🍀Przygotowania do pierwszej wizyty w klinice.🍀
Z mojej strony miałam wykonać poniższe badania. Po stronie męża ma być aktualne badanie nasienia (zostało wykonane niecały miesiąc temu).
zalecenie z kliniki:
✅Kariotyp - 46 XX
✅anty TPO - 13,50 IU/ml
✅Inhibina B - 120,3 pg/ml
❗ANA1 - dodatnia
🔸 ANA4 - ana2- słabo dodatni, ziarnisty 1:160
✅AMH - 4,880 ng/ml
✅TSH - 0,930 µIU/ml
✅FT4 - 1,39 ng/dl
✅Prolaktyna - 16,5 ng/ml
✅FSH - 8,63 mIU/ml
✅LH - 10,50 mIU/ml
✅Stosunek LH do FSH = 1.22 (mogłoby być lepiej)
✅Estradiol - 43,8 pg/ml
✅Progesteron 3dc - 0,70 ng/ml
✅Progesteron 7dpo - 29,50 ng/ml
✅Testosteron - 0,67 ng/ml -> 0,26 ng/ml (powtórka po kuracji dexamethazonem)
✅DHEA SO4 - 425,0 µg/dl -> 74,2 µg/dl (powtórka po kuracji dexamethazonem)
✅SHBG - 107,00 nmol/l
✅Grupa krwi - 0 rh+
Dodatkowo zbadałam:
✅Przeciwciała przeciwko plemnikom - ujemne
✅Przeciwciała przeciwko Antygenom jajnika - ujemne
❓Mocz - ciężar właściwy (niski), pH (5)
❓Morfologia - podwyższone MCV (95,5 fl) i MCH (32,8 pg)
✅Glukoza - 89,50 mg/dl
✅Cholesterol całkowity - 178 mg/dl
✅ALT - 18 U/l
✅CRP - 1,4 mg/l
✅Żelazo - 142 µg/dl
✅Ferrytyna - 44,5 ng/ml
✅17 hydroksyprogesteron - 1,23 ng/ml
✅Witamina B12 - 284,00 pg/ml (mogłoby być lepiej)
✅Kwas foliowy - 22,70 ng/ml
✅Androstendion - 3,93 ng/ml -> 2,26 ng/ml (powtórka po kuracji dexamethazonem)
✅Witamina D (25(OH)) - 35,4 ng/ml (mogłoby być lepiej)
◾homocysteina - do zbadania
✅Białko C, aktywność - 123,8 %
✅Białko S, wolne - 123,4 %
◾ Insulina - do zbadania, zalecenie ginekologa
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 listopada 2022, 15:44
5dpt
Byłam u immunologa i dowiedziałam się że, ta moja niska homocysteina (3.71) jest bdb i to oznacza ze bardzo dobrze się odżywiam i suplementuje. Polecił mi jeszcze Acard co 3 dni. Jeśli jestem w ciąży mam przyjść z badaniami po wizycie serduszkowej, jeśli nie będę to mam zrobić te allo mrl i będziemy myśleć co dalej. Odnośnie innych wyników lekarz tez zadowolony. Więc w końcu jestem spokojna.
Ciąża zakończona 12 grudnia 2022 godz 15.55 przeć CC przyszedł na świat Michałek
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 stycznia 2023, 20:42
Krwiak zniknął a maluszki są całe i zdrowe. 😊
Jeszcze jestem w szpitalu ale myślę, że nie będą mnie już długo trzymać. 😊
Dziękuję za każde kciuki, za każde dobre słowo. ♥️♥️
Hania ma 3 tygodnie. Jest cudownym dzieckiem, każdy jest pod wrażeniem jej czuprynki. Najbardziej zakochana w niej jest moja mama
gdy wróciliśmy do domu, starsza córka od razu zaczęła ją głaskać i całować
do teraz co chwilę podchodzi do niej, sama z siebie chce ją przykryć, dać smoczek itp., ale musimy też zachować dużą uwagę, bo często zdarza się, że zaraz po głaskaniu ją podrapie, złapie mocniej za nos czy pociągnie za nóżkę. Póki co nie widać zazdrości. Mam nadzieję, że jej nie będzie przynajmniej w najbliższym czasie. Młodsza jest zdecydowanie bardziej wymagająca od starszej. Jak zacznie płakać to nie ma półśrodków. Podejrzewam, że mieszkańcy 2 bloków dalej ją słyszą 🤣 i bardzo nam ulewa... Doszło do tego, że nie mogę karmić ją bezpośrednio piersią, bo w 90% skończy się to sporym ulaniem. Odciągam co mogę i zagęszczamy i podajemy mm. Na szczęście nie ma problemu z piciem z butelki w przeciwieństwie do starszej. Gdy była tylko na kp w tydzień przybrała tylko 140 g, a w tygodniu gdy wjechało mm 420! Gdy biedulka ulewała bałam się ją przełożyć, podnieść, przebrać bo wiadome było, że skończy się to chlustem. Mąż był z nami tylko 2 tygodnie... W tym tygodniu wrócił do pracy i nie powiem, że było łatwo. Teraz pisząc to mam łzy w oczach. Dni uciekają jeden za drugim, a ja chcę tylko przetrwać. Non stop jesteśmy na pełnych obrotach, prawie 0 czasu dla siebie, czasami, gdy drzemki dziewczyn się rozjadą to nawet nie mam kiedy uczesać włosów czy się umyć. Rano zazwyczaj ogarniam starsza z młodszą na rękach, gdy już uda mi się ją odłożyć to zaraz idę do starszej, chcę jak najwięcej poświęcać jej czasu, żeby nie poczuła, że jest odstawiona na drugi tor. I tak jestem pod wrażeniem, że potrafi sama się sobą tak super zająć. Wcześniej cały czas spędzaliśmy razem i zabawy też były zazwyczaj wspólne. Ale i tak muszę ją bardzo pilnować, bo ostatnio ma takie pomysły jak wchodzenie na sedes czy stanie na krześle. Ale jest cholernie ciężko, cały czas na pełnych obrotach, cały dzień oczy dookoła głowy, wszystko w biegu, noce nieprzespane, dni zlewają się ze sobą, każdy wygląda tak samo i każdego dnia budząc się proszę o to żeby nie było gorzej. Szczerze? Nie czerpię w tej chwili radości z macierzyństwa. Mam wyrzuty sumienia, że nie poświęcam dziewczynom tyle czasu ile bym chciała. Ostatnio zdałam sobie sprawę z tego, że nawet do młodszej nie rozmawiam. Zazwyczaj gdy ją ogarniam skupiam uwagę na starszej, wymyślam jej jakieś zadania, zagaduję itp. Dzisiaj dopadł mnie kryzys i myślę sobie co myśmy zrobili???
8dc
Skończyłam stymulację lamettą, na początku ból głowy migrenowy (choć nie wiem czy to nie wypadkowa weekendu i stresu) plus wyglądam jak pizza salami z diodami xD Zaczynam czuć lewy jajnik z torbielą, więc może znów się obudził ze snu 😊 W poniedziałek idę na podgląd, więc zobaczymy co tam się wykluło 🐣
Wynik kariotypów jest OK. Spadł mi kamień z serca, bo choć niewiele zmieniłoby to w dalszych planach i krokach to godzina przed teleporadą była chyba jedną z dłuższych jakie dane mi było przejść. Kobiecy umysł potrafi dużo nadinterpretować i martwić się na zapas, przez co mąż, który przyszedł po wszystkim dostał rykoszetem. No cóż, pogadaliśmy później na spokojnie. Znając siebie przy jakiś problemach będzie to samo 🤣
Chcę znowu wrócić do miarę regularnej aktywności fizycznej 😂 jak co roku w okolicach jesieni, długich wieczorów, zimnych dni mam ochotę się rozruszać, bo mam tak spięte ciało, że wszystko aż mnie boli... Potrwa to znowu do wczesnej wiosny, aż zacznie się robić jasno i ciepło i ja wtedy zapadam w sen letni, w którym robię absolutne minimum.
16 dni do urlopu, 23 do histerolaparoskopii - odhaczam dni 🤞
Hej Dziewczyny!
Znowu stało się coś znaczącego!
Wczoraj byłam na zakupach w galerii z Mężem. Idąc po H&M zauważyłam jakąś panią, opierającą się o wieszaki. Podeszłam i spytałam się czy coś się stało. Ona nogi z waty, łzy jej napłynęły do oczy. Mówiła niewyraźnie, nie mogła złapać tchu. Nie chciała żeby wezwać pogotowie. Powiedziała, że to z nerw. Zaprowadziliśmy ją, żeby usiadła. Powiem Wam, że nigdy nie widziałam kogoś w takim stanie... Kobieta widać, że ma ogromne problemy rodzinne. Mówiła o oddaniu całej siebie córce i braku szacunku od niej (oczywiście wysłuchałam jednej strony, więc nie będę oceniać, czy to jej wina czy rodziny). Płacząc mówiła o swoich próbach samobójczych i o tym, że nie powiodły się tylko dlatego, że wierzy w Boga i boi się to zrobić. Koty są jedyna rzeczą, która trzyma ją jeszcze jakkolwiek przy życiu...
Powiem Wam, że ciężko było mi tego słuchać i widzieć jak cierpi... Zaproponowałam jej, że podam jej namiar na psychiatre który wiem, że pomógł niejednej osobie. Powiedziałam, że nie musi się od razu decydować, ale będzie miała chociaż namiar. Zgodziła się...
Siedzieliśmy z nią ok 20 minut. Na koniec dziękowała nam, że jeszcze są osoby które interesują się cierpieniem innych.. Ale jak tu przejść obojętnie przy takiej sytuacji...
Powiedziała również, że będzie się za nas modlić. Przyjmuje tę modlitwę, choć myślę również o tej kobiecie... Oby zaznała jeszcze szczęścia!
Czy teraz regularnie będą przytrafiać mi się takie rzeczy? Najpierw chory porzucony kotek, teraz ta kobieta... Co za 2 tygodnie?
34+6
Mam dziś średni nastrój. Poza strachami pierwszego trymestru naprawdę nie miałam na co narzekać w ciąży, no to na końcówce wyszedł mi dodatni GBS. Niby wiem, jakie jest postępowanie l, ale już mam kombo w głowie - a co jak za późno pojadę lub poród będzie super szybki? A co jak na IP przez którą muszę przejść będzie ktoś niekumaty i trzeba będzie się w bólach awanturować o szybkie przyjęcie i podanie antybiotyku? Wogole trochę się stresuję, że ja nie rozpoznam rozpoczynającego się porodu 🤡 Ostatnio często pobolewa mnie brzuch jak na okres. Podzieliłam się obawami z lekarzami to się uśmiał znowu i „spokoooojnie, będzie panią w pół gięło”.
Jutro ostatnia wizyta u profesor i instrukcja odstawiania leków. Dzisiaj ostatni Acard. A 28.05 u prowadzącego z kliniki. Zleciało 🤯 Powinnam się zabrać za masaż krocza, a za jakieś 2 tygodnie za inne magiczne sposoby porodowe: wiesiołek, daktyle, świeży ananas, seks, więcej spacerów, spicy food.
Monitoruję ciśnienie, jest niskie, ale coraz częściej mi duszno i gorąco. W nocy otworzyłam okno na oścież, porozbierałam się do naga i dopiero dało się spać.
Mam nadzieję, że dotrwam do czerwca, do ciąży donoszonej. Tak zresztą mówię Małej - że ma siedzieć co najmniej do Dnia Dziecka a potem już niech sobie wybiera i odpala start na planetę Ziemia 🩷
Hej Dziewczyny!
Wczoraj byliśmy na urodzinach kumpla. Byli tam jego znajomi. Okazało się, że ta dziewczyna dorabia w salonie, w którym pracuje moja kumpela. Dowiedziałam się, że jest w ciąży. Widziałam się z nią ostatni raz w sierpniu, nie pochwalili się nam, pomimo tego że nasi mężowie znają się już z 20 lat. Obojgu nam zrobiło się mega przykro. Mi nie wiem przez co bardziej.. Że to nam pierwszym się nie udało, czy że nam nie powiedzieli...
Nie jestem teraz zdołowana, ale czuję, że powoli puszczają mi emocja, z którymi już miałam styczność przed ostatnimi dwoma okresami... Zaczynam się stresować, bo wiem co mnie czeka - kolejne kilkudniowe załamanie nerwowe. Czyli znając życie nie udało się. Czuję, że znów mi ciężko...
Dzień dobry!
Co u mnie. No więc wjechał Omegamed Optima jak zapowiadałam. Co ciekawe, zostało go mniejsza ilość niż myślałam. 2 dni zostanę bez supli, ale to nie tragedia. Chyba zamówię do paczkomatu Ovarin, żeby mama odebrała jak do niej zjedziemy.
Dziś mam bardzo dobry humor. Może dlatego, że wkrótce święta, kocham Boże Narodzenie. Miało nie być prezentów, ale chyba tak nie umiem. Wymyślę coś ładnego i w rozsądnej cenie.
Duży sukces - moja waga drgnęła w dół bez głodzenia się. No dobra, czasem pominę jakąś kolację. Ale jem wszystko z rozpiski Akademii, nie zasypiam po obiedzie i czuję się dobrze. Wyzwanie będzie w grudniu. Potrzebuję jeszcze 4 kg w dół i będzie dobrze.
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 listopada 2022, 10:41
10 dpo.
Proszę o wielkie kciuki.
1.12 - 7 dpo - progesteron 14,00
Wczoraj 03.12 - 9 dpo, kreseczka na facelle - progesteron 21,60, beta HCG - 9,21...
Szok, niedowierzanie. Drugi cykl starań po poronieniu. To obłęd, człowiek stara się 3 lata, nieudane IVF i nagle. Praktycznie ciąża po ciąży...
Dzisiaj - test ściemniał, ale delikatnie, dużo mniej niż w lipcu - nie ma spektakularnej różnicy.
No ale jest tu i teraz.
Powtórzę jutro betę, choć miałam tego nie robić - ale muszę uspokoić głowę.
Zastrzyk z heparyny zrobiony.
Proszę, zostań z nami.
🙏🙏🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 grudnia 2022, 13:40
„Upadnij siedem razy, ale wstań osiem.”
15dpo ?
Prog: 23.60 ng/ml
Bhcg: 703 mIu/ml
Przyrost tym razem: 180%
Czyli wciąż jestem w ciąży. Tylko czemu prog zaczął spadać?
Wczoraj byliśmy na dłuższym spacerze, ale bez żadnych szaleństw, toż to tylko spacer..
A dziś jak na złość piersi jakieś sflaczale i w ogóle nie czuje się ciazowo..
Głowa zaczęła pracować..
Ale wierzę w Ciebie - Kropku - zostań proszę z nami 🙏🙏🙏 Walcz !
Edit: 20.12.2022
Dziś zdecydowanie czuje się ciazowo
osłabiona, senna i bez sił.
Kontaktowalam się z moja poradnia niepłodności. Lekarka, cyt. kazała "zachować spokoj" 
Wypisala recepty na brakujące leki,
Dołożyła Progesteron (3x1 Bensis + 3x1 Duphaston)
Zlecenie badania TSH + FT4 raz na miesiąc
I póki co: badanie Progesteronu raz na tydzień.
Ponieważ święta za pasem A my wyjeżdżamy, jutro idę do gina z pakietu - żeby sprawdzić czy kropek jest w macicy. Mam nadzieje, że będzie pęcherzyk.
Kropku - walcz i zostań z nami ! 🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 grudnia 2022, 17:43
Zastanawiamy się czy słabe wyniki nasienia nie wyszły przez to, że w lipcu przechodziliśmy covid. 0% prawidłowo ruszających się plemników, kilka % wolno ruszających się, a ponad 90% nieruszajacych się. Upłynnienie musieli zrobić mechaniczne. Od maja w zasadzie nic takiego się nie zmieniło. W zasadzie tylko ten covid w lipcu, i po wakacjach więcej stresów w pracy męża. Ale czy to aż tak by wpłynęło na wyniki?
W lipcu prawidłowo ruszających się było 9%. I pozostałe parametry były w normach. Lekarz mówił, że jest bardzo duża szansa na powodzenie inseminacji. I tak się stało.
A teraz?
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 listopada 2022, 16:52
Dziś czuję się jak na @. Nie wiem czy będzie coś z tego cyklu. Bo znowu jest to uczucie ciężkości i wszystko mnie wkurza. Czyli tradycyjnie. I fast foody znowu zaczynają do mnie przemawiać ludzkim głosem. Hurra....... .... ... Dajcie już reset cyklu, proszę.
A jak na złość FB znowu mi wyrzucił w wynikach wyszukiwania jakieś sesje zdjęciowe koleżanki w ciąży, jakieś zdjęcia z urodzin bobasów. Nie smieszne.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 listopada 2022, 20:03
Jestem okropna. Serio. Zapowiedziała się dzisiaj do nas z wizytą moja Przyjaciółka z Mężem. Dawno się nie widziałyśmy, choć regularnie rozmawiamy przez telefon. Mieli wpaść dzisiaj na kawę wieczorkiem. A ja... Właśnie Jej napisałam, że chyba dopadł nas jakiś wirus i chyba lepiej byłoby przełożyć to spotkanie... Przyjaciółka jest w 5-tym miesiącu ciąży. Nie mam dzisiaj siły na to spotkanie. Miałam ciężki dzień w pracy i potrzebuję odpocząć, a nie udawać, że u nas wszystko OK, jestem silna i wcale nie chciałabym być na Jej miejscu... Ech... Jestem okropna. Serio. Wiem, że nie powinnam tak robić. Wiem. Jednak to było silniejsze ode mnie. Przynajmniej dzisiaj.
22 dpt
Byłam na usg. Jest pęcherzyk w macicy, jest ciałko żółte. Nie ma jeszcze serduszka. Trzeba czekać. Nie ma krwiaka.
Nie wiadomo skąd było tamte krwawienie.... I skąd jest kolejne... Bo tak... Wróciłam od lekarza i chlusneło znowu krwią...
Boże czemu to się musi tak źle dziać ☹️☹️☹️
16 VII 2023
19 cs 5 dc 4 dzień stymulacji.
@ spóźniła się o 5 dni, tym samym krzyżując mi idealnie wyliczoną pod urlop procedurę. Ale tym będę martwiła się później. Podejrzewam, że spóźnienie spowodowane było po prostu stresem. Niby nie stresowałam się ale podświadomie siedziało to głęboko. Do tego momentu, że kilka dni przed rozpoczęciem procedury miałam straszne koszmary. Dzień przed pierwszą wizytą w nocy nie mogłam zasnąć - przekręcałam się z boku na bok próbując zmusić się do snu. Czułam, że Mąż również kręci się w łóżku jednak nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. Chyba sami przed sobą baliśmy się przyznać, że to aż tak przeraża. Rano on zwalił to na zbyt wysoką temperaturę w sypialni, ja na drzemkę w dzień.
Wizyta u gina była szybka i konkretna - badanie USG, ustalenie leków i wyznaczenie daty kolejnej wizyty. Chcieliśmy omówić dodatki i ilu dniowy transfer ma w planach ale stwierdził, że to zbyt szybko na takie rozmowy - że nie ma jednego schematu dla każdego i wszytko wyklaruje się na dniach. Ufam mu - w sumie nie mam innego wyjścia.
4 zatrzyki już za mną - oprócz małych siniaków nic mi nie dolega. Pierwsze dwa dni stymulacji czułam mocniej jajniki (ale nie wiem czy to po prostu nie od trwającego okresu), teraz już nie czuję nic. Jedynie widzę, że cera zaczyna mi się psuć 🙄 zatrzyki robi mi Mąż - angażuje Go w co tylko się da, nie chcę być w tym sama. Tłumaczę, że nie dam rady zrobić sobie zatrzykow, bo instynkt samozachowawczy nie pozwala mi dzgac się w brzuch 😉 Mąż przewraca oczami ale dzielnie robi - przeżywa i panikuje gorzej ode mnie 😉 więc póki co jestem dzielna, nie poddaję się, idę powoli do celu. 🍀🍀
***
Rozpoczęłam swoją wędrówkę. Przed oczami mam pierwszą bazę pt. wytworzyć jak najwięcej wartościowych jajek do punkcji. To póki co jest mój number one. Staram się nie wybiegać zbyt daleko w przyszłość - wyniki o pierwszym etapie będę miała pewnie czwartek /piątek. (podgląd już we wtorek więc da jakiś zarys sytuacji 🤞🏻). Tymczasem krok za kroczkiem do przodu. Póki co w wędrówce towarzyszą mi Puregon i Orgalutran - polubiłam się nawet z nimi - raz, że dali ogarnąć się na refundację więc zamiast prawie tysiaka w aptece zostawiliśmy ponad stówkę i dwa - zostawiają tylko mini siniaki bez skutków ubocznych (odpukać w niepomalowane! 🤞🏻).
***
Moja mama miała dzisiaj piękny sen. Nie wie, że podchodzimy teraz do in vitro, a zadzwoniła i powiedziała mi, że śniło jej się, że miałam urodziny i dostałam od przyjaciółek pokrojone ciasto - w śnie mówiły, że ile jest kawałków tyle będę miała dzieci - naliczyli ich 19! 😁 Mama mówiła, że w tym śnie była przerażona, bo gdzie tyle dzieci, a ja biorę to za dobrą wróżbę 🍀🤞🏻😁
***
Teraz napiszę dwie niezbyt miłe, wręcz brutalne rzeczy ale chcę żebyś miała świadomość, że nie jesteś w tym sama.
Pierwsza - starania to samotna droga i tak właśnie możesz się czuć. Samotna, pogubiona i niezrozumiała. Mimo, że mam wsparcie Męża wiem, że in vitro to proces przez który muszę przejść tak naprawdę sama - to moje ciało poddawane jest stymulacji końskimi dawkami hormonów, później pod narkozą wybiorą mi komórki aby za kilka dni wpuścić je do organizmu znowu. Tak od strony praktycznej wygląda in vitro - to nie droga usłana różami, więc ja też nie będę czarować. Wczoraj zaczęłam kopać się z koniem - byłam wściekła na cały świat za sytuację, w której teraz jestem. Byłam wściekła na to ilu rzeczy muszę sobie odmawiać albo ustalać konkretnie pod cykl by uzyskać coś co dla wielu jest banalnie proste. Przy moim boku jest Mąż, wspaniała mama, przyjaciółki i dziewczyny z forum - jestem za to wdzięczna ale i tak samotnie idę drogą do macierzyństwa - czuję się mentalnie samotna. I wiedz, że to normalne.
Druga - in vitro to cholerna próba dla związku. Mimo, że dopiero rozpoczęliśmy procedurę to widzę, że oddziałowuje na Nas, to co się dzieje nie pozostanie bez śladu w Naszym małżeństwie. Mam nadzieję, że wyjdziemy z tego jeszcze silniejsi. Prawdą jest to, że ja w chwilach stresu zamykam się w sobie - robię się bardziej milcząca i nerwowa. Mąż ucieka w pracę - szuka sobie zajęcia na siłę aby zająć czymś myśli. Boimy się. Staramy się jeszcze bardziej dbać o Naszą relacje ale emocjonalnie siedzimy na tykającej bombie. I mam nadzieję, że eskalacja będzie w wyniku euforii po ujrzeniu "pozytywnej bety". 🤞🏻
***
Jestem na szlaku - idę. Póki co równym krokiem - nie zatrzymuje się na przystankach, nie słucham opowieści o niepowodzeniach, wystawiam twarz do słońca i ładuje akumulatory. Czasami z oczu znika mi Mąż - wtedy nie jestem pewna które z Nas idzie zbyt szybko. Ale odnajdujemy się. I cały czas wierzymy, że widok z góry będzie warty każdego przebytego miesiącokilometra 🤞🏻
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lipca 2023, 20:05
Ciąża zakończona 18 lipca 2023
Wizyta u lekarza prowadzącego 7.06.23
Jakoś mi nie po drodze ostatnio z wpisami do pamiętnika, sama nie wiem czemu.. i w sumie nawet trochę mi szkoda, bo nie wszystko już pamiętam.
Ale jakoś mam już tak w tej ciąży, że przychodzą okresy, gdy wszystko mam w nosie i wszystko mi obojętne i takie gdy w jeden dzień przychodzi power i nadrabiam wszystkie zaległości.
Czas od ostatniego wpisu do wizyty - intensywny - nie ma nudy na L4. Po drodze dzień matki (jakże inny w tym roku niż te ostatnie
), czytanie bajek w przedszkolu, dzień dziecka, czytanie książeczek o bobasie, występ pierworodnej, pikniki, dużo zabaw w domu i wreszcie - odpakowywanie wózka ! Który od początku czerwca sobie grzecznie czeka w salonie, co jakiś czas wietrzony na balkonie 
Wizyta - tym razem bez starszej, ale zrobiliśmy dl niej nagranie 
Na wizycie wszystko w porządku. Kontynuacja leków, łącznie z żelazem. Szyjka długa - 4cm.
AFI: 11
Wg OM: 28t5d
Wg USG: 1320g - 28t6d
Wszystkie parametry ok - brzuszek/główka/kość udowa w miarę rowno, różnica kilku dni.
Zalecenie szczepienia na krztusiec, na covid też warto.
Wynik cytologii - ok
Zalecenie USG 3 trymestru.
CMV - i tutaj zaczęła się dla mnie nowość (w sumie juz w 1trym) - w poprzedniej ciąży nie wykonywałam badania na przeciwciała CMV (nie ma ich w karcie ciąży). Tym razem zrobiłam je za zleceniem gina w 1 trymestrze - wyszło, że nie mam aktywnego zakażenia, ale mam przeciwciała - więc musiałam kiedyś na to chorować (dla dzieci/dorosłych to zwykłe przeziębienie ale w ciąży i dla noworodków jest to groźne). Wtedy gin zlecił zrobić dodatkowo awidność. Jakoś nie mogłam zdobyć skierowania z luxmedu, w końcu sie udało - przyszedł wynik - awidność wysoka czyli zakażenie było więcej niż 4 miesiące temu. Gin powiedział, że wszystko ok. A ja - zupełnie przez przypdek - trafiłam na FB na Fundację CMV kobiet w ciąży i zaczęłam czytać i zamarłam.
Nie zdawałam sobie sprawy, że CMV może być tak groźne dla ciężarnej i dla malucha w brzuchu, powodując poważne choroby/wady rozwojowe. Zaczęłam panikować czytając kolejne wpisy merytoryczne i historie tam opisywane. Zaczęłam mieć wyrzuty, że tak długo zwlekałam z tym badaniem awidności (powinnam była zrobić je od razu w 1 trymestrze, bo robiąc je w 28tyg nie mam pewności 100%, że zakażenie faktycznie było przed ciążą). Po kilku dniach, też po przeczesaniu całej strony grupy fundacji panika i ciśnienie odeszło. Choć przez jakiś czas miałam poczucie, że coś pominęłam, że mogłam zaszkodzić własnemu dziecku przez lenistwo/niewiedzę ? Że jak to ja mogłam coś pominąć skoro "kontroluję" wszystko co się da ?
Ostatecznie odpuściłam. Zapisałam sobie by powtórzyć CMV IGM (sprawdzenie czy jest aktywne zakażenie) przed kolejną wizytą.
Z objawów - maj/ pierwsza połowa czerwca raczej wypełniły się w wiekszości dniami ze sporą ilością energii (fizycznie), choć brzuszek powoli już zaczął ciążyć, pojawiło się szybkie męczenie - jeden spacer/zakupy w ciągu dnia i byłam dętka.
Pod koniec czerwca zaczęło się pojawiać niskie ciśnienie, szum/zatykanie ucha, nagłe momenty niemocy totalnej (z brakiem siły by mówić), momenty gdzie musiałam już teraz położyć się i pospać 15 minut.
Umówiłam połówkowe na za 2.5tyg (nie u swojego lekarza, bo u niego był termin za późno) i tak czekałam do wizyty.
Czas ten - po początkowej panice z CMV - wypełnił dziwny niepokój/strach o Malutką, wszystko dlatego, że zbliżał się dzień, w którym straciłam rok temu naszą Kruszynkę
W głowie co chwile pojawiały się różne czarne myśli, że coś jest nie tak albo że znów coś się wydarzy nagle albo że niby wszystko jest ok a coś wydarzy się na dalszym etapie albo przy porodzie.
Wszystko to potęgował z jednej strony zbliżający się przedszkolny dzień rodziny (który odbywał się w tym samym miejscu gdzie rok temu i który był wtedy ostatnim szczęśliwym czasem i po którym wyrzucałam sobie, że może się przeforsowałam, podskoczyłam za bardzo itd.) + zbieg okoliczności z czytaniem smutnych historii ciężarnych z 3 trymestru
(wiem, nie powinnam była czytać). Te wszystkie smutne historie bardzo mnie dobijały - mnóstwo myśli - że o ja głupia myslę, że wszystko jest ok a coś złego na pewno się zdarzy w 3 trymestrze. Jak i wspominienia wydarzeń zeszłego roku, znów zaczęło się wypominanie.. oczywiście małż jak to małż nawet nic nie zauważył.. swoją drogą - smutne, że ani razu nie doczekałam się pytania - "jak się czujesz dziś?", ale ja tu nie o tym.
I tak jednego dnia tryskałam energią a innego odburkiwałam wszystkim spod nosa.. W międzyczasie starałam się na siebie uważać jeszcze bardziej, choć szczerze mówiąc nie dało się.. czerwiec u Starszej był bardzo intensywny - kajaki w weekend (ja tylko trawka), wypady na plac zabaw, w między czasie zakupy (ruszaliśmy powoli z wyprawką), odwiedziny u dziadków.
Pozwoliłam sobie nawet na firmowe wyjście pracowe i wyjazd do innego miasta ze Starszą (całodzienny, 3.5h w aucie w jedną stronę - to nie był dobry pomysł). Potem miły akcent - sesja ciążowa - no i na koniec Dzień Rodziny. To było intensywne 1.5tygodnia. Zdążyłąm się tez oczywiście pokłócić z mężem o zaplanowany urlop nad morzem - niestety po tym całodziennym wyjeździe byłam pewna, że nie dam rady wytrzymać trasy nad morze w aucie i pobytu tam z moimi nagłymi spadkami energii.
Dzień Rodziny przebiegł dobrze - robiłam wszystko co mogłam by się nie forsować -unikałam tego, na co pozwoliłam sobie rok temu i przetrwałam - starając się by Strasza nie zauważyła, że coś jest nie tak tylko bawiła się świetnie - udało się !
Na szczęście dla mojego spokoju ducha i spokoju mojej głowy 4 dni później mieliśmy USG 3 trymestru.
USG 3 trymestru
U innej lekarki (z polecenia prowadzącego) ale jak się okazało bardzo miłej i pomocnej. Uspokoiłam się od razu jak się okazało, że wszystko jest w porządku. Dodatkowo poprosiłam o krótkie nagrania + zdjęcia 3d dla Straszej - lekarka cierpliwie szukała najlepszego ujęcia i fajnego nagrania. I tak dzięki temu mamy kolejne ładne zdjęcia + filmik w 4d i w normalnym widoku jak Malutka sobie pije wody płodowe 
Wg OM: 30t+6d
Wg USG: 30t4d
Waga: 1614g
wszystkie wymiary w normie z różnicą kilku dni
AFI: 10
Pani doktor sprawdziła wszystko dokładnie - wszystkie narzady - wszystko w porządku.
Zdecydowanie się uspokoiłam.
Teraz pozostało czekać do kolejnej wizyty u prowadzącego 2 tyg.
Powiem szczerze, że trochę ciążył mi ten czerwiec brakiem cotygodniowych USG (które miałam dzięki pomiarom czasu AV), one jakoś mnie uspokajały.. a tutaj musiałam czekać - choć i tak tylko 2 tygodnie / 2.5 tygodnia.
Jak pisałam moje samopoczucie było różne - ale mimo natłoku wielu złych myśli (którymi z nikim się nie dzieliłam), kłótni z mężem - udało się w czerwcu ruszyć wyprawkowo, porobić porządki w szafach i miło spędzić czas ze Starszą.
Miłość siostrzana vel miłość Starszej do brzucha - cały czas się intensyfikowała - miliony przytulasów, zabaw z brzuchem, gadania z brzuchem, opiekowanie się mną, duże zrozumienie dla moich ograniczeń. Kochane i mądre to moje dziecko 
Oby miłość pozostała po porodzie również 
Nawiązując do ostatniego wpisu - moja głowa jakby wciąż nie mogła uwierzyć, że to się dzieje i tym razem będzie dobrze..
i pewnie stąd - Maleńka wciąż nie ma wybranego imienia - mieszkanie nie jest przeorganizowane - a wyprawka niegotowa..
Za to kocham, każdy kopniak, wiercenie się i dyskotekę w brzuchu, nawet wtedy gdy próbuję zasnąć 
Kruszynko - rośnij zdrowo - czekamy na Ciebie 
(wpis z kolejnej wizyty z początku lipca - soon
)
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.