Dlugo nie pisalam, czasu za duzo nie mialam.
Corka juz ma 2 lata 7msc, synek 10.5msc.
Jestem najszczesliwsza na swiecie. Mam wiecej niz bylo to mozliwe 3.5 roku temu.
Oczywiscie tez są trudne momenty.
Corka jest bardzo żywa. Charakterna . Ciezko temperament jej przytemperowac. Na tą chwile rozkladamy ręce.
Synek to duzy zdrowy chlopak. Nie mielismy tyle problemow co przy corce. A jednak roznią sie od siebie.
Na tym etapie corka juz ladnie obiadki jadla zmiksowane. A synek z kolei ma odruchy wymiotne.
Widac juz ze u corki trybiki na wysokich obrotach są, a u syna jest bardziej rozwazny. Przemysli. Lubi rowniez powtarzać np udając ze odkurza zabawką na kiju. Mądrala z niego.
Po synu miewalam dni gdzie mialam depresje. Plakalam. Nie dawalam rady z dziecmi we dwoje w domu. Ale emocjonalnie. Bo byly najedzone , przebrane, czyste. Chodzi o corke , ze przy niej bezsilnosc taka dopadala gdzie depresja łapała mnie na kazdym kroku. Bez pomocy innej osoby.
Teraz chodzi od wrzesnia do zlobka.
Na koniec poprzedniego miesiaca zachorowala. Ppzniej synek. Ciągnie sie u niego przeziebienie. Po nie calym tyg dobrego zdrowia. Od nowa zaczęło sie. Z kolei u corki od poatku nocy gardlowy kaszel. Temp 38°. Dzisiaj w nocy 39° z hakiem. Na ten moment ok.
Mialy styczność dzieci z siostra cioteczną która okazalo sie w pon ze jest chora na szkarlatyne. 😵💫😱.
Oczywiscie u synka ok. Ale bardziej u corki mnie temp niepokoi nocna. Była wysoka. Zagladalam w buzie czy ma malinowy jezyk. Na razie wysypki nie ma- nie widac. Ale nie powiedziane ze moze pojawic sie. A moze to zwykle przeziębienie.
Jutro umowie dwojke dzieci do lekarza. Na ten moment kilka dni mąż pomagał bo byl w domu- rowniez prezwiało go. Jutro wraca do pracy. I znowu bede sama - szpital domowy.
Pogoda u nas w kratkę. W sobote bylo 23° a w niedziele w dniu wyborów 10° i wiatrzysko.
Taka zmienna pogoda nikomu nic dobrego nie wróży a ja myślę ze nawet na spacer nie ma jak isc.
Od męża wsparcia nie mam. Interesuje sie dziecmi. I to nerwowy ostatnio bardzo jest.
Nawet jakis czas temu ppwiedzial , ze on sie nie intersuje mną- nie obchodzi go moja osoba. Ma co robic. Nadgodziny w pracy. Weekendy pracujące. Jak zacznie to dobrze jesli choc niedziele z 2 razy w msc ma wolne.
Także na ten moment czasami jest dobrze, a niekiedy wracają pretensje. O wszystko. Nawet o glupi aspirator do nosa. Bo 3 lata temu byl jednym z najlepszych. Ale wlasnie - czemu nie najlepszym !
Mowilam cos innego. Potrafi odwrocic kota ogonem. Aby u mnie poczucie winy wzbudzic. I nie przyjmuje do wiadomosci , ze mowilam - ze jest jednym z najlepszych. A to jest roznica.
Często mam zle dni. Płaczę. Czesto zajadam wtedy. Mam problem z rzuceniem wagi. Choc mam dzien czy 2 dbi gdzie mam diete. A pozniej wszystko idzie w pizdu...
Czuje sie jak wiezien w domu, ale tez nie oddalabym tego co mam za zadne skarby.
Patrzac jak kolezanki mają wspierających mezow az plakac mi sie chce. Podziekują za obiad. Buziaka dadzą. Spytają się jak dzień minął. Przynoszą kwiaty przy okazji. Mi tego czasami brakuje. Nawet gdy maz pytalnsie co chce na urodziny - i odppwiedzialam ze NIC BO MAM WSZYSTKO.
Dostalam doslownie NIC.
Przykro mi sie zrobiło, ze wedlug niego nie zasluguje nawet aby czekoladke dostać. Ze takie slowa wzial doslownie do siebie- bo po co w takim wypadku bedzie cokolwiek kupowal.
Za kazdym razem glowie sie co jemu kupic. Nie pytam sie jego co chcialby. Bo wiadomo , ze wszystko ma. Ale wiem ze miło byloby cos dostac. Widac moj tok myslenia jest odmienny. I choc jestesmy zdania nawet w walentynki - ze nie kocha sie tylko w ten jeden dzien - ale caly rok. I nie i chodzimy- co jest wg mnie normalne. Ale urodziny. Dzien matki. Czy na swięta mam za kazdym razem prosic się , aby dostac cokolwiek. Dla mnie to ponizające. Bo ja wczesniej patrze - slucham co mowi, co oglada. A widac on woli nie sluchac. Bo po co. Pozniej wmówi, ze nic nie mowilam...
Jak tu nie popasc w depresje. Gdy ma sie tak kochajacego meza. Ktory uprzykrzyc zycie moze w chwile gdy okaze sie ze on nic nie slyszy. 😰
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 października 2023, 10:37
Właśnie odkryłam fakt , że jeśli owulacja rzeczywiście będzie jutro , to test a tym samym termin miesiączki będzie przpadał na drugą rocznicę poznania z moim Skarbem
14 sierpnia - może będziemy mieć najpiękniejszy prezent ❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 lipca 2023, 14:45
19cs
15 dc
Dziś ma być druga wizyta z monitoringu cyklu. Poprzednio w 12 dc brak pęcherzyka dominującego. W lewym pusto, w prawym największy miał 9mm. Czy coś z niego urośnie? Endometrium 5,5 mm.
Na poprzedniej wizycie miałam wyniki badania hormonów, lekarz ocenił, że są ok, i do nich już nie wracamy.
Fsh - 8,98
Estradiol - 35,08
Prolaktyna - 12,90
Tsh - 1,104
Od dwóch dni śluz wodnisty z przebłyskami rozciągliwego. Brak ochoty na jedzenie. Mdły ból brzucha.
No i po monitoringu. Natrafiłam na naprawdę super lekarza, same konkrety. Jest bardzo ładnie, pęcherzyk się w końcu pokazał, ma 15 mm, endometrium za to 9 mm ! W życiu takiego nie miałam:) no ale wiadomo , kołderka dla maluszka musi być stosowna:) kolejny podgląd w poniedziałek, okaże się czy pęcherzyk pękł, a my cały niedzielny wieczór 🔥 według lekarza owulacja powinna nastąpić z niedzieli na poniedziałek jak pęcherzyk będzie miał ok 20 mm. Jestem bardzo pozytywnie nastawiona 😀
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 lipca 2023, 23:23
1dc
Pierwszy dzień cyklu (dostałam okres 2 dni po odstawieniu leków) i od razu wypadła wizyta w klinice - wizyta w ramach pakietu, omówienie niepowodzenia i dalszych działań. Zdecydowałam się zmienić lekarza. Wybrałam tego, który jest uznawany za jednego z lepszych, doświadczonych, ze sznurem zadowolonych pacjentem.
Tego, który w 2018 przeprowadził nam udany transfer
To on teraz przygotuje mnie do transferu.
Tak, będzie kolejny transfer i to bardzo niedługo, bo w tym cyklu. Tym razem na cyklu naturalnym a nie sztucznym, jak poprzednio.
Za 10 dni kontrolna wizyta i badanie endometrium a także decyzja o terminie transferu.
Lekarz nie ukrywał, że został nam "gorszy" zarodek, ale nie widzi powodów aby poszerzać diagnostykę u mnie. Miało prawo się nie udać, powiedział. A mając na uwadze nasz sukces zakończony 'klinicznym porodem' w 2019 to i tak mamy 50% skuteczność.
Ja to wszystko wiem. Słucham się lekarza i nie poszerzam diagnostyki. Niech się dzieje.
Żelazo, d3, ferratyna, morfologia, tsh - wszystko mam w normie.
Moje uczucia: a bardzo różne, raz chce mi się płakać, potem czuję nadzieję, potem znów rezygnację. I tak w kółko. No nic, powalczymy.
Kolejne olśnienie!
Poznałam mojego narzeczonego w iście cudowny sposób. Obydwoje jesteśmy katolikami, wierzący praktykujący.
Mając te 35 lat, czując że moje życie powinno już wyglądać inaczej, pojechałam z dwiema przyjaciółkami do Lichenia. Cel - wyprosić Matkę Bożą Licheńską o dobrego męża. Co trzy to nie jedna, szturm to szturm:) ufając, niewiele myśląc, wsiadły w moje stare auto
i pojechały w pięciogodzinna podróż. I tak, stało się, niecały rok później poznałam go, mojego księcia na białej krowie, tak krowie, śmieje się do teraz bo miał być rumak, a mamy gospodarstwo pełne krów:)
W tym samym czasie pewien chłopak podlamany życiem powiedzial do Boga - albo ześlesz mi żonę i będę miał upragnioną rodzinę albo " wypisuje się z Kosciola". Taki pół zart, pół serio. Rozgoryczony, gdyż jego poprzedni, trwający siedem lat związek miał zakończyć się małżeństwem a skończył się zdradą. Jeszcze było ultimatum ! Tatko miał czas do nastepnych urodzin, rok.
I tak nasze prośby zostały wysłuchane, od dwóch lat jestemy szczęśliwą parą.
14 sierpnia, dzień przed uroczystością Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. 8 miesięcy później pojechaliśmy już sami do Lichenia podziękować za cud ❤️
Ostatnio moje cykle niewiadomo z jakiego powodu zaczęły się rozjeżdżać, raz trwały 26 dni, kolejnym razem 35, znowu 26.. a ostatni 50 dni! Nigdy tak długiego nie miałam. Najwyraźniej był bezowulacyjny. Kolejny cykl, teraźniejszy, wydaje się że będzie miał długość tak jak zawsze miałam , ok 31-32 dni. O ile potwierdzimy owulację.
I teraz do meritum mojego olśnienia. Wczoraj lekarz mówił że owulacja z niedzieli na poniedziałek powinna wystąpić. I tak sobie liczę..... dwa tygodnie później 14 sierpnia wypada rocznica poznania .....a tydzień wcześniej 5-6 sierpnia jadę na pielgrzymkę do Lichenia ! Z jedna z przyjaciółek o których pisałam na wstępie. Zapisałyśmy się trzy tygodnie temu a cel naszej pielgrzymki -prośba tym razem o dzidziusia dla nas. W tych dniach będę jakiś tydzień po owulacji, dni przypadające na implatację. Czy to nie cudowny przypadek? 🤗 no i jak zawsze cuda się zdarzają w przeciągu roku - czy za rok będę tuliła Cię w swoich ramionach? ❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 lipca 2023, 15:34
18 dc
1 dpo
Monitoring wieczorem - i tak, mamy świeżo pęknięty pęcherzyk. Cieszę się jak głupia, że ten cykl będzie normalny a nie jak poprzednio ciągnący się w nieskończoność..
Teraz tylko czekać, staraliśmy się ładnie, wczoraj od godziny 18 do 21 dość mocny ból prawego jajnika, starania wieczorem i dziś rano powtórka:) wybudzona po czterech godzinach snu, lekko poirytowana , ale zaskoczona determinacją Narzeczonego
no nic, przez dwa tygodnie staram się teraz żyć "normalnie" - bez domysłów i wymysłów:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 lipca 2023, 20:08
Nie wiem co napisać, ale mam potrzebę zostawić tutaj jakiś kawałek swoich emocji.
Dziś już 24dc od 2 dni testy negatywne i zaczynają się plamienia przy wysiłku czy wypróżnianiu. Wiem że ten cykl jest... powinien być ostatnim. Takie było założenie, ale jak mam sie z tym pogodzić to nie wiem. Ciągle chce mi się płakać nie umiem tych emocji opanować.
Wszystko w moim życiu idzie w złym kieruku, mam wrażenie że chodzi za mną jakiś wielki pech...
Chciałabym się zamknąć w jakiejś skrzynce i ucieć od wszystkich problemów.
14cs 9dc
Czy można powiedzieć, że końcówka ostatniego cyklu mnie przetyrała?
Tak, bo dałam się ponieść. Znowu w moich myślach pojawiła się nieustająca chęć posiadania dziecka za wszelką cenę. Wróciło to przekonanie, że jestem w stanie coś zmienić biorąc sprawy w swoje ręce, ale później dostałam sprowadzającego na ziemię kopniaka w tyłek.
Jest już lepiej.
Kolejne przegadane godziny z mężem mam za sobą i one pomagają. Wyciągnął mnie z dołka, w którym dopadły mnie znowu te niebezpieczne myśli – „Jesteś pusta.”, „Nie możesz dać mu rodziny, o której marzy.”, „Jak ma być z tobą szczęśliwy.”
Kiedy myślałam, że rozpracowałam je wcześniej to one wróciły i przygniotły swoim ciężarem. Ta apatia i obojętność zaczynała już bardzo go denerwować, gdy obserwował mnie z boku.
Udało mi się przyznać do moich myśli. Całkiem odkryć to, co grało mi w głowie przez ostatni czas. Wcześniej wstydziłam się tego i nie mówiłam o tym głośno. Podświadomie czułam, że to... Złe?
Przemówił mi do rozsądku. Jego mowa nie jest przyjemna i nie głaszcze mnie po głowie mówiąc, że wszystko będzie dobrze – tego bym nie zniosła. Zaklinanie rzeczywistości czy słodkie kłamstwo nie jest dla mnie. Poukładał więc mnie na nowo. Zredefiniował nasze małżeństwo i czuję się lżej. Czuję, że nie działam w presji i czerpię siłę z jego poczucia spokoju.
Wydawało mi się, że zaakceptowałam fakt, że możemy zostać we dwójkę już do końca i miałam rację – tylko mi się wydawało.
Uczę się, że nie muszę dostawać od życia tego, czego chcę. Tego, co będzie łatwe i przyjemne.
______
Bardzo podnosi mnie na duchu myśl, że udało mi się jeszcze bardziej zbić prolaktynę.
Poziom prolaktyny:
- z dnia 21.03.2014 wynosił 32,5 ng/ml
- z dnia 19.04.2023 wynosił 31,2 ng/ml
- z dnia 12.08.2023 wynosił 25,7 ng/ml
- z dnia 21.10.2023 wynosi 17,3 ng/ml
Najmniejszy poziom jaki osiągnęłam w życiu.
Przypomnę, że po kuracji Dostinexem był wzrost do 47,7 ng/ml!
Kuracja trwała: od 10.05.2023 do... Prawdopodobnie będę jeszcze brać do końca roku.
Zastosowałam: 1x dziennie 500mg Niepokalanek firmy Aliness
Kolejne badanie zrobię pewnie w styczniu i później zmniejszę dawkę 1x na 3 dni.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 października 2023, 10:45
Chłopcy mają już 7 lat! Cuda się zdarzają i to często. Wdzięczna i szczęśliwa.
Bardzo, bardzo chciałabym Wam podziękować za dobre słowa pod ostatnim wpisem. Nie spodziewałam się takiego wsparcia. Jesteście naprawdę kochane.
Środowa beta była tylko formalnością. Dwa dni wcześniej odstawiłam już leki. W tej samej chwili, gdy zadzwonił lekarz, poczułam, że dostałam okresu.

Czas po transferze był okropnie ciężki. Przestałam widzieć sens w czymkolwiek. Wyjechaliśmy z mężem w góry, żeby trochę oderwać myśli. Ja jednak ciągle siedziałam na forum, czytałam co jeszcze można zrobić, nie potrafiłam cieszyć się tym urlopem. Odsunęłam się od męża, zaczęło mnie denerwować jego podejście, że „zobaczysz, będzie dobrze, jeszcze trochę”, przybrałam postawę, że my nigdy swoich dzieci mieć nie będziemy. Na widok maluchów spotkanych na ulicy czy w restauracji czułam smutek i niezrozumienie, zadawałam sobie pytanie, jak inni ludzie to robią. Jak? Jak to jest możliwe? Spacery, dobre jedzenie, odpoczynek – nic nie sprawiało mi przyjemności. Miałam ochotę zniknąć. Odczuwałam wewnętrzny bunt, biłam się z własnymi myślami, było mi źle z samą sobą. Od 2 dnia po transferze codziennie czułam bóle miesiączkowe o róznym natężeniu i bardzo bolały mnie piersi. Progesteron w 2 dpt wynosił 80,7 ng/ml, zdarzały się dni, że kręciło mi się godzinami w głowie. Było zupełnie inaczej niż za pierwszym razem, ale jak widać, skończyło się tak samo.
Gdy tylko w miarę stanęłam na nogi, umówiłam się na wizytę do kardiologa. Stwierdził, że nie jest w stanie mi pomóc, ponieważ jeśli nie mam innych objawów, z jego punktu widzenia ta wysoka homocysteina mi nie przeszkadza. Niektórzy ludzie tak po prostu mają, poza tym nie ma żadnego leku na jej zbicie. Na szczęście nie kazał płacić za wizytę.
5 dni po transferze pojechałam do Warszawy do doktor Jerzak. Przejrzała całą teczkę naszych wyników. Na pytanie, dlaczego nasze zarodki nie dożywają do stadium blastocysty, powiedziała tylko ,,przy takiej homocysteinie nie ma się co dziwić”. Przepisała „homocysteine resist” z Life Extension i TMG z tej samej firmy. Za miesiąc mam sprawdzić, czy spada. Zwróciła też uwagę na brak kiru 2DS1, co jej zdaniem powoduje poronienia. Zapisała accofil podczas ciąży. Ponadto powiedziała, że moje AMH 5,7 „nie jest normalne”. Zapytała, czy byłam diagnozowana pod kątem PCOS. Powiedziałam, że tak, ale obraz usg jest w normie, poza tym moje AMH kiedyś było niższe i chyba suplementacja je tak podbiła.
Oprócz tego dieta o niskim IG i śródziemnomorska do włączenia od zaraz oraz badanie:
1) 25(0H)D3
2) Anty-TG
3) Anty-TPO
4) Kortyzol
5) Ferrytyna
6) Krzywa cukrowa i insulinowa 3 punktowa podczas przyjmowania Glucophage
7) AMH 3-5 dc
8 ) Prolaktyna 19-22 dc
9) Cytokiny Th1/Th2 10-14 dc
10) Przeciwciała p/płytkowe, antygen HPA-1
11) Pakiet 6 onkopierwiastków
12) USG w 3-5 dc z oceną PCO/POI oraz przepływów w tt. macicznych
Wyniki męża super, nie ma się do czego przyczepić. Badanie podczas ostatniej procedury wyszło ekstra, łączna ilość 408 milionów, morfologia 4%.
Wizyta trwała krótko, ale dość sporo się dowiedziałam. O wielu z tych badań nigdy nie słyszałam. Ogólnie doktor na plus, spokojna, miła, konkretna, odpowiedziała na wszystkie moje pytania. Zaskoczyłam się bardzo pozytywnie.
3 godziny później miałam konsultację online w czeskim Reprofit. Udało mi się szybko zapisać dzięki kolejnej cudownej osobie z tego forum. Połączyłam się z doktor Rakosovą oraz koordynatorką Marcelą, która tłumaczyła to, co mówi lekarz (choć tak naprawdę rozumiałam panią doktor po czesku w 95%, a ona mnie w 100% po polsku). Konsultacja... niebo. Dziewczyny uśmiechnięte, zaangażowane w rozmowę, słuchały dokładnie co mówię i wszystko skrzętnie zapisywały. Miały mnóstwo pytań, każdy, najdrobniejszy szczegół wydawał się być dla nich ważny. Konsultacja trwała prawie godzinę, czułam się naprawdę dobrze zaopiekowana. Były trochę zdumione tym, jak wyglądała moja procedura w Niemczech i powiedziały, że chciałyby zobaczyć, jak zarodki będą się rozwijały w ich laboratorium. Zapytałam o to, czy czasami transferują zarodki w 3 dniu – tak, ale to rzadkość. Zazwyczaj praktykują hodowlę do 5 dnia. U nich musiałabym pojawić się minimum 3 razy – na jedno USG przed punkcją, na punkcję i transfer. Resztę wizyt mogę odbyć u lekarza w miejscu zamieszkania. Teraz zalecają 3 miesięczną przerwę, żeby organizm wrocił do siebie po ostatniej stymulacji, ale ogólnie mają nadzieję, że kolejne ivf nie będzie nam potrzebne i mocno trzymają za nas kciuki (tu pokazały zaciśnięte pięści). Zrobiło mi się bardzo miło i ich optymizm stanowczo mi się udzielił.
Tak więc odkładamy wszystko na kilka następnych miesięcy. Nawet gdyby nie było nam to zalecone – potrzebujemy tego. Ostatnie miesiące dały mi taki psychiczny i fizyczny wp***, że ledwo podnoszę się z ziemi. Gdyby nie to, że mąż chce jeszcze walczyć, zdecydowałabym się na adopcję społeczną. Czuję, że to może być nasza droga. Ale spróbujemy jeszcze raz. Chciałabym też podejść do kolejnej histero i poprosić o żel przeciwzrostowy, żeby chociaż naturalna ciąża była kiedyś możliwa, i jeśli następna procedura się nie powiedzie, jestem gotowa powiedzieć dość.
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 marca 2024, 10:52
Jutro będziesz już z mamusia... błagam zostań z nami... Z mamusia, tatusiem i braciszkiem... on naprawdę chciałby być starszym bratem... 🙏🙏🙏
Trzymajcie jutro kciuki za moje maleństwo 🙏🙏🙏
26 dc 10 dpo
...no i dałam się oszukać swojemu ciału (i trochę Mężowi).
W sobotę tak mi śmierdziały Neo Męża, jak nigdy, aż mnie odrzucało.
Mąż aż się zaczął dopytywać, czy ja przypadkiem w ciąży nie jestem.
Pewnie tak, gdyby objawy się pojawiały jak tylko ten szczęśliwy plemnik dopadnie to złote jajo. 🤣
Wczoraj... W zasadzie od wczoraj czuję się jak 💩.
Wczoraj od rana biegunka i ból głowy, do tego mdłości.
Dzisiaj w zasadzie od 4 nad ranem taki ból głowy (a może zęba, już sama nie wiem), że masakra.
Pierwszy raz od bardzo dawna zrobiłam test ciążowy 10 dpo - oczywiście, biało.
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 sierpnia 2023, 06:45
Niech ktoś zatrzyma czas....
Już sierpień...
Za chwilę zaczną się dżdżyste, deszczowe dni...takie jak dzisiaj u mnie...
Zacznie się depresyjny czas...
Wszystkich Świętych... mam już dla dziewczynek pokupowane sztuczne kwiatki (zawsze robię im sama wiązankę z pomocą mamy) ❤
A później to już święta Bożego Narodzenia.. w tym roku mam nadzieję że będą bardziej magiczne...Bartulek jest bardziej świadomy, pomoże ubierać choinkę ❤ dobrze że mam taką na pniu bo pewnie wszystko by ściągał a tak nie dosięgnie 
No i w tym miesiącu kończy mi się urlop... pracy brak. Żłobka brak. Ciekawie...ale najważniejsze że jest na świecie mój synek. Nic więcej się nie liczy. Poradzę sobię,nie ja pierwsza i nie ostatnia w takiej sytuacji.
Minęło kilka miesięcy, a nadal nie podeszłam do transferu przez skrajnie cienkie endometrium. Wszystkie metody naturalne i leki zostały wypróbowane i zawiodły.
Nie mam już na to wszystko siły. Czuję jak deprecha mnie wyniszcza. Antydepresanty wyeliminowały mnie z życia. Wymioty, biegunka, potworny ból głowy i żołądka. Nie jestem w stanie wstać z łóżka, jeść i w ogóle funkcjonować.
Jestem przerażona dokąd to wszystko mnie doprowadziło. Straciłam pracę, zniszczyłam organizm terapiami i lekami, zniszczyłam psychikę. Ciągle zastanawiam się za co zostałam tak ukarana i czy starania są warte tak wysokiej ceny. Boję się, że już nigdy nie wrócę do sił fizycznych i psychicznych. Na dzień dzisiejszy przegrałam wszystko. Kilkuletnia walka odebrała mi życie.
21 dc
4 dpo
Ciągle mam bóle podbrzusza bądź prawego jajnika, czasem lewy się odezwie. Oprócz tego wkurwia mnie wszystko co stanie na mej drodze , kłótnie o pierdololo zaliczyłam już ze dwie. Dziś jest jakby spokojniej 🤣🤣😅
Wczoraj dowiedziałam się o ciazy koleżanki. Niby super, nie poczułam zazdrości. O dziwo
raczej nerw. Bo niby takie wielkie zaskoczenie. Że niby miała schudnąć, przygotować się do tej ciąży. Że się nie starali teraz. A to seks bez zabezpieczenia ze świadomym końcem to już bez myśli o ciąży?? Takie pierdololo.
Postanowiłam, że jutro zbadam progesteron. Dawno nie sprawdzałam, zawsze był kiepski, ledwo 10.
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 sierpnia 2023, 10:29
Aktualnie mąż przeżywa nawrót bólu przez ZZSK. Praktycznie nie może chodzić, ma też trudność w podstawowych czynnościach typu ubranie skarpetki. Musimy to przeczekać. Konsultował
już to z reumatologiem i ma zwiększoną dawke leków, patrząc. A poprzednie takie epizody, za około dwa tygodnie już powinno być lepiej. Zdecydowanie musimy częściej chodzić na basen, żeby go bardziej rozruszać.
Już z nie mam nadzieji na naturalną ciążę. Prawdopodobnie na wiosnę przystąpimy do in vitro. Dopiero wtedy, ponieważ nadal na głowie mamy budowę domu. Wykorzystam ten czas i przygotuję się do tego najlepiej jak będę mogła.
Będzie żal post.. ale muszę, muszę dać upust emocjom, bo czuje, ze wewnętrznie się rozpadam. Mój organizm ładuje mnie w ciu**
Cały cykl okropny ból piersi, pomimo, ze nigdy tak nie miałam… po potencjalnej owulacji miałam bardzo dużo kremowego śluzu, którego tez już nie miałam od lat… w 5dpo miałam lekkie plamienie przy podtarciu się.. a dziś… dziś jest 24 dc a ja zaczęłam plamić… wredna 🐒 postanowiła ze mnie zakpić i przyszła totalnie niespodziewanie 
Mam ochotę płakać… jest mi tak strasznie smutno… miałam się nie nakrecac ale nie potrafię! Dlaczego!? Czy tak bardzo boje się tego, ze zegar biologiczny tyka… i tyka.. a co jeśli się nigdy nie uda 
Jest mi dziś smuteczkowo
20+0
Dziś stukneła nam równa połowa. 😊 Chciałabym napisać, że nie wiem kiedy to minęło ale prawda jest taka, że pierwsze 15 tygodni wlokło się niemiłosiernie. Teraz te tygodnie lecą ciut szybciej.
Dzisiaj sobie uświadomiłam, że będę w ciąży jakieś 14-17 tygodni. 😱 Bliźniaki jednokosmówkowe przeważnie są rozwiązywane przed 37tc.
Co u nas?
Rośniemy, chłopaki rozwijają się prawidłowo, wszystko mają na swoim miejscu, przepływy są w porządku. Nie ma na ten moment żadnych syndromów/ zespołów związanych z ciążą mnogą jednokosmówkową. Chłopcy rosną mieszcząc się w normach, jest między nimi 14% różnicy ale lekarka mówiła, że rzadko kiedy bliźniaki są idealne równe.
Jesteśmy już po połówkowych. Tu nie mam zbyt wiele do napisania. Poprostu jest wszystko tak jak być powinno.😊
18+5 poczułam pierwsze dwa kopniaczki.
Od 19+2 czuję je już codziennie. Raz bardziej raz mniej, o różnej porze. Mogę wtedy nic innego nie robić tylko leżeć z rękama na brzuchu. To są Nasze momenty. 💙💙
Celebruje każdy dzień, bo nie wiem czy będzie dane jeszcze kiedyś być w ciąży.
Teraz też zaczynam czuć kopniaczki. Chłopcy chyba się rozbudzili. 🥺
Lecę pocelebrować te chwile z moimi synkami. 💙💙
Ps. Kryzys z krwiakiem zażegnany. 😊
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 września 2023, 07:39
23dc
Byłam u lekarza. I szczerze jestem wściekła. Po pierwsze owulacji nie było, jajniki typowo PCO. Endometrium 8.1mm.
Po drugie lekarz wypisuje leki. Pierwszy na insulinoodporność, drugi pytam - na owulację. Myślę spoko, w końcu konkret. Ale przepisuje jedną tabletka dziennie. Pytam ile brać, czy do któregoś dnia cyklu - nie, brać cały czas. W samochodzie patrzę, a to suplementy… w sumie praktycznie wszystko co biorę do tej pory.
Kontrola za dwa miesiące, zalecenia: mierzenie temperatury.
Płakać mi się chce, bo znowu nic z tego nie wynikło. Od pół roku miałam jeden raz owulację.
Uświadomiło mnie to że chyba muszę zrobić badania i pójść do kliniki. Mąż nie jest zachwycony bo wiadomo, tanie to nie jest. Szczególnie że mężowi nie spieszy się tak do dziecka. On mógłby jeszcze z rok, dwa poczekać. Ale ja już nie mam siły czekać, po prostu nie chce.
Plan na dzisiaj: kupić czipsy, włączyć film i zatopić się w rozpaczy.
12 tc 4 dn. Na usg wyszło 13 tc.
Jestem po badaniach ! Dzidzia rośnie mierzy już 6.8 cm
wszystko prawidłowe.
Na usg 3D wyglądał jak potworek ale i tak słodki potworek 😁.
Zapytałam się o płeć i na 80 % jest to dziewczynka! Wiem że może się zmienić jeszcze w chłopczyka ale nie zawsze 😁.
Jestem taka szczęśliwa.
Test pappa zrobiony - pani położna pobrała krem i wyniki będą dopiero w następnym poniedziałek.
Czytałam że test pappa potrafi dać w kość że stresem.. bo to jest oczywiście możliwość wystąpienia wad genetycznych ale dużo dziewczyn pisze na forach że pomimo iż miały pozytywne testy to urodziły zdrowe dzieci. Tak więc ja się nie przejmuje jako tako tym testem.. co będzie to będzie.. 😁 I tak kocham moje dziecię.
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 sierpnia 2023, 09:13
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.