15.12.2022
To dziś jest TEN DZIEŃ!
Tyle oczekiwań, przygotowań i prawie w terminie planowanego porodu, rok po punkcji.
Zgłaszamy się po Kropka 😍
A ja się boję…
I co najśmieszniejsze, boję się, że się nie uda ale też, że będzie wszystko dobrze. Głupie co?
Boje się, ze będę miała za bardzo nadzieję, ze mogę znowu uwierzyć, wejść na szczyt i zamarzyć o spełnieniu TEGO największego marzenia.
Wczoraj kładąc się do łóżka zobaczyłam na niebie spadająca gwiazdę.
To w grudniu one tez spełniają życzenia?
Dziś obudziłam się z myślą gdzie będziemy o tej porze za rok? Którędy pójdzie nasza ścieżka?
Ciekawe o czym będę tu pisać za rok…
Ps. A teraz proszę o kilo kciuków, modlitw, koniczynek a i o ananasa 😉
Niech się dzieje!!!
No i minął rok 🥳.
Życie stanęło nam na głowie przez ten czas, jednocześnie nie wiem kiedy to minęło. Trochę to wygląd tak jakbym rok temu zasnęła i nagle obudziła się dzisiaj. Przykre to jest, że nie zauważa się tego upływu. Chciałoby się cofnąć do tych pierwszych tygodni, które dla mnie są totalną plamą... 😔 Z drugiej strony cieszę się, że Czaruś jest cor większy, coraz więcej rozumie i można z nim już całkiem normalnie pogadac haha 😁. Nie jest taką małą mimozą jak noworodzie.
W ogóle fajny chłopak z niego. Udał się na 100% 😁. Możemy być wdzięczni, że tak pięknie się rozwija, jest taki mądry, uśmiechnięty i zadowolony. W nocy śpi coraz lepiej. Z jedzeniem to cały czas trochę pod górkę. Jednego dnia zje cztery pierogi na obiad, by kolejny przeżyć na samym mleku 🤣 (no, teraz mu to wybaczam, bo jest chory i ząbkuje, pewnie dlatego nie ma apetytu🙄). No, ale nie można mieć wszystkiego, prawda?
Sto lat, Synciu! Postaramy się, żebyś miał piękne życie. Na razie chyba nie jest najgorzej co? Staramy się 🙂.
![]()
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 listopada 2022, 22:21
Nie zawsze jestem fajterką. Wczoraj cały dzień przepłakałam, ale chyba potrzebowałam w ten sposób to wszystko z siebie wyrzucić. Po południu ogarnęłam test IMK (II faza cyklu) i napisałam do Męża że chciałabym normalnie spędzić wieczór. Poszliśmy do wegańskiej, syryjskiej knajpki na hummus i jakoś lżej mi się na sercu zrobiło.
A dziś.. dziś jestem pełna nadzieji. Byłam w klinice (niestety sama), rozmawiałam z lekarzem, który początkowo miał nam udzielić tylko konsultacji andrologicznej ale że sprawy się mocno skomplikowały to się i zakres konsultacji zmienił.
Lekarz FANTASTYCZNY. Pierwszy raz od tych kilku dni się śmiałam.
O mnie: wytłumaczył mi jak działa endomenda, że "zatruwa" ten płyn, który jest w otrzewnej i w którym zanurzone są jajniki, przez co obniża rezerwę jajnikową i może pogarszać jakość jajeczek. Dosłownie "zżera" jajniki, więc nie ma co zwlekać, bo spada mi AMH.
O Mężu: na początku - pierwsza kartka wyników, że super, ale przy fragmentacji DNA "czego wy się zawsze tak dobieracie?".
Pytałam o Visanne i wprowadzenie się w stan sztucznej menopauzy na 3 miesiące to stwierdził, że rzeczywiście było kiedyś praktykowane podejście na takim długim protokole, ale na dwóch ostatnich konkresach niepłodnościowych doszli do wniosku że to nie polepsza wyniku. "Pani Katarzyno, tu się nie ma co pieprzyć". Czuję intyucyjnie i rozumowo, że to dobra droga, bo najbardziej sen mi spowiek spędza ta malejąca rezerwa jajnikowa. Może to głupio zabrzmi, ale ja czuję jak spada mi płodność. Nie wymyślam sobie. Wiem jak było x lat temu, widzę różnice, w tym jak mam owulację (czasem nie mam), jakie mam libido, śluz, samopoczucie, odczucia.
Powiedziałam, że ogarniam immunologie i co jeśli wypadną szczepienia. "Zabezpieczymy zarodki i Paśnik sobie będzie mógł robić co tam chce". Racja.
No i jako że nie ma się co pieprzyć to robię badania, które mi zlecił a 3/01 jesteśmy umówieni na wizytę już przed ivf. Wow.
Wyszłam pełna nadzieji i wiary, spokojna. Nie czuję się naciągana na kasę. Jejku ile to jest emocji w tym wszystkim.
32+1 8 miesiąc ciąży 🤰🏻
Sielanka ciążowa trwa w najlepsze, zaraz odpalam trening dance cardio ale wcześniej postanowiłam coś napisać bo dawno nie było okazji.
Powoli (bardzo powoli) idziemy z wyprawka do przodu. Mała rusza się bardzo dużo, już się nie mogę doczekać aż wezmę ja w swoje ramiona. Zbieramy się do zakupu łóżeczka, niebawem będę robić kolejne zamówienie w aptece, czas leci szybko a upływające tygodnie widzę po spożywanych suplementach 😜 na plusie 10 kg ale czuję się całkiem dobrze 🙂
Mieliśmy ostatnio sesje, na jej efekty będzie nam dane pewnie sporo czekać z uwagi na te wszystkie sesje świąteczne. Będzie piękna pamiątka ☺️ sama sesja trwała ponad godzinę, wiadomo ja jako gwiazda miałam dużo roboty 😅 zmęczyłam się tym pozowaniem 😜
Do porodu zostało 55 dni co jest totalnie niesamowite. Wczoraj w sklepie na widok dziecięcych ubranek miałam łzy w oczach i prawie bym się rozpłakała 😲
W poniedziałek mam lekarza i niestety hemoglobina zaczyna mi spadać więc pewnie dostanę żelazo w tabletkach 😕 TSH na poziomie 2,36 więc też jestem lekko zaniepokojona.
Wigilia...
Niby radosny dzień, ale wiem jak ciężki dla sporej części z Was... też tam byłam... też zastanawialam się czy kiedykolwiek spędzę święta z własnym, żywym dzieckiem...
Rok temu był 1dpt... trwało najdłuższe 6 dni w moim życiu, 6 dni nadziei, że te święta będą prawie takie jak powinny...
Są inne , ale już nigdy nie będą takie jak być powinny... boję się że dopada mnie przeszłość... mąż coraz częściej powtarza, że to moja trauma, zw nie mam prawa go nią obciążac... że on nie jest zamiast... nie jest ..
Ale co jeśli on tak to kiedyś odbierze?
Moje cykle nie przestają mnie zadziwiać.
Mój aktualny wykres (niedokończony, bo ciągle trwa) zamieszczam tutaj. Zaczęłam wypełniać ręcznie tabelę pomiarów. Znacznie łatwiej jest mi odczytać jak zachowuje się szyjka i pozostałe parametry.


Dla porównania wykres z aplikacji Ovu.
Tak... Te wykresy przedstawiają to samo. Na papierze temperatura zaznaczona po miesiączce, tak jak powinno być. Pomyliłam się w przepisywaniu charakteru śluzów - dodam poprawiony wykres na podsumowanie cyklu.
Jak "beznadziejnie" wydaje się wyglądać temperatura w aplikacji, a jak inaczej wygląda naniesiona na papier.
I tak będę uzupełniać dane tu w aplikacji i później na papierze, żeby mieć lepszy ogląd sytuacji.
Nie analizuję swojego wykresu temperatury (chociaż mnie wkurza), nie określam go tym razem jako dobry/zły. Wpisuję rzetelnie swoje obserwacje i mam w nosie, że co chwilę wykres się "wykrzacza" i nie potrafi mi wskazać owulacji i dni płodnych.
Na ten moment trzymam się monitora owulacji. Testy wskazują niski poziom cały czas. Była już taka sytuacja, więc nie denerwuje się, nie latam po aptekach i nie wydaję niepotrzebnie pieniędzy na testy (wykorzystałam dwa zwykłe, które dostałam w gratisie). Po prostu czekam i fajnie, że odbywa się to chociaż raz bez emocji. Postanowiłam zwalić to na męża. Serio, bo pomimo takiego wsparcia tutaj na Ovu to brakuje mi spokoju. Jest mi łatwiej jak opieram się na silnym fundamencie jakim on jest dla mnie. Stał się takim moim filtrem, przez który przepuszczam te wszystkie rzeczy, które wyczytuję w odmętach internetu, a on racjonalizuje, analizuje i upraszcza.
____
Moja przyjaciółka urodziła zdrowego chłopca.
Nawet sobie nie wyobrażałam tego ogromu szczęścia jakie ogarnie mnie i mojego męża. Nie było zazdrości, żadnej zadry w sercu czy innych odczuć. A bałam się tego momentu, bo zdarzało mi się myśleć, gdzie ja obecnie jestem w życiu i czego dokonałam. Nie musiałam się martwić, bo była tylko czysta radość, ciepło w sercu, łzy w oczach i zachwyt nad cudem życia 🤍
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2022, 10:45
Maya 8 miesięcy, 2tyg i 1 dzień
Oops znowu mnie długo nie było, aż nie spodziewałam się że aż tak długo nic nie pisałam 😅
U nas wszystko dobrze. Maya rozwija się doskonale. 💛 Na początku wszystko szło powoli, dość późno zaczęła się obracac, jak już zrobiła obrót przez lewy bok to długo czekaliśmy na obrót przez prawy, ale jak w końcu ruszyła to idzie jak taran. Równo na 7 mies usiadła a niecale 3 tyg później stanęła 😅
Czworakowac potrafi ale woli stać więc czworakuje tylko tyle ile potrzebuje żeby dostać się do jakiegoś mebla przy którym może stanąć. Pięknie gaworzy, ładnie chwyta paluszkami, jest pogodna, cudowna kontaktowa. 💛
Jeśli chodzi o nocki to ok 5,5 mies przestała przesypiać noce bez pubudek. Były lepsze i gorsze okresy. Obecnie nie jest najgorzej, biorąc pod uwagę że jesteśmy w ciągłym stanie ząbkowania - obecnie wychodzą 3 ząbki na raz- to 3-4 pobudki w nocy nie brzmią najgorzej 😅
Co do karmienia to 3 tyg temu skończyłam odciągać 🙏 jestem z siebie cholernie dumna bo prawie 8 miesięcy pompowałam mleko - w życiu się nie spodziewałam po sobie że tak długo pociagne! W szczytowej formie miałam zamrożonych 27l, teraz zostało jeszcze 20l. 🥰
Jedyne z czym się zmagamy to rozszerzenie diety. Maya bardzo bardzo mało zainteresowana jest jedzeniem czegokolwiek innego niż mleko i woda. Codziennie próbujemy ale ogólnie nie zrobiliśmy praktycznie żadnego progresu od 3 mies
w przyszłym tyg idę do lekarza żeby sprawdzić czy nie ma anemii która może wpływać na brak apetytu.
No to na razie to tyle
za 3 tyg lecimy do Polski na swieta. Cieszę ale też martwię różnica czasu bo w Polsce jest aż 3h wcześniej w stosunku do nas... No ale jakoś damy rady .
Mam nadzieję że następny wpis zamieszcze trochę wcześniej niz za 4 miesiące 😉
31.08.2023✨️
Dziś wkraczamy w nowy etap naszych starań. Jestem po pierwszej wizycie w klinice. Byłam sama, bo mąż nie mógł ze mną dziś jechać. Musiałam zebrać myśli, aby to wszystko opisać. Mam w sobie tyle emocji. Siedząc pod gabinetem czułam jednocześnie smutek, że muszę tam być, ale też ogromną wdzięczność, że czekam przed gabinetem jednej z najlepszych specjalistek w dziedzinie niepłodności✨️
Pani doktor przemiła! Zrobiła bardzo szczegółowy wywiad. Zaczęłyśmy od męża, bo powiedziałam, że u mnie wszystko w wynikach gra, a u męża kilka parametrów odbiega od normy. Przejrzała więc jego wyniki i powiedziała, że wyglądają dobrze. Ilość, ruch, żywotność bardzo ładne. Morfologia przy tej ilości jak najbardziej okej. Pytałam o to pH, ale powiedziała, że nie jest jakoś bardzo wysokie. Przeszłyśmy do HBA i tu mnie bardzo uspokoiła, bo powiedziała, że przy prawidłowych wynikach nasienia HBA na poziomie ok. 60% nie powinno stanowić problemu 🥹 Tu widzę, że zmieniła podejście, bo czytając wątki o HBA natrafiłam na stare wpisy jej pacjentek, którym powiedziała, że to parametr nie do ruszenia i raczej zaleca in vitro. Stąd wynikały moje obawy przed wizytą, jak widać niepotrzebnie. Powiedziała też, że te wyniki wcale się nie pogorszyły i są porównywalne do poprzednich. Zwiększyła Staremu dawkę witaminy E i zamiast B complex ma brać kwas foliowy 5mg.
Po informacji na temat pracy mojego męża zapytała czy miał robione wymazy na ureaplasmę, bo bardzo rzadko spotyka się z sytuacją, aby facet pracujący w takich warunkach nie miał tej bakterii. Zaleciła więc zrobić wymaz, aby wykluczyć zakażenie. Ja miałam robiony wymaz MUCHa w zeszłym roku i był negatywny. Niestety nie miałam wyniku przy sobie, bo ginekolog posłał mi wtedy tylko sms-a, że wszystko okej. Mam zdobyć te wyniki, aby się dowiedzieć jaką metodą było wykonywane to badanie. Pani doktor chce wiedzieć czy wynik był miarodajny. Chodzi o to, że jeśli był robiony metodą PCR i było okej, a teraz wymaz wyszedłby dodatni, to znaczy, że do zakażenia doszło w ciągu ostatniego roku. Jeśli byłby robiony jakąś inną metodą, a teraz wynik byłby dodatni, to nie można wykluczyć, że z zakażeniem bujamy się już długo. Pani doktor zasugerowała, że wystarczy, że zbadam się tylko ja, bo albo tę bakterię mamy oboje, albo żaden z nas. Pobrała mi od razu wymaz w gabinecie i do przyszłego piątku mam czekać na wynik. Jeśli nie zadzwonią to znaczy, że wszystko okej, a jeśli coś będzie nie tak, to dostanę kod do recepty.
Pani doktor pochwaliła naszą diagnostykę, bo dzięki temu jesteśmy bardzo do przodu. Przygotowałam dla niej tabelki, gdzie zestawiłam wszystkie dotychczasowe badania, aby łatwiej jej było porównywać wyniki. Bardzo to pochwaliła i chciała sobie zostawić, więc polecam taką opcję 😁 Stwierdziła, że nie ma się do czego przyczepić. Obie stwierdziłyśmy, że najgorzej 😅 Oprócz wymazu na ureaplasmę kazała zrobić krzywą glukozowo-insulinową, bo to, że wyniki na czczo są dobre, nie oznacza, że nie ma problemu. Oprócz tego mam zrobić kiry. Jeśli wyjdzie kir Bx to mąż ma wykonać HLA-C. W kolejnym etapie zrobimy biopsję endometrium i rozważymy laparoskopię. Do laparo na razie nie widzi wskazań, ale jeśli wyszłaby ureaplasma to wtedy zrobimy, bo mogą być zrosty.
Muszę wykonać te wszystkie badania, wyniki wysłać jej na maila i wtedy będziemy działać dalej. Proponuje też trzy cykle stymulowane, aby trochę zwiększyć nasze szanse. Powiedziała, że na dalszym etapie można pomyśleć o inseminacji, ale wspomniała o niskiej skuteczności. Ja mimo wszystko będę raczej chciała spróbować, jeśli stymulacja nie przyniesie efektu. W końcu droga plemników jest wtedy bardzo skrócona i może któryś wojownik w końcu dotarłby do celu 🙄
Ogólnie wszystko na duży plus 😊 Czuję się w końcu zaopiekowana. Ktoś zdjął ze mnie cały ten ciężar i jest mi o wiele lżej. Mamy plan i tego właśnie oczekiwałam. Dostałam też dużo nadziei, że uda się naturalnie. Pani doktor powiedziała, że jeśli po pogłębieniu diagnostyki wyniki będą prawidłowe, a ciąży dalej nie będzie, to wtedy będziemy myśleć o in vitro, ale jesteśmy młodzi i mamy na razie czas.
Dziś jestem spokojna. Wiem, że będzie dobrze 🧡
Kupiłam test ciążowy.. jeden i tylko jeden - więcej nie kupię.
Tylko sama nie wiem po co go kupiłam?!
To chyba przez te nadzieje, że tym razem się uda bo:
-w pracy młyn i wizyta wazniakow (a właśnie przy ostatniej w maju się udało.. Może dlatego że głowa byla zajęta czymś innym)
-bylby to super prezent na urodziny
- bo idzie magia świąt..
Ale mimo, iż do końca cyklu jeszcze jakieś 7dni to ja znów czuje i wiem, że nic z tego..
Więc po cóż głupia katuje się tym testem?!
Schowam go gdzieś głęboko ..
Tymczasem w ostatnim czasie dzieje się duzo w innych tematach. Jest zatem okazja by nie myśleć o niepłodności. Dzis nawet przeszła mi przez głowę myśl- czy pogodzilam się z modelem rodziny 2+1 ? Czy po prostu zabijam to pragnienie, chowam je głęboko i nie dopuszczam go do siebie skupiając się na życiu codziennym? Na przeżyciu go A nie przewegetowaniu w oczekiwaniu?
Ciężko stwierdzić..
Lecz patrząc jak rośnie moje pierworodne dziecko czuje jak czas ucieka mi przez palce, jak coraz mniej jestem mu potrzebna.
I z utęsknieniem wracam do tych filmikow, gdy było maluszkiem...
Wczoraj beta wyszła 0. Czekam na miesiączkę i umawiam wizytę. Trzeba sprawdzić czy nie zostały jakieś torbiele, bo cały czas pobolewają mnie jajniki. Mąż chce przy okazji zbadać nasienie. I zobaczymy czy w grudniu jeszcze podejdziemy do inseminacji. Ostatniej, więcej nie chcemy. Będziemy myśleć już o invitro.
Dzisiaj 17 dc.. wydaje mi się, ze jeśli miałabym mieć owulacje to była w czwartek - 14 dc, patrząc gdzieś tam po objawach (śluz z nitkami krwi, bol jajnika), ale czy była to może we wtorek coś tam nam
lekarz powie.. Na wszelki wypadek biore juz Acard ktory mam brać od owulacji. ostatnio mam jakiś spadek formy… jesteśmy tak bardzo na początku starań o drugiego bobasa a sil jakoś brakuje.. z plusów to nie są to takie starania jak o pierwsze, gdzie wypełniały całe życie, Tutaj sa te starania gdzieś obok, a codzienność wypełnia wiadomo nasz Maluch. Jednak chciałoby się żeby się po prostu udało.. nie wiem co z immunologia… w pierwsza ciąże zaszłam przy wsparciu intralipidu.. ale wtedy miał wysokie komórki Nk i w cytokinach rozjazdy.. ale teraz to nie wiem.. nie podejrzewam wysokich nk przy tym, ze jednak jestem wyeksploatowana .. ten cykl zostawię taki jaki jest, a kolejny mam mieć z lametta .. i mam już rozkmine czy powtarzać jakieś badania z immunologii i czy coś z tym intralipidem kombinować.. najlepiej byłoby wrócić do kliniki.. ale moja Pani Doktor jak nie ma się wizyty w ciągu roku, to trzeba walczyć o termin wizyty jak nowy pacjent.. cóż takie zasady… na początku stycznia maja być zapisy na wizyty kwiecień-czerwiec… powalczę chyba o termin.. zwykły ginekolog hmm coś tam robi, ale tez
Nie widzę u Niego jakieś pasji w tym.. jak u mojej Pani Doktor… z drugiej strony logistycznie mi łatwiej bo mam Go pod nosem, a przy dziecku to duże ułatwienie.. jakieś to u nas rozlazle 🤣 ale oby jakoś to było..
Mój Synuś zaczyna adaptacje do żłobka… nie nastawiam się ani pozytywnie ani negatywnie, bo nie przewidze.. za to do powrotu do pracy jestem negatywnie nastawiona.. ale czas pokaże czy dotrę do pracy czy jednak l4 mi wpadnie 🤣👍👍
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2022, 14:09
39+0 waga 68 kg 🙈🙈🙈
Piotrunio 2 lata i prawie 2 miesiące waga 14,5 kg
Nie mogę uwierzyć że dotrwałam do 39 tc i ciągle jestem w dwupaku. To cud. Tym bardziej że u większości osób sączące wody się powtarzają w kolejnych ciążach. Zapewne to strzał w 10 mojego giną że dał leki zapobiegawczo na bakterie. Bo w tej ciąży nie miałam grzybic ani innych grubszych rzeczy
W 36 tc wybrałam szpital w którym będę rodzic. Oby to był dobry wybór.
Od tygodnia co 4 dni mam ktg. Skurczy brak. Za tydzień w środę jak nie urodzę mam wizytę u lekarza pewnie USG co 2 dni i będą poród wywoływać albo CC zrobią. Tego się zapewne dowiem. Coś czuję że te ciążę przenoszę.
Piotruś ma coraz większe bunty, coraz większą głupota do głowy mu przychodzi. Dziś np pozwalał wszystko z małego stolika wszedł na parapet i otworzył okno. Super. Od razu przeniosła stolik do pokoju obok a tu będzie fotel akurat do karmienia Michałka się przyda.
Pomysłów mu nie brakuje.
Podwójny wózek już czeka do użycia. Ciekawe czy Piotrek będzie chętny. Bo wsiąść do niego nie chciał. Boję się go zostawić na kilka dni, będę tęsknić a on będzie płakał. Bo teraz to nawet matka musi go ubrać na noc nie ojciec. Będzie ciężko.
Ale czujny jest bardzo. Dziś o 5 wstawałam do WC, stary już do pracy jechał. Widziałam tylko jak rękę kładł i zobaczył że sam w łóżku jest. Jak weszłam oczy jak 5 zł. I przez 1,5 h mnie dubal po włosach..aż zasnął ja z nim. I pobudka o 9 rekord..nawet kot tak długo spał a zwykle 5 wstaje.
Boję się tych nocek nieprzespanych. Oby tylko tych kółek nie było. Pakuje do torby w razie co mleko Nutramigen. Może da się uniknąć tego złego okresu. Bo też nie wiadomo czy pokarm będę mieć. Jak coś będe karmić i na noc nutramigen. Chociaż 2-3 miesięcy karmienia. Zobaczymy jak to wyjdzie.
A potem odchudzanie bo będzie z czego mam zamiar wrócić do swojej wagi.
Boję się porodu sn. Wybrałam te opcję, no po ostatniej CC mam lęki bólu.. z początku fajnie ale jak znieczulenie nie działa to katastrofa.
Nie wiem co to skurcze, mama mnie wystraszyła że mega bolą. To już dylemat czy dobrze zrobiłam.
Jutro grudzień i poród tuż tuż. Napewno będę tesknic za brzuszkiem, za ruchami. To już moja ostatnia ciąża. Mimo wszystko to piękny czas. Choć końcówka jest okropna.
Czy mam się,bać jestem po transferze przeniosłam jedna ręka wiadro do wanny i zabolał mnie brzuch . Najpierw cała lewa strona potem mocno w jednym miejscu
Kuźwa & #@, cholera%]*@$, szlag$€&@, dupa£¢& kupa 💩😡😣😖😭😭😭😭
Jak nie urok to sraczka, czułam, że to coś idzie za gładko... Teraz mi wyszła nowa bakteria klebsiella. Czekam na info ale koordynatorka powiedziała, że transfer będzie odwołany 😭😭😭😭
Linka 2019 jutro mam test ciążowy ujemy. Ale bola mnie piersi i jestem wrażliwa na zapachy?
W Nowy Rok wchodzę chora.. a skąd to się wzięło to nie mam pojęcia.. oby się szybko udało z tego wyjsc.. moja naiwna głowa liczy ze organizm zajmie się wirusem a nie zarodkiem gdyby teraz wyszło.. czego to człowiek nie wymyśli żeby wierzyć, ze będzie dobrze.
Dziś jeszcze nie dostałam 🐒
A to już 28 dzień. Nigdy nie miałam dłuższego cyklu, przynajmniej przez ostatnie lata.
W związku z powyższym zrobiłam przed chwilą test ciążowy.
Większej bieli być nie mogło.
No cóż 😁
Albo to spóźniający okres, albo powinnam poczekać dłużej na testowanie?
Już po pogrzebie. Nie było łatwo... 💔
Choć cieszę się, że się pożegnaliśmy, wiem, że nie każdy ma taką możliwość.
Kupiłam białe róże z niebieska wstążeczką i gipsowego aniołka. Od spodu napisałam.
Igorku, byłeś naszym marzeniem. Jesteś i będziesz naszą miłością. Mama, tata, Iza.
Tak mi dzisiaj jakoś... Smutno. Miałam taaakie wielkie nadzieje na ten cykl. Ale patrzę na ten mój wykres temperatury i... Jakoś nadzieje maleją. Tempka niby skoczyła, ale co to za skok? W poprzednich cyklach były wyższe. Czyżby słaby progesteron? No ale poprzednie cykle też nie kończyły się ciążą... Ehh... Muszę się jakoś ogarnąć. Bo huknę, jak przyjdzie 🐒 i to bardzo boleśnie.
Jesteśmy takim małżeństwem, które nie ma przed sobą tajemnic, jesteśmy przyjaciółmi. Doszliśmy do tego. Dzisiaj, wychodząc rano na spacer z psem, włączyłam sobie YT. Tak się złożyło, że miałam akurat zalogowane konto Męża na telefonie i włączyły mi się podpowiedzi z Jego playlisty. No i wzięło mnie na wspomnienia...
***
Sierpniowe popołudnie. Pokłóciłam się z chłopakiem. W sumie dzisiaj nie pamiętam, o co. Pewnie o jakąś pierdołę. Mieliśmy spędzić razem popołudnie, ale nie wyszło. I jak to ja - rozpętałam wojnę. Później próbowałam dzwonić i przeprosić, ale nie odbierał telefonu. Postanowiłam do niego pojechać. Domofon nie działał. Zapukałam wprost do mieszkania. Drzwi otworzyła mi.... jego żona. Mój świat legł w gruzach.
***
Wrzesień. Mam gorszy dzień, wieczór. Nie mam co ze sobą zrobić. Loguję się na internetowym chacie. Nic wartościowego. Aż późnym wieczorem zagaduje On. Pisze nam się świetnie. Wymieniamy się GG. Wylogowuję się z chatu, ale na GG piszemy jeszcze długo. Później wymieniamy się numerami telefonów. Piszemy ze sobą non stop, bez przerwy. Wcale nie tak długo trwa, kiedy postanawiamy się spotkać. Umawiamy się w mojej rodzinnej miejscowości, na torach. On przyjeżdża z psem. Jedziemy na spacer do lasu. Kto z nieznajomym facetem idzie na pierwsze spotkanie do lasu?! Później spotykamy się już regularnie. On za każdym razem kupuje mi żółte róże.
***
Październik? Listopad? Z K. mamy ochotę na imprezę, ale nie mamy transportu. K. proponuje, żebym zadzwoniła do Niego, czy po nas przyjedzie. Więc dzwonię. Przyjedzie. Będzie wieczorem. Robimy się na balet, wypijamy kilka „szarlotek”. Już praktycznie na miejscu K. proponuje Mu, żeby poszedł z nami. Co Ona wyprawia?! Miałam się wybawić, a nie ciągnąć drzewo do lasu! Bawimy się wspaniale. Najpierw tańce, później pub, karaoke. Tego ostatniego już nie pamiętam. Byłam za bardzo pijana. Rano budzę się… W Jego koszulce, w Jego łóżku. Pierwsza myśl: „ku***, co ja zrobiłam?!”. On uśmiecha się do mnie i pyta, czy chcę herbatę. Chcę. Później mi mówi, że do niczego nie doszło, chociaż chciałam, ale nie chciał, żebym żałowała, jak wytrzeźwieję.
***
Chłopie, z czym do ludzi?! On – dresiarz w jakimś starym, sportowym samochodzie. Ja – paniusia w sukienkach i szpilkach. Możemy spotkać się na kawę, pospacerować lub pobawić w łóżku, ale nie licz na nic poważnego. Mówię Mu tak regularnie. Pierwszy raz, gdy zamiast żółtej przyniósł czerwoną różę. K. twierdzi, że jesteśmy razem i będzie z tego ślub. Ja podchodzę do tego jak do „wolnego związku, bez zobowiązań”.
***
Grudzień. Po firmowym spotkaniu mam nocować u Niego, ale włącza mi się program „uciekaj”. Stoimy na parkingu. Już wsiadam za kierownicę. On trzyma drzwi. „Jeśli teraz odjedziesz, nie spotkamy się więcej.” Zostaję.
***
Grudzień kilka lat później. Liczę na pierścionek zaręczynowy. Wiem, że jest już kupiony. 30-ste urodziny – nie. Mikołajki – nie. Święta – nie. Sylwester – hmm… Przychodzi i mówi: „ znasz pytanie”. Wychodzę. Nie na takie zaręczyny liczyłam. Nowy Rok przepłakałam. 2-giego stycznia poważna rozmowa. On nie lubi takich sytuacji na pokaz. Stres wziął górę. Pierścionek wsunął mi na palec w mieszkaniu, kiedy oboje prawie płakaliśmy. „W moim życiu na zawsze będziesz już tylko Ty”. Nie były to wymarzone zaręczyny, ale… Kochamy się.
***
Później wszystko dzieje się w moim odczuciu bardzo szybko, chociaż miesiące mijają. Wrzesień. Kupujemy działkę i rozpoczynamy budowę domu. Działkę kupujemy na mnie. Przed aktem notarialnym czuję się, jakbym podejmowała decyzję na całe życie. Stres mnie zżera, ale podpisuję.
***
Maj. Weźmy ślub. Cywilny. Szybko, bez wielkich organizacji i planowania latami. Decydujemy się, ale...
***
Wrzesień. Tata prowadzi mnie do ołtarza. Ledwo powstrzymuję emocje. Moja przysięga to śmiech przez łzy – tyle wezbrało we mnie emocji. Połowa Gości w Kościele mniej lub bardziej dyskretnie powstrzymuje śmiech. Łącznie z Nim.
***
Dzisiaj. Jesteśmy prawie 1,5 roku po ślubie. Kochamy się. Staramy się o dziecko. Starania to miał być piękny okres. Jaki okres?! To miała być chwila. Tymczasem momentami mam wrażenie, że są to najtrudniejsze chwile. Jedyne, co trzyma mnie na powierzchni to to, że jesteśmy w tym razem. Kochamy się. Bywa lepiej, bywa gorzej. Czasami wali się świat i serce pęka na pół. Mamy siebie. To przecież bardzo dużo. Mamy piękną relację. Poza małżeństwem, jesteśmy przyjaciółmi. Nie każdy może tak powiedzieć. Są związki (znam je doskonale), gdzie żona i mąż żyją obok siebie, nie mówią sobie wszystkiego, bo to, bo tamto… Mamy szczęście, że z nami tak nie jest. Osiągnęliśmy wiele w tej relacji. Po pierwsze przyjaźń, po drugie miłość.
***
No i piosenka, od której zaczęła się ta lawina wspomnień. Tak, była na naszym weselu. Chociaż nie odważyliśmy się na pierwszy taniec przy tym (tzn. ja się nie zgodziłam), ale gdzieś później była. I ten Jego wzrok wpatrzony we mnie w tamtym momencie. I ci zdziwieni Goście. Gdy pierwszy raz mi ją "puścił", płakałam jak dzieciak. W podróż poślubną polecieliśmy, oczywiście, na Majorkę. https://youtu.be/SxjgSfZiFDc
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 grudnia 2022, 08:56
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.