No to naraziw plany z mlekiem modyfikowanym legły w gruzach spróbuję za kilka dni bo niestety zwrocila cala zawartość mleka coś było z bim nie tak albo mala czegoś nie toleruje strachu się najadlam
bo mało się nie udusiła przez te wymioty dobrze ze byłam obok.
Bylysmy dzisiaj u lekarza dostała przepisane żelazo wit c i wir b12 do pobrania mamy na jutro mocz ( nawet nie wiem jak to zrobić ?) Za miesiąc ponowne badania krwi i szczepienia moje plus Hanii będą 3 wkłucia no to będzie jazda bo ona jest bardzo wraxliwa na to ... i drze się strasznie.
Z dobrych wiadomości mala zaczwla chwytać grzechotki staram się juz nie śledzić losow innych dzieciaków zeby nie popaść w jakiś dół oczywiście usłyszałam że mało przybrala jak na tydzień 100 g no ale co ja zrobię wybudzam w nocy ja za dwa sni spróbuję ponownie podać mm jakby zaakceptowała to super by było
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 lipca 2021, 11:51
1 rok i 9 dni 😱
Malineczko Calineczko Ma Najdroższa!
Skończyłaś Roczek! Życzymy Ci z Tatą, byś zachwycała się światem, tak jak zachwycasz się teraz, każdego dnia! By otaczali Cię dobrzy ludzie, byś nie straciła swojej wiary i ufności, byś była szczęśliwa i żyła w zdrowiu. ❤️️❤️️❤️️ Rośnij, rozrabiaj, poznawaj świat, odkrywaj go, odkrywaj nas, odkrywaj siebie. Mnóstwo całusków i tulasków.
Kochamy Cię najbardziej na świecie, zmieniłaś nas, zmieniłaś nasz świat. Te chwile, w których jesteśmy razem, razem spacerujemy, razem budujemy, śpiewamy, tańczymy, gramy, to ulotne momenty, w których robimy oczami i uszami "cyk" i dokładamy do kolekcji najlepszych wspomnień.
Minął ponad rok od porodu. O mamuniu. Jak to zleciało. Jesień, zima, wiosna, lato i znów jesień. Gondola, chusta, spacerówka. Leżenie na plecach, na brzuchu, trzęsienie nóżkami, rączkami, delikatne pełzanie, szybkie pełzanie, czworakowanie, chodzenie przy meblach, "pływanie" z nami w basenie. Karmienie Jej na 4 ręce, nauka karmienia piersią, te małe usteczka przystawiające się, a teraz 6 zębów i jak ma ochotę, to próbuje mnie rozebrać i dostać się do piersi sama. Wciąga kilka miseczek zupy, dokładki owoców i warzyw, innych posiłków zwykle też. Oczka patrzące, nie wiadomo, co widzące, nie potrafiące się skupić, a teraz śmiejące się, płaczące, kochające, skupione na zabawie, na jedzeniu. Rączki tak bardzo chcące się przytulać, a teraz, no jak chce to się przytuli, a jak nie, to w tył zwrot i sama schodzi. Śpiące najpierw tylko z nami i nas nas, a teraz zdarza się, że zje, odwraca się i śpi 😱 Czasem czujemy się jej niepotrzebni, bo jest taka samodzielna. Zrobiliśmy imprezę roczkową, dmuchaliśmy świeczkę, były balony
Na razie nie myślimy o powrocie po rodzeństwo. Zobaczymy, co przyniesie życie. Jedyne, czego chcemy to zdrowie dla wszystkich naszych najbliższych.
Trzymam kciuki za Wszystkie Staraczki 💜
Miałam aktualniejszą wiedzę niż lekarka 🤦🏼♀️
Dostałam opierdziel za to, że jestem na stymulacji Clostylbegytem podczas KP, bo przenika do pokarmu i oddziaływuje hormonalnie na dziecko. To mówię jej, że mam przyjaciółkę farmaceutke i Clo nie przenika do pokarmu, a ta dalej swoje, że przenika, a ja, że nie 🤣
Dostałam opierdziel za stosowanie estrofemu na pogrubienie endometrium, bo ona nie zaleca.
A w ogóle całe niepowodzenie stymulacji, to wina mojego KP!
I że mam na pewno wywaloną w kosmos prolaktyne!
Tłumacze jej, ze po 11 miesiącach KP prolaktyna jest w normie i że wywalona w kosmos jest na początku KP zanim się laktacja ustabilizuje.
Kazała mi już dzisiaj natychmiast odstawić Florke. Powiedziałam jej, że mamy raptem 2 karmienia w nocy i odstawić ją mogę w poniedziałek. A ta, że dlaczego dopiero w poniedziałek? Powinnam już, natychmiast! Mówię wiec, że mamy lot samolotem na weekend i wole mieć cyca w zanadrzu, bo nie wiem jak dziecko zareaguje na tą podróż. To opierdzielila mnie, że dla dobra dziecka powinnam ją odstawić dzisiaj 🤦🏼♀️
Po prostu cycki mi opadły…
Mam 2 pecherzyki 21 i 17 mm, endo 6 mm. 🥴
Kazała dzisiaj wieczorem lub jutro rano podać ovitrelle i monitoring mam w poniedziałek żeby sprawdzić czy wszystko pękło 😬
16dc - 2 cykl po stracie
Siknęłam na owulaka, już jest całkiem dobra kreska, ale to jeszcze nie to 😉 wiem, że się zbliża, zwykle jest koło 20 dnia, trochę późno ale taki mój urok 😊
W badaniach wyszło, że mam mutacje genu protrombiny, hetero. Hmm czy to oznacza heparynę przez całą kolejną ciążę? Pewnie dowiem się przy jakiejś najbliższej wizycie.
Za dwa miesiące będziemy "działać" 😀
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 lipca 2021, 20:33
Dużo negatywnych emocji było u mnie ostatnio... Jakoś te końcówki cyklu rozwalają mnie psychicznie na maxa 😕
A dziś 5dc (29 cs!!! 😳) jestem ponownie wyciszona i spokojna. Czekam na to, co przyniesie los... Mimo kilku komplikacji otrzymałam potwierdzenie od Doktorka, że mam brać ponownie Clo i w poniedziałek zaklepac szybki monitoring - mam nadzieję, że owulacja nie będzie znowu taka ekspresowa i uda się podejść do 3 inseminacji.
Po niej mamy zaplanowane urlop 🏝️
Dlatego w tym miesiącu nie mierze temperatury, nie udostępniam wykresu (i tak na nim nic nie ma) a na wyjeździe planuje całkowicie wyłączyć wątek "starania się".
Mąż jest bardzo zadowolony z mojej dojrzałej postawy, ale zobaczymy czy (albo ile) będę w stanie wytrzymać bez forum
Minęło wiele miesięcy od ostatniego wpisu ale czuję się dziś tak podle że muszę gdzieś przelać swoje emocje.
Czuję się dziś źle. Jestem przed okresem, myślę że to w dużej mierze jego zasługa. Czuję dziś że za wiele w życiu nie osiągnęłam. Mam 29 lat więc młodość już za sobą, młodość którą od początku przeznaczyłam na małżeństwo i w późniejszym czasie na dzieci. W tym roku będzie już 9 lat po ślubie. Mam dwójkę dziewczynek które czasem tak mnie wkurzają że mam ochotę złożyć reklamacje. Mam ciało które nie wygląda tak jak kiedyś, które jest za duże, z za dużą ilością celulitu i z za długimi cyckami. Ciało w którym źle się czuje. Mam górę domu który nie jest mój, w którym nie mam za dużo do rządzenia ale mam bałagan który narasta z prędkością światła. Wszędzie mam zabawki, dziewczynki gdzie staną, tam coś odłożą. Mam wiele, ale wszystko widzę w czarnych barwach. Ostatnio ciężko znaleźć mi pozytyw, dzieci denerwują mnie pod byle pretekstem a ja czuję że zmarnowałam swoje życie i marnuje ich.
Niewiele mnie cieszy, wiele rzeczy dołuje.
Najgorsze jest to że nie mam kogoś, z kim mogłabym szczerze o tym pogadać. Kogoś kto chętnie by mnie wysłuchał. Czasem mam wrażenie że obracam się wśród ludzi pochłoniętymi swoimi problemami, nie dostrzegających problemów innych. Egoistami którzy nic nie zrobią bezinteresownie. Po prostu z dobrego serca.
Dziś mam smutny dzień, choć codziennie dziękuję Bogu za to że dał mi wspaniałego męża i dwie śliczne, zdrowe córeczki.
Dziś nie mam komu się wypłakać, topię smutki w internecie.
Oby jutro było lepiej.
w poniedziałek mój miał badanie nasienia.. bałam sie ich naszczescie okej morfologia troche spadla no ale nadal w normie.
koncentracja 33 >15 mln/ml
całkowita liczba 95,70> 39 mln/ejakulat
ruch postępowy 34% > 32%
ruch cakowity 56% > 40%
żywotność 82% > 58%
plemniki o prawidłowej budowie 4% > 4%
ja zbadałam sobie 17 ohp i dheaso4 na pierwszy wynik czekam a drugi niestety nadal ponad norme 
to mój ostatni cykl stymuoloowany lamettą przed inseminacją. trzeba dać organizmowi odpocząć 
19 lipca mam wizyte u mojego doktora i zobaczymy co powie na dalszy plan ktory ulozylam sobie w glowie...
Dziś 3 dc i 1 dzień stymulacji. Boję się tych zastrzyków, tzn tego, że nie poradzę sobie z nimi. Dostałam mensinorm 75 jednostek, gonal f 150 jednostek i do tego encorton 10 mg. W przyszły czwartek pierwsze usg żeby podejrzeć 🥚🥚
Tymczasem umieram z bólu głowy. Trzyma mnie już drugi dzień. Od tego mam mdłości i zawroty głowy. Niestety znow czuję sztywność szczęki. Wzięłam proszki, robię zimne okłady ale nic nie przynosi ulgi.
Jestem przerażona tym, że stymulacja może nasilić bóle głowy i trzeba uważać na leki. Nie wiem jak to zniosę skoro już teraz gryzę ściany 😢
Edit. Podanie zastrzyków po raz pierwszy poszło kiepsko i długo trwało całe przygotowanie. Nawet polały się łzy z nerwów, bo wylało mi się trochę jednego leku. Mam nadzieję, że to nie zaważy na całości stymulacji. Myślę, że jutro będzie lepiej. Grunt, że zaczęłam i pierwszy dzień za mną 👍
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lipca 2021, 21:28
Czasami sie zastanawiam, czy jak pochodzę jeszcze trochę po różnych lekarzach, to w końcu coś znajdę, albo sobie wmówie ze coś mam...
Dzisiaj pozytywnie - 1dc usłyszałam ze mam torbiel endometrialna... na dzisiaj, 10dc torbiel się całkowicie wchlonela...
Czasami nadal przychodzą myśli jakby wyglądało nasze życie gdyby... 😭
Miałabyś 5 miesięcy... czasami sobie wyobrażam ze się do mnie uśmiechasz... wiem że to robisz, mimo ze nie mogę tego zobaczyć...
Dla Ciebie próbuje nauczyć się normalnego życia, myślę, zw już nie chcesz oglądać moich łez... tyle ich juz wylalam... że gdyby moje łzy mogły zmienić cokolwiek z wszystko byłoby inaczej... A tak zostaje mi tylko wyobrażenie szczęścia...
Po 8 miesiącach od najgorszych dni w moim życiu na pewno jest inaczej... myślę ze czas pozwolił mi już przyzwyczaić się do życia bez Ciebie... mimo ze nadal jest mi cholernie ciężko każdego dnia, nauczyłam się zyc między ludźmi... czasami niektórzy mówią coś, oczywiście bez zastanowienia, co strasznie boli, ale też nauczyłam się udawać, ze to nic...
Dzisiaj wzięłam pierwszy zastrzyk gonapeptyl... poczułam tak wielki strach. Że to ma w tym miesiącu się okazać czy moje komórki są w ogóle zdolne do zapłodnienia. Czy przetrwają.
Po ostatnim wyjściu z kliniki mąż zdrowo mnie opieprzył, wręcz nakrzyczał. Powiedział, że koniec z wielkim jączeniem, że będzie źle, że mam się nastawić pozytywnie, że wszystko będzie dobrze. Zakazał czytać internety i ban na wszelkie fora.
Próbowałam się nastawić, ale nie potrafię. Mam po prostu przeczucie, że dobrze nie będzie i boję się rozczarowania. Już obronnie nastawiam głowę, że świat się nie zawali jak nie wyjdzie, że będziemy żyć bez dzieci. Nie potrafię uwierzyć, że z tak zaawansowaną endometriozą i jeszcze teraz z insulinoopornością moje komórki będą coś warte. Ja już tutaj wcześniej się dużo naczytałam. Może i za dużo właśnie.
Budziłam się ze strachem, że nie będę dobrą matką. Może dlatego nie mogłam zajść, bo się do tego nie nadaje. W swoim życiu słyszałam kilka razy, że jestem zimna, sama wiem, że nie potrafię okazywać uczuć. Mój mąż twierdzi, że to po mamie, że Ona taka jest. Jednak koniec końców myślę, że skoro z mężem mi wychodzi, to w tym przypadku też bym sobie poradziła.
Mój mąż żyje w przekonaniu, że in vitro=dziecko. Bardzo przeżywa co będzie jeśli zostanie nam 6 zarodków. Rozczula mnie to, lekko rozbawia i śmieje się wtedy, że zrobimy trzy pokoje dziecięce i do każdego wstawiamy łóżka piętrowe, że jakoś się pomieścimy. Trochę ta jego naiwność daje mi siłę, że to On może tak mocno wierzy, że tej wiary starczy na nas dwoje.
Postanowiliśmy, że nikomu nie mówimy, że podchodzimy do in vitro. Dlatego też nikt nie wie o moich odciętych jajowodach. Stwierdziliśmy, że miejscowość, w której mieszkamy nie jest na to gotowa. Jest za mała, nie chcę, żeby dziecko miało w razie czego problemy w przedszkolu. Bo dzieci nie są złe, ale niektórzy rodzice to idioci. Decyzje podjęłam po tym jak ciocia zadzwoniła do mojej mamy z nowiną "a wiesz, że Ci Wasi nowi sąsiedzi z naprzeciwka to są bliźniaki z in vitro"? Nie chcę robić tu takiej sensacji.
Za 10 dni wizyta podglądowa usg, boję się cholernie.
Schudłam 7kg. Metformina chyba działa.
Dzisiaj monitoring w 19 dc.
Okazało się, że żaden z pęcherzyków nie pękł po podaniu w piątek o 14:45 Ovitrelle 😢
Dostałam receptę na kolejny zastrzyk na pęknięcie i zrobiłam go przed chwilą o 21:00.
Endometrium urosło przez weekend na 9 mm 💜
W piątek o 19:00 kolejny monitoring 🤞🏻
Dziś jest 15 DC na monitoringu pęcherzyk w prawym(drożnym😁)jajniku 20,32 mm Endo 12,99 mm czekamy do środy by pęcherzyk sam pękł jak nie w środę USG i zastrzyk ovitrelle.jest plan jest nadzieję. Dziś działamy z małżem do tego żel conceive.
4dc
Panicznie boje się…
Od 5 lat panicznie boje się że nie zostanę mamą a od prawie 2 lat ten strach jest uzasadniony…
Bałam się zacząć starać o dziecko bo coś będzie nie tak
Bałam się iść do ginekologa na potwierdzenie owulacji
Bałam się że być może coś jest nie tak z nasieniem męża
Bałam się zrobić pierwszy test ciążowy
Bałam się wziąć Duphaston
Bałam się zrobić zrobić zastrzyk Ovitrelle
Bałam się gdy przed okresem zaczynałam czuć znajomy ból
Bałam się badań progesteronu i prolaktyny
Bałam się iść na HSG
Bałam się wziąć Aromka
Bałam się że nie mam owulacji
Bałam się iść do szpitala na laparoskopię
Bałam się zrobić badanie AMH
Czy kiedyś strach mnie opuści? Czy będzie normalnie?
Amh 3,1. Nie wiem co to znaczy ale ucieszyłam się, że nie 0 🤷♀️
To jak z jest koniec... Los po raz kolejny ze mnie boleśnie zadrwił...
Przedwczoraj, 6dpt.
Co mnie podkusiko? Mogłam poczekać i żyć sobie jeszcze w szczęściu... Mimo, że miałam bardzo źle przeczucia, że przestałam mieć bóle miesiączkowe i przestały mnie boleć cycki, poszłam zrobić betę. Wiedziałam, że się nie uda. Nie mogłam poczekać do 06.07 kiedy to i tak muszę zrobić dla kliniki?
Jak dostałam SMS, nie potrafiłam się zalogować do aplikacji. Musiałam podać swoje PESEL, a ja z nerwów chyba z 10 razy próbowałam przez maila się zalogować... Wiedziałam, co tam zobacze, jednak jakaś cząstka mnie jeszcze wierzyła...
Wyrok. Beta <0,1
Wiecie co jest najgorsze? Ze mąż jeszcze wierzy, że czyta w necie, że zarodek zagnieżdża się do 5 dni, od 6 zaczyna być produkowane HCG, że mogło nie wyjść. I on wierzy, że badanie wykonane zostało za szybko, że się udało...
A ja wiem, że to koniec. Nie będzie drugiej próby. Poddajemy się. Nie będziemy do końca życia oglądać wyniki bety "0". Po nieudanych iui mieliśmy alternatywę, teraz nie pozostało nam nic. Kolejne próby będą nas za wiele kosztować, i tak między nami przez to napięcie wszystko się sypie. Na adopcję będziemy musieli za długo czekać. Jesteśmy dopiero 2 lata po ślubie. Mąż ma 41 lat. Nie chcę dziecka jak będzie miał 50. Nie ma już dla nas wyjścia ...
Poznałam tu wiele wspaniałych osób, którym w sercu nadal będę kibicować. Dziękuję Wam za wszystko. Jesteście wspaniałe! ❤️
Milion myśli kolejny raz bez odpowiedzi..
Codziennie myślę czy to wszystko ma sens...
Wiem, że udało mi się zajść daleko, że nie powinnam teraz odpuszczać, ale może rzeczywiście powinnam skupić się na adopcji i nie przyprawiać o cierpienie własnych dzieci? Tylko czy ja tak naprawdę teraz tej adopcji chcę? Owszem, jesteśmy w trakcie procedury, w przyszłym roku dopiero byłby kurs...dziecko ewentualnie za 2/3 lata, ale ja już się pogubiłam...kochałabym to dziecko jak swoje, ale...od niedawna właśnie mam w sobie to ale..
Zaczynam się coraz bardziej gubić w swoim życiu... rodzice bardzo nas wspierają, mąż bardzo wierzy, że w końcu nam się uda i będziemy mieli także biologiczne dziecko..ja niby w to staram się wierzyć, ale wątpię coraz częściej... wiem, że wczesne poronienia się zdarzają i nikt nie ma na nie wpływu, ale dlaczego teraz to musiało mi się przytrafić gdy bylam tak idealnie obstawiona lekami?
I tu też kolejna zagwostka,bo przy pierwszej ciazy nie mialam żadnych leków, a jednak ciąża się rozwijała..histopat- zakazenie wewnatrzmaciczne, a nie przeplywy...kolejna ciaza heparyna i acard, ale tu gestoza...trzecia ciaza..suply na pepowinie, moze niepotrzebnie biore te wszystkie leki? A jakby je tak w cholere odstawic i przestac dawac robic z siebie jeden, wielki eksperyment? Tak, takie mysli tez mi sie kłębią w głowie...
Teoretycznie plan na kolejna ciaze z Doc. P mam.. a co bedzie? Jak zwykle czas pokaze..
Moj silny, pewny siebie charakter znika jak mgła..
Jutro kolejna wizyta, na której dowiem sie czy te zastrzyk cokolwiek dal...
Jeżeli nie, to pytanie czy mozna zrobic cos jeszcze?
Czy naprawde powinnam sie juz pogodzić z tym, ze nie kazdy musi miec dzieci? Moze jak wreszcie to zrozumiem, będzie po prostu łatwiej dalej zyc?
PIĄTEK
I okres... 1dc... Juz nawet nie jestem w stanie zliczyć który to już raz 😭😭😭 taka kropka nad i.
Jest ciężko. Może się pozbieram. Myślę nad planem B.
Ale poczucie beznadziei mnie nie opuszcza 😞 strasznie trudna ta moja droga 😞
Długo nic nie pisałam, czas to zmienić! Chyba 28dc. Czemu nie jestem pewna? Bo jakoś specjalnie ostatnio tego nie śledzę. Pewnie normalnie bym już zrobiła jakieś 2 testy, ale dzielnie sobie z tym radzę i powstrzymuje się. Jedna dziewczyna z rodziny już niedługo będzie rodziła, a mój mąż zostanie chrzestnym. Cieszę się, chociaż wiecie… momentami nie jest lekko słuchać tych wszystkich opowieści, relacji z wizyt u lekarza, z zakupów maleńkich ciuszków… czasami jak tego słucham to chce powiedzieć: „halo przecież do niedawna byłyśmy w tej samej sytuacji… sama opowiadałaś jak ciężko cieszyć się szczęściem innych gdy sama pragniesz tego samego, a każda próba kończy się porażką. Może oszczędź mi tak szczegółowych relacji?!” Uff… dobrze ze to napisałam bo nikomu o tym nie powiedziałam chociaż wiem, ze mój mąż domyśla się co czuje..
z takich dobrych wiadomości to dostałam awans. Jakie to miłe jak ktoś w Ciebie wierzy i docenia. Tego potrzebowałam. 💪
26 dc
Wczoraj był ostatni dzień brania Duphastonu i wieczorem widziałam różowe plamienie. Co miesiąc to samo, już nawet się nie nastawiam. Dla świętego spokoju zrobiłam test i nic. Rzadko robię testy, zazwyczaj po Duphastonie zaczynają się plamienia i już wiem, że szkoda testów. Czekam na telefon z kliniki, może zwolni się miejsce na dofinansowanie do in vitro. Jak nie, to nie pozostaje mi nic innego jak czekać do 01/2022. Losie, uśmiechnij się do mnie, proszę...
6 dc, 4 dzień stymulacji... Zastrzyki wykonane bez większych kłopotów. Jeden jak zwykle bolał ale zagryzam wargę i cisnę do końca. Jajniki chyba już pracują na wysokich obrotach. Nie wiem w jakim tempie się to wszystko rozkręca ale czuję je coraz mocniej. Mam nadzieję, że spiszą się na medal 🙏
Ból głowy nadal nie odpuszcza. Dziś jakoś dałam radę ale wczoraj było kiepsko. Udało mi się złapać wizytę na środę u pani igiełki. Oby coś zaradziła.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.