9 dc
Dziwna sytuacja dzisiaj mnie spotkała. Rozmawiałam z naszą przyszłą sąsiadką. Starsza Pani, Babcinka wręcz bym powiedziała. Zresztą bardzo sympatyczna Babcinka, dużo nam organizacyjnie pomogła, jak zaczynaliśmy się budować na tej naszej wsi i jeszcze nikogo tam nie znaliśmy. Wpadam czasem do niej na herbatę, na "ploteczki" i spytać o zdrowie. Jak trzeba to i mój Mąż coś jej pomaga, bo niby ma wnuki na miejscu, ale wszystko robi wokół tego swojego domu sama... Dzisiaj zadzwoniłam, bo miałam sprawę, bo pomagam jej z jednym tematem z racji zawodu. Obgadałyśmy, co trzeba. Później taka rozmowa typu "gadka szmatka". I w pewnym momencie ta Sąsiadka mówi do mnie: "wie Pani, ta nasza wieś to bardzo płodna jest, tu po Waszej stronie to ta ma dwoje, ta ma troje, ta nie mogła długo zajść, a teraz ma dwoje, dużo bocianów przylatuje, doczekacie się tutaj dzieciaczków z Mężem... wie Pani... ta moja nowa sąsiadka jest teraz w piątym tygodniu... też długo się starali... trzy straty miała, więc teraz od razu na zwolnienie poszła, bo bardzo się boją... ale tutaj się sprowadzą za chwilę to wiadomo, że teraz już wszystko będzie dobrze... u Was na działce, jak ostatnio spacerowałam też bociana widziałam... doczekacie się z Mężem dzieciaków tutaj... zobaczy Pani..." I jak Kobietę uwielbiam, tak nie wiedziałam, co mam powiedzieć, bo nie rozmawiałam z nią nigdy o naszych problemach, więc palnęłam tylko "jak Bóg da" i szybko się pożegnałam. WTF?! Chyba jeszcze jestem w szoku po tej rozmowie...
Po wizycie u Pani dr entuzjazm opadł... Pomyślałam, że mimo wszystko, mimo starań, leków, leczenia 'nieprawidlowosci' ja w dalszym ciągu nie mam kontroli nad tym czy zajdę w ciążę czy nie. Może być przecież tak, że to nic nie da.. ale wczoraj poczytałam pamiętnik jednej ze staraczek i pojawiła się nowa nadzieja
bo przecież od zmiany lekarza, leczyliśmy u Męża bakterie, a u mnie drożdże (mam nadzieję, że skutecznie), poza tym jestem już około 50dnia kuracji przeciwwirusowej i po 1 kroplówce z intralipidu i zaczęłam jeść więcej i staram się jesc więcej tłuszczu. Znalazłam Pana który sprzedaje swoje jajka przepiórcze więc zgodnie z zaleceniami będę się starała zjadać je codziennie. Przecież to nie są zmiany kosmetyczne. W ręce Boże..
Chciałabym jeszcze wcześniej kłaść się spać i pić więcej wody ale mi się w ogóle nie udaje
już nie mam pomysłu jak to zmienić..
Wypatruje owulacji. Dziś temperatura jeszcze nisko, ale od wczoraj czuje 'jak ze mnie Leci' i obserwuje trochę rozciągliwego śluzu. Aplikacja wycofała swój prognozowany termin owu, więc polegam na objawach organizmu.
Poza tym mam pewien problem, który psychicznie kosztuje mnie więcej niż nieudane starania o dzieci. Nigdy by mi do głowy nie przyszło, że będę miała taki problem. Życie jest nieprzewidywalne..
5dc
Wczoraj mąż był na badaniach nasienia. Raczej nie spodziewałam się rewelacji po jego cyklach na testosteronie, który zakończył dopiero pod koniec lutego, ale wyniki nie są takie złe.
Na 0,5 miał 121 mln plemników, w tym 30% z ruchem postępowym, a w tym 10% o prawidłowej budowie. 10% wydaje się wcale dużo, ale czytam, że norma to 2%-4% więc jest chyba jest całkiem spoko.
Czego się nauczyłam z poprzednich cyklów - nie ufać apce, tylko testom. Kierowałam się głównie apką i przegapiłam peak. W tym sensie, że jak pojawił się na testach, to mężowi już się nie chciało i nie miał czym.
Bardzo dziękuję Madeline i Aurore. Jesteście cudne. Tylko dzięki Wam nie dostaję do głowy i nie mam takiej gorączki na to dziecko. Łatwiej znaleźć mi wewnętrzny spokój, a jednocześnie nadzieję, że jak będzie to będzie i już. : ) Zawód okresem trwa max dzień, a potem znowu nabieram energii.
Wiadomo, wszystkie bardzo pragniemy dziecka, ale nie doceniamy tego, co mamy jeszcze (bo to się zmieni przecież) zanim go nie ma.Nie musimy do nikogo wstawać w nocy, nie musimy znosić kolek, możemy jechać gdzie chcemy, nic nas nie ogranicza. Warto cieszyć się tymi chwilami i tym stanem, podczas przygotowań do rodzicielstwa.
Dużo kobiet zapomina, że etap ciąży nie kończy się tylko na ciąży. Jestem mamą i wiem, że po ciąży następują jej konsekwencje. Jasne - te malutkie rączki, ten słodki uśmiech, ta bezwarunkowa miłość, ale oprócz tego mega trudne momenty, naprawdę. Wcześniej wspomniane nieprzespane noce, jego płacz bo nie potrafi inaczej wyrazić potrzeb, mój płacz bo nie rozumiem dlaczego płacze. Sprawy urzędowe, które potrafią wyprowadzić z równowagi, ból po porodzie, wieczne zmęczenie. Często „uwięzienie” w domu z maleństwem. Potem zamartwianie się o stan zdrowia, o różne inne rzeczy wszelakie.
Nie chcę demonizować teraz pierwszych miesięcy macierzyństwa, bo jest mimo tych trudności piękne, ale raczej chodzi mi o to, że czasem trzeba spojrzeć na to oczekiwanie na ciążę jako czas, gdzie można odetchnąć pełną piersią. Korzystać. Poczuć spokój. I jak będzie ten spokój, to i brzuch urośnie
Tak myślę.
Wskazanie do CC mam już w ręce. Mimo to tym razem dopilnuję żeby sobie zrobić EEG i ustalić jak tam moje neurologiczne zdrowie. Gdzieś od gimnazjum tym tematem nie interesuję się, ale jednak pół czaszki z plastiku zobowiązuje do odpowiedzialności, bo głowę mamy jednak tylko jedną🙄
Brzuszek popołudniami już widoczny. Fajniem. Strasznie się boję czy maluszek będzie zdrowy. Ciężko mi sobie wyobrazić jak damy radę z dwójką dzieci sami, bez jakiegokolwiek wsparcia osób trzecich, a gdyby było jeszcze chore....nie wyobrażam sobie, strasznie się boję i stresuję.
Powtarzam sobie tylko, że skoro Bóg dał nam ten Cud to nie zrobi nam tego, nie zrobi Marysi, zadba by miała nadal szczęśliwe dzieciństwo ze zdrowym rodzeństwem.
4 maja pappa. Chcę zrobić Nifty, ale mąż mówi że raczej nie ma potrzeby. Wiem że to duże pieniądze, które zdecydowanie powinniśmy wydać na inne rzeczy, chociażby na wyprawkę, no i wynik niczego nie zmieni, ale boję się że będę się stresować całą ciążę 😔
Wczoraj w piaskownicy był chłopczyk tak do 2latek z ZD. Cudownie się uśmiechał, bawił i lepiej przechodził przez płotki niz Marysia jeszcze parę miesięcy temu. Mimo to nie wyobrażam sobie tego...🙄
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 kwietnia 2023, 13:16
11 dc
Stymulacja dała mi jednak w kość. Podczas brania letrozolu nie było jeszcze najgorzej. Aczkolwiek senność, jaka mnie ogarniała była... Dziwna. Takie uczucie senności, którego nie jesteś w stanie przezwyciężyć. Chodziłam taka przysypiająca cały tydzień. 😴 I w sumie miło mnie to zaskoczyło, bo naprawdę spodziewałam się całej gamy skutków ubocznych, a tu wystarczyło spać. 🤣 Za to po odstawieniu tabletek... Oho... Mój organizm odbił sobie trzydniową migreną z aurą. Tak, trzydniową, nie trzygodzinną. Dopiero dzisiaj koło południa udało mi się dojść do siebie.
Za mną pierwszy monitoring pod IUI. Jest pęcherzyk dominujący 13-14 mm na lewym jajniku. 👍 Na USG widać jeszcze jednego rekruta, który próbuje go gonić. 💪🤞 Estradiol 70,09 pg/ml, więc szału nie ma, ale też mamy się nie przejmować.
Kolejny monit w czwartek. Też z USG i badaniem estradiolu, wiec zobaczymy jak postępy.
IUI w piątek lub sobotę. 🥺 To się dzieje!
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 września 2023, 22:02
Cześć!
Dzisiaj jest 21 dzień cyklu ,nie czuje nic aby miało wskazywać na ciążę , tak wiec pewnie fasolki nie ma w brzuchu , ciekawi mnie kiedy dostanę miesiączkę? Bo gdyby tak jak w marcu czyli odrazu dzień po odstawieniu luteiny to miałabym już w tym miesiącu zrobione badanie drożności jajowodów , bardzo się boję że wyjdzie mi wcześniej jakaś bakteria, nie piecze mnie śni nic z tych rzeczy ale wiadomo jak się wali to wszystko . Mam nadzieję że moje jajowody są drożne w końcu byłam raz w ciąży co nie? Zobaczymy ciekawe czy po tym badaniu szybko zajdę w ciążę?
Mam pytanie jest tu ktoś z Katowic lub okolic ? Poleci ktoś jakiegoś dobrego ginekologa od niepłodności ? Bo chyba się wybiorę do innego lekarza , po poprzedniej wizycie mam dość tego lekarza .
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 kwietnia 2023, 23:27
Dzisiaj 26 dc, teoretycznie w czwartek powinnam dostać okres i wtedy mam dzwonić do poradni umawiać się na drożność. Na samą myśl robi mi się słabo, okropnie się boję tego badania, ale wiem też, że jest nieuniknione. Kończy mi się przeziębienie dopiero, w zeszłym tygodniu się umęczyłam ze stanem podgorączkowym, bólami wszelkiej maści, głowa boli przez przeziębienie, zaraz okres i już boli okresowo-migrenowo, ten szpital w perspektywie wrrr..... Tak tylko chciałam pojęczeć 
Dzisiaj docent przyjęła mnie tak ad hoc w szpitalu i nawet pobrała posiew. Dała Nystatynę i Clotrimazol. Mam nadzieję, że pomoże i nie mam jakiejś syfiastej infekcji i że Mały Ludek jest zdrowy.
11 dc
Wczoraj wybrałam się na masaż. Planowałam to od dawna, bo na Święta Bożego Narodzenia dostałam od firmy voucher, ale jakoś nigdy nie było czasu, zawsze było coś ważniejszego. W końcu powiedziałam "dość". I poszłam.
Wybrałam 1,5-godzinny masaż balijski ciepłym olejkiem aromatycznym. I teraz trochę ze strony www (nie jestem taka mądra
): "Jest to połączenie indonezyjskich technik masażu relaksacyjnego z wykorzystaniem aromaterapii, akupresury, ajurwedy oraz refleksologii. Masaż działa na organizm nie tylko relaksacyjnie, ale również leczniczo poprzez wyprowadzenie bólu z miejsc tkliwych, odpręża, relaksuje, niweluje zmęczenie. Masaż balijski ciepłym olejkiem odpręża umysł i ciało, wykonywany jest przez nasze terapeutki naturalnym, ciepłym olejkiem aromatycznym, który działo na skórę kojąco, nawilżająco i odżywczo.".
No i powiem Wam, że to był strzał w 10-siątkę. Wyszłam wymasowana od małego paluszka u stopy po czubek głowy i włosy, odprężona, nawilżona. Dzisiaj bolą mnie trochę mięśnie jakby barków (?), ale tam byłam najbardziej napięta.
Postanowienie: wrócić / powtarzać częściej. W tym całym pędzie nie zapominać o sobie, dbać o siebie.
Dzisiaj idę do fryzjera. 
Ten cykl chyba też nie należy do mnie. Przed wczoraj byłam na monitoringu w 11 dc i jak nigdy mój lewy jajnik się obudził. Od jakiegoś czasu jajeczkowałam tylko z prawego. I siedząc w kolejce na swoją wizytę myślałam co jest z tym lewym, że taki jakiś uśpiony mało aktywny. No i jest obudził się. Jajeczko dominujące 22mm i w ciągu 2 dni powinien pęknąć. Zalecenie od lekarza przytulać się i wykorzystać że pojawił się z tej strony. Wszytsko pięknie ładnie ale z mężem się pokłóciłam. Przytulaliśmy się tylko raz i koniec. Nie wiem co o tym myśleć. Może dostaje jasne sygnały, że to I tak sensu nie ma? A może doszukuje się w tych niepowodzeniach jakiegoś usprawiedliwienia? Sama już nie wiem.
Będąc na badaniu dostałam namiar na lekarza w Krakowie od leczenia niepłodności. Jakoś zapominam zadzownić i się umówić. Muszę się zebrać i to zrobić.
Może któraś coś powie o dr. Chrostowskim(Artivmed) albo dr. Janeczko(Parens)?
Owulacja tuż tuż, a ja mam mały zgrzyt z mężem, bo trochę wczoraj (w moim odczuciu) przesadził z alkoholem. Wkurzam się, czuję się zawiedziona, bo wiem jak alkohol wpływa na nasienie. W mojej wyobraźni widzę te pijane plemniki, które nie potrafią trafić do celu 🫣😂 Chciałabym, żeby te najbliższe cykle były na 100%, bo nie chcę marnować cykli po HSG. Z drugiej strony wiem, że trzeba żyć normalnie, korzystać z życia, a nie podporządkowywać wszystkiego pod starania. Nie wiemy jak długo jeszcze będziemy czekać na ciążę i takie odmawianie sobie wszystkiego wprowadza nas w jeszcze większy dół emocjonalny. I być może przesadzam, spinając do męża, ale w mojej głowie tak bardzo zakorzeniło się staraczkowe myślenie, że czasem nie potrafię inaczej. Tym bardziej, że androlog też podkreślił, że mamy zdrowo się odżywiać i odstawić używki. Na ogół dobrze się prowadzimy, zdrowo jemy, choć ostatnio przez święta trochę zaniedbaliśmy dietę. Alkohol też ograniczyliśmy do minimum, ale akurat ostatnie tygodnie są bardzo intensywne w rodzinne spotkania, na których alkohol się pojawia. Ciężko jest ciągle odmawiać, wymyślać coraz to głupsze wymówki. Wkurzam się czasem, że w naszym kraju przyjęło się, że impreza na trzeźwo to nie impreza, jakby bez alkoholu nie można było dobrze się bawić. A z drugiej strony, przed staraniami lubiliśmy spędzić wieczór z drinkiem, czy poimprezować ze znajomymi. Tęsknię za tym czasem, kiedy nie kalkulowałam czy coś szkodzi naszej płodności. Chciałabym w końcu zrzucić z siebie ten ciężar, ale wiem, że to się nie stanie dopóki nie osiągniemy tego, o co walczymy.
22 dc, 9 dpo
Hej dziewczyny,
Dziękuję za komentarze 
Opowiem Wam o piątkowej wizycie u ginekologa na NFZ...
Przyjął mnie młody, sympatyczny lekarz...ale gdy usłyszał z czym przychodzę...stwierdził, że się nie zajmuje niepłodnością, zrobił mi usg i dostałam skierowanie do poradni niepłodności...teoretycznie na więcej nie liczyłam, no może tylko na to, że może zainteresuje się badaniami, które mam zrobione i dostanę n skierowanie na konkretne badania...ale nie...zrobił mi usg, stwierdził, że macica jest ok, że jajniki rzeczywiście policystyczne, ale w sumie nie są tragiczne. I że widział pęcherzyk dominujący..
Chyba (no fajnie)...
Generalnie od razu zapisałam się na wizytę do tamtejszej poradni niepłodności...termin (famfary) 4.08....
No fajnie....zapisałam się, ale mam nadzieję, że ten termin nie będzie mi potrzebny....
Generalnie mając już skierowanie mogę też próbować z innymi poradniami. Na szczęście kilka ich jest...oczywiście mam nadzieję, że nie będzie to potrzebne...ale i tak się zabezpieczam "jakby co"...
Co do tego cyklu to staram się na nastawiać, nie analizować...przynajmniej na razie....
Testować będę w czwartek.
Jakieś tam objawy są, zaznaczam na wykresie, ale chyba nie biorę tego do głowy...W każdym razie tak jest dziś.
Miłej niedzieli
9dc, 6cs
Miałaś kiedyś tak, że byłaś zmęczona samą sobą? Swoimi emocjami, myśleniem. Miałaś ochotę wyjść z siebie i stanąć obok? Ja tak mam od jakiegoś czasu. Dzieje się ze mną coś niedobrego, chodzę rozdrażniona i szukam dziury w całym, wszystko mnie irytuje. Dodać do tego fakt, że czasem czuję nacisk gdzieś nad mostkiem, wiecznie mi zimno i nie umiem zajść w ciążę - chyba powinnam zbadać tarczycę. Najpierw myślałam, że ingerencja Duphastonu w hormony zrobiła mi kuku, ale to chyba grubsza sprawa jest.
Co do starań - zioła Sroki poprawiły mi śluz, to na pewno. Poza tym jedziemy dalej z tym koksem. Co ma być, to będzie! 
No i miesiączka przyszła. Szkoda, 4 dni spóźnienia, jeden wieczór fantazjowania z mężem o tym, że się niespodziewanie, po tylu latach, udało.
Zakładając podpaskę, pomyślałam, że cuda będą, kiedy sama je sobie zorganizuję.
Ciąża zakończona 22 marca 2022
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 maja 2023, 23:17
Jestem po pierwszym dniu w pracy.. musze przyznać, ze ten cały stres przez tyle czasu był niepotrzebny.. jedynie co to mam duzo nowych rzeczy do przyswojenia, ale robie tez to co lubię. Zupełna odmiana, wiadomo bardzo tesknie za Synem, ale mysle, ze przez te prawie 2 lata dałam Mu maxa z siebie teraz czas żeby chociaż chwile sobie przypomnieć prace zawodowa. Zobaczymy jak będzie poki co czuje się dobrze, wiec będę chciała coś pochodzić do tej pracy jak będę mogła.. zobaczymy jak upały.. generalnie mamy mieć podwyżki plus premie, wiec może powalczę o wyższa podstawę zasiłku.
dzis wchodzę w 8 tc.. leci ten czas.. Maluszku trzymaj się tam dzielnie!
A Mama może trochę tez zacznie żyć chwila i łapać oddech.
Mela chciałam Ci odpowiedzieć na komentarz ale nie umiem inaczej jak w nowym wpisie.
Tak więcej ruchu jak najbardziej ale dieta pudełkowa nie u Nas. Mąż pracuję za granicą i to wszystko utrudnia trochę sytuację. Mimo wszystko wierze w niego, że da radę. Dziś ma 3 dzień bez papierosa jest ciężko, ale powoli do celu. Poczytałam trochę o dietach, zamienimy parę rzeczy i zobaczymy. Zresztą teraz będzie mieć zajęcie zaczynamy budowę domu wiec myśli pójdą w inna stronę. A witaminy D na razie nie kazał oznaczać, ale może zrobimy to wcześniej sami dla siebie.
Dzięki za trzymanie kciuków. Dla mnie jako staraczki jest to ważne. 😊😊
Nie wiem sama od czego zacząć... Czy jestem zaskoczona? Teraz już nie, ale przed transferem naprawdę nie dawałam sobie ani temu Zarodkowi szansy. Należę do tych osób, które mają dobre czucie swojego ciała, na hormonach jestem już od kilku miesięcy (różne konfiguracje), więc ciężar w macicy i większe piersi szybko po transferze dały mi sygnał "a może może...?". W nocy pobudki na siku. 4 dpt wieczorem zrobiłam pierwszy Facelle i coś mi tam zamigotało. 5 dpt to już bladziutka kreska.
Nie ma wielkiego szału radości. Raczej cieszymy się po cichu i z dystansem, ale im kreska na teście ciemniejsza, tym bardziej w moim seduszku rośnie nadzieja.
Czuję się naprawdę podejrzanie dobrze. Humor dobry i stabilny, dużo energii, spokój (o dziwo spokój). Do profesor na wizytę mam się stawić z wynikami cytokin i tu miałam wyzwanie, bo chciałam koniecznie te z APC. Poprzednie badanie robiłam w Alab i nic a nic nie jestem sama z tego odczytać. Do APC wysyłają z Wawy Salve i Diagnostyka. Czas oczekiwania na wynik? 21-30 dni roboczych. Jeżeli mam złą dawkę leku, to za 30 dni roboczych to już może być po ciąży. Co więc zrobiłam? W poniedziałek na wariata, bez bety, tylko po ciemniejacym teście wsiadłam w auto i pojechałam do Łodzi i w tę i z powrotem. Mężowi tylko wysłałam lokalizację i dwa słowa wyjaśnienia. Do 23.10 powinnam mieć wyniki.
Betę robię jutro i w sobotę. I finito, bo potem na szczęście wyjeżdzam. Zajmę głowę, nie będę łazić po laboratoriach i analizować rzeczy, na które nie mam wpływu.
Z rzeczy dziwnych - zero apetytu. Nigdy tak nie miałam. Nigdy przenigdy. Żadne mdłości jeszcze, po prostu wszystko uważam za bleee i nie bardzo czuję głód. Na wadze 2 kg mniej niż przed transferem. Do niedowagi mam jeszcze spory zapas, więc nie ma się czym martwić. Jem regularnie, zdrowo, rybki, krem z pomidorów, buraczki, filety z indyka, kaszotto z grzybami - po prostu mało.
No i papka z buraków, arbuza i imbiru dalej jako drugie śniadanie. Już patrzeć na nią nie mogę, ale pociągnę jeszcze do wyjazdu 16.10.
Wizytę u profesor mam 26.10. Stawiam się z cytokinami, progesteronem, D3, glukozą i betą. Mam nadzieję, że dotrwamy z Kropkiem do tego czasu, że nic się nie wydarzy, że będziemy sobie spokojnie dzień za dniem funkcjonować tą ostatnią rutyną: 6:00 pobudka i Letrox, szklanka ciepłej wody, 7:00 zastrzyk z Clexane, Estrofem i Luteina, Prograf, 8:00 duphaston, śniadanie, suplementy (ALAnerv, folian, b12, Prenatal Uno, Miositogyn, DHA, magnez), 12:00 II śniadanie - smoothie + orzechy, 14:00 Estrofem, 15:00 Obiad, 18:00 Kolacja, 21:00 Acard i kakao na noc.
Druga rzecz charakterystyczna teraz - zaniki pamięci. Wczoraj zaparkowałam pod galerią i zabijcie mnie nie pamiętałam gdzie. 30 min prawie z płaczem krążyłam po tym parkingu, mimo że to moje miejsce zakupów od wielu lat. Zgubiłam się w drodze na pedicure do miejsca, w które chodzę od 10 lat. Zaparkowałam i krążyłam jak debil po Muranowie (nie włączyłam nawigacji, bo przecież ZNAM okolice). Strach się bać co będzie dalej. Ale wolę cierpieć na amnezję, niż stracić to Dziecko.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 października 2023, 14:55
13 dc
Owu za chwilę, a ja się wczoraj pokłóciłam z Mężem. No dobra... Nie pokłóciłam. Do kłótni trzeba dwojga. Po prostu się na niego obraziłam. O! I nie mam najmniejszej ochoty "odpuszczać", bo cykl będzie stracony... Czasami, jak teraz, nie mam sił do tego faceta... Zastanawiam się, czy w ogóle mogę powiedzieć, że staraMY się o dziecko, czy raczej to tylko ja się staram. Wkurzył mnie niesamowicie, bo ja się od piątku do niego wdzięczę jak głupia. Oczywiście, bezskutecznie. W piątek był zmęczony. W sobotę, po robocie na budowie, napił się z kolegą. Wczoraj to już nawet nie wiem, jaką miał wymówkę, nie słuchałam. Odwróciłam się i poryczałam. A dzisiaj... Jak gdyby nigdy nic budzi mnie przed pracą buziakiem. No chyba się z głupim na łby pozamieniał! Ja naprawdę czasami się zastanawiam, czy on chce tego dziecka ze mną... I tak, wiem, porozmawiać trzeba. Tylko że ja z nim rozmawiałam już dziesiątki razy. I zawsze jest to samo. Oczywiście, że tak, chcę mieć z Tobą dziecko. Tylko że to ja o wszystkim myślę, przypominam o suplach itd. Jak patrzę na Wasze wykresy to ❤️ jest zatrzęsienie, a u nas... Jedno, dwa w okolicach owu... Więc na co ja czekam? Na cud? Smutno mi dzisiaj. ☹️
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 kwietnia 2023, 08:42
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.