Mija kolejny dzień, a ja wciąż z gilem, kaszlem, bólem wszystkiego co się da i bez głosu. Przenoszę się z łóżka na kanapę i albo śpię albo wegetuję patrząc w sufit. Tyle jest we mnie siły. Jedyna moja aktywność to czytanie OF. Dużo brzuszków się zwalnia więc zaglądam żeby wiedzieć co słychać u znajomych staraczek. Cieszę się z każdego forumowego bobasa, bo wiem ile kosztowało rodziców znalezienie się w tym miejscu.
Trochę jednak katuję się w ten sposób, bo pogłębiam swoją tęsknotę za dzieckiem. Cała ta otoczka ciążowa, wyprawkowa, porodowa zdaje się być abstrakcją. W mojej głowie macierzyństwo jest utopią. Coś o czym się marzy, czego się pragnie, co wydaje się spełnieniem. Świat pełen miłości, pięknych momentów, o którym się mówi, czyta i śni ale w rzeczywistości nie istnieje.
W chorobie mam za dużo czasu do myślenia. Zaczęłam sobie wyobrażać jak by było, gdyby w maju urodziło się nasze pierwsze dziecko. Jak by wyglądało, czy byłoby spokojne, czy mały łobuziak, co byśmy w danej chwili robili.
Później myślę o drugiej ciąży. Termin był na 18 listopada ale mogły to być bliźniaki więc duża szansa, że miałabym je już w domu. Ale byłby kolorowy zawrót głowy. Nigdy się to nie wydarzyło, a bardzo za tym tęsknię.
Niby do transferu coraz bliżej, biorąc pod uwagę, że powinno do niego dojść najpóźniej w grudniu. Nie ma jednak we mnie entuzjazmu i wiary. Choroba wiele popsuła i zdecydowanie podcięła skrzydła. Wisi też nade mną widmo niemożliwości utrzymania ciąży. Udany transfer to nawet nie połowa sukcesu. Ciężko jest mieć nadzieję. Cały czas popłakuję po kątach, bo zbyt długo już to trwa i mam też świadomość, że walczę z wiatrakami.
Długo mnie tu nie było, nie udało się 😓 a jeszcze się coś z cyklem posrało... 29 dc.. Normalnie 26-27 dni ma cykl.. Mam dziś potężnego doła 😓
Prawdopodobnie dzisiaj wyłapałam pik na testach owulacyjnych. Nie jestem tego w 100% pewna, bo coś ostatnio się dziwnie wybarwiają. Jutro mam wizytę u ginekolożki z PZU, zobaczymy co powie o owulacji i jak skomentuje wyniki cytologii. Mam zamiar również poprosić o skierowanie na badania anty tpo i anty tg

W poniedziałek, tj. 13.03 miałam HSG pod USG w znieczuleniu ogólnym.
Dla przypomnienia na później opiszę jak to wszystko przebiegało:
- Stawiłam się do kliniki, przekazałam podpisane dokumenty i zapłaciłam za to wszystko (w dniu zabiegu 1800 zł, wcześniej opłaciłam anestezjologa 180 i za konsultacje gin 230zl)
- kilka minut przed zabiegiem pielęgniarka poprosiła, abym się przebrała w koszulę i zaprowadziła mnie do sali (chyba to była sala pooperacyjna) w której miałam poczekać na swoją kolej, byly tam 3 dziewczyny po jakiś zabiegach
- założono mi tam wenflon
- jak przyszedł mój czas poproszono mnie o przejście na salę operacyjną
- tam podano mi znieczulenie
- więcej z samego zabiegu nie pamiętam, bo przytomność straciłam bardzo szybko
- nie za bardzo pamiętam w jaki sposób z powrotem wróciłam na salę pooperacyjna, chyba przeszłam sama, ale nie jestem pewna w 100% tego
- to, co najbardziej zapamiętałam to silny ból w podbrzuszu, dostałam na to najpierw paracetamol dożylnie, ale nie pomogło za bardzo więc dołożono mi Ketonal, ból przeszedł po kilkunastu minutach
- miałam leżeć godzinę i tak też było
- w międzyczasie przyszedł lekarz przeprowadzający zabieg i przekazał mi wszystkie dokumenty, poinformował, że oba jajowody są drożne i na moje pytanie czy był widoczny pęcherzyk, powiedział, że tak. Ma on około 12-14mm i jest umiejscowiony w prawym jajniku.
- po wstaniu z tego łóżka (jak już ta godzina odpoczynku minęła) poleciała ze mnie krew, nie miałam czym jej zebrać więc całe nogi były zabrudzone, pomogła mi z tym pielęgniarka która dała mi papier i na szczęście w łazience, w której się przebierałam była umywalka i prysznic, więc mogłam się jakoś ogarnąć, podpaski też tam były (wcześniej myślałam, że będzie wylatywał że mnie jakiś płyn którego używają do zabiegu, dlatego wzięłam majtki miesiączkowe, to był na prawdę dobry pomysł)
- sama nie mogłam opuścić kliniki, mąż musiał podpisać jakieś papiery, że mnie zabiera
- zapomniałam wcześniej wspomnieć lekarzowi, że potrzebuje zwolnienie lekarskie na ten dzień więc jeszcze podeszłam do recepcji i poprosiłam o to, nie było z tym żadnych problemów. Wieczorem zwolnienie już było widoczne w zusie
- ten silny ból który czułam bezpośrednio po zabiegu już nie wrócił
- jeszcze przez 2 dni (wt,śr) plamiłam jak po okresie, ale bez bólu
14dc
Chwilę mnie tu nie było, ale nie działo się nic, o czym mogłabym wspomnieć. Czekam na owulację, obserwuje śluz i wiem, że pojawi się jak co miesiąc.
Nowenna pompejańska daje mi spokój i ukojenie. Chyba po raz pierwszy tak naprawdę uda mi się zawierzyć moje przyszłe macierzyństwo, nasze rodzicielstwo Bogu. Moja pierwsza pompejanka to było żebranie u Boga o dziecka i wielka obraza majestatu, gdy się nie udało.
Teraz wiem, że Bóg nie jest złotą rybką do spełniania marzeń. Ma dla nas swój plan i trzeba mu zaufać chociaż to tak CHOLERNIE TRUDNE!
Kolejne ciążę bolą tak samo, a my ciągle w jednym punkcie. Ale czy na pewno? Może właśnie po to jesteśmy doświadczani trudną droga do rodzicielstwa, żeby jeszcze bardziej zbliżyć się do Boga?
Z przyziemnych spraw. Byłam na kolejnym spotkaniu z instruktorką metody Creightona. Powiedziała, to co już wiem- że z mojej strony wygląda na to, że wszystko jest ok. Czas zapisać się do lekarza, ale odwlekam to w czasie. Chyba boje się tej wizyty
2 dc
Cykl trwał 33 dni. Taką długość miały cykle przed ivf, więc to dobrze że organizm wraca ,,do siebie,, . Wczoraj było mi smutnk, że się nie udalo przez 5 min a później założyłam plecak i pomaszerowalam w góry. Coś się chyba zaczyna zmieniać w mojej głowie.
Odliczam dni do kolejnego weekendu, tym razem wyjazd w Bieszczady 🤩
Do suplementów, które biorę dorzucam witaminę C 1000 i olej z wiesiołka. No i będę robiła testy owulacyjne, zostało mi ich jeszcze tyle, że szkoda żeby leżały.
Z mierzeniem temperatury nie wiem jak będzie , dużo ostatnio mam wyjazdów i nie wiem czy to będzie wiarygodne 🤔 i chyba czas znowu ograniczyć słodycze i wrócić na siłownię, bo dupka rośnie 🙈😅
Od czasu do czasu wejdę na fb do dziewczyny, która odwiedzała swoją corkę na oiom,gdy ja leżałam z moją P...dziewczynka urodziła się w 29tc 3 tyg po mojej córeczce...dzisiaj żyje,bawi się, śmieje, sprawia radość rodzicom... wchodzę i podglądam z tak okropną zazdrością, że aż mi wstyd za samą siebie, bo raczej nigdy nie byłam osobą zazdrosną...wszystko się we mnie pomieszało, w moich uczuciach, w głowie... znowu nachodzą mnie myśli, że lepiej by było gdyby mnie nie było.. tak, miewam myśli samobójcze,ale wiem, że to nie rozwiązanie, że to nie poprawi mojej sytuacji, a tylko pogorszy mojej rodzinie...tylko gdy patrzę na tą małą, że jej dane jest żyć, a Polcie mi wykończyli to mam w sobie taką złość, że byłabym w stanie pożyczyć od znajomego pistolet, pójść do szpitala i powybijać ich wszysykich.
Mój mąż który mi zabronił czytać i maglować internety, dziś rano gdy się ubierałam:
"a wiesz, że mamy jeszcze szansę na bliźniaki" "14 dnia dopiero się zarodek dzieli" "to 1 do 2% sznas"
"wiesz, zarodki dobre to takie aa,ab,bb,ba" "kurcze, lepiej, żeby było 5 zamiast 4, może trzebaby było naciąć osłonkę?"
A jaki podekscytowany.
No tak martwił się, że będzie 8 dzieci, to teraz sie martwi, że będą bliźniaki. A niby ja zawsze tylko wyszukuję problemy.
Słyszałam jego smutek jak mówiłam przez telefon, że mamy dwa zarodki "to z ośmiu komórek zostały nam tylko dwa zarodki?"
Tyle się ostatnio dzieje, że zbytnio nie mam się czasu pomartwić. Oby dwoje zgodnie stwierdziliśmy, że ta cała stymulacja odbyła się jakoś "w międzyczasie" i nie zdażyliśmy się zorientować, że już po. Może rzeczywiście całe in vitro jest zbyt mocno rozmuchiwane. Pisałyście mi wiele razy, że to w sumie nic wielkiego. I potwierdzam, dla wahających się. Przy tym, co czasem przechodzimy to pikuś.
Mega komfortowo (odpukać) czuję się w klinice. Jeżdzę tam z chęcią, uśmiechem i bez bólu żołądka.
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 sierpnia 2021, 12:47
Tak naprawdę nawet nie wiem kiedy bys sie urodzila... trzymam siw daty, którą mi lekarze wyliczali, wg tego wczoraj skończyłabys pol roku... tak naprawdę z racji moich wskazań do cc pewnie z tydzień czy 2 więcej...
Dalej zastanawiam jakby wyglądało nasze życie... jak powinno wyglądać... czy skoro Ciebie nie moglam mieć kolo siebie, bedzie mi dane miec kiedys zywe dziecko?
Mimo ze juz nigdy nie bedzie normalnie, tak bardzo chciałabym dostać od życia szansę na bycie matką żywego dziecka...
Ciebie i tak bede kochać juz zawsze, mimo ze nie mogłaś zostac tu ze mna, juz zawsze będziesz częścią mojego zycia, niezależnie od jego dalszego scenariusza...
Chyba to czekanie jest najgorsze... kiedy juz wiem, pecherzyk pekl, ciałko żółte jest i zostaje czekać...
Dziś 5dc, to nasz 8cykl starań. Jakoś nie przejęłam się,gdy przyszła @. każdy kolejny nieudany cykl jakoś mniej boli-przyzwyczailam się już do białych kresek. W tygodniu mam zamiar zbadać TSH i prolaktynę,a mąż ogólnie morfologię,TSH oraz glukozę,bo od dłuższego czasu jakoś nie ma siły na sport. Wczoraj udało mi się zapisać na badania nasienia, miały być w ten Czwartek,ale nie był pewny czy będzie mu pasować,a jak już zdecydował się na Czwartek to nie było już terminu. W tym miesiącu odpuszczam monitoring tylko testy. Mam zamiar dopiero po przebadaniu męża iść na monitoring,jeśli wszystko wyjdzie u niego w porządku ✊✊na szczęście Mąż jest chętny na badania, więc nie było problemu z namawianiem, chociaz te sprawy zostawia mi na głowie żeby go umawiać i być pośrednikiem i trochę to irytujące. Łatwiej byłoby jakby po prostu sam się zapisał i zadzownil. Z wynikami chce wysłać go do androloga, żeby sprawdził czy wszystko ok 😊
Jesteśmy kilka dni przed wizytą u lekarza. Obawy, które mi towarzyszą są nieznośne. Boję się, co możemy usłyszeć.
12 grudnia
20 dpo
Udało się !!!
Po 10 cyklach🙈
Test zrobiłam 9.12 było to 16 dzień po owu a wiec solidne kreski.
Spisalam już ten cykl na straty, obmyślałam strategie na kolejny cykl 😀miałam mieć dni płodne w święta😂
Zrobiłam test po pierwszej wysokiej temp 37. A miał być okres... poszłam do apteki, miałam 15 minut przed godzinami dla seniorów.
Jak pokazały się dwie grube kreski to drżącymi rękoma zaniosłam M na biurko i powiedziałam mam coś dla Ciebie😁
Widziałam w jego oczach wzruszenie 🥺i od razu mnie przytulił. 🥰
Tamtej nocy nie mogłam zasnąć, nie wiem czy to z emocji czy z bólu brzucha, męczyłam się 3 h... a rano szlam na 25 h do pracy 😒
11.12 wracając z dyżuru poszłam na betę.
1976!!!!! 🤩 progesteron 27, żelazo 165 😍😍, TsH 2,03
Zastanawiam się teraz co podziałało... może joga która bardzo polubiłam w listopadzie, albo podwyższone żelazo? Olej z czarnuszki, olej lniany, kwasy omega 3, więcej warzyw? Przeziębienie które dopadło mnie przed owu- o którym myślałam ze to COVID? Czy wszystko naraz sprawiło się ze udało 🤩🤩
Cały czas jestem w skowronkach. I nawet dzisiejszy nudny sobotni dyżur da się wytrzymać, myśląc ze to może ostatni mój dyżur nocny...
Jutro wyprawiam urodziny dla rodziny. Muszę załatwić jakoś sprawę alkoholu... nigdy nie odmawiałam kieliszka wina, a jutro muszę znaleźć wykrętkę...
Dostałam najpiękniejszy prezent na 28 urodziny ! Tylko rośnij mi zdrowa kropeczko😘
21 grudnia
6 t +-1 dzień
Wg owu 5t 6d
Po wizycie !
Jest tam w środku „ mój człowiek” jak to lekarka określiła
Chociaż mi trudno było cokolwiek zobaczyć, to dopatrzyła się serduszka ♥️ Faktycznie kropeczka pikała.
Jestem najszczęśliwsza, najpiękniejszy prezent urodzinowy dla mnie i pod choinkę dla rodziny 😁
Zdecydowaliśmy że i tak im powiemy, za dużo życzeń o wnuka ... żeby się z nimi tym nie podzielić😉
Ogólne moje samopoczucie dobre, choć zdarzają się mdłości gdy za długo nie jem. Jestem tez strasznie wyczulona na zapachy !
I ogólnie nic mi się nie chce, w wolne dni od pracy tylko bym leżała albo spała. I cały czas jest mi zimno !!!
Jeszcze koleżanka w pracy powiadomiła mnie o swojej ciąży . Z tym że ona jest w 14 tygodniu, a ja w 6 🙈 i nic nie zauważyłam... żadnych objawów z jej strony. Jeszcze powiedziała mi ze chce pracować na nockach i nadgodzinach 🙈do lutego ?? Gdzie ja myślałam ze po pierwszym trymestrze pójdę na zwolnienie... męczą mnie te dojazdy szczególnie zimą, gdy jest cały czas ciemno... nie chce teraz wyjść na słabą, że się nad sobą rozczulam...
ech poczekam na rozwój ciąży, zobaczymy...
7 t +2 d
Uff jak ulżyło jak podzieliliśmy się ta wiadomością w święta z najbliższa rodzina😍
Nie zapomnę tego jak dałam kopertkę świąteczną mamie z zdj USG a ona myślała ze dostała kolczyki pod choinkę... i zaczęła piszczeć, potem moja siostra😂 moja rodzinka się tak ucieszyła ze szok. Z kolei teściowa w życzeniach prosiła o wnuczkę jeszcze nie wiedząc i mówiła ze w takim razie szybko się życzenia spełniają...
Moje samopoczucie kiepskie... 2 dni temu pierwszy bełt. A wczoraj i dzisiaj cały dzień boli mnie żołądek i do tego mam biegunkę. Ciekawe co mi zaszkodziło...
Jutro sylwester, życzyłam sobie z M zeszłego roku żebyśmy zostali rodzicami. I choć dowiedziałam się o tym w ostatnim miesiacu tego roku- jestem z całego serca wdzięczna 🙏🥺
Jutro marzę o tym żeby wróciło mi dobre samopoczucie i żebym mogła pod kocykiem zjeść pyszna pizzę.
Mimo, że jest to rok trudny ze względu ma sytuacje na świecie - dla mnie okazał się bardzo łaskawy... nikt z moich bliskich nie zachorował, zmieniłam prace, polepszylam pensje, M dostał nowa posadę od marca, założyliśmy firmę, która się kręci i do tego zostaliśmy obdarowani naszym Cudem😍
Wdzięczność za 2020🙏Niczego więcej nie potrzebuje☺️
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 grudnia 2020, 22:26
9t + 4 d
Nadal w to czasem nie wierze! Dopiero jak patrzę na moje niedopinajace się spodnie😂
14.01 byłam na dwóch wizytach- prywatnie i na NFZ. Jaka różnica🙀z tej na NFZ nic się w sumie nie dowiedziałam oprócz tego ze fasola urosła i nadal bije serduszko ♥️ Oba usg są nieporównywalne🙈 ale na tym zrobionym prywatnie widziałam ruszającą się nóżkę 🥺🥺🥺maluch ma 3 cm. Wcześniej wyobrażałam sobie taka stateczna laleczkę a tu się ruszał już 🙈to jest nieprawdopodobne 🤩
Kolejna wizyta dopiero 4.02 jak ja wytrzymam w niepewności 🤷🏻♀️Chciałabym już wszystkim powiedzieć ale cały czas się hamuje, dziś idziemy do Marty ale będzie zaskoczona ze obie będziemy Piły CIN CIN bezalkoholowy 😅😁
15+5
Ten tydzień mnie wykończy...
Zaczęło się sobotnimi wymiotami, rannymi nudnościami gdzie w wcześniej nie było tak zle, No może na początku. 2 trymestr i nudności???
Potem we wtorek cały dzień miałam skurcze macicy 🙈zwolniłam się wcześniej z pracy, nie mogłam wyjść z samochodu ani wejść po schodach. W domu to już tylko ciekły mi łzy, M. Przerażony. Rano zadzwoniłam do mojej gin, przyjęła mnie i niby wszystko dobrze, a macica trenuje do porodu? Wtf w 15 tygodniu?? Mam zwiększyć dawki magnezu, kolejne dni tez miałam skurcze ale już pojedyncze i mniej bolesne.
Za to dziś skurcze i bóle brzucha 🙈nie odżywiałam się w ten weekend dość zdrowo wiec może to 😕czy z każdym tygodniem będzie coraz gorzej ?😔😔
Nie wiedziałam, że minęło tyle czasu od ostatniego wpisu. Za 5 dni idę do szpitala. Kolejna operacja-oby coś dała. Tak bardzo proszę o ten cud! Jakie to wszystko trudne. Nie chcę obciążać męża tymi moimi myślami. Boję się😓 myślę, że on też ale przy mnie stara się tego nie okazywać. Będzie dobrze?
Diagnostyka bierze mnie na przetrzymanie.
Mąż, punktualniś, zawitał o 16.30 i sam mnie popędzał do logowania. Odświeżamy, odświeżamy i nic. Przecież to musi być na pewno dzisiaj?
Przyszła @. Chcę coś zmienić w swoim życiu, żeby nie myśleć ciągle o staraniach, żeby odpuścić. Ale jak to zrobić? W tym momencie zaprząta to moją głowę cały czas, to pragnienie jest tak silne...
Chciałabym zapomnieć i cieszyć się życiem tak jak jeszcze jakiś czas temu.
16 dc
Dzisiaj rano test ovulacyjny clear blue pozytywny. Śluz wodnisty piękny, jajniki bolą.
Wieczorem mam monitoring nooo ciekawe co tam zobaczymy
Mój okres trwa już 9 dni. Codziennie mi przypomina, że się nie udało. Po pierwszym niepowodzeniu jakoś szybciej wzięłam się w garść i zaczęłam działać, motywować się i wierzyłam, że wszystko będzie dobrze. Teraz natomiast nie mogę się pozbierać. Nie mam w sobie wiary, myślę tylko jak zdobędę pieniądze na trzecie, czwarte, piąte podejście... Nie wierzę w to, że za kolejnym razem się uda.
Jestem w tym sama. Na własne życzenie odseparowałam się od wszystkich. Praca mnie męczy. Nie mam siły na uśmiech i nigdzie nie widzę radości. Teraz na dodatek ścięłam się z mężem i już w ogóle jest mi źle. W poniedziałek to już przebiłam wszystko... jak zaczęłam płakać tak kilka godzin leciały mi łzy. Nie wiem skąd miałam tyle wody w sobie . Od tego czasu jest coraz gorzej.
Jutro mam wizytę u psychologa. Może pomoże.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.