miska122 Tęcza po burzy :) 21 listopada 2024, 08:34

Chciałam napisać wpis do pamiętnika wczoraj, na równe 3 tygodnie. Jednak życie bywa tak nieprzewidywalne, że dziwię się, że jeszcze się nie nauczyłam że nie ma sensu niczego planować.
Cofnijmy się do środy, 30 października 2024.
Rankiem zauważyłam na wkładce trochę krwi. Pierwsza myśl - zaczynam rodzić. Napisałam do położnej, męża i czekałam co będzie dalej. Jednak nie działo się nic. Plamiłam dalej, ale żadnych skurczy, odchodzących wód. Przed 15 stwierdziłam, że nie ma sensu udawać, że rodzę, trzeba się czym zająć, więc poszłam odebrać synka z przedszkola, a następnie udzielałam korepetycji. Byłam w stałym kontakcie z położną, która pisała co jakiś czas by dowiedzieć się czy ówczesny dzień spędzi na porodówce czy nie. Ok 18 zaczął boleć mnie brzuch. Nie wiedzieć czemu wmówiłam sobie, że nie mam skurczy, że boli mnie żołądek. Skurcze były na tyle lekkie, że w sumie mogłam je pomylić z rewolucjami żołądkowymi. Ok 19:30 nie byłam już w stanie zwalać niczego na pracę żołądka, to były ewidentne skurcze. Napisałam do położnej, kiedy usłyszała, że są częściej niż 10 min (były mniej więcej co 5) i że rozwarcie 3cm to mam od dawna kazała nam w ciągu 20min wyjechać. Szpital oddalony jest od naszego domu o 1,5h. Mój mąż pędził jak szalony, nie chce wiedzieć ile mandatów moglibyśmy dostać, ale udało się dojechać w godzinę. Większość akcji skurczowej przeszłam w aucie. Nie była to najbardziej komfortowa rzecz na świecie, mówiąc kolokwialnie - nie polecam. W szpitalu byliśmy o 21, ja już mocno w bólu. Szybkie badanie, 7cm rozwarcia i od razu na porodówkę. Godzinę i 18 min później mały był już na świecie. Urodził się dzień przed terminem z OM. Był większy od brata, co zresztą czułam rodząc go. W pewnym momencie była obawa czy dam radę urodzić barki, ale jakoś się udało. Po ważeniu okazało się, że mały waży 3800. Zupełnie nie byliśmy przygotowani na duże dziecko, nastawialiśmy się na maleństwo, jak poprzednim razem.
Maksym - okaz zdrowia, piękny, spokojny chłopczyk w końcu był na świecie. Niestety jako, że jestem dość szczupła i o wąskich biodrach, to ucierpiała moja kość ogonowa, która pękła przy porodzie. Na szczęście dzisiaj czuję się już dobrze i myślę, że lada chwila nic już nie będzie boleć.
Pierwsze dni z Maksem były fantastyczne, jego starszy brat go pokochał, mały dawał się wyspać w nocy i w ogóle był przekochany.
Problem zaczął się kiedy mały początkowo przybierając bardzo dużo na wadze, nagle przestał przybierać w ogóle.
Wczoraj położna kazała nam zrobić badania krwi i moczu.
Dostałam telefon z laboratorium - CRP 246. Od razu telefon do położnej, do przychodni po skierowanie i na Śląsk do szpitala.
Rano siedzieliśmy z mężem na gorącej czekoladzie i rozmawialiśmy o pierdolach, a popołudniu byliśmy w szpitalu. Małego zabrali do inkubatora, najpierw wołali mnie na karmienia, ale w nocy dali moje mleko do karmienia... Nie jestem z tego zadowolona, ale dzisiaj mam go dostać na salę to wrócimy (mam nadzieję) do kp. Prawdopodobnie zostajemy min 10 dni. Już mam dość. Jestem zmęczona, zestresowana, tęsknię za starszym synkiem i nie wiem jak wytrzymam tyle dni bez niego. Najważniejsze jest teraz oczywiście żeby Maks szybko wyzdrowiał i żebyśmy mogli wrócić do domu. Czekam na lekarzy z jakąś informacją co w ogóle mu jest (prawdopodobnie układ moczowy) i muszę się wdrożyć w rutynę szpitalną.
Nie lubię listopada. Niech się szybko kończy.

Nieprzejrzysta Niepewność 23 września 2024, 09:51

23.09.24r.- 38 dc
Tydzień temu zrobiłam test i wyszły delikatne 2 kreski. Pojawiły się po kilku sekundach, już wtedy wiedziałam na 100 %, że coś z tego będzie. 2 dni później (18.09)zrobiłam betę 63.74. To był 13 dpo? Tak jakoś. W piątek byłam u ginekologa bo i tak miałam już zarezerwowany termin jakiś czas temu i nie spodziewałam się, że mnie nastraszy ciąża biochemiczną. Żadnej empatii, żadnego pocieszenia. Stwierdziła, że mam za grube endometrium i, że to trochę nieciekawie wygląda, tak jak by to była ciąża biochemiczna. Wyszłam ze strachem w oczach. Na drugi dzień(21.09) zrobiłam betę i wyszła 168.30. Czyli przyrost ok. 90%. Trochę się uspokoiłam, ale nadal mam mieszane uczucia czy wszystko jest okey. W środę robię następną betę, w piątek mam do niej przyjść. I raczej to będzie druga i ostatnia wizyta u tej Pani. Podejrzewałam u siebie endometrioze albo Pcos, byłam u kilku lekarzy, mówiłam im o swoich problemach i nikt nie raczył się skłonić do tych chorób...Mówili, że wszystko jest okey. No nie było, bo z miesiąca na miesiąc cierpiałam coraz bardziej.
Progesteron miałam wysoki bo ok. 28. Nigdy z progesteronem nie miałam problemów. Czuję się w miarę okey, czuję piersi, jestem bardziej głodna, hormony buzują, mam delikatne mdłości. Myślę że nic nie wskazuje na to, że miało coś być nie tak.
Boję się, że mój ulubiony miesiąc wrzesień, może stać się przykrym przeżyciem, trzymajcie kciuki za kropka 😓❤️


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 września 2024, 15:48

Mam prawdopodobnego winowajcę. Ureaplasma. W toku przygotowań, nie robiłam tego badania. Różne posiewy, w tym w kierunku chlamydii, owszem, ale orzez 6 miesięcy biegania na monitoringi nikt mi nie zlecił posiewu w kierunku ureaplasmy. Teraz, przygotowując się do histeroskopii, miałam w rozpisce. I wyszło gówno. Ciekawe, od kiedy jest z nami, jak bardzo uszkadza plemniki (w końcu mijają nam 4 lata seksów bez zabezpieczenia), jak duże szkody w zmianach zapalnych lub zrostach wywołała u mnie.

Jestem zrezygnowana. Lekarzy mam ochotę powybijać. Czy naprawdę ja sama po wieki wieków mam o wszystim pamiętać?

Wczoraj też były urodziny mojej siostry. Jak już do siebie doszłam to wpadłam na ciacho i herbatkę. Była też koleżanka siostry w ciąży. Wiedziałam że będzie, siostra nawet pytała czy będę się z tym czuła okej.
Starałam się za bardzo nie patrzeć na brzuszek ale złapałam się kilka razy,że po prostu patrzę i zazdroszcze. Czy pojawiła się myśl czemu oni a nie my? Tak. Czy bolało, gdy wszedł temat jak dziecko zmienia życie lub temat zbliżającego się porodu? Tak.
Bardzo bym chciała żebym już niedługo to ja miała taki brzuszek. Chciałabym się zastanawiać jak bardzo zmieni się moje życie. I niech się zmieni. Chciałabym żeby mój mąż spytał mnie jak się czuje? Żeby powiedział,że widzi że dostałam kopniaka bo się skrzywiłam.
Nie sprawie,że przez nasze problemy, wszystkie kobiety w ciąży lub z dziećmi w wózku znikną bo łatwiej mi nie patrzeć. Życie.
Jednak łatwiej mi z wiedzą,że mamy szanse. Mocno wierzę,że to niedługo będę ja, My. I nasza ❄️


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 sierpnia 2024, 22:32

To jest ten stan którego nienawidzę w trakcie starań... ciągle liczenie dni cyklu, analiza i nadzieja że teraz to już na pewno... 🫣 i tak co miesiąc... Z marca robi się czerwiec 🫣


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 sierpnia 2024, 08:18

Domi94 Teraz będzie lepiej 🤞 12 grudnia 2024, 11:21

34dc
Beta 1013,57, prog 17 🤯🤯

Nic tego nie zapowiadało, wszystkie objawy były okresowe, a okres nie chciał przyjść. Gdyby nie kaszel, stan podgorączkowy i ból kości to dziś nie zrobiłabym testu przez pójściem do przychodni. Kreski pojawiły się od razu🤯 wczoraj koleżance mówiłam, że tak dobrze znam własne ciało, że od najmniejszej bety wiem co jest grane😂 ale dziś się zdziwiłam 😂

Na dziś jestem spokojna, szczęśliwa i nie tworzę scenariuszy. Dorzuciłam Cyglogestu, żeby wspomóc i narazie tyle mogę zrobić. W sobotę idę na powtórkę i jak będzie ok to pójdę do doktorka 😅

Ciąża zakończona 14 sierpnia 2024

Dni po transferze nie liczę, bo to już nie ma sensu... znowu jestem w ciąży, gdzie już na początku wiem, że nie będzie z niej dziecka...
Jedyny plus, że ten mikropecherzyk jest w macicy... więc wygląda na biochem, co jest lepsze niż pozamaciczna...
Żyjemy w takim kraju, że leków się nie podaje... trzeba czekać... liczę że będzie to szybko i będę mogła myśleć co dalej... czy bardziej chce, czy bardziej się boję...
Co lepiej zniosę? Ewentualną porażkę, czy rezygnację z marzeń o drugim dziecku? Czy może jednak jest szansa na zywe dziecko z drugiej procedury? 🙏

Domi94 Teraz będzie lepiej 🤞 14 sierpnia 2024, 17:40

14 dc
Punkcja. Progesteron 14. Pobrano 13 komórek, 12 nadawało się do zapłodnienia. Jutro informacja ile się zapłodniło🤞

Widziałam jak jedną komórkę zapłodnił , magiczne uczucie🪄 jest szansa na świeży transfer, ale wiadomo, wszystko zależy jak się potoczy🤞 na dziś jestem przeszczęśliwa, daje sobie przestrzeń na szczęście. Zjadłam pizzę na cienkim cieście, popiję ją skyrem i będzie dobrze👌

Edit: zapłodniło się 9 komórek, jedna jest wątpliwa ale poczekamy. Z takim wynikiem jest szansa na świeży transfer w poniedziałek 🤞


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 sierpnia 2024, 13:18

Witamy się w rozpoczętym dwudziestym tygodniu ciąży 🤭. Leci nam to coraz szybciej, a do mnie nadal momentami nie dociera, że w niej jestem 😅.

Ostatnie dni mamy w domu mały szpital, Tośka i Stary są chorzy, gorączkują i są osłabieni, więc mamuśka mimo cieknącego nosa musi ogarniać całe towarzystwo i dom 🤷🏻‍♀️, ale kto jak nie kobiety ma nadprzyrodzone siły, prawda 🙃?

Jesteśmy już dzisiaj po wizycie u lekarza prowadzącego. Wszystko jest dobrze, Bobas rośnie prawidłowo, szyjka zamknięta i długa - dzisiaj przy badaniu 4cm, więc nie ma czym się przejmować 🤞🏻.

Według lekarza mamy też już potwierdzoną płeć, chociaż sam mówi, że tak naprawdę płeć wpiszą dopiero przy porodzie, to on już i tak jest pewien swego, więc...

Jasiek pozostaje Jaśkiem, pindol nadal jest pindolem i już nie powinno się to zmienić 🩵.
A że przy okazji jest małym Łobuzem, tak jak w brzuszku była też jego starsza siostra, to z USG mamy dzisiaj tylko zdjęcie pindola 🤦🏻‍♀️😅.

Kolejne spotkanie z naszym Synkiem już za tydzień, mamy połówkowe 😳, więc liczę, że tam zechce pokazać nam swoją buzię 🥹.


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 marca 2025, 18:49

Jabłkowesny Ile uniesiemy? 3 marca 2025, 21:17

AMH oscylujące w granicach 13, przy regularnych i najprawdopodobniej owulacyjnych cyklach, nie powiem, strzeliło z zaskoczenia w twarz.

Od czego by tu zacząć... Postaram się pokrótce opisać czas naszych starań. Może dzięki temu pomogę komuś w podobnej sytuacji. Jeśli nie, to zostanie pamiątka. 10 lat temu podczas starań o Syna pisałam pamiętnik na OF i często wracam do niego. Miło przypomnieć sobie tamte emocje i odczucia. Sama uśmiecham się wtedy do siebie :)

Na przełomie lutego/marca 2022 byliśmy całą trójką na weekendowym wypadzie pod Legnicą. Bawiliśmy się przednio, dużo spacerowaliśmy, moczyliśmy się w basenie. To był świetny rodzinny czas. Pewnego wieczoru, gdy Młody już spał pojawił się znikąd temat drugiego dziecka. I tak rozpoczęła się Nasza historia. W kwietniu byłam na wizycie u gina - zobaczył hematomę w macicy. Koniecznie do usunięcia podczas histeroskopii. 31 maja przeszłam zabieg na Polnej w Poznaniu. Krwiak urósł do niebotycznych rozmiarów w krótkim czasie 4x5cm. Byłam przerażona, ale pełna nadziei. Pozbędziemy się cholerstwa i będzie z górki. Nie było... Kolejne miesiące. Kolejne niepowodzenia. W sierpniu HSG pod kontrolą RTG - nic fajnego - lewy jajowód niedrożny. W październiku prywatnie HyFoSy - jajowody drożne, lewy ciut zwężony. Mnóstwo badań przez 1.5 roku. Krew, AMG, przeciwciała p/plemnikowe, hormony, panel na zakrzepicę ( mam 3 z 5 mutacji ), cytologia do odnowienia, biocenoza, biopsja endo, KIRy, Mąż co 2 miesiące badanie nasienia, HBA i wiele, wiele innych... Łącznie 4 IUI. Jednoznaczna przyczyna niepowodzeń nie została zlokalizowana. W lutym 2023 ( dzień przed urodzinami Syna ) dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Radość trwała stanowczo za krótko ( ciąża po 4 IUI ). W kwietniu 2023, w dniu 18stki mojej siostrzenicy beta - znów ciąża. Niestety, kolejny raz los z Nas zadrwił. Udaliśmy się do jednej z renomowanych Klinik Niepłodności, po kilku miesiącach zrezygnowaliśmy. Nie odpowiadała Nam formuła, a jak Pani dr podczas monitoringu owulacji pomyliła jajnik z którego była owulacja to było to dla Nas zbyt wiele. Zmieniliśmy Klinikę. Zamiast dojeżdżać 90km dojeżdżaliśmy 130, ale czego się nie robi. W drugiej jest o wiele lepiej. Trafiliśmy tam w lipcu. Akcja była ekspresowa. Zero pitu pitu, naciągania na koszty, kombinowania. Badania do odnowienia i lecimy z IVF. Ekscytacja mieszała się ze strachem, ale jesteśmy ludźmi zadaniowymi. To wiele Nam ułatwia :) Po tak długim okresie starań liczyliśmy się z In Vitro, ale gdzieś tam z tyłu głowy pojawiła się myśl - szkoda, że nie wyszło naturalnie. 21 października czyli stosunkowo niedawno ( po stymulacji Menopurem i Citrotide ) podeszłam do punkcji. Znosiłam ją w miarę ok, byłam słaba przez kilka dni, jajniki pobolewały, ale obyło się bez hiperki. Pobrano 7 kumulusów. Dziś podchodziliśmy do transferu 🧫 Wszystko przebiegło super :) Wróciliśmy z Blastką na pokładzie. Mam nadzieję, że urządza sobie teraz swoje M1 i zostanie z Nami 🍀

Jeden pęcherzyk nie był dojrzały. Zostały 2 morule i trzy blastki. O tym co z nimi dalej dowiemy się w poniedziałek :)

Leki na tą chwilę - estrofem, luteina, magnez z B6 prenacaps, D 4000, B12 metylowana, kwas foliowy 800 Naturell, acard, DHA prenacaps. Nospa.


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 lipca 2025, 10:39

Hej, byłeś tam! Choć tylko przez chwilkę, to dałeś mi ogromną siłę do tego, by walczyć dalej. Dzięki Tobie nie zatraciłam się w rozpaczy jak podczas dwóch poprzednich procedur, a upadłam tylko na jedno kolanko. Pięknie było nosić Cię tak blisko te kilkanaście dni. Przepraszam, że w Ciebie wątpiłam - Ty, choć tak malutki, walczyłeś najmocniej jak potrafisz. Byłeś silniejszy niż ja 🤍

Od miesiąca ta piosenka ciągle leci w radiu. Strasznie mnie denerwowała, w końcu ile można słuchać tego samego. Gdy dowiedziałam się, że nie będzie dobrze i wracałam sama późnym wieczorem do domu, coś mnie tknęło i wsłuchałam się w jej słowa. Tak świetnie pasowała.. Padał deszcz, a ja przepłakałam resztę drogi. Od tego momentu zawsze będzie kojarzyć mi się z Tobą 🤍

Billie Eilish: „Birds of a feather“
"I want you to stay
'Til I'm in the grave
'Til I rot away, dead and buried
'Til I'm in the casket you carry
If you go, I'm goin' too, uh
'Cause it was always you
And if I'm turnin' blue, please don't save me
Nothin' left to lose without my baby

Birds of a feather, we should stick together, I know
I said I'd never think I wasn't better alone
Can't change the weather, might not be forever
But if it's forever, it's even better

And I don't know what I'm cryin' for
I don't think I could love you more
It might not be long, but baby, I

I'll love you 'til the day that I die
'Til the day that I die
'Til the light leaves my eyes
'Til the day that I die
[...]

And I don't know what I'm cryin' for
I don't think I could love you more
Might not be long, but baby, I
Don't wanna say goodbye."

Na pamiątkę:

Co zmieniłam tym razem?

1. Ponad 3 miesiące trzymałam ścisłą dietę, prawie w ogóle nie piłam alkoholu, ćwiczyłam siłowo min. 2x w tygodniu, dużo spacerowałam (starałam się robić minimum 8 tys. kroków dziennie) - zbiłam glukozę do ok. 80 na czczo
2. Od czerwca regularnie stosowałam suplementację z zalecenia dr Jerzak
3. W cyklu transferowym ćwiczyłam codziennie jogę na poprawę endometrium (tu pomogła też l-arginina, witamina e, orzechy brazylijskie, migdały i wiadomo - leki) - endo w dniu transferu miało 9 mm, podczas gdy w ostatnich cyklach w trakcie owulacji dochodziło do ok. 5 mm
4. W cyklu transferowym miałam wykonaną biopsję (scratching) endometrium
5. Leki, które brałam: Cała ampułka accofilu na raz w 4 dc (miał być w 2dc) + 2 dni przed transferem, następnie tydzień później, prograf od 2 dni przed transferem do bety, nivalin 2,5 mg 1-10 dc, decapeptyl od punkcji przez kolejne 7 dni, estrofem od punkcji do bety, heparyna 0,4 od punkcji do bety
6. Zmieniliśmy klinikę! 🇨🇿
7. Transferowaliśmy 2 blastki! (to zawsze zwiększone szanse)
8. To był pierwszy bezbolesny transfer w moim życiu ❤️‍🩹
9. Na transfer założyłam bluzę z ananasem + po wszystkim pojechaliśmy na frytki z maka (nie jestem przesądna, ale jakby mi ktoś powiedział, że bieganie nago po klinice pomaga, to bym to zrobiła)
10. Po transferze dbałam o ciepło - nie rozstawałam się z grubymi skarpetkami i pod sweter/bluzę zakładałam dodatkowy podkoszulek
11. Po transferze oszczędzałam się na maksa, poszłam na home office, przez co miałam możliwość położenia się gdy tylko czułam skurcze
12. Chodziłam na spacerki, żeby poprawić krążenie w macicy (ciągłe leżenie nie jest dobre!), ale zrezygnowałam z ćwiczeń siłowych i jogi
13. Wzięłam nospę 2 h przed transferem + codziennie kilka dni po transferze zawsze, gdy czułam skurcze (nawet do 6 tabletek na dzień)
14. Po transferze codziennie piłam koktajl z buraka, arbuza i imbiru, czasem podjadałam plasterek czy dwa ananasa (choć przy dwóch poprzednich razach też to robiłam)

Objawy po transferze:

1. Od dnia transferu czułam codziennie okresowe bóle brzucha rozlewające się na lędźwie i uda
2. Mocno, wyraźnie kłuły mnie oba jajniki
3. Przez pierwsze 2-3 dni po transferze czułam wyraźnie różne dziwne zapachy
4. Bardzo, bardzo bolały mnie piersi - tak samo, jak w poprzedniej ciąży i nigdy później - były powiększone, nabrzmiałe, ciężkie, po zdjęciu stanika nawet nie drgnęły
5. Cały czas chciało mi się pić (to samo miałam w poprzedniej ciąży), a później chodziłam non stop siku, w nocy minimum 2 razy
6. Musiałam robić drzemki w ciągu dnia (normalnie nienawidzę i nie potrafię spać w trakcie dnia)
7. Budziłam się po nocy cała mokra (to samo miałam w poprzedniej ciąży)
8. Miałam zadyszkę po spacerze czy wejściu po schodach, ciężko oddychałam
9. 5 dpt czułam przeraźliwy kilkugodzinny ból okresowy, zwijałam się z bólu na łóżku (nie mam pojęcia co to było)
10. 7dpt wystąpiło różowe plamienie (pewnie nigdy nie dowiem się czy to podrażnienie od luteiny czy plamienie implantacyjne)

IMG-4008.jpg
To be continued... ⏳🌈

Mersalla W poszukiwaniu tęczy 🌈 23 września 2024, 19:07

Guess who’s back 🙃
No więc tak, dorośliśmy do starań o kolejnego bąbla. Helena jest wymagającym dzieckiem ale tak uroczym, że aż chce się więcej 😂 Staje się bardziej samodzielna, więc powoli wkraczamy w dobry czas na następną ciążę.
Starań jednak nie zaczynamy od razu. Stary zaczyna w zimie roczne szkolenie, jeśli urodzę w czasie jego trwania zostanę sama z noworodkiem i Halszką zaraz po porodzie, bo M. nie może wziąć wolnego. Byłby w domu jedynie wieczorami i w nocy. Także na ten moment plan zakłada rozpoczęcie starań w kwietniu. Urodziłabym wtedy już po zakończeniu szkolenia, Helena na czas mojego pobytu w szpitalu miałaby tatę na wyłączność, nie byłoby potrzeby angażowania dziadków. Oni i tak mieszkają 3h drogi od nas, są chętni do pomocy ale nie chcemy im robić kłopotu.
Teraz skupiamy się na swoim zdrowiu. Podjęliśmy decyzję, że chyba spróbujemy póki co bez szczepień u Paśnika. Logistycznie ciężko byłoby mi jeździć samej do Łodzi z dwulatką na pokładzie. Stary z wyżej wymienionych przyczyn odpada przy tej operacji. Suple już zamówione, testy owulacyjne też idą. Przez te pół roku wrócę do obserwacji mojego cyklu i podreperujemy jakość naszych „żołnierzyków”. Modlę się tylko o to, żeby się udało bez większych problemów. Przecież limit nieszczęść już wyczerpaliśmy. Prawda? 🤞🏻

100 lat Krąs! Od Ciebie dla Ciebie! A gównem staraj się nie przejmować.

Nareszcie ruszamy z kolejnym cyklem. Fajnie gdyby był ostatni :) Od niedzieli estrofem, 20 listopada o 19 wizyta z USG i papierologią.

Jestem po konsultacji z immunologiem.
Dostałam zalecenia i plan działania.
Od dzisiaj zaczynam immunosupresje przez 25 dni- equoral+ encorton.
Potem zostaje ze mną Hydroxychlorquine i encorton.
Osiem dni przed transferem i dzień przed transferem cała ampułka accofilu, od 2dpt 1/3 ampułki co dwa dni, kontrolne morfologie i ewentualne modyfikowanie dawek.
Planujemy transfer na listopad.
🗓 04.11 wizyta przed transferem.

Cytokiny wyszły w porządku, allo mlr jest ładne, cross match do zbicia immunosupresją. Doktor allo nie zleca, zrobiłam z ciekawości czy ivig je podniosło. Poziomy białek C i S idealne. Wszystkie wymazy w porządku, stanu zaplanego endometrium brak, komórki nk w normie, witaminy, żelazo w górnej granicy normy, homocysteina okej, tsh na euthyrox idealne, w histeroskopii też wszystko dobrze, brak zrostów, mięśniaków. Z ginekologicznego punktu widzenia nie ma się do czego przyczepić. Wygląda na to, że cross match wszystko psuje 😞

Błagam, żeby to zadziałało 🙏🍀
Za dwa dni będę starsza, jedyne marzenie przy dmuchaniu świeczki z tortu to żeby listopadowy transfer się udał! ✊🏼🍀 niczego więcej nie pragnę, tylko Ciebie 👶 i aż Ciebie ❤️


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 listopada 2024, 08:42

1dc, cykl transferowy.

Od dzisiaj estrofem 2x1 i acard na wieczór. Cały czas jestem na immunosupresji, czuje się dobrze, nie odczuwam żadnych zmian. No może przez kilka dni myślałam, że coś mnie bierze bo bolało mnie ucho i połowa gardła, ale tylko z rana przed kilka godzin, potem przechodziło a ból się nie zwiększał aż w końcu całkiem minął.
Boję się ale też się cieszę, że przed nami kolejna szansa.
Przygotowania do piątego transferu czas start.
Losie bądź dla Nas łaskawy 🍀

Idziemy po Ciebie ❄️👶

Jesteśmy po wizytacji. Endo 9mm. Progesteron 0.16. LH 48. Estradiol 2380 🥳 W piątek o 12.15 badania, a o 14.15 transfer 💪♥️

Estrofem 3x1. Od jutra luteina 3x1. Przed transferem nospa i kontynuacja przez 10 dni.


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 listopada 2024, 10:42

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)