28 dc, 12 dpo
U mnie bez wielkanocnego cudu. Dzisiaj rano temperatura już leciutko w dół, na teście też bielsze nie będzie... ⚪
Wleci dzisiaj jakieś winko albo naleweczka na smuteczek. 🥂 Bo smuteczek jest... Bardzo chciałabym napisać, że nie ma, że wszystko jest ok i będzie dobrze... Jest jednak rozczarowanie. Dzisiaj sobie na nie pozwalam. Jutro na nowo trzeba będzie wziąć się w garść i walczyć dalej...
Tęsknię. Tak cholernie za Wami tęsknię 😭💔
Nic nigdy nie ukoi bólu po stracie dziecka. Ten ból rozrywa człowieka na miliony kawałków których nigdy się nie pozbiera. Tak wiele zostało nam odebrane, odebrano Wam o całe życie za dużo 😭
@Linka, odnośnie Karty ciąży:
Na NFZ jeden lekarz, a prywatnie możesz mieć ilu chcesz😉
Ja w pierwszej ciąży miałam jedną kartę ciąży, co wprowadziło duży haos, bo każdy prowadził ciążę po swojemu. Jeden i drugi lekarz wpisywał mi się w książeczkę i raz, że musiałam się czasami tłumaczyć przed jednym i drugim, że miałam takie albo inne zalecenia, (niekoniecznie zbieżne), a dwa brakło mi
pod koniec miejsca w książeczce ciąży🙈 wyniki do książeczki wpisywał ten, który dane badanie zlecił. I tak, mi czasami wychodziło, że robiłam niektóre badania podwójnie jeżeli prywatny zlecił mi mocz czy morfologię, a od tego z NFZ akurat nie miałam jeszcze zlecenia🤷 te droższe starałam się na NFZ, ale wiele było takich, które lekarz z NFZ nie uznawał za ważne (lub po prostu nierefundowanych), a ten prywatny był bardziej dociekliwy i kazał mi prywatnie robić dodatkowe (co akurat w moim przypadku okazało się zbawienne bo wykrył nowe problemy).
Zatem, jeżeli chcesz dwóch lekarzy to najwygodniej mieć dwie książeczki i niekoniecznie mówisz jednemu lekarzowi, że masz drugiego, bo to jednak trochę dziwne jakby człowiek nie ufał temu pierwszemu.
Ja teraz mam trochę inna sytuację, bo moja prywatną gin sama zasugerowała mi żebym się zapisała do przyszpitalnej poradni patologii ciąży, więc planuję jedną książkę ciąży, którą będę dawać do uzupełnienia tylko tej z NFZ, ale i tak będę chodzić do tej prywatnie chociaż na USG, bo jednak nie wyobrażam sobie 3 USG w ciąży i nie mieć lekarza podręcznego w razie nagłych problemów. Zawsze do prywatnego łatwiej się dobić niż do tego z NFZ. No i co dwie głowy to nie jedna😉
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 kwietnia 2023, 14:45
Akcja rewelacja. Wczoraj całe popołudnie i wieczór spędziłam na sorze. Córka upadła w kuchni, przywaliła brodą o płytki tak niefortunnie, że skóra po prostu pękła. Gkobokk, na szerokość całej małej bródki.
Ja oczywiście sama w domu. W aucie nie ma fotelika bo jeszcze nie zamontowany po ostatnim rzyganiu i praniu.
Także szybki telefon po dziadka. W 5 minut ja przebrałam, oparzyłam, podałam ibuprom, zabrałam książeczkę, prowiant i na sor.
25 ludzi w kolejce.
No ale lekarz zobaczył, kazał szyć. Popatrzyłam, że same nastolatki, dzieci 10+ i dorośli więc byłam pewna, że wezmą nas wcześniej. A gdzie tam... 5h czekania. W między czasie zmiana dyżuru i jak już się dostaliśmy to nowy lekarz uznał, że nie szyjemy. Powiedział, że to minimum 6 szwów, a jak będzie je ciągnęła i szarpała to może być gorzej niż jest. Że to wizualnie nic jej nie zmieni, a szycie to będzie trauma. No to zakleili 4 stripami i tyle. Na szczęście krew szybko przestała lecieć, a córcia dobrze zniosła pobyt na poczekalni. Biegała, tańczyła, zaczepiała ludzi i miała dobry humor.
Ja oczywiście wciąż przeżywam i wracam do tego momentu. Przecież stałam tuż obok, a i tak nie zdążyłam... Bidulka moja jest taka dzielna. Dzielniejsza od mamy.
Dziś tylko biega do kuchni pokazuje podłogę i mówi "bam tam" i pokazuje brodę. Na szczęście jak pytam czy boli to mówi, że nie. Taka z niej twarda sztuka.
Teraz tylko żeby się wygoiło bez problemów i żeby udało się zminimalizować bliznę.
Wynik wymazu wykazał tylko obecność bakterii kwasu mlekowego, więc idealnie. Dzisiaj na wizycie ustaliliśmy termin drożności - 18 kwietnia. To przecież już za chwilę! 😱 Czuję jednocześnie strach i radość. Boję się bólu i tego, że jajowody okażą się niedrożne, ale cieszę się, że udało się tak szybko ogarnąć termin, bo to kolejny duży krok do przodu w diagnostyce. Wiem, że po drożności będę bardziej analizować cykl, wsłuchiwać się w każdy objaw i strasznie boję się tego rozczarowania, jeśli znowu się nie uda. Wiem, że badanie drożności to nie jest żaden cudowny lek na problemy z zajściem w ciążę, ale tyle się słyszy o zwiększonych szansach, że chcąc nie chcąc, człowiek się nastawia na jakiś cud. Słyszałam, że po badaniu drożności pod RTG zaleca się odczekać cykl w staraniach, natomiast po sono-HSG można działać od razu, ale doktor dał zielone światło na starania w tym samym cyklu. Cieszę się, ale mam nadzieję, że doktor wie co mówi i sobie nie zaszkodzę.
W kwietniu mija rok odkąd przestaliśmy się zabezpieczać. Rok temu zupełnie inaczej wyobrażałam sobie ten czas. Myślałam, że Wielkanoc spędzimy już z naszym dzieckiem. Śniło mi się właśnie dzisiaj, że trzymam takie maleństwo na rękach. To, jak się czułam w tym śnie ciężko mi nawet opisać - ogromne szczęście i spełnienie. Chcę tego doświadczyć nie tylko w snach, więc nie poddam się w tej walce.
A jeszcze tak na koniec..
Lekarz wystawił dziś to skierowanie na drożność, dał mi je, ja je spakowałam, ale nie spojrzałam na treść. Teraz je wyciągnęłam i zobaczyłam to: "Rozpoznanie: niepłodność pierwotna" i zaraz obok symbol N.97. I niby wiem, że musiał tak napisać. Wiem, że dzięki temu to badanie mogę zrobić na NFZ. Ale mimo wszystko, zły popłynęły..
OM 10w0d
USG 9w1d
Mały Ludek ma trochę w plecy, ale dr stwierdziła, że nie ma powodów do stresu, bo od początku było kilka dni wstecz, a wystarczy, że się dziecko ruszy, czy wygnie i leci 2-3 dni. Oby tak było🙏
Maluch wygląda trochę jak Olaf z Krainy Lodu 😅 Takie dwie większe kulki i mniejsze w miejscu kończyn. Urocze 🥰
14 cs, 6dc
Powtórzyłam dziś poziom tsh i prolaktyny.
Jest dobrze.
TSH 1,430
Prolaktyna 106 przy normie 102-496
W następny poniedziałek idę do endokrynolog na kontrolę, ale napisałam też pytanie do poprzedniej wizyty jak dalej z lekami...
Zastanawiam się czy dalej będę brała taką dawkę bromocornu, skoro w miesiąc tak ładnie spadło...z 1100 do 106 !!!!
Boję się też, że jak odstawię to wszystko wróci....
Jestem pełna nadziei, że w końcu się uda...
We wtorek idę do Invicty zbadać amh i może inhibinę B...trochę drogie badanie, ale tam i tak jest taniej niż w innych punktach....
No i...okres się skończył, więc wracamy do starań...
Kupiłam mężowi l'karnitynę, a pod koniec miesiąca pójdzie na badanie nasienia...
Powoli idziemy do przodu...
Oby następna wielkanoc była już w szerszym gronie...
Życzę tego każdej z nas, każdej Staraczce...
1dc 7cs
Tak mało tych cyklów, a staramy się od lipca. Nic to, chyba się w końcu skracają (tfu tfu) do tych standardowych 35 dni. Oby. 🥺🤞🍀
Po północy skosiły mnie bóle menstruacyjne. Zasnęłam chociaż towarzystwo jeszcze siedziało. Jakbym tego nie zrobiła to i tak bym była zdechła, więc co za różnica.
Kupiliśmy dzisiaj ekspres automatyczny do kawy. W naszym nowym domu nie mamy a kapsułki to przy naszej ilości pitej kawy jest zbyt drogi interes. Taniej wychodzi... Ekspres. 4-krotnie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 kwietnia 2023, 16:15
- Chodź córeczko, idziemy do łóżeczka.
- Nie mamo, muszę jeszcze popracować nad swoimi emocjami i się wyciszyć (Marysia 3l.3m.)
Kurtyna🙈
No musiałam sobie to zapisać 🤣
9dc jem estrofem, próbuje nie myśleć. Święta spędziliśmy w zaciszu własnego domu, tylko we dwoje.
Byliśmy w Hiszpani 4 dni, małpa przyszła pierwszej nocy, nie oszczędziła mnie, zalała, bolało niemiłosiernie. Mimo wszystko było cudownie, zrozumiałam ze zapomnieliśmy o sobie, o tym jak kocham podróżować. Kocham slonce, kocham ten jeden moment kiedy w moim ciele od witaminy d3 wyzwala się tyle endorfin, że zalewają mózg i wyłączają złe myśli. Dopiero w poniedziałek dopuściłam myśli z zewnątrz, napłynęły jak zawsze gorsze wieści, ale już mnie to nie dziwi. Wiara pozwala pokornie brać to wszystko, nie płakać z żalem, a akceptować co się dzieje. Ciagle wiem, ze babcia miała gorzej, jedna i druga, o tym że jest zawsze ktoś kto ma gorzej. Ba ten trudny rok zbliżył mnie do wiary w Boga, oczywiście że czuje niesprawiedliwość, ale wiem ze daje mi tyle ile jestem w stanie znieść, i że dzięki temu jacy jesteśmy, spróbujemy zmienić to w dobro, pomoc komuś swoim doświadczeniem.
Estrofem działa póki co bez fajerwerków, spodziewam się migren, osłabienia, ale jest nadwyraz cicho i spokojnie. Czuje napięcie w głowie, zapuszczam nutkę fantazji, że w końcu się uda, w tym samym czasie doświadczając napływających myśli, że będę jedna z tych, którym mimo immunoglobulin i zdrowego zarodka się nie uda.
Mąż wczoraj w aucie na moje „będzie co ma być” powiedział, że on już to przerobił. Wszystkimi razy miało być co będzie, a On nie ma wiary. Dalej tez czuje, że dzieci w naszym domu nie będzie, tyle rzeczy się posypało w ostatnim roku, że każda dobra nowina jest miara Cudu.
Moje serce mocno wspiera te z nas, które tyle już walczą z niepłodnością i leczą się, wiem że jest nas dużo, tych beznadziejnych przypadków. Każda z nas walczy jak lwica, jedna mi powtarza, że nam też się uda, ale czuje że nasz przypadek jest tak beznadziejny… ach to już taka żałość, nie ma co się rozczulać nad naszym losem…
8.04 miałam pierwszy transfer w życiu, urodziny starszego brata, wszystkie znaki mówiły, że się uda. Byliśmy na rekolekcjach prowadzonych przez księdza, który nam udzielał ślubu, dostaliśmy rozgrzeszenie, złapaliśmy covida 😃i to by było na tyle…
Beta nie drgnęła, pierwszy transfer się nie udał. Miał się udac, bol pierwszego transferu był kosmiczny, nawet teraz jak pomyśle o tych emocjach jest mi smutno, że tak to bolało.
Ale gdybym mogła komukolwiek poradzić i zostałabym wysłuchana i pomogła chociaż 1/100 warto by było. Dziewczyny proszę wydając tyle na leczenie, zbadajcie kariotypy, możecie dzięki temu oszczędzić dużo czasu i zmartwień. Uniknąć smutku, depresji, braku zrozumienia. Nie rozumiem osób, które świadomie nie robią badania, bo te osoby nie wiedzą jak to jest, jak transferować zarodek, który może być chory, jak mieć nadzieje za każdym razem, że będzie z tego ciąża. Jak mieć plan B, plan postępowania.. takich jak my jest 1,3-3%, ale to głównie osoby walczące z niepłodnością są ofiarami błędnego kariotypu.
Aż przykro, że tyle się nie odzywałam - ale, jakoś po prostu nie mogłam.
Nadal nie wiem czy to odpowiednia chwila.
To był ciężki marzec - termin porodu, którego nie było, oczekiwanie na wyniki, na wizyty, na "powrót do gry"...
Wszystko przełożyło się na ogromne problemy ze snem. Ale już jest... lepiej.
Dzień przed łyżeczkowaniem złapaliśmy wizytę do Paśnika - choć nadal jestem turbo sceptyczna, co do jego osoby - no ale zostało tylko to.
Zlecił nam allo, cross match, kiry i imk.
Pierwsze przyszły Kiry - dramat, niby BX ale z obecnych "tych dobrych" tylko 2DSD2 i 2DSD4 (del-22bp). Także nawet nie wiem, czy ten drugi się liczy. Pomyślałam - ok, to może być przyczyna, dostanę na pewno accofil.
Cross match - 14%, uf - nie jestem uczulona ma męża.
Allo - 29,9% - nie będę miała szczepień - na co i tak bym się nie zgodziła.
IMK - turbo wysoka odporność i wysokie komórki NK.
I 7 kwietnia byliśmy znowu u Paśnika - Uważa, że skoro ciąże naturalne były, że jeśli zatrzymywały się one później, że jak pojawiało sie serduszko to to nie wina Kirów.
Allo i cross, wiadomo super.
IMK - no bardzo silny organizm, ale patrząc na resztę wyników i całkiem negatywne ANA to organizm nie jest autoagresywny.
Ok. Myślałam po tych wynikach, że pewnie czeka mnie immunosupresja - której też nie do końca chciałam.
Ostatecznie dostałam tylko, encorton 10 mg od... pozytywnego testu. Plus wiadomo acard i heparyna - ale to ze względu na wcześniejsze straty. Paśnik uważa, ze allo teraz jest tak super, że ciąża powinna się utrzymać. I prawdopodobnie przy po poprzednich jeszcze dobre nie było i to powodowało straty.
Z jednej strony brak accofilu mnie martwi, z drugiej cieszę się, że nie poleciał schematem i patrzył na całość wyników i naszej historii.
Wyszliśmy z gabinetu - szczęśliwi. Pierwszy raz od tych kilku miesięcy zaświeciło słońce. Docent był dobrej myśli.
Szczęście nie trwało długo, bo tego samego dnia robiłam krzywą cukrową i insulinową - no i IO pełną gębą, insulina w kosmosie
No ale dość szybko przepracowałam sytuacje, w piątek umówiłam się już do endo i mam nadzieję, że po prostu zwiększy mi dawkę mety i szybko się to wszystko ureguluje, no i że nie wpłynie na ponowne zajście w ciąże.
A jeśli o zajście chodzi, to Paśnik kazał nam się starać - natychmiast.
Więc rozpoczęliśmy starania, chociaż myślę że w dniu wizyty byliśmy już dzień po owulacji, ale jest szansa że ta ovu właśnie wtedy była. A, bo kolejna ciekawa rzecz - nadal mam owulacje, ba! Ostatni cykl z inozytolem trwał książkowe 28 dni. Mimo tej kosmicznej insuliny (o kosmosie mówię w kontekście insuliny po 1 i 2h, bo ta na czczo to jeszcze jak Cię mogę, chociaż HOMA wynosi równe 2,5)
No i tak, zaczynamy starania - choć bardzo się boję.
Przykro mi, że już nigdy nie będzie mi dane poczuć tej radości z tego pozytywnego testu, że będzie mi tylko towarzyszył strach i czekanie.
Z drugiej strony jestem dobrej myśli, że szybko w tą ciążę uda się zajść.
W czwartek też idę do mojego gina, porozmawiać z nim o stymulacji - co by zwiększyć szanse i mieć pewność. Paśnik też sugerował cykle stymulowane. No zobaczymy.
Choć nadal starsznie mi przykro, że nie dane nam jest zaznać spokojnych i szczęśliwych świąt - kto wie, może te kolejne będą już szczęśliwsze.
Strasznie kocham mojego męża, nie wiem, co bym bez niego zrobiła.
Ściskam Was mocno i trzymam kciuki za każdą z Was.
I ja poproszę troszkę dobrych myśli w naszą stronę.
22dc - dzień transferu
Zarodek 4.2.2 rozmroził się prawidłowo i zachował swoją morfologię. Jest już we mnie.
Zostań sobie na dłużej, ok? ❤️
Sam transfer przyjemnie było sobie przypomnieć. Uśmiechnięte twarze embriologa, położnej i lekarza. Wszyscy szczerze życzący powodzenia.
Jestem dziś ogromnie wzruszona…
Praktycznie 1,5 roku 👦🏻
22+4 🤰🏻
I znów … czas leci jak szalony, dzień za dniem, tydzień za tygodniem umykają mi chwile. Cenne chwile z moim na razie jedynakiem i chwile - raczej pewnie już ostatni raz - w dwupaku.
Nadeszła Wielkanoc. Zupełnie nie czuję tych świąt, dla mnie to bardziej tradycja. I chcę zacząć budować nowe tradycje. Naszej rodziny. Prezenty od zajączka, szukanie jajek (w tym roku jeszcze się wstrzymałam bo organizacja tego z dzieciem w brzuchu mnie przerosła na rzecz chwilki odpoczynku 😅) w ogrodzie. Chcę, żeby moje dzieci wyniosły z domu piękne wspomnienia z dzieciństwa z okresu świątecznego. 🐰
Ignacy daje popalić, a ja cały czas staram się uczyć panować nad emocjami. Często przytłacza mnie to, że czuję się po prostu bezdradna i tłumaczenie, prośby, próby „oszustwa” kończą się fiaskiem. A dźwięk jego płaczu powoduje, że mój mózg przestaje funkcjonować, nie potrafię po prostu „przeczekać”. Chyba to dalej te wczesno-matczyne hormony. Plus moja natura nerwusa… po kimś musiał odziedziczyć charakterek i niestety byłam to ja 🙄
Wciąż mamy problemy żywieniowe. Gość jest amatorem śniadań choć i tu repertuar jest ograniczony. Już totalnie poddałam się z „turbo zdrowym” żywieniem gościa bo co próbowałam mu ugotować kończyło w koszu… Daje mu parówki, domowe ciasta … Może ktoś powie, że to moje lenistwo ale jego wybredność mnie pokonała. I tak czuje się przez to gorsza. 😔
Ignaś bywa diabłem ale ma też swoje przecudowne momenty. Gdy przytula się do mnie całym ciałkiem i szepcze „kocha” ❤️ rozwala mnie na łopatki za każdym razem i wynagradza wszystko 🥹 dziś mając go na rękach spojrzałam w lustro i nie mogłam uwierzyć kiedy on tak strasznie urósł. Jego nogi dyndały sobie wesoło, głowa na ramieniu i on taki duży… 🥹
Tak samo nie mogę uwierzyć, że jestem już za połową tej ciąży 🙊 brzuszek już duży, ewidentnie ciążowy i zaczyna być problematyczny. 😅 Dużo szybciej zaczynam się męczyć, zaczyna mni boleć miednica i łapać zgaga niż w poprzedniej ciąży.
A Franuś też chyba będzie charakterny. Ma dni gdzie ledwo mogę policzyć niemrawe ruchy, a są dni gdy brzuch mi szaleje. Ruchy stały się już wyraźne i choć nie są to mocne kopniaki czy wiercenie się już raczej nie zdarzają się sytuacje, że muszę się zastanawiać czy to były ruchy czy mi się wydawało.
I możnaby pomyśleć, że teraz już będzie spokojniej, ale nic bardziej mylnego. Teraz dłuższy brak ruchów paraliżuje, a ruchy zbyt intesywne martwią. Z jednej strony chciałabym być na tym etapie ciąży jeszcze tak długo, żeby dobrze go zapamiętać, a z drugiej marzę, żeby Franio był już z nami cały i zdrowy. 🥹
Boję się okropnie jak to będzie ale nie mogę się doczekać, aż go poznam. 🤱🏻
Znów prawie nie mam zdjęć w ciąży choć obiecałam sobie, że tym razem będę tego pilnować. Guzik. Może teraz w końcu coś zacznę robić. Pewnie to mój ostatni raz 🤰🏻
Czekam na wiosnę. Na sukienki i balerinki. Na spacery na lody. Na długie godziny na placu zabaw. Na słońce, ciepły wiaterek. Na kompletowanie wyprawki i zabawy z Igasiem na balkonie. Czekam 🥹☀️
21dc
Transfer już jutro. Czuję lekką tremę i ekscytację.
Lekarz powiedział nam, że tylko 5% mrożonych zarodków ulega degradacji. Nasze zarodki są silne, dotrwały do 5 doby i mają dobrą morfologię.
Nadal czuję, że wszystko będzie dobrze, złe myśli które oczywiście, że się pojawiają, odganiam natychmiast.
Od jutra jestem w ciąży
20+2
Siedze u gina. W koncu od tygodnia jestem na l4 ale i tak ciezko, bo synek w domu, przedszkole ma przerwe wakacyjna. Widze, ze bardzo latwo sie mecze a z 5latkiem nie ma zmiłuj. 2 dni temu „ skusilam sie” na wspolzycie i jakos sie kiepsko czuje, jakbym miala infekcje (?), a dzis na papierze mialam mikro mikro mikro plamienie. I juz nerw na maksa.
Maya 1 rok i 23 dni
Ale ten czas zapiernicza... 3 tygodnie temu świętowaliśmy roczek bombelki.
3 tygodnie temu Maya zaczęła stawiać swoje pierwsze kroczki, chodzenie rozwija się powoli i każdego dnia pokonuje odrobinę większe dystanse.
Buzka jej się nie zamyka, gada po swojemu, ze świadomych słówek jak na razie mamy hi bye i łota (water) 🥹 mówi też ładnie tata ale mama jej przez usta nie przechodzi 
Coraz częściej się przytula, tuli też maskotki. Coraz ładniej śpi chociaż do przesypiania nocek w swoim łóżeczku jeszcze trochę.
W ostatnim tygodniu po długiej przerwie wyszły nam też 2 kolejne ząbki (wreszcie!) doszła nam pierwsza dolna 2 i jedna górna czwórka.
Górna czwórka to był hardcore i dobrze ze juz jedna jest. Jeszcze 3 i będzie z głowy haha
Obecnie mamy na dole : dwie 1 i jedna 2
Na górze : dwie 1, dwie 2 i jedna 4
Śmiesznie jak nie logicznie te ząbki idą 
Z małych sukcesów to udało nam się już prawie całkowicie odstawić mleko. Została nam ostatnia butelka przed snem ale jest to głównie woda 
No cóż co mogę więcej napisać - rok za nami, życie przed nami. Kocham ta moja mała bombelkę i jestem dumna że trafił mi się taki pogodny szczęśliwy i generalnie fajny egzemplarz
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 kwietnia 2023, 20:38
Beta 760… wow!
Dzis już byłam na intralipidzie, a jutro dzwonię umówić się na wizytę. Dzieje się! Jest inaczej niż w pierwszej ciąży, spokojnie, co by się nie działo jest pierwszy Synuś 😍❤️
Wizyta za tydzień we wtorek 😍
Trzymajcie kciuki!
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 kwietnia 2023, 10:42
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.