Test pozytywny, krecha była już po 10sekundach.
13 cs, 22 dc, 8 dpo
Dziś byłam na wizycie w klinice niepłodności.
Jestem pozytywnie zaskoczona. Trochę się bałam, że od razu wyskoczą z milionem badań za milion złotych.
Ale nie...dr J zrobił na nas bardzo dobre wrażenie...zrobił mi usg...i stwierdził, że owulacja jednak była! Powiedział, że w przypadku pacjentek z policystycznymi jajnikami bywa tak, że trudno dojrzeć owulację oceniając tylko jajniki...owulacja była z lewego jajnika...a tak się składa, że ten mnie bolał w tym cyklu w terminie, gdy owu mogła być.
Ogólnie mam zbadać Amh, aby zorientować się w jakim przedziale jesteśmy i inhibitynę B.
A mąż badanie nasienia.
Oprócz tego powinniśmy zadbać o styl życia. I to tak naprawdę najbardziej podkreślił. Mąż musi koniecznie rzucić palenie. Bardzo fajnie dobitnie mu to przedstawił 
Odwołałam wizytę u mojej lekarki. I tak nie mam jeszcze tych badań, które chciała...a poza tym lekarz z kliniki wzbudził moje zaufanie.
I co najlepsze...Powiedział, że obecnie nie jest w stanie stwierdzić, czy jestem w ciąży...ale nie jest to wykluczone. I generalnie w moim przypadku może być tak, że w każdej chwili się uda...
Do rozważenia pozostawił też nam kwestię HSG...ale tu chyba spróbuję załatwić na NFZ...1100 zł to jednak sporo.
Uspokoiłam się trochę. Mamy sporo pracy, ale sytuacja nie jest zła 
Wrzucam link do ciekawego badania, które od kilku miesięcu krąży na wątkach miesięcznych:
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/37459441/
https://fertility.com.br/wp-content/uploads/2019/12/ED-07-19.pdf
200 mg arbuza, 80 mg świeżego buraka i 20 g świeżego imbiru - blendujemy na smoothie / sok i pijemy od dnia transferu. Wcześniej chyba nie zaszkodzi. Badanie wykazało, że odsetek implantacji (25,2% vs. 20,5%, p<0,001) i odsetek ciąż klinicznych (41,0% vs. 22,0%, p=0,039) były istotnie wyższe w grupie suplementowanej w porównaniu z grupą kontrolną. Z pdf wynika też, że ograniczone jest ryzyko poronienia.
Także póki arbuzy na półkach, to do sklepu, porcjujemy i mrozimy 
17 dc, 4 dni po IUI, według mnie również 4 dpo, aczkolwiek aplikacja upiera się, że dopiero 1 dpo
Czekam.
Staram się nie nastawiać na nic.
Zgodnie z zaleceniami dbam o siebie, staram się nie przemęczać i nie stresować.
Czy mam jakieś objawy?
Nic, czego nie obserwowałabym w żadnym innym cyklu.
Bolą mnie jajniki. Raz lewy. Raz prawy. Raz obydwa.
Stąd też może apka twierdzi, że owu jednak była później.
Ja po temperaturze obstawiam jednak dzień IUI. Po śluzie... Ha! Po śluzie to bym obstawiała, że owulacji w ogóle nie było.
Czekam.
Starania uczą jednak cierpliwości.
Mamy XXI wiek, a nikt nie wymyślił jeszcze sposobu, żeby podejrzeć, czy ten najwaleczniejszy plemnik dostał się do komórki jajowej. Ciekawe, nie? Latamy w kosmos, a nie potrafimy podejrzeć kiełkującego, nowego życia.
Czekam.
Łapię się na tym, że mam już ochotę zrobić test ciążowy.
Wiem jednak, że w tej chwili będzie zupełnie niemiarodajny.
Czuję się, jak w pierwszych cyklach starań, kiedy to oczekiwanie na testowanie było takie pełne... Nadziei.
Czekam.
Chciałabym się obudzić za 2 tygodnie i już wiedzieć. Nikt jednak nie opracował jeszcze takiej możliwości.
Czekam.
1.15 dc monitoring
2. Owulacja była, piękne endometrium, płyn w zatoce Douglasa
3. Od 18 dc do 28 dc duphaston 2 tabletki dziennie
4. 28 dc cyklu badanie bety
5. Udało się?
6. Nie udało się?
Najgorsze jest to czekanie. I nie jestem w stanie nie myśleć o tym, zapomnieć chodź by na chwile. Trzeba pilnować kiedy tabletkę połknąć, mniej więcej o tych samych porach. Trzeba zrobić badanie bety i czekać na wynik. I od nowa cykl w cykl, miesiąc w miesiąc. Przytulanie się z mężem kiedy lekarz karze i cały ten romantyzm w tym wszystkim ginie, ucieka gdzie pieprz rośnie. Serio.
Pytałam się dziś lekarza ile cykli Nam jeszcze daje za nim podejmiemy następne kroki. Krok którego się najbardziej boje, a mianowicie klinika leczenia niepłodności. Jestem po drożności z laparoskopią (miałam ją w styczniu tego roku), wyszło że jestem drożna. Na ten moment jest to 3 cykl po drożności więc lekarz daje Nam jeszcze jedenl. Jeżeli się nie uda No to klinika. Czego się bać? Można spytać.
Dla mnie to jest już taka trochę beznadzieja, że ja i mój mąż nie potrafimy ogarnąć się i zrobić to co trzeba. Bo jeżeli nie udaje się to zostają te inne metody, których nie wstydzę się, czy wiara mi nie pozwala. Nie o to chodzi. Poprostu nie ma w tym takiej intymności A przynajmniej ja tego nie widzę. Można się z tym niezgadzać i szanuję to, ale póki co ja tak mam. A może to strach przed kolejna niewiadomą? Znając moje szczęście to za niedługo się dowiem i zmienię zdanie. Narazie zostaje czekać i mieć cały czas nadzieję, że może akurat na przekór wszystkim zaskoczyło.
14w+6d
jutro wkraczamy w 15/16 tydzień 
Zaczynam już coraz lepiej czuć kluseczkę, gdyby gin nie potwierdziła mi tego na USG to pewnie bym nie wiedziała że to ruchy naszego maluszka 
Kluseczka rośnie jak szalona, jest małą wiercipiętką, przy próbie podejrzenia płci tak wierzgał że nie było szansy zobaczyć, jak już się ułożył maluch dobrze żeby coś widzieć to się zasłonił rączkami
ot taki wstydniś maleńki
Mamy z mężem wybrane imiona po jednym dla każdego
Mamy też za sobą już pierwsze zakupy (chyba te największe) w salonie stanął już wózek i łóżeczko (jeszcze nie poskładane)...
Mąż zaczyna być coraz bardziej tatą
doskonale pamięta każdą cyferkę... data porodu, ostatnie centymetry maluszka pamięta wszystko lepiej niż ja... z dumą mówi o małym urwisie i z uśmiechem szuka ze mną akcesoriów dla maluszka.... Odpalił się mu syndrom wicia gniazdka... Mieliśmy tylko odświeżyć wszystkie pomieszczenia, a zaczyna wjeżdżać gruby remont.... i chyba w końcu doczekam się kuchni z prawdziwego zdarzenia a nie tylko aneksu w przejściu 
Boję się, że nie zdążymy z wszystkim przed narodzinami remont i maluch to ogromne pożeraczy pieniędzy a teraz z nimi różnie.... Na szczęście powolutku kompletujemy wyprawkę, żeby nie zostać z wszystkim na ostatnią chwilę...
Teraz patrząc na ten wózek i łóżeczko dopiero zaczyna docierać do świadomości, że to jednak się dzieje, że mieszka tam maleństwo, które już niedługo będzie w naszych ramionach, nasz maleńki skarbek na który czekaliśmy wiele lat....
Byłam dzisiaj z małym na pobraniu krwi. Po kilku godzinach pojechałam je odebrać. Nienawidzę tam jeździć bo to szpital, w którym umarła moja ukochana P 💔 zawsze omijałam szerokim łukiem oddział, na którym leżała. Dzisiaj weszłam do szpitala i dostałam zaćmienia umysłu, na którym piętrze jest labo.. wjechałam windą na 1 piętro, ale w połowie korytarza stwierdziłam, że powinnam wejść wyżej. Znalazłam schody. Weszłam...idę a tam...OION..drzwi, za którymi umarło moje dziecko. Na momencie mnie zatkało,nie mogłam swobodnie oddychać, czułam jak ciśnienie mi się podniosło..miałam ochotę tam wejść i wykrzyczeć "oddajcie moje dziecko!" To jest uczucie, które ciężko opisać. Zaczęłam biec jakbym chciała stamtąd uciec, aby nie zrobić nic głupiego. Na szczęście na końcu korytarza było labo...odebrałam wyniki..wyciszyłam się..serce mi się uspokoiło..nienawidzę tego miejsca, tego szpitala. Wyniki B na szczęście się poprawiają
jakis plus dnia dzisiejszego.
7 miesięcy
Co miesiąc robimy pamiątkowe zdjęcie na macie i tak sobie myślę, że zaraz ta mata będzie za mała 😅 waga 9kg, rozmiar 74/80.
Mała całkiem niedawno nauczyła się siadać i raczkowanie też już coraz bardziej doskonali ☺️ drzemki bez zmian, 3x dziennie. No i nie mogłabym zapomnieć, mamy pierwszego ząbka! 😍 Z racji tego RD zaczęło iść topornie, mam nadzieję, że to tylko chwilowe.
Słoneczko nas rozpieszcza, więc głównie czas spędzamy na ogrodzie, spacery w wózku nadal mogłyby nie istnieć, dłuższy spacer zazwyczaj kończy u mnie na rękach 🙆 w tym wypadku chyba będzie lepiej dopiero jak sama stanie na nóżki 😅
Nauczona doświadczeniem jestem cierpliwa..
@ znowu się ze mną bawi jak w sierpniu, wtedy przygotowywałam się do 3 transferu a okres przyszedł po 40 dniach..
Dzisiaj mam 33dc a okresu ni widu ni słychu... Kolejny raz wyłapałam jakąś implementację, objawy znane już idealnie, ale na podglądzie przed transferem było ciałko po owulacji i 15 pecherzyków antralnych na prawym jajniku... Dostałąm zielone światło, estrofem 3x1, homocysteinę do zbicie, dieta bez białka zwieżęcego, b12 2000mg, TMG 1000...
W poniedziałek byliśmy po odbiór leków, zawieźliśmy mapy i dary. Było to jedno z lepszych doświadczeń, możliwe, że w maju pojedziemy do nich ponownie z darami i spędzić kilka dni, nie ma nic lepszego niż pomoc innym.
Niesamowite, że mimo wojny dalej leczenie niepłodności na Ukrainie działa, że surogacja jest możliwa, że ich państwo sprzyja pomocy, nie to co u nas.
W naszym życiu dzieje się tyle, że jedynie wieczorami mam czas na rozmyślanie. Niestety moje nastawienie nie zmieniło się, mimo magicznego leku wciąż wątpię w jego skuteczność. Boję się, że zrobi mi więcej szkody, że wydarzy się coś złego. Niestety taka już jestem, martwiąca się na zaś. Dodatkowo nigdy nie byłam na cyklu sztucznym, nie wiem czy moje ciało zareaguje dobrze, bo naturalnie mam idealne owu, endo, hormony.. Ale nie mam siły ryzykować, może gdyby tam było więcej mrozaczków...
Dzisiaj po tylu latach przyszłam się pożegnać. Czas bym ruszyła do przodu. Staraczką już nigdy nie będę także to już nie jest "moje miejsce". Poznałam tu ogrom wspaniałych i walecznych kobiet. Z całego serca dziękuję, że trwałyscie ze mną w tych mega ciężkich chwilach, ale i przy ciąży i narodzinach Bartusia. Dziękuję za każde dobre słowo, rady, pocieszenia. Dziękuję także za pomoc, którą otrzymałam przed śmiercią Gajusi.
Nigdy nie zapomnę czasu, który tu spędziłam.
Czas, abym poszła dalej z myślą " będzie już tylko dobrze" .
Bartuś to wspaniały chłopiec. Nie mogłabym wyobrazić sobie lepszego synka. Jest całym moim światem i to właśnie dla niego muszę pozamykać pewne rozdziały w swoim życiu czy pewne znajomości.
Życzę każdej z Was wytrwania w tej nierównej walce o dziecko. Wierzę że każda z Was odnajdzie swoje szczęście niezależnie od sposobu.
Trzymajcie się kochane!
Beta 217. Progesteron 35,8. Oba hormony spadły. Kropek nie walczy.
Przez chwilę myślałam że faktycznie mi się mogło udać. Długo wypierałam tę myśl w obawie przed bólem i zranieniem, ale w końcu pozwoliłam sobie na chwile zapomnienia. Opuściłam gardę. To było bardzo dużym błędem.
Niestety znowu okazało się, że ten prawdziwek to robaczywek. A był naprawdę dorodnym okazem. Największym jaki do tej pory widziałam. 😔 Odbudował mi raz moją zszarganą już nadzieję...
Wychodzi na to, że cuda jednak nie są dla mnie. Nie zdarzają mi się.
Poruszyłam połowę forum swoim chwilowym szczęściem. Tymczasem jak widać moja droga się nie skończyła. To, co chciałam nazwać krańcem wędrówki chociaż twardo wzbraniałam się prawie cały czas, to był tylko krótki przystanek który imitował dom. Ale domem nie był.
Przepraszam Was za to. Za całe zamieszanie. Nie wyszło. Chyba przestało mnie to już dziwić.
Zastanawiające jest to, że tutaj się musieliśmy wpasować w statystykę 60-70% kobiet doświadczających ciąży biochemicznej. Ale jak już chodzi o zajście w ciążę to los obdarzył mnie byciem wyjątkową i umieścił w szalonych 2%. No bardzo zabawne, nie będę ukrywać. Dziękuję za wyróżnienie w tej kategorii. 🤨 Chyba powinnam podziękować za to że nie jestem już tym samym człowiekiem co dwa lata temu? Pytanie tylko czy chciałam przestać nim być?
Znając życie, w statystykę zwiększonej płodności 3 cykle po poronieniu też się nie wpasujemy. 😁
Wpadam więc do zaszczytnego grona osób, które doświadczyły straty. Chyba tyle dobrze w tym wszystkim, że tak bardzo wczesnej. Jestem w stanie się podnieść. Tę walkę przegrałam. Znowu. Ale może w końcu wygram wojnę... Kiedyś.
"Sypialna pary nie jest już tym samym miejscem, co wcześniej. Metaforyczna kołysanka to: termometr do mierzenia temperatury aby wyznaczyć owulację, leki, suplementy, kontrola cyklu, informowanie partnera o owulacji. I cisza, gdy znowu pojawi się miesiączka.
Nie ma płaczu dziecka...
Jest płacz jego rodzicow..."
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 czerwca 2024, 09:21
29 III 2023
15 cs, 3 dpo
Życie jest nieprzewidywalne. Możemy planować, wmawiać sobie, że mamy wszystko pod kontrolą ale to jedna wielka niewiadoma.
Chociaż ostatnio zaskakuje mnie pozytywnie.
W ostatnim wpisie spisałam obecny cykl na straty, a w dniu dzisiejszym odliczam czas do testowania. Mąż zrobił mi niespodziankę i wrócił na niedziele do domu. Zadowolony z siebie rzucił na powitanie, że "przyjechał zrobić syna". Skubany, oby się udało, bo przyjechał idealnie w owu 🍀. I to w sumie jedyny dzień, który daje Nam szanse. Nie nastawiam się na nic, co ma być to będzie 🍀.
***
Niedawno ujrzałam dwie kreski na teście - niestety covidowym. 😅 Także gdzieś między spaniem, a walką o życie mignął mi post na Facebooku odnośnie rozpoczęcia dofinansowania do in vitro w moim województwie. Uznałam to za dobry znak, naradziłam się z Mężem, nastawiłam budzik i punkt 8 zadzwoniłam i zgłosiłam Nas do programu. Wyniki mają być za 2-3 tygodnie także po świętach 😊 Akurat amh, panel tarczycowy i kwietniowe testowanie będę miała za sobą 😊
Co czuję?
Chyba ekscytacje. Nadzieje. Ciekawość. Strach.
Może to jest właśnie Nasza droga do macierzyństwa? 🍀🤞🏻
Benadziejny mam dziś dzień i humor. Zaczęło się od popsutego tramwaju rano, za dużej ilości kaw, potem jedzenia byle czego, bo nic nie ugotowałam wczoraj, frustracji w pracy i wieczorem miałam jedynie sile na lody, kanapę i telefon.
Praca - nie wiem czy wspominałam, ale jestem w obecnej w dużej mierze ze względu na starania. Nie jest to spełnienie moich marzeń czy ambicji, ale mam umowe o prace, L4, macierzyński.. Plan był popracować max rok i ciąża. I co sobie dzisiaj uświadomiłam ? Ze zaraz obchodzę 2 lata zatrudnienia tam. Ok, to jest naprawdę dobre miejsce na ten etap, ale ja mam wrażenie, ze stoję w miejscu z życiem i nigdy nic nie pójdzie do przodu. Wiem, ze to irracjonalne, wiem ze starania to cierpliwość i pokora, ale dziś w biurze jak 25 letnia dziewczyna w getrach zapytała szefa wszystkich szefów „co trzeba zrobić żeby zostać menadzerem?” to mi ręce opadły.
Pojutrze ten nasz wyjazd. Nie chce mi się nawet pakować. Lia dziś dobrze napisała - na co mam czekać? Na kolejne wakacje ? Na wakacje jeżdzę cale życie. Jestem ze wschodu Polski ale dzieciństwo spędziłam w połowie nad morzem i dalej mamy tam dom. Podrozowalam stopem po Europie, potem już normalnie, potem z moim Mężem jak on zawodowo był w ciągłych rozjazdach, wiec czym mam się teraz ekscytować ? Mi wystarczyła książka na kanapie w moim mieszkanku i swiadomosc, ze beta ładnie przyrasta. Na podróże mam jeszcze trochę życia. I wolałabym szukać co mogę fajnego pokazać dziecku, niż myśleć w jakiej knajpie napić się wina.
Poza tym zaraz beda wyniki badan genetycznych. Obstawiam przyszły tydzień. Sprawdzam codziennie, nie raz, czy już są wyniki. Jakby to miało coś zmienić.
Dobrze mieć takie miejsce, gdzie można wylac swoja frustracje.
20dc
Przez ten Duphaston czuję się… Sama nie wiem. Nieatrakcyjna. Zrobił mi się łupież, mam strasznie suchą skórę i najgorsze - jak nigdy nie miałam pryszczy nawet jako nastolatka, tak teraz mam cały obsypany pysk. W dodatku odkąd biorę (4dni) to nie dość, że pamiętam każdy swój sen, to jest jeszcze tak pojebany, że to masakra. Dziś mi się śniło, że zaszłam w ciążę, a ojcem mojego dziecka okazał się… Mój ojciec.
Także tego.
Dziś rano wzięło nas na amory, ale niestety przerwał je mój ból. I jak się rozkręcił, tak myślałam, że zjadę. Mocniejszy niż okres, ale lżejszy niż poród. Skręcało mnie w łóżku tak, że prawie płakałam. Teoretycznie dziś jest 5dpo, więc może coś małego wżerało mi się w endometrium i stąd te skurcze (czy implantacja może boleć?), ale jeśli nie - będę musiała pogadać ze swoim ginekologiem.
Udało mi się wyłączyć myślenie. Nie myślałam o ewentualnej ciąży ani staraniach aż do dziś. I jeb. Bolą mnie sutki, teraz ten ból w szyjce/podbrzuszu. Jak ja mam się wyłączyć, co? No, nie da się.
19 dc, 3 dpo
Według doktorka. U mnie obraz USG jajników jest OK, mam regularne cykle, owulacje swoje, porobiony stos badań hormonalnych, które są OK. Drożność prawdopodobnie (na 99%) też wyjdzie OK. U męża - wyniki nasienia OK, hormony (niepotrzebnie robione) - OK. Wszystko jest OK - nic, tylko zachodzić w ciążę.
Czy jestem spokojniejsza? Tak, chyba tak. To trudno określić. Też moment cyklu jest taki, w którym generalnie moja głowa ma oddech. Zrobiliśmy swoje i teraz trzeba po prostu czekać. 
Co wiem na pewno - od wtorkowej wizyty u Doktorka kochaliśmy się z Mężem dwa razy. I dawno nie było tak dobrze... 🥰 Może to właśnie ta słynna "głowa"... Starania zabijają jednak trochę spontaniczność...

3 DC
Pierwszy cykl bez monitoringu, bez supli, bez niczego co mogło by wspomóc cokolwiek. Pierwszy z terapią czaszkowo-krzyżową i pijawkami.
Niesamowite jak staraczkowy mózg potrzebuje jednocześnie spokoju i nieustannej potrzeby kontrolowania wszystkiego. Nie mam siły dalej brać supli, monitorować cyklu i liczenia dni do testowania, a w zeszłym cyklu tego mi najbardziej brakowało 🤡 bycie w ciągłym kołowrotku mnie męczy, ale jednocześnie za tym tęsknię. Mój mózg od długiego czasu był w trybie ciągłej walki, nie potrafił odpuścić nawet na dwa dni, a teraz odpuścił cały miesiąc i pracuje nad tym, żeby utrzymać ten spokój i pogodzenie się z niepłodnością i znalezienie przestrzeni na dalsze kroki.
Po pijawkach miałam bardzo mocny odczyn po lewej stronie brzucha i w ogóle na podbrzuszu - ten okres przyszedł bez przeszywającego bólu brzucha kilka dni przed, skrzepy dalej są, ale mniejsze, macica mocniej pracuje, bo czuję ją drugi dzień. Na terapii okazało się, że jestem jak zwykle ciężkim przypadkiem będącym jednym wielkim spiętym ciałem, lewa strona jest gorsza (od pół roku miałam tam torbiel endometrialną jajnika) i jakoś powoli otwieram się i układam sobie ze spokojem w głowie to co już było.
__
Śniło mi się ,że urodziłam dziecko, miało dużo ciemnych włosków, posklejanych wodami, było naprawdę moje. Ogarnęło ssanie, spanie w łóżeczku samemu, a ja w jeden dzień z ssakiem na brzuchu przyjmowałam gości przed rodziców blokiem i jedzilam samochodem jako pasażer , którym uderzyliśmy w filar i miałam w sobie mnóstwo spokoju. Nic mnie nie bolało, niczym się nie przejmowałam, tylko żeby ten mały człowiek był blisko mnie. Żadnych doktoratów z karmienia, z prawidłowego noszenia, z czegokolwiek. Czysty spokój, zaufanie sobie i maleństwu. Czy dało mi znak, że czeka na mnie, tylko musze przestać się doktoryzować nad wszystkim? Czy po prostu mój umysł płata mi takie figle i nadinterpretuje wszystko?
5tyg3dni
Dziś robię betę i tarczycowe. Gin 17.04.
Vivienne kochana, co i Ciebie? Hop hop jest tu jeszcze ktoś ze starej gwardii 2018? (:
13 cs, 26 dc, 12 dpo
Od kilku dni czuję się bardzo dziwnie.
Trochę na okres a trochę nie....2 dni temu czułam się tak, jakbym miała dostać i bałam się, że dostanę w nocy a tu nic...miałam jakieś takie skurcze czy chwilowy dyskomfort w podbrzuszu, ale tak zupełnie inaczej...
Plamienia...Tylko przy wytarciu widać jakieś brązowe kłaczki czy też nieco ciemnieszy śluz...krwi samej w sobie brak. Nawet na bieliźnie nic za bardzo nie widać. 2 dni temu jedna kropka brązowa...
Piersi mnie jakoś bardziej niż przed okresem nie bolą.
Jestem senna.
Temperatura 3 dzień w okolicy 37...
Nie wiem czy to kwestia leków czy może coś się zadomawia....
Boję się na razie testować czy iść na betę...rozczarowanie tak bardzo boli....
Nigdy tak się nie czułam w tej części cyklu...
Nie wiem co myśleć...
„W badanym materiale genetycznym nie wykryto nieprawidłowości liczbowych chromosomowych, ani mutacji o charakterze submikroskopowej delecji/ duplikacji chromosomowej. Analiza chromosomów płci w badanym materiale wykazała płeć męska”.
Chłopiec 💙💔 Genetycznie zdrowy.
Kariotypy oboje mamy prawidłowe, moje KIRy dobre.
Jestem w emocjach, nie wiem co czuje. Dalej nic nie wiem. Myślałam ze cokolwiek wyjdzie w tych badaniach.. za 70% poronień odpowiadają wady genetyczne. A bzdura jak widać, lub ja jestem w 30%.
Nie wiem co się stało, co poszło nie tak, nie mam pomysłu i chyba udam sie do prof J jednak. Może jednak Prograf, a może cukier.
EDIT: chodzę i troche klne. Nie placze. Moja pierwsza reakcja to bylo: k***wa! Co jest ?!
Czasu nie cofne, nie mialam na to wplywu. Uwazam, ze zrobilam wszystko aby bylo dobrze. Obstawiam, ze cos moglo jeszcze pojsc na etapie organogenezy. To nie wychodzi w badaniu gen, a tak tez sie zdarza, nawet w wyższej ciazy. Umowie sie do Jerzakowej, moze cos wymysli extra poza jej slynnym „body pump co drugi dzien”.
Nie zdolowalam sie bo mam znak, ze my jestesmy zdrowi i jesteśmy w stanie mieć zdrowe genetycznie dziecko. I ja jeszcze nie jestem az taka stara. „Stare jajeczka”, „młoda Czeszka” - te myśli juz zegnam.
Wrocimy z krotkiego urlopu, to idziemy na cmenatrz pozegnac naszego Synka 💙
Boże jak to brzmi ..
Chyba się musze dziś napić wina albo piwka, bo moja głowa za dużo już procesuje.
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 kwietnia 2023, 11:20
13dc, 5cs.
Owulacja teoretycznie jutro, ale czuję, że chyba jednak dziś. Na wszelki wypadek kochaliśmy się i wczoraj i dwie godziny temu
Choć wczoraj to był taki spontan i dlatego, że miałam na niego cholerną ochotę pierwszy raz od wielu dni (lubię go w białych t-shirtach), a dziś bardziej pod owulkę.
Trochę odpuściłam. Już nie liczę aż tak, już nie czytam po necie różnych ciekawostek, nie pilnuję się z łykaniem witaminek, a pragnienie posiadania dziecka nie zajmuje mi ciągle myśli. Zdałam sobie sprawę, że to całe staranie się o bobasa, zabiera mi całą przyjemność z seksu. Po okresie i przed, gdzie biorę na lajt i wiem, że i tak nie ma szans na zapłodnienie, mam takie cholernie wysokie libido, że potem przychodzi do dni płodnych i owulacji, liczenia, nadziei i kompletnie nie mam ochoty. Bo psychicznie zaczyna się robić to męczące. Nawet dziś jak się kochaliśmy, na początku miałam taką myśl, że pewnie nic z tego nie będzie, ale juz trudno. I od razu jakoś tak lepiej mi było, if You know what I mean.
Koniec.
Nie będę obsesyjnie myślała o tym jak bardzo chcę mieć kolejne dziecko. Jesteśmy szczęśliwi, jak nie wiem co. Jest pięknie. A dziecko jak ma się pojawić to będzie. W swoim czasie. Jak nie, to trudno. Tak bywa.
Robiłam dziś test owulacyjny - kreska prawie tak samo bordowa jak kontrolna. Premom pokazuje, że niby 0,7.
Jutro ostatni dzień picia ziół w tym cyklu, a pojutrze pierwszy Duphaston. Poprawił mi się śluz, wyskoczyły pryszcze w miejscach, w których nigdy nie wyskakiwały (np. Na policzku). Zobaczymy jak to będzie.
Przestałam się nastawiać, więc pewnie i rzadziej będę wrzucała tu wpisy.
Ale czytam Was na bieżąco, choć czasem nie wiem jak skomentować.
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 kwietnia 2023, 22:34
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.