Jabłkowesny Ile uniesiemy? 23 stycznia 2025, 18:13

Pierwszy miesiąc od jakiegoś czasu bez starań. W pewnym sensie powiedziałam basta, bo moja głowa tego nie wytrzymuje. Tego szumu w głowie, który 24 godziny na dobę szepce: dzieckodzieckodzieckodzieckodzieckociążaciążaciążaciążaciążaciąża. Tego, że nic nie wiemy. Tego poczucia zawodu, które sprawia mi własny organizm, pozbywając się tego, do czego kobiecy organizm został stworzony. A więc można powiedzieć, że przerwa jest po to, by nie zwariować. Tak jak wyparłam po części myśl, że ciąża biochemiczna w grudniu była w ogóle ciążą. Gdybym miała myśleć o niej tak jak o pierwszej stracie, tak to odczuwać, przeżywać, chyba strzeliłabym już sobie w łeb. Najbezpieczniej jest myśleć o tym jako o przypadku, który się zdarza, o kreskach na teście, które ledwo ciemniały.

A poza tym dostałam pracę i zaczynam ją od nowego miesiąca. Zajmę czas, dorobię do naszych skromnych-nieskromnych planów. Ale to też odkłada starania w czasie, bo nie chcę iść na początku pracy na zwolnienie. Zakładając oczywiście, że by się udało. No i zakładając, że byłoby to zwolnienie z powodu ciąży, a nie uszczerbku na psychice po kolejnej stracie.

Czekam jak na szpilkach na wizytę lekarską, ale zaczynam powątpiewać w jej sens - jak cokolwiek leczyć i sprawdzać, przy równoczesnym odłożeniu starań? Przecież nie będzie wiadomo, czy cokolwiek w ogóle działa.

Cykl też jakiś dziwny. Najprawdopodobniej pozna owulacja, bo testy owulacyjne, które zazwyczaj były u mnie jednoznaczne, tym razem zagrały mi na nosie. Lekarz chyba w 18 dniu cyklu też owulacji nie potwierdził. Ochota na seks zerowa, żyjemy w jakimś celibacie, widzę, że mężowi to doskwiera, ale jest cierpliwy i nie robi nic, żebym to odczuwała. Przypomina mi to sytuację jaka trwała kilkanaście tygodni po poronieniu.

Czasem mam wrażenie, że moje ciało czuje, że byłoby już po porodzie. Że wie, że czegoś mu brak. To oczywiście idiotyczne, ale... Od końca grudnia odczuwam tę pustkę i ciszę jeszcze bardziej, po tym, jak minął termin mojego porodu.

Ola.p Czułam, że tak będzie... 30 sierpnia 2024, 21:35

Dziękuję za gratulacje 🩷🩷🩷

7dpt
Moje pierwsze ⏸️ w życiu 🥹
Beta 47.67 🥹
Wyniki przyszły dopiero po 20 więc zdecydowałam się zrobić jeszcze jeden test po pracy, który wyszedł już ciemniejszy niż ten z rana i powiedzieć D. Udało mi się go zaskoczyć bo nie spodziewał się że będziemy wiedzieli już przed poniedziałkiem. To takie nierealne. Jednocześnie jesteśmy przerażeni, że skończy się to szybciej niż powinno 🥺

10 dpt
Beta 222,30 w normie, jestem przeszczęśliwa 🥹
Pani z diagnostyki zawsze nastraja mnie pozytywnie, dzisiaj też usłyszałam, że jest przeszczęśliwa, że mi się udało bo trzymała za nas kciuki, żebyśmy rośli zdrowo i żeby się nie przyznawać doktorkowi że badałam już 7dpt 😂
Lekarz potwierdził, że wszystko jest dobrze, mam kontynuować branie leków, wizyta 19.09 😍

Z objawów najbardziej odczuwam to, że szybciej się męczę, pobolewają mnie plecy i jestem cały czas głodna. Ból piersi i brzucha raczej delikatny i tylko od czasu do czasu, tak samo jak mdłości, odczuwam je w różnych porach dnia ale bardzo delikatnie, narazie jeszcze nie utrudniają życia 😅

Powiedzieliśmy też wczoraj już prawie wszystkim, wczoraj jadąc na betę jakby się zmówili, moja mama i przyjaciółki z pytaniami czy coś już wiem, w normalnej sytuacji nie mówili byśmy tak szybko, ale nie jesteśmy w normalnej sytuacji, więc mamy armię trzymanych kciuków żeby wszystko było dobrze 🩷
Jakby było mało to oglądaliśmy wczoraj dom, który bardzo nam się spodobał i mamy na niego zdolność, czyżby w końcu wszystko się układało jak należy?

12 dpt
Beta 521,5 🥹😍
Piersi zaczynają boleć trochę częściej i zrobiły się trochę cięższe, za to trochę łatwiej mnie już zirytować 🙈 ale poza tym raczej normalnie 😅

Nie planuje więcej badać, teraz jest super więc trzeba wierzyć, że tak już zostanie, następna dopiero dla doktorka przed wizytą, w moim labie jak robię wyniki ok 12 - a tak mi najłatwiej - to czekam na wyniki do 20, co jest wyczerpujące 😮‍💨


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 września 2024, 22:22

Domi94 Teraz będzie lepiej 🤞 22 października 2024, 11:33

13dc
Od soboty się miotam, znowu. Na USG jajniki wyglądały na PCO, wyniki hormonów również słabe, lekarz na moje słowa, że mam już dość tego, że co chwilę coś nowego wyskakuje stwierdził, że nie jestem maszynką do zachodzenia w ciążę, tylko człowiekiem z wszystkimi tego wadami i dał kategoryczny zakaz na słodycze. Więc od soboty nie jem słodyczy, zaczęłam lekkie treningi i w tym cyklu na pewno nie podejdę do transferu. Nie wiem czy w ogóle w tym roku się zdecyduję na kolejne podejście. Za dwa dni mam ponowne badanie hormonów i wizytę, na której powiem co zdecydowaliśmy.

Kosztuje nas to więcej psychicznie niż nam się wydawało. Transfer daje większą nadzieję niż cykl naturalny, a porażka boli pięć razy mocniej. Już nie wystarcza jeden dzień płaczu nad białym testem, teraz żałoba trwa dużo dłużej i jest obkupiona ciężkimi myślami i trudnymi emocjami. Zresztą red flagów jest więcej, więc jest to ostatni moment na odpuszczenie, bo za chwilę skończy się to na prawdę źle... Także po trzech wielkich krokach do przodu, robimy równie ważne dwa kroki do tyłu, licząc że to będzie wystarczający rozbieg .

Drugie wieści są dalekie od super... to co jest pewne to zamrożona jedna blastocysta klasy 5.1.1. Dwa zarodki jeszcze walczą, jutro będzie siódma doba hodowli, okaże się co z nimi. Reszta przestała się dzielić. Szukam jakiegoś pozytywnego myślenia w tym wszystkim...

Mała nie ma epilepsji. Uff. Nawet nie pamiętam, czy pisałam tu o podejrzeniu u niej epilepsji i skierowaniu do neurologa. Jesteśmy po wizycie. Na NFZ. Pani doktor nas ujęła, szczegółowe pytania, cierpliwe odpowiedzi na nasze pytania. Wizyta trwała prawie godzinę!!! Wypytywała o rozwój motoryczny, grafomotoryczny, logopedyczny, społeczny, emocjonalny, przebieg ciąży. Chyba o wszystko.

Z Bąboladą byliśmy w skałach. Tam jej nic się nie stało. Na placu zabaw spadła z huśtawki na tył głowy. Na pie.dolony żwirek. 3 rozcięcia. Głowa zalana krwią. Na jej blond włosach wyglądało na teksańską masakrę piłą mechaniczną. Rany na szczęście płytkie, tylko nacięcia skóry. A wczoraj z całym impetem przypierdzieliła w róg otwartej szuflady. Pierwszy raz straciłam zimną krew. Płakałam razem z nią i byłam przekonana, że straciła oko. Okazało się, że przydzwoniła czołem. Przykładałam mrożony bób i fryty, nawet nie było guza, tylko śliwka. Ufff. Jak to dziecko w zdrowiu do 18-stki uchować?

Dopadła mnie grzybica, jestem po przeleczeniu i zaraz będę potwierdzać czy histeroskopia będzie 14 maja czy też nie.

Zazdroszczę wszystkim w ciąży lub majacym już kilkoro dzieci. Przeokrutnie zazdroszczę.

Karo_27 Moja walka - wygrana? 2 września 2024, 17:02

Miał być transfer we wrześniu. W 10dc przyszłam na wizytę, żeby dowiedzieć się, że była owulacja niedawno (prog powyżej 6) i czekamy na kolejny cykl...

Serii, dziewczyny, mam momenty, kiedy zadaję sobie pytanie, "czy tylko mnie to spotyka", "czy u mnie nie może być dobrze".

Akurat teraz mam urlop, akurat za moment urodziny i myślałam, że będzie też szansa :) no ale nie będzie.

Na razie chwilę pobiorę jeszcze estrofem a potem 10 dni nowy lek, który ma dokładnie złuszczyć wszystko, żeby nie było wątpliwości, że nowy cykl rozpoczęty i kolejną wizyta - miejmy nadzieję 1-3 dc, czyli w drugiej połowie września.

Jestem podobno w 1/100 przypadków, gdy owulacja przyszła tak szybko po okresie mimo
brania estrofemu.

Mogłabym teraz porozpaczać, ale zamiast tego trzymam kciuki, żeby tym razem ta miesiączka przyszła w odpowiednim czasie, a nie znowu np. za wcześnie, bo terminów wizyt na wrzesień oczywiście też już prawie nie ma i jest problem, żeby cokolwiek na szybko zamienić.

Z faktów: za chwilkę już 29 latek na karku, we wrześniu "świętujemy" 4 lata od rozpoczęcia
starań, jeszcze się nie rozstaliśmy choć bywało bardzo różnie ❤️, w tym miesiącu w pracy szykuje się podwyżka ale będzie też trudniej że względu na wszystkie wizyty czekające na mnie z powodu transferu (kolejki są u mnie w klinice dramatyczne) i obawiam się, że to odbije się negatywnie na mojej pracy, ale co robić- chcę postawić wszystko na jedną kartę - in vitro jest dla mnie priorytetem.

Kończę wpis z wiarą, że jednak we wrześniu rozpocznę przygotowania do transferu i że mnie też dopisze jesienne szczęście :)

Dziękuję wszystkim, którzy trzymają kciuki. Tylko my wiemy, jak wiele nas kosztuje ta codzienna walka sił i często wyrzeczeń. Ale musi być w końcu dobrze - oby spełniło się prędzej czy później marzenie o jesiennych dwóch kreseczkach ❤️

Domi94 Teraz będzie lepiej 🤞 3 września 2024, 09:28

34 dc 15 dpt
Wczorajsza beta 7,49, niestety biochem...

Ruszyło, to jest najważniejsze. Nie widziałam pozytywnej bety od dwóch lat.. I dla mnie osobiście bardzo ciężkie jest uwierzenie w tą ciąże, boję się nawet samego słowa "ciąża". Dwa lata ciągłych porażek wyszły wczoraj na wierzch jak po otrzymaniu wyniku poczułam kamień z serca. Jest to trudne... Te emocje i martwienie się czy jest OK, czy przyrosty są w porządku, czy przetrwa w endomendzie, a jednocześnie wiara, że musi być OK i to, że nie mam na nic wpływu. Świadomość i wiedza nie pomagają, choć nie czytałam za dużo. Myślę też, że nie zeszły ze mnie dobrze emocje po stymulacji, punkcji i hodowli, ale nie żałuję świeżego transferu. Dziś idę do lekarza, opracujemy plan i mam nadzieję, że w kolejnym cyklu transfer.

Nie na takie 9 miesięcy liczyłam 😖 ale...

25.09. wizyta u genetyka🔥

Proszę powiedźcie, że to koniec mojego czekania
🥹
Powiedźcie, że moje największe marzenie jest na wyciągnięcie ręki ✨

To juz jutro... Walcz, mój ostatni okruszku... 🙏
Boże, błagam niech to się uda 🙏


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 września 2024, 21:48

Oycho Ufaj dalej, nie poddaj się :) 5 września 2024, 18:18

Byłam właśnie zmonitorować tę - zapowiadającą się na potrójną - owulację i ciężko opisać bezsens, jaki w tym momencie czuję. Jeden z pęcherzyków zdecydował się w ogóle nie pękać i urósł do rozmiaru 4cm i nie wiadomo, czy zamierza pęknąć wkrótce, wchłonąć się, czy rosnąć dalej. W związku z tym w poniedziałek czeka mnie wizyta kontrolna. Co się stało z pozostałymi pęcherzykami? Nie wiadomo. Nie wiem, czy ich nie widać, czy się wchłonęły. Ciałka żółtego nie zarejestrowano. To oznacza, że dajemy z siebie wszystko i nie wiadomo po co… Mam tego już tak dość. Wszystkiego się odechciewa. Stymulacja, która miała nam dać większe prawdopodobieństwo na zajście w ciążę… a daje tylko płonne nadzieje.
Czy to możliwe, że mój lewy jajnik jest jakiś… hm… niedoczynny? Mam wrażenie, że nigdy nie zarejestrowałam owulacji z tej strony. Nawet w ostatnim cyklu stymulowanym pęcherzyki z lewego jajnika rozpłynęły się w powietrzu. Tragizm sytuacji potęguje fakt, że prawy jajowód był zatkany aż do marca tego roku. Jeśli lewy jajnik nie działa, jak powinien, a do prawego nie było dostępu to 80% naszych prób nie miało w ogóle sensu.
Muszę napisać do Invi z pytaniem, co dalej. Badać progesteron, a jeśli test faktycznie wyjdzie negatywny, to czy stymulować dalej? Czy to jest w ogóle bezpieczne?
Nie umiem uwierzyć w całą tą sytuację. Wmawiam sobie, że po prostu ta lekarka nie dostrzegła ciałka, bo ten pęcherzyk jest takim gigantem…

Ostatni okruszek już mamusia 🙏🙏🙏

Czas świąt to czas gehenny. Szkoda, że nie da się przespać do drugiego stycznia. Nie cierpię tego, że wszyscy w koło się cieszą, a ja płaczę. W tym roku nie organizujemy świąt i nie udajemy radości wśród rodziny. Niech ten okropny okres szybko minie.

paula654 Ostatnia umiera nadzieja 25 grudnia 2024, 17:18

11dc

Dzięki Krąsi za rady 🙂 niestety ale dietą i ćwiczeniami nie poprawię mojej sytuacji. Ćwiczę regularnie od dwóch lat, treningi cardio i siłowe. Chodzę na siłownię, biegam, jeżdżę na rowerze. Unikam słodyczy, jem 4-5 posiłki dziennie. Przez dwa lata mąż schudł 20kg, ja 6. Choć ja nigdy nie miałam nadwagi, zawsze wysportowana. Nie ćwiczę też za intensywne, bo wiem że to również nie wskazane.
Siedzę obecnie na lotnisku, czekam. Przeglądam fb, pełno zdjęć bąbelków. Smutek, ogromny smutek. Mąż widzi że się martwię, ale wiem że nie wie jak mi pomóc. Wie że nic nie jest mi w stanie pomóc.
Przez wycieczkę w ogóle nie mierzyłam temperatury, nie obserwowałam śluzu. Brałam Aromek. Nie idę na wizytę do ginekologa, nawet nie mam czasu i chęci. Martwię się że przez podróż i tak wszystko się rozreguluje. Staram się trzymać myśli, że mam zaplanowaną wizytę w klinice. Czytam Wasze pamiętniki i widzę tyle pięknych historii które zakończyły się szczęśliwie dzięki in vitro. Mam nadzieję że u mnie też się uda.
Sylwestra spędzimy wyjątkowo sami w domu, pierwszy taki sylwester. Znajomi zapraszali na imprezę, ale 1000zl za zabawę, to zdecydowanie za dużo. Szczególnie że dopiero byliśmy na wyjeździe i to był najdroższy nasz wyjazd.
Czasami czytam Wasze pamiętniki i nie mogę aż uwierzyć jak dużo badań dziewczyny mają porobione. A ja? Kilka hormonów, krzywa insulinowa i drożność. Wcześniej miałam przeczucie że problem tkwi w braku owulacji, że jak w końcu będą ją mieć to szybko zajdę. Wydaje mi się że w ciągu roku miałam aż UWAGA - 3 owulacje, żadne niepotwierdzone, że pęcherzyk pękł, żadna nie skończona szczęśliwie. Mój ginekolog nawet nie chce żebym przychodziła i sprawdzała czy pęcherzyk pękł.
Staramy się już prawie półtora roku. Mało? Dużo? Wiem że już lepiej znoszę porażkę niż na początku.
Na końcu życzę wszystkim wesołych świąt 🎄

436 dzień cyklu🫣
@ brak😆
Boże Narodzenie w toku. Dziś na prawdę czekałam na gości. Przede wszystkim dlatego, że Calineczka nie mogła doczekać się przyjazdu kuzynki. Tylko tym żyła, a jak tylko przyjechała, to dziewczynki pobiegły na górę do naszego pokoju (jesteśmy u moich rodziców) i ślad po nich zaginął. Tak sobie uświadomiłam jak ten czas pędzi, jak szybko z niemowlaka mam samodzielnego małego człowieka. Chociaż nadal to jeszcze malutkie dziecko 4letnie....jeszcze przez 5 dni czteroletnie, ale z uporem maniaka twierdzące że ma 4 latka ( bo od 5latków więcej się wymaga😅).

Czekałam też na gości, bo w końcu nie czuję presji braku dzieci. Chociaż... kurczę, kuzynka przyjechała z 3 i ja zawsze 3 chciałam, ale wiem że już się nie zdecydujemy. Pogodziłam się z tym...trochę czuję żal, ale jest zupełnie inny, jest do udźwignięcia.
Szczerze....przy mojej dwójce trzecie chyba chowałoby się samo, bo ledwie żyjemy z mężem🫢🫣😱🥴😅😅😆

Przy stole były też dwie pary bezdzietne w wieku 27-34. Obie z pieskami na stanie. W sumie ciężko mi z nimi rozmawiać, bo nie wiem czy dzieci nie ma bo nie chcą czy nie ma go nie mogą. Będąc z tej drugiej strony, ale świadomym problemu, nie jest wcale łatwiej rozmawiać. Nie wiesz czy druga strona chce poruszyć problem, czy nie.. Natomiast przez telefon składałam sobie życzenia z kuzynem (34l) z którym w zasadzie nie mam żadnego kontaktu poza życzeniami. Bez oporów wspomniał że starają się o dziecko i nie jest to łatwe. Pogadaliśmy, powiedziałam mu parę słów o naszych doświadczeniach. Myślę, że on poczuł się lepiej. Że dałam mu nadzieję. Ale kurczę, podziwiam go, tak trudno zwierzać się komuś z problemów płodności. Z drugiej strony, jak wiele taka rozmowa może dać wsparcia. Trzymam za nich kciuki.

Aha, no i mój szwagier.... 42l . Miał dziewczynę, narzeczoną. Rozstali się w marcu. Pomine fakt, że głosił wszędzie że u niej nie nocuje, bo oni do ślubu nic.....Parę dni temu dowiedział się, że ma miesięczna córkę😱🫣🫣 moja mąż to uważa za niesprawiedliwe i trudno mi się nie zgodzić. My tyle lat staram, a tu wychodzi na niepokalane przekazanie genów😅 Ciekawa jestem jak się ich historia zakończy.

Te Święta są najpiękniejsze i zarazem najbardziej stresujące, wcale nie spokojne.

Wczoraj dzień rozpoczęłam od mdłości i wymiotów. Za pierwszym razem z uśmiechem na ustach pobiegłam do toalety, potem nie było już tak wesoło 😅 jak zaczęłam 🤮 o 9.00 to skończyłam przed 21.00, ze 30 razy, nie miałam już czym, usiadłam na podłodze i nie miałam siły wstać, było mi słabo, więc mąż pomógł mi się ubrać i zawiózł na izbę przyjęć. Nie mogłam nic zjeść, nawet kilka łyków wody zwracałam. Pojawiło się plamienie, nic dziwnego, że z tego wysiłku pękło jakieś naczynko. Podłączyli mi kroplówkę i zrobiło się lepiej. Nie wiadomo czy się czymś zatrułam przy wigilijnym stole, maluszek nie lubi pierogów czy to uroki ciąży 🤷‍♀️
W badaniu ginekologicznym i usg wszystko w porządku, serduszko bije.

Dzisiejszy dzień zaczęłam od mdłości, ale już bez wymiotów. Popołudniu poczułam się lepiej, pomalowałam się, ubrałam i byliśmy gotowi do wyjścia do znajomych na świąteczne dojadanie, jako że wczoraj nie zjadłam nic przez cały dzień to zapakowałam dla siebie i kruszynki wafle ryżowe.
Przed wyjściem poszłam do toalety a tam żywo czerwona krew 😵‍💫 w środku wszystko we krwi, cały palec czerwony i delikatny ból podbrzusza. Zamiast do znajomych, pojechaliśmy na izbę przyjęć z myślą, że to już koniec. Czekałam na lekarza i płakałam. Mówiłam do kruszynki, żeby była dzielna, żeby mnie nie zostawiała, gładziłam brzuszek.
W badaniu ginekologicznym świeżego krwawienia już nie było, w usg widoczny niewielki krwiak, który mógł być powodem krwawienia. Najważniejsze, że z maleństwem wszystko dobrze, urósł od poniedziałku i ma 7mm, FHR 162 ud/ min ❤️ Wszystko wokół pęcherzyka wygląda ładnie.

Mam odpoczywać, prowadzić oszczędny tryb życia, więc księżniczkuje. Jeszcze mogę podkrawiać i plamić, bo krwiak musi się opróżnić do końca.
Mam nadzieję, że reszta ciąży będzie już nudna i spokojna.

Rośnij Gwiazdeczko 💓
częstotliwość wymiotów może zmniejszymy, co? 🙈🥰
a ty się krwiaku wchłaniaj bo nie jesteś Nam do niczego potrzebny.


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 grudnia 2024, 17:43

Ostatni okruszek już mamusia 🙏🙏🙏

05.09.2024
6dpt⏸️
betaHCG 15.8mIU/ml, progesteron 28.2ng/ml ✨️

Jesteś tam! 🥹❤️
Proszę, żeby tym razem było wszystko dobrze 🍀

Po transferze czułam się bardzo podobnie jak ostatnim razem, wydawało mi się, że jest coś na rzeczy. Dziś nawet pojawiło się również plamienie implantacyjne.
Podchodzę do tego na razie z dystansem, po ostatnich wydarzeniach stres jest nieziemski, świruje, że beta niska jak na 6dpt bo ostatnio była wyższa 5dpt... powtarzam sobie, że z czegoś musi wystartować, a plamienie miesiąc temu miało miejsce piątego dnia, teraz szóstego więc Okruszek zagnieździł się później 🤞🏻

Rośnij Okruszku 🫶🏻🚀


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 września 2024, 06:58

Dziś zrobiłam posiew kontrolny po leczeniu infekcji. Do tego odebrałam wyniki cytologii, są obecne komórki zapalne. Konieczna wizyta u lekarza. Mam obstawionych kilka terminów - w zależności od daty okresu. Dziewczyny z forum podpowiedziały zrobienie cytologii płynnej, że jest stabilniejsza i daje pewny wynik. A tu trzymam się myśli, że cytologia była pobierana w dniu badania czystości pochwy, które potem wykazało infekcję. Być może ta infekcja, to stan zapalny z cytologii. Także na razie się mocno trzymam tej myśli, jutro umawiam się na cytologię płynną i czekam na wizytę u gina.

A do tego znalazłam nową fizjo uroginekologiczną. Ma fotel Emsella, jeszcze nie wiem, czy polecam, byłam na dwóch wizytach. Ma podobno niesamowite działanie na mięśnie dna miednicy i pomaga w ich wyćwiczeniu. Zobaczymy.

MałaMi89 Przygotowania do inseminacji 28 sierpnia 2025, 15:12

28.08
Niestety wszystko zostaje przesunięte o minimum miesiąc.
Dzwoniła do mnie dzis pani doktor i powiedziała ze musimy czekać co wyjdzie z badań endokrynologicznych.
Trochę sie załamałam chce mi sie wyc z całych sił.
Ale staram sie myśleć pozytywnie choć jest to bardzo trudne.
Także będę starać sie na bieżąco pisać co i jak i oczywiście co z wynikami od endokrynologa.

436 dzień cyklu🫣
@ brak😆
Boże Narodzenie w toku. Dziś na prawdę czekałam na gości. Przede wszystkim dlatego, że Calineczka nie mogła doczekać się przyjazdu kuzynki. Tylko tym żyła, a jak tylko przyjechała, to dziewczynki pobiegły na górę do naszego pokoju (jesteśmy u moich rodziców) i ślad po nich zaginął. Tak sobie uświadomiłam jak ten czas pędzi, jak szybko z niemowlaka mam samodzielnego małego człowieka. Chociaż nadal to jeszcze malutkie dziecko 4letnie....jeszcze przez 5 dni czteroletnie, ale z uporem maniaka twierdzące że ma 4 latka ( bo od 5latków więcej się wymaga😅).

Czekałam też na gości, bo w końcu nie czuję presji braku dzieci. Chociaż... kurczę, kuzynka przyjechała z 3 i ja zawsze 3 chciałam, ale wiem że już się nie zdecydujemy. Pogodziłam się z tym...trochę czuję żal, ale jest zupełnie inny, jest do udźwignięcia.
Szczerze....przy mojej dwójce trzecie chyba chowałoby się samo, bo ledwie żyjemy z mężem🫢🫣😱🥴😅😅😆

Przy stole były też dwie pary bezdzietne w wieku 27-34. Obie z pieskami na stanie. W sumie ciężko mi z nimi rozmawiać, bo nie wiem czy dzieci nie ma bo nie chcą czy nie ma go nie mogą. Będąc z tej drugiej strony, ale świadomym problemu, nie jest wcale łatwiej rozmawiać. Nie wiesz czy druga strona chce poruszyć problem, czy nie.. Natomiast przez telefon składałam sobie życzenia z kuzynem (34l) z którym w zasadzie nie mam żadnego kontaktu poza życzeniami. Bez oporów wspomniał że starają się o dziecko i nie jest to łatwe. Pogadaliśmy, powiedziałam mu parę słów o naszych doświadczeniach. Myślę, że on poczuł się lepiej. Że dałam mu nadzieję. Ale kurczę, podziwiam go, tak trudno zwierzać się komuś z problemów płodności. Z drugiej strony, jak wiele taka rozmowa może dać wsparcia. Trzymam za nich kciuki.

Aha, no i mój szwagier.... 42l . Miał dziewczynę, narzeczoną. Rozstali się w marcu. Pomine fakt, że głosił wszędzie że u niej nie nocuje, bo oni do ślubu nic.....Parę dni temu dowiedział się, że ma miesięczna córkę😱🫣🫣 moja mąż to uważa za niesprawiedliwe i trudno mi się nie zgodzić. My tyle lat staram, a tu wychodzi na niepokalane przekazanie genów😅 Ciekawa jestem jak się ich historia zakończy.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)