starym pamiętnikiem..
Tc7d4
Jest dobrze, nie wierzę, ale jest dobrze. Przepełnia mnie szczęście i wiara, że tak pozostanie. Nie zamierzam wyszukiwać sobie powodów do zmartwień. To będzie piękny czas. Tym razem nie przewiduję innych możliwości. Trochę stresują mnie bóle brzucha, ale to macica się rozciąga, trzeba oddychać i wrzucić na luz.
Najbardziej chciałabym odpocząć.. Szkoła,dom i 3 latek daje popalić. Ale kto da radę jak nie ja?!🤪
Ta ciąża lekką będzie bez płaczu i depresji. Nie dam się kolejny raz złamać i zabrać tyle pięknego czasu z życia. Tym razem biorę wszystko jak dają i cisnę jak cytrynkę 🍋
Chcę Cię kochać życie!
Ciąża zakończona 19 września 2023
Leżę na łóżku, gapię się w bożonoarodzeniową oświetloną szopkę i zastanawiam się dlaczego moje życie tak wygląda...przywieźliśmy dzisiaj choinkę.. zaczęłam sobie wyobrażać jakie cudowne byłoby nasze życie gdyby dziewczynki żyły...J i P pomagałyby nam ją ubierać, G słodko by spała w koszu mojżesza...w tle po cichutku leciałyby kolędy..byłaby radość, śmiech i miłość...tak zawsze wyobrażałam sobie moją rodzinę..pełną gwaru i dziecięcego śmiechu...a tymczasem jestem sama...śmiechu nie ma..jest cisza..smutek i pustka.. gdyby kiedykolwiek mi ktoś powiedział że takie będzie moje życie to zaśniałabym mu się w twarz.. tymczasem czasu nie cofnę, życia dziewczynkom nie zwrócę.. mogę jedynie być w dzięczna za to że choć przez krótką chwilę, ale je miałam..P mogłam zobaczyć, przytulić, pocałować...i na końcu pożegnać.. niektóre z Was tak dzielnie walczą aby choć raz być w ciąży...aby choć raz poczuć się matką..sama już nie wiem co jest lepsze czy w ogóle nie być w ciąży i cierpieć z tego powodu czy być w ciąży a dzieci przy sobie nie mieć? Straszne to wszystko...spotkałam na tym forum taki ogrom walecznych kobiet że w głowie mi się to nie mieści... jak ciężką i ciernistą drogę trzeba przejść aby w końcu móc przytulić swoje dziecko i usłyszeć słowo "mamo"..
Natłok myśli jest w mej głowie ale macie rację, nie mogę się obwiniać...za każdą z moich córek byłam gotowa oddać swoje życie i wiem że więcej zrobić po prostu się nie dało.
Tak bardzo się boję że znowu będę miała trudności z zajściem w ciążę...że kolejny raz się nie uda...że nigdy mój M nie będzie miał ziemskich dzieci..
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 grudnia 2020, 16:03
jak co roku narobiłam pierogów przed świętami dobrze, że zdecydowałam się jednak nie odkładać wszystkiego na jeden dzień nie dałabym rady niestety tego zrobić
po kilku godzinach stania bolą mnie plecy musiałam się położyć o tyle plus że maz w tamtym roku kupił robota wiec nie musiałam ugniatać ciasta a farsz zrobiłam sobie wczoraj wiec tez nie odłożyłam wszystkiego na jeden dzień. Jutro planuje sobie pójść na targ kupić jeszcze parę rzeczy ale musze pomyśleć co bo znowu mam kalafiora w ciąży i ciągle o wszystkim zapominam. 
Wkurzaja mnie te obostrzenia ciagle wszystko zamykają za co ludzie maja żyć ...
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 grudnia 2020, 19:45
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.