BETA 101,74 mIU/ml!!! OMG 🥹
23 oocyty
12 komórek M2
7 tylko zaczęło się dzielić
W 3 dobie 6 zarodków
W 5 dobie 3 blastocysty ale CC, CD więc trzymane dalej i degeneracja w 7.
Zostałam z niczym.
Dawno mnie tutaj nie było... Dawno nie czułam potrzeby pozbierania swoich myśli i spisania ich w jednym miejscu.... Tak ten pamiętnik jest tym miejscem, moje wypociny gdy już myśli zbyt wariują i potrzeba ułożenia tego w logiczną całość...
W małżeństwie bywa różnie... Raz jest lepiej raz gorzej, są kłótnie po których z przyjemnością się godzimy, są ciche dni i te pełne krzyków, ale wiem że każda sytuacja w naszym życiu mocno nas do siebie zbliża. Od Sylwestra coś się zmieniło, nasze małżeństwo posunęło się szczebel wyżej, mąż okazuje więcej wsparcia, stał się mi bliższy i wróciła ta nastoletnia miłość, którą gdzieś zgubiliśmy po drodze kilku lat, ja poczułam się na nowo kobietą, chętnie zakładam szpilki i sukienki, długo nie mogłam się przemóc do tego kroku...
Córcia we wrześniu kończy 3 latka 🥹 zaczyna w swoim życiu przygodę zwaną "przedszkole" jest wesoła, bystra i zrobiła się pyskata 😈 jak to mówią "genu nie wydłubiesz" i jakby nie patrzeć z kombo charakteru mojego i starego nie mogło wyjść spokojne dziecko 🤭 młoda daje nie raz popalić ale cały czas powtarza że nas kocha 🥹 jest naszym słodkim przytulasem i wszystkie problemy i zmartwienia idą w cień. Zawsze myślałam że to rodzice uczą dziecko i pokazują mu świat... Oh jak bardzo się myliłam... Od kiedy młoda zaczęła dopatrywać się wszystkiego nauczyła nas zatrzymać się na chwilkę, nauczyła nas że czas płynie zbyt szybko żeby gnać za rzeczami mało istotnymi... "Mamusiu zobacz biedronka, patrz ma kropki " i zatrzymujemy się na kilka maleńkich chwil żeby podziwiać jakie piękne kropki ma biedronka, jak pszczoła zbiera nektar, jak ślimak wychodzi ze skorupki jak dżdżownice zwijają się gdy pracuje się w ogródku jak pająki tkają sieci jak listki mają piękne kolory i że są różne kształty i teksturę jak kamyczki mogą być różne... Gdy się wchodzi w dorosłość ważne stają się praca, dom, pieniądze, pielęgnowanie związku, przestajemy zwracać uwagę na to co nas otacza, a dzieci uczą nas tego od nowa że nie jest ważna kolejna kawa czy obiad na idealną godzinę kawa nie ucieknie a pszczoła tak...
Jesteśmy na etapie odpieluchowania, myślałam że będzie ciężej a jest nawet super.
Dotarliśmy do momentu, w którym zaczynam czuć parcie na projekt bobas i chyba nie tylko ja czuję to parcie bo mąż też dał mi to do zrozumienia. Więc wracamy do intensywnych starań na początku wjechały suplementy, termometr, śluz i szyjka, zobaczymy gdzie nas zaniesie pragnienie dalej, łatwo nie będzie... Gdyby miało być miała bym już gromadkę dzieci... Mam też namiary na lekarza jednego z najbardziej polecanych przy moich schorzeniach, odkładamy co ma być to będzie na kiedyś teraz wdrażamy działanie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 maja, 19:15
Od kilku dni żyje sobie pełnią życia. Minęła pierwsza frustracja, pojawiło się działanie. Bo jak nie teraz to kiedy. Jestem niecierpliwa i wszystko o czym zamarzyłam, chciałam mieć tu i teraz. A przecież jak coś przyjdzie wolniej, nie znaczy, że będzie gorsze. Powoli, drobnymi krokami urządzam sobie kącik w ogrodzie. Do lata już coś będzie, nie musi być na już. Tak samo reszta moich planów. Wszystko powoli. Wiem, że jestem uparta i spełnię te swoje marzenia, jak nie teraz to za rok. Mam już też umówioną wizytę u okulisty, dentysty, fizjoterapeuty. Czas zadbać o siebie z każdej strony. Myślę, żeby wykupić sobie nocleg w komorze normobarycznej dla relaksu i takiej kropki nad i, mojej pracy nad komórkami. Wcinam sumiennie suple, duże dawki Q10, niech karmią się komóreczki 🙂 nie wiem czy po tym, czy po komorze, ale mam wrażenie, że włosy mi ładnie zaczynają rosnąć. Także może moje komórki też tam porządnie się odżywiają. Do tego uwielbiam zakwas z buraka. Zapijam nim laktoferynę i wit c i za jakiś czas zobaczymy jak moja ferrytyna. Ostatnio była na poziomie 30, nienajgorzej, ale może być więcej. Do tego czas skontrolować tarczycę. I działam, działam 🙂 mam nadzieję, że buduje solidny fundament pod transfer, a jak nie, to na pewno pod dobre życie. Bo ostatnio czuję się naprawdę lekko i tak po prostu szczęśliwa 🙂 I wdzięczna, za to co mam, za każdy dobry dzień, który sama sobie tworzę, za to że ta wiosna mnie też obudziła do życia. Za to, że jak patrzę w lustro widzę ciało, które akceptuję i osobę, która w końcu wie czego chce. Nie wiecznie smutną, niewyspaną twarz, osobę, która żyje tylko niepowodzeniami, od owulacji do owulacji. Nie chce już wracać do tego miejsca...
Teraz żyje, tak po prostu. Chwytam każdą chwilę. Tylko tyle i aż tyle...
25+3
Końcówka 2 trymestru, dużo się dzieje…
Za mną echo serduszka - wszystko OK. Trwa remont, który nie wiadomo kiedy się skończy…
Przyszła wiosna 💐
Nasz Malec ma już ok. 1001 gramów. Tętno ok. 150 uderzeń/min. Także świętujemy pierwszy kilogram. 🥳
Dzisiaj kolejne spotkanie mojej grupy dla kobiet w ciąży. Pod koniec marca zacznie się szkoła rodzenia. Powoli trzeba zacząć kompletować wyprawkę- na razie mam wózek i kilka ubranek.
Ale- relax, babe. Jest pięknie. Jestem w miejscu, którego zawsze pragnęłam. I ani anemia, ani samopoczucie, ani trudności z remontem czy z komunikacją z teściami tego nie zmienią - dziękuję Ci, Łukaszku, że jesteś ze mną ❤️
Rok.
Już rok nasz synek jest z nami.
To był piękny, ale też wymagający czas. Zleciało tak szybko, jakbym zdążyła tylko mrugnąć. Czasem nadal nie mogę uwierzyć, że to moje dziecko.
Jest on absolutnie cudownym i wesołym chłopcem - ale wszystkie skoki rozwojowe nas nie oszczędzają i z reguły to trudny czas.
Za chwilę wracam do pracy, trochę z obawą, trochę z podekscytowaniem.
Mimo, że nie planujemy więcej dzieci, to ciągle tu jestem, wchodzę na forum, poczytuje - co prawda nie mam tu już swojego miejsca, ale jakoś nie umiem odejść. Już chyba zawsze będę staraczką.
W każdym razie - jestem wdzięczna, że moja droga do macierzyństwa skończyła się upragnionym dzieckiem. I nadal kibicuje każdej z Was, która wciąż na to czeka.
... 14.11.2024 pierwsza wizyta. Nie moglam sie doczekac, ok godziny 10 wyruszylismy. Wiadomo wypelnilismy papiery, szczegolowy wywiad, lekarka przejrzala nasze dotychczasowe badania, zalecila jeszcze wiecej badan (niektore posiewy nawet zrobilam od razu po wizycie) i dostalismy plan. Plan ktory bardzo mi sie podobal i dawal bardzo duzo nadziei. Pierwszy raz od miesiecy pojawil sie usmiech (jaka ja bylam naiwna...) oprocz badan to obserwacje cyklu, droznosc jajowodow z lipiodolem (to dawalo bardzo duza nadzieje) stymulacje, tona supli i lekow. Juz na tej wizycie dostalam euthyrox zeby tarczyce podrasowac do ksiazkowego 1 (wczesniej mialam zazwyczaj ok 2) , miesiac pozniej kolejna wizyta z kompletem wynikow i kolejne leki, symformin, progesteron, dostinex. Juz w samych tych lekach pokladalam duza nadzieja ze takie "wspomagacze" cos dadza.
🔹️🔹️🔹️
21.03.2025 nadszedl dlugo wyczekany dzien droznosci z lipiodolem. Jako ze byl to 7 dc to mielismy juz w tym cyklu sie starac. Sama droznosc byla tragiczna wrecz, niewspominan tego dobrze ;( bolalo strasznie i zemdlalam przy zakladaniu cewnika i samo podanie lipiodilu to byl obecnie najwiekszy bol jakiego w zyciu doswiadczylam, myslalam ze mnie rozerwie.. po tylko bolal mnie brzuch jak przy okresie i 2 dni plamilam. Wg lekarki z takimi wynikami 3-4 cykle po lipiodolu bede w ciazy. No ale minal jeden, drugi, trzeci cykl i wtedy wypadla nam wizyta i nadal nic. Wtedy lekarka zalecila nam badanie allo mlr. Na kolejnej wizycie do juz branego Ovitrelle od czasu lipiodolu doszedl mi accofil 💉 ja sama sobie niestety zastrzyku nie zrobie, komus to i owszem. Takze kolejne wyzwanie dla M. W sierpniu lekarka wlaczyla jeszcze stymulacje letrozolem i to chyba byla moja ostatnia iskierka nadziei ktora zgasla wraz z 3 nieudanym cyklem na stymulacji
i tak sobie czas mija od wizyty do wizyty od badan do badan.. ktory to juz cykl staran nie wiem, nie liczylam. W marcu wlasnie mijaja 3 lata odkad zaczelismy... w klinice to 18 cykl, 14 z Ovitrellle i 7 z Letrozolem... ja juz te leki biore jakos automatycznie, temp mierze i wpisuje w karte tez nawykowo. Bez emocji, bez nadziei... lekarka teraz wspomina o histeroskopii i laparoskopii diagnostycznej.. na laparo zeby mnie kroili tylko zeby sobie poogladac na pewno sie nie zdecyduje bo nie mam zadnych wskazan do tego.. a z histeri jestem w kropce. Czuje ze moje zycie stoi teraz w totalnym zawieszeniu i ja sobie zyje pomiedzy tym czy zostawic juz ten caly proces bo widocznie z jakis powodow mam nigdy mamą nie byc ale wtedy boje sie ze bede tego zalowac. Dalej bic tak samo glowa w mur juz sensu nie widze, histero sie za bardzo boje do tego dochodzi strach czy warto tak cierpiec w imie braku gwarancji 🤷♀️ I nie wiem co zrobic. Najchetniej rzucilabym to i zatracila sie w ogrodzie.
Jeszcze na zasadzie doszukiwania sie w posiewie moczu wyszly sladowe ilosci jakis bakterii i od tygodnia mamy antybiotyk ktory totalnie zmiotl mnie z planszy 🤢
Niby nadeszla wiosna a zamiast sie cieszyc odczuwam smutek... zapach wiosny przypomina mi o tej wizycie na ktorej dostalam termin lipiodolu na 21 marca i po tej wizycie siedzielismy sobie na lawce w parku, z kawka, swiecilo slonce, bylo bardzo przyjemnie. Usmiechnieci i pelni nadziei ze to bedzie ten brakujacy element ukladanki. Niestety minal rok i nadal jestesmy w punkcie wyjscia.
Czy to sie w ogole kiedykolwiek uda, a moze czas powiedziec pas 😪
Jutro jadę na badanie krwi, zelaza po miesiącu leków, zobaczę czy ferrytyna i hemoglobina Ina drgnęły, przy okazji zrobie betę choc to dopiero bedzie 11 dpo. Dol brzucha jak boli od e dni w sumie, tak jak miesiac temu kiedy się udało ale nie nastawiam się, choc moze sie nastawiam...
po 48h beta 221,16 mIU/ml 🥹🥹
Dziś 12 dc.
Po leczeniu, 5 marca wykonałam biopsję endometrium. To miał być ostatni lub pierwszy dzień okresu, więc ładowałam w siebie duphaston. Zapomniałam, jak piekielnie znoszę skutki uboczne. Czekam na wyniki biopsji.
W międzyczasie znowu wyszedł mi jakiś syf, zrobiłam posiewy. Mam jakiegoś grzyba, na który laboratorium wskazało chemioterapeutyk, którego nie ma w globulkach. Jest tylko w postaci iniekcji. Brakuje mi nawet emotikon do pokazania mojego aktualnego stanu. Niemniej. Lekarka z kliniki powiedziała, że skoro to był posiew ze sromu (bo tam miałam koszmarny świąd i białawy nalot), to że sama biocenoza pochwy nie jest taka zła. Przepisała mi macmirror (którego ostatnie 4 globulki podałam sobie zaraz po wykonaniu posiewów), oraz podmywanie się ziołami vagosan i nadmanganianem potasu. Oraz probiotyki w żelu. Na razie macmirror na 7 dni. Już po tych 4 globulkach poczułam poprawę. Ale, ileż można.
W międzyczasie raz w miesiącu chodzę na akupunkturę.
Czy ktoś to w ogóle będzie czytał? Trochę mam nadzieję, że tak… a trochę, że jednak nie 🙈
Wczoraj dostałam pierwszą miesiączkę po laparoskopii i chyba dopiero wtedy tak naprawdę dotarło do mnie, co się wydarzyło. Ja… w ciąży? Ja mam w ogóle szansę naturalnie zajść? Szok, szok i jeszcze raz szok.
W poniedziałek lecę do ginekologa i na wymaz (MUCHA 🦠). Suple na razie biorę totalnie „z przypadku” — takie, jakie złapałam w aptece przy okazji dwóch kresek (multiwitamina + DHA). Ale spokojnie, już wjeżdża upgrade.
Zamówiłam:
– selen i inozytol z Proton Labs
– od kwietnia wchodzę w Prenacaps I z DHA (w subskrypcji jak królowa )
– mam też zapasy: magnez, witamina D i cholina
Na start chyba wystarczy, chociaż kusi mnie jeszcze jakiś metylowany kompleks B (team MTHFR here 🙋♀️ — homozygota, ale na szczęście bez jazd z krzepliwością).
Jeśli chodzi o drożność jajowodu — zrobiłam research i okazuje się, że w klinice Bocian u mnie w mieście robią to praktycznie od ręki. Także plan jest prosty: za miesiąc, 1. dzień cyklu → telefon → działamy.
Czy coś jeszcze? No ba 😅
Odkopałam mój termometr owulacyjny (powrót legendy), leki na tarczycę i depresję elegancko poukładane przy łóżku, a w środę mam wizytę u psychiatry, żeby ogarnąć zmniejszanie dawek i powolne odstawianie.
I oczywiście… zaraz zamawiam hurtowe ilości testów z Allegro 😂 Plan działania: tryb turbo włączony.
No to lecimy!
35dc okresie przybywaj 🙏
Wszystko co można było zrobić aby łaskawie przyszedł - zrobione...
Oczywiście pewnie jak mam zacząć przygotowania trafił się jakiś wydłużony cykl albo jakiś bezowulacyjny...
Chociaż w życiu nie miałam tak długich cykli.
Maj mnie kompletnie nie oszczędzał, przeorał mnie wzdłuż i wszesz i jeszcze ten cykl taki długi...
Objawów zero, nic nie boli, nic nie kłuje, zero pryszcza, cycki stabilnie...ja już nie wiem co począć. Ale jak nie przyjdzie do końca tygodnia trzeba będzie pobawić się w progesteron 😞 i dalej wydłużać cykl.
Znowu wizyty w klinice przestawiać...
I szczerze mam już wszystkiego po dziurki w nosie, czy choć raz nie może być normalnie. Czy choć raz nie mogę przyjść z dobrymi nowinami.
No oczywiście, że nie... U mnie nie może być normalnie, musi coś wyskoczyć. Zmęczona psychicznie już tym wszystkim jestem, mózg mi płata figle...
Chciałabym mieć to wszystko już za sobą, godzić się z porażką a nie żyć w zawieszeniu, w oczekiwaniu na nie wiadomo co... Cuda w moim życiu się nie wydarzają, wszystko przychodzi po ciężkiej walce. Od dzieciaka żyje w trybie "Fight or die". Wiecznie włączony tryb walki.
Ale no co trzeba zagryźć zęby i trwać w tym wszystkim dalej. Nie mogę się skarżyć, bo i komu i po co. I tak nikt nie zrozumie, albo znowu usłyszę, że jest z moją psychiką coś nie tak...
Będę nadal uprawiać swój "ukochany" sport - czekanie.
Ehhhh....😞
40+1 tc
Dzisiaj miałam wywoływany poród - niestety nie udało się. Zostałam przyjęta z rozwarciem na 4 cm i mimo kroplówki podłączonej 16-20 nie było żadnego postępu, oprócz maksymalnego skrócenia się szyjki ale rozwarcie nie postępuje. Po odłączonej kroplówce skurcze są bardzo rzadkie ale bolesne. Ogólnie największy ból jaki miałam to 5/10, dosłownie kilka sekund. Korzystałam z wanny z hydromasażem - polecam każdej rodzącej. Naprawdę łagodzi, można odpocząć.
Aktualnie jestem na oddziale położniczym, jutro decyzja co dalej.
Jestem sama na sali i w sumie cieszę się, właśnie daje upust emocją i płacze. Płacze, bo moje ciało znów zawodzi. Wracają wspomnienia ze starań. Wiem, że jeśli nie urodzę jutro to czeka mnie cesarka - bardzo jej nie chce, boje się powikłań i tego bólu, chociaż wiem, że po będę najszczęśliwsza na świecie bo będę w rękach trzymać swoje dziecko.
To już nasze wspólne dwa tygodnie... czas leci zdecydowanie za szybko.
Nela jest cudowna, naprawdę idealna. Uwielbia się przytulać, bardzo mało płacze, nocki przesypiamy dobrze, dwa razy pobudka na mleko i wstajemy dopiero około 8. Połóg znoszę bardzo dobrze, nie odczuwam żadnych zmian nastrojów i szybko się goję, bo niestety podczas porodu doznałam pęknięcia trzeciego stopnia, czyli całkiem sporego 😅 no właśnie poród... trochę taki filmowy bym powiedziała. Było szybko i głośno 😆
Zaczęło się o 6 rano, tak jak chciałam, żeby być wyspana i mieć więcej sił. A więc obudziłam się z wrażeniem jakbym sikała, ale odrazu wiedziałam, że właśnie odchodzą mi wody. Pacnęłam męża śpiącego obok, krzycząc, że się zaczyna. Wstałam z łóżka i chlusnęło ze mnie. Mąż zaczął lekko panikować, biegać po domu, zahaczył się o swój szlafrok i się wywrócił 🤣 no było śmiesznie. Uspokoiłam go, nie miałam jeszcze żadnych skurczy więc oboje wzięliśmy prysznic, dopakowaliśmy rzeczy i ruszyliśmy do szpitala. Miałam wtedy rozwarcie na 3 cm i chyba nikt z personelu nie wierzył, że pójdzie tak szybko. Pierwsze lekkie skurcze pojawiły się po 8 rano, o 9 trafiłam na salę porodową i wtedy zaczęły się już bardzo regularne i bolesne. Poprosiłam o znieczulenie wewnątrzoponowe, ale zanim przyszedł anestezjolog i je podał to zaczęło się już parcie, więc nie wiem czy pomogło mi ono w bólu, bo skurcze parte były tak bolesne, że nie wiedziałam, że człowiek w ogóle jest w stanie odczuwać taki ból 🤯 mąż był bardzo dzielny, wspierał mnie i trzymał butelkę z wodą, bo podczas porodu wypiłam dobre 4 litry, pragnienie było ogromne. Jego rękę ściskałam całkiem mocno, bo nawet później wyskoczył mu siniak a i nawet raz go ugryzłam 😆 no i tak o to po jakichś 5 parciach przyszła na świat Nela. Obwód głowy to 38,5 cm także tak tłumaczę sobie to pęknięcie. Położyli mi ją na piersi ale na chwilę mąż musiał ją zabrać żeby mogli mnie pozszywać, na szczęście znieczulenie działało na tyle, że mogli zrobić to na sali porodowej. W szpitalu mieliśmy pokój rodzinny i bardzo to doceniam, że mogliśmy być te pierwsze dwie doby ciągle razem. Przez pierwsze 24h robili Neli badania na cukrzycę, bo szukali wytłumaczenia na tą dużą wagę urodzeniową, ale cukier był zawsze w normie, także taki jej urok, że jest uroczą kluseczką.
Przy wypisie okazało się, że mała straciła na wadze prawie 500g i dopiero wtedy ktoś zwrócił uwagę, że chyba nie mam wystarczająco pokarmu, chociaż pytałam pielęgniarki dobre kilka razy, ponieważ z Mają też nie miałam zbyt wiele mleka... Ale Nela nie płakała więc nikt nie podejrzewał, że może być głodna 😪 musieliśmy przejść na mleko modyfikowane, ja swoje też odciągam ale nie ma tego zbyt wiele, raczej 30-40 ml na sesję, ale robię co mogę być dostawała chociaż troszkę. Do piersi też ją dostawiam, bo ona to uwielbia. Ja zresztą też. Ta bliskość wtedy jest naprawdę wyjątkowa.
Z każdym dniem kocham ją jeszcze mocniej. Mamy piękny czas teraz. Mąż cały miesiąc jest z nami w domu i doceniam naszą każdą wspólną chwilę. Nie potrzebuję nic więcej. Mam wszystko. ❤️
Jakiś czas milczałam, bo w sumie nic się nie działo, nie było o czym tu pisać. Trochę miałam oczyszczającą kłótnie z mężem na temat starań. Obiecał się bardziej starać i rzucić palenie. W tym miesiącu nie kontrolowałam płodnych dni poza mimowolną obserwacją śluzu, ale nie mam bladego pojęcia kiedy dokładnie mogłam mieć owulację. Jak teraz się nie uda, to małżonek ma wybrać się na badanie nasienia i hormony męskie. Zobaczymy co tam się dzieje. Ja się nie nastawiam w tym miesiącu, bo nie wiem czy się z ❤️ wstrzeliliśmy w termin w ogóle. Poza tym mam strasznie zawalone zatoki. Jedynie co chyba od jutra profilaktycznie zacznę brać Duphaston, żeby nie myśleć że to wina tego niskiego progesteronu. Zobaczymy co będzie. Miesiączka pewnie powinna przyjść jakoś na początku kwietnia.
Zbieram się po sterydach.
Dużo skutków ubocznych, które po prawie półtora miesiąca odstawienia dalej rzutują na funkcjonowanie i na zdrowie.
Chodzę po lekarzach, aby ustawili mnie do poziomu w miarę sensownego funkcjonowania.
Sterydy zepsuły przede wszystkim...mnie.
Jedyny plus tego wszystkiego, że w końcu mówię, a wręcz krzyczę głośno, aby mi ktoś pomógł, bo czuję się jak puzzle porozrzucane po całym dywanie.
Najtrudniejsze w tym wszystkim jest to, że Ala w domu i w przedszkolu do pań codziennie nawija o tym, że niedługo urodzi się jej siostrzyczka. Odkłada jakieś zabawki, ubranka i mówi, że to wszystko da swojej siostrze kiedy się już urodzi...
Rozwala mi to łepetynę i serce...
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 marca, 21:39
Biopsja czystaaaaaa! Hurrrrrraaaaaaa! Teraz tylko wyleczyć "zwykłą" infekcję i heja 🥰
A jeszcze jedno... Maja skończyłaby jutro 5 lat. Kiedy to minęło? Ciekawe jaką starszą siostrą by była... Często się nad tym zastanawiam.
Jak kilka dni temu pojechaliśmy z Nela pierwszy raz na cmentarz to pękłam totalnie. Ten widok złamał moje matczyne serce po raz kolejny. Tak bardzo chciałabym mieć je obie przy sobie... 💔
Hej dziewczyny 🤍
Przychodzę do Was z małym update’em moich starań 🌿
Dzisiaj byłam u ginekologa – na szczęście wszystko jest w porządku, co bardzo mnie uspokoiło 🙏 Nie zrobiłam co prawda panelu PCR MUCHa (bo dalej mam delikatne plamienie a to może zaburzać wynik) ale odkryłam, że można pobrać wymaz samodzielnie w domu i odesłać do badania, więc pójdę w tę stronę – szczerze mówiąc, nie uśmiecha mi się płacić kolejnych 200 zł za wizytę tylko po to, żeby ktoś pobrał wymaz.
Jeśli chodzi o suplementację, to doszedł mi inozytol do picia oraz selen. Staram się też regularnie brać to, co kupiłam wcześniej – trochę z przypadku, trochę „zapasów”, ale działam i jestem w tym coraz bardziej systematyczna 💪
Przyszły też moje ulubione testy owulacyjne (Horienmedical) – aż 100 sztuk, więc jestem przygotowana na dłużej 😄
Poza tym zaczęłam chodzić na siłownię i naprawdę staram się dbać o dietę. Właśnie przygotowuję jedzenie na najbliższe dni – owsianki z malinami, sałatki z kurczakiem i brokułem 🥗 To taki miks zaleceń z Akademii Płodności i moich własnych modyfikacji – stawiam trochę bardziej na białko i zdrowe tłuszcze, a trochę ograniczam węglowodany.
No i mały przełom – dziś po raz pierwszy od wielu miesięcy (a może nawet ponad roku!) zmierzyłam rano temperaturę i zaczęłam prowadzić wykres 📈 Czuję, że wracam na dobre tory i że to wszystko zaczyna być bardziej poukładane.
Trzymajcie kciuki ✨
36+4
9 miesiąc ciąży 🥹 - nie dowierzam. Już tuż tuż ciąża donoszona…
Za mną ostatnia wizyta u doktor prowadzącej ciążę. Waga Łukaszka z wczoraj ok. 3300 gramów. 8 czerwca mam się udać na kontrolę do szpitala… - na razie nie wiadomo, czy będzie indukcja, czy będziemy czekać, aż poród rozkręci się naturalnie.
Za mną mój pierwszy, jeszcze nieoficjalny dzień Mamy 🥹 Tak długo to święto kojarzyło mi się z bólem i niemocą… Chyba już nie wierzyłam, że cokolwiek się zmieni. Ale… zmieniło się. Jestem teraz w dwupaku z moim synkiem i … jestem za to bardzo wdzięczna. Za ten cud. Za rok, mam nadzieję, będę świętować Dzień Mamy i Dzień Dziecka już z Łukaszkiem. ❤️ Nie umiem w to uwierzyć- to wszystko jest zbyt piękne, niech ta „bajka” trwa.
Żeby nie było samych słodkości w tym temacie, to moje samopoczucie od kilku dni jest znacząco gorsze. Już ciężko mi sobie radzić samej. Zgaga na pełnej k…, ciężkość, doszły biegunki i ból podbrzusza + emocjonalny rollercoaster- pełen pakiet. Ale cóż… wszystko przeżyję- już tak niewiele zostało.
Muszę wreszcie spakować torbę do porodu, zamówić dostawkę i ogarnąć mieszkanie. Niedługo będziemy już we trójkę…
Z końcem tego tygodnia pożegnamy maj a przywitamy donoszoną ciążę 🥰 W przyszłym tygodniu jeszcze wizyta u położnej i u fizjo uroginekologicznej a potem czas na wyciszenie i zobaczymy, co przyniesie drugi tydzień czerwca. Coś się zaczyna- zdecydowanie to czuję… Trochę we mnie lęku, trochę ekscytacji. Łukaszku, czekamy na Ciebie 💐
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.