Dziadku, tak bardzo tęsknimy...
Ciąża rozpoczęta 6 czerwca 2021
2dc
Wczorajszy dzień całkiem nieźle, obyło się bez większej ilości tabletek. Wzięłam tylko te dwie w momencie jak dostałam i tyle. Za to dziś obudził mnie ból brzucha dziwny, taki pomieszany ból brzucha z bólem okresowym (zjadłam maca wczoraj 😏 mój żołądek nie jest przyzwyczajony do takiego jedzenia, jem raczej lekko i zdrowo) ale co dziwne, poszłam się wysikać zgięta w pół, luneło ze mnie i ból przeszedł 😳 chyba ta krew która tak gdzieś zalegała całą noc coś podrażniła, nie wiem. Głowa ćmi drugi dzień, ale patrząc na tą zmianę pogody to też nie ma się co dziwić.
Zastanawiam się nad mocą sugestii wobec siebie. Sugestia, efekt placebo ma bardzo dużą moc. A jakby tak sobie wmówić, że w tym miesiącu na pewno będę w ciąży, że nie może być inaczej bo to już czas, bo chce urodzić w tym roku jeszcze, bo właśnie w tym miesiącu będą idealne warunki do tego...
Tak chyba zacznę...za 5 dni drożność, potem pęcherzyki, zastrzyk, seksy, seksy, seksy i pyk będzie dzidziuś 💁♀️⏸🤰👩🍼🤪 i taki jest plan na przyszły miesiąc, i tak ma być! Będę w ciąży w marcu 🍀🍀🍀💪💪💪 czy któraś z Was ma w planach zajść w ciąże ze mną żeby nam było raźniej? Zrobić miesiąc bez biadolenia tylko z pozytywną energia? Z seksem dla przyjemności a nie dla prokreacji (hahah ale wciąż co dwa dni 😂) zapraszam ZACHODZIMY W CIĄŻE W MARCU, jak te koty na wiosnę 😻😻 w kwietniu mam urodziny i życzę sobie takiego prezentu! 💃🏼💃🏼 Ide na śniadanko, miłego dnia Wam życzę 🥰🥰
Starania o drugie Maleństwo!
Tak dawno mnie tu nie było. Ale to był dobry czas. Patrząc na ostatni wpis to dalej potwierdzam to co pisałam i jak to się w tym 2020 roku sprawdziło. Że nic nie można sobie na 100% zaplanować.
Jak ja marzyłam że tylko zacznie się wiosna to pójdziemy z małym na basen. Że od małego będziemy go uczyć pływać. Że będziemy jeździć na wycieczki. Że pojedziemy za granicę. I nagle covid. I tyle jeśli chodzi o ambitne plany. Oczywiście jakieś tam wyjazdy zaliczyliśmy ale wydawało mi się że będzie lepiej. Na synka nie mogę narzekać. Nie choruje. Nie gorączkuje. Rozszerzanie diety super poszło. Ładnie spi czasem się kręci o wierci ale nie płacze. W ogóle to myślałam nawet z mężem aby starać się już od roczku małego o drugie dziecko. Ale w związku z tym że nasze starania były długie i wymagały leczenia zdecydowałam się najpierw iść do lekarza aby mnie wcześniej zbadał i ustalił plan działania. Wizyta w styczniu więc już niebawem. A ja dziś 37DC i nie wiem czy czasem nie jestem w ciąży. Panikuje jak jakaś nastolatka...
Zamiast się cieszyc że być może się udało od razu bez długich i ciezkich starań mam jakieś obawy. Miałam ochotę dziś zrobić test ale mam tylko jeden więc zostawię go na jutro rano.
Nie będę się rozpisywać na temat objawów żeby jutro za bardzo się z siebie nie śmiać.
Trzymajcie kciuki. Jak jutro będzie pozytywny będę najszczęśliwsza na świecie ale będę się niesamowicie martwić ale dlaczego na razie nie będę wyjaśniać.
43 dc, 13 dpo (chyba).
Ja już nic nie wiem. Chyba zbankrutuje przez te testy ciążowe.
Wczoraj zrobiłam First response- na początku myślałam ze coś tam widać, ale chyba nic nie było.
Test z Morrisona- kreska była taka słabo słabo widoczna. Taki cień cienia cieniowego.
Dzisiaj powtórzyłam oba testy i nic z first responce. Morrison troszeczkę ale tak na prawdę troszeńkę było bardziej widoczne. Żadnego BFP i nic takiego co bym była pewna żeby zamówić test z krwi. Tego mi tu w UK brakuje, Labolatorium w którym mogłabym zrobić sobie betę kilka razy dla pewności. Tutaj muszę zamawiać z internetu i powieki po kilku dniach mam odpowiedz.
Dzisiaj kupiłam Paskowe Sure Sign, do Morisona nie szlam bo za daleko. Jutro rano powtórka z rozrywki.
Według aplikacji jest 13 dpo, ale z objawów może tez być 7 dpo. Może implantacja była późno????
Za około 6 dni powinien przyjść okres wiec to on chyba wszystko zweryfikuje. Ehh długie te moje cykle ciągną się a ciągną ...
A.,
Xx
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 stycznia 2021, 20:06
Spadł śnieg i mamy mnóstwo frajdy! Codziennie chodzimy na sanki i zjezdzamy z górki. Moja dwójka to uwielbia
ja mam trening i czas spędzony z nimi A oni rodziców i zabawę na wyłączność 
Pola poznała (tzn.zna wcześniej ale nie pamieta) kolegę z którym za pół roku będzie w klasie i codziennie się spotykają. Znam jego mamę że szkoły i podobnie podchodzą do wirusa jak my. Pola uwielbia Grzesia i odwrotnie. Już się nie może doczekać przedszkola więc i my też już jesteśmy na to gotowi. Za miesiąc szykujemy urodziny i wyprawkę:o
Ostatnie dni to dużo zabawy i wygłupów. Ostatnia niedziela była super,bo były sanki,później pizza i Kevin i spacerek na sankach. Jutro T.jedzie na zakupy A pożniej z Pola po pizzę A po sanki:) ja szybki trening na drzemce Olusia 
Oluś też lubi zjeżdżać z górki i jest mega pocieszny. Strasznie lubi wygłupy i dzisiaj aż pękał ze śmiechu tak szalelismy na wieczór. Na szczęście zaraz po butli padł
Prócz tego,że biega i ciągle mi z szafek wszystko wyciąga to dużo mówi,dzisiaj było Daj i Co to jest? Zresztą 'co to "sto razy dziennie to norma
ma mega mimike i idealnie reaguje by wyrazić swoje emocje w danym momencie
pokazuje swoje ucho,oko itp.oraz np.u mnie. Ogólnie dużo potrafi (łowi na magnesy rybki,naśladuje autka,zwierzątka,powtarza sporo po nas). Mogę stwierdzić,że i ruchowo i w każdym aspekcie jest bardzo rozwinięty;) zresztą dwojka dzieci nam się bardzo udała ❤
Józiu,
mam nadzieję, że tam, na górze, jest Ci dobrze 😊 i ciepło! Na ziemi jest dosyć chłodno i mroźno ❄☃️🥶. Zaczynam tęsknić za majowym słońcem ☀. Mam nadzieję, że słuchasz się dziadków oraz babć i dogadujesz się z innymi aniołkami ☺. U nas bez zmian, życie się toczy w miarę normalnie a dni płyną szybko od kiedy wróciłam do pracy. Na początku martwiłam się jak to będzie, że nie będą wiedzieć jak się zachować i będziemy się wzajemnie krępować ale na szczęście jest dobrze. Mam przy sobie koleżankę, która kilka razy była w mojej sytuacji - rozmowa z nią bardzo mi pomaga. Jestem wdzięczna za jej otwartość ❤. Oprócz tego szydełkuję, czytam, zdrowo jem, uczę się i chciałabym wrócić do olejowania włosów ale jakoś opornie mi to idzie. Wiesz, smutno mi... Nie żeby ten stan trwał cały czas od miesiąca, nie. Od czasu do czasu łapie mnie taki humor wieczorem, że chce mi się płakać i robię to. Wyje wtedy wtulona do taty, nie mam pojęcia jak on to znosi ale kochanie wiem, że trafił nam się prawdziwy TWARDZIEL 😍. Smutno mi też wtedy, gdy odwiedzamy Cię na cmentarzu 😞. Ile razy byśmy u Ciebie nie byli, tyle razy mówię tacie ze łzami w oczach, że to nie tak miało być 🥺. Zmieniliśmy wizję tablicy upamiętniającej Twoje przybycie - mam nadzieję, że będziesz zadowolony 🥰. Ech, brakuje nam Ciebie, mały Szkrabie 👼, dziś mielibyśmy koniec 13 tygodnia! 😌
Potrafię rozmawiać o naszej stracie, czuję, że psychicznie jesteśmy "pozbierani". Wiadomo, czasem nachodzą nas chwilę słabości ale wtedy dużo rozmawiamy o Józiu; jakby wyglądał, jaki miałby charakter, co lubiłby robić, kim byłby w przyszłości - to zawsze nas buduje ☺. Nie wiem dlaczego ale jak myślę o nim, to mam wrażenie, że bardziej trzyma z "moim" dziadkiem Józkiem, niż z B. 😅 Pisałam już, że mam obraz w głowie z dzieciństwa - dziadka wśród uli, ubranego w strój pszczelarski, wydobywającego z uli ramki z miodem 🤤 i nawet nie wiem kiedy, podświadomość umieściła mi w tej migawce Józia. Widzę obok dziadka małą, stojącą na palcach istotkę, spoglądającą z zaciekawieniem w głąb ula a najbardziej śmieję się na myśl o tym mega dużym kapeluszu pszczelarskim z siatką na tak małej główce 😂. Niestety "widzę" go od tyłu a tak bardzo bym chciała zobaczyć twarz... Wierzę w to, że mi się w końcu przyśni. 😇
Coś pozytywnego? Nie mam już takiej awersji do dzieci. Nie mogłam się ostatnio oderwać od chrześnicy 😂. Kocham ją od pierwszego wejrzenia a po poronieniu me uczucia do niej zostały wzmocnione... Nie wiem, może przelałam na nią uczucia do Józia? 🤔 Widzę też pewną zmianę w zachowaniu do dzieci, jeśli chodzi o B., jest jakby... Bardziej otwarty? Zainteresowany? 🧐 Problem z kobietami w ciąży jest cięższy ale pracuję nad tym - działa.
Czy jesteśmy gotowi na kolejną ciążę? 🤔
Myślę, że tak. Oficjalnie 1 cykl "nie starań" rozpoczęliśmy wczoraj, choć nie wiem czy się to liczy, bo ginekolog kazał nam odczekać pierwsze 3 miesiączki 😅 a mi zlecił porobić badania hormonalne, mam mieć też u niego monitoringi przed owulacją w celu sprawdzenia, czy jajka rosną jak trzeba 🙏. Tak więc, kolejny intensywny miesiąc w kłuciu i pobieraniu krwi... Później zastanowimy się co dalej - czy zawieszamy jeszcze na jakiś czas, czy nie. Jedno jest pewne - potrzebujemy odpocząć, odprężyć się, może gdzieś wyjechać 😁. Muszę zadbać o nasze diety 😅, może zastosujemy dodatkową suplementację 💊 i poszerzymy diagnostykę 🔍.
Mam dylemat. Jestem w grupie "0" do szczepień. Jeszcze się nie zgłosiłam, bo bije się cały czas z myślami. Na podjęcie decyzji mam jeszcze 4 dni. Mało. Jestem w trakcie diagnostyki immunologicznej. Wyniki będą spływać myślę do końca stycznia. Wyniki póki co względnie ok, chodź część poniżej, a część powyżej normy, inne zgodnie z normami. Pojedyncze nic nie oznaczają, trzeba na to spojrzeć globalnie, a ja immunologiem nie jestem, więc nie będę się mądralic. Jakieś tam podejrzenia mam, ale mimo wszystko to nie moja działka.
Opcje są takie:
1. szczepię się - > idę na umówioną wizyte do immunologa ( koniec stycznia albo drugi termin początek lutego) - > wyniki ok - > robimy transfer w zaplanowanym lutowym terminie.
2. Szczepię się - > wizyta - > wyniki niezadowalające, potrzebna modulacja immunologiczna - > w związku z tym brak możliwości wykonania transferu przyjmując leki z powodu przyjęcia szczepionki, dla bezpieczeństwa trzeba poczekać, cykl, dwa? Tego nie wiem. Zapewne immunolog będzie wiedział.
3. Szczepię się - > wyniki kiepskie - > bez leków i innych dopalaczy i tak przystępujemy do criotranferu ( można, szczepienie nie jest przeciwwskazaniem )
4. Nie szczepię się.... I zajmuje się tym co będzie konieczne, modulacja, bądź nie immunologiczna, criotransfer... I czekam na swoją kolej, licząc że w tzw. międzyczasie zajdę w ciążę i nie trzepnie mnie wtedy korona... Biorąc pod uwagę wiek, brak chorób etc termin szczepienia jakoś jesien/zima 2021.
Maz jest za tym abym się zaszczepila. Twierdzi że jak będzie trzeba odłożyć transfer lub leczenie immuno, to się nic nie stanie, bo i tak 3,5 roku czekamy. Kilka miesięcy nas nie zbawi.
Co tu zrobić, co tu zrobić?
3 miesiące waga 5680
Już minęło 3 miesiące. Z jednej strony szybko ale z innej wolno. Te 3 miesięce dały mi nieżle popalić. Wcześniej macierzyństwo wydawało się być prostsze ale jednak nie jest. W każdym miesiącu uczysz się czegoś niego o dziecku.
Np do miesiąca sam i szybko zasypiał, mogłabym go włożyć do spiworka i było ok. A teraz w żadnym razie bo się wybudzi i klapa. Teraz to muszę go brać i tulić 2-2 godziny by zasnął a potem modlić się by szybko się nie obudził.
Dziś dał mi piękny prezent poszedł spać o 24.40 wstał o 7.00 zjadł i spał do 10.30.
I co zrobiłam spałam korzystałam bo mogę takiej szAnsy nie mieć. Pierwsza noc która odesłałam od tego czasu.
Od wczoraj mały nom stop ślini się i trzyma ręce w buzi. Czy to oznaka poznawania części ciała, a może zaczyna znakować. I teraz trzeba się domyśleć co jest. Od 2 dni marudny. Ogólnie mało śpi, ma sińce pod oczami. Pewnie te kolki go wymęczyly.
A pisząc o nich mam nadzieję że znikną w tym między. Bo mam ich dość.
Ostatnio ciotka przyjechała. Ma odchowanych swoich 4 dzieci i 4 wnuków. Akurat trafiła na kolkę stwierdziła że tak silnego bólu nigdy nie widziała. Ale umiała mu pomóc w 10 min tak go wymasowała że ból ustąpił a on zasnął.
Na brzuszku nie chce leżeć. Do miesiąca starał się ładnie już podnosił. Potem były kolki i nie było jak, potem zaczęłam go kłaść na brzuch to zaraz kółka się pojawiała. A teraz leży i tylko reke gryzie. Nie ma na niego mocnych.
Pisząc to korzystam z okazji usypiając go liczę że pospi do tej 5.
Mam nadzieję że ten zły czas odejdzie a będzie tylko lepszy.
Dziewczyny za waszą namową będę badać KIRy!
Od początku... Wizyta u Paśnika pod koniec lutego. W międzyczasie postanowiłam zasięgnąć porady innego, niemieckiego immunologa. Poprosiliśmy naszą klinikę o skierowanie do poradni immunologicznej, która zajmuję się leczeniem niepłodności. Dzięki temu nie będziemy musieli płacić za większość badań. Przychodnia znajduję się w południowych Niemczech, a że mają pacjentów z wielu krajów, pracują głównie online co mnie bardzo ucieszyło, że nie musimy jechać setki kilometrów na badania. Tydzień temu wysłałam owej pani dr wszystkie badania jaki posiadam do tej pory. Wczoraj przyszłam paczuszka w której są rurki na krew dla mnie 11 szt dla męża 6. Mamy pójść do lekarza rodzinnego na pobranie krwi i odesłać paczuszkę z krwią expresem. Na wyniki czeka się kilka tygodni, po czym umawia się na rozmowę online z panią dr i wdraża leki. Sama jestem ciekawa co z tego wyniknie...
Zgłosiłam się do immunologa głównie za waszą namową 
10+2 53,6 kg
19 miesięcy + 4 dni waga 12,2 kg
Czas leci bardzo szybko.
Staram się bardzo mało myśleć o ciąży. Mniej przeżywać. Praca , dom, Piotruś. Czasem mi brakuje czasu, nie mam kiedy odpocząć.
Chodzę teraz do lekarza z poza kliniki. Dokładnie USG robi jestem zadowolona.
Oczywiście nadal się boję to dopiero 10 tc a wiadomo różnie to może być. Wiek ciąży zgadza się z procedurą ivf. Czyli maluszek dogonił te 4 dni, już poprzednim razem tak było. Leki czyli estrofem , progesteron, encorton, accofil będę brać do 12 tc potem będę schodzić z dawek. Ostatnio pisałam do Paśnika że chce brać accofil jak ostatnio do 12 tc , bo wtedy chciał abym do 9 brała, sam stwierdził że bierzemy do skonczonego 12 więc jestem spokojna... Z dawki 1/3 biorę 1/4 tak sobie wykalkulowalam i jest ok.. ostatnio przez te upały jestem słaba, pocę się brakuje mi sił. Klimy w pracy nie chce włæczac bo jeszcze mnie zacuguje. Pod tą stronę będzie coraz gorzej. Muszę uważać na słońce aby jeszcze uczulenia nie dostać, a odczuwać się w ciąży nie mozna. Stale coś.
Z Piotrusiem wychodzimy na plac zabaw po mału chce by poznawał dzieci. Szkoda tylko że najwięcej przychodzi w wieku od 3 lat. A tacy nie da zbytnio zainteresowani. Piotruś bardzo lubi się bawić w piasku. Czasem wyjdziemy na spacer w wózku ale mniej bo nie lubi zbytnio już. Stary czasem też z nami wyjdzie wtedy on już go pilnuje. Staram się go mniej dźwigać, bo wtedy zaczyna mnie brzuch boleć.
Wściekła jestem na starego, rozpuszczają go pozwala go na wiele rzeczy. Raz posadził.go na parapecie i od tej pory. Wchodzi na krzesło i parapet, potem grzebanie w wodzie. Byłam u siostry chwila moment a ten w łazience i już pomoczony. Nie da rady mu przetłumaczyc źle źle go uczy. Twierdzi że matka mu zabraniała pol rzeczy i chce aby Piotruś nie miał tak. Czasem z chęcią bym go wywaliła z domu. Bo jego pomysły są okropne. Jak Piotruś się wkurzy to ugryzie, wiele dzieci tak robi..A ten już że to po nim, bo on gryzł dzieci. Taaa jak mamusia pozwalala to tak jest. Faceci są okropni, naprawdę. Wyslac ich w kosmos...
Dobrze że mój od dziś poszedł do pracy, zmienił.prace na inną lepiej płatną. Może wtedy przestanie wymyślać głupoty bo 3 tyg wolnego doprowadziło że się tylko kłóciliśmy. Wczoraj też była mega kłótnia. W środę babci upadł na dworzu Piotruś, na wieczór był marudny. Dopiero w czwartek rano wyszła opuchlizna na ręku. Nie wiadomo było czy to złamanie czy to tylko spuchnięcie. Mój oczywiście fochy , mamę powyzywal. W domu mi się użalała. Wyszłam z pracy pojechaliśmy na SOR, na szczęście było tylko stłuczenie..smarowanie kilka razy maścią i opuchlizna znika. A z moim tak się pokłóciłam.ze powiedziałam jak ci się nie podoba to wyp.. z mojego domu. Nie pozwolę na takie traktowanie... Jak taki mądry niech siedzi on albo jego mamusia z Piotrusiem, całe dnie to wtedy pogadamy. Ogólnie jestem.osoba spokojna ale wtedy wyszłam.z siebie. Wkoncu zobaczył że taka miła.i.dobra.nie jestem. Czekam na ten moment kiedy przy nim coś się stanie.
Czasem myślę czy dam radę z 2 dzieci tym bardziej że Piotruś to wielki jeden wulkan. Nie usiedzi, stale coś musi robić. Nawet nie da rady przy nim odpocząć. Myślałam aby dać go do żłobka ale mama twierdzi że sensu teraz nie ma , będzie chorował do tego za jakieś 2 miesiące pójdę na L4. A za rok jak się uda dostać to będzie przedszkole.
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 maja 2022, 10:53
Jak jest z Cudem na świecie? Inaczej.
Zacznijmy od początku. W szpitalu z soboty na niedziele miałam lekkie załamanie nerwowe, szybka reakcja lekarzy i udało się wszystko opanować. Pozwolili także aby M był u mnie większość niedzieli choć odwiedziny były między 16-18.. natłok myśli sprawił,że nie potrafiłam skę uspokoić,wyciszyć łez, ciśnienie podskoczyło wysoko... nie potrafiłam przestać myśleć o tym ile mnie ominęło,ile straciłam,ile musiałam przejść,aby znaleźć się w miejscu, w którym jestem obecnie...gdy patrzyłam na małego łzy leciały mi ciurkiem,że przecież powinien mieć 3 cudowne siostry,które by czekały za nim w domku...siostry,które by go kochały,bawiły się z nim opiekowały...ale wiem,że one nad nim czuwają, są przy nim i nie pozwolą,aby stało się cokolwiek złego... wiedziałam,że ten stan załamania mnie nie ominie i dzisiaj cieszę się,że stało się to w szpitalu, a nie w domu...
W poniedziałek opuściliśmy szpital. Co czułam? Niedowierzanie
dzisiaj jesteśmy już w domku, uczymy się siebie nawzajem..Bartuśpóki co jest z tych grzeczniejszych dzieci..wczoraj bolał go brzuszek, więc trochę popłakiwał,ale tak jest naprawdę cudownym chłopcem ❤
Walczę z laktacją,ale....nie karmię piersią i nawet nie przystawiam. Nie czuję tej magii bliskości i nie będę się zmuszała..odciągam mleko laktatorem i mały pije z butelki. Mama zadowolona i mały nakedzony ku niezadowoleniu położnej,która wnet zmusza mnie do karmienia piersią. Nikt nie będzie mnie zmuszał do czegoś czego robić po prostu nie chcę.
Dzisiaj pierwszy raz od naprawde długiego czasu włożyłam stopę w kapcia! Jakie to cudowne uczucie! Opuchlizna w końcu zaczęła schodzić i wracam do"normalności", wszystkie posterydowe krosty także powoli zanikają
Bartuś pozdrawia wszystkie e-ciocie ❤
Drogi pamiętniku!
Dawno mnie tu nie było. Miałam parę momentów w których chciałam coś napisać , ale ostatecznie nic nie pisałam. Czy jest jakaś aktualizacja ? Małż zrobił wyniki nasienia, morfologia 4% więc chyba nie ma źle. Jedyne co to ruchliwość może mała, ale zwalam to na to, że abstynencji mieliśmy 7 dni wtedy więc podejrzewam, że jest ciut lepiej. Czyli w sumie to jednak 100%moja wina, że jest jak jest. Mam zamiar ogarnąć tyłek w tym roku i przynajmniej przez 6/7 miesięcy jeść z nikim indeksem IG + nie pić alkoholu. Ogólnie to dziś 25DC , czy była owulacja to się dowiem jutro bo idę na badanie progesteronu. Ale podejrzewam, że nie było. Więc cykl uważam że stracony. Ale też czemu się dziwić ? W grudniu jadłam słodycze jak świnia i popijałam drinkami. Więc też nie czaruje się za bardzo. Ale wiadomo ze myśli to mnie nie opuszczają. Chciałabym już wiosnę!
Witam was w 2021 !!
Miejmy nadzieje, że w tym roku skończy się cały cyrk pandemiczny, kwarantanny i maskowanie twarzy i żeby lekarze przestali się bać pacjentów.. nowy rok, stara ja...
Chciałabym zgubić pare kilo (10) z 60 na 50 przy wzroście 152, póki co zostaje przy ,,chciałabym”.
Czekam na jutro, czy przyjdzie @, oczywiście ze nie chciałabym aby przyszła.. ale mój horoskop powiedział ze w październiku urodzę.. także tego.. nigdy tego nie biorę na serio, ale przesłuchałam 3 i wszystko były bardzo podobne.. ale zejdźmy na ziemie 😁
W lutym na uuuuuurlop ❤️ Polsko cały miesiąc będę z tobą ❤️ Cieszę się bardzo.
Chyba będę musiała odwiedzić psychologa i ja i mąż.. tak dla własnego zdrowia psychicznego, odcięcia przeszłości gruba kreska, odblokowanie umysłu z negatywnych emocji.. zebrało się ich z czasów nastolatki.
Ostatnio miałam małe rozchwianie humorystyczne, czuje wewnętrznie ze mam wszystko gdzieś, znieczulenie na sytuacje wkoło, ale za chwile cieszę się, wszystko jest wporzadku, jednak przechodzi po krótkim czasie, czuje ze się troszkę pogubiłam sama w sobie, nie wiem dlaczego. Czuje ze coś się dzieje.. czuje się jak dwa lata temu, kiedy potrzebowałam całkowitej zmiany w życiu, odcięcia się. Czuje teraz chęć zmiany, ale muszę się odnaleźć aby nie zrobić błędu.
Cierpliwość.... myślałam, ze może trochę starania pomogą mi w tym żeby tej wartościowej cechy charakteru nabyć... ale otóż niestety chyba do końca to się nie udało... miałam czekać wytrwale do wizyty (4-ry tygodnie), ale po niecałych 2 zaczęły mnie nachodzić czarne myśli... a jedyna opcja żeby je przegonić jest wcześniejsza wizyta... dlatego tez gdy zwolnił się termin chętnie go przejęłam... 😂 i tak sobie mysle może dalej pójdzie mi jednak trochę lepiej z tym czekaniem... i mam nadzieje, ze to jednorazowy taki mój wyskok... nie dzieje się nic niepokojącego. Nie mam plamien, jakiś boli, czuje się nadal bardzo dobrze a i tak spanikowałam i wcześniej ide do lekarza... no cóż nic na to chyba nie poradzę teraz już... ale na przyszłość obiecuje mocne postanowienie poprawy w wytrwaniu w czekaniu...
Czuje się psychicznie w takim rozkroku, z jednej strony mam ochotę skakać pod sufit i wszystkim powiedzieć, ze się udało, ze jest, ze będzie Dzidziuś, ze w końcu jestem w ciąży! A z drugiej mam świadomość, ze jeszcze jest na tyle wcześnie 9-ty tydzień (8+4), ze wszystko może się zdarzyć... ze jeszcze jesteśmy w takiej zagrożonej strefie i poki co lepiej przezywać to w bardzo małym gronie... chociaż moja Mama która wie, ze sie udalo i tez wie, ze było ciężko i musieliśmy się najpierw starać, robi już podchody żebyśmy oznajmili całej rodzinie.. ale my jeszcze nie chcemy... bo ja jednak czuje ze jedna noga jestem w ciąży a jedna noga dalej w staraniach... dobrze, ze mam jeszcze wizytę u mojej Pani Psycholog, to może mnie poprowadzi tak, ze będzie mi łatwiej... ostatnio tez dowiedziałam się o 2 ciążach wśród znajomych- obie terminy porodów miesiąc przede mną, generalnie się ciesze, ale i tak było takie dziwne uczucie, jak zawsze... ale przecież już nie mogę zapytać „dlaczego nie ja?” Bo „ja tez”! Ale słowem nie wspomniałam... moze po pierwszych badaniach prenatalnych albo w drugim trymestrze będzie mi łatwiej w to wszystko uwierzyć.. poki co jest szczęście przeplatane niedowierzaniem i tez strachem.. ale staram się jak mogę myśleć pozytywnie! Mąż smaruje dzielnie mi brzuszek i mówi do niego... zreszta ja czasem nieśmiało tez.. staram sie tez być spokojna żeby dzidziuś czuł się dobrze! Nasz Cudzie zostań z nami! A dzisiaj się widzimy w trójeczke i tej myśli się trzymam! ❤️❤️
Edit: U nas wszystko dobrze uff 😍😍 Mąż mógł tez zobaczyć serduszko, 8 szczęśliwych tygodni za nami! Oby dalej było tylko dobrze! Następna wizyta za 3 tygodnie - moje postanowienie wytrwać cierpliwie!
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 stycznia 2021, 19:34
Cześć dziewczyny. Wita się z wami dziewczyna po drugim poronieniu... poronienie zatrzymane tym razem do kolekcji, serduszko już było, słyszałam je.. tak się cieszyliśmy.
Dzis będzie krótko, bo doszło do tego, ze muszę się ukrywać z forum i googlowaniem na temat ciąży i poronień przed mężem... No cóż, uważa, ze oszalałam, całkiem możliwe...
Dziewczyny, badania hormonalne w normie, tarczyca w normie (wszystkie hormony tarczycowe, tez przeciwciała, zrobione tez usg), kariotypy ok!!! I teraz badania na trombofilie wrodzona... tu mamy problem: niedobór białka z. Tak, białka z, dziwne, ale w Polsce tego nie badają, a tu mi wyszedł niedobór i mam zalecenia na acard podczas starań i heparynę od pozytywnego testu... do ostatniego cyklu myślałam, ze mam przyczynę i ze się uda, ale w dniu urodzin mojego męża zrobiłam w 10 dni po test ciążowy...blada kreska w czasie, która niestety nie ciemniala w kolejnych dniach, a na końcu przyszedł normalnie okres... ciąża biochemiczna? Może... No i co? Tak się zdarza, czy mam jeszcze inne problemy? Odwaliło mi na punkcie immunologii... dziewczyny, co myslicie? Stresować się tym? Oczywiście już się stresuje... czy kiedyś w końcu uda się i urodzę dziecko?
10cs po cp, 7dpo
Ostatni czas to jakaś tragedia. Jesteśmy załamani problemami z psiakiem i odbija się to na nas okropnie. Zdecydowaliśmy, że nie zrobimy mu badania. Weterynarz stwierdził, że i tak nie nadaje się do leczenia chirurgicznego, więc nic w leczeniu nie zmienimy. Nie będę dla samej diagnostyki ryzykować jego życia. Chcemy jeszcze zasięgnąć jednej opinii, chociaż mamy świadomość, że wiele już się nie zrobi. Postanowiliśmy, że dopóki pies biega, je i domaga się głaskania to zostawiamy go w spokoju (leki oczywiście będziemy dawać). Nie wiem ile mu zostało, ale dopóki nie cierpi to nie dam go uśpić.
Wczoraj odebraliśmy połowę wyników badań nasienia. Poprawa po suplach bardzo delikatna, więc podejrzewam, że nie dieta jest problemem, tylko genetyka albo choroby. W piątek najważniejsze wyniki czyli fragmentacja. Jeśli będzie beznadziejna to zaczynam się szykować do in vitro. A propos właśnie odebrałam z paczkomatu "In vitro Rozmowy intymne" napisaną przez Małgorzatę Rozenek-Majdan. Strasznie jestem ciekawa tej książki. Przy moich staraniach czytałam "Nadzieja na nowe życie. Poradnik dla marzących o dziecku" ale czułam, że in vitro autorki potraktowały jak zło konieczne, coś co lepiej zostawić w spokoju i nie próbować. Czuję, że ta książka bardziej do mnie przemówi.
Niech ten styczeń jak najszybciej minie, bo jest dla nas okropny.
Minął kolejny rok.... minął 2021....
Minęło ponad 7 lat starań o cud
W święta została przełamana upiorna cisza, cierpliwie czekałam, aż mąż sam coś wykrztusi, aż w końcu zażegnamy kryzys..... Oddalaliśmy się od siebie.... żyliśmy jakby ze sobą ale całkiem obok....
Świąt nie obchodziliśmy.... to zostało cicho postanowione zaraz po poronieniu.... Nie chcieliśmy sztucznie udawać szczęścia siedząc przy rodzinnym wigilijnym stole, dzieląc się opłatkiem.... Postanowiliśmy, że te święta spędzimy sami, w spokoju, bez świątecznych emocji, że sami w dwójkę odpoczniemy od tego wszystkiego.... Jednak cisza i kryzys troszkę skomplikował plany.... W wigilię nie wytrzymałam..... zasiadłam do butelki czerwonego wina i zaczęłam pisać list.... Miał być ujściem moich myśli i emocji, list miał zostać spalony. Tak się nie stało... Został w płaczu wykrzyczany mężowi.... Cisza została przełamana, za bardzo mnie to bolało.... Jak już wszystko z siebie wyrzuciłam, to w płaczu zaczął mąż...... Potrzebowaliśmy tej wojny.... Potrzebowaliśmy sobie pokrzyczeć, popłakać i powyrzucać sobie wszystko, żeby nasz związek wrócił na właściwe tory.
Wróciła, miłość, namiętność, nowy plan na życie. Wrócił ten żar, za którym tak cholernie tęskniłam.... Wrócił mój kochany wariat, bez którego życie zaczęło się rozpadać na kawałeczki.
W święta zły czar prysł i znowu było jak dawniej, mąż przywykł do myśli, że badania są kiepskie, ale że da się to naprawić, jest świadomy, że będzie nam cholernie ciężko zajść w ciążę ale nie jest to niemożliwe..... Znowu żyjemy jak gdyby nigdy nic....
Minęły święta, przyszedł nowy rok....
Sylwestra spędziliśmy sami, było nam ciepło, namiętnie a tuż po północy były życzenia..... "Kochanie oby ten rok był ostatnim, jak jesteśmy sami" i tak walczymy dalej....
Dziecko..... nie stało się tematem codziennych rozmów, nie stało się też tematem tabu.... Myślimy o nim, chcemy je ale nie ma już w nas tego napięcia, tej walki i parcia na szkło.... Będzie to będzie a jak nie? to tego jeszcze nie wiemy.... jak na razie walczymy dalej....
W pracy wszystko się układa, minął kolejny miesiąc jak tam pracuję. Czas leci zdecydowanie za szybko.... Mam wrażenie, że pracuję tam dopiero kilka tygodni, wszyscy znają mnie już na tyle dobrze, że wiedzą kiedy coś mnie gryzie, wtedy rozumieją, nie wypytują ale są otwarte na wsparcie i żeby wysłuchać...
14.01 o 10 kolejna wizyta u gina, miała być w grudniu ale moja pani doktor nie przyjmuje, w styczniu też więc idę do innego lekarza, może spojrzy na mój na nasz problem tak jak poprzednia pani doktor... Oby, bo mam już dosyć czekania, mam już dosyć wysłuchiwania, że jestem młoda jeszcze mam czas.... Zostaje mi tego czasu coraz mniej.... Miałam inne plany i marzenia, inaczej miało to wyglądać.... dzisiaj miałam być szczęśliwą mamą minimum dwójki małych łobuzów, a jestem mamą aniołka....
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 stycznia 2022, 15:14
Niestety ciąża biochemiczna 😢
Dzisiejsza beta 16 dpo 48,9 mlU/ml 😢
Mam odstawić duphaston i czekać na @.
W kolejnym cyklu zwiększamy dawkę Clostylbegytu na 2x1 2-6dc, ponieważ na jednej tabletce w aktualnym cyklu była za słaba komórka.
15 dc
Wczoraj wyniki
Lh - 6,57
Estradol 188
Tsh 0, 953
Test owulacyjny wvzoraj juz ciemniejszy mysle ze na week owulacja moze byc mam nadzieje 🍀
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.