Ku pamięci - z dnia 12.11.2021
6:00 - wyleciało ze mnie "coś", spakowałam do pojemnika a położne zalały solą fizjologiczną i wstawiły to do lodówki. Od tej chwili każde wyjście do toalety to strach - strach przed tym, co zobaczę na podpasce.
8:30 - USG. Doktor obejrzała szyjkę, okazało się, że wyleciał czop śluzowy a za nim skrzepy krwi - od tej pory krawienie jest częstsze. Szyjka lekko rozwarta. Dziecko nadal mocno się trzyma mamy. 😌 Kolejna dawka poronnych, leżenie i czekanie. Bez zabiegu się nie obejdzie. Książka, literaki na kurniku, krzyżówki, TV... Nuuudaaa, choć głupio przyznam, że korzystam z tego spokoju i szykuje się psychicznie na powrót do domu. Rodzina nie będzie wiedzieć jak się zachować. Sportowa determinacjo - wracaj do mnie.
15:00 - poprosiłam męża o wrapy z McDonald's 😅. Tak, mam dość szpitalnego jedzenia. Tak, mam dość leżenia i kłucia. Mam dość tego wszystkiego, co się ze mną dzieje FIZYCZNIE. Wbrew pozorom, psychika ostatecznie się pogodziła z obecnym stanem. Kuźwa, jak widzę położną z wózeczkiem mam ochotę zwiać przez okno (leżę na parterze). 🤔
18:00 - mąż wygląda zdecydowanie lepiej, bardzo za nim tęsknię. 😞 Mam wrapy na kolacje 😁😂, dilerka średnio udana, zapach unosi się po całym oddziale. Mam to w 🍑, chcę zjeść w miarę normalne i względnie smaczne jedzonko. Przywiózł mi szydełko, zacznę robić bombki na choinkę. 😊
19:00 - jutro mam zostać na czczo, będzie zabieg. Krwawienie się rozkręca a moje samopoczucie jest ciulowe, bo chcę mieć już wszystko za sobą.
16dc...
2 dni... za 2 dni wieczorem pójdę spać już z kropkiem... proszę Cię, zostań z mamusia... zostań moim świątecznym cudem, którego pragnę jak nic innego na świecie...
Jeżeli tylko zostaniesz z nami, mamusia zrobi wszystko żeby u rodzić żywe i zdrowe dziecko... córeczko, wypros mamusi ta łaskę... ten cud...
Ku pamięci - z dnia 14.12.2021
6:00 - krawawienie jest ponoć okej, brzuch miękki.
8:30 - na USG wszystko ładnie wyczyszczone, jeszcze tylko ostatni antybiotyk, ostatni osłonowy i przeciwzakrzepowy... I wypis - mogę jechać do domu. ❤ W końcu mogę odetchnąć z ulgą.
11:00 - o ile w szpitalu czuję się świetnie, to obawiam się mojego samopoczucia w domu. 😌 Mam ochotę wyściskać wszystkie panie położne i lekarzy, cudowni ludzie! Jestem wdzięczna, zwłaszcza lekarzom, że pomimo zmian nie odczułam zagrywek typu "a nie jest pani moją pacjentką, to w sumie mnie pani nie interesuje". Żadnych niedopowiedzianych sytuacji, wszystko z najwyższą starannością... ❤ Wzięłam pojemniki ze szczątkami, płaczę - ze szczęścia. Mężu, biegnę do Ciebie! 🥺😃❤
Dziś aktywny dzień - prosto z mężem pojechaliśmy zawieźć Maleństwo do badań genetycznych, później turnee po zakładach pogrzebowych z zapytaniem o możliwość przechowania szczątków do dnia pogrzebu. Koniec końców stwierdziliśmy, że przechowamy je w domu, bo mamy ku temu warunki. Teść wypytał o pochówek księdza, zaproponował, by Maleństwo pochować z dziadkami. Jestem mu za to bardzo wdzięczna. ❤
Z mężem mieliśmy chwilę załamania w trakcie zapytania o trumienkę. Cóż. 😞 Musimy wspólnie uporać się z emocjami. 🥺 To nie tak miało być a zamiast trumienki, mieliśmy wybierać pierwsze zabawki i łóżeczko.
Bardzo ciężko jest się nam razem modlić. 🥺😞
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 grudnia 2021, 11:49
9 miesięcy i 1 tydzień
Jestem bardzo zła na siebie. Ostatnie dwa tygodnie były ogromnie wymagające. Synek złapał trzydniówkę. Mąż wyjechał. Zostałam sama z młodym z babcią z doskoku (dzięki wszechświatowi za babcie !!! 🙏🏼)
Samą chorobę przemilczę bo kosztowało mnie to ogrom stresu, strachu…Ważne, że szybko i powiedzmy, w miarę to przeszedł 🙏🏼🥺
Ale to co się podziało potem to istny hardcore. Zepsuło się jedzenie, które dopiero co się naprawiło. Zepsuły się drzemki z w miarę bezpłaczkowych wróciły do płaczu przez 15 minut. Zepsuły się, o zgrozo!, noce, które z pobudek co 3h na cycucha i odkładaniu śpiącego bobka zmieniły się na histerie i wrzaski. Kulminacja nastąpiło wczoraj gdy przez 3 godziny próbowałam odłożyć małego szatana do łóżeczka. Zasnęłam o 4 nad ranem.
Doszły histerie, ale te z zapowietrzaniem się, zmianą koloru na purpurowy itd, podczas przebierania pampersa, mycia po jedzeniu.
Pękłam. Dzisiaj pękłam. Krzyknęłam na niego. Nie raz. Zszokowany wbił we mnie oczy i zaczął płakać jeszcze mocniej. Przytuliłam, przeprosiłam. Przepraszałam tuląc, aż w końcu sama się popłakałam. Łzy leciały same, oddech stał się nierówny, nie mogłam powstrzymać szkochu. A on sie popatrzył i zaczął śmiać i wspinać do mnie. Zaczął przytulać się i wołać mama. A ja szlochałam jeszcze bardziej. A on? Śmiał się jeszcze głośniej. I patrzył na mnie. Oczkami pełnymi miłości. Tymi wielkimi, pięknymi oczami. Mimo wszystko. 💙
Jak mogłam na niego krzyknąć? Jak mogłam do tego dopuścić? Zmęczenie nie jest wytłumaczeniem. Wiem, że nie jesteśmy robotami.
Czasem potrzebuję być nie-mamą przez chwilę. Chroniczne zmęczenie, nieprzespane noce i przemarudzone dni dały mi się we znaki.
Tylko skąd czerpać nowe pokłady cierpliwości?
W jego oczach, w jego uśmiechu i słowach mama.
Skąd czerpać siłę gdy kolejna nieprzespana noc sprawia, że świat się rozmazuje?
W jego małych rączkach, które otulają mi szyje, w jego śmiechu, gdy dmucham mu w szyjke.
Mama to ja. Ja to mama. Tak będzie już zawsze. 💙
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lipca 2022, 09:53
W czwartek mialam moj trzeci transfer. Do tego podejscia mialam juz troszeczke rozrzeszorza diagnostyke i zalecenia od Pasnika.
Dwa dni przed transferem mialam wlew z accofilu i dodatkowo biore encorton, acard, accofil, kwas foliowy metylowany, wit D3, witaminy z grupy B i omega 3. Nie bede ukrywac z kazda godzina moj sceptycyzm rosnie. Dzisiaj obudzilam sie z bolem takim tempym w podbrzuszu. Zawsze tak mam przed @. Do tego teraz to juz kluje mnie caly czas z prawej strony plecow 
To oczywiscie spowodowalo, ze caly dzien lzy mialam w oczach i ciezko bylo mi sie ogarnac. Do tego maz w UK, bo nie mogl do mnie dolaczyc przez cholerny Covid. Wiem, ze kazdy bol, klucie moze onaczac wszystko, ale to jest zbyt podobne do siebie. Dodatkowo wstrzyknelam sobie accofil i zobaczylam, ze troche juz i tak malej dawki zostaje w strzykawkach!!! Jutro mam kontrolna morfologie dla Pasnika no i zobaczymy co tak wyjdzie. Dodatkowo teraz zazylam nospe, bo te plecy mnie troche mecza, ale stwierdzilam, ze nie zaszkodzi.
Wiem, ze musze byc silna i stawic czolo przeciwnosciom zwlaszcza, ze widze jak moja rodzina przezywa widzac mnie cierpiaca. Tak bardzo chcialabym, zeby sie udalo i moc obdarowac moich rodzicow wnukiem/wnuczka!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 grudnia 2021, 21:42
Ułamał mi się wieczorem prawie cały ząb dolna jedynka.😭😭😭😭😭
Czy może być na to lepszy dzień niż dzień przed wyjazdem na święta, dwa dni przed wigilią...???
W punkt żeby schrzanić człowiekowi samopoczucie 😖☹️
Udało się nam wbić na ostatni dzwonek na szczepienie Marysi, bo zwolnił się termin. Tyle że parę chwil po telefonie z przychodni przyszły wyniki jej posiewu i ma bakterie w moczu. Ciekawe czy lekarz ją zakwalifikuje do szczepienia.
Całą noc Marysia dziś nie spała. Jadła kanapkę z wędlina i żółtym serem popijając ją mlekiem owsianymi o 3 w nocy. Coś jej się pochrzaniły pory dnia przez te choroby.
Odkąd podejmuje delikatne próby odmowy jej piersi, to całe noce śpi z cyckiem w buzi i przez sen gada 'mama cyca'.
A teraz jeszcze ten ząb.
W głowie ciągle chłoniak.
Jestem psychicznie o fizycznie u kresu ☹️
16 dc środa TRANSFER
Mam urlop i nie moge spać. Transfer mam na godzinę 11.30. Troche dziwnie, ale nie czuje aby bylo to cos niesamowitego. Niegdys in vitro bylo czyms niewyobrazalnym, wrecz nieziemskim..tymczasem spowrzechniało. Ale to chyba dobrze, nie powinno byc to czymś dziwnym.
Odezwe sie po transferze 
5.12 miałam swoją druga punkcje - pierwsza w czeskiej klinice. Bardzo dobra opieka, dogadalam sie po angielsku, choc w razie potrzeby byla dostepna polska koordynatorka. Zaloga usmiechnieta i zyczliwa. Po punkcji herbatka, rogalik i ciepla koldra
Dali mi gonapeptyl zamiast Ovitrelle na wywolanie owulacji, dzieki czemu skutki uboczne po punkcji byly duzo mniejsze pomimo podobnej ilosci komorek. Klinika pracuje również w weekendy, jest mail z lekarzem duzurujacym i infolinia medyczna 24 h. System informowania na portalu co 24 h.
Efekt procedury w Polsce: - 6 blastocyst z 18 zapłodnionych komórek, 3 zarodki prawidłowe genetyczne, 3x beta 0
Efekt procedury w Czechach - 10 blastocyst z 17 zapłodnionych komórek..... czekam na wyniki badań PGT-SR na razie 6 zarodkowe c.d.n Na razie jestem bardzo zadolowona ze zmiany kliniki, maz również tak ocenia ze swojej perpektywy, choc faktura za leczenie byla wysoka, tutaj wiekszosc placi sie zaraz p punkcji, rowniez tak wyszlo z powodu duzej liczby zarodkow.... ale na razie naprawde wierze ze moze teraz sie uda 
Ogarnął mnie smutek....
Mąż pojechał do pracy, a ja wzięłam się za czytanie....
Wczoraj dostaliśmy wyniki badań nasienia, nie są najlepsze.....
Mąż się przejął kiepskim wynikiem nie tyle samymi numerkami w pozycji wynik jak samom adnotacją "silnie obniżone parametry koncentracji, ruchliwości, żywotności i morfologi plemników w badanym materiale"
Ja udawałam że mnie to nie rusza i nie dałam po sobie poznać że jednak mnie to ruszyło, że jest kolejny problem do rozwiązania..... jakby moich było mało.
Na pocieszenie chciałam męża ponakręcać, poseksić, powygłupiać się...... ale odniosłam wrażenie, że pozbawiłam męża męskości tym badaniem.
Dobiło mnie to...... nie same wyniki..... wyniki da się poprawić (chyba), wystarczy szukać pomocy lekarza, zastosować leczenie, ograniczyć pewne rzeczy, ale da się je poprawić.... dobiło mnie to co się stało z mężem po tym badaniu.... stał się zamknięty i zminy....
KUŹWA!!!!!!!!!!!!!!!! przecież ostatnio się udało!!!!!!! nie jest na 100% bezpłodny!!!!!!!!!!!!!!!! nasienie po prostu jest słabsze!!!!!
Co mam teraz zrobić?
kocham mojego wariata, kocham nad życie. Nie stracił w moich oczach, mamy po prostu kolejny problem do rozwiązania..... chciałam z nim wczoraj o tym porozmawiać ale nie poszło.... chciałam mu dać 2 opcje do wyboru....
"To co misiu? mamy 3 opcje:
1) możemy powtórzyć badanie za 3 miesiące, ale w tym momencie ograniczymy używki, słodycze, kawę i zaczniesz ładnie łykać witaminki razem ze mną i zobaczymy za 3 miesiące czy jest poprawa Albo:
2) umawiam cię do urologa i niech on kieruje tobą dalej ale powtórka nasienia i tak nas czeka....
3) Żyjemy jak dotychczas i liczymy na to że może dzidzia się pojawi już raz się udało "
Oczywiście przekazałam to delikatniej i czulej i odpowiedzi nie dostałam, od razu była zmiana tematu. Nie wiem jak znowu poruszyć ten temat. Nie wiem od czego zacząć, jak się zachować.
Chce mi się ryczeć.....
a tutaj wyniki:
[url=https://naforum.za.... zdjęcie usunięte
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 grudnia 2021, 00:17
Beta <0.1
Nic nie ruszylo. Leki nie pomogly. Mialam mala nadzieje, ze chociaz nawet jak sie nie uda to chociaz troche beta ruszy.
Snieg zaczyna padac za oknem, czuje sie pusta jakby moja dusza opuscila cialo i obserwuje mnie z boku. Jestem na autopilocie. Nie wiem co jeszcze mozna zrobic. Wyslalam morfologie to Pasnika, bo poprosil o wynik.
Moja nieplodnosc jest jak ta cholerna pandemia nie ma zamiaru sie konczyc. Kolejne Swieta z widmem kolejnego nieudanego transferu.
Udało się zapisać do dr Sydora. Termin był marcowy, ale ktoś odwołał wizytę z 19 stycznia. Jedziemy z mężem na wycieczkę do Krakowa. Nawet dobrze się złożyło bo potem w weekend mam szkolenie z usg w Katowicach... Więc już bliżej będzie. Trochę pozwiedzamy.
Nie robię żadnych badań, i tak już nie zdarzę. Biorę te, które zlecił mi Litmanowicz niecały rok temu. Mam tam wszelkie wirusowki, cytokiny, profil limfocytarny, białko C i S, kiry, hla c męża, pakiet trombo ( akurat wcześniej już go sama zrobiłam) nasz kariotyp. Chyba starczy. W razie czego powie co powtórzyć, co chce i wtedy to zrobię, ale obraz powinien już mieć.
A 29 idę sprawdzić czy te 4 torbiele się wchlonely... Przydałoby się...
Maz był na kilka dni u tego swojego kumpla co jego partnerka jest w ciąży. Dziś wraca. Na serio nie jestem w stanie zrozumieć czemu ludzie mają takie braki w inteligencji emocjonalnej. Mąż mu od paru lat opowiada o naszych problemach a ten.... Kur*a, bo już inaczej nie mogę tego powiedzieć cały weekend truł Mu jak to są szczęśliwi i że teraz kupują mieszkanie, bo wiesz dziecko, że spełnia sie jego marzenie o tacierzynstwie i prosi aby wypic z Nim za ciążę, dziecko i szczęśliwy poród. A ten mój nic..... Nawet się nie zająknął, bo mówi że "wiesz Jemu przykro będzie jak powiem ze mnie to nie interesuje na tą chwilę" No zesz Ty! Tamtemu przykro?!! A On? Jakbym tam była to gówno by mnie to obchodzilo. Kazałabym się Mu zamknąć. Bo powiedzieć można, ale żeby paplać o tym 3 dni i kopać leżącego to jest już jawne znęcanie się. Serio wykształcenie i status społeczny absolutnie nie świadczą o czlowieku.
To się wygadałam, wykrzyczałam i mogę wracać do pracy 😁
36tc+5
Za 2 dni będzie ciąża donoszona 😱🤯 mam nadzieję ze to tez będzie ten dzień kiedy poznam date, na którą czekam jak chyba na nic w życiu... może wtedy, jak miałam urodzić córeczkę, ale wtedy oczekiwanie zostało przerwane zdecydowanie za wcześnie...
Jak ktos może trzymajcie kciuki za nas, zeby tymrazem wszystko poszło zgodnie z planem... wg USG mamy 9 dni więcej, wiec jakby 38+0... za jakiś tydzień powinnam mieć Antka kolo siebie... nie dociera do mnie ze to koniec ciąży, ze za chwilę zaczniemy nowy etap życia... wierzę ze tym razem i my wyjdziemy ze szpitala z żywym dzieckiem, zamiast pękniętym sercem 💔 jak poprzednio... córeczko tak bardzo chciałabym żebym była tu z nami, czekała z nami na swojego małego braciszka... wierzę ze czuwasz nad nim... 🙏
2 dni... Boże, błagam 🙏🙏🙏
Boże, Ty wiesz o co Cie prosze, blagam🙏, nie pozwól zeby zycie zadrwilo z nas kolejny raz... 🙏
Błagam, niech ten cud trwa...
Boże... błagam pozwól mi zatrzymać to dziecko... 🙏🙏🙏 nie mogłam zatrzymać córeczki, błagam zostaw mi chociaż synka... 🙏🙏🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 sierpnia 2022, 13:31
35tc+0d waga 61,2 kg (+7,2 kg)
(Neoparin, Encorton, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12, Aspargin, Maglek)
Ostatnio stałam się autorką zdania
"nudna ciąża? Potrzymaj mi drinka i patrz!" 😅
W 34tc+4 byłam o godzinie 11 na ktg w szkole rodzenia, położna patrzy na mnie i pyta czy czuje skurcze.. WAIT, WHAT?! jakie skurcze? No takie co 8-10 minut, chwilę trwało zanim mózg przetworzył informację i mówię, że trudno mi powiedzieć bo w tej ciąży ciągle mnie coś boli, brzuch się wiecznie spina, więc jak mam być szczera to nie widzę różnicy, ale wątpię, że są to skurcze porodowe, bo tych ponoć pomylić z niczym się nie da. Wysłano mnie do szpitala, aby sprawdzić czy wszystko jest ok, no to idę, daleko nie było więc poszłam pieszo.
Do szpitala dotarłam ok 12. Tego dnia był jakiś ciążowy armagedon, 8 kobietek, wszystkie w niedonoszonej ciąży i wszystkie ze skurczami. Cóż trzeba czekać, o kolejności przyjęć decyduje lekarz prowadzący wdg ważności przypadków i tym sposobem spędziłam ponad 4h w poczekalni, ale jak mus to mus. W międzyczasie wśród oczekujących rozpętała się kupoburza, że czas oczekiwania taki a nie inny, że niektóre przyszły później, a weszły szybciej.. Nie wytrzymałam i zupełnie spokojnie rzekłam "drogie panie, też tu czekam i byłam szybciej niż część z was a pewnie wejdę później, bo jeżeli wszystkie mamy skurcze (to wynikało z wcześniejszych rozmów), to logiczne, że najpierw wezmą te osoby, którym się sącza wody, które krwawią lub są w młodszej ciąży, bo skurcze w 28tc są bardziej niebezpieczne niż w 34tc, a skoro siedzimy i mamy siły narzekać to znaczy, że jeszcze nie jest tak źle". Feedback "no w sumie, ma pani rację" cisza. Później zaczęły się normalne rozmowy jak w poczekalni pełnej emerytek, której co dolega itd 🤣 Swoją drogą nie przestaje mnie zadziwiać, że czasem ludziom trudno spojrzeć dalej niż po za koniec własnego tyłka 🤦♀️
Po przyjęciu na IP lekarka przebadała mnie wzdłuż i wszerz, skurcze nadal się piszą na KTG (regularnie co 8-10 minut), ale wszystko z dzieckiem ok, szyjka skrócona (2,4), miekka, ale trzyma. W pewnym momencie pyta, wiek ciąży z usg czy om? Odpowiedziałam, że z terminu transferu, więc znany jest dokładnie. Okazało się, że zwątpienie lekarki przyszło w chwili mierzenia dziecka, wykonała czynność ponownie, po czym mówi "ale duże dziecko, no inaczej nie chce być, mierzyłam 2x". Nasz mały chłopiec ważył 3128 gram 😲 niektóre dzieci mają tyle w 40tc 🙈 Do domu wrocilam po godzinie 18, przeorana tym dniem ekstremalnie padłam do łóżka i tyle mnie było widać.
Kolejnego dnia miałam wizytę kontrolną na nfz, lekarz w związku z krwiomoczem zlecił usg brzucha udało się ogarnąć tego samego dnia 💪 i żeby nie było nudno skoro dzień wcześniej na izbie wszystko było ok, to na usg wyszły kamienie na nerkach ok 2mm, na obu i więcej niż po jednym, także ten teges no 😅
Odstawiona Luteina i Nospa, niedługo odstawiamy magnezy. Mam już nie hamować skurczy, tydzień ciąży i waga klopsa pozwalają na poród, ale najlepiej gdyby tak jeszcze z 2 tygodnie posiedział.
Torba na poród prawie spakowana 🍀
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 marca 2022, 10:59
26+3
Na wstępie napisze że witam się z Warszawy 💛 udało mi się przylecieć wczoraj w nocy do Polski na święta. Mąż niestety musialam zostać w Abu Dhabi, ale dla mnie to wielka radość że mogłam przylecieć bo 1. Nie spędziłam całych świąt w domu z rodziną od 5 lat, 2. Mąż i tak lata w święta więc nie chciałam tak jak rok temu zostać sama w wigilię.
Ok ale do rzeczy - szybki update po ostatniej wizycie, która miała miejsce 2 dni temu
Maya waży 800g i dalej rozwija się prawidłowo 
Oczywiście jak na kobietę w ciąży przystało już się lekko stresuje ze jest mniejsza w porównaniu do dzieciaczków dziewczyn z forum, ale no wg siatki centylowej mieści się w normach, na dolnej granicy ale jednak w normach i właściwie od początku jest na tej dolnej granicy więc w sumie to równomiernie przyrasta także nie będę szukać dziury w całym.
Od teraz na wizyty mam już chodzić co 2 tyg. W sumie myślałam że częstotliwość wizyt zwiększy się później, ale nie narzekam oczywiście 
Śmieszne jednak jest troche to, że na początku ciąży kobieta chciałaby na wizyty biegać jak najczęściej bo jest wtedy najwięcej stresu, a teraz jak już czuję codziennie mocno ruchy małej, to specjalnie mi na tych wizytach już nie zależy 🙈 ale ok fajnie będzie monitorować jej przyrost wagi.
Jeśli o moją wagę chodzi to zatrzymałam się w miejscu na 68.8kg czyli ok 6,5kg na plusie.
No nic, uciekam. Nie mam jakoś weny na ten wpis. Jest 9 rano, ja od 6 nie śpię a poszłam spać też późno bo o 1:30 polskiego czasu. W Emiratach jest 3h później więc wczoraj teoche przegięłam, a tetaz mimo że jestem zmęczona to spać już dalej nie mogę bo za jasno jest w sypialni a nie ma tu zasłon zaciemniających
idę sobie zribic kanapkę 🙈😁
16 dc środa po TRANSFERZE
Wszystko poszlo bardzo szybko, tylko ja jedna bylam na sali, wiec hop siup i po transferze.
Doktorek zaaplikował blastke 4AA, na ekranie podczas wprowadzania coś jakby zablyslo - powiedzialam ze wygladalo to jak gwiazda betlejemska.
Nie czuje nic, nic mnie nie kluje, nic mnie nie boli. Zjadlam zurek i odpoczywamy.
Czekam na 03.01, chyba ze przed sylwkiem zrobie sikańca 
17dc...
Jutro nasz wielki dzień...
Walcz dzielnie mój zarodeczku, 🙏 zostań z mamusia już na zawsze, a zrobię wszystko żeby się udało... córeczko, bądź jutro z nami...
Dziś dzień przed Wigilia a ja mam doła że nam się nie udaję wg że cały czas stoimy w miejscu.
Chciałabym przed wakacjami byc juz po procedurze in vitro ale nie wiem czy się uda zgromadzić środki eh...
18dc... - Dzień transferu
Już po... Tak, dzisiaj zabraliśmy naszego kropka do domu... będzie Ci dobrze tutaj, w domu... córeczko, pomóż mu zostać z nami juz na zawsze, skoro Ty nie mogłaś... 😢
Czy to będzie świąteczny cud? Tak bardzo bym chciała, żeby tymrazem się udało... 🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 grudnia 2021, 16:16
5+1
Pęcherzyk ciążowy 7,4 mm
Brak ciałka żółtego ale powinno się wykształcić pomiędzy 5+2, a 5+5 🤞🏻🙏🏻
Dzień lub dwa po pojawieniu się ciałka żółtego powinien się pojawić zarodek.
A serduszko ma deadline 6+1 🤞🏻🙏🏻
Okruszku, bardzo Cię kochamy i trzymamy za Ciebie mocno kciuki, dasz radę maluszku!! 💜💜💜

Wiadomość wyedytowana przez autora 23 grudnia 2021, 22:06
2 lata, 4 miesiące, 3 tygodnie i 3 dni razem
Młodemu ostro wjeżdża update systemu, zaczęło się w październiku od rezygnowanie z drzemek, w listopadzie doszły do tego lęki nocne i strach przed ciemnością. Od grudnia śpi bardzo nerwowo, wierci się, pojękuje, ma dosłownie syndrom niespokojnych nóg. Po nocy czasem zgłasza, że bolały no nogi (głównie piszczele), więc pewnie do tego wszystkiego dochodzą bóle wzrostowe. Od tygodnia całkiem się rozjechał harmonogram spania. Do łóżka zawsze idziemy o 19 (rytuał jest od urodzenia taki sam, muszę być obok dopóki nie zaśnie). Do niedawna zasypiał najpóźniej do 20 (zazwyczaj w 20-30 min). Obecnie potrafi się kokosić w łóżku nawet do godziny 23 (mimo, że cały czas kładziemy się o 19). Od trzech dni widać, że emocje w nim mega eskalują, wcześniej jak na dwulatka był całkiem opanowany. A teraz złości się, tak że aż sztywnieje, na szczęście przy tym nie wpada w tantrum i zazwyczaj nie płacze. Niestety jednak czasem znajduje ujście w tym, że mnie (lub kogoś innego) popchnie albo klepnie, wiem jak na to reagować, więc nie mamy eskalacji tego zachowania.
Trudny czas dla nas obu. Myślę że dla młodego szczególnie, widzę jak miota się w uczuciach, jak jego młody układ nerwowy aż miga na czerwono, pulsuje i paruje, a on nie wie co się dzieje. Widzę też, że im większy zachowuję spokój tym szybciej udaje się nam opanować sytuacje. Chociaż nie mogę powiedzieć, ostatnio mi też się raz ulało.
Siedzę u mamy w sypialni na łóżku (za plecami nie mam oparcia), jestem jakieś 20-30 cm od ściany, młodego dosłownie roznosi, biega po łóżku, skacze, szaleje. Staram się go jakoś wyciszyć, ale się nie udaje, w końcu odpuszczam, uznaję, że czas zrobić mleko i iść spać. W chwili kiedy wstawałam K wpadł na mnie całym ciężarem ciała, uderzyłam głową o ścianę tak mocno, że aż mi zadzwoniło w uszach (a młody nadal szaleje). Krzyknęłam "K, przestań", rozpłakał się. Rzadko na niego krzyczę reakcja jest zawsze taka sama, płacz, strach. Przytuliłam, przeprosiłam, powiedziałam, że nie chciałam go przestraszyć. Moja mama zaczęła go namawiać "przeproś mamę, mamie jest przykro". Poprosiłam, żeby tego nie robiła, że K jest teraz w dużych emocjach i to nie jest dobry moment. Poszłam do sypialni, K ze mną, wszystko o co poprosiłam wykonywał bez mrugnięcia okiem, mimo że wcześniej jakby nawet mnie nie słyszał. Zrobiło się spokojniej więc wytłumaczyłam co się wydarzyło, kiedy skończyłam, zabrałam się za zmianę pościeli. Młody siedział na swoim łóżku spokojnie, przyglądał mi się uważnie, po chwili zapytał:
Młody: mama smutna?
Ja: tak, jestem smutna
Młody: to przytulam
I mimo, że samo przepraszam nie padło, to po sposobie w jaki się przytulił wiedziałam, że to pierwsze, piękne, szczere przeprosiny.
Rozpisuję to tutaj, bo nie chcę aby kiedyś te ważne chwile zatarły się w pamięci.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 grudnia 2022, 22:25
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.