6 V 2022
17 cs 2dc
Siedemnasty zakręt. Nie muszę badać temperatury żeby widzieć, że @ czai się za rogiem - czuję to po piersiach. Ból, który towarzyszył mi w ostatnich dniach zniknął. Ściskam dodatkowo pierś - nie boli, wyciągam termometr i widzę, że tempka spadła do podstawowej. Pozostało tylko czekać. Już nie testuję przed terminem @ - moje zaklęcia rzucane na testy ciążowe nie działają.
Postanawiam polepszyć sobie siedemnasty zawód, więc robię ulubione śniadanie i jadę do galerii na zakupy. Odganiam myśli, że nigdy się nie uda, ignoruję ból podbrzusza, który informuje, że @ przyszła. Nieproszona, punktualna, bezczelna. Przychodzi jak stara przyjaciółka z uśmiechem na ustach i walizką w dłoni, rozsiadając się wygodnie na kilka dni. Drwi z moich wcześniejszych nadziei, planów i marzeń. Ma w nosie moje wizyty u specjalistów, brane leki i stosowane techniki. Przychodzi i siada. A ja jej nienawidzę. Chcę zapomnieć o niej, pokłócić się, rozstać z nią na 9 pięknych miesięcy. Ale ona nie słucha. Gdy krzyczę na nią - zatyka uszy. Gdy proszę - drwiąco się uśmiecha.
***
Wychodząc z galerii przepuszczam starszą panią z dziecięcym wózkiem. Przez ścisk przy wyjściu stoję tuż za nią, a dodatkowe centymetry na szpilkach pozwalają dokładnie widzieć wnętrze wózka. I mimo, że wiem, że popełniam błąd to wpatruję się w tą mała kruszynkę śpiąca w wózku. Jest przykryta kocykiem w szare misie, na głowie ma różową opaskę, a w buzi czerwony smoczek. Jest idealna. Śpi nieświadoma tego, że dla kogoś jest całym światem. Wychodząc tuż za nimi, dzięki tym centymetrom przewagi przez ułamki sekund wyobrażam sobie, że to ja prowadzę ten wózek - mój mózg całkowicie ignoruję czubek babcinej głowy tuż przed moim nosem. Widzę tylko Malutką - przepadłam. Szybko ruszam w strone parkingu i mijam kobietę z kilkumiesięcznym dzieckiem. Chyba wpatruję się w malucha zbyt długo, bo dostrzegam jej pytające spojrzenie. Czy po oczach można rozpoznać największe pragnienia? Boję się, że mnie zdemaskuję, więc uciekam. W nocy słyszę swój płacz jakby z oddali. Dziwię się ile w nim bólu. Siedemnasty raz.
***
Wizytę w klinice oceniam pozytywnie. Lekarz jak i pozostały personel na bardzo wysokim poziomie. Kojąca muzyka w poczekalni i wiele par na korytarzu - traktuję to jako dobry znak. Lekarz prowadzący przedstawił plan działania - krótki protokół. Wszystko powinno zamknąć się w miesiąc. Mąż miał na miejscu zrobione badanie nasienia - ciężka oligozoospermia. Powtórzymy za 2-3 miesiące, bo wcześniejsza, długotrwała antybiotykoterapia mogła trochę namieszać. Diagnozę przyjęliśmy spokojnie - przed badaniem zapewniłam Męża, że wynik niczego nie zmieni, jedynie wskaże kierunek dalszych działań. Lekarz tłumaczył wszystko spokojnym, kojącym głosem, a ja walczyłam by nie rozpłakać się na jego oczach. Nie że strachu czy wstydu. Raczej z poczucia wytworzonego bezpieczeństwa - pewności, że znalazł się ktoś, kto przeprowadzi Nas przez ten nowy etap, że nie muszę już przebijać głową muru błądząc po omacku. Nie spodziewałam się tego jak mocno zmęczona tą drogą jestem. Termin na in vitro zaplanowaliśmy na lipiec - w głowie układam już termin urlopu przed procedurą - nie chcę tłumaczyć się w pracy z ciągłych nieobecności. Boję się marzyć ale gdyby udało się za pierwszym razem Mąż dostałby na urodziny najpiękniejszy prezent.
***
Przed Nami jeszcze 2 naturalne cykle. 2 szanse. 2 podejścia.
Boję się marzyć, więc po prostu czekam..
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 maja 2023, 18:01
Haha mój dzieciak jest słynny na całą Polskę a nawet Europę z tego, że wstaje mega wcześnie. Jak był w wieku okoloniemowlecym to często wstawałam z nim nawet o 4 rano. Teraz 5 rano to norma. Muszę go zbadać endokrynologicznie, może to z tym związane coś.
9+5
Coś dziwnego... Mam jakąś infekcje (ból głowy, katar etc etc), nie brałam żadnych leków, jakoś się przemęczę ale ... Zupełnie przestałam się czuć ciążowo. Wypiłam kilka herbat z miodem i z cytryną i po nich całą noc sikałam. Odwodnilam się, brzuch zrobił się płaski... Cycki jakos nie bolą... Dziwne... Jutro gin...
Mówię wczoraj do Męża, że mam jakąś depresję. Niby policzyłam i powpisywałam daty na badania przedtransferowe, ale to wszystko mi się dłuży i chodzę zdołowana non stop. "Wakajki, wyluzujemy się i walczymy dalej". Dobre podejście, ale nie łatwe do wdrożenia po moim maratonie plag egipskich. Wiem też, że stara się wspierać mnie ten mój Mąż jak potrafi. Nie zna się na niczym medycznym, ale gdzie może to podpytuje, a potem mi powtarza. Nieważne, że nic to nie wnosi, a ja na historie, że ktoś tam wyrównał hormony i się udało zaczynam pleść "ja mam estradiol dobry, proga miałam kosmicznego, stosunek lh do fsh też ok, będę zresztą powatarzać, coś musi być innego co odwala te ciąże..bla bla bla". Ważne, że widzę że się naprawdę przejmuje.
Zdarzyła się też miła sytuacja. Wracając z weekendu, w pociągu jechałam z pieskiem, M na korytarzu bo pilnował swojego roweru, więc jego miejsce było puste. Usiadła koło mnie starsza, elegancka Pani. Zaczęła pytać o pieska, czy ma sierść, czy lubi dzieci. Ona jechała do wnuczka i jej córka myśli o piesku dla niego , bo z powodów problemów zdrowotnych wnuczek chyba będzie sam (tzn bez rodzeństwa). Przegadałyśmy całą podróż. Powiedziałam, że ja też mam problemy zdrowotne (okazało się, że bardzo podobne) i bez szczegółów, ale że też walczę. Zamyśliła się, popatrzyła mi w oczy i "na pewno się Pani uda, w końcu się uda, ja w to wierzę, jak mojej córce się udało to i Pani się uda". Mówiła to z takim dziwnym przekonaniem i spokojem. Jak taka Dobra Wróżka. Dała mi 3 cukierki. Jednego zjadłam, a 2 schowałam i zjem na szczęście po transferze. Jak wysiadała, to powiedziała, że będzie bardzo bardzo trzymała za mnie kciuki. Wysiadła, a mi poleciały łzy.
Traktuję to jak znak z Nieba, jakąś próbę przywrócienie mi chociaż odrobiny wiary w sukces. Zastanawiam się czy też ten mój ból aż tak widać 
Staram się nie myśleć o Naszym Synku, nie myślę w którym tc bym teraz było, nie chcę żyć przeszłością. Nie umiem też jej zamknąć (i pewnie nigdy nie będę umiała), więc teraz to lekki stan zawieszenia.
Jak to było .. "wakajki, luzujemy się i walczymy dalej".
9cs 22dc
Jestem po kolejnej wizycie u ginekolog.
Tym razem nowa Pani doktor, która przełamała pasmo złych doświadczeń z kobietami ginekologami. Wizyta była bardzo kontretna i rzeczowa. Otrzymałam odpowiedzi na wszystkie zadane pytania. Miło.
Od stanu swojego podwozia nie oczekiwałam absolutnie niczego, więc nic mnie nie zaskoczyło.
Zdaniem doktor nie było owulacji. Nie ma po niej żadnych śladów. Nic nie mogła stwierdzić czy owulacja jeszcze w tym cyklu wystąpi. Nie widziała do tego żadnych przesłanek, a w opisie nie mam nic na temat jakichkolwiek pęcherzyków.
Dostałam za to skierowanie na sonoHSG. Ciesze się, bo to kolejny krok, na którym już mi zależało. Dzięki temu nie czuję się jakbym wyszła znowu bez niczego.
Doktor zaleciła branie dostinexu w związku z moją podwyższoną prolaktyną. Na samą myśl o nawracających stanach depresyjnych, w które wprowadzał mnie ostatnim razem przechodzi mi dreszcz po plecach. Wstrzymam się jeszcze z braniem tego świństwa (świństwa w moim przypadku, bo na Twój organizm może wcale tak nie działać) i obstawiam się niepokalankiem. Nie mam nic do stracenia w tym momencie, a widziałam na forum historie Staraczek, które miały dużo wyższe wartości niż moje i suplementacja tym ziołem pomogła.
________
Podejmuję działanie, bo tak trzeba robić, ale wiem że nie mam wpływu na wyniki.
Nie mam planu, a wyników planu Bożego na mnie nie odgadnę. Zrzucam ten ciężar ze swoich ramion i żyję całkiem dobrze. Mam w sobie tylko miłość i otrzymuję ją na każdym kroku.
W mojej duszy jest spokój, a w mojej głowie porządek jak nigdy wcześniej.
________
"Kiedy zamęt jest moim kompanem,
A rozpacz czyni ze mnie zakładnika
Nie będę odczuwał strachu
Bo wiem, że Ty jesteś blisko.
Kiedy znajdę się w głębokiej dolinie
Z chaosem dla towarzystwa
To znajdę tutaj pocieszenie
Ponieważ wiem, że jesteś blisko.
Moja pomoc pochodzi od Ciebie,
Jesteś tuż obok, prowadzisz mnie
Niesiesz wszystkie moje słabości, choroby, zalamania
Na Swoich ramionach.
Moja pomoc pochodzi od Ciebie.
Jesteś moim odpoczynkiem, moim ratunkiem.
Nie muszę widzieć, żeby uwierzyć że niesiesz mnie na Swoich ramionach.
Naprawiasz to, co kiedyś zostało zniszczone
I zmieniasz moje łzy w śmiech.
Twoje przebaczenie jest moja twierdzą."
Moje biedne tłumaczenie piosenki For King & Country - Shoulders
9+1
Mało piszę, bo i nie mam kiedy. Jak nie praca to majówka hihi.
Ostatnio trochę lepiej się czuję, przestało mnie mdlić. Ale to może też zasługa wyjazdu i odpoczynku. Służy mi przebywanie na świeżym powietrzu. Natomiast nadal problemy z brzuchem aka żołądkiem. Rano jeszcze jako tako, ale wieczorem mam cały brzuch wydęty jak bania. Mimo, że się nie obżeram, jem normalnie. Na myśl o powrocie do pracy mnie skręca, X godzin przy biurku mnie wykańcza... Brak mi wówczas ruchu, jestem bez energii no i nie mam już po powrocie z pracy czasu na zdrowe gotowanie etc. Więc żywię się śmieciami... Ale coś czuję, że do lipca muszę dociągnąć ten mój projekt.
Wszystko się zmienia, świat wiruje, życie szaleje a ja ? Ja leżę na kanapie od dwóch miesięcy sama, z mdłościami, wymiotami i depresją, depresja ?
Zacznijmy od tego że bardzo chciałam być w ciąży, chciałam żeby mój syn nigdy nie był sam, chciałam przeżyć to wszystko drugi raz tak jak powinnam, chce karmić piersią, zrobić pokój, kupić wózek, tego wszystkiego tak bardzo chciałam raz jeszcze tak dojrzale, z głową na karku bez strachu z nim, no właśnie chciałam tego z nim.. Miłość mojego życia, miłość dziecięca, miłość taka do usranej śmierci, ale szczęście nie idzie z nią w parze..
Czuje się samotna, zasypiam sama w łóżku budzę się w nim sama, nie mogę jeść, nie mogę gotować, nie mogę wejść do sklepu .. to straszne leżę, śpię, pracuje aaaa 🙀 to boli to wszystko boli, jest fatalnie, jadę do pracy około 40 minut bo najpierw muszę zostawić syna w innej miejscowości w szkole później dojechać do kolejnej do pracy, teraz mi to zajmuje około dwóch godzin co dwie minuty muszę się zatrzymać by wymiotować 🤢 staje, rzygam jak na filmach samą wodą chwila jest lepiej jadę dwie, trzy minuty to samo.. syn trzyma mnie za rękę, przeprasza i dziękuję bo to przecież on chciał mieć rodzeństwo cóz czego się spodziewać gdy jego ojciec gdy prosisz go o pomoc mówi „sama tego chciałaś”? Aaa kurwa co to za tekst? Gdy mi nim trzasnął na imprezie urodzinowej swojej matki to jak wykrzyknęłam że jak jeszcze raz puści taki tekst to straci te swoje nowe zęby to się wszyscy zdziwili.. ale jak długo można tolerować takie zachowania ?! No nie. USG sama, położna sama, co to ma być ?! Cóż powiedziałam mu że ma się określić czego chce od życia bo w moim nie ma miejsca na kogoś takiego.. ja potrzebuje miłości i wsparcia i nie tylko ja bo mój syn też tego chce i potrzebuje.. uh chciałabym mieć fajny dom, spokojny i pełen miłości, sama go stworzę gdy będzie taka potrzeba. Dla dzieci wszystko pomimo paraliżującego strachu …
22+4 🤰
Nie mogę zasnąć, jak zawsze w czasie pełni…
Dziś jednak nie chcę spać, bo tak bardzo czuje Ciebie synku. Masz tam w brzuszku chyba niezłą imprezkę a ja tak pokochałam te „sygnały” od Ciebie, ze nie chcę żadnego przeoczyć.
Po intensywnym długim weekendzie z najbliższymi martwiłam się małą ilością ruchów, ale jak wróciłam do normalnego trybu, to Bobo nadrabia podwójnie 🥰
Znowu odliczam do kolejnej wizyty - 15.05 - ale tez tak jak sobie obiecałam po połówkowych łapię oddech i chyba mi się udało.
Jeszcze nadal nie odważyłam się wejść do sklepu, wybrać i kupić cokolwiek dla dziecka ale już nie omijam reklam na instagramie czy fb.
Przeglądam. Zapisuje, to co bardziej mi się spodoba.
Brzuszek jest już spory, waga zaczęła rosnąć - aktualnie +5kg (!) - i cieszę się bardzo aktualnym stanem, bo czuje, ze z każdym tygodniem fizycznie pewnie będzie ciężej.
Dlatego tu i teraz - uwielbiam być w ciąży - właśnie w tym etapie, właśnie dziś 💖
Mam przeczucie, że jutro u gina usłyszę źle wieści...
15 cs, 7 dc
I po majówce, i po wyjeździe...
Doszłam do siebie, aczkolwiek tym razem ta miesiączka mnie trochę przeczołgała przez te bóle...
Mąż miał iść w najbliższy piątek na badanie nasienia, ale znowu nie wyjdzie, bo odbiera wizę, więc 10.05 chyba pójdę sama na wizytę do Invicty z moimi wynikami...
Udało mi się dziś zapisać do poradni leczenia niepłodności uczkin. Na 14.06. Był termin na 7.06, ale akurat nie pasowało mi. Fajnie byłoby porobić badania za darmo. To już lepsza opcja niż czekanie na sierpień w imid.
Miotam się cały czas do kogo chodzić, komu ufać jeżeli chodzi o lekarzy....
Niby invicta zrobiła na mnie dobre wrażenie, ale mam cały czas z tyłu głowy, czy nie chcą tylko kasy wyciągnąć....a przecież jednak tyle osób chwali, tylu osobom pomogli...a lekarz naprawdę zrobił na mnie dobre wrażenie...ale koszty...No właśnie...niby do tej pory nie wydaliśmy dużo, ale jak popatrzyłam na cennik to...czuję, że jeszcze to nie jest ten moment, aby "wydawać miliony "...
Niby rok minął od początku starań, ale cały czas mam nadzieję...
23 dc, 7 dpo
Rozłożyło mnie jednak. 🤧 Ostatnie dwie noce tak męczył mnie suchy kaszel, że w efekcie nie spałam ani ja ani Mąż. Poszłam więc dzisiaj do lekarza. No i mam: infekcję górnych dróg oddechowych. W dzień czuję się całkiem nieźle, ale w nocy... No masakra jakaś, ledwo dycham. Gorączki nie mam, o dziwo. I bach. Antybiotyk. Amotaks. Mówiłam lekarce o naszych staraniach i powiedziała, że akurat ten antybiotyk można. Ale... Wpisałam w Google i... "Stosowanie leku Amotaks w ciąży jest dopuszczalne, jeżeli lekarz uzna, że korzyści z wdrożenia leczenia dla matki przewyższają potencjalne zagrożenia. Dotychczasowe badania nie wskazują, by stosowanie amoksycyliny przez kobiety ciężarne podwyższało ryzyko wad wrodzonych u płodu, jednak ich liczba jest ograniczona.“ I teraz biję się z myślami czy go wykupić czy po prostu korzystać z L4 i to wyleżeć... 🤔 Ehh... Nie chcę zaszkodzić ewentualnemu Kropkowi w zagnieżdżeniu...
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 maja 2023, 10:13
USG 12w5d
OM 13w2d
Infekcja przeszła dość szybko po rozpoczęciu leczenia. Uff.
Dzisiaj miałam USG prenatalne 1 trym. i echo. Wszystko ok. Przyziemność 1,9. Kość nosowa jest. Żadnych odstępstw od normy.
Raczej chłopak☺️
Niestety NFZ ma swoje minusy i na wynik Pappy muszę czekać cały tydzień. 😡 Nadal jest stres, ale już lżejszy jednak.
Mdłości mi przeszły. Ze słodyczami nadal nie bardzo się lubię i podejrzewam że zaczyna mi cukier skakać, bo jak nie zjem konkretu to mi niedobrze. Jutro znowu jadę na Karową na zwykłe badania krwi i moczu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 maja 2023, 13:34
No to chyba zaczynamy. Po 15 dostałam krwawienia, lekarz kazał liczyć takie dni jako dzień 0 (gdyby krwawienie było do 12 to wówczas liczyć jako 1 dc). Zatem jutro 1 dc, a od niedzieli stymulacja. Jak poczułam okres, to jednocześnie poleciały mi łzy. To się dzieje. Jestem przerażona i podekscytowana jednocześnie. Zaraz napiszę do doktora, jak kazał, żeby mógł zamówić materiał do badania zarodków. Za tydzień czwartek/piątek wypadać pewnie będzie pierwsze USG. Są we mnie duże emocje. Do tego brzuch mnie okropnie boli, jutro pewnie będzie migrena... Ale dam radę!
Sprawy powoli ida do przodu, GP wystawil skierowanie na badanie nasienia, tak wiec 16.05 J ma wizyte w Aberdeen Fertility Centre 😊 Mam nadzieję, ze jesli wyniki beda nieprawidłowe to od razu sie tym zajmą. Wczoraj swędziały mnie piersi jak przed owu, choć to dopiero 5 dzień cyklu, kreski rano i wieczorem wyszly identyczne z testowa, dzis rano słabsza trochę. Cos chyba hormony lekko fiksują. Zamowilam FertiLily- sylikonowy kubeczek ułatwiający zaplodnienie, ktory ma przytrzymać sperme w pochwie i ułatwic plemnikom droge do szyjki i dalej. Chyba na łeb upadłam, ze wierze w takie bzdety, ale... wiadomo. 😊
Od wczoraj znow mam zapalenie pęcherza!!! Jasny gwint, dwa tygodnie temu w dzien owu tez mialam, ledwo co przeszlo i znow od nowa. Nie wiem dlaczego ale bardzo często jak mi wskakuje pozytywny test owulacyjny to zaczyna sie infekcja pęcherza lub pochwy! Czy to zmiana hormonów tak na mnie wplywa? Ciagle sie faszerować czymś, zamiast oczyszczac organizm z toksyn. 😔😠
Pies mi zeżarł termometr! całe szczęście mam drugi identyczny, mierzą tak samo wiec chyba nie powinno być problemu z wykresem temperatur.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 maja 2023, 12:35
24 dc, 8 dpo
Wczoraj dotarło do mnie, jak bardzo się zmieniłam w trakcie tych naszych starań, a może raczej jak bardzo zmieniło się moje podejście do życia, zdrowia. Na samym przykładzie mojej obecnej choroby.
Kiedyś: albo w ogóle nie poszłabym z taką infekcją do lekarza - po prostu kupiłabym leki bez recepty w aptece i łykała aż przejdzie albo wzięła antybiotyk i nadal chodziła do pracy lub pracowała zdalnie z domu.
Dzisiaj: zdecydowanie priorytetem dla mnie było zostanie w domu i "wyleżenie" infekcji, danie odpocząć organizmowi. Chociaż, muszę przyznać, że to moje "leżenie" to takie bardziej "zwolnienie tempa". Owszem, jestem więcej w łóżku, ale i obiad wczoraj zrobiłam i od wczoraj chyba już czwarte pranie leci, a wieczorem wyciągnęłam Męża na krótki spacer, bo musiałam przewietrzyć mieszkanie i pooddychać świeżym powietrzem. Skłaniałam się nawet ku odrzuceniu brania antybiotyku, ale ostatecznie łapie mnie tak męczący ten kaszel (zwłaszcza w nocy), że chcę się go pozbyć jak najszybciej i antybiotyk biorę. Ufam Lekarce, to mój lekarz rodzinny jeszcze od dzieciaka, wiele razy mi pomogła, wierzę, że i tym razem przepisała taki lek, który przyniesie więcej korzyści niż potencjalnych zagrożeń.
Ciekawe, jak zmienia się w człowieku podejście do życia i różnych spraw w różnych etapach jego życia, jak zmieniają się priorytety. Takie banały mi się nasuwają na podsumowanie: nic nie trwa wiecznie i tylko krowa nie zmienia zdania.
Dzisiaj trochę bez ładu i składu ten wpis, ale właśnie tak krążą mi dzisiaj myśli po głowie.
Z tyłu głowy czuje że tym razem się udało choć nie chce niepotrzebnie sie nakręcać żeby nie mieć rozczarowania to ta nadzieja tak się tli że nie mogę myśleć inaczej 😄 jeszcze parę dni i się okaże. Swoją drogą łącze się w bólu z każdą która ma alergie bo u mnie coś tak pyli że powoli myślę nad wycięciem tego wszystkiego (a mam spory kawałek zieleni i las za domem)😂
Synek ma 5tyg3dni
Niestety dzis pediatra. Katar mu zyc nie daje. Ciezko ssac, rzęzi, pokasłuje. Żeby sie nie denerwowac ide go osluchac. Starszak mial pierwszy katar w wieku 9ciu miesiecy i pamietam, ze bylo ciezko a tera jestem o tyle bardziej doświadczona a i tak lipa, no ale z takim maluszkiem to ani kropli nie mozna podac ani porządnie odkurzaczem odciagnac…
27 dc, 11 dpo
Jakaś dziwna ta moja infekcja. W dzień czuję się całkiem OK. Za to w nocy (czemu to zawsze musi być w nocy?!) łapie mnie tak męczący kaszel, że masakra. Najgorzej, że mam wrażenie, że nie jest nic lepiej. W nocy z soboty na niedzielę przespałam ciągiem 5h i już myślałam, że super, wychodzimy na prostą. Ale nie... Dzisiaj w nocy znowu miałam taki atak, że myślałam, że zwymiotuję płuca. 🥴 Do środy włącznie jestem jeszcze w domu, mam nadzieję, że do tej pory w jakiś magiczny sposób minie mi ten kaszel. Raz, że nie bardzo chcę przedłużać zwolnienie - męczy mnie to siedzenie w domu, a wiadomo, na zwolnieniu to nawet nie bardzo się gdzieś ruszyć. Dwa, że w niedzielę mamy w Rodzinie Komunię i wypadałoby pojechać. Trzy 25.05. zaplanowane HSG, więc muszę być zdrowa. Cztery - najważniejsze - po prostu męczy mnie ten kaszel, więc niech już się skończy.
***
Dzisiaj zrobiłam test ciążowy. Oczywiście, biało. ⚪ Nie powiem, sprowadził mnie na ziemię.
17 miesięcy
Moje dziecko za miesiąc skończy półtora roku. Poważny kawaler z niego już. Weszliśmy w etap tulenia i nie mogłabym się bardziej rozpływać nad tym stanem. Nadal z 3 pobudki w nocy na utulenie, liczę, że za jakiś czas to się zmieni. Aczkolwiek mój mąż wstaje w większości, więc nie jest tak źle 
Byłam wczoraj u nowego ginekologa. Niesamowicie miły, a to dla mnie jest ważne. Wiem, że lekarz nie musi być przyjazny, byle był dobry, ale na moje zszargane nerwy nie potrzebuję jeszcze stresować się minami lekarza. Jest młody, przystojny, ale ma też dużą wiedzę. Ze mną wszystko w porządku, tyle co miałam owulację i uwaga! z dobrego jajnika
Dobrze, niech się bierze do roboty. Nie robię sobie dużych nadziei, ale cieszy mnie fakt, że pracuje
Do przemyślenia zostaje mi heparyna w teoretycznej przyszłej ciąży. Z jednej strony nie ma sensu planować nad wyrost, z drugiej ja jestem spokojna tylko jeśli z tyłu głowy mam plan na każdą możliwą okoliczność.
W tym miesiącu mamy 6 rocznicę ślubu i 13 bycia razem. Jak ten czas niesamowicie leci to jest niepojęte. Jeszcze niedawno tyle co zaczynaliśmy ze sobą chodzić, a tutaj już starość
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 maja 2023, 08:48
Jesteśmy na urlopie. Jest cudownie. Nawet pogoda dopisała. Dziś pierwszy mały deszczyk ale rano zaliczyliśmy spacer na plażę i zabawę na placu zabaw więc popołudnie zleci nam na spacerze po mieście i wyjściu na basen. Korzystamy na całego.
Przychodzi jednak taka refleksja, że miałam być teraz w 6 miesiącu ciąży, że po to były te wakacje w maju żeby wyrobić się przed porodem. Z tyłu głowy wciąż wszystko siedzi. Jednak jestem szczęśliwa. Widzę, że jesteśmy super rodzicami, że mamy super szczęśliwe dziecko. To najważniejsze. Jej uśmiech wynagradza wszystko.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.