Kurczę, przerzuciło mnie na Belly😱

Nie sądziłam, że mnie jeszcze to spotka i to tak niespodziewanie 🥰

Wiem, że nie zaznam spokoju do czasu zrobienia Pappy, a najlepiej nift, a tu jeszcze miesiąc czekania 🙈

Ale cieszę się bardzo i wewnętrznie czuję, że będzie dobrze, bo skoro Pan Bóg dał nam ten Cud, to przecież musi być dobrze!

@Niki ukradłam motyw psiego patrolu😅 bo u nas ostatnio było dużo inhalacji, a to tylko z bajką🙈 więc nawet trochę działa 💪

Reumatolog 250zl nie moje, a to dopiero początek bo koszt badań to może i do tysiąca dobić. No ale na fundusz to prędzej bym urodziła niż się dostała 🤦

W weekend się zestresowałam, że przecież ja w poprzedniej ciąży i Plaquenil i metypred brałam... przecież Sjogren cały zakichany może zaszkodzić dziecku🙄
No więc na cito prywatnie do lekarza uderzyłam i już zalecił mi steryd brać, ale powiedział że Plaquenil to zanim zacznie działać to już trochę za późno, a on nie jest pewien czy coś pomoże więc kazał nie brać na razie. Podobno Sjogren może uszkadzać serduszko dziecka 14-26 tc😔😱 Olałam całkiem reumatologię przez tego chłoniaka i teraz mam stresa🙄

Lekarz też mówił że ciąża tak szybko po Mabtherze to nie najlepszy pomysł, ale nigdy nie słyszał o przypadku by Mabthera negatywanie wpływała na ciążę i mam być dobrej myśli.

Już u niego byłam rok temu więc wiedziałam że to dobry specjalista, bardzo otwarty, ale nie owija w bawełnę.

Ogólnie nie wiem jak przetrwać do kolejnego USG, a to dopiero 4 maja😑
W ogóle muszę ustalić czy zrobią mi na Karowej papę czy zwykłe USG. Niby docent powiedziała że zrobią pappe, ale mam tylko skierowanie na zwykłe USG i nie mam skierowania na to towarzyszące badanie krwi, więc nie jestem pewna czy na pewno zrobią.
Na refundację się łapię, więc nawet zapisałam się do prywatnej przychodni która ma porozumienie z NFZ i zrobią mi jeśli dostarczę skierowanie od lekarza prowadzącego. Może być prywatny gin. więc awaryjnie podejdę do mojej endogin żeby mi podpisała. Mam mało czasu bo tylko 4-5 maja do wyboru, kolejny tydzień będzie już trochę za późno na pappe. Wyjątkowo mi weekend majowy nie pasuje terminowo🤭

Jeszcze muszę zapisać się do neurologa bo przecież przez moją posklejaną czaszkę potrzebuję zaświadczenia do CC. Wiem że muszę dostać, ale też wisi to nade mną i stresuje. Kolejny lekarz🙈

A i z ciążowego pola to wszystko wskazuje na to, że jeśli zjem cokolwiek słodkiego to mam odczucie 🤢 nie wymiotuję na szczęście ale tak mnie muli, mdli, że nie mogę normalnie funkcjonować. Chipsy, słone przekąski i daj pomarańczowy są moją główną dietą, a poza tym wpierniczam kanapki z białym serem, solą, pieprzem i cebulą lub czosnkiem w ilościach hurtowych🤭😱 Już widzę, że waga idzie mi w górę. Przy Marysi 50kg przekroczyłam jakieś 2 tyg. przed porodem, a tu pewnie za chwilę mi łyknie na wadze. No du... rośnie jak nigdy😱🙄

Już chodzę tylko w spodniach i legginsach ciążowych bo normalne za ciasne. A to dopiero 10+6 co to będzie 😱







Joanna.me Pamiętnik inżynierki 4 stycznia 2023, 16:46

28dc
13dpo
Czas od ostatniego negatywnego testu jakby zwolnił. Dziś patrzę w kalendarz że minęło dopiero 3dni.
Ten biały pasek z 10dpo utwierdzil mnie w przekonaniu że z testem trzeba czekać do dnia @...
Lepiej żyć w nieświadomości i nadzieji, niż się rozczarować. Test facelle już czeka na piątek.
Ciągle szukam u siebie jakichś objawów, wmawiam sobie, że ból jednej piersi może coś znaczyć, że kłujące jajniki przed okresem wcale nie kłuły mnie jakoś w innych cyklach.
Żałuję że nie robiłam obserwacji wcześniej, tylko dopiero teraz.. ale niestety tak to jest że człowiek sobie uświadamia pewne rzeczy po fakcie. W tym cyklu byłam przeziębiona więc jakoś się nie nastawiam..
Mam tyle pytań, ale skąd wziąć odpowiedzi? Czy po dniach płodnych lepiej ograniczyć seks aby wspomóc ewentualną implantację? Czy potwierdzenie owulacji może stwierdzić tylko ginekolog przy monitoringu? Czy torbielki które miałam pół roku temu na jajniku mogą ograniczać czy wpłynac jakoś na owu?
Ehh do testowania jeszcze dwa dni, ale pocieszam się że od jutra długi weekend, który zleci i tak pewnie na budowie.. z mężem się budujemy. On chce wszystko sam. Jesteśmy na etapie SSZ, muruje dzialowki w środku więc za bardzo nie mam jak mu pomóc.
Od jakiegoś czasu zaczęłam się oszczędzać, mąż mnie goni i nie pozwala za bardzo pracować, więc jeżdżę tylko kontrolnie albo ewentualnie przywiezc prowiant jak znajdę chwilę po pracy. A pracuje uwaga... Na budowie. Szczerze mówiąc mam tego trochę dosyć, bo wiem że nie jest to idealne miejsce dla kobiet a tymbardziej starających się o dziecko. Praca na zmianę w deszczu, wietrze, cieple, pyle, drganiach, chemii, na wysokosci tu coś spadnie na kask... No i co najważniejsze w stresie. Nigdy jakoś przesadnie nie dbałam o siebie. Nie jadłam regularnie a co dopiero zdrowo, jak zdążyłam to coś zjadłam a jak nie to i kanapka wystarczyła. Ale teraz się staram, mimo średnich skutków bo praca na budowie niestety kontroluje mnie, a nie odwrotnie. Niestety nie jestem w stanie pokonać jednego najgorszego czynnika. Stresu. Po pracy dochodzę do siebie jakieś 2h (dochodzę tzn, przestaje myśleć co w pracy, jakiego maila muszę wysłać, o jakie koszty upomnieć, po jaki materiał pojechać). Nie jestem w stanie tego przeskoczyc.. macie jakieś magiczne sposoby na oderwanie się myślami od tego?
😢


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 stycznia 2023, 17:05

Beta < 2,3… i cóż.. kolejny cykl ten sam schemat.. rano test z blada kreska, a beta negatywna.. do dzis miałam duphaston, mysle czy odstawiać, czy jeszcze coś pobrać, tylko w sumie czemu przedłużać.. drugi raz pod rząd taki numer.. ojj emocjonalnie ciężko..
1go lutego zatem wracam do pracy a Mój Syn idzie końcem stycznia do żłobka nr 2.. czy my to jakoś przezyjemy.. 🤦‍♀️🤷‍♀️ Po tej wpadce ze żłobkiem nr1 jestem przerażona… czeka nas czas pełen wyzwań..
wdepnęłam znowu w te starania.. znowu te rozkminy, emocje, wiadomo, ze mam swój Skarb,wiec jest inaczej. Zawsze jak mam gorszy moment to przytulam się do mojego Synka i jest lepiej. Trzeba czasu. Może ten powrót do pracy, który tak strasznie wyglada nie będzie taki zły i jakoś się wszystko poukłada a może nie wrócę na długo.. oby tylko Synek zaakceptował nowy żłobek..


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 stycznia 2023, 08:27

Emka06 Nasza historia 9 stycznia 2023, 17:22

13dpo
Testowałam przed chwilą i nie zobaczyłam nic więcej niż przez ostatnie miesiące. Niby się nie nastawiałam, bo mąż był chory i nasze starania nie były zbyt intensywne w tym cyklu, ale boli jak zawsze. Już się nie łudzę tylko czekam na małpę. Czasem żałuję, że nie rozpoczęliśmy starań zaraz po ślubie, może bylibyśmy już gdzieś dalej, z naszym dzieckiem w ramionach. A zaraz potem tłumaczę sobie, że wszystko jest po coś i wszystko ma swój czas. Czekam dalej na NASZ czas. Na razie ciąża brzmi dla mnie abstrakcyjnie i nie umiem sobie wyobrazić sytuacji, że kiedyś na teście pojawi się ta druga kreska.
💔

Sheelie Moje życie 10 stycznia 2023, 11:15

Cześć

Jako że to jest pamietnik , a w pamietniku sie pisze o swoich przeżyciach i uczuciach to napisze tak że cholernie sie boję czy bedzie owulacja , czy w tym roku bedziemy rodzicami , czy jak już będę w ciąży to nic złego się nie stanie. Suplementuje od 2 miesięcy pregne start + dha ale dzisiaj zamieniłam Dha na olej z wiesiołka bo podobno śluzu więcej jest płodnego od tego. Zastanawiałam się czy może zakupić suplementy takie jak frestim które pomagają na PCOS . Ale boję się że będę później mieć hiperstymulacje , o której lekarz mi mówił . Co radzicie ? Pozostaje mi czekać na 18 stycznie wtedy będzie 13 dc. I jadę do mojego gina zobaczyć czy jest owulka lub była. Oczywiście 3 dni wcześniej się już będziemy starać z mężem ❤❤

Długo mnie tu nie było 😊 po prostu odpuściłam trochę ale powoli wracam

Dzisiaj 4dc i kluje mnie prawy jajnik😐
nigdy tak nie miałam żeby podczas 🐒 bolał mnie jajnik 😵
W czwartek idę na kolejne badania tym razem
-prolaktyna
-DHEAS
-androstendion
+TSH (gin kazał powtórzyć)
Wyniki wpisze w czwartek na wieczór jeśli jesteście ciekawe 😊 ja też się nie obrażę jeśli coś napiszecie o tym 🤗

Nn Nadzieja na szczęście 5 września 2023, 18:31

7cs 26dc 11dpo
Dzień spodziewanej ..
Boje się..
Boje się sprawdzić, boje się rozczarować, boje się bieli, a jednocześnie chciałabym wiedzieć.
Samopoczucie kompletnie jak nie na okres, tylko objawy jak te ciążowe albo okresowe 🥺
Jeszcze dziś od rana smutny telefon - zmarła babcia M. Wsiedliśmy w auto pomoc teściowej..
Ciężki dzień .. męczyła się niby każdy wie ale jednak..
W tym biegu z ciągle bolącym brzuchem nie było czasu myśleć.. ale nadzieja się tli że może jednak jakaś dobra wiadomośc się pojawi ..
Tymczasem jakieś delikatne plamienie .. od razu zakładam że nic z tego nie będzie, niby nadzieja zostaje ale już ciężko uwierzyć 🥺
Będzie następny.. może bardziej nasz ? Może będzie choć troszkę mniej stresu?
Może jednego członka rodziny zabrakło to może pojawi się wyczekany drugi? Kto wie ..
Chyba potrzebuje się wygadać, wsparcia od innych staraczek...
Tymczasem uciekam do rodziny i dziękuję za Waszą obecność, na pewno zagladne ❤️
Ściskam

Zosis Pamiętnik starań Zosi 5 stycznia 2023, 08:52

26 dc, 11-12 dpo
Skurcz w łydce dalej trzyma. Zaczęłam łykać ten magnez, ale wiadomo, że tak od razu nie puści. Próbowałam to rozmasować, rozgrzać pod prysznicem, schłodzić, ale nic... Jak bolała - tak boli. Huk wie od czego to. Ani nic nie ćwiczyłam, nie stanęłam krzywo, nie szarpnęłam... No nie wiem...

Temperatura nie rośnie jakoś spektakularnie, ale wciąż w górze. Nie biorę tego za jakiś wyznacznik - widziałam tu książkowe wykresy i nie było z tego ciąż, a widziałam też z pozoru beznadziejne, które zakończyły się ⏸️. Myślę sobie, że jak jutro rano nie spadnie to może jednak zatestuję - to będzie 12-13 dpo. Teraz długi weekend, planujemy z Mężem trochę podgonić pracę na budowie to tak może nawet wypadałoby, żeby wiedzieć, czy mam się jakoś oszczędzać czy niekoniecznie...

***
Jak już przy budowie jesteśmy - nie byliśmy już prawie dwa tygodnie. W weekend planujemy trochę nadgonić robotę. Może nawet uda nam się skończyć pierwszą warstwę wełny na poddaszu? Taki jest plan, żeby nawet rozpocząć kładzenie już drugiej warstwy. Jakby nam szło tak jak ostatnio to jest spora szansa na to. Wiadomo, we dwoje to zawsze różnie idzie - raz więcej zrobimy, raz mniej. Liczyliśmy na mojego Tatę do pomocy w sobotę, ale akurat nie może. Zostajemy więc na całe trzy dni sami na budowie. 💪💪Dzisiaj po pracy musimy tylko jechać i naciąć drzewa do kominka, żeby jutro, w Święto jednak, nie hałasować piłą.

***
Wczoraj wróciłam po pracy do domu i okazało się, że... Nasz pies postanowił rozpocząć remont w mieszkaniu. 😯 Z drzwi wejściowych zerwał całą tapicerkę od dołu do klamki. Zdziwiliśmy się, bo przez 2 lata nie miał takich "odpałów", nawet kapci nie gryzł za szczeniaka, a tu taka historia... Także dodatkowo, poza budową, czeka nas wymiana drzwi w mieszkaniu. Na szczęście psu nic się nie stało. Skaleczył sobie, co prawda, delikatnie łapkę, ale to tylko powierzchowne. Będzie żył. Od wczoraj ma ksywkę "tapicer". 🤣


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 stycznia 2023, 08:59

Kil Home Made Kazoku~ 5 stycznia 2023, 11:22

Pamiętam jak zanim jeszcze spotkałam mojego męża - dziwiłam się ludziom, którzy mi mówili, że po ślubie do teściowej mówią albo po imieniu, albo właśnie teściowa. Pamiętam swoje słowa, że ale jak to? Przecież to mama/tata Twojego męża/żony?! Co to za problem powiedzieć do niej mama lub do niego tata? Nie rozumiałam takich ludzi, i ich "problem" wydawał mi się taki umm... trywialny?

Jak dziecko nieraz płacze, bo zabawka, bo pani w szkole, bo koleżanka się nie odzywa kilka dni - większość osób mówi, że to nie jest powód do płaczu, że przesadza, że problemy to będą jak będzie starsza/starszy itp.

Moja relacja z teściową jest delikatnie mówiąc średnia. Jakbym miała do niej teraz powiedzieć "mamo" to bym się chyba udusiła przy tej próbie... (raz w tamtym roku "musiałam" bo żeśmy się pożarły porządnie i dla załagodzenia sprawy słowo "mamo" było niezbędne...). Nagle doskonale rozumiem "problemy" ludzi, które prawie, że wyśmiewałam.

Kogoś trywialny problem, może być katastrofą życiową dla niego - mimo, że nikt dookoła tego nie zauważa - coraz bardziej to rozumiem.

Mój obecny "problem" też dla każdej z osób której o nim wspominam, jest delikatnie mówiąc przesadzony. Ale ból który odczuwam przez niego nie jest wymyślony i przesadzony przeze mnie. Niepokój który mi towarzyszy też. I co z tego ze cały świat widzi to inaczej niż ja? To ja znam siebie samą. To ja znam ten "problem"... Plus nie chcę żyć tak jak "wszyscy". Widząc ich relacje między sobą, ich "miłość" i resztę uczuć - nie chcę tak... Mam się zmienić? Wtedy nie będę już sobą. Nie będę osobą w której się zakochałeś K. ... Stanę się taka jak inni - inni, których nie rozumiem.

Już nigdy nie będę uważać, że kogoś "tragedia" jest "nad wyrost". Nawet jak nie będę rozumieć, zaakceptuję i będę po prostu wspierać.

Sowella Los okrutnie ze mnie drwi.. 5 stycznia 2023, 12:24

5.01.2023

Wizyta u lekarza, na którą czekałam jak na szpilkach po wynikach proga.

Walczymy dalej 💪
Wg OM: 6t6d
Wg USG: 6t4d
Kropek: CRL=0.69cm i pukające ❤
YS: 0.38cm

Leki zostają bez zmian. Więcej proga już nie dostane - w związku z tym mam też nie badać już jego poziomu. Bhcg też już niemiarodajna na tym etapie, więc grzecznie siedzę i czekam do następnej wizyty 19.01.
Dostałam również tydzień zwolnienia. Może dam radę jakoś wyluzować. W pracy jest armagedon - to najgorszy moment na zwolnienie, ale trudno. Kropek najważniejszy.

Walka trwa 💪

Kropku, proszę bądź silny i walcz 💪 i zostań z Nami już na zawsze. 🙏🙏

Leki:
Besins 100mg: 3x1
Duphaston: 3x1
Prolutex 1x1
Glucophage xr: 750mg 1x1
Acard 75mg 1x1
Neoparin 0.4 1x1
Encorton 10mg 1x1
Accofil 1/3 co 3 dni
Letrox 75
Actifolin 2mg
Witamina D 2000j, Wit.E 100mg
Symvital Mama


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 stycznia 2023, 12:26

Transfer we wtorek 3 października. Pokończyła mi się ważność badań wirusowych, więc latam i to załatwiam. Część udało się ogarnąć w ramach pakietu Medicover, dwa musiałam zrobić na własny koszt. Dziewczyny poleciły laboratorium przyszpitalne, zamiast standardowej Diagnostyki i Alabu. No i odkrycie życia - zapłaciłam 1/3 co w tych ostatnich, załatwiłam sprawę bez kolejek w ciągu 10 minut. Jak sobie pomyślę ile pieniędzy zostawiłam przez te lata w Diagnostyce, nerwów i czasu, to mi słabo. Ok, do szpitala też mam kawałek, ale jest gdzie parkować, okolica przyjemna, to potem można pójść na kawkę i jakoś te ceny rzeczywiście nie bolą.
Accofil jako że mi się skończył też dostałam od Dobrej Duszy z wiadomych grup na FB.
Żeby nie było tak różowo to zbadałam przy okazji ferrytynę i jest dramat jeszcze większy niż był. Szalone 18 ng/ml (było 23 i profesor skrytykowała...). Schudłam ostatnio trochę, jem mniej rzeczywiście i na pewno mniej jajek. Załamka. Oczywiście w głowie już milion pretensji do siebie, że trzeba było to zbadać wcześniej, pić zielone koktajle, jeść więcej jajek, mięsa, a teraz na pewno przez to się nie uda :/ No załamka. Siadam zaraz i będę wyliczać co dokładnie teraz codziennie jeść i pić, żeby jakoś to zacząć uzupełniać.
Druga rzecz na którą złapałam paranoję, to że za mało się rozciągałam i na pewno mam pospinane biodra za bardzo. Że mogłam się bardziej starać i przykładać.
Mam wrażenie, że w styczniu byłam jakoś lepiej przygotowana do tej ciąży. A i tak się nie udało.

Oj ciężkie będą te nabliższe dni.

Muszę to sobie jakoś rozpisać, niech będzie ku pamięci.

Transfer 5 grudnia: zarodek 5 dniowy 4ab
3 dpt progesteron 26
7 dpt bhcg 49,5
9 dpt bhcg 148,5
12 dpt bhcg 427,8, prog 38
16 dpt KRWOTOK bhcg 1931, usg: pęcherzyk w macicy
18 dpt bhcg 3409, prog 31
22 dpt, usg: pęcherzyk w macicy z ciałkiem żółtym 4mm, chwilę po badaniu KRWOTOK
23 dpt KRWOTOK ze skrzepami, usg: jest pęcherzyk 9mm ale brak ciałka, brak zarodka, pusty.
24 dpt bhcg 8534, prog 31
25 dpt bhcg 9935, krwawienie ustalo.

Kolejne usg 31 dpt

Czy to ma szansę na cud?
Zaczynam naprawdę świrować. Czytać o poronieniu, o badaniach płodu, a jednocześnie planuje jak urządzę pokoik dla dwójki. No wali mi już na łeb totalnie 😑


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 stycznia 2023, 13:05

IlonaQ W oczekiwaniu na cud poczęcia🙏 5 stycznia 2023, 16:51

Krótki wpis podsumowujący ostatni cykl, który jeszcze się nie skończył.

W związku z troszke za niskimi wynikami proga i estradiolu w P+11 dostalam ovitrelle w penie do zastosowania w P+3, P+6, P+9.
✔zastrzyki nie bolały
✔nie odczuwam skutków ubocznych
✔ progesteron w P+11 ponad 31!

Lekarz mowi, żeby zrobić test w P+16 jesli do tego czasu nie dostane okresu. Czy teraz się uda? Czekam.

Poza tym nowy rok, nowe postanowienia:
- dłuższy sen
- regularniejsze jedzenie
- ruch (jeszcze się nie ruszylam)
- cieszenie się z tego co mam
- odkrywanie tego co lubię, co mi sprawia radosc
- cierpliwosc
- zadbanie o Męża i ognisko domowe.

Ściskam czytające, napiszcie co u Was! 😘


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 stycznia 2023, 16:51

Okres.. 1dc.. poki go nie ma zawsze jakaś nadzieja się tli.. głowa Staraczki.. znowu weszłam w to za daleko.. za drugim razem miał być luz ba! Wpadka! Bo przecież duzo dziewczyn zachodzi niespodziewanie za drugim razem.. nie ma ani wpadki ani luzu.. jest mi od tygodnia niedobrze- głupia głowa objawy już widziała.. i po co? Trzeba plan na kolejny cykl wymyślić.. albo dać sobie oddech przed lutowa wizyta w klinice.. z drugiej strony mam lamette wiec jeszcze jeden cykl moznaby było zrobić.. czekam jeSzczs na zalecenia Docenta P. Moze tutaj jest znowu pies pogrzebany… dzis wieczorem wino na smutki i trzeba iść dalej.. dobrze ze mam swój Skarb i jak tylko się obudzi to wytule Go najmocniej..

Sheelie Moje życie 1 grudnia 2022, 21:28

Postam się tu wrzucić wyniki moich badań , które zrobili mi w szpitalu .


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 grudnia 2022, 09:13

Sowella Los okrutnie ze mnie drwi.. 7 stycznia 2023, 20:08

7.01.2023
Kontaktowałam się wczoraj z dr P, w związku z morfologia po accofilu.
Odpisal, żeby wziąć jeszcze jedna ampulke ale zmienić dawkę na 1/3 amp ale co 4dni i potem koniec. Będzie to mniejwiecej 7+6.
Trochę się boję, bo wszędzie czytam, że dziewczynt biorą do 10-12 tyg. I też podobnie miałam oryginalnie w zaleceniach (że do 10/11tyg).
Ale doktor odpisał, że skoro znów udało się naturalne to nie ma potrzeby brania dłużej accofilu (mam kir Bx ibrakuje mi tylko 3 KIRow).
Zobaczymy.

Tymczasem muszę zrobić posiew moczu i dziś mnie luxmed oszukał bo dziś nie przyjmowali materiału na to badanie ze względu na długi weekend, dopiero w poniedziałek. Ech, będę musiała jechać jeszcze raz.

Na dodatek moje dziecię ostatnio dokazuje i nie może dogadać się z Tata w związku z czym w domu jeden wielki szał ;) I wszystkich trzeba godzić. A ja miałam przypominam, nie stresować się, tak ? 😉

Z objawow wciąż podobnie: senność, zawroty głowy, zmęczenie, zatykanie uszu, wzdęcia, lekkie mdłości od czasu do czasu + ostatnio jeśli nie zjem o odpowiedniej porze to głód wilczy prawie do omdlenia, albo moje ulubione zjadłabym jestem lekko głodna ale jak zjem to mnie mdli 😆

Kropku walcz 💪 i zostań proszę z Nami na zawsze 🙏


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 stycznia 2023, 20:31

Minął tydzień jak zachorowałam na gryoę . Czuje sie bardzo słabo co troche coś leci mi z rąk :/
Córka lepiej dostała antybiotyk ale brak apetytu
Pragnę marzę byc tylko a może aż zdrowym człowiekiem dla córki tego samego pragnę.
Zaczęłam tez dzisiaj tęsknić za ciepłem na zewnątrz.
To niesamowitę kobiety mają po 2 / 3 dzieci a ja nie pitrafie 1 ogarnąć totalnie przytłacza mnie ostatnio macierzyństwo kwestia chorób kwestia odżywiania.
Juz sama nie mam pomysłow co dac dziecku do jedzenia strasznie monotonne to jedzenie i drogie. Ceny jedzenia mnie przytlaczają zreeztą wszystkiego bo ceny są jakieś z kosmosu wydalam na leki chyba z 300 zl ostatnio :/

"Pamiętnik z brzucha"
Ale jestem padnięty! Gdybym wiedział, że ten wyścig tak mnie wykończy, to pewnie w ogóle bym nie startował. Jednak rozpędziłem się, no i proszę – wygrałem! Podobno w tej konkurencji zwycięzca bierze wszystko. Taka plotka poszła wśród kolegów plemników. Szczerze mówiąc, na razie jestem trochę rozczarowany: nic się nie dzieje! Rozsiadłem się więc wygodnie i czekam.

1. miesiąc
Spotkanie z komórką
Było tak: tata przez całe popołudnie stał przy kuchni i pichcił. Chińszczyzna to jego danie popisowe. Mama zapaliła świece, żeby zrobić nastrój. Wypili trochę wina. Potem puścili sobie fajną muzyczkę. A później to już niestety nie wiem, co było, bo musiałem walczyć o „swój kawałek podłogi”. Zrobiło się strasznie ciasno. Co sekundę dokwaterowywali nam trzy tysiące nowych plemników. Normalnie nie było czym oddychać! Na dodatek każdy się wiercił. To się musiało źle skończyć. W pewnym momencie atmosfera stała się tak gorąca, że nie mogliśmy już tego wytrzymać. Nie pamiętam, kto krzyknął „naprzód!”. Nagle wszyscy wystrzeliliśmy jak z procy z zawrotną prędkością. Pierwsze chwile to była dosłownie walka na śmierć i życie. Musiałem pokonać prawie półmetrowe, zwinięte nasieniowody. Potem jeszcze cewka moczowa, a dalej... Kochani, dalej to był już inny świat. Pochwa, macica i w końcu jajowody. Lecieliśmy wszyscy na złamanie karku. Choć może to złe określenie, bo właściwie trzeba było piąć się w górę.
Peleton przyśpieszył. Najsłabsi nie wytrzymywali tempa. Na ostatniej prostej z 400 milionów zostało nas już tylko kilka tysięcy, a i tak większość była wyczerpana. I właśnie wtedy ją ujrzałem: gigantyczną kulę o średnicy 0,2 milimetra. Komórka jajowa. Piękna. Nie miałem wątpliwości – przede mną meta. Nie było łatwo się do niej dostać. Resztką sił odpaliłem swoją enzymatyczną piłę łańcuchową, rozciąłem otoczkę i wcisnąłem się do środka. Ha! Wszyscy próbowali, a udało się tylko mnie. Drugiego miejsca nie przyznano. Po drodze zgubiłem gdzieś ogonek, ale co tam. Coś mi mówi, że warto...

2. miesiąc
Jak samotna rybka
Narzekałem, że nic się nie dzieje? Przeciwnie, dzieje się aż za dużo. Przede wszystkim nie jestem już przystojnym plemniczkiem. Przypominam galaretkę. Chociaż nie, chyba raczej kijankę. Albo rybkę. Tak. Wyglądam jak mała rybka. Dzisiaj, bo jutro mogę przypominać coś całkiem innego. Wszystko zmienia się z sekundy na sekundę. Rosnę jak na drożdżach. Wyrosły mi ramionka i nóżki z takimi śmiesznymi paluszkami. Po bokach głowy mam dwie ciemne plamki i dwie niewielkie dziurki. Myślę, że to będą po prostu oczy i uszy.
Nie chwaląc się, mam też kilka osiągnięć. Otóż, udało mi się odczepić od ściany macicy i znowu mogę się poruszać. Wprawdzie nie tak szybko jak we wczesnej młodości, ale i tak jest nieźle. Próbuję też otwierać buzię (choć na razie nie mogę powiedzieć, że jestem w tym mistrzem).
Za to wczoraj dokonałem wiekopomnego odkrycia: mam już serduszko! Malutkie jak ziarenko maku, ale pulsuje jak oszalałe. Prawdziwa rewolucja dzieje się w środku mojego ciała. Skórka jest cienka jak pergamin, więc wszystko widać jak na dłoni. Mam już kręgosłup i żebra grubości włosa. Rosną płuca, wątroba, nerki, mózg. Wszystko naraz. Przyznam się wam, że to strasznie męczące. Najgorsze jest to, że odwalam tu taką robotę i nie mogę liczyć na niczyją pomoc. Zresztą, wcale nie jestem pewien, czy ktoś w ogóle wie o moim istnieniu. Halo! Jestem tu!

3. miesiąc
Ujawniam się
Mama już wie. Postarałem się o to. Jakich metod użyłem? Wykorzystałem cały wachlarz możliwości: mdłości, huśtawkę nastrojów, senność, wrażliwość na zapachy, obrzmienie piersi, zachcianki, trądzik... W końcu cel uświęca środki, prawda? OK, może rzeczywiście trochę przesadziłem, ale trzeba było dziewczynę przywołać do porządku. W końcu będzie moją matką. Musi o siebie zadbać.
Moja strategia, choć kontrowersyjna, już przyniosła pierwsze efekty. Mama rzuciła palenie i zaczęła więcej odpoczywać. Przestała też wysiadywać po nocach przed komputerem. Ulżyło mi. Godzinami byłem ściśnięty jak sardynka. Na dodatek te okropne dżinsy. Nie znoszę ich!

Co z tego, że mama rozepnie jeden guzik? Kobieto! Ja mam już prawie sześć centymetrów i potrzebuję przestrzeni. W końcu zaczynam przypominać człowieka. Mam wszystko, co trzeba. Nawet powieki i paznokcie. Tylko głowa ciągle jest jakaś nieproporcjonalnie duża. Za to twarz – poezja. Wyraźna szczęka, podbródek i całkiem fajna górna warga. Nosa jeszcze nie ma, ale są już dziurki. Podsumowując: niezły ze mnie przystojniak.
Mama jeszcze o tym nie wie, ale wam już mogę zdradzić tę tajemnicę: jestem chłopcem. Właśnie wyrosły mi jądra i malutki penis (co jak co, ale ten to na pewno jeszcze urośnie). Spodziewałem się tego. Z moją wybujałą ambicją i wielkimi wymaganiami chyba nie nadawałbym się na dziewczynkę.

4. miesiąc
Ćwiczę i robię się mądrzejszy
Powoli oswajam się z sytuacją. Nie mogę narzekać. Mam tu ciepło i cicho. Miejsca sporo, więc spaceruję, ile mogę. Jedyny minus to niewiele atrakcji. Z nudów zacząłem ssać palec. Drobiazg, a cieszy. Od czasu do czasu łyknę sobie też trochę tego płynu, w którym pływam. Słodki. Nie jest to może pitna czekolada, ale i tak smaczny. A więc piję, siusiam... i tak to się kręci.
Cały pokryłem się śmiesznym meszkiem. Mam już brwi i pierwsze cienkie włoski na głowie. A jak za długo kopię, to zaczynam się pocić. Dziwna sprawa, co nie? Przerzucam się wtedy na spokojne ćwiczenia oddechowe. Człowiek nigdy nie wie, co może mu się kiedyś w życiu przydać. A propos ćwiczeń. Nauczyłem się już wydymać policzki i marszczyć czoło. Szkoda, że nie mogę spojrzeć w lustro. Czuję, że w robieniu min jestem absolutnie bezkonkurencyjny – mam taki śmieszny zadarty nosek.
Martwi mnie tylko, że staję się coraz bardziej wrażliwy. Wystarczy najlżejsze muśnięcie pępowiny, a już cały staję na baczność. Takie przygody zakłócają mi drzemkę, a dopiero co odkryłem jej uroki. Domyślam się, skąd ta nadwrażliwość. Co minutę w mózgu tworzy mi się aż 250 tysięcy nowych komórek nerwowych. Coraz wyraźniej dociera do mnie, jak bardzo jestem unikalny. Jedyny na świecie. Mam już nawet linie papilarne. Tylko czy komuś w ogóle potrzebne są moje odciski palców?
5. miesiąc
Potrzebuję czułościW końcu udało mi się nawiązać kontakt z mamą! Hurra! Już powoli zaczynałem wątpić, że to w ogóle możliwe. Kopałem, kopałem i nic. A któregoś dnia źle wyliczyłem zakręt i z całym impetem moich 30 dekagramów uderzyłem w ścianę macicy. Mama aż podskoczyła. Poklepała delikatnie w to miejsce. Odpuknąłem jej. A wtedy ona się rozpłakała. Kompletnie mnie zamurowało. Ach, te kobiety... Od tego momentu coś się jednak między nami zmieniło. Nareszcie zaczęła do mnie mówić. Nazywa mnie Robaczkiem albo Groszkiem. I często mnie głaszcze. A ja to po prostu uwielbiam!
Coraz lepiej się z mamą poznajemy. Najbardziej lubię, jak idzie na spacer. Tak mnie fajnie kołysze, że natychmiast zapadam w drzemkę. Fakt, nie zgrywamy się jeszcze zbyt dobrze. Kiedy ona czuwa, ja śpię. A kiedy się kładzie, ja się budzę i zaczynam dokazywać. Fikam koziołki i nasłuchuję.
Do tej pory słyszałem tylko same bulgotania z brzucha mamy. Teraz stopniowo zaczyna do mnie docierać coraz więcej dźwięków. Najmilszy jest głos mamy. Taki śpiewny i dźwięczny. Słów wprawdzie jeszcze nie rozumiem, ale potrafię już wyczuć, kiedy mówi do mnie, a kiedy do taty. Nie znoszę, jak się z nim kłóci. Oboje wtedy strasznie krzyczą, a hałas to dla mnie męka. Najchętniej gdzieś bym się schował, ale gdzie? Kulę się tylko w sobie i czekam, aż im przejdzie. Na szczęście zawsze się potem godzą. A jak się przytulają, to robi mi się tak błogo, jak w niebie. Wczoraj byliśmy wszyscy u bardzo miłego pana doktora. Coś mi się zdaje, że próbowali mnie podejrzeć.

6. miesiąc

Mieliśmy wypadek
Nie spodziewałem się takich przeżyć. Jakiś czas temu zacząłem obrastać w tłuszczyk. Ważyłem już prawie kilogram. Nauczyłem się robić nóżkami rowerek i pociągać za pępowinę. Czułem się pewnie i to chyba uśpiło moją czujność...

Mama wymyśliła malowanie pokoju „dla dzidziusia”. To się chyba nazywa syndrom wicia gniazda, czy jakoś tak. Wszystko byłoby dobrze, gdyby pozwoliła się wykazać tacie. Ale ona osobiście musiała sprawdzić, czy wszystkie rogi są dobrze pomalowane. Weszła na drabinę, poślizgnęła się i spadła. A ja z nią. Nieźle mną huknęło. Na moment mnie zamroczyło. Potem zacząłem czuć się dziwnie. Było mi zimno i nie mogłem się poruszać.
Tata natychmiast zawiózł nas do szpitala. Po drodze złamał chyba wszystkie przepisy. Szkoda mi ich było. Mało nie oszaleli z rozpaczy. Na szczęście w porę trafiliśmy w fachowe ręce. Uff... Wszystko dobrze się skończyło. Teraz mama musi się oszczędzać. Chyba się nieźle przestraszyła, bo ciągle leżymy sobie na sofie i gadamy przez telefon. To znaczy ona gada, ja słucham. Tylko dzisiaj zrelacjonowała naszą przygodę dwanaście razy. Ostatecznie wolę jednak to niż sporty ekstremalne. I tak mam dużo roboty. Aha! Z nowości: już dwa razy dostałem czkawki.

7. miesiąc

Widziałem... światło
W końcu udało mi się otworzyć oczy. Wprawdzie widoki wokół mizerne (a na dodatek półmrok), ale mruganie bardzo mi się podoba. Przy okazji okazało się, że mam całkiem fajne rzęsy. Od czasu do czasu razi mnie silne światło.
Pewnie jest już lato, a mama zadowolona paraduje z brzuchem na wierzchu. Biedactwo, musi dźwigać niezłą „piłkę”. Obliczyłem, że ważę około 1300 gramów. Od czubka głowy do stóp mierzę mniej więcej 40 centymetrów. Trudno wyliczyć dokładnie, bo niestety nie mogę się wyprostować. O fikaniu koziołków muszę zapomnieć. Jedyny sport, jaki uprawiam w tej chwili, to przeciąganie się. Też przyjemne.
A propos przyjemności. Uwielbiamy sobie z mamą dogadzać. Na szczęście przeszła jej już ochota na zdrową żywność. Te pestycydy z nowalijek były obrzydliwe! Teraz jemy w miarę normalnie, choć ciągle nie możemy się zgodzić w sprawie przypraw. Ja lubię łagodnie, a mama pikantnie. Dobrze przynajmniej, że porzuciła fast foody i alkohol. Po lampce wina kręciło mi się w głowie, czułem się jak na karuzeli.
Lubię ciepłą kąpiel i fajną muzykę. Nie, nie poważną. Mama też próbowała mnie namówić na Bacha i Mozarta. Nie wiedziałem, co jest grane: przecież zawsze słuchała rocka! Na szczęście długo nie wytrzymała. Teraz słuchamy dużo spokojnych, optymistycznych kawałków. Bywa, że nawet sobie tańczymy. Co to musi być za kobieta! Oddałbym kawałek pępowiny za to, żeby choć przez chwilę ją zobaczyć. Czasami mi się śni, że się do niej przytulam. I jest mi wtedy tak dobrze, tak cudownie...

8. miesiąc

Duży i śliczny
Co za ciasnota. Chyba się trochę zablokowałem. Przekręciłem się głową w dół, a teraz nie mogę się ruszyć ani w tę, ani w tę. Muszę wyglądać dość dziwnie. Ręce i nogi skrzyżowane, kolana pod brodą, a broda przyciśnięta do klatki piersiowej. Coraz mniej mi się to podoba.

Na dodatek ktoś cały czas do mnie puka. Proszę państwa! Ja wszystko rozumiem. Każdy chce dotknąć brzucha na szczęście. Ale co byście powiedzieli, gdyby ktoś wam cały czas tak walił w drzwi? Postanowiłem ignorować te zaczepki. Jak ktoś się dobija, udaję, że mnie nie ma. No, chyba że to mama albo tata. Ich puknięcia rozpoznaję od razu. Śmieszy mnie, jak tata łapie mnie za kolano i podekscytowany wykrzykuje: „Łokieć! Łokieć!”. Szczerze wam powiem, że jest już za co złapać. Zrobiłem się pulchny (codziennie dochodzi mi dodatkowe 10 gramów), a tu i tam pojawiły się nawet małe dołeczki. Skóra też coraz ładniejsza. Cud, nie dziecko.
Odzywa się we mnie taka dziwna tęsknota. Mam wrażenie, że coś mnie omija. Z czego mama się śmieje? Czego babcia nie może się doczekać? Dlaczego pan doktor próbował niedawno dotknąć mojej głowy?

9. miesiąc

Zaatakuję z główki!
Wkrótce wydarzy się coś wielkiego. Skąd to wiem? Nie mam pojęcia. Po prostu czuję i już. Wykorzystuję ostatnie centymetry wolnego miejsca. Jestem coraz większy (ważę jakieś trzy kilogramy, mierzę około 50 centymetrów) i myślę, że warunki, w jakich się muszę męczyć, to prawdziwy skandal.
Mama też chyba w nie najlepszej formie. Ostatnio głównie stęka. Też bym sobie postękał, ale nie umiem. Od kilku dni mam wrażenie, że czas stanął w miejscu. Nic nowego mi nie wyrasta. Nic się nie powiększa. Łykam, siusiam, śpię. Chociaż... Zaraz, zaraz. Właśnie coś się ruszyło. Rany boskie! Woda mi ucieka! W czym teraz będę pływał?

Mama chyba doceniła powagę sytuacji. Dzwoni po tatę: „Kochanie, rodzimy!”. Nie ma sprawy, ze mną jak z dzieckiem Możemy rodzić.
Wszystko wokół zaczyna falować. Coraz częściej i coraz mocniej. Domek mnie wypycha, a ja nawet nie mam się czego przytrzymać. Ej, tylko bez takich numerów proszę! Napiąłem się: walczyć czy uciekać? Oczywiście, że walczyć! Tylko jak?! Czym?! Zaatakuję z główki. Wezmę rozpęd i... aaaaaa!!!
Jejku... Ale numer. Zdaje się, że właśnie przyszedłem na świat!

siesiepy Niepłodna niemama 🥀 5 stycznia 2023, 15:39

49dc. Prawdopodobnie 1 dpo. 😶

Chłop umówiony na nasienie 13 w piątek. Ciekawe czy będzie to szczęśliwa data. Jadę z nim, potem odstawia mnie do biura do pracy (niestety) i wraca do swojej pracy.

Ja 18.01 mam wizytę w Invimedzie u dra Żurawskiego. Powinno idealnie się zgrać i 🐒 powinna przyjść dzień później. Prawdopodobnie zatestuję 17 stycznia rano, żeby w razie czego w rozsądnym terminie odwołać (mhm jasne).

Byłam dzisiaj na monitoringu. W sumie ogromnie żałuję, że nie byłam przed Nowym Rokiem albo w poniedziałek kuknąć co tam w kurniku... Miałabym jaśniejszy obraz.
Endo 7-8mm, więc już nieźle, w okresle owulacyjnym właśnie takie być powinno. Na pewno jeszcze urośnie, wino kupione, ananasa mi dzisiaj dokupią jak będzie, zaraz zjem garść migdałów. Ostatnio było cieniutkie jak papier, więc coś się zadziało.
Nie ma żadnej torbieli na USG, nie ma też niestety płynu w zatoce Douglasa ani ciałka żółtego, więc mając te dane stwierdzam, że owu wystąpiła faktycznie wczoraj i jestem ok dobę po niej. Płynu ma prawa już nie być, a ciałko żółte wytwarza się 28-32 po owulacji. To by się zgadzało też z książkowym pękaniem pęcherzyka po piku LH.
IMG-20230103-085651.jpg

Skok temperatury wysąpił, zastanawia mnie tylko to, że cykl po wykresie temperatury wygląda na dwucyklowy... Na pewno przeniose go na kartkę i przedstawię w invimedzie.

Rozważam czy zbadać dla pewności progesteron 7dpo, ale chyba nie ma sensu już 3 raz tego robić, po objawach, piku LH i grubości Endo jestem niemal pewna że owulacja wystąpiła. Na pewno wykluczyłam LUF.


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 stycznia 2023, 03:34

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)