Dawno mnie tu nie było .. ale dziś rocznica rok temu po raz pierwszy usłyszałam bicie serduszka naszego Synka :)

A dziś - kocham Go nad życie.. to jest taki rodzaj miłości, ze wcześniej nie byłam nawet blisko takiej... jako Mama czuje się spełniona, chociaż moje życie się zmieniło bardzo, to staram się tez robić rzeczy, które robiłam zanim się pojawił na świecie ten nasz Skarb, wczoraj i dziś np byłam na kawie z Koleżankami i towarzyszył mi tez Synuś, chociaż On to różnie znosi, to staram się nie siedzieć tylko w domu, chociaż byłoby to najłatwiejsze taka prawda. A jaki jest nasz Synuś ojjj ma już charakterek. Generalnie jest bardzo spokojnym, uśmiechniętym i towarzyskim dzieckiem, lubi zwłaszcza towarzystwo Mamy, najlepiej jakby Mama byla przy Nim 24/7.. nieważne czy śpi czy nie to najlepiej jak jest Mama.. staram się to trochę ograniczać zwłaszcza w nocy, ale szczerze to różnie to wychodzi.. alergia na łóżeczko - obecna.. ale przesłałam się z tym mocować, owszem staram się Go odkładać do łóżeczka (zwłaszcza wieczorem o to walczę chociażbym się miała wracać naście razy), to o tyle w nocy odpuszczam, bo bym czasem musiała co godzinę wstawać, a jednak troche regenerującego snu się przyda. Noce są różne, raz mnie zaskoczy i śpi ciągiem 4 godziny, chociaż ja to już jestem bardzo zadowolona jak śpi 3 godziny, a raz się budzi co mniej wiecej 1-2 godzin, tak ma, ze lubi sobie zjeść po trochu i często. Mimo wszystko jakoś to znoszę dobrze. Tak Mu jest dobrze, to niech tak ma. Rano i tak się budzimy w trójkę w łóżku. Z zasypianiem to tez caly rytuał, ale taki urok dziecka. Synuś dalej na piersi i w wieku 5 miesięcy wazy już około 8 kilogramów, a startował z waga 2740 g, generalnie co lekarz to mówi, ze nie widzi żeby miał jakieś cechy wcześniactwa i ufff. Byliśmy u okulisty - wszystko ok, u neurologa - tez w porządku. także jestem spokojna. i mysle, ze już chyba póki co nie pójdziemy do żadnego specjalisty. Chodzimy na fizjoterapie, bo asymetria lekka jest i lekko obniżone napięcie, bardzo lubi, zreszta On uwielbia być w centrum uwagi. No taki nasz kochany Panicz :):):) ja się coś nie spodoba to jest taki ryk jakby ze skory obdzierali, wtedy musi być Mama i rączki. Dużo wymaga żeby Go nosić, chociaż staram się to jakoś zamienić na kontakt na macie, ale ciężko. Cały dzień mam wypelniony zabawa albo spacerem, odkąd Synuś zrezygnował z drzemek takich dłuższych w ciagu dnia, to ciężko pogodzić domowe sprawy z opieka nad Nim, bo sam to średnio się jest w stanie bawić, chociaż ma tych zabawek trochę i piekne 2 maty, to Mama i tak musi być. Wyjątkiem jest poranek jak jest wyspany, to da mi w spokoju zrobić sobie kanapki, bo kawkę poranna już pijemy razem ja na jednej a Synuś na drugiej macie. Kocham tego małego Człowieka nawet jak tak jestem z Nim ciagle, bo Mąż dużo pracuje i nie spędza za dużo czasu z Synem, więc gdy się coś dzieje to Mama musi uspokoić, to jak śpi to idę i sprawdzam czy oddycha albo idę sobie popatrzeć jaki jest cudowny. Jedyny minus to ciężko mi gdzieś wyjść samej, bo Synuś beze mnie wytrzyma tak około 1,5 godziny.. nawet jak ma mleko odciągniete, to i tak jest problem, bo później płacze a mój Mąż po mnie dzwoni... to jest teraz taki nasz czas :) no może jedynie co to przydałoby mi się raz w tygodniu wyskoczyć na jakiś pilates albo jogę, bo bolą mnie ręce, czuje, ze ciało jest takie spięte, ale to od noszenia i tego, ze mało czasu ma moje ciało na jakaś regeneracje. Schudłam bez jakiś działan od porodu 7 kg, od początku ciąży moja waga to -14 kg no i mam nadzieje, ze już stanie, bo jednak na takie cale dni z dzieckiem to potrzeba energii i siły. Nie mam pojęcia co zrobić jak skończy mi się urlop rodzicielski... mam to gdzieś z tylu głowy, ze to nastąpi, ale jakoś tak nie chce się rozstawać z Synusiem... pomimo tego, ze jest wymagającym dzieckiem i każdy dzień z Nim jest na wysokich obrotach, to chciałabym się Nim jeszcze i jeszcze nacieszyć, ale wiem, ze finansowo nie będzie nas stać na mój urlop wychowawczy.. wiem tez, ze muszę zmienić prace, bo obecna jest za daleko. także trochę mam do przemyślenia co i kiedy zrobić. Może to jakiś rodzaj masochizmu, ale chciałabym drugi dziecko, pomimo tego, ze daje siebie na maxa Synusiowi, ze czasem dopiero jak zaśnie to robię coś dla siebie albo po prostu dla domu, a około 23-ej idę spać, pomimo tego, ze najczęściej sama zajmuje się Maluszkiem od rana do wieczora, sama kapie, sama usypiam itd. o to mam trochę żal do Męża bo jest wiecznie w pracy.. a mi czasem po prostu pod koniec dnia zwyczajnie fizycznie brakuje sily.. chociaż jak Synuś się uśmiechnie to działa to na mnie jak kofeina, mam znowu doładowanie. Nie chce mi się absolutnie wracać do starań, ale marzy mi się, żeby tak to drugie dziecko się pojawiło.. pewnie gdyby się nie pojawiło to będziejmy znowu walczyć. Dziś wiem, ze warto było, jestem wdzięczna, za każdy dzień z Synusiem, nawet jak fizycznie padam, nawet jak wracam do Niego po raz n-ty bo wyczul ze jest w łóżeczku a ja cierpliwie znowu tulę, to jestem wdzięczna, szczęśliwa, spełniona i nawet na moment nie chciałabym wrócić do starego życia. Dlatego tez podziwiam każdą Staraczke, ze walczy, ze się nie poddaje, bo nadal pamietam, bo nadal to gdzieś tam jest, trzymam za Was kciuki i oby każda mogla stwierdzić, ze warto było!


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 grudnia 2021, 21:19

Karolaa Odkopuję wspomnienia. 👼🏻 28 grudnia 2021, 21:18

Jeżeli ktoś czytał moje poprzednie wpisy, to pewnie domyśla się, że w tym moja mała córeczka umrze.
Ten tydzień był najtrudniejszym w moim życiu. Nigdy nie sądziłam, że moja psychika będzie w stanie unieść taki ciężar.
Więc od początku.
Kiedy wieczorem dotarłam do kliniki personel był nieco zdziwiony, że w ogóle tam jestem. Czekałam z godzinę żeby dostać jakiekolwiek informacje. Odwiedzin już o tej porze nie było, ale mogłam wejść na chwilę żeby się przywitać. Jednak nie miałam zorganizowanego noclegu. W szpitalu nie mogłam zostać przez covid. Kazali wrócić mi do domu, oddalonego o prawie 80 km i przyjechać ponownie rano. Zobaczyłam też, że dziewczynka, która leżała obok Mai ma swoje rzeczy. Swój kocyk, ubrana w normalne ciuchy, nie szpitalne. Więc zapytałam czy mogę też przywieźć jakieś rzeczy Mai, bo w szpitalu w naszym mieście nie było takiej możliwości. Mogłam. Wróciłam do domu około godziny 22. O 5 rano miałam jechać ponownie. Jednak gdy tylko wróciłam wybrałam dla niej ciuchy, kocyk i wstawiłam pralkę. Rano tata zawiózł mnie ponownie, pod Dom Ronalda McDonalda gdzie miałam dostać pokój w bardzo dobrych warunkach. Weszłam do środka, Pani powiedziała, że w tym momencie nie mają wolnych pokoi. I zadzwoni do mnie kiedy jakiś się zwolni. I mam sobie radzić. Więc z walizką, w obcym mieście, poszłam do szpitala. Byłam już na skraju wytrzymałości. Naprawdę miałam już dosyć. Spędziłam kilka godzin w pokoju dla rodziców. I w końcu mogłam do niej wejść. Dostała jakieś nowe leki, żadna dializa nie była podłączona. Znowu trochę puchła. Trzymałam ją za rączkę do końca dnia. Byłam bardzo zmęczona. Szpital ogarnął mi pokój przy kościele. Metr na metr z widokiem na wieżę kościelną, ale cieszyłam się, że mam gdzie spać. I tak całe dnie będę spędzała poza nim. Następnego dnia podłączyli jej dializę. Robiła to wykwalifikowana pielęgniarka i szło to bardzo sprawnie w porównaniu do podłączania dializy w naszym mieście. Widziałam, że wiedzą co robią. Po dializie mogłam wziąć ją na ręce. Nie chciałam stamtąd wychodzić, robiłam sobie tylko przerwy na jakąś kanapkę w porze obiadowej. Martwiło mnie to, że dalej nie dostałam żadnych konkretnych informacji. Usłyszałam tylko, że córka jest bardzo chora. I wtedy coraz bardziej zaczęłam zdawać sobie z tego sprawę. Następnego dnia gdy przyszłam miała już podłączone noski tlenowe. Do tej pory od czasu wybudzenia ze śpiączki oddychała sama. To dlatego, że znowu spuchła i ciężko było jej oddychać. Temperatura ciała trochę spadła, owinęli ją w jej piękny różowy kocyk. W ten, w którym miała być przykryta w swoim łóżeczku, w naszym domu... Tęskniłam za mężem. Byłam w tym wszystkim zupełnie sama. Czekałam na weekend, bo miał do nas przyjechać. Nie pamiętam dużo z tego czasu. Mój mózg chyba wyparł niektóre informacje. Mąż przyjechał w sobotę rano. Poprosiłam Panią, która zajmowała się pokojami przy kościele żeby został ze mną na jedną noc. Zgodziła się. Mogliśmy być u niej cały dzień razem. Pierwszy raz od prawie trzech miesięcy mogliśmy spędzić z nią tak długi czas wspólnie. Ale wtedy była już podłączona do respiratora. Puchła strasznie. Nie mogli podłączyć jej dializy. Dodawali ciągle nowe leki, myśleli, że nerki ruszą jednak tak się nie działo. Maja siusiała zdecydowanie za mało. Prawie tyle co nic... Lekarze zasugerowali, żeby mąż został na dłużej. Że musimy być razem w tym ciężkim czasie. Zadzwoniłam do mojej mamy, żeby przyjechali przywieźć mojemu mężowi rzeczy. Przyjechała mama, tata i moja młodsza siostra. Cały dzień byli z nami. Czekali przed szpitalem. Tego dnia nie mogliśmy być przy niej. Ciągle miała jakieś badania a my siedzieliśmy wszyscy na ławce i czekaliśmy na jakieś informacje. Patrzyliśmy na dzieci, które siedziały na oddziale onkologii dziecięcej i zastanawialiśmy się nad sprawiedliwością tego świata. Poszliśmy z mężem na rozmowę z całym zespołem lekarzy. Wtedy usłyszeliśmy po raz pierwszy, że nasza córka umiera. Że będą próbowali jeszcze dzisiaj podłączyć jej nowy cewnik do dializy, bo tamten po prostu nie działa, ale nie wiedzą czy to się uda. Lekarz zapytał czy chcemy ochrzcić Maję w szpitalu. Chcieliśmy. Wychodząc z sali upadłam na kolana i nie mogłam wstać. Moje serce pękło już w tamtym momencie. Wyłam. Krzyczałam. Prosiłam żeby to nie była prawda. Do szpitala przyjechała pastorka babtystów. Z polskiego kościoła nikt nie odebrał telefonu. Lekarz powiedział, że lepiej nie czekać do jutra. Wszystko działo się bardzo szybko. Pozwolili mojej mamie i siostrze uczestniczyć w chrzcie. To wtedy widziały Maję po raz pierwszy i ostatni. Kiedy moja mama weszła do sali i ją zobaczyła zaczęła tracić przytomność. Łapałyśmy ją z siostrą. Nigdy przez 25 lat swojego życia nie widziałam jej w takim stanie. To była jej pierwsza wnuczka. Głaskała ją. Tak zanosiła się płaczem, że nie mogła oddychać. Mówiła, że to ona powinna umrzeć a nie Maja. To było straszne. Te wspomnienia sprawiają, że pisząc to nie mogę przełknąć śliny i czuję w sercu mocne kłucie. Odbył się jej chrzest. Wszyscy objęliśmy się i płacząc odmawialiśmy Ojcze Nasz. Oni wrócili do domu, my do pokoju przy kościele. O 3 w nocy dostałam telefon ze szpitala. Nie mogłam go odebrać tak trzęsły mi się dłonie. Myślałam, że usłyszę, że Maja umarła. Jednak powiedzieli, że miała przed chwilą operację, próbę wczepienia nowego cewnika, jednak się nie udała. W tym czasie wdała się tromboza. I kolejna sepsa. Od rana byliśmy już w szpitalu. Siedzieliśmy razem przy jej łóżeczku i patrzeliśmy jak powoli odchodzi. Tej nocy lekarz zaproponował żebyśmy spali w szpitalu. Ponieważ Maja prawdopodobnie umrze tej nocy. Dziewczynkę, która leżała obok przenieśli do innej sali. Wstawili nam jedno łóżko żebyśmy mogli się zdrzemnąć. Ale jak zasnąć kiedy wiesz, że twoje dziecko może zaraz umrzeć? Przez godziny wpatrywałam się w monitory do których była podłączona. I się z nią żegnałam. Wtedy powiedziałam jej, że może odejść. Że nie chcę żeby dłużej cierpiała. Że będziemy za nią tęsknić, że kocham ją tak jak nigdy nikogo nie kochałam i nikogo nigdy nie pokocham. Ale, że tam będzie jej lepiej. Mój mąż powiedział jej, że zrobi wszystko, żeby kiedyś się z nią zobaczyć po tej drugiej stronie. Że od teraz będzie najlepszą wersją siebie, dla niej. Maja nie zmarła tej nocy. Rano miałam jeszcze jakąś nadzieję, że wydarzy się cud. Ale się nie wydarzył. Maja po prostu chciała pożegnać się jeszcze z drugimi dziadkami, którzy o 6 rano wyjechali z Polski i mieli przed sobą 800 km. Którzy wiedzieli, że mogą nie zdążyć się z nią pożegnać. Jednak zdążyli. Weszli do szpitala o 14. Mówili do niej tak czule. To również ich pierwsza wnuczka. Lekarz kazał nam podjąć decyzję, na lekach które jej dają może umrzeć nawet jutro. Ale to było tylko przeciąganie w czasie. Wspólnie z mężem podjęliśmy najtrudniejszą decyzję w naszym życiu. O to żeby te leki odłączyć już teraz. Zostawili tylko przeciwbólowe i nasenne. Położyli mi ją na ręce. I umierała. Umierała godzinę. Wśród osób, które ją kochały. Rodzice i dziadkowie. Personel bardzo zadbał o naszą intymność. Akcja serca ustała. Moja maleńka córeczka stała się aniołkiem. Pielęgniarka zapytała czy będę chciała ją przebrać i umyć. Bez wahania chciałam. Poszłam do auta po rzeczy i jak wróciłam była już odłączona od wszystkich rurek. Cała spuchnięta, noska prawie nie miała od tak grubej rurki respiratora ale nadal była dla mnie najpiękniejsza. Ubrałam ją w jej ciuchy. Na głowę założyłam piękny turban z wielkim kwiatem. Wtedy też doszedł mój mąż. Nie chciał na początku w tym uczestniczyć ale mówił, że później by sobie tego nie wybaczył. Tuliłam ją do siebie i czułam jak powoli robi się zimna. Całowałam jej buźkę, nie myśląc o tym, że już nie żyje. Pielęgniarka płakała razem z nami. A potem wyszliśmy. Obróciłam się jeszcze raz i zobaczyłam ją ostatni raz w swoim życiu. Wróciliśmy do domu. Ale to już nigdy nie będzie taki sam dom. Pustka. Ta cholerna pustka jest w nim do dnia dzisiejszego.


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 grudnia 2021, 12:31

6dc
Ale czy to ważne skoro i tak zakaz staran... nie wiadomo kiedy wrócimy i to mnie dodatkowo chyba dobija i ten świąteczny czas którego wgl nie czuje... 4 swieta bez tego magicznego cudu.... zostaje mi patrzeć na rodzinne zdj znajomych na mediach społecznościowych i zadac pytanie czemu to nue możemy być my 🥺💔
Nwm ile jeszcze zniosę czy te starania maja sens skoro nic z nich nie wychodzi.... ile jeszcze mam cierpieć? Co takiego zrobilam ze nie zasługuje żeby ktoś mały mówił do mnie "mamo"
Dzisisj brak mi sil walki chce tylko ryczec....
To będą najgorsze święta.

Robie sobie przerwę od forum ale za wszystkie trzymam kciuki 🍀nie mam siły sie udzielać i w sumie tez nic sensownego nie mam do powiedzenia.

Wszystkim życzę wesołych świąt spędźcie je w gronie rodzinnym ☺🤗


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 grudnia 2021, 22:08

ANA3 - wszystko negatywne, OPRÓCZ:
DFS70 +++ (silnie pozytywny)
Kontrola (Ws) +++ (silnie pozytywny)

Ostatni tydzień to była jakaś tragedia, płakałam średnio 3 razy dziennie zarówno w pracy jako w domu, tak strasznie się bałam. Dzisiaj byłam na ostatniej wizycie w klinice i mamy 9,09 mm zarodek i jest serduszko!!!❤ Ze strachu, aż ciężko mi się cieszyć. Nie przypuszczałam, że to będzie dla mnie taki stres i lęk. Cały czas boję się, że coś pójdzie nie tak, a jednocześnie jestem zła na siebie, że nie wierzyłam w swojego kropka, tylko nie wiem jak mam zmienić podejście, co zrobić, żeby się nie bać?
Święta będą spokojne, kolejna wizyta przed nowym rokiem u lekarza prowadzącego. Powoli mam też zacząć schodzić z leków.


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 grudnia 2021, 17:54

21dc

Wigilia

Kolejna wigilia podczas której trzeba mocno machać i zaciskać powieki żeby łzy nie popłynęły. Przeglądanie Facebooka i insta przyprawia o zawrót głowy. Sesje rodzinne, nowe ciąże, powiększone rodziny. Boli, nie powiem że nie…

Życzę Wam i sobie żeby kolejny rok był owocniejszy, żeby los w końcu zlitował się nad nami i dał nam upragnione zdrowe dzieci 🙏🙏 życzę nam również dużo zdrowia i sił do walki o lepsze jutro 🎄 a dziś cieszmy się tym co mamy ❤️ trzymajcie się Dziewczynki 🎄🎁❤️

23dc - 5dpt
Chyba nie wytrzymam dłużej i jutro zmierze się z rzeczywistością...
6dpt wszystko powinno być jasne... córeczko, spraw żeby beta drgnela... żeby Twój brat albo siostra nadal byl ze mną....
Tak cholernie się boję, że nie dam sobie rady, jeżeli beta będzie negatywna... 😭

Lilou Ciągle w oczekiwaniu - 🌈 3 stycznia 2022, 15:58

1 dc, 24 cykl nie-starań.

Poprzedni, naturalny cykl trwał 38 dni.
Ile będzie trwał ten? Nie mam pojęcia.

10 stycznia idziemy do kliniki... podpisywać wniosek o dofinansowanie do IVF!
To zaczyna się dziać.

Miałam pięknego Sylwestra i Nowy Rok z mężem i psiakiem.
Szczerze sobie porozmawialiśmy - wiem, że jesteśmy w tym razem.

Musi się w końcu udać.

13dpt 4dc+2

6dpt - 39.4
8dpt - 115
11dpt - 550
13dpt - 1223

To się naprawdę dzieje ....😱

Błagam, niech ten cud trwa...

Boże... błagam pozwól mi zatrzymać to dziecko... 🙏🙏🙏


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 stycznia 2022, 21:51

An. Niepewność 7 stycznia 2022, 18:57

Dziś mam taki dziwny ból podbrzusza. To w sumie nie jest ból, czuje tak jakby miał przyjść okres. Tak mnie ciągnie jajnik z prawej strony. To nie boli, to tak poprostu dziwnie czuć. Wiem ze w tym poście będzie dużo słowa ‚czuć’, ale tez czuje jakbym miała gazy w podbrzuszu. To jest tak dziwne bo nigdy tak nie miałam. Może to tylko wzdęcie 🤣😂.

Jak przeżyć święta po poronieniu? Nie mam pojęcia ale zrobiliśmy to z mężem. Zostało jeszcze dziś, na luzie. Najbardziej stresująca była dla nas Wigilia i składanie życzeń. Tym, co wiedzieli powiedziałam po cichu, że nie mam ochoty ani chęci składać wyszukanych życzeń (wszystkim życzę jak najlepiej), bo po prostu walczę z płaczem i wbrew pozorom, ani dla mnie, ani dla męża nie jest to czas MAGICZNY.

Na dodatek w Wigilię oboje z mężem wybuchnęliśmy. Byliśmy o 14 po wyniki w szpitalu i coś w nas pękło. Jesteśmy zmęczeni udawaniem, że wszystko jest okej.
Chyba średnio to wychowawcze ale on się wykrzyczał i ja, i najważniejsze, że przez to uzyskaliśmy spokój. Każdy udaje, że nic się nie stało a ja wręcz pragnę mówić o swoim Józiu, który tam gdzieś na górze sobie fika i lata z innymi aniołkami... Wszyscy się boją tego tematu, niby chcą rozmawiać ale jak pytają i zaczynam mówić to urywają i w 🍑 mają. Ech. Jak pochowam Józia, to będę do niego jeździć i z nim rozmawiać... Byłam w pracy z aktem zgonu (23.12), to te kadrowe tak się na mnie gapiły i oglądały ten akt jakby, kuźwa, nigdy takiej rzeczy nie widziały na oczy. Zdenerwowałam się i spytałam tych kobiet, czy nie mają czasem swojej roboty, że tak oglądają akt dziecka martwo urodzonego. Zrobiło im się głupio, bardzo dobrze.

W szpitalu przy wynikach pani analityk wręczając mi je powiedziała, żebym skonsultowała swoją morfologię, bo przy ciąży taka niska nie jest dobra. 🤦‍♀️ A ja jej odpowiedziałam, że dziękuję za radę o którą nie prosiłam ale właśnie kontroluję swoją morfologię i spadek bety, bo jestem 1.5 tygodnia po poronieniu i straciłam dużo krwi w szpitalu. Mina bezcenna. Podsumowując - jutro po becie nie będzie śladu skoro w piątek było 107 mlU/ml. Teraz czekam na okres i muszę zrobić badania hormony w 3 dc, później 7 dpo i znowu betę i z tym do lekarza. 😌

Dr K. w czwartek, w szpitalu mówił o tym, że jak chcę, to mogę już zacząć łykać suplementy dla kobiet starających się o dziecko. Jak przyjdę do niego z wszystkimi wynikami (chciał też zobaczyć kariotypy) w przyszłym miesiącu to porozmawiamy o tym, co dalej. Szczerze? Nie wiemy z mężem czy chcemy się w to ponownie pakować, jednak potrzebujemy więcej czasu...

Mam dużo przygotowanych wpisów na temat własnego poronienia ale stwierdziłam, że nie chcę sobie psuć humoru na święta (choć ten i tak już jest skopany). Zaraz jadę na próbną betę i też mnie strach bierze. Oby wszystko było dobrze - byłby jeden problem z głowy. Swoją drogą, cała ta sytuacja delikatnie mówiąc, zaczyna mnie denerwować 🤬. Niby powinno być wszystko okej ale na różnego typu komplikacje też trzeba być przygotowanym. Od dłuższego czasu jestem jak tykająca bomba... 💣

Z dobrych wiadomości - chłopiec 👼, ze złych - trisomia chromosomu 13, zespół Patau. Nie ma na co czekać, musimy zrobić kariotypy i męża przy okazji wyślę na hemochromatozę.

Dużo wczoraj czytałam na temat "trzynastki" i nic mi się nie zgadza. Niestety, ciężko przyznać ale podejrzewam siebie (syn i drugi chrześniak mojego chrzestnego mają lekkie wady genetyczne, prawdopodobnie gen dziedziczony po dziadkach, w moim przypadku po babci) i chociażby dlatego ciężko mi uwierzyć w to, że komórki TAK PO PROSTU źle się podzieliły podczas zapłodnienia. 🤔 Będę musiała zapytać genetyka jak ta sytuacja może się mieć do zapłodnienia drugiej komórki jajowej... Aktualnie, to nawet ciężko uwierzyć w to, że faktycznie ta druga się zapłodniła, skoro geny mogą być podejrzane (teraz obstawiam pierwszą). W badaniach autorzy opisali fakt taki, że w "trzynastkach" nieprawidłowy podział komórek powoduje opóźnienie w starcie rozwoju dziecka i z tego chociażby wynika duża rozbieżność pomiędzy OM a USG. Oczywiście, pierwsza trisomia/jakakolwiek wada/poronienie zdrowego dziecka nie wykluczają zdrowej ciąży później no ale jak człowiek już wie, że taka wada miała miejsce to podejście do życia i przyszłego planowania następnej ciąży jest całkiem inne, bo to takie - na dwoje babka wróżyła. Nikt i nic mi nie daje pewności, że wada się nie powtórzy - kwintesencja statystyki... My będziemy podejmować decyzje po uzyskaniu wyników z kariotypów...

Odnośnie poronienia - jeśli już wiem, że to wina "13", to... Jakby to napisać... Józiowi lepiej jest na górze. 😞


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 grudnia 2021, 12:41

Dziś taki piękny dzień za oknem. Zaraz kończą się Święta, minęły te dni niesamowicie szybko. Za dużo nie zjadłam, bo walczę ze zdrową i bez cukrową dietą, w sumie dieta to jedyne za co się wczesniej nie zabrałam podczas starań i poprzedniej stymulacji. Było ciężko zacząć żyć i jeść inaczej, ale dałam radę ☺️

Niestety, z marzeń o dziecku narazie nici, pęcherzyki rosną i jest ich więcej niż ostatnio, estradiol też ładnie przyrasta, ale oczywiście los mam znów podłożył kłody pod nogi, bo badanie aneuplodii nasienia u męża wyszło nieprawidłowe. Moja ginekolog kazała rozważyć dawcę, i w sumie byliśmy o krok od tej decyzji, ale stwierdziłam że nie poddam się tak łatwo, że taka decyzja zapadnie dopiero jak upewnimy się, że zrobiliśmy wszystko co się dało. Ja wiele zniosę, ale muszę być pewna.

Jutro kolejny podgląd 🥚, w środę prawdopodobnie punkcja. Chciałabym zapaść na ten czas w jakiś zimowy sen i obudzić się kiedy już będą jakieś wieści o zarodkach. Domyślam się jak będą wyglądać przyszłe dni. Znów strach i niepewność..

Czy te sytuacje i ciężkie momenty nas czegoś uczą ? Myślę, że głównie tego jak silne jest nasze małżeństwo, jak dużo jesteśmy nawzajem dla siebie zrobić, poświęcić wszystko dla dobra drugiej osoby. Wcześniej wyobrażałam to sobie tak, że ten wynik pokaże nam tylko, że skorzystamy po prostu z dawcy zamiast znów się rozczarowywać, stresować tym wszystkim. Ale jak już musiałam się z tym zmierzyć, dopóki nie podjęłam decyzji, że walczymy WSPÓLNIE, cały czas czułam, że postępuję niewłaściwie, że to za szybko na takie decyzje. I choćbym miała znów od nowa wbijać te zastrzyki, których tak bardzo nienawidzę, jeździć w kółko na wizyty, kombinować w pracy z urlopem, stresować się punkcją.. dam radę, bo Go kocham i zrobię wszystko by był szczęśliwy. Wiem, że zasługuje na to jak nikt inny ❤️

Kochane!
Wiem, że wiele z Was mnie obserwuje, czyta i mi kibicuje.
Chciałabym życzyć każdej z Was zdrowych,wesołych Świąt Bożego Narodzenia!
Pamiętajcie, że w tym szczególnym czasie nie ważne są prezenty, a czas spędzony z najbliższymi, wiec przytulcie swoje dzieci, pocałujcie swego męża i niech smutki i troski odejdą w bok..w tym szczególnym czasie pamiętajmy o tych, których nie ma z nami...
Wiem, że pewnie Wam nie muszę akurat tego przypominać,ale pamiętajmy także,aby przy składaniu sobie wzajemnie życzeń nie sprawić komuś przykrości,bo to co dla nas jest oczywiste komuś innemu może sprawić smutek i ból..nie życzmy sobie wzajemnie dzieci czy męża,bo te życzenia nie sprawią bezdzietnym radości, samotnych nie podbudują... życzmy sobie fajnych przygód, wspaniałych wycieczek, uśmiechu na twarzy i prawdziwych przyjaciół ❤
Dziękuję każdej z Was za wiarę we mnie ❤
Udanych Świąt 🎁

Chyba lata starań spowodowany że nie potrafię cieszyć się Świętami. Nienawidziłam tyłu Bożych Narodzeń, że chyba została mi jakaś rysa na psychice. Nie czuję magi świąt, zgubiłam gdzieś po drodze tą ekscytację. NIe miałam ochoty na śpiewanie kolęd ani delektowanie się pyszna kolacją, jaką przygotowała moja mama, bo ja palcem nie kiwnelam. Fakt że po prostu cały czas zajmowaliśmy się Marysia, no ale mam wyrzuty sumienia, że mam takie nijakie podejście do tych świąt.
Może to minie. Musi minąć. Chcę się cieszyć świętami jak dawniej.

Dziewczynki, zdrowych, wesołych, rodzinnych i spokojnych świąt Bożego Narodzenia!
Te święta u mnie są dziwne, po prostu się pochorowałam i leżę w łóżku :(
Od początku grudnia przyjmuję Encorton.
I w sumie mój organizm jest bardzo słaby. Mój żołądek bardzo źle reagował na ten steryd. W rezultacie było tak źle, że wylądowałam na tygodniowym zwolnieniu lekarskim, bo wymiotowałam i miałam okropne biegunki i przy okazji wylądowałam na kwarantannie, bo podejrzewano wariant Delta 🙃. Na szczęście wynik negatywny. Pani doktor przepisała mi lek osłonowy na receptę i teraz naprawdę z żołądkiem jest ok.
I ledwo tydzień minął od powrotu do pracy, tak teraz siedzę pod kołdrą z okropnym katarem, łzawiącymi i spuchniętymi oczami i ze stanem podgorączkowym.
Wiem, że takie działanie ma Encorton- ma obniżyć odporność. Ja naprawdę w tym miejscu muszę oddać wielki respect, dla Was, dziewczyny, które przyjmujecie wyższe dawki niż od moich 5mg różnych sterydów i leków. Podziwiam ile kobiece ciało jest w stanie znieść, aby zajść w upragnione ciąże.
Ale i są pozytywne strony tego cyklu.
Tydzień temu w piątek na monitoringu, okazało się, że mam dwa , po 20mm , pęcherzyki. Jeden z prawego jajnika ( niestety, też pojawiły się w nim ogniska endomendy)...i uwaga, drugi Z LEWEGO! Lewy jajnik po takim czasie ożył i wyhodował pęcherzyk! No, ale musieliśmy sprawdzić po paru dniach, czy faktycznie, chociaż jeden pęknie.
We wtorek był drugi monitoring. Przez cały dzień chodziłam zestresowana, bo bałam się, że dupsko zbite z tego będzie.
I okazało się, że...oba pękły!
OBA!!!
Podwójna owulacja!
Nie chcę się nakręcać, bo nasienie męża jest jeszcze mocno do poprawienia, ale samo to, że ten ,,uśmiercony" lewy jajnik zaowulował jest dla mnie świetną wiadomością.
Taki prezent od Matki Natury.
Pozostaje tylko czekac na rozwój sytuacji.

23dc

Zbliża się chyba okres. Nie wiem czy to moja głowa ale do momentu jak dzisiaj nie pomyślałam „hmm 23 dc a mnie jeszcze nie boli brzuch” to mam, dwie godziny później zaczął boleć. Już pal licho bo okres i tak wiem ze przyjdzie ale niech chociaż jeszcze poczeka bo mi to zaś namiesza. Na początku stycznia mam wizytę przed in vitro i szczerze mówiąc liczyłam, że zaczniemy już coś działać w tym cyklu a jak zaś wcześnie teraz dostanę okres to w styczniu będę już w w którymś tam dniu cyklu. No nic zobaczymy.

Święta przeżyłam, u rodziców było okrojone grono wiec nikt o nic nie pytał, u teściów też nikt nie pyta. W głowie oczywiście rozpierdol ale na prawdę wierze, że krok który zrobimy w styczniu będzie przełomowy 🙏🙏 przecie tak wielu parom się dzięki temu udaje…

Jak Wasze święta? Daliście radę?

Jeszcze tylko przeżyć 1 stycznia i później z górki 😉 bardzo nie lubię początku roku ale mam nadzieje że ten przyniesie tylko samo dobre 🙏🍀✊


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 grudnia 2021, 20:09

Malinka2021 PCOS a dziecko 30 grudnia 2021, 08:18

Wczoraj zakupiliśmy łóżeczko 😍 ruszył wyprawkowy szał 😅 teraz rozglądam się za wózkiem 🙂
Chyba jeszcze przemalujemy pokój, muszę pomyśleć nad kolorem 😄 może nad łóżeczkiem jakieś naklejki się przyklei 🤔

Mam strasznego doła... cały czas się waham czy iść gdzieś na terapię bo nie wiem czy sama sobie z tym poradzę...
Święta to był koszmar...płacz i nie dowierzanie dlaczego nas to spotkało... Kolejny rok za nami z lekami suplementami i nic beta nawet nie drgnęła masakra....

Karolaa Odkopuję wspomnienia. 👼🏻 29 grudnia 2021, 19:47

Dziękuję dziewczyny za tyle dobrych słów. Tak, jestem silna. To prawda. I mogę powiedzieć to z dumą. Chociaż czasami brakuje mi sił. Ale jestem tylko człowiekiem.
Gdy wróciliśmy do domu, następnego dnia rano spakowałam jej rzeczy. Nawet przez myśl nie przeszło nam żeby sprzedać cokolwiek. Nie musieliśmy nawet o tym rozmawiać. To było oczywiste. Mąż z teściem rozkręcili łóżeczko i przewijak. Zabezpieczone wynieśli na strych. Ja z mamą, siostrą i teściową składałyśmy jej ciuchy w kartony. Robiłam to z wielką nadzieją w sercu, że za jakiś czas będę je otwierać. Lampka z jej imieniem wisi na ścianie do dzisiaj. Obok dwóch wielkich zdjęć pod którymi zawsze stoją świeże kwiaty. Na szafce stoi jej Szumiś. Nie mogłam schować wszystkiego. Lubię na to codziennie patrzeć.
Zajęłam się organizacją pogrzebu. Pomagał mi tata, z mężem niestety w tym czasie nie mogliśmy się dotrzeć. Każdy na swój sposób przeżywał żałobę. To była wielka próba dla naszego związku. Miałam wątpliwości czy ją przetrwamy. Ale razem wybraliśmy urnę, różową z aniołkiem. Postawiliśmy na kremację. Razem zamówiliśmy mszę w polskim kościele.
Pogrzeb Mai odbył się w Dzień Ojca. Tego dnia miałam również planowany termin porodu... Byli z nami najbliżsi. Poprosiliśmy wszystkich żeby ubrali się na kolorowo. Msza była piękna. Grał zespół, ksiądz się przygotował. Zwracał się do nas po imionach. Mówił o Mai. Na środku stało mnóstwo różowych i białych kwiatów przed jej wielkim zdjęciem wywołanym na płótnie. Na końcu mszy poleciała piosenka Niemena "Wiem, że nie wrócisz". Całą mszę trzymaliśmy się z mężem za rękę. Bardzo nas to do siebie zbliżyło i od tamtego momentu byliśmy już w tym wszystkim razem. I jesteśmy do teraz. Wiem, że byłby cudownym ojcem. I jest cudownym mężem.
Ja przeszłam przez wszystkie etapy. Obwiniałam siebie, lekarzy, Boga i wszystkich w koło. W końcu przyszedł czas pogodzenia się z tym. Minęło pół roku od jej śmierci. I radzę sobie. Uśmiecham się. Spotykam się ze znajomymi. Ale nigdy nie będę już taka sama jaka byłam jeszcze rok temu. Żyję bez kawałka serca. Chociaż wiem, że jesteś obok mnie córeczko. Czasami czuję twoją obecność. Najczęściej w chwilach kiedy po prostu nie mam siły. To właśnie wtedy przechodzi mnie ten sam znajomy dreszcz. I wiem, że to ty. Bardzo za tobą tęsknię. Wiem, że chcesz żebym była szczęśliwa. A do szczęścia potrzebuję dziecka, które będzie obok mnie każdego dnia. Które chociaż trochę wypełni pustkę, która pozostała. Córeczko nauczyłaś mnie co to bezgraniczna miłość. I to chyba nic złego, że tak bardzo chcę obdarzyć tą miłością kolejne maleństwo. Nie chcę dłużej zadawać sobie pytania dlaczego? Na to nigdy nie znajdę odpowiedniej odpowiedzi. Patrzę w kolejny rok z nadzieją. Chcę w nim zostać mamą, ponownie.
Drogie staraczki. Niech w 2022 roku spełnią się wasze marzenia. Albo "chociaż" to jedno. Największe. Miejcie w sobie nadzieję. I wiarę w lepsze jutro. Życzę wam również dużo zdrowia.
2022 bądź dobry. Proszę. 🙏🏻


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 grudnia 2021, 16:01

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)