Dzisiaj znowu obudziłam się z dużą ilością żywej krwi, taka szklanka że mnie się wylała nad ranem. Leżę plackiem, trochę się uspokaja. Wczoraj się cieszyłam, że jest ciut lepiej no to długo się nie nacieszyłam.
Wizytę miałam 2 dni temu, a ja już nie mogę wytrzymać. Naprawdę tak mi się ciągnie teraz 🙈
Mieliśmy dzisiaj jechać kupić w końcu samochód (nasz zepsuł się w styczniu).
Ale nie dość, że to krwawienie to kupiliśmy raport i nie zgadzal się z danymi z ogłoszenia.
Lipa się robi. Strasznie drogie są te samochody. A tu życie nie pozwala nic zaplanować do przodu.
Jakbym wiedziała, że ta ciąża przetrwa i mogę spojrzeć w spokojną przyszłość to bym walnęła bankruta i wzięlibyśmy coś droższego, w tak nie ma jak zaryzykować.

W końcu udało mi się dodać jakiś wpis.
U mnie wszystko ok... chyba. Ciągle się zastanawiam czy jeszcze jest serduszko... okropne uczucie i jeszcze jakieś 10 tygodni zanim zacznę czuć ruchy. Tak bardzo chciałabym żeby tym razem było dobrze :(

Sheelie Moje życie 13 września 2023, 18:38

Wiecie co ? Chyba mi detektor tętna się psuje ..
Dzisiaj słyszałam szumy i w oddali gdzieś serduszko małej gdy przyłożyłam do brzucha i później znów zanikło.. ja mówię bateria mi już szwankuje ... I poszłam do sklepu kupić nowa.. okazało się że nie.. ze to nie bateria a gdy nawet włączę detektor i nie przyłoże do brzucha ... słyszę szumy i to okropne szumy.. nawet jak chciałam posłuchać mojego serca to te szumy słyszałam tak wiec tak..muszę się pozeganc z nim i może zakupie nowy?
Wgl kupiłam krem na rozstępy.. nosi nazwe Palmers to jest koncentrat w kremie czy skoncentrowany krem ? Coś takiego .. podobno czyni cuda a że mi wychodzą już przy pepku .. to musiałam kupić. Czekam na poniedziałek na prenatalne n.. I trzymam kciukasy aby wszystko było wporzadku.

Gabrielka Czy się uda? 8 maja 2023, 18:14

Oznaczyłam betę jak lekarz nakazał i czekam na wynik. Wiem jaki będzie czuje to w kościach. Powiedziałam sobie że dziś płakać nie będę. Jestem silna.

Robiąc dziś badania chciałam się podpytać pani w laboratorium o badanie AMH jaki koszt, czy wogóle mogę tu zrobić. I niestety mam wrażenie, że coraz mniej kompetentnych osób pracuje w Naszej polskiej służbie zdrowia. Nie żebym chciała kogoś obrazić i wogóle, ale jeżeli przychodzi pacjent oddać krew i pyta się o konkretne badania to nie rozumiem odpowiedzi w stylu " Wie Pani co ja tego nie wiem trzeba by do szefa zadzwonić i się spytać". Może Jestem dziś trzepialska bo @ się zbliża, A nawet bym rzekła, że już parkuje na parkingu żeby przyjść zapukać i się rozgościć, ale kurcze bez jaj. Skoro pracuje tam pobieram krew od pacjentów to chyba powinnam wiedzieć jakie badania można u Nas wykonać albo przynajmniej sprawdzić to. Nie wiem serio nie wiem. Ciężki dzień.

No i jest wynik. 0,73. Nie jestem zdziwiona przecież to czułam, ale jestem trochę zasmucona.
Jest jakiś w tym promyk nadziei może głupi, ale z miesiąca na miesiąc wynik jest wyższy niż 0. Kto wie może za niedługo te cyferki będą dużo dużo większe? Tonący brzytwy się trzyma, a to chyba dziś moja.


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 maja 2023, 19:55

Ayayanee Hurricanes and Suns 2 maja 2023, 18:57

🥺 Na samym początku... Tak bardzo dziękuję że tu jesteście i tak bardzo trzymacie kciuki 🥺
Niezastąpione! 🤍


Okropny stres. Okropny...
Błąd labolatorium doprowadzał mnie do skrajności...

10 dpo 16,5 mlU/ml
12 dpo 38,42 mlU/ml
I dziś, 15dpo - 208,61 mIU/ml
210.5% przyrostu 🥺

Dziś jestem w ciąży.
Dziś jestem 4t3d.
To tak mało i tak dużo jednoczenie. Jeszcze tyle może się wydarzyć...

Przyszedł jakiś mały Ktoś i tak nagle zmienił świat. Zatrzymał tą przeraźliwą ulewę. Rozjaśnia nieśmiało niebo chodź nadal czają się granatowe chmury...


Byle do serduszka.


KUBUSIU 🤍 bądź przy nas.


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 maja 2023, 19:00

Sowella Los okrutnie ze mnie drwi.. 9 maja 2023, 12:51

9.05.2023 - 24w4d
Długo nie mogłam się zebrać do tego wpisu, w sumie sama nawet nie wiem dlaczego, ale w końcu jest ;)
Czas od ostatniej wizyty u lekarza był bardzo intensywny: pracowo, domowo, chorobowo, po drodze Wielkanoc, która też nie dała odpocząć.

12.04.2023 Echo serca
Wg OM: 20w5d
Wg USG: 20w1d
350g bobo ❤️
Echo prawidłowe. Jednak na wizycie dowiedziałam się, że mój "potencjalny" zespół Sjoergena to wcale nie takie hop siup, pani kardiolog zdziwiona, że nie przyjmuję Plaquenilu. W zaleceniach: kontrola na cito z reumatologiem (by sprawdzić czy nie trzeba włączyć Plaquenilu) + celem wystawienia skierowań NFZ na cotygodniowy pomiar czasu AV, który powinnam była mieć robiony między 18a26tyg + zalecenie zakupu detektora tętna i pomiar 3 razy dziennie.
Wyszłam podłamana, że coś przegapiłam, że mogłam narazić nieświadomie moje dziecko - pomimo milionów badań/wizyt lekarskich/kontroli i drogi, którą już przeszłam. Momentalnie zamówiłam detektor i rozpoczęłam pomiary.
W między czasie pani kardiolog wkręciła mnie na wizytę do reumatolog, z którą współpracuje - by ta wystawiła skierowania na te pomiary czasu AV na NFZ. Nie mam sił już nawet wspominać ile z tą wizytą było zamieszania, co się najeździłam i nadenerwowałam to moje (jest to przychodnia przyszpitalna) - powiem tylko tyle - nie znoszę NFZ ;) Ostatecznie na skierowaniu wciąż czegoś brakuje, ale to już inna historia.
Po tych wszystkich nerwach na wizycie u ów reumatolog dowiedziałam się, że na plaquenil to jest już za późno, poza tym jestem niedodiagnozowana (jeśli chodzi o Sjoergena) i w ogóle co ja tu robie nagle w środku ciąży skoro "leczyłam" się wczesniej u innego reumatologa.. no i jeszcze Plaquenil może negatywnie wpływać na wzrok - a ja już mam problemy z siatkówką - więc zanim rozważę w ogóle jego włączenie, mam skonsultować się z okulistą. A do pani doktor wrócić po ciąży i połogu. "Ja" mam rozważyć włączenie leku - jakbym była lekarzem ;) Dodatkowo poleciła badania z krwi co miesiąc (crp, proby watrobowe itd). Na prawdę miałam wrażenie, że tylko tam zawadzam..Na koniec stwierdziła, że ona zna te moją reumatolog, więc w razie czego na pewno się skontaktują.
Także - wiem, że nic nie wiem - człowieku sam się lecz ;) pewnie byłoby inaczej, gdybym trafiła do niej od początku, no ale jednak mogłabyć troszkę milsza ;)
Ostatecznie po konsultacji z "moja" reumatolog Plaquenilu nie włączyłam, bo jest już po prostu za późno.
Detektor tętna stał się kolejnym pretekstem do zacieśniania więzi siostrzanych, jedynie dojazdy cotygodniowe na pomiar czasu AV są uciążliwe.

14.04.2023 USG Połówkowe
wg OM: 21w0d
378g bobo ❤️

USG połówkowe, które było ukojeniem, po stresującej wizycie u p.kardiolog. Choć i z tym USG wiąże się stresująca historia ale bardziej rodzinna. Na szczęście mój małżonek poszedł po rozum do głowy ;)

Na usg wszystko w porządku. Widziałm bardzo dobrze każdą nóżkę, stópkę, rączkę 🥰 Piękną buzię w 3D i jak otwiera usteczka 🥰 Przykro, że mąż i pierworodna nie mogli być ze mną, ale nadrobili później ;)

08.05.2023 Wizyta kontrolna
Wg OM: 24w3d
Wg USG: 23w5d
595g bobo ❤️
Ilośc wód: OK
Szyjka: OK
Ciśnienie: podwyższone - skoczyło, chyba z wrażenia, w kazdym razie jest zalecenie pomiaru w domu.
Leki bez zmian: żelazo 1x, Aspargin 2x1, Clexane, Acard 150, MamaDHA, Letrox 75, witD/E/B, kwas foliowy.
Start L4 !! :)
Dopiero po wizycie zwróciłam uwagę, że wiek ciąży inny wg OM i USG - ale lekarz mówił, że przyrasta OK, więc oby tak było :)

Wizycie towarzyszyły duże emocje, a to dlatego, że siostry pierwszy raz miały okazję się poznać, pierworodna wyraziła chęć obecności na badaniu USG. Była to też pierwsza okazja dla męża, by uczestniczyć w badaniu. I stąd właśnie chyba ten skok ciśnienia u mnie ;) Córka trochę onieśmielona, niby rozkojarzona ale potem okazało się, że zapamiętała każdy szczegół.
To była cudowna chwila bez wątpienia i jestem z niej bardzo dumna, że się odważyła i dała radę ❤️

Z mniej fajnych rzeczy - od kilku dni wlazł mi jakiś ból w lewy bok - mniej więcej jak się kończą żebra. Zaczał się po kilku dniach ostrego (prawdopodobnie) zapalenia zatok z mega gęstym katarem, gdzie niepowiem nasmarkałam się dużo, często musząc mocno "cisnąć", żeby oczyścić nos. Więc podejrzewam, że to od tego. Trochę się wystraszyłam, że może to jakieś zapalenie żołądka czy trzustki (googlanie to zło), ale gin mówi, że to raczej ból żebrowy/nerwoból. Pojawia się jak gwałtowanie się ruszę/kichnę/kaszlnę/ schyle się czy za dużo się narobie. Także do zestawu lekarzy trzeba będzie dołączyć fizjoterapeutę..

Siostry 🥰
Musiało się znaleźć miejsce w tym wpisie również dla tego tematu.
Po początkowych negtywnych emocjach, powolnym oswajaniu (które notabene wciąż trwa) tworzy się między dziewczynkami piękna siostrzana więź, której nie mogę się nadziwić 🥰
Starszej włączyła się totalna mamoza (która trwa już miesiąc) i.. brzuchoza ! Kiedy tylko może przytula się do brzucha, głaszcze, przykłada zabawki, coś rysowała nawet ostatnio - rozbierając mnie przy tym oczywiście :D bo przytulanie przez ubranie nie wchodzi w grę :P Co ciekawe - robi to wszystko "po kryjomu" tak, żeby nie widział Mąż. Ale jest to przesłodkie ❤️
Oprócz tego włączył się tryb zainteresowania i opieki. Dorwała gdzieś w moich rzeczach ulotki z poradami ciężarnych i kazała sobie czytać (jak bajke - bez pomijania :D). I żeby nie było, słuchała bardzo uważnie. Gdy potem pracowałam - przybiegała i przypominała mi, że muszę zrobić przerwe od pracy przy komputerze, albo gdy się przeziębiłam to mówiła "Mamo Mamo przeczytaj, tam było napisane co zrobić".
Dodatkowo - sprawdzanie tętna stało się kolejnym przejawem jej opiekuńczości. Średnio raz/dwa w ciągu dnia przybiega i mówi "Mamo, zapomniałaś WIESZ o CZYM", gdy mówię: dziękuję, to przynieś i posłuchamy odpowiada: ale Ja nie chcę, to Ty musisz - i biegnie po detektor - po czym każe sobie wkładać słuchawki do uszu mówiąc "ja nie chcę, ale skoro już prosisz" :D i słucha :)
Gdy jęknę bo coś mnie zaboli - od razu pyta co się stało :) Śmieje się, że wie dlaczego tak często biegam do toalety :D
Albo gdy ostatnio w jakimś serialu TV pokazywali mini kawałek porodu (wiecie tylko twarz jak kobieta prze, jak to w serialach ;) ) zaczęła krzyczeć spanikowana i zmartwiona, że ona nie chce, żebym ja "tak" wyglądała :D
Także opiekuje się mną i martwi o mnie na kazdym kroku.
Wybrała też pierwsze zabawki dla siostry, wybieramy wspólnie imiona - zrobiła listę w swoim notatniku.
I pomimo, że robi to wszystko "po kryjomu" tak, żeby mąż nie widział i pomimo, że nie chce w ogóle rozmawiać o tym z innymi (babciami itd) to jest mi dobrze jak jest i czuję, że będzie cudowną starszą siostrą i że ta więź, która się teraz zaczyna będzie się tylko rozwijać dalej!
Dodatkowo brzuch stał się też pretekstem do pytan - skąd bobas w brzuchu i którędy wyjdzie. Póki co odpowiedź ogólna wystarczyła, choć to dobry moment, żeby ruszyć ten temat. Zakupiłam nawet książkę odpowiednią do wieku (i jak dziecko trafia do brzucha, jak rośnie, jak wychodzi ale tez o tym co robi gdy już jest poza brzuchem), ale póki co nie ma chęci czytania. Mówi - po co kupiłaś? poogląda i - sama czytaj :P Także nic na siłę.

A gdzie ja w tym wszystkim?
A gdzieś schowana ze swoimi emocjami, których mam multum i są totalnym rollercoasterem. Raz jest cudownie - oglądamy wózki, kołyski, rozmyślam jak rozplanować wszystko w mieszkaniu, kupuję pierwsze ubranko (swoją drogą za namową Pierworodnej). A raz ogarnia mnie panika: jak sobie poradzimy? Jak to będzie z "tak dużą" różnicą wieku (5.5 roku - bo boje się napisać 6..) Jak to wszystko się poukłada z Mężem (który ma średnią cierpliwość do Starszej)? Jak ja w ogóle urodzę? Jak poradze sobie z niemowlakiem ? Czy nie jest już na to wszystko za późno? Czy nie powinniśmy byli odpuścić ?
I wreszcie - czy to na prawdę się dzieje ? Czy dotrwamy do szczęśliwego finału?

I tak ze skrajności w skrajność..

A w tym wszystkim też trochę mi smutno, że ta nasza ciężka droga odebrała mi radość tej ciąży, która początkowo specjalnie hamowana teraz schowała się chyba na dobre i nie chce sie uwolnic. A może podświadomie wciąż ją hamuje ? Z pierworodna obwieszczaliśmy nowinę każdemu po kolei (w rodzinie) a teraz zrobiła to Teściowa i szczerze? jest mi to zupełnie obojętne.. a przecież tak chyba nie powinno być? Oczywiście naj naj bliższym powiedzieliśmy sami.
Ale wiecie.. wtedy te wszystkie pytania, rozmowy o bobo - dawało mi to radość, podkręcało. A teraz odpowiadam zdawkowo i nie ciągnę tematu.
Tak samo z wyprawką - której praktycznie nie mam - mówiłam cały czas - zrobię to na L4 - L4 trwa drugi dzień a ja nie mam sił o tym myśleć i .. nie wiem jak się za to zabrać.
Może wciąż do mnie nie dociera tak na prawdę, że to już tak blisko ?

Nic, zrobił się z tego mega długi wywód ;)

Jeszcze miły akcent na koniec - ponieważ tym razem łożysko mam z tyłu, czuję bardzo każdy ruch, kopniak, piąstkę naszej córeczki ❤️ Jest to cudowne uczucie, którego z pierworodną nie doświadczyłam (łożysko na przedniej ścianie).
Cudownie jest czuć jak się wierci (gorzej jak celuje głową w pęcherz :D), a będzie pewnie tylko coraz ciekawiej - w końcu jest coraz większa!

Plan na kolejne dni - odpoczynek od pracy (powiedziałą to pisząc z służbowego laptopa..), krzywa cukrowa (bleh), wyprawka!! i czekanie do kolejnej wizyty :)

Kruszynko - rośnij zdrowo i zostań z nami na zawsze ! 🙏



karmar Projekt Niespodzianka 2025 ❤️ 1 czerwca 2024, 21:40

6 + 1

W tym tygodniu byłam na badaniach. Beta wyszła w normie - pierwsza 166,5, a druga 347,7. Zgodnie z kalkulatorem belly wszystko wskazuje na to, że ciąża rozwija się prawidłowo. Progesteron jest na poziomie 24, problem jest przy glukozie (na granicy normy) i TSH - ponad 2,6. Zwiększyłam już sama dawkę Euthyroxu. Zmieniłam też leki na nadciśnienie na Dopegyt i Metocard. W najbliższy wtorek mam wizytę u kardiologa, a w środę za półtora tygodnia pierwsza wizyta u ginekologa. Spodziewam się, że Madejczyk udusi mnie żywcem.

Czuję się dobrze. Dokucza mi jedynie senność i zmęczenie. Sen odcina mnie w różnych momentach. Piersi dopiero dziś się robią wrażliwe. Do tej pory nic nie czułam. W ogóle czuję się mało ciążowo. Trochę mnie to martwi, ale moje myśli raczej zajmuje sam fakt, że w ogóle jestem w ciąży. Takiej, której miałam nie być. Trochę się nam już z A. poukładało w głowach i zaczynamy się cieszyć, ale też wiele rzeczy logistycznych po prostu nas przygniata. Myślę, że dopóki lekarz mnie trochę nie uspokoi, to jednak obawy dalej będą. W końcu to 4 cesarka…

Wybraliśmy wstępne imiona - Marysia na cześć Maryji lub Mateusz - „dany od Boga”.

To ciekawe, jak nastrój może zmienić się w ciągu zaledwie dwóch dni. Wczoraj zaczęłam porządkować dokumenty (gdy otwieramy listy, wrzucamy je zawsze do szuflady, a później raz na kilka miesięcy je sortuję i wpinam do segregatorów). Nazbierało się tego od listopada zeszłego roku, więc rozłożyłam tę piramidę na dywanie i.. zaczęłam płakać. Pomyślałam sobie: "no i po co płaczesz, głupia?", ale nie umiałam znaleźć odpowiedzi. Później poszłam do sklepu, przechodziłam między regałami, i nagle w ułamku sekundy znowu zebrało mi się na płacz. Tak w stylu: nie wiem co zrobić na kolację, więc chyba sobie popłaczę. I później tak jeszcze kilka razy, bez powodu. Czuję, że miesiączka zbliża się wielkimi krokami i mocno daje o sobie znać. Mąż jest wyrozumiały, wie, że mało mam cierpliwości w tym czasie, i nawet jak zarzuci tekstem "ojjj chyba okres ci się zbliża", to ja zawsze mówię że tak, że to okres i moje hormony, a nie ja 🤷🏼‍♀️

Dziś koło 1 w nocy się obudziłam i nie mogłam zasnąć. Na lewej stronie nie mogłam spać ze względu na ranę, a z prawej miałam zatkany nos (połączenie idealne). No i zaczęło się.. rozmyślanie, rozkładanie wszystkiego na czynniki pierwsze.. I choć próbowałam zasnąć, w głowie ciągle miałam naszą córeczkę. Okej, przeczołgałam się przez te starania, ale dlaczego ona nie mogła tu zostać? Dlaczego Bóg mi ją zabrał? Jeśli mogłabym te myśli opisać jednym słowem, byłoby nim "szkoda". Tak bardzo mi szkoda tego wszystkiego.. Tego, na co czekałam tyle czasu, tego, że dziś znowu nie mam nic. Szkoda mi, że to już nigdy nie wróci i nigdy nic nie będzie takie samo. Już nigdy nie zaskoczę męża czy rodziny pozytywnym testem ciążowym. Czasem widzę takie filmiki, jak kobiety nagrywają reakcję swoich partnerów na wiadomość o ciąży. Cieszą się na myśl, że zostaną rodzicami. Płaczą ze wzruszenia, wiedzą, że to kolejny ważny krok w ich życiu. Co znaczy dla mnie pozytywny test? Że jeszcze tak wiele może się stać.. Że dziś jestem szczęśliwa, a jutro mogę płakać z żałoby.. Że się tak bardzo boję.. Pudełeczko z testem ciążowym i śpioszkami, które mój mąż dostał 14 stycznia, leży głęboko w szafie.. A książki dla babci i dziadka już chyba nigdy nie znajdą swojego zastosowania.. Gdy zobaczę pozytywny test, chyba po prostu wyślę im zdjęcie i poproszę, aby się za nas modlili, bo nie mam siły znowu być w tym wszystkim sama, czekać na zrobienie niespodzianki, do której nigdy może nie dojść.. A reszta zewnętrznego świata dowie się chyba dopiero wtedy, gdy urodzę. Tak bardzo się boję.

W tych moich przemyśleniach pojawił się też inny wątek. Obawiam się, że brakuje mi kirów implantacyjnych i powinnam je zbadać. Niby moja doktor powiedziała, że jej leczenie zakłada opcję złych kirów, ale co, jeśli bez accofilu nie utrzymam żadnej ciąży i znowu będę musiała przez to przechodzić? Z drugiej strony, czy gdyby przyczyną były złe kiry, doszlibyśmy do 8 tygodnia? Mocno się zastanawiam, czy warto to sprawdzić, ale to znowu wydatek rzędu prawie 600 zł, a dopiero co zapłaciłam kilka tysięcy za badania po poronieniu i jeszcze kilka innych przede mną. Nie wiem. Moja doktor powinna mieć taką hotline, na którą się dzwoni i można podpytać o wszystko, uspokoić się trochę.. Ale wtedy ta linia byłaby chyba ciągle zajęta przeze mnie.

Kolejna myśl: ja tu chcę badać kiry, podczas gdy większość moich koleżanek bierze śluby, planuje dzieci i za miesiąc - trzy są w ciąży. Gdzie tu jest sprawiedliwość? Czy moja dawna znajoma ze szkoły mająca 5 dzieci, każde z innym ojcem, myślała chociaż raz nad tym, że może poronić przez jakiś stan zapalny w jej jamie ustnej albo przez bakterie w macicy? Czy robiła kiedykolwiek inne badania niż podstawową morfologię? Czy jej partnerzy, palący fajki i jedzący w większości mrożoną pizzę na kolację badali kiedyś nasienie? Gdzie robię błąd, dlaczego mój organizm, o który dbałam całe życie, odwdzięcza mi się w ten sposób i tak mnie zawodzi?

Nic nie rozumiem... I tęsknię za moim Dzieckiem 😔

Zosis Pamiętnik starań Zosi 9 maja 2023, 10:55

28 dc, 12 dpo
Dzisiaj rano już zaczęłam mieć TO uczucie przedokresowe. Dzisiaj już czuję, że 🐒 przyjdzie za 2 dni - planowo, jak zawsze.
Majowo-czerwcowy cykl już spisuję na straty.
25.05 mam HSG - jeżeli 🐒 przyjdzie punktualnie to będzie przeddzień owulacji, więc szanse na ciąże w tym cyklu są praktycznie żadne.
Zastanawiałam się, czy nie wdrożyć NAC od tego cyklu, ale jeśli miałby on coś namieszać, np. przyspieszyć owulację to raczej poczekam do HSG - niech mi je w końcu zrobią, a później będziemy kombinować dalej.
Kolejna szansa na przełomie czerwca i lipca.
Może wakacyjny cykl przyniesienie spełnienie marzeń?
Może ten cykl przyniesienie szczęście?
Co czuję dzisiaj? Nic. Zupełnie nic. Jakbym była wyprana z emocji, z uczuć.


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 maja 2023, 10:56

Sheelie Moje życie 9 maja 2023, 13:14

Cześć!

Właśnie wróciłam do domu po badaniu drożności jajowodów. Oba mam drożne. Bardzo mnie bolało podawanie kontrastu. Ale dałam radę.
Pani doktor powiedziała ze prawy jest super przepływ ma piekny .. a później jeszcze trochę kontrastu dała do lewego jajnika i powiedziała ze tak samo jest drożny, żadnych zrostów czy innych powikłań nie ma wszystko mam w prawidłowej formie to ja się pytam dlaczego nie ma ciąży? Czy to aż taki problem jest pcos ? Wiedziałam że będzie trudno ale żeby aż tak ? . Tak więc jest 6 dc..czekam na owulke no i przytulanki z mężem.


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 maja 2023, 13:14

Mela Zaczynamy! Zaczynamy?! 9 maja 2023, 13:22

Jestem po drożności. Mam lewy jajowod niedrożny i mimo starań pana doktora (super miłego swoją drogą i bardzo pomocnego) nie udało się go przepchnąć. Pytał mnie, czy mam endometriozę albo może miałam zapalenie lewego jajnika (niestety nic nie wiem na ten temat, nigdy nie byłam w tym kierunku diagnozowana), bo niedrozność nie bierze się znikąd. Także mam takie mocno mieszane uczucia. Prawy w porządku. Samo badanie - cieszę się, że już po, mam nadzieję, że nigdy więcej. Przed dostałam kroplówkę nawadniającą, przeciwbólowy w kroplówce i rozkurczowy w pośladek. Samo badanie szybkie ale nieprzyjemne i bolesne. Terwz niestety sporo krwawię, ale mowili, ze to normalne. Muszę wszystko poukładać w głowie, zwłaszcza że mam już wyniki badań genetycznych i cośtam powychodziło dodatnie albo obecne. Po wizycie w ginekologa na pewno będę mądrzejsza, a do tego czasu będę myśleć. Ale powiem Wam, że wszyscy - lekarze, pielęgniarki, położne, personel - super mili i pomocni, dobre jedzenie, jestem pozytywnie zaskoczona. Dzisiaj do domu, za jakąś godzinkę wypis i wyniki z rentgena.

Edit tak mam w opisie. Prawy niby drożny ale jakaś szczelinowatość, zwężenie, płyń wypływa powoli (a nie swobodnie jak ma koleżanka z łóżka obok). Martwi mnie to 😔

Macica polożona WN miednicy malei w tyłozgieciu, , jej wielkość ksztalt prawidtowe O gladkich zarysach zewnętrznych wjej
świetle przy ujściu macicznym jajowodu lewego pęcherzyki powietrza poza tym macica rtg. bez zmian.
Jajowód prawy drożny szczelinowato zweżonym poza tym bez: zmian.
Lewy jajowód niedrożny.
Kontrast powoli wylewa się do jamy otrzewnej z jajowodu prawego.


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 maja 2023, 14:14

Mela Zaczynamy! Zaczynamy?! 11 października 2023, 19:50

I jednak nie dojdzie do niczego w tym miesiącu.

W poniedziałek wieczorem mąż dostał telefon z kliniki, że ma crp prawie 109. Szok i stres, co to może być. Wczoraj lekarz, antybiotyk, podejrzenie bakterii (zapalenie pęcherza). Dzisiaj (przed chwilą) konsultacja z lekarzem z kliniki i decyzją, że mąż się kuruje porządnie i zaczniemy za miesiąc.

Z jednej strony każda z decyzji (czy mimo wszystko teraz czy czekamy) jest trudna. Jeśli podeszlibyśmy do stymulacji teraz i potem byłoby coś nie tak, wyrzucalibyśmy sobie, że nie daliśmy czasu. Jak podchodzimy za miesiąc, a moje AMH jeszcze spadnie? Tego nie wie nikt.

Faktem jest, że się nastawiłam i jest mi ciężko. I byłoby niezależnie od podjętej decyzji.

Mamy serduszko 😍😍😍😍 wszystko jest w porządku, a najgorsze 8 pierwszych tygodni za nami.. szok ❤️❤️❤️❤️ jeszcze jakoś to do mnie nie dociera, ze będą mama dwójki.. będzie na pewno wyzwanie, ale dzieci będą mieć tez siebie ❤️❤️❤️❤️
W pracy dobrze, jest co robić, ale dalej wszyscy mili.. trochę to ukrywanie ciąży jest męczące, ale poki co, skoro na l4 się jeszcze nie wybieram, to mysle zostawić ta informacje dla siebie. Chce popracować ile będę się ok czuła. Zobaczymy jak te upały..
mój Synuś w żłobku dobrze- ciekawe, ze nagle wszystko może iść dobrze.. a wcześniej się sypało.. tak czy siak dobrze jest i niech tak już zostanie ❤️❤️❤️❤️

Mela Zaczynamy! Zaczynamy?! 10 maja 2023, 09:49

Prawda jest taka, że dopiero powoli dochodzę do siebie po tej drożności. Ten kontrast chyba tak zadziałał. Wyszłam że szpitala w miarę ok, lekko skołowana i obolała, ale koło 18 zaczal się potworny ból głowy, potem nudności i wymioty, nie mkalam kompletnie siły, zeby się przebrac w piżamę czy wykąpać. Dopiero dzisiaj koło 7 byłam w stanie się umyć, teraz będę próbowała coś zjeść. Czuję się lepiej, ale słabo ciągle. Miałam wiele razy kontrast podawany i nic, a tu... Jak nie urok... Jak wyjdę z ataku migreny, to biegunka, jak ona się skończy to teraz to... Mam dość, szczerze mam dość. Nie mam siły, mój organizm mnie zawodzi, gdzie tu zachodzić w ciążę? Przy przyjęciu w ubraniach ważyłam niecałe 48 kg, więc bez ubrań pewnie z 46. Przecież nie dlatego, że nie jem, tylko przez to, że ciągle coś mi dolega. 48/49 kg to moja optymalna waga, każdy kilogram mniej widać 😔 Pozwolę sobie na doła i chwilę słabości, dzisiaj mogę...

Wtorek coraz bliżej, a ja boję się coraz bardziej...
Tak bardzo chciałabym być w ciąży, a w kolejnym kroku urodzić dziecko... Zawsze chciałam mieć dwójkę, żeby jedno nigdy nie było samo... nadal chciałabym, żeby on miał inny obraz rodzeństwa niż tylko grób siostry...
Próbuje wmówić sobie, że nic się nie stanie, że z jednym, trochę już odchowanym dzieckiem też może być fajnie... można planować życie, prace, wyjazdu, narty 🤩....ale z drugiej nie potrafię oszukać rozumu...
9 dni i wszystko będzie jasne... Czy dam sobie radę, jak dotrze, zw zrobiłam co mogłam, a to już nic nie dało? Błagam, niech to się uda... 🙏
Córeczko, pamiętaj o mamusi 💔

15 cs, 13 dc - do owulacji 2-3 dni :))

Hejka...Jestem właśnie w drodze do pracy po wizycie w Invicta, jestem pozytywnie nastwiona, ale po kolei.
6.05
usg - pęcherzyk z lewej jajnika 10 mm
Glukoza: 0' 78,3 - 1h 100 - 2h 80
Insulina 0' 16,9 - 1 h 73 - 2h 33
Insulinooporność. Niestety. Ale jestem umówiona na wizytę do internisty/endokrynolog i pewnie dostanę leki. Ale otrzeźwiło mnie to trochę i zmotywowało do pilnowania diety.
Dziś. 10.05 pęcherzyk 16 mm.
Owulacja za 2-3 dni.
Dziś i w piątek "randka z mężem " :)
Dostałam też ovitrelle na jutro oraz zaproszenie na test pct na sobotę po piątkowej randce.
Akurat fajnie się składa. Mąż w sobotę leci na 2 tygodnie w podróż służbową...czyli rzutem na taśmę może się udać.
Generalnie dr stwierdził, że AMH jest jeszcze w miarę (5,56) i Inhibina (145,3 -10 dzień cyklu) świadczy o dobrych pęcherzykach.
Teraz cały myk polega na tym, aby w piątek podziałać...mam nadzieję, że pakowanie nie przeszkodzi...
Powiem Wam, że jak lekarz mi to tak wszystko przedstawił i powiedział, że mam szansę, że ta owulacja naprawdę się zbliża i że wcale nie jest ze mną tak źle...
Cóż...działamy !
Trzymajcie kciuki za randkowanie :)

siesiepy Niepłodna niemama 🥀 10 maja 2023, 16:23

Napisałam dzisiaj tutaj całkiem sporo i mi to wszystko zniknęło bo strona się sama "cofnęła" na telefonie... W związku z tym teraz będzie krótko i węzłowato.

Wypalam się za mocno tym wszystkim. Nie tym, że starania trwają dłużej niż myślałam że będą lub tym że jeszcze potrwają.

Wypalam się niewiedzą. Po prostu.
Nie mam siły na pełnych obrotach obserwować się przez dwa miesiące w oczekiwaniu na owulację (bo a nuż może jednak nie będzie 48 dnia cyklu a znowu 21), nie mam też na to ochoty. Tak samo nie mam ochoty i siły na to, aby kochać się przez bite dwa miesiące co 2 dni. Różnie bywa w związku i życiu, wiecie o tym doskonale.

Zaczynam myśleć że może jednak nie warto. Że skoro przez te x lat bez zabezpieczenia się nie udało, to teraz to całe moje wypalanie się jest na darmo, bo nic nie osiągnę na swoim naturalnym "niewiadomokiedy". A jak wiecie stymulować bez procedury IVF mnie nie będą, bo wyniki męża są złe.
Może trzeba odpuścić sikanie na owulaki, wsadzanie sobie codziennie rano termometru, grzebanie przy szyjce (która ostatnie dni jeździ jak chce), wyciąganie śluzu na palcach i uporczywe macanie cycków. Może trzeba siedzieć grzecznie na tyłku i odkładać grube pieniążki na konkretną pomoc w klinice przez rok minimum.

Kolejny cykl... tym razem wysłane badania w kierunku trombofilii wyniki 18.05 czyli 7 długich dni oczekiwań. Mam dziwne przeczucie że wyniki będą prawidłowe a brak ciąży spowodowany jest zupełnie czymś innym. W tym miesiącu owu z prawego jajnika i po trwających plamieniach od 2 dni mogę stwierdzić ze prawa strona jest zepsuta.
27dc wcześnie jak na plamienia czy okres ale w tym przypadku się cieszę bo kolejny miesiąc prawdopodobnie oznacza owu ze zdrowej strony czyli realną szansę.
Szczerze to mam już dość, ale nie umiem się przyzwyczaić do myśli że zostaniemy z jednym dzieckiem. Chyba powinnam sama siebie namawiać ze nie jest to zła opcja.

To już 10 cykl. 10 cykl podczas którego marzę byś w końcu się pojawił lub pojawiła. Śnię o Tobie. A może to Ty przychodzisz do mnie? Nie ważne. Po prostu przyjdź, czekamy...

Nie sądziłam, że kiedykolwiek coś tu napiszę. Jednak przyszedł czas i na mnie. Odnoszę wrażenie, że zaczynam dojrzewać do pewnego etapu staraczki. Czuje jak powoli zamykam się w jakimś pancerzu. Już coraz mnie doszukuje się objawów wskazujących, że tym razem się udało. Tylko gdy przychodzi miesiączka czuje zawód, nie mogę się powstrzymać od złości i płaczu. Czy to kiedyś przejdzie? Dziewczyny jak Wy to robicie, że macie w sobie tyle siły? Postanowiłam zacząć ten pamiętnik, aby uporządkować wszystko, całą naszą drogę starań. Może kiedyś na nią spojrzę i się zaśmieje, ale teraz potrzebuję gdzieś się wygadać, bo oprócz męża w pobliżu nie mam nikogo.

Grudzień 2021
To tu zaczęły się zakręty naszej drogi. Do tej pory dolegała mi "tylko" niedoczynność tarczycy. Zajęło mi kilka lat żeby TSH wróciło do normy, w między czasie intensywnie poszukiwałam dobrego lekarza. Jestem zupełnym przeciwieństwem niedoczynnej :) Każdy lekarz który mnie pierwszy raz widział obstawiał na nadczynność. Wiecznie z niedowagą i apetytem 3 dorosłych mężczyzn. Jakby mi dać dużą pizzę to zjem na raz pół, odczekam pół godziny i zjem drugie pół :D Moja mama zawsze mówiła, że lepiej mnie ubierać niż karmić :D Gdy w końcu TSH osiągnęło magiczne 1,5 , a nie 6-8 jak do tej pory zaczęliśmy myśleć o dziecku. Wtedy też zaczęły się moje problemy z kręgosłupem - takie "zalety" pracy siedzącej. Jeden mądry lekarz stwierdził, że nie zacznie leczenia bez rezonansu. Podczas badania okazało się, że jeszcze coś we mnie siedzi. Mamy niechcianego lokatora, który uwił sobie gniazdko za moją macicą, w zatoce Douglasa. Niestety lokator nie chciał byś spokojny, w kolejnych miesiącach szybko urósł i mierzył 6,5 cm. Zaczął coraz bardziej uciskać i sprawiać ból. Na szczęście trafiłam pod opiekę cudownej lekarki i wkrótce miałam już termin operacji.

Kwiecień 2022
Na szczęście od momentu gdy mięśniak zaczął gwałtownie rosnąć nie musiałam długo czekać na operacje. Operacja niestety nie obyła się bez komplikacji, mięśniak nie chciał tak łatwo opuścić mojej jamy brzusznej, nie chciał poddać się morcelacji. Musieli mnie otworzyć jak do cesarki na szerokość 7 cm i wyjąć go w całości. Na pamiątkę została mi blizna :)
Teraz zostało mi tylko odczekać trzy miesiące i działamy . Postanowiłam nie próżnować i wykorzystać ten czas. Rozpoczęłam zażywać kwas foliowy i ćwiczyć żeby powoli wrócić do formy. Po operacji poszłam też do fizjoterapeuty uroginekologicznego, aby zmobilizować bliznę. Wolę dmuchać na zimne, nie chciałabym jakiś komplikacji przy porodzie bo coś zaniedbałam.

Niestety jak to zawsze bywa musi być pod górkę. około 1,5 miesiąca po operacji zaczęły się bóle w okolicy pępka. Na usg obraz był niejednoznaczny. Zaczęły padać podejrzenia na endomitozę, torbiele, zrosty czy zaciągnięte pęczki nerwowe. Znowu zaczęły się badania, które niestety nic nie wnosiły nowego do diagnozy. Musieliśmy przesunąć starania dla bezpieczeństwa. Gdyby to były zrosty istniała obawa, ze dolegliwości się nasilą. Moja Pani doktor dzielnie walczyła z ordynatorem, żeby to wyjaśnić. On był nawet skory odesłać mnie do poradni leczenia bólu przewlekłego. Ale dr W. wiedziała, ze mi nie chodzi o jakieś leki. ja chciałam normalnie funkcjonować, móc założyć spodnie, bez obaw starać się o dziecko. W końcu padła decyzja o laparoskopii diagnostycznej, która rozwiązała problem. Wkręcone tkani pod otrzewną zostały uwolnione, ból zniknął. Teraz tylko odczekać miesiąc i zaczynamy starania ;) i tak nastał ten czas. Myśleliśmy, że to koniec zakrętów, nie sądziłam że 2023 tak bardzo nasz zaskoczy.

Niaha Udało się 🥹 17 maja 2023, 13:02

Immunologicznie podobno bez zarzutów u mnie. Muszę jeszcze zrobić parę badań pod niedobór witaminy B12 (aktualnie w normie dzięki energamma).
Teraz to już chyba wszyscy lekarze dają nadzieję jedynie w in vitro.
Po rozmowie z mężem ustaliliśmy, że podejdziemy do tego po skończeniu budowy, a dokładniej po przeprowadzeniu się do nowego domu. Do tego czasu będziemy starać się naturalnie, jak do tej pory.
Na razie mam jeszcze nadzieję, że może się uda naturalnie, w końcu w lutym coś tam zaskoczyło z CB.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)