Lusiao Burzowe niebo 10 lipca 2024, 18:58

Dzień dobry wszystkim :)
Obserwuję Was od jakiegoś czasu, ale dotychczas nie miałam odwagi napisać, miałam być tu tylko na chwilę.
Do wpisu zmotywowała mnie kolejna biel. Czekam na spóźniającą się @..
Czekam też na deszcz, żeby oczyścił dzisiejszy dzień.


Trzymam kciuki za Nas wszystkie.

Meggy88 Moja codzienność 🌿 10 lipca 2024, 16:06

Właśnie dostałam telefon od embriologa.
Mamy jeden zarodek!
5.2.1.

❤️❤️❤️
Teraz jedzie do Hiszpanii 🍀


Znowu jeden.
Oby okazało się, że to aż ten jeden jedyny, który sam nam dziecko ❤️
Ostatnie dni były mega stresujące.
Druga procedura i znowu marny wynik... Co jest z nami nie tak.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lipca 2024, 16:08

Długo nie pisałam.. Nie miałam sił.. Wpadłam w bezsilność. Z ekscytacji, wielkiej radości, po strach i smutek.
Więc tak... udało się! udało się za pierwszym razem! Testy ciążowe nie kłamały :) chciałam odczekać z wizytą do 08.07 żeby cokolwiek już widzieć na usg, no ale zaczęłam plamić... Na następny dzień po plamieniach zrobiłam test ciążowy, gruba krecha wciąż była więc umówiłam termin do ginekologa. Nie mojego, ale takiego co był dostępny. Gin na usg oprócz grubszego endometrium nic nie widziała, skierowała na badanie Beta. Jaka była moja radość kiedy wyszło idealnie: pierwsza beta - 181, druga beta - 385. A po plamieniach ani śladu. Szalałam ze szczęścia. Po tygodniu miałam się zgłosić do swojego ginekologa. Na wizycie 03.07 był już widoczny pęcherzyk płodowy i ciałko żółte. Szczęsliwa że teraz to już na pewno będzie wszystko dobrze wróciłam do domu dumna ze zdjęciem usg.
Gdzieś z tyłu głowy był strach... który został potwierdzony plamieniami zaraz na następny dzień. Wyszłam z pracy szybciej. Krew była brunatna, raczej wymieszana ze śluzem. Izba przyjęć. Godzina czekania. Ale kto by brał tak wczesną ciąże pod uwagę. Trzęsłam się i płakałam cała. Doktor sprawdziła, wszystko ok. Do domu.
Strach pozostał. Bałam się chodzić do toalety. Niedziela 07.07 - krwawienie. Nie byle jakie - czerwone, intensywne... Załamka. Szpital. Izba przyjęć. Fotel - Pani ma polipa na szyjce macicy. Nikt go wcześniej nie widział? Może powstał w ciąży? Może. A raczej na pewno. Przed staraniami zrobiłam wsyztskie niezbędne badania żeby wiedzieć że wszystko ok. Najpóźniej na cytologii ten polip zostałby ujawniony... Lekarka bardzo młoda, nie budziła mojego zaufania. Bez usg sugerowała że skoro plamie, krwawie to ciąża może się nie rozwija i ona to by obstawiała. Tak, na pewno to chciałam usłyszeć. Mało tego! Będąc na fotelu próbowała mi tego polipa usunąc!! Czułam ciągnięcie i powiedziałam że to strasznie nieprzyjemnie żeby przestała, odłożyła narzędzie i przestała. Powiedziała że kiedyś trzeba będzie tego polipa usunąć. Widziałam że odkładała takie narzędzie przypominające lasso - nie podobało mi się to co próbowała zrobić, ale wtedy jeszcze byłam zielona. Na usg powiedziała że nic się nie zmieniło. I odesłała do domu. Kazała jechać bawić się z dziećmi do domu bo przecież niedziela... Nie zaufałam jej nic. Umówiłam się do swojego gina na następny dzien. W poniedziałek opowiedziałam mu wszystko co spotkało mnie w szpitalu, kazał pokazać mój wypis i powiedział że pogada sobie z tą lekarką (on też pracuje w szpitalu). I że na pewno nie mam sobie pozwalać tego polipa ruszać... A na usg... CUDO!! Widziałam bijące serduszko (5+5tc). Uspokoił, że z dzidziusiem wsyztsko w porządku, a krwawnienie jest z polipa. I że niestety, ale mogę tak krwawić, plamić, podkrwawiać całą ciąże. Muszę się do tego przyzwyczaić, chociaż psychicznie jest ciężko za każdym razem. Mam nie jeździć na IP bo oni nic nie zrobią. A dopóki mnie na prawdę nie zalewa i nie boli przy tym brzuch to mam wiedzieć że to tylko polip, a dzidziuś jest bezpieczny. Łatwo mówić. Świruje już. Luteina dopochwowo do 36 tc. I tak zaczyna się ta moja ciąża nieciekawie. Mam nadzięję za to że szczęśliwie 05.03 się zakończy <3 Dzisiaj 6+1 tc, i tylko trochę plamię więc już sukces. Marzyłam o tej ciąży po ostatniej stracie w 19 tc. Odważyłam się na nią zdecydować, ale tego chama polipa nie przewidziałam! Trzymajcie mocno kciuki <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 lipca 2024, 14:09

Lilinka Walka o marzenia ❤ 16 lipca 2024, 11:56

Kolejny cykl, kolejna nadzieja, dzisiaj pierwsza konsultacja z dietetyczką kliniczną. Udało mi się namowic męża na badania nasienia, oby u niego wszystko było dobrze ❤

15.07.2024
Wypoczęta po urlopie, gotowa do działania, troszkę przetyrana przez klątwe faraona po powrocie i przeziębienie, rozpoczynam przygotowania do transferu na cyklu sztucznym.
Teraz niech rośnie to co ma rosnąć, a nie wzrasta to co wzrastać nie ma,a będzie dobrze i będziemy za tydzień wyznaczać termin transferu.
Tym razem 2x1 estrofem oraz 2x1 acard.
Na kilka dni przed transferem będzie wlew z immunoglobulin, będzie też accofil.
Może do trzech razy sztuka? 🍀Może ten transfer będzie tym szczęśliwym? 😊


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lipca 2024, 18:53

14w0d

Ostatnie dni mijają mi pod kocem z gorszym samopoczuciem. Nie mam na nic siły. Ciągle mi niedobrze. Żołądek stoi, nie wydaje dźwięków, boli :( Niby jestem głodna, jem, ale zero poprawy. Nie jem dłuższą chwilę, ból się nasila. Zwariować można... Taki piękny, zimowy krajobraz od wczoraj u mnie. Młody wybłagał wyjście na górki żeby pozjeżdżać na sankach, będę musiała spiąć poślady 🙃 Cieszę się, że weekend za rogiem. Uwielbiam wspólny, rodzinny czas. Doceniam każdą chwilę, cieszę się z tego co mamy i na jakim etapie w życiu jesteśmy. Niebawem ten spokój się skończy, ale nie, nie myślę tutaj o pojawieniu się Maluszka. Musimy dokończyć dom żeby zdążyć przed narodzinami. Będzie bardzo ciężko, ale damy radę. Mam nadzieję 🫣

15.02 - 14w1d - progesteron na samej luteinie dopochwowej ( 600/ dzień ) 49,7.


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lutego 2025, 10:08

15+5 tc

Dawno nie pisałam. Może to dobry czas zebrać najważniejsze myśli ostatnich dni, tak, żeby nie uciekły w niepamięć 😊

Prawie dwa tygodnie temu zaczęłam drugi trymestr - 110 dni ciąży już za nami. Niesamowicie szybko zleciał ten czas. I dobrze wiem, co to za uczucie patrzeć na czyjąś ciążę z perspektywy staraczki - forumowe suwaczki idą na przód z zawrotną prędkością, podczas gdy my mamy wrażenie, że nadal stoimy w miejscu. Bo co się zmieniło? Parę nowych badań, pokłutych żył, kolejny negatywny test, stan zawieszenia - a zewsząd tylko kolejne informacje o czyimś szczęściu. I piszę "my", bo nadal czuję się częścią tej społeczności, nadal czuję się staraczką. Nigdy nie będę w stanie przejść obojętnie obok cudzej tragedii, jaką jest niepłodność, nigdy nie będę w stanie rozmawiać i myśleć o ciąży bez cienia strachu. Nawet teraz, gdy wszystko przebiega dobrze, towarzyszy mi myśl "Ale jak to? Przecież ja nie zasłużyłam!". Ogromnie jednak wierzę, że szczęście idzie do każdej z nas wielkimi krokami i to tylko kwestia czasu, gdy pojawi się na horyzoncie.

Ciąża to taki nierealny stan. Niby wiesz, że nosisz w sobie życie, a jednak (może póki nie czuć ruchów?) jest to tak absurdalne i nierealne, że nie mieści się momentami w mojej głowie. Chyba dopiero po prenatalnych, gdzie widziałam każdą część Jego malutkiego ciała i lekarz zapewnił, że ani jedna rzecz nie odbiega od normy, dotarło do mnie, że nie śnię.

Dokładnie w 13+3 tc mdłości zaczęły ustępować po raz pierwszy. Cały dzień czułam się zaskakująco dobrze, ale mieliśmy rodzinną imprezę i nie było czasu myśleć o samopoczuciu. Przyjaciółka (mama) powiedziała mi, że pod wpływem adrenaliny potrafiła nawet powstrzymywać ciążowe wymioty, więc może i ja tak mam. Nie myliła się - po powrocie do domu objawy z całego dnia skumulowały się i powróciły ze zdwojoną siłą 😅 Ale później faktycznie zaczęły powoli tracić na sile i obecnie prawie całkowicie zanikły. No, z rana czasami mnie zemdli, ale jak coś zjem to już jest w porządku. Razem z mdłościami odeszła też chęć ciągłego podjadania, a moją jedyną ciążową zachcianką jest "Jeśli opowiesz mi o tym, co jadłeś, ja MUSZĘ zjeść to co Ty, bo inaczej ta myśl nie da mi spokoju przez kolejne dni" 😅

Czuję się też mniej zmęczona, ale nadal bardzo emocjonalna. Zauważyłam zmiany w moich preferencjach filmowych - nie mogę nawet patrzeć na thrillery czy filmy akcji, które do tej pory kochałam. Dosłownie odrzuca mnie na sam widok krwi lub po usłyszeniu niepokojącej muzyczki - przerzuciłam się na nudne romansidła, które kiedyś oglądałabym za karę 😅

W pierwszym trymestrze czułam też ból pleców po środku kręgosłupa - od dwóch tygodni całkowicie zniknął. Może ze dwa razy w tej ciąży czułam jakieś ciągnięcia czy kłucia w podbrzuszu, od dnia samego transferu było spokojnie. A jednak brzuszek rośnie i chyba to on najbardziej przypomina mi o naszym synku. Często go dotykam, głaszczę, nie potrafię przejść obojętnie koło lustra widząc tę małą kuleczkę. Aktualnie +4 kg 🤭

Na wynik NIPT czekaliśmy dokładnie 10 dni roboczych. W czwartek dostałam maila, którego przeczytałam ze zmrużonymi oczami, żeby przypadkiem nie dowiedzieć się sama o płci dziecka. Było napisane "Z radością informujemy, że wynik Pani testu jest prawidłowy. Pisemna informacja zostanie przekazane w późniejszym terminie." Bardzo się ucieszyłam, jednak zdecydowanie potrzebowałam dokładniejszych informacji 😅 Zadzwoniłam do kliniki i pani mi powiedziała, że dopiero w przyszłym tygodniu dostanę maila z dalszymi szczegółami. No testują moją cierpliwość na maksa - pomyślałam. I dodałam cicho "Bo bardzo byśmy chcieli poznać płeć..". Pani coś poklikała, pomyślała i niespodziewanie usłyszałam w słuchawce:

-"Hmmm.. Proszę mi podać swoją datę urodzenia. Jaką płeć Państwo obstawiają?"
(Aaaaa! Czyli to jest TEN moment! 🙈)
- "Nie mam zielonego pojęcia. Ale mąż od początku mówi, że będzie chłopczyk."
- "To Pani mąż ma rację 😉."

I w taki sposób sama dowiedziałam się płci naszego maluszka, choć totalnie tego nie planowałam 😅 Zadzwoniłam do męża w tej samej sekundzie, w której rozłączyłam się z panią recepcjonistką i przekazałam mu, że będziemy mieć zdrowego synka. Odpowiedział jak typowy, dumny ojciec "Widzisz! A nie mówiłem!" 🤣

W drodze do domu mąż zadzwonił do teściowej. Ponoć popłakała się z radości słysząc te wieści. Ja swojej stronie jeszcze nie mówiłam - planuję przygotować babeczki z niebieskim kremem i zawieźć rodzinie i przyjaciółce w ramach niespodzianki. Może uda mi się nagrać reakcję 🧁

Dziś przyszedł pisemny wynik. Zdrowy chłopiec, dobrze usłyszałam 🩵 Frakcja płodowa wynosiła 16,2% - ponoć na tym etapie jest ona najczęściej w okolicach 10%. Internet podpowiedział mi, że jeśli to nie ciąża bliźniacza, to taki wynik może wskazywać na bardzo dobrze rozwinięte łożysko, które produkuje dużo DNA płodu. I poza tym wynik jest jeszcze bardziej wiarygodny 🤍

Imienia dla chłopca póki co nie mamy. Z dziewczynką było prościej - już w tamtej ciąży zgodnie wybraliśmy Emilię (nie bez powodu mój nick to Lia). To poszło jak z płatka, propozycja, zgoda, piątka 🙌🏼😅 Dla chłopca natomiast miałam wybrane 3 imiona, jednak nie podobają się one mojemu mężowi. Przeglądaliśmy listy imion, wiele brzmi ładnie, ale żadne nie jest takie w 100% nasze. Musi być ono też w miarę międzynarodowe, więc na tym etapie odpadło już kilka propozycji. Niestety żaden Staś czy Wojtuś nie przejdzie, bo koledzy synka połamaliby sobie na nich język. A chciałabym już wiedzieć, jak mówić do naszego chłopczyka 🤍 Mam nadzieję, że niedługo coś wybierzemy - a przynajmniej postaramy się parę dni operować danym imieniem i zobaczymy, czy się przyjmie 😊

W czwartek wieczorem wizyta, to będzie już 17 tydzień. 3 tygodnie przerwy dają jednak w kość - często zastanawiam się, czy wszystko jest ok z naszym synkiem. To taki stan zawieszenia - objawy 1 trymestru minęły, a z drugiej strony to czas, kiedy jeszcze nie czuję ruchów. Od dobrego tygodnia jestem chora, staram się nie wychodzić na dwór, bo mój obecny stan może przekształcić się w zapalenie oskrzeli albo płuc. Przez tę chorobę i niską aktywność fizyczną martwię się o przepływy między mną a dzidziusiem. Ostatnio ze stresu wyciągnęłam detektor i udało mi się znaleźć puls powyżej 150, jednak bardzo szumiący - nie wiem czy nie pochodził z pępowiny lub czy bicia serduszka nie tłumi łożysko na przedniej ścianie. Nie chciałam jednak za długo męczyć maleństwa i teraz mam taki niedosyt. Postaram się jednak dotrwać do wizyty i pomyślę o jakiejś jodze przed telewizorem, może uciszy ona moje wyrzuty sumienia 😉 Mam nadzieję, że Malutki ma się dobrze 🙏🏼

10 kwietnia badanie połówkowe ⏳

Edit - na pamiątkę, 27.02.2025, 16+1 tc 📝
Kolejna wizyta za nami, wszystko jest dobrze 🥰 Jak na tlusty czwartek przystalo, synek dostał pączka przed badaniem i znowu leżał na głowie 😂 Następnym razem nie jem słodyczy, bo zawsze robi jakieś dziwne pozy 🙈 Doktor chciał sam sprawdzić płeć, ale przez te akrobacje wysnuł tylko przypuszczenie - akurat trafne, bo mówił o chłopcu 😃
Dźwięk serduszka był taki sam jak na dopplerze - przytłumiony, więc myślę, że łożysko z przodu naprawdę działa jak poduszka 🙈 W każdym razie lekarz był zadowolony, wszystko ideolo, synek rośnie. Wagi nie podał, tylko wspomniał że mierzy ok. 14 cm.
Najbardziej niesamowity jest dla mnie fakt, że ten mały człowiek jest częścią mnie, a równocześnie posiada już własną wolę i niezależne ode mnie odruchy. Nie mam wpływu na to, czy aktualnie się rusza czy śpi, siłą myśli nie zmuszę go do obkręcenia się w brzuszku. Widok machającego rączkami maluszka i świadomość, że robi to właśnie w tym momencie, jest dla mnie absolutnie niewiarygodna. Wydaje mi się, że nawet nie potrafię do końca opisać swoich uczuć w tym temacie. Ale jestem taka wdzięczna, że jest 🩵


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 lutego 2025, 13:01

Wyniki z rezonansu: podejrzenie mikrogruczolaka 3,8 mm. Wróciłam do endokrynologa, powiedziała, że miesiączka wróci jak prolaktyna wróci do normy. Myśli, że 2 za miesiące będzie już ok.

Na forach dziewczyny pisały że miesiączka wracała po 2 tygodniach, po miesiącu. Po 4 tygodniach brania dostinexu prolaktyna wynosiła 27,93/ norma 26,53. A miesiaczki nadal nie było, bóle piersi ustały.

Wizyta u ginekologa nr 3
Niestety nie było aparatury USG. Tylko cytologia, która wyszła ok i wybłagane skierowanie na morfologie, kwas foliowy i żelazo. Na inne nie chciała dać. Oczywiście nie wrócę również do tego lekarza nigdy więcej. Zero wiedzy, zaproponowania od siebie podstawowych badań.

Mąż był na badaniach nasienia. Wyszły ok, ruch postepowy szybki do lekkiej poprawy, morfologia 6%, reszta w normie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 lipca 2024, 09:20

Maj 2024
Udało mi się dostać do kliniki leczenia niepłodności.
Niestety i tam się zawiodłam. Miałam iść do ginekologa-endokrynologicznego. Niestety nie było go, był inny.

Wizyta u ginekologa nr 5
Cóż dostałam recepte na dostinex, badanie prolaktyny i tyle.. wrócić w grudniu. A jak chce tabletki to szukać lekarza prywatnie. Wyszłam z płaczem, że kolejny raz zostałam olana. Naprawdę ani jeden ginekolog nie wie co może mi pomóc żeby zjeść w ciążę? Ani jeden nie chce szukać głębiej czemu nie ma miesiączki mimo prolaktyny w normie lub chociaż mi to wytłumaczyć jakoś sensownie.

Kupiłam plodnosciowego e-booka ze wskazowkami dot. diety wspierającej płodność i wdrożyłam suplementację:
- omega 3
- witamina D3
- witamina C
- cynk
- magnez
- korzeń maca
- B-complex
- kwas foliowy
- inozytol
- jod
- olej z wiesiołka
- rano po przebudzeniu woda z solą kłodawską
- witamina E + A

Stymulacja na clostilbegyt była bez monitoringu. Nie było owulacji zgodnie z ulotka mimo że śluz był. Owulacja możliwe że była ok 22 dnia cyklu. Ale po 10 miesiącach w końcu 1 czerwca przyszła MIESIĄCZKA. Płakałam, ze szczęścia. Wróciła nadzieja.

Zbiegły się 3 rzeczy (dieta z suplementację, stymulacja owulacji, dostinex), które mogły spowodować miesiączkę chociaż uważam, że stymulacja clostilbegytem pomogła.


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lipca 2024, 14:51

Ach co to był za wieczór. Wzruszenie, radość, płacz. Mrożon wie 💜 Ukrywałam prawdę od 10.30 do 19.30. Było bardzo ciężko 🤥Zwłaszcza, że Kuba czyta ze mnie jak z otwartej księgi. Teraz chcemy się już tylko cieszyć, po prostu ☃️

26+4 i przekroczyliśmy pierwszy kilogram. Dokładnie 1100g 🥰 Za trzy tygodnie ostatnie prenatalne. Mam nadzieje, że wszystko będzie tak samo dobrze widoczne jak na poprzednich i uda się uchwycić buziunie. Już coraz bliżej 🥹

Nastąpiło symboliczne pożegnanie Okruszka... mamusia zawsze będzie o Tobie pamiętać 😭

Zaczynamy 8 tydzień
Szok.
Na razie ciąża raczej mnie oszczędza.
Niepokoi mnie to czasem.
Ale usg pokazuje, że człowieczek się rozwija.
We wtorek byłam na wizycie w ramach pakietu z pracy. Lekarka ok, ale bez szału. To co miała zlecić to Zleciła.
W środę byłam na wizycie prywatnej z usg. Lekarz niby z dobrymi opiniami, ale sama przychodnia nie zrobiła na mnie nie wiadomo jakiego wrażenia...
Ale zrobił mega dokładne usg...I chciał mnie wysłać na zwolnienie ze względu na krwiak...ale po rozmowie stwierdził, że jednak mogę normalnie funkcjonować...profilaktycznie wzięłam w pracy kilka dni zdalnie...
A dziś byłam na usg z pakietu...tutaj już p doktor krwiaka nie znalazła 😱
Wiem, że to może przesada tyle badań...
Ostatecznie idę jeszcze na wizytę w ramach NFZ z polecenia...
I po tym maratonie będę wiedzieć gdzie ostatecznie będę robić te wszystkie badania i prowadzić ciążę...
Miewam obawy czy wszystko będzie ok, a z drugiej strony logicznie patrząc wszystko na to wskazuje, ale cały czas boję się w to uwierzyć....
Myślę że ten strach już tak ze mną zostanie...

paula654 Ostatnia umiera nadzieja 14 lipca 2024, 15:23

30dc
Trochę mnie tu nie było. Po ostatniej wizycie u ginekologa mimo wszystko starałam się pójść za jego radą i odpuścić. Nie wchodziłam na ovu, nie badałam się, starałam się nie liczyć który to dzień cyklu, jedynie mierzyłam codziennie temperaturę. Na początku cyklu nawet mi się udawało. Obecnie znowu wróciłam do ovu i czasami wpatruję się w swój wykres, doszukując się czy tym razem miałam tą owulację czy nie.
Ciągle biorę suplementy, mąż również. Teoretycznie okres powinien przyjść za 4-5 dni, patrząc na ostatnie cykle, ale u mnie nic nigdy nie wiadomo.
Do lekarza idę 26 lipca, kazał mi przyjść w sierpniu, ale chyba ma urlop, bo brak dostępnych terminów. Jestem ciekawa co powie.
Mam też drugiego (w moim mieście, do którego chodziłam regularnie od 7msc) na 5 sierpnia, tutaj wiąże większe nadzieje. Chodziłam do niego regularnie, więc badal mnie regularnie, on pierwszy zdiagnozował u mnie pcos, więc liczę że coś się ruszy.
Z dobrych wieści udało nam się wygrać przetarg na działkę. Nie jest to nasza wymarzona lokalizacja, bo jednak 2km od miasta, na wiosce, ale jest szkoła, przedszkole, biedronka. Mimo wszystko się cieszę. Nie planujemy się na razie budować, ale może za 3-4 lata zmienimy zdanie i znowu trochę odłożymy pieniędzy. Mimo wszystko jest to spora inwestycja, więc na razie chyba leczenie w klinice zeszło na drugi plan. Chciałam porobić badania i w październiku tam wrócić, ale chyba odwlekę to trochę. Zobaczę jak psychicznie będę się czuła i co przyniosą wizyty.

DZIŚ - dotarłam w końcu do czasu rzeczywistego.
Dziś 38 dzień cyklu, 12 dni po owulacji. Czekam na miesiączkę. W 3 dniu cyklu idę na badanie LH, FSH i Estradiolu. Z tymi wynikami idę na pierwszy monitoring cyklu. Mam nadzieję że dostanę leki na stymulacje i się w końcu uda..

W międzyczasie bilans ciąż i urodzeń wśród bliskich i rodziny od kiedy się staramy:
- lipiec 2023 szwagierka urodziła drugie dziecko, najbliżsi przyjaciele ogłaszają ciążę miesiąc od swojego ślubu;
- listopad 2023 bratowa ogłasza, że jest w drugiej ciąży;
- styczeń 2024 przyjaciółka rodzi bliźniaki, a kuzynka rodzi drugie dziecko;
- luty 2024 koleżanka w pracy ogłasza w ciąże;
- kwiecień 2024 - mąż zostaję poproszony o bycie chrzestnym do dziecka przyjaciół.. niestety zabolało. Wolałabym żeby został tatą, nie ojcem chrzestnym..;
- czerwiec 2024 - dziewczyna, którą znalazłam na forum z takim samym przypadkiem jak ja napisała, że udało się w pierwszej stymulacji i jest w ciąży,
- lipiec 2024 - koleżanka z ekipy ogłasza ciążę oraz przyjaciele ogłaszają, że spodziewają się trzeciego dziecka;

Proszę powiedźcie jak mam nie płakać? Jak mam się nie łamać? Jak nie wątpić? Jak się nie poddawać? Co jeszcze mogę zrobić?

Podziwiam mojego męża, że ze stoickim spokojem to wszystko znosi. Moje wahania nastroju, płacz, zwatpienia. On nie wątpi, że się uda. Wierzy w to, że na nas przyjdzie czas. Poczeka. Nie wiem tak naprawdę czy to z jego strony blef, żeby nie dobić mnie czy naprawdę ma tak optymistyczne podejście. Ja mam wrażenie, że z każdą taką wiadomością o ciąży innych gasnę..


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lipca 2024, 18:01

Lilou Ciągle w oczekiwaniu - 🌈 15 lutego 2025, 22:08

34+0, 85% ciąży - poważnie prawda?

Nie mogę uwierzyć, że jesteśmy w tym miejscu, że to już tak daleko.
Nadal się boję tak, jak i w pierwszym trymestrze - staraniowe traumy są już tak głęboko zakorzenione, że chyba tego nie zmienię.

Czekamy, szykujemy się na przybycie synka.
Ostatnio skoczyło mi ciśnienie - okropnie mnie to zestresowało. Białka w moczu brak, próby wątrobowe też ok.
Mam nadzieję, że szyjka nadal trzyma (skracanie się zatrzymało na 2,5 cm - i taka była szyjka przez ostatnie 2 miesiące), że przepływy dają radę.

W środę wizyta, będziemy pobierać GBS, pewnie za chwilkę robić też wirusówki...

Kiedyś uwierzę.

Jeszcze troszkę zostań w brzuszku, proszę 🙏🙏🙏

siesiepy Niepłodna niemama 🥀 20 lipca 2024, 13:20

Widzę zwiększoną aktywność w moim pamiętniku. Niech będzie. Mam w głowie pierdyliard myśli które przemykają raz za razem i męczą w każdej sekundzie, ale głowa nie chce odpuścić roztrząsania ich.

Przede wszystkim najpierw napiszę co się zadziało na wczorajszej wizycie, bo byłam u swojego Wiesiołka. Dobrze mi tak o nim mówić. Lubię go, ufam mu. Ale do rzeczy.

Przede wszystkim zacznijmy od:
cytologii i "nie można wykluczyć H-SIL ASC-H.
Mamy wykryty w cytologii stan zapalny i rozmaz nadający się "warunkowo do oceny" ponoewaz nie jest do końca czytelny. Mamy brak zmian cytoonkologicznych. Dlaczego ktoś postawił na mnie od razu łatkę H-SIL skoro mało co widać a komórki nabłonka mogą być nieprawidłowe z powodu stanu zapalnego?

Przejdźmy teraz do ciąży.
Mamy taką sytuację. Pęcherzyk duży 30mm (ale został spłaszczony i na spłaszczeniu zmierzony, okrągły miałby pewnie te 24-25mm). Pusty w środku. Mały pęcherzyk znikąd 8mm. Czyżby rósł? Lekarz mówił, że 7mm a 8mm on traktuje jak błąd pomiaru, ale nie powiedziałam mu wczoraj, że on zmierzył 5mm dzień wcześniej. :) Na moje oko ten dziwny twór rośnie. Skąd się wziął to nikt nie może mi zapewne odpowiedzieć na to pytanie.
Beta z czwartku 33340. Bardzo dobra. 🤷🏻

Plany na teraz?
Opowiedziałam lekarzowi o wizycie w poradni, skierowaniu na poronienie i kolposkopię. Uspokoił mnie, żeby na razie nie odstawiać leków i nie czekać na poronienie, nie zgłaszać się do szpitala. Nic mi nie dolega, nic nie boli, nie krwawie i nie plamię. Możemy chwilę poczekać i poobserwować ciążę. Medycyna różne rzeczy w życiu widziała. W dużym raczej nic się nie pojawi na moje oko, ale mamy ten mały pęcherzyk. Oba będziemy obserwować tydzień-dwa. W czwartek mam zrobić betę, w piątek stawić się na wizytę i zobaczymy co się dzieje. Poronić zawsze można. Szyjka też nie jest na tyle pilną sprawą że tydzień-dwa nie może poczekać.
A co do szyjki... Na razie mam nie brać leków przeciwzapalnych. Niech się wyklaruje sytuacja z ciążą. Potem przeleczymy stan zapalny i zobaczymy co dalej w zależności od tego jak się rozwiąże sytuacja ciążowa. Na pewno lekarz by nie rzucał diagnozy H-SIL bez dokładniejszych badań czy ponownej weryfikacji. Kolposkopię też można zrobić w każdym momencie.

Moje myśli...
1. Przede wszystkim jak poronię to rozważam skorzystanie z badań genetycznych jaja płodowego i skorzystanie ze skróconego urlopu macierzyńskiego. Będę wtedy mamą aniołka, moje dziecko, chociaż aktualnie nie istnieje w moim brzuchu, dostanie imię. Koi mnie trochę ta myśl, gdyby scenariusz był niepomyślny, a wolę się na taki szykować.
2. Chciałabym jak najszybciej wrócić do starań. Niestety podejrzewam że sama jaja nie poronię skoro ono sobie rośnie przepisowo. Pewnie będziemy łyżeczkować albo indukować farmakologicznie. Wtedy będzie przymusowa przerwa na 2-3 cykle. Ale poniekąd to dobrze, bo...
3. Mam podejrzenia że mój lewy jajowód jest niedrożny. Aktualnie teoria o dwóch jajach, jednym z lewego, drugim z prawego jest odrzucona. Złe przyrosty prawdopodobnie wyrokowały od początku puste jajo. Zawsze do tej pory owulowałam z lewego jajnika. Nigdy nie załapałam. Gdy owulował prawy, mamy ciążę. Nieudaną, może jednak za słabą komórkę jeszcze wyprodukował... Ale jednak. Przy pierwszym podejściu z prawego załapałam. Podejrzewam więc, że mój lewy jajowód jest niedrożny. Po prostu. Priorytetem jest dla mnie sprawdzenie drożności jajowodów. Z takimi wynikami cytologii pewnie nikt mnie nie dopuści do HSG we Wrocławiu, ale jeśli będę i tak miała przerwę po poronieniu, to czemu mam nie skorzystać z histerolaparoskopii w Wieluniu? Od razu pobiore wycinki na cd138, jeśli tak krótki czas po poronieniu to będzie miało sens.
4. Będę też dążyła do tego, żeby produkować jajka na prawym jajniku. Nie wiem czy będę chciała spróbować z większą dawka letrozolu, skoro ostatnie dwie stymulacje przyniosły po jaju na lewym i prawym (dwa cykle temu prawy zmienił się w torbiel, w tym cyklu owulowal 3 dni później i nic na to nie wskazywało), czy spróbujemy np. z clo, które daje więcej pęcherzyków i zwiększy szansę na jaja na prawym. To wszystko jest do obgadania z lekarzem.
5. Chyba że, patrząc przez pryzmat tego jakie mam myśli ja i mąż, jednak zdecydujemy się od razu na IVF, żeby maksymalnie zwiększyć szanse i ominąć problemy jajowodów... Nie wiem co on aktualnie o tym myśli. Miesiąc temu chciał jeszcze próbować naturalnie gdyby nie wyszło, ale teraz jego słowa sugerują mi, że może być inaczej. Wszystko jest do omówienia w swoim czasie.

20.07.2024 💔

Jeszcze się kiedyś spotkamy synku..

Ola.p Czułam, że tak będzie... 3 czerwca 2024, 10:58

29cs
Zaczynam od antykoncepcji, boiorę antykoncepcję 1 raz w życiu i niestety nie czuję się na niej dobrze. Okropny ból brzucha i pogorszenie nastroju. Ale to tylko 21 dni, wytrzymam.

Chyba nie umiem się tym cieszyć. Nie widzę, że teraz w końcu się uda, raczej, że niedługo skończą nam się możliwości.
Za tydzień idę na wizytę kwalifikacyjną więc wszystkiego się dowiem.

Jestem właśnie po wizycie w klinice. Na szczęście nie wydarzył się żaden z moich czarnych scenariuszy 🥹
Za 8 dni zaczynam brać zastrzyki. A 4.07 zaczynam stymulację.
Lekarz sprawdził czy prawidłowo reaguję na antykoncepcję, dostaliśmy do powtórzenia wymazy i wirusówkę, którą zrobiłam od razu na miejscu.
Wizyty wypadly tak, że musiałam przełożyć tylko 1 klientkę i to bezproblemowo, a punkcja i ewentualny transfer akurat wypadną w nasz urlop więc idealnie. Los nam sprzyja. Niech tylko tak zostanie.

Wczoraj zaczęłam 1 zastrzyk, nie spodziewałam się aż takiego bólu, zaczęłam się zastanawiać czy dam radę. Ale przecież to tylko chwila, chwila która przybliża mnie do mojego celu. Zastrzyki robi mi D, jestem mu za to bardzo wdzięczna, cieszę się, że jest w tym ze mną i wspiera mnie jak może.

Już 4 zastrzyk za mną, z każdym kolejnym jest coraz lepiej, myślę, że przy pierwszym nie spodziewałam się bólu, dlatego było tak źle, ale jak wiem, że boli to już nie boli tak bardzo 😂

Nadchodzi krwawienie, 3 dni po odstawieniu tabletek, miło nie czuć choć raz tego ukłucia w sercu z żalu że się nie udało.

4.07 Zaczynamy stymulację.
Oczywiście znowu żaden z czarnych scenariuszy się nie sprawdził. U anestezjolog usłyszałam, że mam wyniki młodego Boga, u doktorka że jest wszystko jak należy, już się pokazuje więcej małych pecherzyków.
Biorę 2 zastrzyki dziennie, a to chyba jeszcze nie tak źle, choć myślałam, że już skończę te bolesne, a to jeszcze 10 dni 🙈
Jestem dobrej myśli, choć mam nadzieję że punkcja będzie wcześniej niż później 🙈

11.07 Podgląd 🥚🥚
7 dzień stymulacji - mamy 12-14 pęcherzyków, są jeszcze małe więc nie wiem kiedy punkcja, kolejna wizyta za 2 dni, mam nadzieję, że wtedy już się dowiemy 🙈
Estradiol 1611

13.07 podgląd 🥚🥚
Estradiol 2751

17.07 Punkcja
Mamy pobrane 13 komórek, nic więcej nie wiem, ile dobrych ile co, dowiem się na transferze. Choć dochodząc do siebie po punkcji słyszałam jak położne mówiły w pokoju obok "mamy 3 i 8", a Pani obok miała pobrane 3, więc może ja miałam dobrych 8, choć mogło to oznaczać w sumie wszystko🙈
Punkcję jak narazie znoszę dobrze, mam trochę obolały brzuch, ale mężu wokół mnie skacze, a ja leżę i dochodzę do siebie. Cieszę się, że byłam uśpiona nawet ze względu na ogromny stres zabiegiem, oraz bardzo niekomfortową sytuację, nie musiałam tego analizować.
Położne, przekochane, czułam się bardzo zaopiekowania i mam dzięki nim teraz bardzo dobre nastawienie.
Jedynie chyba zrobiliśmy błąd bo od 4 dnia stymulacji mieliśmy zakaz stosunków, i zbytnio tego nie analizowaliśmy, a 10 dni abstynencji dało nam słabe wyniki nasienia. Mam nadzieję, że nie będzie następnego razu, ale jeżeli tak, to zdecydowanie męża trzeba przyatakować jeszcze w trakcie 😅. Staram się tym nie stresować bo w tej sytuacji akurat chyba wiele nie trzeba, niech chociaż kilka dobrych znajdą 🙈

22.07 Transfer
Akurat przyjeżdża do mnie przyjaciółka, mieliśmy jechać razem w tym roku na wakacje, jak im napisałam że my się wycofujemy bo dostaliśmy się do programu to powiedzieli, że w takim razie przyjadą do nas i u nas wszyscy razem spędzimy ten urlop. Więc będę miała turbo wsparcie i wszyscy razem pójdziemy na frytki na szczęście 🥹🍟

Już po 🥹 z 13kumulusów, nadawało się 7, zapłodnili 6.

Transwerowalismy blastocystę 4.2.1 🥹
4 są jeszcze w obserwacji- jutro kończy się ich chodowla więc muszę zadzwonić dopytać jak się mają.

Zamrozilismy jeszcze dwie 5-cio dniowe blastki :❄️ 4.2.1 i 3.2.2 ❄️😍
Od razu mówiłam D, że jak będą 3 i będzie się udawało za 1 razem to będziemy mieć 3 dzieci więc chyba wykrakałam te 3 zarodeczki 😅 Zawsze chciałam mieć 2/3 dzieci, jeśli tylko będzie się udawać za 1 to nie zostawię tam żadnej ❄️

Beta za 10 dni, sama nie wiem jak się nastawiam, szybciej niż za tydzień nie planuje testować, a potem to już nie dużo zostaje więc zobaczymy, może wytrzymam 🙈

3dpt. Ból macicy i jajników od czasu do czasu, pod wieczór ból macicy podczas każdego spięcia jak kaszel czy kichanie. Na papierze lekkie zabarwienie jeden jedyny raz, ale chwilę wcześniej chyba zadrapałam się podczas aplikowania dopochwowo progesteronu więc najprawdopodobniej się delikatnie zraniłam i stąd delikatna plamka krwi na papierze.

6dpt. Mocniejszy wzrost temperatury, ale zawsze na tym etapie mam skok, ten jest jedynie 0.1 większy niż zazwyczaj, czy to wystarczająco żeby robić nadzieję? Raczej nie. Czasem czuję jajniki, macicy już nie czuje tak jak te 2/3 dni temu. Jutro chyba zatestuje, powinno już coś być, a jak nie to skróci zbędną nadzieję o 3 dni. Jak coś wyjdzie zrobię betę 8dpt i później 10dpt dla kliniki, jak nic nie wyjdzie to zrobię tylko betę dla kliniki.

7dpt. Biało. Oczywiście jedynie kreska fabryczna.

8dpt. Biało, zrobiłam tylko dla potwierdzenia. Już się nie łudzę, że może coś jeszcze się pojawi i za 2 dni na becie będzie jakiś cud. Trzymałam się cały dzień, aż do momentu jak znalazłam na Instagramie post w stylu "jesteś cudowną mamą, pamiętaj o tym" i wysłałam go mojej przyjaciółce i w stym momencie się złamałam.

10dpt beta <0.2


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 sierpnia 2024, 12:53

Dziś 45 dc, po okresie ani śladu.
Ostatni cykl trwał 59 dni.😡 Ciągnie się to ostatnio w nieskończoność, wszystko całkowicie się rozjechało.🙄 Albo przeciągnęła się faza letalna, albo owulacja była bardzo późno. A może to drugie...🤷 Bo właśnie dziś czuję cały dzień kłucie jajnika jakby coś tam się działo.😒 Podobne uczucie miałam w obu ciążach( gra w skojarzenia). Może jakaś torbiel się zrobiła...🤨 Okres jest już bliżej niż dalej.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)