7tc + 2
Wczoraj była pierwsza wizyta u ginekologa. Idealnie termin z USG pokrywa się z terminem owulacji - lekarz był w szoku, że tak dokładnie obliczyłam termin przy moich długich i nieregularnych cyklach. Serduszko bije i to jest najcudowniejsze
cały dzień się stresowałam. Czekaliśmy na to 2 lata i nie wierzę nadal, że to się właśnie dzieje.
Dostałam skierowanie na badania podstawowe, badania prenatalne - termin już ustalony na 08/09, karta ciąży założona. Muszę jeszcze iść do endokrynologa, aby potwierdził czy mikrogruczolak nie jest przeciwskazaniem do naturalnego porodu. Dostałam też luteinę i duphaston w związku z tym, że wcześniej poroniłam. Leki będą brać do połowy ciąży.
Po lekarzu pojechaliśmy na małe zakupy do Pepco, kupiliśmy kilka słodkich rzeczy dla dzieciątka - jak pójdę na L4 to będziemy ogarniać wielką walizkę ubrań jaką mamy w piwnicy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 sierpnia 2025, 15:03
"Jesteś już stara i nigdy już nie zrozumiesz potrzeb dzieci. Ani moich ani mojego brata"😱🙈🙄
Nie ma to jak kobieta - kobiecie, córka - matce powie - jesteś za stara🙈
Ale szczerze mówiąc, bardziej mnie zabolało - nie rozumiesz.... 🤨😟
No więc, od dziś staram się bardziej rozumieć 🤯🤯🤯🤯🤯6-latkę🤣
A na drugim froncie - "mojaaa mamaaa" czyli mamoza 2latka w pełnej krasie i człowiek marzy o samotnej wyspie 🤭🫣
Co ja robiłam z wolnym czasem prze 6 lat starań 🤔🤔🤔
Chyba się otrząsnęłam. Wiadomo, że po raz kolejny pękło serduszko ale po początkowym dole aż do serca ziemi odbiłam się od dna tłukąc sobie do łba że trzeba żyć. Że to nie może mi znowu odebrać całej radości z życia.
To trudny moment... Znowu zostałam z niczym. Nie mam zarodków, nie mam teraz najmniejszych szans.
Biorę pod uwagę jakieś opcje ale nie mogę się dogadać z mężem, nie mogę też sama podjąć decyzji co by mi tak naprawdę pasowało.
A chodzi mi po głowie wszystko. Od zbadania zarodków po zmianę kliniki lub całkowita rezygnacja ze starań. Combo.
Na ten moment plan jest żeby mimo przeciwności nauczyć się cieszyć życiem, dniem dzisiejszym i małymi rzeczami.
Za tydzień mam też mammografię więc proszę o wszystkie kciuki również w tej sprawie bo jednak denerwuje się tymi piersiami.
A mój mini plan na dzisiaj to sałatka z kurczakiem, pomidory z mozzarellą i winko 🙂
No i kolejne miesiące zleciały jak z bicza strzelił 🫣. Co się wydarzyło od czerwca? Stymulacja, owulacja i dalszy brak ciąży 😕. Mamy z mężem wykonane wymazy na różne syfki, ale nic nie wyszło. Mąż nasienie ma przebadane od a do z, generalnie parametry nieco obniżone, ale nie na tyle, żeby z tego nie było ciąży. Kariotypy też ok. Miałam histeroskopię, endometrium ładne bez polipów, stanu zapalnego, jajowody drożne. Z wycinków cd138 ujemne, cd56 dodatnie, ale lekarka twierdzi że na razie tym się nie przejmujemy, bo tam gdzie wysłali hispat nie ma podziału na te komórki. Część z nich jest potrzebna, część blokuje implantacje, więc nie wiemy jakie są składowe tego wyniku oraz że ten parametr powinno się robić w 2 fazie cyklu. Coś w ten deseń 🙃. Teraz jestem w oczekiwaniu na wynik pierwszej inseminacji. Generalnie 3 jajeczka pękły, endometrium wystarczająco grube. Spreparowane nasienie z ruchem postępowym A aż 90% 🤯. Martwię się że mimo wszystko i tak się nie uda, że zbyt łatwo to wszystko idzie 😕. Piękny sen z którego obudzę się z płaczem 😢. Cały czas mam przeczucie, że muszę zacząć grzebać w tej immunologii i drugie ja, które mówi żeby nie ruszać, bo rozchwieję całkiem organizm i wpadnę w poważne kłopoty. Pracuję z ludźmi, z obniżoną odpornością będę łapać wszystko i co chwilę chorować 😕. Wspominałam lekarce, ale na razie plan to 3-4 IUI, a potem cóż czekam jak w szpitalu uruchomią IVF i wtedy zacznę badać moją immunologię. Mierzę sobie temperaturki, ale w tym cyklu wykres jest kiepski, słaby skok mimo brania luteiny. Przed owulka estriadol bardzo kiepski 65pg/ml, jutro robię proga dla lekarki i e2 dla siebie. Obstawiam piękny prog i e2 na poziomie podłogi 😕. Ten cykl z częstym monitoringiem mnie zmęczył, jeszcze 2 -3 cykle takiej męczarni 😢. Czuję zniechęcenie i jakoś mi smutno. Pisałam o wadze, oczywiście przybrałam i jest tragedia. W drugiej połowie cyklu boję się intesywniej ćwiczyć, a luteina wpływa na wilczy apetyt. Metformina już go tak nie hamuje jak na początku przyjmowania. A tak naprawdę zajadam stres i niepowodzenia 😭. Teraz znowu mamy z mężem postanowienie poprawy. Chciałabym dłużej wytrzymać na diecie, tak fajnie mi szło do kwietnia, waga leciała, była forma i micha trzymana na wodzy. Teraz stwierdzam że łatwiej było mi rzucić fajki niż pokonać nałóg obżarstwa. Cóż trzeba zawalczyć o siebie 🦋
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 października 2025, 21:44
Jesteśmy po wizycie u naszej Pani Doktor ginekolog -androlog. Lekarka pozytywnie podeszła do przypadku męża. Twierdzi, że przy takich parametrach obniżona morfologia nie zdaje się być nieodwracalna. Zaleciła suplementację i ponowne badania za 3 miesiące. Mam w głowie lekki zamęt. Z jednej strony w ostatnim miesiącu trafialiśmy na same informacje, że taka morfologia jest wręcz jak wyrok. Z drugiej strony dobry lekarz z doświadczeniem mówi coś zupełnie innego. Chyba czas na jakiś czas oddać się tylko lekarzom. Sama już nic nie wymyślę...
Pani Doktor poruszyła z nami również temat mojego zabiegu i czekającej nas przyszłości. Znowu wyszedł temat sytuacji, w której konieczne będzie usunięcie drugiego jajwodowu. Nie umiem nawet myśleć o takim scenariuszu.
Zostanę pozbawiona ostatniej nadziei. A co jeśli ivf się nie uda? Nie będę mogła już nawet liczyć na "cud", o których tyle tutaj czytam... Może nie powinnam wyrazić zgody na usunięcie drugiego jajowodu? Wiem jednak, że będzie mnie operował wspaniały lekarz i na pewno zrobi 200% żeby uratować drugi jajowód jeśli będzie widział w nim potencjał. Po
Boże błagam pomóż. Prowadź lekarzy, niech pomogą mi spełnić to marzenie.🥺
Oczywiście, że życie zweryfikowało moje podejście do pozytywnych "znaków". Wszystko co mogło pójść źle, to poszło. Siedzę i grzeję ławkę rezerwowych. Z pierwszej procedury nie mamy żadnego zarodka. Mamy jedynie żal, smutek i rozczarowanie. Minął prawie miesiąc, a ja dopiero teraz czuję, że jakoś się pozbierałam. Zbieram się, ale zauważyłam, że potrzebuję coraz więcej czasu po każdej "porażce". We wtorek na wizycie dowiedziałam się, że jedną owulację już miałam, i chyba zaraz będę miała drugą. Jajniki jeszcze szaleją po stymulacji. Jeśli się nie uspokoją, to nici z drugiej stymulacji na razie. Lekarz planuje wprowadzić leki na wyciszenie. Nie jest to zły scenariusz, bo może to pomóc w uzyskaniu większej ilości oocytów dobrej jakości. Na razie nie wiem co będzie dalej, wszystko się rozstrzygnie jak zacznie się nowy cykl. Marzę o cudzie. Marzę o naturalnym cudzie, bez tego czekania, stresu, zastanawiania się czy w ogóle się uda. Nie poddam się, oczywiście, że się nie poddam.
Chwilę mnie tutaj nie było. Jestem już po zabiegu. Zgodnie oczekiwaniami usunięto prawy jajowód z wodniakiem oraz przegrodę macicy. Na całe szczęście lewy jajowód jest drożny i został na swoim miejscu. Dziś odebrałam wyniki z badania histopatologicznego wyciętych tkanek. Niestety potwierdziło się podejrzenie lekarza - endometrioza. Muszę pozbierać myśli. Z jednej strony chcę dalej walczyć, z drugiej wiem jak ciężka jest to choroba i jak duże utrudnienie stanowi…
Dziś nowy cykl. 🐒 przyszła.
Zaczynamy przygotowania do transferu.
Pierwsze leki wzięte. Od jutra kolejne.
31.10.2025 monitoring w 11DC.
Ciekawe czy ustalimy odrazu termin transferu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 października 2025, 20:30
Ten wpis jest po to, aby pomóc sobie jakoś poukładać ten chaos w głowie.
Gdyby ktoś rok temu napomknął mi o kolejnej ciąży, to chyba bym wyśmiała. Nie, że nigdy bym nie chciał już ale to był bardzo ekstremalny czas z bliźniakami.
Teraz ta myśl chodzi mi od paru dobrych miesięcy.
Rozmawiałam o tym z mężem. W sumie nie raz.
Pierwsza rozmowa skończyła się na tym, że oboje byśmy chcieli ale oboje też mamy mnóstwo wątpliwości i wiele rzeczy było przeciw. Wydawało mi się wtedy, że nie mam z tym problemu. Wydawało mi się, że oboje jesteśmy zgodni, że fajnie byłoby mieć trzecie dziecko ale mamy dwójkę i to też nam wystarcza.
Minęło kilka miesięcy a mi pomysł trzeciego dziecka znowu wrócił. Też z wątpliwościami ale sercem czułam, że chce.
Znowu podjełam rozmowę, wiem, że namieszałam mężowi w głowie. Z początku nie dał mi żadnej odpowiedzi i ja to rozumiałam. To nie jest prosta decyzja ale następnego dnia chłopcy wieczorem byli trochę trudniejsi i wtedy wybuch, że jak ja to sobie wyobrażam, jak ja z dwójką sobie nie radzę to gdzie miejsce na trzecie dziecko. Ja sobie nie radzę!? Jestem z nimi 24 na dobę. Całymi dniami sama. Zawsze jest obiad i posprzątanie. Czy to w porządku na podstawie jednego wieczoru ocenić, że nie poradzę sobie z trzecim dzieckiem? Jesteśmy teamem, nie, że mi nie pomaga. Mąż w nocy ogarnia Leo, usypia ich na nocne spanie ale resztę robię ja. Mąż dużo pracuje, tu w nowym domu i na podwórku też jest jeszcze wiele rzeczy do ogarnięcia więc mój Mąż przeważnie o 21 w chodzi do domu.
Wiem, że on gdzieś tam też myśli o trzecim dziecku. Sam w kolejnej rozmowie powiedział, że to nie jest dobry czas ale tak naprawdę nie wiem co on myśli. Temat był rzucony już jakiś czas temu, chciałabym w końcu jakiś konkretów ale boje się kolejny raz podejmować ten temat. Nie chcę naciskać a jednocześnie chciałabym wiedzieć na co mam się nastawiać.
To jedno.
Drugie.
Nie boli mnie jak ktoś zachodzi w pierwsza ciążę ale jak widzę tu na forum bądź na insta jak ktoś ogłasza kolejną ciążę to czuję to samo ukłucie zazdrości co przy staraniach o chłopców...
Myślałam, że to z pierwszą ciąża minie... Nie minęło. To też boli.
Nie pisze tego wpisu, żeby znaleźć pocieszenie a raczej, żeby uwolnić swoje emocje. Jestem w tym sama, nikomu o tym nie mówiłam. Chciałabym poczuć jakąś chwilową ulgę. W codziennym życiu unikam tego tematu nawet jak ktoś zapyta w dobrej wierze, bo po prostu ten temat okropnie mnie męczy.
Dziękuje.
12 dpo – Szyjka macicy jest tak wysoko, że nie mogę jej dotknąć.
Strasznie pobolewa mnie brzuch oraz piersi, ale powoli tracę nadzieję. 😔 Wieczorna temperatura spadła na łeb na szyję, czyli już nie mam złudzeń jeszcze rano jak się potwierdzi to już całkiem będzie wiadomo, że po raz kolejny nici z 👣.
11 sierpnia przewidywany termin 🩸, test negatywny, aż bił po oczach 😭.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 października 2025, 15:41
Nowy cykl i przygotowania do procedury in vitro 😊.
Najśmieszniejsze jest to, że zaczęłam miesiączkę, a w poniedziałek mam wizytę i plan leczenia, a czytałam, że stymulację zaczyna się od 2-3 dc zobaczymy co powie lekarz już pisałam do mojej koordynatorki i odpisała, że niektórzy lekarze zaczynają stymulację od 3 DC, tak że zobaczymy jestem dobrej myśli ♥️.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 października 2025, 15:47
28+2
W poniedziałek byłam na wizycie i mały ważył już 1100 g. Każdy gram to dla mnie ulga, że jesteśmy bliżej spotkania i bezpieczniej dla małego. Ostatnio udało nam się nagrać kopniaka i nawet tata poczuł go na swojej dłoni 💙
Zaczyna być ciężko, nie śpie do 2 w nocy i wszystko mnie budzi - chyba zaczynam mieć już instynkt łatwego budzenia 😅 brzuch mam dosyć nisko przez co nie umiem długo siedzieć na krześle, a wstanie z łóżka powoduje ból w biodrach ale jeszcze niecałe 3 miesiące.
Aktualnie są święta i pamiętam jak rok temu święta były dla mnie straszne. Chciałam, aby jak najszybciej się skończyły, dzień po świętach wszystkie ozdoby schowałam razem z choinką. Rok temu po prostu się poddałam - moment w którym odłożyłam testy owulacyjne, mierzenie temperatury, kalendarzyk i starania. Przytłoczyły mnie zdjęcia na FB, nowe ciąże i pakowanie prezentów dla nie swoich dzieci. W sylwestra o północy mimo, że nie wypiłam kropli alkoholu to płakałam, bo zakończył się najtrudniejszy rok w moim życiu i prosiłam nowy tylko o nadzieję.
2025 - pierwsza połowa była trudna - kredyt, którego się bałam, przeprowadzka, remont, operacja, a później strata naszego marzenia w dzień matki. Ale druga połowa przyniosła nadzieję, a drugą rocznicę ślubu obchodziliśmy już z Filipem chociaż o tym nie wiedzieliśmy. Wydarzył się cud na jaki czekaliśmy 2 lata. Znów ujrzałam dwie kreski - z chłodną głową i strachem ale z nadzieją, że tym razem się nic nie wydarzy. Cała druga połowa 2025 jest cudowna - biorę z niej najwięcej jak się da ❤️🎀
Zaczynam III trymestr - nie mam strachu przed porodem, nie boje się macierzyństwa, nie boje się nieprzespanych nocy - czekam na nie. 2026 będziesz najpiękniejszym rokiem w moim życiu 💕🤱
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 grudnia 2025, 21:48
2,5 roku
Dawno tutaj nic nie pisałam. Dziś Lila ma równo 2,5 roku, i ja czuję ,że od przeszło miesiąca to zdecydowanie najtrudniejszy, najbardziej wymagający czas. Bunt 2,5 latka to coś strasznego, ciężko ogarnąć to co się dzieje z jej zachowaniem, gdy potrafi krzyczeć i płakać jednocześnie przez 30-40min bezustannie nie wiedząc o co jej tak naprawdę chodzi. Czuję się tak okrutnie bezsilna, bez żadnej możliwości by móc jej w jakikolwiek sposób pomóc. Ona krzyczy tak strasznie, a mnie rozwala od środka, i czuję jakby moje uszy i mój mózg miały dosłownie zaraz wybuchnąć. O ile na tym moim pamiętniku zawsze było słodko, o tyle dziś to eksplozja sprzecznych uczuć, bezsilności, prób ogarnięcia życia w jakikolwiek sposób. Nie wiem, może moim błędem jest to, że w żaden sposób się na to nie przygotowałam i może myślałam ,że zawsze będzie super. Ale też nie wiem, czy na to, co się dzieje człowiek jest w stanie się jakkolwiek psychicznie przygotować. Za nami wakacje, które były tak samo trudnym czasem, pomieszanym z radzeniem sobie z dzieckiem ,które jest wiecznie na "nie" i z którym próba spędzania czasu jest poprzedzona z walką o ubranie, uczesanie, posmarowanie kremem z filtrem, a nawet siedzeniem na plaży, bo i to się nie udało, uciekała, biegała jak dzika, albo krzyczała, gdy chcieliśmy coś od niej wyegzekwować. Zmieniłam otoczenie i super, ale nie odpoczęłam. I naprawdę spotkałam tam mnóstwo dzieci, ale żadne nie było tak nie do ogarnięcia jak nasze.
Jedyne czego sobie życzę w tym czasie to przede wszystkim mnóstwa siły i cierpliwości.
czy coś się zmieniło? Chyba moje podejście. Przestałam się tak ultra stresować, wiem że nie mamy najgorzej i to dziecko będzie. Czy w tym miesiącu, czy za 3 czy za 6 miesięcy. Będzie. Mój kochany lekarz mnie uświadomił, że jak byłam w ciąży raz to będę znowu i żebym sobie odpuściła. Fakt, robię zastrzyki accofilem, byłam na wlewie, mam 2 x ovitrelle, witaminki, zdrowe jedzenie, kiełki, czarnuszka, warzywa. Mój mąż się cały czas suplementuje, trenuje, troszkę schudł więc jesteśmy bliżej niż dalej.
Ciesze się, że już tyle o naszych ciałach się dowiedzieliśmy i jesteśmy o te 30 cykli więcej. Mam przewagę.
Jedna historia z życia wzięta: urodziny znajomego, kilka osób. Ja akurat miałam w tym dniu wieczorem wziąć 1 dawkę accofilu więc nie piłam. Obok mnie była znajoma, już w drugiej ciąży (dziewczyny, czasami warto sprawdzić facebooka przed żeby nie było przykrej nowiny) no i zaczęłam się tłumaczyć, że mam antybiotyk. A ona: W CIĄŻY JESTEŚ.
Tak, bo każda z nas tak szybko zachodzi jak ty. Ogarnij się babo.
Ale wiecie co, nawet się nie rozpłakałam, coraz mniej płaczę. Wiem, że cud na mnie czeka i już się zbliżamy do tego cudu.
Dziś się zdenerwowałam na lekarza chciałam się umówić na monitoring, a on nie odpowiada, trudno i tak olałam ten cykl, bo byłam na wyjeździe, ale jutro będę dzwonić i się umowie na badania w przyszłym miesiącu i będzie musiał mnie przyjąć, a ja specjalnie badania robiłam 😂.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 października 2025, 15:43
14 sierpnia 2025
40+0 tc 🤍 Dotrwaliśmy!
Dziś planowany termin porodu, ale naszemu synkowi nie spieszy się, żeby przyjść na świat. Dobrze mu u mamy 😄
Byliśmy na wizycie, maluszek waży już 3436 g i mierzy 52 cm. Na ktg zapisało się kilka nieregularnych skurczy o mocy 50-60. Szyjka skrócona do 1/3, ale nadal zamknięta. Ilość wód płodowych, przepływy, wygląd łożyska, ułożenie dziecka - wszystko jest w porządku. W poniedziałek mamy podjechać na kolejną wizytę, chociaż doktor był co do niej sceptyczny - powiedział, że teraz poród może rozpocząć się w każdej chwili.
Od kilku dni czuję bóle miesiączkowe w dole brzucha i krzyżu, co według niego jest bardzo obiecującym znakiem. W pachwinach pojawia się czasem wrażenie ucisku i jestem zmęczona jak nigdy. Synek też mniej się rusza - choć zawsze, gdy dotknę brzucha, zasadzi mi uspokajającego kopniaka 😊 Poza tym z myślenia "będę tęsknić za brzuszkiem, nie spieszmy się" przeszłam na "bardzo chciałabym go już poznać". Według mojej położnej to też znak, że zaczęły działać hormony przygotowujące ciało i umysł do porodu. W sobotę całkiem nagle złapała mnie myśl, że już zaraz go przytulę. Pierwszy raz wyobraziłam sobie to tak realnie, że aż pojawiły się łzy wzruszenia. Niesamowite uczucie.
Możliwe, że to mój ostatni wpis przed porodem. Nie mogę się już doczekać 🤍
119 dni mojego szczęścia ❤️🔥
17 tygodni małego cudu 🍀
30 dni w domu !
To już miesiąc odkąd jesteśmy razem w domu! ❤️🔥 Nadal jestem tak szczęśliwa że trudy związane z karmieniem czy brak snu nie są wstanie tego zmienić.
Jesteś tu a to było dla mnie najważniejsze.
Nela waży 3750g teraz już nie jest kruszynką, to prawdziwa kluseczka tak ją fajnie czuć w ramionach. Starszy brat jest nieziemsko cudowny 🤩 wspiera, zrobił mi ostatnio obiad bo utknęłam z Nelką przy cycu cały dzień 🥹 kocha ją.
Ten strach który mi towarzyszył, znikł, tak po prostu uleciał. Nadal nie dowierzam że jesteśmy tu i teraz. Ciągle mam do siebie żal, to wszystko co było tak bardzo nas zmieniło.. tyle dni strachu, bólu i poświęcenia, dziś to wszystko wspomnienia … 5 transfuzji, sterydy, szczepienie przeciw krztuścowi, dwa razy magnesium, szczepienie anti d co trzy tygodnie .. udało się jesteś tu ze mną..

Kocham swoje dzieci 🥰 dla nich wszystko.
Dzisiaj postanowiłam napisać list do dzieciątka, które odeszło. Jest to dla mnie forma autoterapii, ale też chciałabym, żeby nasze Słoneczko usłyszało te słowa🥹
Kochane Słoneczko,
W tym roku listopad był zupełnie inny niż wszystkie dotychczas. Jego zwiastunem było otulające ciepłem słońce, które na moment zamieszkało w moim łonie. Radość i niedowierzanie były tak ogromne, że nie byłam w stanie pomieścić w sobie tak barwnych i nasyconych nadzieją emocji. W moim życiu pojawił się najpiękniejszy cud, którym jesteś Ty.
Poznałam i pokochałam Cię już o wiele wcześniej. Jednak ta krótka chwila razem była najcudowniejszą rzeczą w moim życiu. Jestem Ci bardzo wdzięczna, że zaszczyciłeś mnie swoją obecnością i miłością. Wiem, że jesteś największym darem zesłanym mi przez niebiosa. Dziękuję Ci, że stanąłeś u progu moich drzwi. Wierzę, że następnym razem rozgościsz się bardziej.
Mimo że teraz w moim wnętrzu bucha chłodem, to w sercu nie czuję pustki. Jest ono wypełnione najjaśniejszą iskierką - Tobą. Wiem, że nie byłeś gotowy, żeby zostać ze mną dłużej. Rozumiem to, choć jest to dla mnie bardzo trudne. Niczego bardziej nie pragnę na świecie niż Twojej obecności w zdrowym ziemskim ciele.
Jeśli jest coś, co mogę zrobić, byś poczuł się pewniej na ziemi, to powiedz tylko słowo, a poruszę gwiazdy i księżyc, by móc w końcu przytulić Cię do piersi.
Kocham Cię całym sercem, całą duszą, każdą cząsteczką ciała fizycznego i eterycznego. Kocham Cię tak bardzo, że trudno mi bez Ciebie żyć. Choć dałeś mi dowody na to, że przy mnie jesteś, ja czekam, aż znów zamieszkasz pod moim sercem. Czekam i szczerze tęsknię. Ale wiem, że jesteś i że wrócisz tam, gdzie Twoje miejsce.
Kocham Cię
Mama
Wciąż nie mogę uwierzyć w wydarzenia z ostatnich 10 dni.
Transfer się odbył. To był bardzo szczęśliwy dzień i mogliśmy z mężem spędzić go razem. Aktualnie oczekujemy na jego wyniki.
Został podany w 3 dobie zarodek 10A (10 komórek, pierwsza klasa). W tym samym dniu powiedzieli, że rozwija się jeszcze jeden 8A i trzy zarodki drugiej klasy. Te wiadomości, razem z transferem pomogły wytrzymać do 4 doby hodowli, ale potem... mimo ogromnej radości, stres był coraz silniejszy, właściwie to strach, bo bałam się okropnie, że znów niczego nie zamrożą. ALE UDAŁO SIĘ!
Na zimowisku czekają 2 mrozaczki - 3.1.1. i 3.1.2.
Ogromna ulga, ogromna wdzięczność.
0_3_0
Ostatni zastrzyk za mną... 😍 jeżeli będzie mi dane, do strzykawek wrócę w kolejnej ciąży dopiero...
Nie mówię ze teraz, już, natychmiast, ale chciałabym kiedys jeszcze być w ciąży... może ze świadomością że "potrafię" urodzić żywe dziecko byłoby łatwiej?
Boże, jeżeli zechcesz dac mi kiedyś jeszcze jedna szansę, będzie cudownie, obiecałam Ci ze nie zostawię zarodków w klinice... wiesz, że to nie było wbrew Tobie... ja po prostu nie umiałam wyobrazić sobie życia bez dziecka tutaj... jeżeli uznasz, że wystarczy mi tego szczęścia, zrozumiem i będę wdzięczna ze dałeś nam chociaż jego...
Nie wiem kiedy minęły te 3 tygodnie... za tydzień maz wraca do pracy 🤯 A te 4 tygodnie miały być tak długie...
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 stycznia, 01:02
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.