💕 Pierwszy miesiąc razem 💕
Waga 3180 g.
Pampki - 1
To emocjonujący, piękny ale i trudny czas. Zakochałam się w mojej kruszynce bez pamięci a ona cieszy nasze oczy każdego dnia
Trudny - bo zagrożona ciąża, bolesny szybki porod, potem ta cholerna żółtaczka malutkiej stresująsy 6dniowy pobyt w szpitalu, ropiejące oczko, alergia na białkk mleka, katar, przepuklina pępuszka i teraz jeszcze niedowaga. Sporo tego jak na jednego maluszka i jedną mamę
Jestem na diecie bezmlecznej, widać moje mleko jest bardzo mało kaloryczne bo Liwka powinna teraz ważyć około 3,5 kg a waży zaledwie 3 😔. Mam wyrzuty sumienia, że nie zauważyłam, że słabo przybiera. Przykro mi i czuje się podle, jakbym ją głodziła...A najgorzej że w obecnej sytuacji ciężko z ważeniem malucha na wadze w przychodni....No ale uprosiłam wizytę i wyszło co wyszło ;-( Lekarka kazała dokarmiać malutką po każdym cycu butlą z mlekiem dla alergików na receptę. Tak robimy od wczoraj. Podobno szybko przybierze na Nim .
Poza tym jest cudownie. Mała ładnie spi w dzień, przesypia noc z pobudką na 2 karmienia. Pięknie zasypia w aucie i wózku, jest co raz bardziej kontaktowa. Uśmiecha sie lekko jak sie ją pogłaska po polikach a dziś zapatrzyła sia na szmaciana lalk&, prezent od sąsiadki. Kocha cyckanie, tak pięknie mruczy przy piersi. Kocham Ją ❤❤❤
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 grudnia 2020, 22:38
Dziś ścięłam się z Matką. Powiedziała tyle bolesnych słów, których nigdy matka nie powinna powiedzieć do swojego dziecka. Od kilku lat każdą decyzję podejmuję myśląc jak wpłynie na nią. Mieszkam w rodzinnym mieście, bo nie stać mnie by wynajmować mieszkanie i jednocześnie spłacać jej kredyty, a wyjazd za granicę odrzucam, bo "jakby potrzebowała pomocy na miejscu". Święta obchodzę, mimo, że ich nienawidzę, by nie była w nie sama. Przy pierwszej fali covida latałam jej na zakupy, bo ma nadciśnienie. I wiele innych. Co dostaję w zamian? Słowa, że mam ją w dupie, że jestem taka sama jak moja siostra. Szarpanie, bo nie chciałam kontynuować tej awantury, tylko wyjść. Mam zostać bo ona tak chce. Ona nie skończyła mnie ranić. Powinnam ją odepchnąć i wyjść. Ale to moja matka. Nie potrafiłam użyć nawet tej odrobiny siły na odepchnięcie. A jak krzyknęłam, żeby mnie puściła usłyszałam "może jeszcze mnie uderzysz?" no kurwa jak tak można? Dzisiaj test negatywny, 13dpo. Ale nadzieja wciąż jest, nie powinnam się denerwować. Ale jak zachować spokój w takiej sytuacji? A poszło o to, że chcę sprzedać mieszkanie, które dostałam po dziadku... Nie ważne, że tracimy oboje z P. 2h dziennie i 500zł miesięcznie na dojazdy do pracy. Nie ważne, że P. nie lubi tego mieszkania. Mamy się w nim męczyć, bo "ona myślała" to przecież kurwa chore!
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 grudnia 2020, 18:16
Teraz napisze coś więcej o porodzie jest 3.37 a ja nie spie ale nie z bólu ale emocji.
28 lutego trafiłam do szpitala z silnymi bólami kregoslupa juz wtedy myślałam że się coś zaczyna i w sumie wszyscy myśleli ale przeszło po kroplówkach i wymiotach okazało się że to żołądek. Zostawili mnie na obserwacji w miedzy czasie ciagle badania. Moja mała miała podejrzenie hipotrofii a ktg nie zawsze wychodziło. W poniedziałek zaplanowali cc na 15-22.
10 marca podpinali mnie z 3 razy nie chciały zrobic się zapisy potem badanie Dpplera nie wyszło ciekawie złe przepływy ale ustalony termin w końcu wypadł na 11 wracając na sale rozpakowywałam sobie na spokojnie rzeczy aż nagle wchodzi polozna proszę się pakować idzie Pani na cesarke godzina 12 ja po śniadaniu i po przegryzeniu herbatnika na dodatek rano miałam podany zastrzyk z heparyny. No cudownie rzeczy woda jedzenie wrzuciliśmy do jednej torby pomagała mi studentka ale nie zdarzyłam kazali brać rzeczy typu podklad te podpaski i szybko iść. Na porodówkę znowu popiecie pod ktg znowu Doppler decyzja cc ze znieczuleniem ogólnym u mnie nie może być na spokojnie zawsze na wariata. Od środy w szpitalu wróciło kangurowanie niestety mąż nie zdarzył. Na stole operacyjnym myślałam że się udusze przez maskę tlenową dostalam chyba jakiejś klaustrofobii
poczułam ból ręki ( dobrze mi znany bo juz 2 razy byłam w ogólnym) i odleciałam po wybudzeniu od razu ból 100/ 10 dziecka nie widziałam nie wiedziałam czy zyje czy zdrowe nic. Po przyjeździe na sale poopracyjna od razu leciały kroplówki przyszła położna i zapytała czy chce teraz widzieć dziecko czy później bo jestem slaba i jeszcze ten ból oczywiście że chciałam zobaczyć moje serduszko ucieszyłam się że zyje i jest zdrowe bo widzialam to juz czarno na Doplerze Pani Doktor juz coś wspominała o zanikajacym tętnie o wadzie serduszka zmartwiłam się strasznie. Lezala ze mną przez 30 minut i cały ból mi minął najlepszy lek nie znam lepszego od razu mama się zakochała w coreczce i nawet zadzwoniłam do męża na video mąż również bardzo się ucieczył. Od dzisiaj 10 marca będzie dla mnie data wyjatkowa kocham.
24 dc
Humor totalnie padł. Mam ochotę płakać. Jestem wykończona tym wiecznym czekaniem. Czuję się życiowym przegrywam. Tyle o mnie. 😢
15 dc
Zadzwonili dzisiaj do mnie z rejestracji z kliniki Artivmed. Zwolnił się termin do dr Chrostowskiego na wtorek 19.10 💜
Także dr zobaczy nasze najnowsze wyniki badań i rzuci może świeże spojrzenie na całość. Przy okazji podejrzymy endometrium na usg, czy coś ruszyło do przodu z tych szalonych 6 mm 😬
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 października 2021, 13:14
14 dc.
Udało mi się umówić do kolejnego specjalisty w sierpniu.
Do tego czasu przerwa. Bardzo jej potrzebuje. Jestem po drugiej dawce szczepionki... Czuję się fatalnie....
Są! Prog 31,1ng/ml
Beta 304😍
Chyba jestem w ciąży..
W poniedziałek sprawdzam czy przerasta ale po ostatniej becie 10 to jest cos. Cała się trzęsę.
Mój cud ma 1 rok i nieco ponad 2 tygodnie
Dzięki Dziewczyny za życzenia i wsparcie ❤️
@Marronek oj tak! Ten uśmiech rekompensuje wszystko i jestem w nim absolutnie zakochana 🥰
Od zeszłego poniedziałku młody chodzi do żłobka, zapisuję tutaj krótkie podsumowanie dwóch pierwszych żłobkowych tygodni, aby nie umknęło.
Adaptacja dzień 1, czas 1h - razem
Był pierwszy dzień po żłobkowej przerwie urlopowej. Chaos i zniszczenie. Chociaż młodemu się podobało (był bardzo zainteresowany dziećmi) wyszłam przerażona.
Adaptacja dzień 2, czas 1h - razem
Ciocie w pełni panowały nad sytuacją, były bańki mydlane, piosenki i w ogóle było fajnie, jakbym była w innym żłobku.
Adaptacja dzień 3, czas 1h - razem
Wszystko super, wszystko młodego ciekawi, bez sprzeciwu daje się ciociom brać na ręce. Jutro pierwsze podejście do samodzielności, jest sraczunia 🙈
Adaptacja dzień 4, czas 0,5h - sam
Szłam z dzieckiem w wózku i duszą na ramieniu, pierwszy dzień sam! Jak zareaguje? I w ogóle jak to będzie? Starałam się być spokojna, aby nie sprzedawać dziecku niefajnych emocji. Ciocia wzięła młodego na ręce i zniknęła za drzwiami. Nie było płaczu w chwili przekazywania, nie słyszałam go przez drzwi. Cóż, no to poszłam pospacerować po okolicy, w 30 min nie ma co się zapuszczać nigdzie daleko. Poszłam do Żabki po gorącą czekoladę, zupełnie nie przypadkiem przeszłam obok okien żłobka co by podsłuchać troszkę. Po upewnieniu się, że nikt K nie obdziera ze skóry, poszłam na okoliczną ławeczkę, zadzwoniłam do psiapsi i tak minęło 30 min. Kiedy odbierałam małego żłobkowica, pani przekazała, że interesuje się bardzo dziećmi, jest ciekawy wszystkiego i prawie cały czas był uśmiechnięty. Zgasiła przy okazji mój entuzjazm, że dzieci dzielą się na takie, które płaczą od razu lub po około tygodniu i lepiej się a to nastawić, bo bezproblemowe adaptacje to 1%. Ech..
Adaptacja dzień 5, czas 1h - sam
Młody w żłobku, mama w okolicznej restauracji, w końcu w 1h to już coś zdążę wszamać 😁 odbieram K, żadnych łez, pełen banan. Ciocia o K "to takie pogodne dziecko i lubi jak go się tak podrzuca, śmieje się wtedy w głos". To fakt, młody przy podrzucaniu cieszy się i hihocze głośno, trochę mnie to uspokoiło, bo to znaczy, że nie siedzi w koncie smutny, tylko faktycznie się nim zajmują 😄
Adaptacja dzień 6, czas 1h - sam
W żłobku spoko, nadal nie płaczemy, ani mama, ani dziecko. Niestety wieczorem zaczęły się gluty z nosa, nocka dramat, 2567532 pobudek. Świetnie, tydzień w żłobie i już choroba.
Adaptacja dzień 7, czas 1h, obiadek
Miałobyć 2h rano, ale nie chciałam zaprowadzać chorego dziecka do żłobka, nie chciałam też przerywać adaptacji. Poszliśmy więc do pediatry, okazało się, że idą 4 zęby na raz, stąd obniżona odporność i gluty, osłuchowo czysty może iść do żłobka. Poszedł na 1h (12:50 do 13:50). Odbieram swoje zadowolone z życia dziecko, ciocia sugeruje, że może jeszcze poda obiadek, mówię, że zjadł godzinę temu caly musik (200ml). Ustalamy, że jutro zje pierwszy posiłek, w tym momencie K zauważa pojemniki z jedzeniem i wydaje z siebie stanowczy dźwięk nieznoszący sprzewiwu, ciocia stwierdza, że "spróbuję go nakarmić" i tak z moich rączek dziecko wróciło na rączki cioci i zniknęło za drzwiami. Cóż chyba pierwszy posiłek jest żłobkowym kamieniem milowym. Ciocie jeszcze nie wiedzą, że nie ważne kto jest na końcu łyżki ważne, że łyżka jest pełna. Wróciliśmy z bardzo pełnym brzuszkiem do domu. W domu nadmiar został zwrócony.
Adaptacja dzień 8, czas 2h, śniadanie
Poprosiłam o pilnowanie wielkości posilku bo młody nie ma dna i będzie tak długo jeść dopóki widzi jedzenie. Ciocia stwierdziła, że faktycznie odniosła wczoraj wrażenie, że się K podniosło i wtedy przestała karmić. Cóż 🙈 Przy odbieraniu wszystko ok, ciocie są zachwycone. Przez chwilę przy odbieraniu pomarudził bo była akurat podawana zupka, szybko wyszliśmy i zjedliśmy na dworze.
Adaptacja dzień 9, czas 2,5h, śniadanie i zupka
Cały czas młody nie płacze, jest pogodny i zainteresowany otoczeniem. Wychodząc spotkałam dyrektorkę żłobka "ciocie prosiły abym im załatwiła na adaptacje tylko takie dzieci jak K, taka adaptacja bez adaptacji". Czyzby 1%? Póki co nastawiam się jeszcze na placz. Jutro podejście do drzemki w żłobku
Adaptacja dzień 10, czas 5h, śniadanie, zupka i drzemka
Młody jest w żłobku, a ja czekam sobie na telefon po "zupce" czy udało się go uśpić czy mam odebrać. Jestem ciekawa jak to będzie, bo zasypianie to coś w czym młodemu trzeba pomagać. Tymczasem wypoczywam w domowym spa 😎😁
Edit: młody zasnął po półgodzinnej zabawie nóżkami, spał godzinę, znowu nie płakał. Niepowiem fajnie codziennie słuchać jakie ma się radosne dziecko 🥰Najlepsze, że w końcu rodzina zaczyna wierzyć, w to co mówiłam od początku, że K płacze tylko jak ma powód (w sensie jest głodny, niewyspany, ma zatwardzenie, coś boli/dolega) i trzeba go wtedy utulić i być przy nim.
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 sierpnia 2021, 07:50
Dzisiaj powiedziałam w pracy mojej Kierownik o ciąży... miałam długi moment zastanowienia, czy mówić przed serduszkiem, czy nie, bo przecież może być różnie, ale w końcu zdecydowałam, ze powiem przed samymi świetami. Zareagowała bardzo miło, powiedziałam generalnie, ze staraliśmy się długo i ze mamy problem tez z immunologia dlatego walczymy o każdy tydzień (a w zasadzie dzień ale już tak Jej nie mówiłam)... zdziwiła się tez, ze nie jestem jeszcze na zwolnieniu lekarskim, wyjaśniłam, ze chciałam dokończyć co mogłam, uporządkować i tez poczekać do serduszka. Uprzedziłam, ze gdy po świętach będzie serduszko to ide odpoczywać. Jestem zadowolona, ze mam już ta rozmowę za sobą. Ufff! Obiecała, ze nie powie nikomu (oby!) a ja powiedziałam, ze przyjdę w drugim trymestrze jak będzie bezpieczniej i sama oficjalnie powiem, a raczej potwierdzę, bo pewnie każdy już będzie wiedział albo się domyśli. Także jeszcze jutro 8 godzin pracy (które chce przeznaczyć głównie na porządki w papierach) i (mam nadzieje, ze wracam dopiero za jakieś 2 lata). Może i mogłam iść odrazu jak wysilałam 2 kreski (w pełni rozumiem jak tak robią kobiety), ale chciałam jeszcze zostawić za sobą porządek i tez nie ukrywam, ze gdy chodzi się do pracy czas do wizyty szybciej jakoś biegnie. Mam nadzieje, ze sobie tym nie zaszkodziłam, ale pracuje w biurze, oprócz segregatorów to nic nie podnoszę, a tez starałam się nie denerwować. Czas pokaże, czy podjęłam dobra decyzje. Dłużej bym nie chciała pracować, chociaż szanuje kobiety, które pracują do dalszych etapów ciąży, ja już byłam zmęczona, zwłaszcza, ze musze dojechać do pracy to raz a dwa wracam tez stosunkowo nie najwcześniej do domu, wiec praktycznie całe dni poświęcalam pracy... a jednak teraz to kiepski pomysł... także 8 godzin i będę odpoczywać. Mam w głowie listę książek do przeczytania, chce tez pojeździć po taniej odzieży w poszukiwaniu ciążowych ubrań, tak żeby coś mieć gdy się trafi a nie wydawać na to za duzo pieniędzy, poszperam tez w internecie. Poki co zamówiłam sobie koszulkę z drugiej ręki z kalendarzem gdzie można odliczać do porodu - mała rzecz a cieszy 🙂 na koniec jeszcze w pracy udało się z premia, wiec tez jestem zadowolona. Z cyklu moich „dziwactw” kupiłam kolejny test ciążowy żeby nasikać w wigilie i zobaczy czy jeszcze tam ta druga kreska jest czy to nie sen...
wczoraj ubraliśmy z Mężem choinkę, oglądaliśmy tez tradycyjnie „Listy do M”, lubimy święta, ale w tym roku wszystko nabrało dla nas nowego wymiaru. Rok temu nie wierzyłam, ze w kolejnym roku może być inaczej... także Dziewczyny, nigdy nie wiadomo kiedy to nas właśnie spotka to szczęście i się uda! Cudzie nasz zostań z nami 🙏🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 grudnia 2020, 16:30
I od jutra trzydniowy udawany maraton. Sztuczny uśmiech, piepszenie o niczym... tak, chcę aby ta szopka już minęła. Magia świąt już dla mnie nie istnieje. Owszem choinka ubrana, coś tam do jedzenia zrobione... ale nie sprzątałam jak co roku, nie wyczekiwałam...wszystko jest ni obojętne...mój M zapytał mnie wczoraj czy wszystko już zawsze będę miała gdzieś? Chyba tak. Jestem pusta. Nie odczuwam jakiś większych uczuć. Po prostu jestem. To wszystko.
Poczytałam ostatnio o niepłodności immunologicznej i chyba tutaj jest nasz problem. Poczytałam o dr. M z Łofzi który się w tym specjalizuje. Podaje szczepionki z limfocytów męża. Dość drogi interes. Przepłakałam oczywiście pół dnia że nas nie stać, ale dostaliśmy kasę z ubezpieczenia za Gajusie i na pierwsze szczepionki, badania i wizyty byśmy mieli. Przez chwile pojawiła się kolejna iskierka nadziei, ale czy to jest to? Czy lekarze dobrze myślą? Jedno jest pewne. Mam dość. Tego wszystkiego jest dla mnie za wiele... M się nie poddaje. Jest mu ciężko, ale wierzy, że w końcu się uda. Ja staram się wierzyć, ale wiara uleciała. Chciałam posprzedawać wszystkie rzeczy po dziewczynkach i zagospodarować w końcu jakoś ich pokój, który robi obecnie za graciarnię, ale M nie pozwolił. Widzę, że kurczowo trzyma się tego, że to dziecko będziemy mieli. Boję się, że on ma tak głęboką wiarę i, że spadnie z takim hukiem, że się nie podniesie jak się nie uda... dodatkowo przypomniało mi się o polipie, którego mam podobno na przedniej ściance szyjki macicy...taaaaaa...już widzę szybkie zajście w ciążę i zdrowe dziecko przy sobie. Ha! Dobry żart...
Dziewczyny Wam mimo wszystko życzę zdrowych, wesołych świąt!
Macierzynstwo jest ciezkie mala ma tryb rano śpimy w nocy dajemy czadu.
Najgorsze że mąż przyniósł jakas chorobę do domu oczywiście ja się zarazilam a od wczoraj mala ma zatkany nos plukam solą odciagam katarkiem ale jestem mega wkurzona na męża bo nie wiem co zrobić więcej mierze małej temperaturę kontaktowałam się z położna kazała obserwować w razie kaszlu dzwonić na teleporadę. Dlatego właśnie byłam przerażona irodzeniem dziecka w marcu jest najwięcej zarazków. Jeszcze jakby było mało przedwczoraj mała dostała biegunki a ja pół godziny po niej musieliśmy przejść znowu na mm karmienie piersią nie jest łatwe i dużo to nerwów kosztuje jak juz nauczyla się ssać poers tak znowu wracamy do początków dramat.
Jeszcze ten cały covid juz brak mi słów ile jeszcze będzie to dziadostwo z nami. Mąz ma przerwę w pracy bo znowu restrykcje jestesmy na mojej wypłacie mówił tez że będą masowe zwolnienia u niego bo już nie są w stanie tego dłużej wytrzymać. Ale kij z kasa zdrowie ważniejsze.
23 dc, 12 dpo
W mojej głowie milion myśli, nie umiem się pozbierać. W Święta odeszła bliska mi osoba, najukochańsza babcia. Jej śmierć była nagła, nie cierpiała. Bardzo to przeżyłam. Temat starań, czekania, liczenia odszedł w zapomnienie.
Dzisiaj jednak temat powrócił. Coś mnie tknęło i zrobiłam test. Wyszła blada kreska, poszłam też rano na betę.
Babciu miej nas w swojej opiece ❤
![]()
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 kwietnia 2021, 11:25
Jestem beznadziejna. Dlaczego ja mam jakieś pojebane jajniki, które robią w cholerę drobnych pęcherzyków niezdolnych do urosniecia 
Nie czułam jajników, więc w zasadzie spodziewałam się, że będą drobnopecherzykowe. Od jutra znowu zastrzyki z FSH...za tydzień kolejny monitoring....nie wytrzymam tego
Dzisiaj pierwszy raz doktor wspomniała o invitro..ale mówiła, że musi być udokumentowany rok leczenia, żeby przystąpić do programu...i że ja jako pcoska oczywiście się łapie na ten program....jest mi tak strasznie przykro....w pracy widzą, że coś jest nie tak, bo nie umiem udawać, chociaż się staram:(
Jestem po obchodzie i badaniu no i niestety wciąż wyników nie ma. Jutro mam jeszcze zwykle badanie moczu. Pessar jak coś to dopiero po badaniach, lekarz potwierdził, że musi być czysto.
Zbadali mi nerki ale nie widać żeby coś było nie tak. Choć mówił, że on kamicy wykluczyć nie może tym bardziej, że ja już miałam.
Krzyż może mnie boleć bo szyjka jest zgieta to kości krzyżowej. Nie skróciła się od 2 dni. Ma nawet wg dzisiejszego pomiaru 2 cm ale nie mógł jej za bardzo znaleźć. Także mówił, że po bez zmian. Poprosiłam żeby zerknął na wydzielinę bo mam bardzo mokro, mówił, że jest prawidłowa. Szyjka sama jest miękka więc i tak leżymy i czekamy. Badanie było bolesne, to od razu czuć, że coś jest nie tak. Jeśli zaczęło by się coś dziać to atosiban ale póki co jeszcze nie widzi takiej potrzeby. Mam zgłaszać wszystkie dolegliwości. Przyznałam się, że nie byłam na dwójce od 3 dni to mam dostać jakiś syropek bo mówił, że bóle mogą być też od jelit.
Mój wczorajszy krwiomocz to chyba jednak były buraczki z obiadu bo dziś jest już tylko rozowo, a nie czerwono.
Oby tak dalej.
Iza uparta wciąż siedzi głowa na szyjce, a tak ja proszę żeby wlazła do góry pod serduszko do mamusi.
10 cs 3 dc
Wracam do staraczek!
Musiałam się na trochę odciąć od tej apki, bo bym dostała w głowę.
Nie mogę uwierzyć ze to 10 cykl 😫tego się nie spodziewałam ... co mi jest ? Lekarka powiedziała ze jakiekolwiek kroki będzie wprowadzać dopiero po roku. Jestem ciekawa co z HSG w trakcie takich obostrzeń.🤔
Zmieniłam prace, na początku się cieszyłam ze w końcu coś nowego. Po dwóch tygodniach chciałam wracać do starej 🙄jednak wyjście ze swojej strefy komfortu, wdrożenie w nowe obowiązki, wpasowanie w nowy zespół jest trudne .... trudno unikać w takiej sytuacji stresu 😣a przecież wiem ze to nie służy zajściu w ciążę. Także nie wiem czy to było właściwe posunięcie, pewnie nie ... czasu nie cofnę. Muszę jak najszybciej się dostosować. I wciąż starać !🥺
Edit. Trochę ponarzekałam a tu szczęśliwy cykl !!!! 😍
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 grudnia 2020, 17:50
Chyba nici w tym cyklu. Bylam w piątek na monitoringu i było tak: dwa pęcherzyki po prawej stronie po 14 mm, jeden po lewej 12 mm. Przyszłam przed weekendem, a był to 11 dc. Drugi monitoring wczoraj w 14 dc. Po prawej super, dwa po 19 mm, ale co mi po tym, skoro nie mam jajowodu po prawej. Po lewej 17 mm i p. dr stwierdził, że raczej nic z tego nie będzie i raczej prawa strona przyjęła w tym cyklu owulacji . Śluzu płodnego mega dużo. Rozmawialiśmy z p. dr o planach. Do maja staramy się przy pomocy stymulacji, później może zrobimy inseminację, chociaż w naszym przypadku to raczej strata czasu, ale spróbujemy. Wracając do tego cyklu mimo nikłej nadziei, będziemy się starać, może jakiś cud się przypałęta😁
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 marca 2021, 07:17
Tak się mówi jak nie urok to stacja.W naszym przypadku pasuje idealnie.Byl covid u męża wyleczyli w 4 dni.Ogrom leków i różnych specyfików porażająca.P przyznał mi się całkiem niedawno że nie pamięta dnia kiedy trafił do szpitala i poprzednie nie wszystko.Bylo minęło zaczęliśmy myśleć o kolejnej procedurze wiadomo potrzebny czas by nasienie było w miarę.Badanie kontrolne pokazało że w tym momencie nie znalazło by się nic do zapłodnienia.Gdyby tego było mało dwa tygodnie temu złamał rękę i czeka na operacje A wiadomo jak to w uk.Appointment goni appointment mało z tego wynika.Wczoraj już był na ACU ale po 6 godzinach oczekiwania odeslali do domu bo piękniejszy przypadek był.Teraz wstępnie za tydzień ale też nie dają gwarancji.Nie mam już sił czuje się bezradna na każdym polu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 marca 2021, 11:53
Dziś dała znać o sobie endometrioza. Takie mam przeczucie.. Dawno nie czułam "tych" bóli. W końcu 6 lat pauzy to i tak całkiem spoko wynik. Dziś 3 dc, a czuje się jakby był 1. Dodatkowo, a raczej przede wszystkim doszły dziwne bóle/ kłócia / skurcze w górnej części brzucha. Już prorokuje ogniska endo na żołądku albo jelitach. Przez te bóle zasnełam przed 3 nad ranem. Dziś leżę cały dzień. Już jest zdecydowanie lepiej choć pojawiają się te skurcze co jakiś czas. Mam wysoki próg bólu, w nocy miałam wahania czy nie jechać do szpitala. Mam nadzieję, że dzisiejsza noc przebiegnie normalnie. Plus jest taki, że mam skierowanie na laparo i nawet gdyby to świństwo wróciło to za 4 miesiące mam nadzieję usuną ogniska i będę czuła się jak wcześniej. Taka ja mi się nie podoba...
24 dc 18 cs
Pierwsza dawka szczepienia na covid zaliczona
ręka bardzo boli. Mam nadzieje, że na tym się skończy 😊
Jestem beznadziejna... Jakoś te dziwne Święta w miarę szybko mijają, ale leżąc już w łóżku i wertując fejsa trochę zrobiło mi się smutno. Wszystkie zdjęcia przy choince, rodzinne, 2+1 lub 2+2 już u co poniektórych. Czuje się taka.. Beznadziejna. Trochę łezka mi się kręci w oku, że jest jak jest i musiało trafić na mnie. W rodzinie bez dziecka jestem ja i kuzynka młodsza o 8 lat. Dziś zobaczyłam, że ma faceta. Pewnie w niedalekiej przyszłości i ona zostanie mama. Tylko ja zostanę taka pusta z psem. Lamentuje dlatego powertuje trochę jeszcze fejsa,a wszystkim czytającym życzę aby te Święta minęły w miarę szybko, ale spokojnie. I przede wszystkim, aby w przyszłe Święta mieć zdjęcie przy choince z maleństwem lub chociaż brzuszkiem...
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 grudnia 2020, 00:39
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.