Telefon od mojej Pani dr genetyczki, kolejne kariotypy pod względem raka - negatywne. Kolejna teleporada , rozrzerzenie 1.07.2024r.
Wszystko tak bardzo się oddala...
Starania na razie zawieszone, bo czeka mnie RTG płuc, później planuję zwolnienie z pracy i walka o inne miejsce pracy.
Zaczynam się czuć jak 8 lat temu... ciągle jakieś zmiany, jakieś sprawy, które nie pozwalają, przede wszystkim głowie, zajść w ciążę.
Boję się, że za rok, dwa... obudzę się z ręką w nocniku...
W dodatku za cholerę nie mogę się dostać do mojego ginekologa, a nie chcę na nowo przerabiać z nowym ginekologiem...
Ostatnio na USG brzucha wyszło, że moja torbiel na jajniku, która była już dość spora we wrześniu dalej sobie rośnie...
Czy będzie odpowiedni czas na Ciebie, druga Kruszynko? Chyba zaczynam za Tobą tęsknić, choć jeszcze się nie poznaliśmy...
11 maja 2025, 16 dc
Dziś uśmiechnięta buzia na clearblue.
Jedziemy świętować 30 urodziny męża. Tylko z jego rodzicami . Na urodziny w jego rodzinie się nie zaprasza , zazwyczaj wszyscy przyjezdzaja bez zapowiedzi, taka niespodzianka. Trochę kiepsko , że dzis większość ma to gdzieś.. nikt nie pamiętał. widziałam że było mu przykro.
Mi też.. z tego samego powodu i z tego że w grudniu to ja dobije 30tki . Do tego czasu chciałam mieć już trójkę dzieci na pokładzie ..
Czas tak nieubłaganie szybko mija..
Nie wiem co mam myśleć.
Przez te kilka dni przecież pęcherzyki nagle by nie urosły. .
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 maja 2025, 14:10
8dpt beta <0.2 ❤️🩹
Oficjalnie transfer numer dwa nieudany.
Kolejny raz beta nawet nie drgnęła.
Wtedy można było tłumaczyć to słabym zarodkiem. Teraz zarodek był świetnej jakości, fakt, nie był przebadany, nie wiemy czy był zdrowy.
Wierzyłam, że tym razem się uda. Wierzyłam, że leki mi pomogą i ochronią zarodek. Myliłam się.
Walczymy dalej, nie poddajemy się.
Kolejny cykl poświęcam na diagnostykę.
Jeżeli zarodek nawet nie próbuję się implantować to coś może mu przeszkadzać w endometrium.
Jestem już po konsultacji i ustaliliśmy,że jak przyjdzie okres to od 1dc biorę estrofem, przygotowuje się tak samo jak do transferu tylko zamiast transferu robimy badanie receptywności endometrium z biopsją endometrium CD138 i NK macicznych.
Badanie to może dużo pokazać, jak wygląda endometrium, czy jest stan zapalny, który uniemożliwia maluchowi zagnieżdżenie, a także pokazuje najlepszy czas na podanie zarodka, okno implantacyjne.
Na wynik czeka się 3 tygodnie, czekanie, znowu czekanie. W zależności jakie kwiatki wyjdą, będziemy ustalać co dalej. Jeżeli faktycznie wyjdzie stan zapalny endometrium, trzeba go przeleczyć antybiotykiem, zrobić biopsje kontrolną. Kolejny transfer nie szybciej niż sierpień.
06.06 mam wizytę u immunologa. Sprawdzam to co zalecił, czyli ANA3,cross match. Zbadam też allo mlr, żeby mieć już komplet badań.
Liczę na to, że do kolejnego transferu podejdę już na zaleceniach immunologa, może tym razem zechce pomóc i nikt w klinice nie będzie ich kwestionować...
To wszystko co na ten moment mogę zrobić. Mam plan, a ja lubię mieć plan. Wtedy czuje, że działam, widzę jakiś sens.
Przepłakałam dwa dni. Bejbi boom jaki jest w moim otoczeniu jest niewiarygodny. Wychodzę z mieszkania, idę chodnikiem i widzę trzy wózki, wchodzę na instagram i widzę trzy koleżanki na baby shower z widocznymi brzuszkami, kurna zmówiły się i zaszły w podobnym czasie,dostaje wiadomość na grupie rodzinka, że kuzynka urodziła i zaczyna się spam zdjęć noworodka, kolejna znajoma na dniach rodzi, dalsza kuzynka wrzuca zdjęcie na instagram z fotką usg i podpisem czekamy na ciebie. To zdecydowanie nie pomaga.
Tymczasem ja, po czterech stymulacjach in vitro, po dwóch nieudanych transferach, z odstającym brzuchem z siniakami,który wygląda jakbym była w ciąży, a nie jestem,to efekt naszprycowania hormonami, heparyną i sterydami, oglądam te zdjęcia, szlocham i pisze Gratulacje.
Moje ciało się zmieniło, płaski brzuch już nie jest płaski, rozstępy, które były tylko na pośladkach teraz są także na udach, biodrach, mam cellulit. Na twarzy zagościły pryszcze. Plus za większe cycki. Progestron spadnie to i one oklapną. Moja psychika się zmieniła. Nie spotykam się ze znajomymi bo każdy albo już ma dziecko, albo za chwile rodzi. Nie mam o czym rozmawiać. Kupki, pieluszki mnie nie dotyczą. Czuje się jakby mnie ktoś połknął, przeżuł i wypluł, a potem powtórzył to jeszcze kilka razy.
Nie chce mi się wracać do pracy, nie chce mi się każdemu tłumaczyć,że znowu nie wyszło.
Jest ciężko, boli.
Co ja bym mogła wrzucić na instagram albo na grupę Rodzinka? Zdjęcie brzucha i ud z widoczynymi śladami po wkłóciach? Zapłakaną twarz? A może zdjęcie pustych strzykawek, igieł i opakowań po lekach? Mam dwa duże pudełka na igły wypełnione po brzegi.
Ładnie by wyglądało, gdybym na tych strzykawkach położyła pozytywny test ciążowy i fotkę usg, że to wszystko było po coś, że było warto... ale nie położę, bo test jest biały a zdjęcia z usg nie będzie bo nie jestem w ciąży znowu, nadal... jest tylko pustka i myśli, że wszystko na marne. Straciliśmy zarodek, o który tak walczyliśmy.
Ech...w głowie słyszę Lorda Voldemorta ,, walczyliście dzielnie, lecz na próżno'' 🤣🤡
Tryb czekania na możliwość kolejnego transferu odpalony ⏳️⏳️⏳️
Ja dochodzę do siebie i walcze dalej! 🫵👊
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 czerwca 2024, 08:35
Dzień drugi rozwoju zarodków ✨
W poniedziałek odbyła się nasza trzecia punkcja. Gdy obudziłam się po narkozie czułam się nadzwyczaj dobrze. Po dwóch poprzednich razach dokuczało mi mocne rozpieranie w podbrzuszu (jak na taki mega, mega mocny okres), a tym razem nie pojawił się żaden dyskomfort. Przez myśl przebiegł mi nawet scenariusz, że nie udało się nic pobrać, jednak niedługo pani doktor rozwiała moje wątpliwości.
Pobrano 22 komórki, z tego 17 było dojrzałych. W macicy brak jest jakichkolwiek zrostów 🤍
Na końcowym usg przed weekendem widać było 11 pęcherzyków, ale ponoć w niektórych mogą znajdować się po dwie komórki. Za każdym razem pobierano dużo więcej komórek niż pokazywał obraz usg. Czy przy naturalnych staraniach byłyby z tego bliźniaki, czy to tylko efekt leków stymulujących? Ta kwestia bardzo mnie ciekawi i chciałabym przy okazji podpytać o to w klinice.
Edit: Już wiem - nie było po dwóch komórek w jednym jajniku, tylko po prostu niektóre pęcherzyki są pochowane i nie widać ich w badaniu 😌
Po wszystkim poszliśmy na dobre śniadanko i udaliśmy się w drogę powrotną do domu. Z leków mam brać trzy razy dziennie estrofem, dwa razy dziennie cyclogest i raz dziennie clexane oraz decapeptyl. Takiego zestawienia nie miałam jeszcze nigdy. Wiem, że pani doktor ma na uwadze słabo przyrastające endometrium i czuwa nad wszystkim.
Wczoraj dostaliśmy informację o dalszym rozwoju zarodków. Zapłodniło się 16 z 17 komórek 🍀 Wyniki seminogramu były doskonałe – koordynatorka napisała, że takie parametry mają u nich tylko dawcy!
Raport o rozwoju zarodków przychodzi zawsze w pierwszy, trzeci i piąty dzień hodowli drogą mailową o godzinie 11. Daje to poczucie spokoju – w poprzedniej klinice na wyniki drogą telefoniczną czekałam zawsze jak na ścięcie i nigdy nie wiedziałam, kiedy zadzwonią z laboratorium.
Teraz jestem spokojna. Nie potrzebuję zajmować sobie głowy innymi myślami. Nie odliczam godzin do informacji z labo – co ma być to będzie, i tak tego przecież nie zmienię. Nasze zarodki są w rękach najlepszych embriologów, a o reszcie zadecydować może tylko Bóg. Nie wiem, czy to kwestia zaufania do kliniki czy tego, że nie mam siły już się tym przejmować. Złożyłam CV do nowej firmy i planuję swoje życie na następne miesiące. Mam plan "B", a nawet "C" i "D". I choć może nie powinnam w tym momencie o tym pisać, to myślę o adopcji i często rozmawiam o tym z mężem. Ta myśl, że zbliżamy się do końca naszych starań o dziecko napełnia moje serce przeogromnym pokojem.
Są szanse na świeży transfer, jeśli zostanie nam w piątym dniu jakiś zaroduś. A wczoraj dostaliśmy informację z kasy chorych, że dołożą nam się w 50% do kosztów procedury. Ogromny ciężar spadł nam z barków. Dziś jest dobrze i tego się trzymam 🤍
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 stycznia 2025, 08:44
HISTEROSKOPIA
Chciałam się z Wami podzielić moją historią związaną z histeroskopią bo ja sama przed własnym zabiegiem czytałam Wasze wpisy, szukając pocieszenia. Może ktoraś z Was jest taka jak ja i chce wiedzieć wszystko przed zabiegiem, żeby lepiej się przygotować mentalnie czy fizycznie, więc mam nadzieję, że ten wpis rozwieje ewentualne wątpliwości.
Dodam jeszcze, że oczywiście każda z nas ma inny próg bólu i każdy szpital ma różne możliwości i "chęci"!
Nigdy wcześniej nie byłam w szpitalu. Bałam się tego przeraźliwie, szczególnie że od paru lat udaje mi się omijać NFZ szerokim łukiem, zrażona wieloma nieprzyjemnymi sytuacjami. Skierowanie na usunięcie dwóch polipów jamy macicy, które mogły powodować, że zarodek się "nie przykleja". Byłam pozytywnie zaskoczona tym, że tak szybko dostałam termin (miesiąc po wstępnej konsultacji), więc jedyne co mi pozostało to czekać na przyjęcie.
Na zabieg nie możesz mieć @ ale możesz delikatnie plamić (pod koniec). Najlepiej mieć termin w pierwszej połowie cyklu, przed owulacją. Kiedy zapisywałam się na termin, myślałam sobie "ale idealnie, termin parę dni po @". Moje @ od pół roku są idealnie, jak w zegarku co 28 dni. I co? Spoźnienie o 3 dni więc zabieg wypadał na 5 dzień @ (a kończę plamić koło 6-7 dnia cyklu). Bałam się, że mnie nie przyjmą, że znowu będę musiała czekać na termin ale zostałam uspokojona, że nic się nie dzieje, plamienie może być.
Przed zabiegiem mocno skupiłam się na zdrowiu psychicznym, zrobiłam sobie plan przed/podczas/po zabiegu i spisałam go, więc od razu mi ulżyło. Medytowałam przed snem dzień przed zabiegiem aby łatwo zasnąć co myślałam, że się nie uda ale zasnęłam bez problemu.
W szpitalu, w którym byłam (Kraków) jest parę rzeczy do zrobienia zanim dojdziesz do oddziału ginekologicznego (chociażby jak przebranie się w jednym miejscu i przejście przez cały szpital żeby dojść na oddział. Nie mam pojęcia czy tak samo jest w innych szpitalach ale było to trochę dziwne popitalanie w szlafroczku i klapeczkach przed ludźmi, którzy czekali sobie po prostu na USG czy RTG czy żeby wejść na wizytę do lekarza 🤷♀️). Pożniej kroplówa (trzeba być na czczo) i czekanie w łóżeczku na to, jak się zaczną zabiegi (przed zabiegami są operacje, akurat tego dnia były trzy co oznaczało, że pierwszy zabieg odbył się koło 13 a czekasz w łóżku od mniej więcej 8 rano). Dobrze wspominam ten czas - czytałam książkę, pooglądałam trochę seriali, uspokoiłam się. Byłam tylko okrutnie głodna ale całe szczęście nie chciało mi się pić (zwykle wypijam 1,5-2 l dziennie), pewnie to przez tą kroplówkę.
No i czas na zabieg! Przyszedł lekarz, przeszłam na nóżkach na salę. Kazali mi się rozebrać od pasa w dół (tip jeśli się zastanawiacie co wziąć: nie polecam piżamki dwuczęściowej, osobiście chyba lepiej bym się czuła jakbym była w dłuższej koszuli nocnej bo zanim doszłam do fotela świeciłam tyłkiem przed 15 osobami. Wiem, że to ich praca i wiele tyłków widzieli ale osobiście chyba miałabym większy komfort w koszuli). Anestozjolog powiedział mi, że poczuję mocne zawroty głowy najpierw a póżniej zasnę i rzeczywiście zaworty głowy nie były przyjemne ale zasnęłam. Później pamiętam jak się mnie pytają co mi się śniło ale nie pamiętam wizualnie tego pytania, tylko słuchowo? - świadomość takiego pełnego rozumienia przyszła mi wtedy, jak kazali mi zejść z leżanki na łóżko.
Sam zabieg trwał może jakieś 10 minut. Polipy usunięte, okazało się, że były jeszcze zrosty, które mogły uniemożliwiać drogę plemników. Wyszłam ze szpitala o 17 tego samego dnia.
Czy bolało? Trochę, ale jakbym miała to porównać do miesiączki (a mam mocne bóle) to nie było tak źle. Poprosiłam o przeciwbólowe, dali mi paracetamol dożylnie i przeszło.
Czy bolało później? Raczej dyskomfort, ale nie ból, nie musiałam brać leków.
Czy krwawiłam? Raczej plamienie do dwóch tygodni, malutkie, wystarczała wkładka.
Czy dają L4? Dali mi tydzień, wzięłąm bez zająknięcia się, ostatni raz byłam na L4 parę lat temu, należało mi się 😆
Czy źle się czułam (zawroty głowy etc)? Tylko w ten sam dzień, później bez problemu mogłam funkcjonować.
Kiedy można współżyć po zabiegu? Do 2 tygodni nie wolno, chyba że z prezerwatywą. Więc kwietniowy cykl przepadł ale okej, od następnego działamy 💪 Teraz powinno być łatwiej skoro polipy i zrosty zostały usunięte, oby tak było. Jeśli nie, to też okej, trzeba się przygotować na też taką sytuację, w końcu nie włożyli mi tam magicznej różdżki 😝
Czy zrobiłabym coś lepiej następnym razem? Wzięłabym koszulę nocną taką za tyłek i długopis (!) bo co chwilę trzeba coś podpisywać i trzeba brać od pielęgniarek.
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 kwietnia 2024, 14:32
Po wizycie jest trochę mnie pęcherzyków niż poprzednio, ale chyba nie jest źle.
Z prawej strony są już 2 duże i z 8malych, z lewej są tylko 4, ale to w sumie logiczne, gdzieś koło lewego jajowodu była moja ostatnia ciąża, a do tego coś tam jest na jajniku... ogólnie lekarka zadowolona, więc czekamy na piątek 🙏
Rok temu o tej porze leżałam na sali poporodowej po cięciu. Tymczasem nasz Promyczek leżakował na OIOMie w inkubatorze z odmą opłucną, zwichnięciem splotu ramiennego, podejrzeniem niedotlenienia...po drodze w ciągu pierwszych miesięcy doszło podejrzenie niedosłuchu i wada wzroku. Dziś z tych stresów zostały nam okularki😎, a reszta to przeszłość💪. Cudowny zdrowy Łobuz. 10150 g. wagowo 68 percentyl. Powoli włącza mu się lęk separacyjny, mama musi być na widoku (i ja to lubię....na razie🙃) cyc też jeszcze potrzeby, ale głównie do usypiania i na pocieszenie, chociaż karmimy się dość regularnie co 3-4h. Kocham mocno mocno, ale i tak najfajniejsze dzisiaj było to, że wieczorem udało mi się poczytać Córeczce bajkę, a nawet trzy bajki na dobranoc. Najbardziej doceniam to, że Synek jest coraz bardziej mniej wymagający, co procentuje moim czasem wspólnym z Córeczką. Chwilo trwaj, bo dzieci tak szybko rosną i wyfruwają z domu ....
Punkcja.
Przygotowanie super, połozne miłe, mąż był na każdym kroku oraz przy łóżku po zabiegu póki nie stwierdziłam że już, wracamy, czyli 2 godziny 
Sam zabieg potrwał ok 10 min, anastezjolog mnie zagadał, zasnęłam, główny prowadzacy pobrał 12 jajeczek. Spodziewałam się mniej, dlatego ucieszyła mnie ta informacja 
Jak tylko zeszlo znieczulenie to zjadłabym wszystko, dopadł mnie głód jak nigdy, jakbym nadrobiła za te wszystkie niedojedzone śniadania podczas stymulacji, gdzie w ogóle glodu nie czułam. Śniadanie wzięte ze sobą, owocek, placki ziemniaczane w barze mlecznym, frytki z Maca, kawa i ciastko owsiane.... jakbym wyszła ze szpitala gdzie jeść nie dawali 
Zaraz po zabiegu ból taki znośny, żadnych przeciwbólowych nie chciałam, nic też sobie nie kupiłam..i chyba to był błąd. Wrocilśmy do domu, ból okropny. Chodzenie zgięta w pół to jeszcze nic przy tym, jak potrzebuje skorzystać z toalety. Oby z każdą godziną było lepiej.
Czekamy na telefon od embriologów.
3 dzień hodowli
Mamy 14 prawidłowych zarodków 🙏🏻
Accofil i prograf poszedł w ruch. Decapeptyl, clexane, estrofem i cyclogest bez zmian. Jutro do zarodków się nie zagląda - wyjeżdżamy więc w ciemno do Ostrawy i mamy nadzieję, że jakiś Zaroduś przeżyje do transferu zaplanowanego na sobotę. Trochę zaczynam się denerwować.
3dpt...
Tak, dalej swiruje... niech już będzie poniedziałek/niedziela wieczór... nienawidzę żyć w zawieszeniu i czekać że świadomością że nic nie mogę zrobić...
Chciałam wczoraj kupić testy... Nie było tych co chciałam...
A wieczorem totalnie z d... usłyszałam od teściowej, zs nadal trzyma ubranka które kupiła małej... mimo że od tamtego czasu pojawiły się 2 dziewczynki, ona to nadal trzyma... nagle wczoraj zaczęłam ten temat, zaczęła mówić o kolejnej ciąży... 🤯
Potem śniły mi się te testy ciążowe 🫣
Zamknijcie mnie w psychiatryku...
Czuję delikatne kłucie po prawej stronie... zaczynam sobie coś wkręcać... naprawdę potrzebuje psychiatry...
Błagam, niech to się uda 🙏🙏🙏 jeśli to możliwe błagam o sukces🌈, jeśli nie, błagam naucz mnie żyć po porażce 😢
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 czerwca 2024, 20:52
Jestem w trakcie 3 cyklu stymulowanego. Nie wiem dlaczego, ale każdy z tych trzech cykli jest zupełnie od siebie różny, nie ma żadnej prawidłowości. Najbardziej książkowy był 1 cykl. Wszystko jak w zegarku, był jeden piękny pęcherzyk, wszystko się zgadzało, a jednak się nie udało. Były spadki i wzrostu temperatury kiedy trzeba, był ból prawego jajnika, z którego była owulacja, naprawdę byłam pewna, że się udalo.
Drugi cykl już był bardzo dziwny. Zaczełam brać Aromek dzień później i o dzień dłużej niż w pierwszym i nic nie wyrosło. Dostałam jeszcze zastrzyk Puregon, słabo zadziałał, ale pojawił się jakiś pęcherzyk dominujący, dlatego dostałam jeszcze zastrzyk Fostimon (który zadziałał również w pierwszym cyklu) i w końcu pęcherzyk urósł do odpowiednich rozmiarów. Tym razem był to lewym jajnik. Niestety znowu niepowodzenie.
No i jesteśmy w trzecim cyklu (obiecałam sobie, że ostatnim, robię przerwę dla mojej głowy i też dla zdrowia). Tym razem Aromek zaczęłam brać tak jak w pierwszym cyklu od 2 do 5 dnia, ale po dwie tabletki + do tego NAC od 3 do 7 dnia cyklu. Niestety kompletnie nie czuje, żeby tam coś się działo. Nic mnie nie boli, nic mnie nie ciągnie w żadnym jajniku...nie wiem, czy to możliwe, żeby mimo to była owu, czy po prostu leki nie zadziałały i będzie guzik z tego. W poniedziałek (10.06, 10dc) mam monitoring i zobaczę czy coś tam wyrosło...do tego mam jakieś dziwne skoki temperatury- przedwczoraj 36.7, wczoraj normalnie 36.61, a dzisiaj znowu 36.72...nie wiem o co chodzi bo w poprzednich cyklach miałam normalnie czas niskich temperatur, tak jak powinno być w tej fazie (u mnie to zawsze są okolice 36.6). Nie mam pojęcia o co chodzi, ale chyba nic z tego nie będzie....nie wiem jak ja to przeżyje....najgorzej, że monitoring mam przed pracą, a później trzeba jakoś wytrzymać te 8h bez ryczenia, co jest okropnie ciężkie....
Tak czy siak, nie wytrzymam psychicznie kolejnego cyklu, więc plan jest taki, że lipiec i może sierpień odpuszczamy. W lipcu mamy długi urlop, może gdzieś polecimy, nie będzie i tak okazji, żeby chodzić po lekarzach i pilnować się z lekami, zastrzykami itd. Do tego chcę powtórzyć badania, żeby zobaczyć czy suplementacja daje efekty i chce też w urlop zrobić sprawdzenie drożności jajowodów...także lipiec to czas odpoczynku i badań
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 czerwca 2024, 08:22
29dc
Ciągle nie rozumiem swojego organizmu i wykresu. Byłam w 23dc u ginekologa. Powiedział że owulacji nie było i nie będzie. Na jajnikach pełno małych pęcherzyków. Pokazałam lekarzowi wykresy, stwierdził bezowulacyjne. Choć akurat w dniu w którym byłam u niego wystąpił skok temperatury do 36,7 (zazwyczaj mam w granicach 36,4). Aplikacja wyznaczyła owulację na 19dc. Od 7 dni mam wyższe temperatury. Nie wiem o co chodzi. Śluz miałam gęsty i biały zaraz po niby owulacji. Wczoraj miałam bardziej wodnisty, a tak to raczej sucho. W poprzednim, na pewno bezowulacyjnym, miałam długo gęsty biały śluz i ciągle wydawało mi się że szyjka jest wysoko. Teraz jest inaczej.
Nie rozumiem tych wyższych temperatur. Czytałam że za wyższe temperatury odpowiada progesteron, ale jeśli nie było owulacji no to skąd?
Może ktoś miał podobną sytuację?
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 czerwca 2024, 10:09
Cześć.
Dawno mnie tu nie było. No ale cóż nie miałam czasu pozbierać się i napisać co u mnie .
Mój Synek rośnie jak na drożdżach. Codziennie nowe " słówka " tworzy w postaci głużenie , ze ślina czy bez.. wszystko jedno heh kocham słuchać jak co rano opowiada co ma to powiedzenia mi .
Ważny 6400 kg ma 63 cm zwrotu i zaniedlugo stkunie 4 miesiące jemu..
A co dopiero go urodziłam... jak ten czas szybko leci .
Jeśli chodzi o męża to się poprawiło.. znacznie lepiej już jest.. myślę że musiał sobie to przemyśleć wszystko i poukładać.
Stara się i synek już go też akceptuje .
Uśmiech mojego syna jest najlepszy .
Kocham być mama chociaż czasami to wykańczające...
Koleżanki z pracy doszukują się jakiś chyba " wad " u mojego Kacpra..
Pytają się cały czas czy jest " zdrowy " nie w kontekście przeziębienia itd tylko czy jest zdrowym chłopcem i dobrze rozwijającym się. Nie mam pojęcia dlaczego się doszukują tego .
Nie wytrzymałam i napisałam jednej że przesadzają z tą ilością pytań o jego zdrowie bo jest w 100 % zdrowym chłopcem i żeby powiedziała to całej mojej zmianie s pracy aby się koleżanki nie martwiły o mojego syna . To chyba głupio jej się zrobiło.
Myślałam wogole że mam taką koleżankę od serca.. pomyliłam się.
W tajemnicy powiedziałam jej ze idę na drożność jajowodów .. gdy jeszcze się staraliśmy z mężem.
Czaicie że wypaplała to dziewczynie która też się stara ? Rozumiem chciała pomóc no ale ja myślałam że to co pisze do niej to zostaje pomiędzy nami .
Widocznie jest tak jak mówiła że w pracy nie ma koleżanek .. są tylko znajome twarze .
Pozdrawiam was mocno . I życzę miłego wieczorku
39+5
Dziś o 14:44 powitaliśmy wyczekanego synka!!! 10/10, 3030 g, 54 cm
Rok temu o tej porze leżałam na sali poporodowej po cięciu. Tymczasem nasz Promyczek leżakował na OIOMie w inkubatorze z odmą opłucną, zwichnięciem splotu ramiennego, podejrzeniem niedotlenienia...po drodze w ciągu pierwszych miesięcy doszło podejrzenie niedosłuchu i wada wzroku. Dziś z tych stresów zostały nam okularki😎, a reszta to przeszłość💪. Cudowny zdrowy Łobuz. 10150 g. wagowo 68 percentyl. Powoli włącza mu się lęk separacyjny, mama musi być na widoku (i ja to lubię....na razie🙃) cyc też jeszcze potrzeby, ale głównie do usypiania i na pocieszenie, chociaż karmimy się dość regularnie co 3-4h. Kocham mocno mocno, ale i tak najfajniejsze dzisiaj było to, że wieczorem udało mi się poczytać Córeczce bajkę, a nawet trzy bajki na dobranoc. Najbardziej doceniam to, że Synek jest coraz bardziej mniej wymagający, co procentuje moim czasem wspólnym z Córeczką. Chwilo trwaj, bo dzieci tak szybko rosną i wyfruwają z domu ....
To czekanie mnie wykańcza. Nie potrafię normalnie funkcjonować, ciągle chce mi się płakać, nie potrafię przyjąć normalnie informacji o czyjejś ciąży lub porodzie. Dzisiaj drugi raz robiłam zastrzyk z FSH...coś jakby zaczyna się dziać, ale bardzo leniwie....Jak znowu się nie uda to się załamie 
Edit: 13.06
Czuję oba jajniki, a jest to trzeci dzień zastrzyku z FSH. Mam taką nadzieję, że tam coś wyrośnie, nawet chciałabym, żeby wyrosło 3-4 pęcherzyki, bo wtedy byłyby większe szanse na powodzenie. Do tej pory na 1 i 2 stymulacji rosło mi tylko po jednym pęcherzyku. Ale pierwszy raz czuje oba jajniki na raz, do tej pory zawsze to był tylko prawy, nawet jak owu była z lewego. Nie wiem co to oznacza...ale to, że je czuję trochę mi poprawiło nastrój, bo wczoraj byłam już załamana
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 czerwca 2024, 20:07
Próbowałam wskoczyć na staraczkowe tory, ale to chyba jednak nie dla mnie... Nie umiem się odnaleźć 😶🌫️
Kolejny wymaz i kolejne załamanie nerwowe.
Nadal mam Enterococcus faecalis tym razem HAR GE i S. Liczba kolonii: dość liczna. Wrażliwy na Ampicylinę, której nie mogę przyjmować, Wankomycyna, Nitrofurantoina oraz Teikoplanina. Trimetoprim WZE, a Gentamycyna oporna. Dodatkowo pojawiła się Cndida albicans, której liczba kolonii jest liczna. Widocznie, pojawiła się po globulkach recepturowych, w których nie było żadnego leku przeciwgrzybiczego. Doktor stwierdził, że tym razem trzeba podać globulki recepturowe z furaginą. Jestem załamana, ponieważ w takim przypadku, obawiam się, że furagina nie wystarczy. Liczyłam na to, że doktor skieruje mnie na oddział, aby podać dożylnie Wankomycynę. Nie chcę myśleć ile czasu jeszcze będę z tym walczyć oraz ile jeszcze pieniędzy i nerwów stracę na to wszystko.
Beta spadła do 73...
Po wizycie wszystko ok, jest czysto. W przyszłym tygodniu określić jeszcze raz betę czy spadła do nie ciążowej...
Możemy zacząć z antykoncepcją i po 3-6 msc zacząć starania jeszcze raz...
Po wizycie troszkę zalała mnie fala smutku... Nie tak miało być... No ale z drugiej strony poczułam ulgę że to nie ciąża pozamaciczna, że nie będzie potrzebny żaden zabieg... No i tli się mała iskierka nadziei że jak zaczniemy starania po antykoncepcji to będzie szybka piłka...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.